 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published
in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail:
redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2386 Haines Rd. Suite 204
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka
wyłącznie First Class Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC nr 15/2010
Panie Andrzeju,
Ze smutkiem i żalem piszę do gazety "Goniec" po katastrofie w
Smoleńsku. Straciliśmy Prezydenta, najwyższych dowódców Wojska Polskiego,
wielu wartościowych Polaków. Długo będziemy czekali na zagojenie tej tragedii.
Co nas czeka w najbliższych miesiącach, trudno przewidzieć.
Piszę "z żalem", bo w poniedziałek, 12 kwietnia, przypadkowo
trafiłem na spotkanie z przedstawicielami "Michaela" w Centrum Kultury
Polskiej. Zgromadziło się około 80 osób. Oczywiście zgadzam się z nimi,
jeśli chodzi o mędrców tego świata i ich politykę szczególnie finansową
na świecie itd. Ale byłem zbulwersowany, gdy w drugiej części tego spotkania
zaczęto rozprawiać o katastrofie w Smoleńsku. To już nie było rzeczowe
przedstawianie faktów (bo do tej pory praktycznie ich nie znamy), tylko
teorie na temat spisku i sabotażu. Wymieniano tak bzdurne i nieprawdopodobne
historie, że pozwolę sobie kilka z nich przytoczyć:
- świadkowie słyszeli dwa wybuchy, jeden około 1 km od lotniska,
a drugi 500 m. Ktoś wspomniał nawet o bazuce. Faktem jest, że samolot rozbił
się dwa kilometry od lotniska;
- przy wypuszczaniu podwozia zamontowane mogło być urządzenie
do blokady sterowania samolotem;
- świadkowie widzieli smugę dymu za samolotem;
- ktoś musiał namówić najwyższych dowódców WP, żeby lecieli razem
samolotem, bo obecność i prestiż prezydenta gwarantowały bezpieczeństwo
samolotu;
- bo przyczyną katastrofy mógł być minister Skrzypek, który nie
zgadzał się na dewaluację złotego, zapewniającą zwiększenie eksportu i
odraczanie wejścia pod skrzydła euro.
To może wystarczy. Posądzanie o sabotaż jest ostatnią rzeczą,
którą należałoby zbadać. Być może nigdy nie dowiemy się przyczyn tego wypadku,
będą tylko przypuszczenia ekspertów. Wierzę, że Rosjanie z polskimi ekspertami
dołożą wszelkich starań, żeby wyjaśnić rzeczowo przyczynę. Jest to samolot
produkcji rosyjskiej, który miał dokładny przegląd (remont) zrobiony przez
nich i rozbił się na ich terytorium.
Dodam na zakończenie, że Amerykanie przez cztery lata nie mogli
znaleźć przyczyny katastrofy samolotu MD-82, który lecąc z Alaski do USA,
wpadł do Pacyfiku. Przypadkowo młody inżynier z McDonnell Douglas, któremu
zlecono próby dwóch zaworów hydraulicznych pełniących tę samą funkcję (jeden
stary typ i drugi nowy), po wielu cyklach pracy w temp. -40 st. C
stary się zaciął. Po zameldowaniu przełożonym, skojarzono katastrofę tego
samolotu z zaciętym zaworem i uznano jako oficjalną przyczynę wypadku.
Podobny przypadek wydarzył się z samolotem Air France nad Atlantykiem,
którego przyczyny dalej nie są znane.
Publiczne posądzenia w tak ważnej sprawie są dość pochopne i
ryzykowne. Opieranie się na opiniach zagranicznych korespondentów prowadzi
donikąd, bo część z nich ma swoje własne cele nie zawsze zgodne z dobrem
Polski. Obserwując ludzi na sali, ich podekscytowanie, prowadzi do refleksji,
jak łatwo wprowadzić ludzi w stan niepokoju, posądzeń, a nawet nienawiści.
Wiesław Bancerz
Brampton
PS Życzę "Michaelowi" sukcesów, ale w bardziej rozsądny sposób.
Od redakcji: Każdy ma prawo trochę pospekulować. Choć oczywiście
nic z tego nie wynika.
Belgijska gazeta śmieje się
z tragedii pod Smoleńskiem
We wczorajszym wydaniu (13 kwietnia) belgijskiej gazety
"Gazet van Antwerpen" pojawił się skandaliczny rysunek, zobaczcie sami,
jak kpią sobie z Polaków.
Orzełek z roztrzaskaną głową, a w tle Polska flaga i napis: "Orzeł
wylądował". Właśnie tak makabryczna karykatura pojawiła się dzisiaj w belgijskiej
prasie - "Gazet van Antwerpen". Polska ambasada w Belgii złożyła zażalenie.
- Nie zamierzamy przepraszać - powiedział RMF FM, Pascal Kerkhove,
redaktor naczelny "Gazet van Antwerpen". - Co do interpretacji należy zgłaszać
się do karykaturzysty - dodał również i zaraz poinformował, że "rola redakcji
ogranicza się do sprawdzenia, czy rysunek nie zawiera treści rasistowskich
lub nie narusza dóbr osób prywatnych".
Nie bądźcie obojętni, wyślijcie protest! Tutaj zamieszczamy dane
redakcji: http://www.gva.be/service/info_contact/
Łukasz Kłosiński
Od redakcji: Protest nie zaszkodzi.
Był Gibraltar, jest Smoleńsk
Krwawa ofiara, która przejęła prawdziwym smutkiem Polaków i patriotów,
otworzyła światu oczy na Katyń i mord 1940 roku, o którym wielu nie słyszało
lub "zapomniało". W sąsiedztwie dawnych dołów legli, lakonicznie
mówiąc, liderzy teraźniejszej opozycji. Jeden Bóg zna prawdę i do Niego
należy Sąd Ostateczny. Mam głęboką nadzieję, że wstrząs i rozmodlona Polska
sprawią, iż wszyscy solidarnie "jak jeden mąż" będą dbać o interesy Ojczyzny
i Narodu.
Jesteśmy znani jako naród, który się kłóci i który można wodzić
za nos w myśl zasad "gdzie się dwóch bije, trzeci korzysta" i "dziel i
rządź", ale także zdolny do niewyobrażalnych zrywów.
W tym bolesnym czasie chciałam zwrócić uwagę na przyziemną, ale
inną "ranę". Ot, na naszym podwórku: Rodzina Radia Maryja spotyka
się znów (w najbliższą niedzielę) w sali Litewskiej, bo... nie ma możliwości...
u św. Kazimierza??? Przecież nawet patrząc "ekonomicznie", chyba
lepiej, aby pieniądze za wynajem sali poszły do kieszeni polskiej parafii
(!!!), która o ile ich nie potrzebuje, zawsze może scedować je w całości
bądź częściowo na wsparcie choćby Radia Studia Młodych (a nie kieszeni
obcych!!!). Tam gdzie biznes, nie ma miejsca na animozje - jeśli
takie istnieją, a w Kościele nie ma miejsca na animozje.
Jesteśmy jedną, wielką, Polonijną Rodziną i w większości chyba
tej samej wiary... więc dlaczego wygląda na to, że w niezgodzie z duchem
solidarności i Chrystusowym, rzuca się kłody pod nogi tym, którzy są ściśle
związani z polskimi korzeniami? Dlaczego dodatkowo w tym samym czasie urządza
się imprezy mające odciągnąć... a więc i dzielić Polonię (???) - i to bez
względu na to czy to doroczny piknik, opłatek, czy święcone? Nie patrząc
na wiek, powinniśmy się łączyć w Kościele, bo i sprawy młodych leżą
również na sercach tych troszkę starszych. To właśnie spójny Kościół dał
nam wiarę i siłę przetrwania zaborów i "innych zawieruch dziejowych".
Przyjeżdżają Ojcowie z Torunia, z dalekiej, a jakże bliskiej
nam Polski, którzy stworzyli też wspaniałą uczelnię dla młodych ludzi,
a tu duch niezdrowej "konkurencji" miast przychylnej radości i nawiązania
kontaktów, współpracy.
Tego nie mogę pojąć (rok ma 365 dni!)... tu przypominają mi się
obrazki - per analogiam - z odległych już czasów. Ot, choćby
ten z 1966 roku: kiedy w Poznaniu odbywały się uroczystości milenijne
z udziałem Prymasa Tysiąclecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego...
w tym samym czasie towarzysz "Wiesław" miał swój spęd - oczywiście duże
zakłady pracy były zobligowane do udziału w rządowych uroczystościach pod
groźbą kary (utraty pracy itp.). Ludzie nie dali się podzielić, bo
po odklepaniu pańszczyzny z PZPR ci spod pomnika Mickiewicza, choć znacznie
spóźnieni, przyszli ze szturmówkami modlić się z Episkopatem Polski i zgromadzonymi
wiernymi w Farze Poznańskiej!!! Metoda "w tym samym czasie"
rwie serca i nie jest niebiańskiego pochodzenia.
Na list/petycję wielu osób (z dopiskiem znane redakcji) w sprawie
udostępnienia sali kościelnej, umieszczony w "Gońcu" prawie rok temu, nie
tylko nie widziałam odpowiedzi (choć skierowany był do konkretnej osoby),
ale co ważniejsze... rozwiązania sprawy. To nie dogmatyczne spory
religijne... a więc nie myślę, że wypowiadając się na ten temat, zasługuję
na anatemę etc. Jestem tylko obiektywnym obserwatorem i żywię gorącą
nadzieję, że to tylko niedopatrzenia z jakiegoś tam powodu, czy niedowartościowania
sprawy, powodują ten "zamęt".
Moim zdaniem, frekwencja na wszystkich imprezach, i to wielu
organizacji, byłaby inna... gdyby istniała możliwość uczestniczenia w nich
bez "kolizji terminowych".
Kiedyś znany prawnik rzekł, że jeśli w rodzinie jest spór o "nie
wiadomo co", to kryją się za tym pieniądze. Czy i w tym przypadku
chodzi o jakąś mamonę? - przecież Rodzina Radia Maryja nie ma majątku...
tylko ofiary idące na zbożne cele i Kościół!... a wynajem sali to
dochód dla wspólnoty parafialnej, której członkowie są również i w tej
Rodzinie.
Śpiewamy czasem "abyśmy byli razem, abyśmy byli jedno" i "podali
sobie ręce i dzielili się chlebem i niebem"... czy ta szczególna okoliczność,
w której Naród pogrążony jest w przeogromnym smutku, nie powinna nas wzmocnić
duchem solidarności, by kontynuować życie w pełni godności i zgody...?
Wszystko ma swój początek i koniec, a jedynie zgoda i miłość budują. Radio
Maryja spaja Polskę, więc wspierajmy Je i tych, którzy Mu służą.
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Toronto
Od redakcji: Podajmy sobie rękę.
Szanowny Panie Redaktorze! Pan wybaczy, ale
nie mogę oprzeć się temu i zwracam się do Pana z prośbą, by na łamach swojego
szanowanego tygodnika nie cytował Pan, związanych z tragedią, wypowiedzi:
Wałęsy, Kwaśniewskiego, Niesiołowskiego, Palikota, Sikorskiego, Komorowskiego,
Olejnik, Siekielskiego, Wojewódzkiego i innych maluczkich, którzy dzisiaj
pokazują się w strojnych szatach, by zbić kapitał na tej tragedii. A także
polonijnych, rodzimych komunistów, byłych, zawodowych czołgistów LWP, pezetpeerowskich
konfidentów ze stanu wojennego i innej maści aparatczyków ubeko-bolszewii
rodem z PRL-u. Proszę Was, zamilczcie! Do tematu powrócę wkrótce. Serdecznie
dziękuję.
Z poważaniem
Aleksander Siwiak
Od redakcji: Głowy nie dam, ale chyba nie cytujemy.
***
CZY MUSIAŁO DOJŚĆ DO ŚMIERCI PREZYDENTA I JEGO ŚWITY NA ROSYJSKIEJ
ZIEMI W ROCZNICĘ MORDU KATYŃSKIEGO?
CZY ŚMIERĆ PREZYDENTA JEST W STANIE OTRZEŹWIĆ ZAPATRZONYCH W
SIEBIE POLSKICH PARTYJNYCH KRZYKACZY I ICH ZWOLENNIKÓW, I DZIĘKI TEMU,
KORZYSTNIE ODMIENIĆ OBECNY ZAMGLONY WIZERUNEK POLSKI NA FORUM MIĘDZYNARODOWYM?
CZY SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE JEST W STANIE ODBUDOWAĆ SWOJE ZNISZCZONE
PRZEZ WOJNY I KOMUNIZM EGO I WZBUDZIĆ ZNÓW W SOBIE PATRIOTYCZNY
STOSUNEK DO POTRZEB SWOJEJ OJCZYZNY?
Są to wszystko pytania, na które wg własnego sumienia powinien
odpowiedzieć sobie sam czytelnik. Nasuwa się jednak, moim zdaniem, parę
refleksji.
Pięć lat okrutnej okupacji niemieckiej pozostawiło na polskim
społeczeństwie głębokie piętno. Nauczyło Polaków, jak przeżyć w warunkach
bycia tropioną i tępioną zwierzyną. Nauczyło ich chytrości, przedsiębiorczości,
odwagi, humoru i umiejętności podjęcia ryzyka, gdy trzeba. Nie nauczyło
niestety, jak umieć rozwiązywać problemy bez sięgania po broń. Udział sowieckich
"przyjaciół" w tej okupacji pogłębił te cechy i jednocześnie otworzył oczy
polskiego społeczeństwa, na czym polega sowiecka, komunistyczna przyjaźń.
Również "pomoc" zachodnich aliantów w 1939 roku i w 1944, gdy ważyły się
losy Powstania Warszawskiego i losy Polski powojennej pokazała, że powinniśmy
zawsze liczyć na siebie i brać swoje sprawy we własne ręce, czy to się
podoba komuś, czy nie. Te nabyte z konieczności umiejętności i międzynarodowa
wiedza przydały się społeczeństwu znakomicie przez 45 lat komunistycznych
rządów w Polsce i po wielu krwawych społecznych protestach i opiece papieża
Polaka w końcu zaowocowały obaleniem znienawidzonego zakłamanego systemu
komunistycznej władzy. Pierwszy raz w historii Polski społeczeństwo, bez
względu na wykształcenie i klasową przynależność, zostało zjednoczone wspólną
walką o Polskę wolną, demokratyczną i niezawisłą. I tę walkę wygrało.
Niestety, jak to już w polskiej historii bywało, ze względu na
chyba wrodzony brak talentu u Polaków w politycznych rozgrywkach czy wygrywaniu
swoich sukcesów i radykalizmu w poczynaniach, polski lud nie potrafił tego
zwycięstwa wykorzystać. Zwycięstwo to zostało rozmiękczone ugodową polityką
pierwszego tzw. wolnego rządu oraz wybraniem na pierwszego prezydenta człowieka
o podejrzanej przeszłości, nie posiadającego politycznej wiedzy ani wykształceniu
niezbędnego na tym wyeksponowanym stanowisku. Tzw. gruba kreska, zamiast
natychmiastowego rozliczenia twórców polskiej tragicznej powojennej przeszłości,
oraz dzielenie społeczeństwa tworzeniem dziesiątków bezsensownych partii
politycznych, często skłóconych ze sobą, wszystko po to, by ten wspaniały
społeczny dorobek Solidarności zniweczyć, zaprocentowały w niestabilności
ciągle zmienianych rządów, niekonsekwentnej polityce zagranicznej. Miały
również zasadniczy udział w nieuregulowaniu wewnętrznych problemów z przeszłości
i wyegzekwowaniu zadośćuczynienia polskim krzywdom poniesionym na Wschodzie
i Zachodzie wraz z wyjaśnieniem ich przyczyn. Dzięki puszczeniu społeczeństwa
na tzw. żywioł wszystkie umiejętności wyniesione z czasów okupacji i komunistycznych
rządów zaprocentowały wyuczonym cwaniactwem, odwagą i przedsiębiorczością
w postaci przemytu na wielką skalę do Polski wszystkiego, co tylko było
niezbędne na pustym rynku, wykupywaniem za bezcen majątku narodowego, wzrostem
kryminalnych przestępstw i powstawaniem lokalnych mafii skupiających, z
racji braku odpowiednich przepisów prawnych, wszystkich cwaniaków i rzezimieszków,
jakich udało się tylko znaleźć. Sprawnie działający kryminalny proceder
przytłoczył możliwości władz w jego zahamowaniu. Napady, kradzieże, oszustwa,
porwania, wymuszenia, narkomania i prostytucja osiągnęły niespotykaną w
Polsce skalę. Niemniej rynek, co można uznać za korzystną zmianę, wypełnił
się wreszcie wszystkim, co ludziom jest potrzebne do życia. Jak wiadomo
ryba śmierdzi od głowy, więc w efekcie, polityczny bałagan i abstrakcyjny
negatywny wpływ wybranego przez lud prezydenta dyletanta na rozwiązywanie
polskich spraw, zaowocował dezaprobatą społeczeństwa i zgodą na powrót
postkomunistów do władzy. Był to finał polskiego nieprzygotowania się do
demokracji, degrengolada i w efekcie zniechęcenie do jakiejkolwiek jedności
i udziału w koniecznych zmianach.
Rządy postkomunistów i postkomunistycznego prezydenta nie zmieniły
niczego. Wręcz, powiększyły przepaść między codziennym życiem a prawem.
Zaczęły powstawać niewiarygodne przekręty, dominować wyprzedaż za bezcen
polskiego majątku narodowego, szerzyć się bezprawie i nomenklatura
jak za dobrych czasów PRL. Wszyscy prominenci z dawnych lat i ich rodziny,
jeśli nie udało im się wykupić sobie lukratywnych środków na życie za czasów
poprzedniego prezydenta, miały teraz okazję dokonać wciąż jeszcze dochodowych
transakcji. Bierne społeczeństwo i przekupieni decydenci z kabaretowym
uśmiechem tolerowali polską rzeczywistość.
Wreszcie nadszedł czas na zmiany. Do władzy doszła partia, która
choćby przez swą nazwę "Prawo i Sprawiedliwość" powinna stać się batem
dla bezprawia. I tak też i się stało. Przede wszystkim natychmiast gwałtownie
zmniejszyła się przestępczość i powstały służby zabezpieczające społeczeństwo
przed bandytyzmem. Był to ogromny sukces tej władzy. Jednocześnie dzięki
inicjatywie śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego rozpoczęto przywracać i eksponować
pamięć o heroizmie Polaków w latach II wojny światowej i po niej, którego
niestety alianci nigdy nie docenili, i starać się o wyjaśnienie i rozliczenie
wszystkich zaszłych w przeszłości tragicznych wydarzeń. Jemu zawdzięczamy
powstanie Muzeum Powstania Warszawskiego, które jest symbolem polskiego
patriotyzmu, nieznanego w tej formie na świecie. Zadziwiające, że w przedziwny
sposób, polskie społeczeństwo, przy okazji wcześniejszych partyjnych wyborów,
odrzuciło koncepcję kultywowania przeszłości i jej ofiar przez Prezydenta
i uznało, że należy wreszcie zapomnieć, co było, i wybrać dzisiaj i jutro
jako drogę do przyszłości. W 2007 roku nastała era opozycyjnej partii Platformy
Obywatelskiej i trwa do dziś. Partia ta, zamiast się skupić na kontynuacji
polityki i programów poprzednika, skupiła się na dyskredytacji wszystkiego,
co powstało przed objęciem przez nią rządów. Zamiast międzypartyjnej współpracy
dla dobra Polski nastąpiły personalne podchody między członkami partii
rządzącej a opozycją PiS i SLD. W atmosferze nagonki na Prezydenta RP,
krytykowanego i wielokrotnie obrażanego za swój wzrost i życie przeszłością
przez nieodpowiedzialnych ludzi partii rządzącej, takich jak panowie premier
Donald Tusk, minister spraw zagranicznych Radek Sikorski, posłowie PO Palikot,
Niesiołowski i inni, by zajmować się sprawami państwowymi, z konieczności
musiał reagować na nieuzasadnione pomówienia. Tylko wysoka kultura człowieka
pozwoliła mu, w przeciwieństwie do pozbawionych poziomu krytykujących Go
ludzi, pogodzić swoje obowiązki z reakcją na krytykę nieodpowiedzialnych
polityków.
Dziś ten Prezydent odszedł od nas tragicznie. Możemy na to machnąć
ręką lub płakać. Niczego nie zmieni fakt, że nie musiał od nas odejść.
Zabrakło wcześniej historycznej konsekwencji i jedności w radykalnym rozwiązywaniu
polskich drażliwych problemów przez polskie władze. Gruba kreska i bierność
w polityce zagranicznej spowodowała tę śmierć. Bo gdyby, w odpowiednim
czasie, lat temu wiele, walnięto pięścią w stół i zażądano od sąsiadów,
zamiast próśb, wyjaśnienia sprawy Katynia, wyegzekwowaniu zadośćuczynienia
za represje na Polakach z Kresów i na polskich partyzantach walczących
o swoją Ojczyznę, to dziś Prezydent Polski nie musiałby się śpieszyć do
Katynia, by powiedzieć autorom sowieckich zbrodni, co o nich myśli, i by
żył. Żyliby również wszyscy patriotyczni członkowie jego świty. Pomyślmy,
komu zawdzięczamy dziś tę nieprawdopodobną tragedię.
Mogę się mylić w swoich opiniach, lecz wydaje mi się, że ten
tragiczny fakt utraty patriotycznego Prezydenta i oddanych Polsce ludzi,
będzie miał zasadniczy wpływ tym razem na ostateczne rozwiązanie sprawy
katyńskiej, zakończenie prywatnych rozgrywek, odsunięcie od polityki nieodpowiedzialnych
ludzi i rozsądne zjednoczenie polskiego społeczeństwa w wyborze patriotycznej,
niezależnej polskiej drogi do świetności. Tak nam dopomóż BÓG.
Victor Księżopolski
Calgary
Od redakcji: Módlmy się, żeby nasz naród przejrzał na oczy.
***
To, co się stało, poruszyło mnie tak jak chyba każdego Polaka.
Straszna katastrofa pochłonęła życie prawie stu osób. Ale przecież nie
były to przypadkowe osoby. Był to prezydent Polski i elita polityczna związana
z prezydentem. Jest to tym bardziej ogromna strata dla Polski. To napawa
wielkim smutkiem i żalem. Po chwili zadumy nad ostateczną koniecznością,
jaka dotknie kiedyś każdego z nas, zaczyna jednak nieśmiało wyłaniać się
pytanie dlaczego. Czy jest to znak opatrzności, czy też tragiczny przypadek,
a może coś jeszcze innego. Może gdzieś popełniono jakiś błąd, który skończył
się tragiczną śmiercią prawie stu osób reprezentujących najwyższe władze
państwa. Nie jestem ekspertem od spraw bezpieczeństwa państwa, jednak zastanawia
mnie, dlaczego ta właśnie grupa poleciała jednym samolotem. Myślę, że w
takich przypadkach bezpieczeństwo kraju wymaga, aby taka grupa ludzi nie
podróżowała razem jednym samolotem czy autokarem.
Inna sprawa to samolot. Media informowały, że samoloty Tu 154M
LUX są stare i zawodne, jednak według opinii niektórych ekspertów, są one
może stare technologicznie ale są technicznie sprawne, no i zawodność nie
odbiegająca od przeciętnej. Zaś wiek samolotu prezydenckiego jak na samolot
pasażerski nie był aż tak duży, a więc nie tu należy szukać przyczyny katastrofy.
Dowiadujemy się, że w tym samolocie zamontowano powszechnie używany na
zachodzie system naprowadzania ILS, zaś jako już chyba niepotrzebny usunięto
z tego samolotu rosyjski system naprowadzania. No być może zajmował zbyt
dużo miejsca, albo też napisy w alfabecie rosyjskim nie pasowały do nowoczesnego
zachodniego wystroju wnętrza kabiny. Systemy te są do siebie podobne,
jednak niekompatybilne. Nie jestem ekspertem lotniczym, ale mogę
się domyślać, jakie to mogło mieć skutki akurat w tej konkretnej sytuacji.
O ile nam wiadomo, samolot miał lądować na lotnisku wojskowym, nie przystosowanym
zapewne do lądowania takich samolotów. Jeśli to lotnisko w ogóle miało
system naprowadzania, to na pewno tylko rosyjski, a ten właśnie jako przecież
już niepotrzebny usunięto z samolotu. Natomiast ów nowoczesny zachodni
system ILS podczas lądowania na takim lotnisku był bezużyteczny, więc pilot
był skazany na lądowanie tylko według tego, co mówiła mu wieża kontrolna,
no a przede wszystkim na podstawie tego, co był w stanie sam widzieć. Jak
podają niektóre źródła, pilot podchodził do lądowania 4 razy, co mogło
być skutkiem złej widoczności. Z tego co dotychczas wiemy, wieża kontrolna
sugerowała pilotowi odstąpienie od lądowania w takich warunkach w Smoleńsku,
podając lotniska alternatywne w Mińsku albo w Moskwie. Z jakichś powodów
jednak pilot zdecydował się lądować we mgle, a więc przy bardzo złej widzialności,
i to nie mając do dyspozycji systemu naprowadzania. Taka decyzja mogłaby
być uzasadniona tylko w warunkach awaryjnych, zastanawia więc, czym był
zmuszony do lądowania.
Zapewne niektóre z dotychczas dostępnych informacji zostaną jeszcze
sprostowane lub skorygowane, gdy będą dostępne informacje z czarnych skrzynek
lub z innych źródeł. Może wyjaśnią one, co zmusiło pilota do lądowania
w warunkach skrajnie ryzykownych.
Odpycham myśl, że mógł być to zamach. Chociaż przy dzisiejszej
technologii zapewne nietrudno zakłócić działanie elektroniki samolotu przy
pomocy mikroskopijnych urządzeń zdalnie sterowanych. Takie urządzenie jest
praktycznie niewykrywalne, będąc integralną częścią nowo zainstalowanego
elektronicznego wyposażenia w samolocie. Dopuszczając wersję zamachu, natychmiast
pojawia się pytanie, kto za tym stał. Rzymska maksyma mówi, że ten kto
skorzystał. A kto tu skorzystał, trzeba by się dobrze zastanowić...
O ile już godzę się jakoś z nieodwracalnością tej tragedii, jednak
nie będę spokojny, dopóki nie wyjaśnię sobie, czy i w jaki sposób można
było zapobiec tej katastrofie.
Takie i wiele innych myśli cisną mi się teraz do głowy. Mimo
nawet tragicznej i bezpowrotnej straty, gdzieś nieśmiało pojawia się nadzieja,
że to wydarzenie stanie się symbolem, który poruszy naród polski i przywróci
do myślenia o swojej ojczyźnie, Polsce.
Bartek
Mississauga
Od redakcji: Spekulacje oparte na zasłyszanych informacjach.
Jak można było zapobiec katastrofie, wyjaśni komisja.
***
Spróbujmy na zimno przeanalizować kilka historycznych faktów.
Trzeba to z przykrością powiedzieć, że my, Polacy, zachowujemy się często
w sposób, jaki znienawidzony przez nas wszystkich Urban określił następująco:
"Jak arogancki karzełek podskakujący silniejszym".
Rzucamy się w ogień, a później płaczemy, że się poparzyliśmy.
Mamy później pretensje do całego świata, że nikt nam nie pomógł. Nie chcę
wnikać, z czego to wynika. Czy to są nasze wrodzone, narodowe cechy, czy
historia nas tak ukształtowała?
Warto przypomnieć, że Hitler przed podpisaniem paktu Ribbentrop-Mołotow,
w rezultacie którego nastąpił czwarty rozbiór Polski (a w konsekwencji
Katyń, Palmiry, Auschwitz itd.) proponował Polsce przystąpienie do paktu
antykominternowskiego.
Hitler zamierzał zaatakować ZSRS razem z Japonią. Liczył również
na milionową armię polską. Sowieci nie mieliby szans w wojnie na dwa fronty.
Polska odmowa wykoleiła jego plany. Dlatego tymczasowo zmienił
je i po zawarciu paktu ze Stalinem zaatakował Polskę i zachodnią Europę.
Jak pisze prof. Pogonowski, Japonia uznała to za zdradę.
Oczywiście, my, Polacy, zostaliśmy tak ukształtowani, że zawsze
musimy się poświęcać za innych. Brzydzimy się np. czeskim lub zachodnim
wyrachowanym podejściem. Ale na Boga, chyba już dość polskiej krwi. Jak
długo możemy być Chrystusem Narodów?
Zaczynam rozumieć popularność Donalda Tuska wśród młodzieży.
Powiedział on kiedyś, że jest zmęczony polską historią i nasza młodzież
też już ma dość męczeństwa. Chce normalnie żyć. Kaczyński skończył jak
polski męczennik i bohater, ale sam się do tego pchał.
Przypomnijmy, że swoją politykę wschodnią uzasadniał nawiązaniem
do idei Piłsudskiego. Tymczasem, jego naiwność była w wyrachowany sposób
wykorzystywana przez USA i Izrael do swoich strategicznych celów, jak choćby
w konflikcie Gruzji z Rosją lub poparciem dla tzw. kolorowych rewolucji.
Stanley Sas
Od redakcji: Pora, żebyśmy się przestali poświęcać za innych
i zaczęli poświęcać w interesie własnych dzieci i wnuków.
Ksiądz Sanczenko
Dlaczego drukujecie takie wypociny. Przecież ten Leszek Wyrzykowski
to nawet nie rozumie połowy słów, których używa. Nie winię jego, bo prosty
człowiek, ale czy "Goniec" już zupełnie nie zwraca uwagi, jakim jest brukowcem?
Agnieszka z Calgary
Od redakcji: Zapytamy "Gońca", na co zwraca uwagę.
10 kwietnia 2010 dzień tragiczny
Szanowna Redakcjo, Droga Polonio!
Jednoczesna śmierć tylu osób, tak ważnych osób, z głową Państwa
Polskiego i jego małżonką, jest wstrząsem nie tylko dla nas. Polaków, ale
dla całego świata. 10 kwietnia 2010 to dla Polski tragiczny dzień, to Tragedia
Narodowa. Jak znamy powojenną historię Polski, ta katastrofa samolotu
nie ma precedensu w naszym kraju, ze względu na ilość osób sprawujących
ważne funkcje w państwie. Na pewno my Polacy w kraju i rozsiani na
całym świecie, zadajemy sobie pytanie, dlaczego to nas spotkało?
W takiej chwili, jakże wymowne są słowa piosenki "Ojczyzna" w wykonaniu
księdza Stefana Ceberka, który jest proboszczem parafii w miejscowości
Porządzie kilka kilometrów od Wyszkowa, 60 km od Warszawy. Znanego także
szerzej z "Radia Maryja" i występów w wielu miejscach na świecie.
"Ojczyzno ma
Czy za mało ci było krwi
I tak wiele, tak wiele łez wylanych?..."
Boże, zabrałeś nam najlepszych synów i najlepsze córy, żeby złożyć
je w niemiłej obcej ziemi, tak jak 70 lat temu w tej samej smoleńsko-katyńskiej.
Teraz oni tak samo jak ci przed laty nie mieli żadnych szans na obronę.
Zostali uwięzieni w stalowym kolosie, jak oficerowie przed laty, tylko,
że tamci byli rozstrzelani.
Dlaczego Ojczyzna żąda tak wielkiej ofiary? Czyżby nasz kraj
był w niebezpieczeństwie? Czy konieczna jest aż tak wielka tragedia, żeby
można było zrozumieć to, co jest podstawą godnego współżycia? Czy teraz
więcej rozumiemy? Bo na pewno jesteśmy teraz lepsi. Niedawni wrogowie,
którzy mieszali Prezydenta z błotem, raptem widzą w nim człowieka, poznają
jego ideały, odczytują jego kierunek działania, zauważają jego patriotyzm.
Przecież Prezydent prof. Lech Kaczyński cały czas był człowiekiem szlachetnym,
mądrym i prawym, czułym na każdą ludzką krzywdę, był obrońcą naszej wolności,
którą nam przed kilku laty wywalczył. Stał na straży poszanowania naszych
wartości narodowych, dbał o historię i pamięć i upominał się o ludzi zapomnianych
przez historię. Był patriotą i honorował patriotów. Stał na straży suwerenności
naszego kraju. Proszę tylko spojrzeć na zachowania i działanie poprzednich
prezydentów Trzeciej Rzeczpospolitej, czy widzicie państwo różnicę? Prezydentowi
Kaczyńskiemu zarzucano wiele, może próbowano nawet zaszczuć ciągłymi nagonkami,
a przecież był to skromny i wrażliwy człowiek, który nawet nie próbował
walczyć z przeciwnikami. Tylko swą pracą dawał świadectwo swej wielkiej
wartości. Żeby upokorzyć Prezydenta, imano się różnych sposobów, bo nawet
ktoś kto kończy uczelnię zagraniczną i uważa się za obytego w świecie,
ma aspiracje na najwyższy urząd w państwie, czepia się wzrostu pana prezydenta,
bo nie znajduje nic innego. Jakiż to mierny i płytki przeciwnik. We wszystkich
przedsięwzięciach Pan Prezydent był bardzo wspomagany przez żonę Marię,
była przy nim na dobre i na złe.
Prezydent Kaczyński miał jakiś dar, że potrafił skupić wokół
siebie tak wielu wartościowych ludzi i ci ludzie pozostali z nim na zawsze.
Razem odeszli, pełniąc zaszczytną służbę ukochanej Ojczyźnie, będąc w drodze,
żeby złożyć hołd tak bestialsko zamordowanym 70 lat temu. Czy ci co spoczywają
w ziemi katyńskiej wymagali tego? Czy chcieli takiego hołdu? Na pewno
nie. Nie spodziewali się, że ktoś może im taki hołd złożyć. Hołd ze swojego
życia oddał zamordowanym Prezydent Polski Lech Kaczyński z Marią Kaczyńską,
ukochaną żoną i kwiatem polskiej inteligencji.
Teraz społeczeństwo Polski i władze kościelne, doceniając zasługi
dla kraju, oddały hołd Prezydentowi Kaczyńskiemu, wydając decyzję o pochówku
pary prezydenckiej w Krakowie na Wawelu, w krypcie dla zasłużonych Polaków,
tuż obok Marszałka Piłsudskiego i polskich królów. Czy trzeba było aż tak
tragicznych wydarzeń, żeby kogoś docenić? I czy jeszcze teraz będzie ktoś
pytał, co to jest Katyń? Bo po 70 latach zbrodni na polskich
oficerach przez reżim stalinowski jeszcze pytano, po co tyle tak ważnych
ludzi leciało do nieznanego miejsca? Czy po tej tragedii, będzie
ktoś jeszcze pytał, co znaczy Katyń, kiedy wie już o tym cały świat?
Czy teraz otworzą się archiwa i wszystko będzie jasne?
Czy długo po tej tragedii pozostaniemy solidarni? Czy starczy
nam sił i obiektywizmu, żeby nie powielać historii po poprzednich nieszczęściach.
Po śmierci papieża Jana Pawła II, w bardzo krótkim czasie, powróciła wrogość,
zawziętość, jakieś sztuczne podziały. Zaczęły się liczyć interesy partii,
a nie poszczególnego człowieka. W nie tak odległej historii, po zabójstwie
prezydenta Gabriela Narutowicza, było jeszcze gorzej. Po śmierci Marszałka
Piłsudskiego nasiliła się walka o władzę i dalsze podziały. Jak będzie
teraz? Czy, gdy minie czas żałoby, nie wróci to co dzieli, co nie pozwoli
budować zjednoczonego i prawego Państwa Polskiego? Niejeden z nas zadaje
sobie to pytanie. Nie ma na to gotowej odpowiedzi. Jest pewne, że musi
zwyciężyć rozsądek, musimy wyciągnąć wnioski z tej tragedii, z tej bolesnej
lekcji. Ta tragedia nie może iść na marne. Jesteśmy winni tym, co oddali
życie wiernie, służąc Ojczyźnie. Te 96 osób, które zginęły, niech
stoją na straży dobrych relacji między ludźmi, budując wzajemne zrozumienie
i szacunek.
Teraz w smutku i żalu, ale także i z nadzieją, łączymy się Polacy
tu w kraju, z całą Polonią na całym świecie, wierząc, że wspólnie będziemy
budować dobro naszej Ojczyzny.
Jerzy Rozenek
Od redakcji: No właśnie, chodzi o to, aby coś dobrego z tego
wyniknęło.
Meczet na Ochocie
Szanowny Panie,
Będąc z krótką wizytą w Toronto, przeczytałam ze zdumieniem i
niepokojem na str. 15 "Gońca" z 9-15 kwietnia informację ze zdjęciem o
planie budowy meczetu w okolicach stadionu Skry.
Jak Panu zapewne wiadomo, meczet jest budowany na rondzie Sybiraków
w miejscu Reduty Ordona. Plany budowy między ulicami Reja, Krzyckiego i
Dantyszka, o ile wiem, zostały zlikwidowane ze względu na fakt, że skwer,
na którym miano postawić meczet, został uznany za zabytkowy i nazwany imieniem
Lady of Warsaw - Sue Ryder. Uroczystość nadania imienia skwerowi odbyła
się kilka lat temu z udziałem księżniczki Anny, córki Elżbiety II.
Jeżeli wiadomo Panu o planie budowy w tym miejscu drugiego meczetu,
byłabym wdzięczna za informacje na ten temat.
Z wyrazami szacunku i uznania dla poziomu "Gońca",
Danuta Kasprzyk
Od redakcji: Nasz błąd - zdjęcie zostało błędnie podpisane.
"Bóg chciał by w Katyniu zginął naród.
Bóg chciał by w Katyniu narodził się naród"
Początek czy koniec
polskiej gehenny?
Cisną mi się na usta słowa starej polskiej pieśni patriotycznej...
Powstań Polsko. Skrusz kajdany. Dziś Twój tryumf albo zgon... Po tym nokautującym
ciosie zadanym Polsce w dn. 10 kwietnia br. Polska albo przestanie istnieć
jako suwerenny kraj, albo powstanie z kolan i odnowi swoje oblicze. Nie
można być przez wieki w niewoli lub na kolanach. Wierze, że Naród Polski
zbierze wszystkie siły i powstanie, dając przykład innym narodom.
Jak to zwykle bywa w takich wypadkach, ludzie snują różne wersje
wydarzeń. Ja też spróbuję wyrazić swoją opinię na ten temat. Piszę te słowa
we wtorek wieczorem pod wpływem emocji i do piątku mogą być nieaktualne.
Może moja wyobraźnia sięga zbyt daleko, lecz myślę, że nie należy wykluczać
takiego scenariusza. Na razie nie wiemy czy to był wypadek, czy też umyślne
działanie innych osób. Z tego co do tej pory widziałem lub słyszałem, wyłania
mi się następujący obraz, który może, lecz nie musi, się pokrywać z rzeczywistością.
Jeśli to był wypadek losowy, to nie ma nad czym się rozwodzić, ale jeśli
to było zamierzone działanie to domysłów i przypuszczeń jest wiele. Po
pierwsze. Kto zyskał, a kto stracił na tej katastrofie? Najwięcej straciła
Polska. Ale i Rosja też może długo lizać rany po tej polskiej tragedii
na rosyjskiej ziemi za sprawą samolotu wyprodukowanego przez Rosjan, remontowanego
przez Rosjan przeglądanego przez Rosjan, podczas wizyty D. Tuska kilka
dni wcześniej na tym samym lotnisku i w dodatku lądującego ponownie na
nieprzyjaznej Polakom ziemi rosyjskiej w pobliżu zbiorowych grobów polskiej
elity wymordowanej przez NKWD na rozkaz J. Stalina i rządu sowieckiego.
Od tej zbrodni sowieckie i rosyjskie władze się odżegnują po dzień dzisiejszy.
O tej zbrodni z kwietnia 1940 r. polski Prezydent L. Kaczyński chciał powiedzieć
światu. Nie zdążył, lecz świat i tak się o tym dowiedział. Rosjanie zachowywali
się i nadal to robią, tak jakby mieli dużo do ukrycia przed światem. Kiedy
Francuzi, Niemcy lub Rosjanie bronią swojego interesu narodowego, to nazywa
ich się mężami stanu, natomiast gdy polski Prezydent bronił polskiego interesu
narodowego lub prawdy historycznej, to najłagodniej nazywano go kontrowersyjnym
Prezydentem. Kiedy stanął w obronie Gruzji i pokrzyżował plany Rosjanom,
to Rosja zapowiedziała odwet za jego czyny. Gdy stawiał opór liderom UE,
to był pouczany, strofowany i wyśmiewany zwłaszcza przez francuskiego prezydenta.
Dziś przywódcy europejscy wychwalają go za to, co kiedyś mu wytykano.
Panie Prezydencie! Zapewne, będzie Panu bardzo ciężko, gdy nad Pańską trumną
pochylać się będzie kwiat światowych hipokrytów. Ja bym nie chciał, aby
po mojej śmierci hipokryci mówili co innego niż mówią za mojego życia.
Ciekaw jestem, co czują dziennikarze, którzy dziś wychwalają Prezydenta
L. Kaczyńskiego, lecz za jego życia nie zostawiali na nim suchej nitki.
Wyszydzano i wyśmiewano parę prezydencką za ich zachowanie, wygląd, wzrost
i ich wypowiedzi. Dziś rzeczywistość pokazuje, że jest inaczej. Niektórzy
nawet uderzyli się w piersi, przyznając się do tych niecnych czynów. Dla
wielu dziennikarzy i polityków najważniejsze były słupki ich popularności
i niepopularności Prezydenta. Jak bardzo byli nieobiektywni, widać to na
ulicach, placach i w kościołach. Czy te tłumy ze łzami w oczach i z kwiatami
w ręku to wrogowie Prezydenta? Ogłasza się żałobę narodowa ze względu na
katastrofę samolotu, a nie ze względu na śmierć Prezydenta i towarzyszących
mu osób. Premier RP publicznie deklarował, że jest praktykującym katolikiem,
a nie potrafił się przeżegnać na miejscu katastrofy ani przy trumnie Prezydenta
na warszawskim Okęciu. Dla D. Tuska martwy L. Kaczyński jest obecnie groźniejszy
niż żywy. O to też zadbają spece od pijaru, którzy po katastrofie przecież
nie poszli na urlop. Rządzący mogą wyznaczyć miejsce pochówku w miejscu,
które podzieli Polaków i obniży popularność L. Kaczyńskiego. Np.
mogą go wysłać do Krakowa, gdzie nie lubią warszawiaków. Przy okazji tego
pogrzebu mogą pogrzebać idee wolności i interesów narodowych tych mniejszych
państw. W polityce raczej nie ma sentymentów, lecz zimna kalkulacja nawet
przy okazji pogrzebu. Polityka miłości przez nienawiść doprowadziła do
ogromnej tragedii narodowej. Nawet w czarnej Afryce takie wypadki się nie
zdarzają. Dziś rządzącym strach w oczy zagląda, gdy patrzą na tłumy "wrogów"
L. Kaczyńskiego, którzy modląc się wycierają łzy, składając kwiaty i zapalając
znicze. Czy tak się zachowuje Naród, który nienawidzi swojego Prezydenta?
Może jeszcze kilka pytań, na które nie mogę znaleźć odpowiedzi.
Kto przekonał Prezydenta, aby nie jechał pociągiem, lecz leciał
samolotem?
Kto przekonał innych, aby lecieli razem z Prezydentem?
Gdzie były i co robiły polskie służby (o ile jeszcze je można
nazwać polskimi, a nie polskojęzycznymi), dopuszczając do tego, aby tyle
ważnych osób w państwie leciało w jednym samolocie, i to w dodatku na terytorium
wrogiego Polsce państwa?
Czy obecność Prezydenta na pokładzie dawała im poczucie bezpieczeństwa?
Dlaczego w Internecie krążyła lista pasażerów tego samolotu przed
10 kwietnia?
Czy po to aby poszerzyć krąg podejrzeń, czy po to aby zrobić
prezent obcym służbom?
Na pokładzie było 96 osób, wliczając w to załogę i ochronę, z
czego połowa to osoby pełniące ważne funkcje w państwie polskim. Była to
wielka okazja, aby się pozbyć tylu niewygodnych osób za jednym razem. Oprócz
Prezydenta i jego małżonki byli dowódcy wszystkich wojsk polskiej armii
okrojonej i rozbrojonej przez obecny rząd w ramach oszczędności. Były Prezydent
na uchodźstwie - R. Kaczorowski. Legenda pierwszej "Solidarności
" A. Walentynowicz. Prezes IPN - J. Kurtyka, który miał w swoich rękach
dowody niechlubnej przeszłości wielu znaczących osób w RP.
Prezes NBP - p. Skrzypek, który czuwał nad polską walutą. Z.
Wassermann - były koordynator służb specjalnych, a ostatnio najaktywniejszy
członek Komisji Sejmowej (tzw. hazardowej). Działalność tylko tych wymienionych
osób była wystarczającym powodem do podjęcia ewentualnych działań celem
ich wyeliminowania z życia publicznego. A teraz moja hipoteza, której Polacy
nie powinni lekceważyć. Ta katastrofa może być wielką prowokacją wobec
Polski. Wiele razy prowokowano Polaków, a tym samym wzniecano powstania,
które były skazane na klęskę. Świat jest w przededniu III w.św. Na wojnie
można wiele zarobić, zwłaszcza jeśli się nie bierze w niej bezpośredniego
udziału. Potrzebna jest ofiara, która by rozpoczęła tę wojnę i wzięła na
siebie odpowiedzialność za skutki i koszta tej wojny. Wzajemna niechęć,
a nawet wrogość pomiędzy Polską a Rosją plus ta katastrofa i śmierć polskich
elit politycznych i wojskowych oraz to dziwne śledztwo to doskonała
iskra do rozpoczęcia tej wojny. Niemcom wystarczyła radiostacja gliwicka
jako prowokacja do rozpoczęcia wojny. Jeśli Polska się nie da sprowokować,
to musi ulec rosyjskim wpływom lub rosyjskiemu panowaniu. Do prowokacji
może wystarczyć jeden wystrzał z korkowca na granicy polsko-rosyjskiej,
żeby Rosja odpowiedziała rakietami. Rosja nigdy nie zrezygnowała ze swoich
zaborczych planów. Ma to zapisane w "Międzynarodówce". Najpierw Piłsudski,
a potem Kukliński przesunęli te plany w czasie. Utrata dowództwa wojskowego
może postawić polską armię w obronie swoich utraconych dowódców, a tym
samym przeciw armii rosyjskiej. Wracając jeszcze do wymienionych osób,
a towarzyszących Prezydentowi Kaczyńskiemu, to ich wiedza i wola obrony
polskich interesów narodowych mogła mieć również duży wpływ na podjęcie
ewentualnych działań prowokacyjnych wobec Polski.
Prezes NBP poprzez obronę polskiego złotego mógł narazić euro
na duże straty, Prezes IPN - ciekawe, co znalazł w archiwach? Ilu "Wolskich"
pozostaje w polskiej armii? Czyli demontaż rosyjskiej agentury w RP.
Z. Wassermann - członek komisji hazardowej i były koordynator
służb specjalnych, posiadał dużą wiedzę i pokazywał szkodliwą działalność
rządzących uwikłanych w różne afery, szkodzących polskiej gospodarce i
interesom RP.
Śmierć L. Kaczyńskiego, potencjalnego kandydata z dużą szansą
na reelekcje, oraz dużej części opozycji jest na rękę rządzącym, bo teraz
mogą obsadzić wszystkie stołki i już nikt nie będzie im patrzył na ręce.
Teraz wszystko w rękach Boga i Narodu Polskiego, a także tych co rządzą
światem. Oby znaleziono pomysł, jak powstrzymać działania tych, co się
wyspecjalizowali w handlu wojną i pokojem. Mam nadzieję, że po tygodniu
żałoby przejdzie czas na refleksje i konkretną debatę nt. przyszłości Polski
w nowych warunkach. Póki co, nauczmy się czytać miedzy wierszami, szukajmy
innych źródeł informacji i traktujmy z rezerwą oficjalną propagandę. Jeszcze
nie posprzątano resztek samolotu, a już podano, że samolot był w dobrym
stanie technicznym. Zwykle komunikaty o przyczynach katastrofy podaje się
po zakończeniu śledztwa, a nie zaraz po jego rozpoczęciu. Ja przynajmniej
nie widziałem w TV kadłuba tego samolotu. Odsyłam czytelników do wypowiedzi
pilota Drozdowicza na łamach "Naszego Dziennika" z dn.10 kwietnia oraz
do wywiadu z Anną Pietraszek - doradcą z-du tvp. Na koniec moich przemyśleń
życzę swoim rodakom, aby słowa wypowiedziane przez A. Ściosa - dziennikarza,
a zacytowane na wstępie, okazały się prorocze, a ta katastrofa stała się
jutrzenką przyszłej wolnej i wielkiej Polski. Panie Prezydencie! Idąc do
źródła, trzeba iść pod prąd, i za tę polską drogę pod prąd do źródeł prawdy
historycznej serdecznie dziękuję. Panie Prezydencie! Zasiał Pan polskie
ziarno, teraz w czasie żałoby narodowej ono obumrze, ale z niego wykiełkuje
polski duch narodowy. Wieczny odpoczynek racz im dać Panie.
PS Od niewoli germańskiej, ruskiej i europejskiej. Wybaw nas,
Panie.
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: xxx
GONIEC nr 14/2010
***
W Niedzielę Wielkanocną uczestniczyłem w Mszy Świętej w kościele
św. Stanisława Kostki w nowojorskiej dzielnicy Greenpoint (około 50 proc.
mieszkańców to Polacy). Z przyjemnością wysłuchałem kazania, w którym dzielny
ksiądz (weteran misji w Afryce), odważnie mówił o ostatnich atakach propagandowych
na Papieża Benedykta i na Kościół katolicki. Gorzko wspomniał o udziale
Żydów w tej propagandzie, który to temat jest w Kościele rodzajem tabu.
Wymienił jednego z atakujących - "New York Times". Pismo to
wyrobiło sobie wśród poprawnie politycznie myślących image "znajdującej
się ponad wszelkim podejrzeniem szlachetnej, starszej siwowłosej damy".
Przypomniał mi się pewien artykuł, w którym autor pisał o faktach z czasów
hołodomoru (lata 1930.) w ZSRS. Zamorzono wówczas głodem około 10 mln prawosławnych
chłopów na Ukrainie (w tym około 1 mln Polaków tam mieszkających). "New
York Times" miał w ZSRS swojego przedstawiciela, który był doskonale o
wszystkim poinformowany (http://www.polpatriot.com/html/tlumaczenia.html#holodomor).
NYT i inne media światowe przemilczały wówczas całą zbrodnię
komunistyczną. Ta "szlachetna, siwowłosa dama" pokazała wówczas swoje prawdziwe
oblicze ohydnej, starej, bezczelnej bajzelmamy.
Stan Sas
Od redakcji: Tak to jest, jak dziennikarze się prostytuują.
Wielkanoc po amerykańsku
Myślę, że nie jest ważne, który to kościół z nazwy katolicki,
bo wszystkie podobne. Nawet sporo ludzi, głównie starzy białej rasy, dużo
Filipińczyków, jednak większość to Meksykanie, również ich dzieci. Wchodzi
ksiądz wraz z... ministrantkami: jakieś 5 lolitek, długie włosy, powłóczyste
białe długie komże/szaty - piękne. Ksiądz ok. 70-tki. Jakieś babsko wychodzi
do ołtarza, bierze mikrofon i zachęca: powitajmy i przywitajmy się, wszyscy
ze wszystkimi. Rumor, krzyki i wrzaski dookoła, każdy powstaje, hałas co
niemiara. Świątynia pańska, czy jarmark?
Muzyka dobra. Profesjonaliści. Ale oczywiście gitara i pieśni...
ekumeniczne, te same możesz usłyszeć u protestantów. Śpiewniki leżą na
każdej ławce. Brak imprimatur, ale jest akceptacja "biskupów amerykańskich".
Czytania liturgiczne prowadzą kobiety, to samo babsko, lolitki, inne wychodzące
z ławek. Lolitka, która niosła "słowo Boże", czyli mszał, przechodziła
blisko: na okładce rysunek jakiejś czarnej tancerki, poniżej łosia
ze skrzydłami. Potem podchodzą do celebransa z jakimiś kubełkami - to woda
święcona: po błogosławieństwie chodzą po kościele i kropią!
Wreszcie kazanie, cytuję z pamięci: ksiądz zaczyna... od jakiejś
rocznicy z Oklahomy, co to niby 121 lat temu biali osiedleńcy pogonili
tam kilka tysięcy Indian na pustynię. Potem ksiądz pyta: i kto o tym pamięta?
Zauważa, że Jezusa też nikt nie widział, gdy zmartwychwstał. Na szczęście
kazanie jest krótkie (dzięki Bogu). Na koniec celebrans podsumowuje: nasz
brat Jezus (sic!) i Bóg naprawdę nas kochają, i to takimi, jakimi jesteśmy.
(Czyli: jakiegoś mnie Boże stworzył, takiego mnie masz.) Kolekta jak zwykle.
Jednak po zebraniu pieniędzy zamiast zanieść je w ciszy do zakrystii, odbyła
się procesja ze świecami. Lolitki i starsi, którzy zbierali pieniądze,
włożywszy je do dużego płaskiego kosza (otwarty, jak na bieliznę, wyłożony
adamaszkiem), i przynieśli je od przedsionka do głównego ołtarza. Oczywiście
na ołtarzu nie ma krzyża, za to jest duża karafka, chyba 1,5 litra, z winem.
Kosz z mamoną zajął główne miejsce, tuż przed ołtarzem. Tak więc resztę
ceremonii modliliśmy się zarówno do Najświętszego Sakramentu jak i do świętego
mamona! (Od dawna w zborach protestanckich jest dokładnie taka sama tradycja.)
Wreszcie obowiązkowy "znak pokoju". Ki diabeł to wymyślił? Rumor, wrzawa,
obślizgłe ręce, płytkie słowa, których i tak nikt nie słucha, ale jazgot
w kościele... jak na jarmarku. Wreszcie komunia. Oczywiście hostia duża,
15 cm - co najmniej, nie była biała, tylko jakaś brązowa, chlebek grahamek?
Starszy facet z ławek idzie do tabernakulum i przynosi jakiś pojemnik.
Grupa starszych kobiet (jedna to ta, co czytała liturgię) i dwie
lolitki-ministrantki podchodzą do ołtarza z płaskimi szklanymi talerzykami.
Przechylają się jedna przez druga i garściami nabierają komunikanty z naczynia,
które było w tabernakulum. Upychają i wygładzają komunikanty na talerzykach,
aby im się więcej zmieściło. Jak i hostia, komunikanty to nie biały
opłatek, tylko jakiś brązowy grahamek? Chyba chlebek ekologiczny,
nie zauważyłem, ale zgodnie z prawem, powinni poinformować, ile kalorii
zawiera? Komunia zadziwiająca: 99 proc. ludzi, można powiedzieć wszyscy
obecni do niej przystąpili. Kiedy byli u spowiedzi? Nie zadawajcie takich
pytań! Każda ławka wychodziła do komunii, oczywiście przyjmowali ją na
stojąco i tylko na rękę. Druga kolejka do winka, można było golnąć łyka,
ale tylko jak ktoś chciał. Dawali nawet dzieciom. Chciałem nawet podejść
tylko do winka, bo nerwy mnie brały, jak na to wszystko patrzyłem, ale
jakoś zapanowałem nad tymi prymitywnymi odruchami. Na koniec spotkania
Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego wykonano śpiew pożegnalny: "Oda do
radości", ta sama, co hymn UE, tylko z jakimiś ekumenicznymi słowami. I
to wszystko. Dla nas, którzy pamiętamy Kościół przedsoborowy, lata przynajmniej
50. i początek 60. - to, co teraz wyprawia się w Kościele katolickim,
to kompletna ruina idei budowanej przez ostatnie 2000 lat. Uwaga:
to, co jest teraz normą w USA, przywędruje wkrótce do Polski. Zabić
człowieka jest karalne. Ale zabić jego ducha, to szczyt chwały lucyferian.
Na pohybel zmianom i tym wszystkim, którzy do tego doprowadzili. Nawet
jak neokony ogłoszą ich świętymi, czyli "Santo subito". Padre Pio, ostatni
prawdziwie święty człowiek w KK, gdy mu doniesiono o planowanych zmianach
w liturgii i Kościele, podczas gdy jeszcze SW2 trwał, zawołał: zakończcie
ten sobór jak najszybciej. Chwała wszystkim księżom, którzy powracają do
tradycji i budzą ducha w ludziach.
Skopiował z sieci i wpisał mjw.
Od redakcji: Chwała.
Trochę krytyki
W felietonie pt. "Konserwatyści mają rację, szkoda, że nie ci
z Ottawy", błysnął red. Kumor elokwencją jak świnia zadem... Znalazło się
tam - Jestem uczulony na wolność słowa - ...i to na pewno dlatego, w ramach
uczulenia, wysekował red. pierwszą, podstawową część mojego listu pt. "Socjalizm
i propaganda". Wysłałem wtedy cztery króciutkie swoje opinie na tematy
różne, zdziwiony byłem, gdy wszystkie się ukazały, ale w ramach "uczulenia
na wolność słowa" podstawowe i najciekawsze, usunięto... (???) uczulenie.
Śmiem wątpić, aby chodziło o łamanie paragrafów, po prostu w "Gońcu" zaczyna
się rozróżnianie równych i równiejszych... Red. Kumor czuje się zastraszony
przez mendy różne, a ja kilkakrotnie ten temat poruszałem, radziłem tłuczoną
cegłę jako skuteczny środek, ale uwagi powędrowały do kosza, a mendy dostały
wolną rękę. Ostatnio, dwukrotnie podsyłałem tekst z 26 lutego,
zaczynający się od słów - Rodzina miała, rodzina przepiła - ...bez efektu,
ale nie próbowałem nawet pisać czegoś nowego z powodu bardzo dziwnego braku
czasu... Niestety, dyrdymały o "uczuleniu" zmusiły mnie do skreślenia tych
kilku wyrazów. Jeśli redakcja i innych traktuje podobnie, to wiele tracimy,
bo prawda jest jedna i nie warto się jej wstydzić, zupełnie jak polskiej
historii. Jak tak dalej się potoczy, to "Goniec" będzie działał na zasadzie
"debaty" w PO-wskich prawyborach, lub z szyldem "Sekuła", a to byłoby bardzo
smutne, ostatecznie historia Polski nie kończy się w tym momencie, rządy
Tuska i PO nie są szczytem możliwości, to jedynie krótki i bardzo gorzki
rozdział, któremu tylko prawda pozwoli zakończyć się sukcesem Polaków,
bo akurat prawdy bardzo brakuje.
Padła ostatnio propozycja opodatkowania się na rzecz zmian w
polskiej polityce, składki mają wszystko naprawić, o tworzących nowe partie
polityczne było już wcześniej. Są to takie śmieszne nieżyciowe propozycje,
na zasadzie - gdy uzbieracie pierwsze 10 milionów, to ja dołożę milion
od siebie - nie widzę najmniejszej szansy, ale chętnych na skarbnika byłoby
wielu. Co ciekawe, nikt nie poparł pomysłu p. Aleksandra Pruszyńskiego,
a chodziło o akcję w sprawie działań o uwolnienie naszego rodaka zamkniętego
w więzieniu w RPA, Janusz Waluś sobie siedzi, a rodacy tylko obserwują,
gdy mordercy ks. Popiełuszki od dawna są wolni, prowadzą interesy i mają
emerytury... ale o nich walczyła lewica, Polacy tego nie potrafią. Moim
zdaniem, taka właśnie akcja mogłaby być dobrym początkiem, taką iskierką,
która pozwoliłaby zorganizować naszą społeczność, a wystarczy kilku zapaleńców,
ludzi myślących i chcących coś dla Polski zrobić. Na ten temat też pisałem,
ale sławne "uczulenie" nie pozwoliło... wstydziło się. Próby zgnojenia
IPN też zasługują na akcję, tak jak w "Naszej Polsce", można zgłosić się
z poparciem dla IPN-u, podać nazwisko pod apelem np. "Zbrukane ręce precz
od IPN-u"... od czegoś trzeba zacząć, ja podpisuję się wszystkimi kończynami.
A w Święta warto o Polsce pomyśleć. Zdrowych i spokojnych.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
Od redakcji: Szanowny Panie, wolność słowa nie polega na tym,
że my musimy publikować wszystko, co Pan napisze, lecz że Pan może sobie
to sam opublikować. Choćby wykupując odpowiednią powierzchnię reklamową
lub na drukując ulotkę na powielaczu i rozdając ją na ulicy. To tylko w
PRL-u "wolność słowa" polegała na tym, że gazety musiały drukować wszystko,
co członkom Biura Politycznego strzeliło do głowy.
GONIEC nr 13/2010
***
Spaceruję ulicami polskiej dzielnicy Greenpoint w Nowym Jorku.
Obok przechadzają się polskie lub polonijne dziewczyny. Uszy puchną od
słów, jakich używają: k...a, h...j, s...aj. To samo słyszałem w czasie
urlopu na ulicach polskich miast.
Gdzie te polskie dziewczyny, o których pisał z takim uwielbieniem
Adam Mickiewicz w "Trzech Budrysach"?
Wchodzę do pobliskiego arabskiego sklepu. Przemiłe, piękne, młode
i łagodne Arabki z chustami na głowach. Przykre to, ale nie wierzę w przyszłość
narodów, które w swoich kobietach rozbudziły taką nienawiść, że nie wahają
się nawet zabijać swoich nienarodzonych dzieci.
Muzułmanki, wbrew paranoidalnej propagandzie żydo-liberalnej,
wcale nie czują się prześladowane przez swoich mężczyzn.
One kochają swoich mężów, ojców i swoje dzieci i one w ostatecznym
rachunku zwyciężą, niezależnie od tego czy pozwolimy budować muzułmanom
meczety, czy nie.
A nasze kościoły, jak to napisał kiedyś jeden z dyrektorów Urzędu
Miejskiego w Nowym Jorku, amerykański Żyd, zostaną zamienione w wielopoziomowe
parkingi dla eleganckich samochodów.
Stan Sas
Od redakcji: Te polskie dziewczyny wychowują kolejne pokolenie
Polaków...
***
Przesyłam list z prośbą o wydrukowanie w Gońcu - w sprawie ks.
dr. hab. Piotra Natanka.
W obecnych czasach niektóre działania hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego
budzą silne emocje wśród wiernych. Można się nawet zastanawiać, jakiego
Kościoła są to duchowni. Czasem można dojść do wniosku, że jesteśmy w stanie
"wyższej konieczności" i być może nie jesteśmy już winni im posłuszeństwa.
Do takich kontrowersyjnych należy zaliczyć z całą pewnością niektóre działania
wokół idei Intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski oraz decyzję Kurii
Metropolitarnej w Krakowie w sprawie księdza dr. hab. Piotra Natanka, z
jaką możemy się zapoznać na stronie internetowej kurii.
Zastanawiające jest, co właściwie tak bardzo niepokoi hierarchię
w działaniach tego kapłana, a wcześniej innego propagatora idei Intronizacji,
ks. Tadeusza Kiersztyna. Dlaczego tak bardzo nie podoba się im idea
Intronizacji?
Dlaczego idea Intronizacji Chrystusa na Króla Polski, jest dla
nas i naszej Ojczyzny niekorzystna i niewłaściwa?
W 1656 roku we Lwowie król Jan Kazimierz z biskupami i szlachtą
uroczyście uznał Matkę Bożą za Królową Polski. Stało się to w czasie
potopu szwedzkiego. Dlaczego Jezus Chrystus nie może zostać obwołany
Królem Polski? Dlaczego przesłanie s. Rozalii Celakówny jest tak groźne
dla przeciwników Intronizacji?
Jednocześnie hierarchia kościelna jest zupełnie głucha na liczne
protesty wiernych i stawia masońską Drogę Krzyżową zwaną "Golgotą Beskidów"
w Radziechowach, wsi rodzinnej biskupa Pieronka. Należy zapytać, dlaczego
osoby duchowne odpowiedzialne za istnienie i poświęcenie Golgoty dopuściły
do powstania Drogi Krzyżowej, której symbolikę i znaki wielu
katolików odbiera jako zwycięstwo szatana nad Jezusem.
Sposób, w jaki ks. dr hab. Piotr Natanek został potraktowany,
świadczy o wielkim niepokoju, że są jeszcze w Polsce księża, którzy
kochają nasz Naród i Kościół, którzy potrafią budzić świadomość Polaków.
A najważniejsze, którzy jeszcze wierzą w Boga, mają odwagę i przeciwwstawiają
się judaizacji polskiego Kościoła.
Skoro tajemnicza Komisja Kurii Krakowskiej, której składu nie
znamy, zakończyła już swoje oceny, to sprawiedliwość nakazywałaby podanie
ich do publicznej wiadomości wiernych. W przeciwnym wypadku mamy
prawo sądzić, że przyczyny dyskryminacji księdza Piotra Natanka są pozateologiczne.
Taki sposób postępowania budzi dezorientację i niechęć do hierarchii.
Wyrazem mojego zaniepokojenia jest poniższy list do wybranych
hierarchów.
Ks. Kard. Stanisław Dziwisz
Kuria Metropolitalna
ul. Franciszkańska 3
31-004 Kraków
Toronto 28 marzec, 2010
Dot.: KOMUNIKATU Z DNIA 2 MARCA 2010 ROKU KURII METROPOLITALNEJ
W KRAKOWIE W SPRAWIE DZIAŁALNOŚCI KS. DR. HAB. PIOTRA NATANKA
Sprawy Boże dokonują się w przeciwnościach. Tak było ze św. s.
Faustyną Kowalską, św. o. Pio i tak jest obecnie z ks. Piotrem Natankiem.
"Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was,
i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was.
Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w
niebie. Tak, bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami"
(Mt 5: 11-12).
"Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie
królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie
wejść tym, którzy do niego idą" (Mt 23: 13).
Dopóki tajemnicza Komisja Kurii Krakowskiej nie wypunktuje błędów
teologicznych w głoszonych przez ks. dr. hab. Piotra Natanka treściach,
komunikat Kurii jest niewiarygodny i pozbawiony podstaw
prawnych.
"Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli
dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?" (J.18:23).
Niech Jezus Chrystus zakróluje w Polsce.
Tadeusz Orłowski
Od redakcji: W sprawach wiary należy słuchać Ojca Świętego.
Szanowni Państwo,
Pozwalamy sobie zwrócić się do Państwa w najważniejszej w tej
chwili dla nas sprawie. Mamy nadzieję, że poniższy list przekona Państwa,
że robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić naszemu dziecku pomoc.
Pod koniec czerwca 2010 r. ma przyjść na świat nasze pierwsze
ukochane Maleństwo Kryspinek. Kiedy miał 20 tygodni, podczas badania prenatalnego
usłyszeliśmy od doktora, że serce naszego synka nie wygląda tak, jak powinno.
Badania wykonane przez kardiologa potwierdziły najgorsze przypuszczenia
- Kryspinek urodzi się ze złożoną, wrodzoną wadą serca - hipoplazją lewego
serca (HLHS). Jego serduszko nie ma wykształconej lewej komory i już nigdy
nie będzie zdrowym czterokomorowym sercem. Nasze Maleństwo zaraz po porodzie
będzie musiało zostać poddane skomplikowanej operacji. Do momentu ukończenie
2 roku życia ma ich przejść co najmniej trzy. Od dnia postawionej diagnozy
mija już 6 tygodni.
W tym czasie skontaktowaliśmy się z Fundacją COR INFANTIS, w
której natrafiliśmy na wspaniałych i rozumiejących naszą sytuację ludzi.
Pojawiła się szansa, że nasze Dziecko mogłoby trafić pod opiekę Profesora
Edwarda Malca w Klinice Kardiochirurgii Dziecięcej Uniwersytetu Ludwiga
Maximilliana w Monachium. On jako pierwszy w Polsce dokonywał tych pionierskich
operacji i jak do tej pory ratuje Małe Istnienia, jednak już poza granicami
naszego kraju. Bez pomocy dobrych ludzi nigdy sami nie będziemy w
stanie pokryć kosztów porodu oraz każdej z trzech czekających naszego Syna
operacji w monachijskiej klinice (szacowany koszt operacji ok. 80 tysięcy
euro). Dzięki pomocy życzliwych osób w ciągu zaledwie dwóch dni udało
nam się utworzyć subkonto, na które można wpłacać 1 proc. podatku przeznaczonego
na leczenie naszego Syna. Uruchomione także zostało subkonto do zbiórki
publicznej.
W zakładce "Podopieczni" na stronie internetowej Fundacji znajduje
się profil naszego Synka http://www.corinfantis.org/index.php?text=296
Mamy również profil na stronie http://pomagamy-dzieciom.net/kryspin-janiak
oraz stronę internetową http://www.sercekryspinka.genik.pl/
Niestety sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, dodatkowo sprawiła,
iż mąż mój stracił pracę. Pracodawcy najwyraźniej uznali, że nie potrzebują
pracownika z problemami, który już niebawem będzie musiał więcej energii
i czasu poświęcić swojej rodzinie. Zostaliśmy pozbawieni głównego źródła
utrzymania (termin wypowiedzenia upłynął 13 marca).
Myśli o tym, jak urządzić pokoik dziecka, zastąpił lęk i walka
o jego życie. Priorytetem jest dla nas zapewnienie Kryspinkowi jak najlepszej
opieki.
Od ponad miesiąca cały swój czas i energię poświęcamy na poszukiwanie
możliwości dotarcia z naszym apelem do ludzi dobrej woli, którzy zechcieliby
wesprzeć nas w walce o życie Syna. Zwracamy się do mediów (prasa, tv, radio),
szukając ludzi, którzy potrafią pomóc nam w tej sytuacji. Posiadamy banery,
które znalazły się już na kilku stronach internetowych, umieszczamy apele
na różnych forach oraz portalach. W parafiach śląskich organizowane są
zbiórki, zaprzyjaźnieni numizmatycy wystawiają na aukcje charytatywne monety
(allegro.pl, numia.pl). Żywimy głęboką nadzieję, że i Państwa Redakcja
zechce nam pomóc. Pomoc ludzi wielkiego serca może sprawić, że serce naszego
Dziecka będzie biło dla nas i dla Niego, pozwalając nam cieszyć się naszym
pierwszym Maleństwem.Termin porodu zbliża się bardzo szybko, a do zebrania
na pierwszą operację pozostało nam prawie 28 tys. euro.
Nie brakuje nam determinacji i uporu, brakuje nam jednak środków
materialnych, aby mieć pewność, że nasze dziecko mimo tego, co je czeka,
będzie miało zapewniony ratunek. Mamy poczucie, że fakt, iż przyszło nam
wiedzieć o wadzie serduszka Syna już na półmetku ciąży, zobowiązuje nas
do tego, aby zrobić dla Kryspinka jak najwięcej.
Żywimy głęboką nadzieję, że zrozumieją Państwo naszą determinację.
Z wyrazami szacunku
Joanna i Karol Janiak
ul. Gliwicka 97/7
40-854 Katowice
tel. +48 698-656-527
Wszystkie osoby, które zechcą pomóc Kryspinkowi, mogą to uczynić,
dokonując wpłaty na rachunek:
Fundacja na rzecz dzieci z wadami serca Cor Infantis
86 1600 1101 0003 0502 1175 2150 z dopiskiem "Kryspin Janiak"
Kod SWIFT dla przelewów z zagranicy: ppabplpk.
Od redakcji: xxx
GONIEC nr 12/2010
Sprawa Gondka
Pan Benedykt Gondek
Moje gratulacje, Panie Benedykcie, za pozytywny kontekst tej
"sprawy" i podziękowania dla Pana reakcji.
Przecież na miejscu Pana Chabowskiego mógł się znaleźć ktoś z
mojej rodziny, kogo poprosiłem o przywiezienie jakiegoś "wiertła".
O "wyczynach" lotniska w Toronto dużo by mówić. Te sławne zabieranie
obcinaczy do paznokci, a później wyłamywanie z nich pilników, bo mogą służyć
jako "narzędzie do terroru".
Zgroza wieje od "wschodu".
Ja ograniczę się do jednej historii, kiedy z moją schorowaną
Matką leciałem do Polski w 2004 roku. Mama wracała (po odejściu Taty w
2003, kiedy to zabraliśmy ją do Kanady) razem ze mną, bo już czuła, że
musi. Ponieważ nie mogła długo chodzić (a tam trzeba mieć zdrowe nogi),
więc wziąłem dla niej wózek inwalidzki i tak dotarliśmy do kontroli rzeczy
osobistych, prześwietlania itd., gdzie moja Mama została poddana pytaniom
typu "czy może wstać z wózka". Ostatecznie odpowiedziałem za nią, że tak,
ale sprawia jej to ból. Lecz kontroler (nie będę określał koloru skóry
ani rasy) wezwał inną kontrolerkę, która Mamę zaczęła dokładnie sprawdzać,
każdą część jej ciała, aż doszła do siedzenia. Wtedy ubrała rękawiczki
i wsunęła rękę pod pupę mojej Matki. Nie wiem, w jaką jej część. Odbyła
się dyskusja kontrolerów i nas w końcu przepuszczono (mnie oczywiście wyłamano
pilnik z obcinacza). Ja, jak i inni, którzy to zaobserwowali, byli zgorszeni,
ale nie okazali tego głośno (była tylko wymiana spojrzeń).
Nasłuchałem się również wielu innych opowieści o Pearsonie, ale
tu już nie ma sensu o nich pisać. Chyba każdy z Polaków ma swoją "opowieść".
Sytuacja na lotnisku w Vancouverze była ukoronowaniem idiotyzmów,
złej organizacji i nieliczenia się z ludzką godnością.
Wychodzi na to, że to jest sprawa federalna, a nie lokalna.
Świat nie wierzy łzom!
Pozdrawiam Pana.
Max
Od redakcji: Świat wierzy sądom.
Hipokrytyzm krytyków filmowych i judzenie
Droga Redakcjo! Oto wpadł mi do ręki "Toronto Star" z 6 marca
br. (str. A29) z przedrukiem opinii z "New York Timesa" pióra (zapewne
przyjaciela p. Grossa) niejakiego imć Dana Bilefsky. Recenzja filmu "Galerianki"
lub jak podaje on "Mall Girls", prezentowanego na torontońskim International
Film Festival, zawiera uszczypliwe i zniesławiające Polaków uwagi świadczące
o dyskryminującym nastawieniu do nas i katolicyzmu przede wszystkim. Film
Katarzyny Rosłaniec to opowieść o nastolatkach (obu płci)... sprzedających
się za markowe szmaty lub przedmioty typu telefon komórkowy (itd.), aby...
iść z modą oraz "świecąc nimi" imponować w szkole ich posiadaniem. Okropność
(!!!), którą recenzent oczywiście sprowadza do "wsteczniczej moralności
konserwatywnej i w większości katolickiej (przez duże C) ludności (Polaków)
w 20 lat po komunizmie". To określenie chyba wystarczy, aby się nań oburzyć.
Nie myślę, aby ta historyjka z warszawskich "Złotych Tarasów" (podobno),
a niegodna ekranizacji, była tak nagminnym zjawiskiem, by przyczepiać markowe
"Q" całej naszej młodzieży! Margines istnieje w każdym społeczeństwie.
Nasza młodzież, z której jesteśmy dumni, chodzi na piesze pielgrzymki i
zwycięża w konkursach komputerowych etc. Nie zasługuje też
na negatywną opinię i generalizację sprowadzającą ją pod jeden mianownik
z przerażającą patologią nielicznych.
Trudno nie wspomnieć tu, że dzięki "wspaniałej i wyzwolonej"
kinematografii, często lansującej patologie, ordynarny seks i przemoc,
i to w taki sposób, aby widz był raczej po stronie przestępców niż
stróżów prawa, wyrasta generacja, która wyciąga pistolety i strzela np.
w Boxing Day w centrum miasta, i do kolegów w szkole, czy jak dziś podano
w wiadomościach... sięga np. po kosztowności umierającej w szpitalu. Może
w ogóle panowie krytycy zajęliby się raczej treścią i wartościami filmów
zamiast rozkoszowaniem: obraza godności ludzkiej i efektami technicznymi.
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Toronto
Od redakcji: Szanowna Pani, jest młodzież dobra i jest nieco
nadpsuta. Zgadza się, brakuje nam pozytywnych obrazów.
Szanowna Redakcjo!
Chciałbym się odnieść do sporu, jaki powstał w "Gońcu" między
"Obserwatorem" i panią Wandą Truksą. Pokazuje to tylko, że dzieje Polaków
na Syberii to temat bardzo złożony. Nie byłem na żadnym ze spotkań
Sybiraków, jednak widzę, że potrzebne są pewne wyjaśnienia, ponieważ żadna
ze stron do końca nie wyjaśnia sprawy, a jedynie stawia sobie zarzuty.
Przy takim stanie rzeczy znowu padnie wiele niepotrzebnych oskarżeń, nieprzyjemnych
słów, a wierzę, że żadna ze stron tego nie chce. Pana prof. Wróbla (bo
domyślam się, że o jego przekaz informacji tutaj chodzi) znam z rozmów
w telewizyjnych programach w Kanadzie. W żadnym z jego wywiadów nie zauważyłem
oznak mówienia niezgodnie z prawdą historyczną. Pan profesor Wróbel objął
katedrę historii Polski na Uniwersytecie Torontońskim, która powstała staraniem
całej Polonii kanadyjskiej. Zebrano 1 mln CAD i utworzono niezależny Wydział,
który ma za zadanie krzewić język, kulturę i historię Polski w środowisku
kanadyjskim i nie tylko. Nie sądzę, by prof. mówił, że w latach 1940-1945
Polacy wyjeżdżali na Syberię w poszukiwaniu lepszej pracy. W tych latach
zaczęły się właśnie masowe deportacje, począwszy już od lutego 1940, a
na mniejszą skalę już pod koniec 1939. Jednak podejrzewam, że prof. przy
okazji wspomniał o Polakach, którzy wyjeżdżali z własnej woli na Syberię.
Oprócz masowych wywózek po powstaniu styczniowym 1863 ok. 60 tys., rewolucji
1905, jeńców I wojny światowej, po II wojnie światowej na Syberię Polacy
wyjeżdżali też dobrowolnie. Wyjeżdżali przedsiębiorcy, urzędnicy, inżynierowie
szukający lepszego życia i zarobków. Było to w okresie początku budowy
kolei transsyberyjskiej w latach 1891-1913. Potrzeba było ludzi w administracji,
służbie zdrowia, wojsku. Byli też absolwenci uczelni rosyjskich pochodzenia
polskiego, których nie najlepsza sytuacja w Królestwie Polskim wiodła za
Ural. Była bieda, wyjeżdżano do Ameryki za chlebem, ale i na Syberię. Kiedy
za rządów premiera Sołypina (1906-1911) pojawił się ukaz o wolnym osadnictwie
na Syberii, wzrosła emigracja ludności polskiej. Nasilono propagandę, że
na miejscu dają 15 dziesięcin ziemi, sto rubli bezzwrotnej zapomogi, zwrot
kosztów biletów kolejowych. Po przyjeździe okazywało się, że ziemia nie
była przygotowana, trzeba było karczować lasy (tak samo jak Wańkowicz pisał
o Kanadzie). Niektórzy zawiedzeni tym stanem rzeczy wracali do Polski.
Lecz ci, co zostali, budowali domy, kościoły i szkoły. Pisze o tym
Aleksandra Ziółkowska-Boehm w swej książce "Kaja od Radosława, czyli historia
hubalowego krzyża". Fragmenty były drukowane w "Nowym Dzienniku" w Kanadzie.
Pani Aleksandra jest znana jako autor książki "Kanada, Kanada". Polecam
obie te książki, wiem, że ta druga jest w bibliotece im. księdza Stanisława
Bąka w Centrum Jana Pawła II przy Cawthra Rd. w Mississaudze.
W "Kai od Radosława..." tytułowa bohaterka opisuje właśnie, jako
jeden z wątków, swoje życie na Syberii, gdzie ojciec był inżynierem na
kolei i powodziło im się całkiem dobrze, ale to wszystko było do czasu.
Gdy nastała władza radziecka, szczególnie w latach 1919-1920, tych co swoją
ciężką pracą, działali przecież w ekstremalnych warunkach, doszli do czegoś,
wybudowali domy, potraktowano jako kułaków. Po traktacie ryskim w 1921
wracano do Polski. Tym co zostali pozabierano majątki, utworzono kołchozy.
Polaków zaczęto rusyfikować, opornych rozstrzelano, szczególnie mężczyzn.
To co polskie musiało być głęboko skrywane. Powtórzono to potem w latach
30. Dlatego nie możemy się dziwić, że tak niewiele ludzi pamięta i wie,
że nawet ci co pojechali za lepszym życiem, podzielili ten sam los co zesłani.
Wywózki z Polski trwały aż do 1956 i aż do 1990 Polacy na Syberii nie mieli
kontaktu z Ojczyzną lub były to kontakty sporadyczne. Po 1990 kontakty
się ożywiły, jeżdżą już tam wycieczki. Co jest niepokojące, że ci
ludzie, którzy tam mieszkają, twierdzą, że ich przodkowie tam "przyjechali
z Polski", a już nie wiedzą, że zostali zesłani wbrew ich woli, z
własnej woli byli tam nieliczni. Jednak zachowali język polski, którego
dzieci uczy się już w przedszkolu.
Autor książki "Przez Syberię na gapę" Romuald Koperski przytacza
wypowiedź Ludmiły Figury Wiżentis, która jest absolwentką Uniwersytetu
Gdańskiego i działaczką polonijną w Wierszynie, wiosce oddalonej o
200 km od Irkucka. Pani Ludmiła jest wnuczką polskich osiedleńców,
twierdzi, że Polacy z Wierszyny przyznają, że tak właściwie nie są typowymi
zesłańcami. Część została tu przesiedlona, reszta natomiast zamiast szukać
szczęścia w Stanach Zjednoczonych Ameryki, poszukała go na Syberii. Przyjechali
tu latem 1910 z Olkusza, Małopolska. Ich też pod koniec lat 30. XX wieku
potraktowano jak kułaków, gospodarstwa przekształcono w kołchozy.
Obecnie Filip Czuchwicki i Szymon Brzóska, przy współpracy ze
Stowarzyszeniem "Wspólnota Polska" i Uniwersytetem Gdańskim oraz wsparciu
finansowym Skoku Stefczyka, prowadzą badania dotyczące Polaków na Wschodzie.
Potwierdzają, że we wsi Wierszyna i innych miejscowościach prawie wszyscy
mieszkańcy pochodzenia polskiego mówią po polsku.
Kończąc, warto wspomnieć, że byli też zesłańcy Polacy, którzy
zostawili trwały ślad na Syberii, tak jak Benedykt Dybowski, lekarz i społecznik,
który był honorowym członkiem petersburskiej Akademii Nauk. Jan Czerski
prowadził na Syberii badania z zoologii i geologii, jego nazwiskiem nazwano
wiele nazw geograficznych, m.in. Góra Czarskiego, Dolina Czarskiego. Bronisław
Piłsudski, brat marszałka Józefa Piłsudskiego, zajmował się badaniami etnologicznymi
i językowymi ludów rosyjskiego Dalekiego Wschodu. Także Aleksander
Czekanowski, Felicjan Wilczyński czy Wacław Sieroszewski. Jednak to były
sporadyczne przypadki, przede wszystkim setki tysięcy Polaków zesłano na
poniewierkę, na wyniszczenie, którzy sami tę ziemię nazwali nieludzką,
czyli nie dla nich, niechcianą, która była złem, od którego nie można było
uciec. I o tym należałoby tylko mówić, bo nie może powtórzyć się więcej
to zło, które powstaje w głowach szaleńców i jest rozsiewane jak zaraza,
obejmując coraz to szersze kręgi.
Jednak nie mogło być inaczej, gdy (jak pisze Sołżenicyn) we władzach
sowieckich za rządów Stalina był minister i szef NKWD Abakumow, który
miał tylko 2 klasy szkoły powszechnej i należy przypuszczać, że większość
wierchuszki była tak światła.
Pozdrawiam
Jerzy Rozenek
Od redakcji: Szanowny Panie, prof. Wróbel, jaki jest, każdy
może zobaczyć po jego publikacjach, doskonale współgrających z wykładnią
polskiej historii prezentowaną przez prof. T. Grossa. Ale czy Pan jest
pewien, że chodzi o prof. Wróbla?
GONIEC nr 11/2010
Oszczędności?
Nasze pieniądze są w centrum zainteresowania i ciągle poucza
się nas, jak oszczędzać. Wiadomo, żeby odkładać, to trzeba mieć przede
wszystkim z czego, a "wiązać koniec z końcem" każdy musi.
Troska o nas, jak by się na nią patrzeć, to też fikcja nad fikcjami.
Ot, jak się okazuje (z prasy anglojęzycznej wyjęte), za czasów swego panowania
od 2003 do 2009 pan Miller podniósł nasze opłaty/podatki o prawie... 45
proc. Przed paroma zaś dniami... z wielką dumą ogłosił on... że "znalazł"
100 mln dol.!!!... Hmm... i dlatego w swojej... wspaniałomyślności tegoroczny
podatek podniesie tylko o "jakieś tam" 3 proc. z haczkiem (nie poniżej
4 proc., ale 3+ proc. - też psychologiczne określenie!). Te 100 mln dol.,
to przecież nic innego jak wyciśnięty/nadpłacony pieniądz mieszkańców,
który w jakiś cudowny sposób nie został roztrwoniony. Hokus, pokus
i... jest się czym "szczycić", oczekując na gromkie oklaski... Ot! Mydlenie
oczu. Jeśliby wspomnieć tu przekroczony o 50 mln dol. budżet nie chcianej
przez mieszkańców "przebudowy" ulicy St. Clair w Toronto, czy rozbudowę
biurokracji oraz wszelkiego innego rodzaju niegospodarność, to można wyobrazić
sobie krocie, jakie się z nas niepotrzebnie wyciska... Hurra wielki "hero"
wyciąga jak królika z cylindra te 100 mln dol. - dziwne, że brakowało na
np. utrzymanie pływalni w mieście.
Kiedyś p. premier Ontario mówił o oszczędnościach na elektryczności,
kiedy używać będziemy mierników uwzględniających 3 opłaty taryfowe.
Prawdę mówiąc, zniżkę mamy tylko na weekendy, a w tygodniu tylko nocną
od 21.00 do 7.00, gdy płacimy 4 centy za kW, bo za pozostały czas
różnica w wysokich stawkach jest niewielka ... 9,3 czy 8 centów, to i tak
podwojenie stawki weekendowo-nocnej (z elektrowniami już podpisano umowę
na 13 centów za kW - więc wiemy, co to znaczy...).
Zmiana czasu zimowego na letni i odwrotnie wiąże się z szeregiem
kosztów i perturbacji w gospodarce i życiu. Przestawienie się na tę zmianę
różnie wygląda u różnych osób. Okazuje się też, że w okresie "tranzytowym"
wzrasta ilość wypadków, w tym i drogowych. Moim zdaniem, taniej nie
bawić się ciągle w kosztowne przestawianie zegarów, lecz zamiast tego lepiej
raz na zawsze przesunąć je o pół godziny tej jesieni i już nie zmieniać
w ogóle na zimowy czy później letni. Zdrowiej dla ciała i kieszeni.
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Toronto
Od redakcji: Pora na ruch obrony podatnika; pomysł z przestawieniem
czasu o pół godziny bezcenny.
Rozżalona emerytka
Ja w sprawie podpisanych emerytur, które miały być pomocą dla
nas i niby szybciej. A kłamstwo goni kłamstwo. W listopadzie 2009 złożyłam
wszystkie dokumenty w kanadyjskim biurze, aby przesłali do Polski. Oczywiście
bardzo szybko dostałam papiery do wypełnienia. Wszystko zostało niby zaakceptowane.
Dostałam pismo, w którym tego roku 2010 od Kanady z adresem do Polski,
jak coś potrzebuję, to mogę się zwrócić do Łodzi. Minęło 5 miesięcy, a
tu ani drgnęło o mojej emeryturze, którą sobie wypracowałam 25 lat w ojczystym
kraju. I nie siedziałam za biurkiem, tylko ciężko pot leciał po czole.
Sama już nie mogę tego nazwać, jak emeryta się oszukuje. Może już komputery
nie nadążają policzyć tych paru groszy, a lepiej może by było im podesłać
liczydła. Bo kiedyś takie były i nikt nikogo nie oszukał.
Kochani, sami widzicie, jak emeryt jest walony w łeb. Oby nie
doczekał tego, co jemu się należy. Czarny zrobił swoje, a ty czekaj tatka
latka. (...)
Stała czytelniczka "Gońca" pozdrawia Pana Redaktora Kumora i
całą waszą resztę.
S.J.
Od redakcji: Niestety tak jest.
Panie Redaktorze!
Przesyłam do ewentualnego opublikowania krótki list felieton
mego przyjaciela z Polski, któremu przesłałem parę wycinków z "Gońca" i
któremu podoba się linia polityczna gazety.
To potomek sławnego hetmana Rzewuskiego, który notabene nie zapisał
się najlepiej jako patriota. Interes arystokracji przełożył nad interes
Polski. Czyli niewiele się zmieniło, o tyle tylko, że "arystokracja" teraz
inna i interesy inne.
Prawnuk jest bardziej patriotyczny.
Z szacunkiem
Jan Ostoja
Toronto
Wishful thinking,
czyli pobożne życzenia
Dobrymi chęciami jest ponoć piekło wybrukowane, co dobrze świadczy
o dbałości jego gospodarzy troszczących się o stan piekielnych ulic, ale
w zastosowaniu przenośnym do naszych dziejów, tak dawnych, jak i współczesnych,
myślenie owo fatalne skutki rodziło.
Kilka przykładów pierwszych lepszych z brzegu:
Konrad Mazowiecki w roku 1226 sprowadził Krzyżaków - specjalistów
od nawracania pogan. Chciał dobrze, ale co z tego wyszło, nieustanne wojny,
a wreszcie Prusy Wschodnie, do których eksterytorialnej autostrady zażądał
Hitler.
Liberum veto - teoretycznie nigdzie niespotykany przykład absolutnej
demokracji, a w rezultacie przyczyna anarchii i upadku państwa. Jednomyślność
- "jeden tylko wielki cud - z polską szlachtą polski lud" - jak pisał poeta.
Dziś ta piękna idea paraliżuje nawet Radę Bezpieczeństwa ONZ.
Sięgnijmy nieco bliżej. Czwarta Rzeczpospolita, walka z korupcją
- piękne hasła, które zaowocowały aferami podsłuchowymi, którym nie masz
końca.
Zjednoczona Europa - rzecz nienowa, bo już znana za czasów Imperium
Romanum, państwa Karola Wielkiego, Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu
Niemieckiego, Trzeciej Rzeszy, która miała być tysiącletnia, i teraz Unii
Europejskiej, już prawie pół wieku liczącej. Bodajby nie podzieliła losów
prób poprzednich. Ale przecież sam pomysł jest przedni. "Keine Grenzen"
- żadnych granic, a więc i żadnych wojen, nacjonalizmów, separatyzmów itd.
Wishful thinking, nie biorące pod uwagę różnic w poziomie życia,
egoizmu narodowego tych, którym powodzi się lepiej. Tylko muszkieterowie
wyznawali zasadę "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Skąd teraz
brać takich frajerów...? Teraz, gdy nam gospodin Putin buduje rurociąg
gazowy pod dnem Bałtyku, nasi europejscy partnerzy nie protestują. Nic
ich nie obchodzi, że jest to sprzeczne z naszymi interesami, gdyż omijając
polskie granice, rura owa może stanowić zagrożenie dla naszej niezależności
energetycznej. Gazprom może bowiem w każdej chwili odłączyć Polskę, bez
obawy przerwania dostaw na Zachód, a jeśli może, to zapewne kiedyś będzie
co najmniej próbował szantażu i podwyżek cen.
Polska tu i teraz, ma swoje granice, ma sąsiadów takich, a nie
innych - jedno jest pewne, że nikt tego nie zmieni, nawet gdyby tego bardzo
chciał. Nawet gdyby w swym życzeniowym myśleniu zdawał się mieć rację.
Zbliżają się wybory prezydenckie i samorządowe. Do urn wyborczych
udaje się zwykle ok. 40 proc. uprawnionych, tak zwana mniejsza połowa,
jak mówią niektórzy. Wygrać może ten, któremu uda się zamieszać w tym naczyniu,
na którego spodzie zalega osad denny. Czym zamiesza - pobożnymi życzeniami,
pięknie brzmiącymi hasłami, które nie są niczym innym jak "wishful thinking",
które już nieraz w naszych dziejach brało górę.
Kazimierz Rzewuski
Warszawa
Od redakcji: Głosujemy zawsze na nasze nadzieje. A Europa powinna
być ojczyzną ojczyzn, w przeciwnym razie zawsze będzie pod butem tego,
kto ma cięższe.
***
In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti. Amen.
Chciałbym podziękować i przekazać coś innym.
Dziękuję Ojcu św. Benedyktowi XVI za szerokie otwarcie drzwi
Kościoła dla tzw. Mszy św. trydenckich, które do czasu Jego decyzji były,
co tu ukrywać, na wymarciu.
Dziękuję również komuś, kogo uważam za swojego przyjaciela,
za poinformowanie mnie, że jest kościół w Toronto, kościół pod wezwaniem
św. Vincent de Paul na 263 Roncesvalles Ave., gdzie w każdą niedzielę o
godz. 11.30 można wziąć udział w takiej właśnie pięknej celebracji.
I to przekazuję innym.
Nie mam blisko, mieszkam w Brampton, ale od pierwszej mojej
obecności w tym kościele poczułem coś niezwykłego, co mnie tam bez oporów
z mojej strony ciągnie.
Odżyły na pewno wspomnienia z dzieciństwa i lat młodzieńczych,
gdyż w takim kościele, przedsoborowym, zdobywałem pierwsze szlify wiary,
ale nie o wspomnienia tu chodzi.
Dzisiaj, gdy jestem już mocno dojrzałym owocem życia i czas zerwania
może nadejść dość szybko, odkryłem pewien, wydawałoby się, paradoks.
Otóż, ponieważ nie posiadam odpowiedniego mszalika w wersji polsko-łacińskiej,
a pamięć u takich dojrzałych owoców już inna, to w sensie formalnym rozumiem
bez porównania mniej (słów), niż na współczesnej, posoborowej Mszy św.
w moim języku, a jednak rozumiem, a może raczej czuję, dużo więcej.
Świętość i tajemnice.
Broń Boże nie chcę powiedzieć, że mamy tu do czynienia z inną
ofiarą Chrystusa, lepszą, doskonalszą, bo taka będzie zawsze doskonała.
Chodzi mi o to, że wszystko to co jest ludzkie i składa się na
tę bezkrwawą świętą ofiarę - nasze słowa we wspólnym dla wszystkich
języku łacińskim, nasze gesty, muzyka, śpiew, woda święcona, kadzidło i
cudowna cisza - pozwala łatwiej odczuć niezwykłość i świętość tej celebracji.
Obecność Boga.
Dopiero teraz rozumiem, co zostało mi zabrane, powiem zrabowane,
wycięte.
Sacrum. Ale nie rozumiem dlaczego?
Piękna, wzniosła muzyka organowa, pokropienie obecnych wodą święcona,
dużo zapachów kadzidła, piękny śpiew, wiele znaków Krzyża św., każdorazowe
klękanie przed Jezusem w tabernakulum, które jest w centrum kościoła, czy
wyczekująca na coś niezwykłego cudowna cisza w czasie modlitw księdza przed
i w trakcie Konsekracji.
Komu to przeszkadzało?
Jestem świadomy, że uczestniczę w czymś wielkim, tajemniczym,
świętym.
Ministranci pełni powagi nie wiercą się, nie rozglądają, wiedzą
dokładnie, co i kiedy wykonać, służąc księdzu przy ołtarzu. Ludzie skupieni.
Nie ma tłoku w ławkach, nie ma rewii mody, nie ma szafarzy.
Komunia św. na kolanach, do ust, tak jak chce Papież.
Kościół bardzo skromny, ubogi można by rzec, ale duch jakiś inny.
Bogatszy.
Sacrum. Moja słabiutka wiara ma szanse umocnić się.
Jakże żałuję i nie pojmuję, dlaczego dokonano tych brutalnych
zmian, które podobno miały nam przybliżyć zrozumienie i głębsze przeżycie
Mszy św., a efekty są zupełnie odwrotne.
Ite, missa est.
Deo gratias.
Roman Dorna
Od redakcji: No to świetnie, że Pana wiara się umacnia.
Dzień dobry!
Ciekawa jestem, kto i dlaczego próbuje wykończyć tego lekarza
anestezjologa George'a Doodnaught.
Pracowałam przy zabiegach i operacjach i wiem, że nie ma takiej
możliwości. Anestezjolog nigdy nie zaczyna narkozy sam; bo jest bardzo
wiele możliwości, że coś złego się może stać i będzie potrzebował natychmiastowej
pomocy np. przy podaniu lekarstwa albo jakiegoś instrumentu. Dodatkowo
w przerwie między operacjami, są tam ludzie, którzy najpierw sprzątają
po uprzedniej operacji i natychmiast zajmują się przygotowaniem następnej.
Po skończonej operacji, tak szybko jak anestezjolog się zorientuje, że
ktoś już się budzi i jest OK; pacjenta natychmiast zabiera się do PACU
(Post Anasthetic Care Unit), gdzie z pacjentem są wyspecjalizowane pielęgniarki
(w czasie dnia jest ich cała kupa, a w nocy jest taki przykaz, że muszą
być co najmniej dwie, nawet jak jest jeden pacjent). Czasami anestezjolog
może zajrzeć tam, jak są jakieś problemy ze stanem po narkozie, ale to
i tak rzadko - i znów pełno pielęgniarek tam. Nie ma też takiej możliwości,
że anestezjolog zaczął narkozę i czeka na resztę. Narkoza to jest ostatnia
rzecz, jaką się robi. To operacyjny "team" czeka na anestezjologa, a nie
odwrotnie - chodzi tu o to, żeby czas narkozy był jak najkrótszy, żeby
zmniejszyć możliwości powikłań i problemów po operacji.
Dręczy mnie to, że w dzisiejszych czasach można kogoś tak
bezczelnie wykończyć.
Maria
Od redakcji: No zawsze ktoś się znajdzie...
Szanowny Pan Redaktor
A. Kumor!
Wrócę do sprawy p. Lecha Bukowskiego. Byłem osobiście na rozprawie
w sądzie. Liczyłem, że nas, Polaków, będzie dużo więcej, "mury powinny
pękać", by stanąć w obronie naszego rodaka, patrioty. Z artykułów w "Gońcu"
dowiedziałem się - kim ten człowiek jest, co przeszedł w swoim życiu, jak
żyje w Kanadzie! Co się okazało. Nie potrafimy walczyć o nas. W pańskiej
gazecie ukazują się artykuły ludzi opisujących własne przeżycia, zasługi
- dlaczego ich nie ma, gdy trzeba pomóc drugiemu człowiekowi? W różnych
spotkaniach, na imprezach organizowanych przez organizacje polonijne -
drzwi się nie zamykają, przyjeżdżają z odległych miast do Toronto.
W swoim imieniu dziękuję P. Konsulowi do spraw polonijnych, że
mimo natłoku spraw przybył na rozprawę. Nie było nikogo z Kongresu. Na
rozprawie z osobistym zaangażowaniem był redaktor z "Gońca" p. Andrzej
Załęski i z "Poloneza" p. Marek Gołdyn.
Pan Lech, siedząc już na sali rozpraw przed Majestatem Sądu,
często odwracał się i patrzył do tyłu, czy ma za sobą osoby, które podtrzymują
go na duchu. I tam nie było tych "patriotów i bohaterów", którzy tak dużo
piszą o sobie.
To co go spotkało, to w żadnej mierze nie pasuje do tego drobnego,
starszego, 86-letniego weterana.
Mieczysław Lutczyk
weteran z II wojny światowej
Od redakcji: No widzi Pan, Duch w Narodzie ginie.
Standardy w polskiej polityce
Sięgając pamięcią do lat 2005-2007 aż do chwili obecnej, ileż
to brudów wylano na ówczesny rząd PiS-u, za rzekomy brak standardów w prowadzonej
polityce. Do dziś media i obecnie rządzący powracają do wypowiedzi byłego
premiera Jarosława Kaczyńskiego, który nie bez powodu powiedział: "my stoimy
tu, a oni tam, gdzie stało ZOMO". Tej wypowiedzi nie adresował personalnie,
nie było tam wulgaryzmów i takiej wściekłości, jaką słyszmy wciąż z ust
Palikota czy Niesiołowskiego. Ale media pomogły liderom PO i wspólnie zrobili
z igły widły.
Po przegranej PiS-u miało być inaczej, spokojniej, kulturalniej,
bo to PO to "sama elita".
Liderzy i cały rząd PO-PSL od ponad dwóch lat zajmują się wyłącznie
sobą i swoim wizerunkiem zewnętrznym, zapominając o tym, co zapewniali
wyborcom w czasie kampanii parlamentarnej.
Od dwóch lat wmawiają wszystkim fachowość, dobre zamiary, koalicyjną
miłość, no i oczywiście wysokie standardy... W to wszystko mało kto wierzy
nawet w rządowej koalicji, bowiem PSL jest tylko maszynką do głosowania
i nikt się z nim nie liczy, decyzje zapadają w ścisłym gronie PO... Mimo
wszystko media forują sondaże, w których PO górą. "Wysokie standardy" w
PO sprawiły, że doszło do kolejnej afery, tym razem hazardowej, gdzie głównymi
aktorami są czołowi działacze PO. Partia ta zapisze się w pamięci Polaków
jako partia bezideowa, skorumpowana, bez kręgosłupa moralnego, bez programu
do rządzenia, bez wizji na przyszłość, a o standardach żadnych nie ma mowy.
Aby ktoś nie posądził mnie o gołosłowność i kłamstwo, podam przykłady.
Bezideowość polega na tym, że wielu jej liderów było niegdyś działaczami
"Solidarności", walcząc z totalitarnym systemem komunistycznym. Gdy załamała
się doktryna komunizmu i powstał pierwszy niekomunistyczny rząd pana Jana
Olszewskiego, ci sami ludzie z "Solidarności" i nie tylko, uknuli spisek
i pod osłoną nocy (Nocna zmiana) dokonali zamachu na solidarnościowy rząd,
dzieląc się władzą z komunistami, gdzie więc idea, gdzie - patriotyzm?
Kręgosłupa moralnego nie posiadają, bowiem zaniechanie prowadzonej
przez rząd PiS-u sprawy dekomunizacji i dezubekizacji, a część funkcjonariuszy
z rozwiązanej przez ministra Macierewicza tajnej, wojskowej służby WSI,
stanowi zaplecze rządu premiera Tuska jako doradcy lub też ministrowie
(nazwisk nie podaję, osoby zainteresowane wiedzą). Jeśli chodzi o te nieszczęsne
PO-wskie standardy, to widzimy, jakim językiem się posługują przez telefon,
jak wyrażają się o urzędującym prezydencie i byłym premierze rządu PiS.
Chamstwa i grubiaństwa nie można nazwać wysokim standardem (Palikot, Niesiołowski,
Karpiniuk). Do tej zmanierowanej trójcy dopisali się wojujący ze sobą kandydaci
na KANDYDATA, marszałek Sejmu Komorowski i szef MSZ Sikorski. Nad Palikotem
parasol ochronny otworzył sam premier Tusk, bo wie, że jego tajemnice zna
Palikot i zna też PO od kuchni. Nawet Marszałek Sejmu boi się Palikota
i chroni go przed karą, mówiąc: "jeśli Palikot zostanie ukarany za wypowiedź
dot. min. Sikorskiego, to on zrezygnuje z ubiegania się o prezydenturę",
a więc o co chodzi, można się tylko domyślać. Palikot w PO pełni rolę prowokatora
i kundla goniącego królika. Gdy coś złego dzieje się w PO, wysyłają Palikota
z tematem zastępczym i media już karmią społeczeństwo sensacjami Palikota.
Sprawy wagi państwowej i społecznej idą na dalsze plany i przez kilka dni
usłużne rządowi media robią wodę z mózgu widzom i słuchaczom. Planu na
urządzenie i rozwiązywanie społecznych problemów PO nie posiada, bowiem
przez dwa i pół roku rządów PO-PSL nic na lepsze się nie zmieniło, państwo
tonie w długach, ubóstwo się pogłębia, w każdej dziedzinie gospodarki.
Planem PO na przyszłość jest wyeliminowanie braci Kaczyńskich
z polityki, a może coś więcej, bo jak zapowiadał premier "idę na wojnę
z PiS-em". Marzeniem PO i samego jej szefa jest objęcie władzy absolutnej,
czyli Prezydent, Premier, Marszałek Sejmu i Senatu, a więc los Polaków
w jego rękach. Patrząc na to wszystko, odnoszę wrażenie, że Polską rządzi
mafia wspierana przez obce tajne służby.
Jak długo polskie społeczeństwo na to pozwoli?
Dlaczego politycy, którzy wyrośli na gruncie PiS-u (M. Jurek,
Dorn) i inni starają się pomóc tym, co chcą Polskę zniszczyć?
Rozdrobnienie dużej partii na małe partyjki nie przyniesie pożądanych
efektów ani zwycięstwa. Nie pomogą też nieprzemyślane wywody przed kamerami
i dziennikarzami, którzy żądni sensacji, wymuszają na byłych politykach
PiS-u wypowiedzi godzące w dobre imię PiS-u. Ani pan M. Jurek, ani pan
Dorn nie mają szansy na zwycięstwo i o tym dobrze wiedzą, ale chcą zabrać
parę głosów PiS-owi, czy to świadczy o nich dobrze? Że w PiS-ie nie mogli
spełnić swoich ambicji osobistych, bo chyba nie potrafili liczyć i wiedzieć,
że głową muru nie przebiją, tego zrozumieć nie potrafili? Wielu z nas zawiodło
się szczególnie na panu Jurku, on dobrze chciał, ale nie pomyślał, że na
razie nie jest to możliwe. Żeby czegoś dokonać, trzeba siły, trzeba głosów
i w tym kierunku trzeba było dołożyć starań, a nie odchodzić i pociągać
innych. Nie przysłużył się tym dobrze sprawom Polski. Obaj panowie wiedzieli,
jak ciężko było rządzić w koalicji z Giertychem i Lepperem i zamiast wszystko
łączyć, postanowili dzielić, dlatego mam wielki żal do nich, a sprawa Polski
jest dla mnie ważna. Społeczeństwu potrzeba jedności, a nie dzielenia się
na partyjki czy grupy. Mamy dobry przykład tego, że protestujące pojedynczo
poszczególne zakłady pracy niczego nie osiągają, a gdyby poszli wszyscy
razem, to wtedy jest siła, z którą muszą się rządzący liczyć. Mamy jeszcze
czas na własne przemyślenia, na rozmowy i dyskusje, ale nie słuchanie tego,
co mówią w polskojęzycznych stacjach telewizyjnych czy radiowych, słuchać
należy rozgłośni katolickich, bo tylko stamtąd płynie prawda o tym, co
dzieje się z Polską. Dziś już nie czas na dyskusje o obiecanych "cudach"
czy "miłości wszystkich", bo do tej pory nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością
i prawdą, uwierzyliście raz, nie można popełnić po raz drugi tego samego
błędu. Wierzę w dojrzałość i mądrość moich Rodaków.
Z wyrazami szacunku,
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: W coś wierzyć trzeba...
***
Dziękuję za piękny artykuł w "Gońcu". Jestem bardzo wdzięczna
za Waszą pomoc.
Otrzymaliśmy jedną odpowiedź z Toronto, od pani, która chce zostać
wolontariuszem, i od polskiej pary z Calgary, która przesyła nam czek na
50 dol. dla kotów.
Złapaliśmy już pierwsze trzy koty i w tym tygodniu zawieziemy
je do weterynarza. W następnym tygodniu zawieziemy więcej.
Dziękuję bardzo za Waszą pomoc.
Cathi
Toronto Cat Rescue volunteer
Od redakcji: Może jeszcze ktoś zechce wspomóc kocią kolonię
na lotnisku Pearsona, liczącą 100 głodnych i zabiedzonych, porzuconych
kotów, o której informowaliśmy w nr 9 "Gońca". Można dzwonić po polsku
do Cathi, tel. 905-279-5712, cathipersaud@hotmail.com. Joanna Wasilewska.
Szanowny Panie Andrzeju,
Widzę, że chce pan być naprawiaczem świata. Robi to pan na czyjeś
zlecenie czy z własnej woli? W artykule "Kierownicy chcą być kochani" pisze
pan rzeczy niezgodne z prawdą historyczną. Na przykład: "Masoni biorą się
bowiem z gnostyckiego zboczenia wczesnego chrześcijaństwa". Jest to fałszywa
wersja historii propagowana przez źródła prokościelne. Żródła naukowe podają,
że chrześcijaństwo jest odnogą gnostycyzmu i zrodziło się na jego łonie,
a nie odwrotnie. To ono, na przekór gnostykom, ubrało w ludzkie ciało człowieka-cudotwórcę,
nieznanego kronikarzom żyjącym w I wieku. A masoneria jest jeszcze starsza
niż gnostycyzm. Jeśli chce pan być na bieżąco w temacie, proszę przeczytać
załączony tekst, z którego dowie się, co mają do powiedzenia na ten temat
naukowcy. Proszę wybaczyć, że posyłam wersję angielską, ale nie mam polskiej.
Poza tym, skąd u pana to przekonanie, że masoni robią wrogą robotę
na świecie? Czy naprawdę dysponują aż tak wielką siłą? Czy pańskim zdaniem
byłoby lepiej, aby katolicka neomasońska organizacja, działająca pod szyldem
Opus Dei, miała silne lobby w Parlamencie Europejskim? Jest niemal pewne,
że takie lobby już tam istnieje.
Tarcia religijne zawsze były, są i będą na tym świecie, panie
Andrzeju, tym bardziej teraz w erze globalizacji nasilają się, co jest
chyba zjawiskiem normalnym. Ale bądźmy tolerancyjni i nie krzewmy antymasońskiej
histerii, bo może okazać się, że stwarzamy sztuczny problem.
Pozdrawiam,
Maria
Od redakcji: Szanowna Pani, nie będę się z Panią licytował
na przeczytane książki, sposób formułowania przez Panią myśli wskazuje,
że jednak sporo Pani jeszcze nie doczytała, zachęcam do poszerzenia wiedzy.
Bardzo mnie cieszy, że regularnie przegląda Pani "Gońca" oraz do nas pisze,
choć przecież w Pani opinii jest to pismo "szerzące antagonizmy religijne,
etniczne i polityczne", zaś po mnie "konstruktywna krytyka spływa jak woda
po kaczce". Andrzej Kumor
GONIEC nr 10/2010
Szanowny Panie Redaktorze
W odpowiedzi na szkalujący list ogłoszony w numerze 8 poczty
"Gońca" od osoby, która przedstawiła się jako "obserwator", nie mając
odwagi przyznać się do autorstwa tego listu, chcę dodać tylko kilka uwag,
aby dana osoba nie myślała, że zasłużyła sobie na uznanie, występując w
obronie "dobrego imienia" Polonii. Dziękuję za Pana trafną odpowiedź.
Otóż, szerzenie nienawiści i ataki skierowane przeciwko prywatnym
osobom jest przestępstwem Konstytucji kanadyjskiej, przekroczeniem zasad
religijnych, jak też przestępstwem etykiety moralnej. Nawet przebieg wydarzeń
nie jest prawidłowo podany w tej osoby opisie. Nie mogę powiedzieć "pani",
panie nie kłamią, nie szkalują nikogo, nie rozsiewają nienawiści i nie
chowają się za "węgłem". Mogę użyć innej nazwy niż pani. Miałam 9
lat, jak zostałam wywieziona na Syberię, do swierdłowskiej obłasti irbickiego
rejonu na 109 kwartał. Przed wojną w osadzie, w której żyliśmy, często
słyszałam słowo "jędza", którego znaczenie nie rozumiałam, aż do obecnego
wydarzenia.
Najlepszą obroną Polonii byłoby, aby ta osoba nie przychodziła
nieproszona na prywatne spotkania w celu szpiegowania i szukania
powodów do krytyki. Polonia doskonale funkcjonuje i nie potrzebuje
obrony od osób, które nie mają nic pozytywnego do powiedzenia i chlubią
się swoją ignorancją. Współczuję rodzinie tej osoby, których, jak
twierdzi, musi pouczać. Jest takie pięknie powiedzenie polskie: dobrym
wszędzie dobrze będzie, a złym zawsze kwas.
Spodziewam się przeproszenia w "Gońcu, skierowanego do
profesora, który jest znanym i wielce szanowanym przez Polaków, jak też
inne narodowości, wykładowcą i naukowcem. Nie jest to sprawa byle
jakiej ignorantki, aby krytykować jego wypowiedzi czy stanowisko.
Domyśliłam się, kto jest tą "obserwatorką", i mogę z łatwością pociągnąć
ją do odpowiedzialności za jej szkalujący atak.
Spodziewam się odpowiedniego przeproszenia w "Gońcu".
Wanda Truksa
Sybirak
Od redakcji: Szanowna Pani, jeśli tylko poczuła się Pani dotknięta
jakimkolwiek fragmentem publikacji zawartej w "Gońcu", jesteśmy gotowi
Panią przeprosić, proszę jedynie wskazać którym konkretnie, ewentualnie
nadesłać tekst proponowanych przez Panią przeprosin. Gotowi jesteśmy również
przeprosić inne wskazane przez Panią osoby. Pozdrawiam serdecznie, życząc
wiele zdrowia. Andrzej Kumor.
Tak źle, i tak niedobrze
Nawiązując do listu Obserwatorki z 26 lutego, nr 8.
W tym roku przypada 70. rocznica przymusowego wysiedlenia Polaków
ze wschodnich rubieży RP w okresie od lutego 1940 roku w głąb północnych
i wschodnich terenów Związku Sowieckiego.
W Polsce Ludowej, rządzonej terrorem, nauczano młodzież zakłamanej
historii, że... "żadnych zsyłek na Sybir ani zbrodni nie było, Polacy wyjechali
tam za lepszą pracą". Dowodem tego jest podręcznik historii IV klasy szkoły
ogólnokształcącej z lat 1990. T. Siergiejczuka. W tym czasie podobne opinie
głosił profesor z Katedry Historii Polski przy Uniwersytecie Torontońskim.
Tenże profesor skończył studia w 1984 roku w Warszawie w czasie
stanu wojennego w Polsce. Pan profesor na początku swojej kariery na Uniwersytecie
Torontońskim w 1994 r. na jednym ze spotkań, na którym były obecne sybiraczki
z Valiwade, powiedział, że "Polacy w latach 1940-1945 wyjeżdżali do ZSRS
w poszukiwaniu lepszej pracy".
Nie było od razu takiej wrzawy na sali, jak ostatnio 20 lutego,
bo wykład był po angielsku i nie wszyscy zrozumieli, o jakie lata profesorowi
chodzi. Zrozumiał to pan Wiktor Poliszczuk i skrytykował go w artykule
w torontońskiej "Gazecie" nr 3 z dnia 5-7 stycznia 1996.
Dziwię się, że te same osoby chcą znowu zmieniać polską historię.
Kongres Polonii Kanadyjskiej pilotował program utworzenia katedry na Uniwersytecie
Torontońskim i zaakceptował kandydaturę profesora na to stanowisko. Niech
tenże Kongres protestuje, ponieważ jest tam specjalna komórka zajmująca
się przeinaczeniami historycznymi odnośnie do historii Polski. Protesty
Kresowiaków doprowadziły do tego, że pan profesor zrozumiał różnicę pomiędzy
wywózkami a wyjazdami za szukaniem lepszej pracy. Ostatnio po odejściu
Poliszczuka profesor bada środowisko polonijne, co wie o ludobójstwie na
Kresach. Szkoda, że nie ma pana Poliszczuka, który wyjaśniłby mu różnicę
zbrodni w Jedwabnem i Koniuchach.
Każdy ma swój punkt widzenia zależny od miejsca siedzenia.
Pozostaję z wielkim poważaniem,
Władysław Dziemiańczuk
prezes ZZWRP
Od redakcji: Jednak oprócz punktu widzenia jest jeszcze prawda.
Do pana
Sławomira Basiukiewicza,
autora artykułu w "Gońcu" nr 9
Nie jestem co prawda adresatem artykułu, niemniej zbulwersowała
mnie jego część dotycząca oceny polityki Józefa Piłsudskiego.
Nie oceniając innych tez zawartych w artykule, chcę powiedzieć
krótko: odwal się chłopie od Józefa Piłsudskiego i jego polityki, poczytaj
trochę innych pozycji (a nie tylko endeckie) omawiających jego politykę,
ot chociażby "Historię Dwudziestolecia" Pawła Zaremby, i przestań zionąć
endecką nienawiścią do okresu międzywojennego. Natomiast Pana Pająka, którego
Kolega czytuje, nikt w Polsce poważnie nie traktuje.
Pozdrawiam,
Ryszard Sochoń
PS Nie jestem piłsudczykiem, doceniam również dokonania Romana
Dmowskiego, ale polityka Piłsudskiego była cały czas propolska, a nie proniemiecka,
czy to się endekom podoba czy nie.
R.S.
Od redakcji: No tak jest.
NIE MA NAS, JESTÉ DŻUNGLA
Z 8. numeru "GOŃCA" wybrałem kilka artykułów oraz
list czytelniczki - Jolanty z Hamilton. Wszystkie one, moim zdaniem, sprowadzają
się do wspólnego mianownika, traktują o rozwałce tych resztek, jakie nam
zostały z Polski i polskości.
1. Krzysztof Ligęza w "GLORIA VICTIS" pisze o śmierci generała
Augusta Emila Fieldorfa "Nila", żołnierza Legionów, a podczas II wojny
światowej szefa "Kedywu" Komendy Głównej Armii Krajowej, zakatowanego w
mokotowskim więzieniu w latach pięćdziesiątych przez zbrodniczy Urząd Bezpieczeństwa
Publicznego na podstawie wyroku podpisanego przez prokurator Helenę Wolińską.
Przed ekstradycją jej z Wielkiej Brytanii i postawieniem przed sądem, chroniło
ją jej rasowe pochodzenie, mimo iż była w tamtym okresie sądową zbrodniarką.
A w wiele lat później "nietykalną" zbrodniarką podlegającą specjalnej ochronie
przed "słynnym polskim antysemityzmem", jak Szechter, Morel i im podobni
komunistyczni zbrodniarze, żyjący spokojnie także w Polsce, nie podlegający
żadnej karze, "nietykalni" do końca swojego życia. Wiadomo, oni mogą być
tylko "ofiarami", nigdy katami, bo przecież działali w imię "szczytnych
ideałów" oraz w "obronie sprawiedliwości społecznej". Według wszelkiego
odcienia lewaków oburzanie się na ten stan rzeczy jest ewidentną aberracją
tych wszystkich, którzy śmią żądać ukarania komunistycznych zbrodniarzy.
2. "JAKIEJ ŚWIADOMOŚCI HISTORYCZNEJ POTRZEBUJĄ PRZECIWNICY POLSKI".
Autor ukryty pod pseudonimem "Netbird Pl." pisze o stanie, w jakim znajduje
się obecnie Polska, a najlepiej obrazują to dwa cytaty: "...uważam, że
Polacy stanowią w Polsce mniejszość, bo większość społeczeństwa to Polacy
bez przynależności narodowej" i drugi cytat: "Myślę, że takiej Polski chcieliby
nasi przeciwnicy - Polski bez poczucia dumy narodowej, bez znajomości historii
- trudnej, ale i wielkiej...". I niestety, dotyczy to nie tylko naszego
narodu, ale wielu narodów, nawet większych od nas, którym wmawia się, że
poczucie dumy narodowej jest objawem wstecznictwa, a patriotyzm równa się
nacjonalizmowi, który jest, jak wszystkim wiadomo, czymś bardzo brzydkim.
A historia skończyła się na holokauście, tym szatańskim dziele bliżej nieokreślonych
nazistów pod wodzą Adolfa H.
Przyszły człowiek ma być człowiekiem znikąd,
osadzonym w bliżej nieokreślonym tu i teraz... bipedem karmionym fastfoodem
i telewizją z domieszką Internetu.
3. List podpisany - "Jolanta, Hamilton". Autorka przytacza m.in.
fakt śmierci 130 policjantów w ciągu dziesięciu lat, policjantów zabitych
podczas pełnienia służby. Chciałoby się zapytać, w imię czego? W obronie
prawa? Prawa, które chroni bardziej przestępcę niż ofiarę? A może w obronie
porządku? Wolne żarty! Ponadto autorka listu w sześciu punktach streszcza
owe przyczyny rozkładu życia społecznego w Polsce.
1) Niskie kary dla przestępców.
2) Kary dla broniących się przed napastnikami.
3) Ślamazarne śledztwa w sprawach ewidentnych.
4) Kwestionowanie przez "państwo" metod wychowawczych rodziców.
5) "Wychowanie seksualne" w szkole zamiast do życia w rodzinie,
a zakazy rodzicielskie nazywane są "molestowaniem".
6) Wczesne współżycie seksualne doprowadzające do deprawacji
jest dziś niemal nagminne, a jedynym środkiem zapobiegającym niepożądanej
ciąży mają być środki antykoncepcyjne, a gdy już oboje, zupełnie
nieprzygotowani do bycia matką i ojcem, staną przed ciążą, faktem dokonanym,
to wtedy dochodzi do tragedii, często włącznie z zabiciem poczętego, nienarodzonego
dziecka.
Deprawacja i nieład moralny nazwane zostały postępem.
A jest to tylko ordynarny podstęp. "Giną niewinni młodzi ludzie, giną rodzice
z rąk swoich dzieci, giną nauczyciele, koledzy i przypadkowo spotkani,"(...)
"Gdzie jest nasza polska wrażliwość? Dlaczego jesteśmy bierni, bezduszni
i obojętni?"(...) "Co się stało z Polską, moją Ojczyzną, co się stało z
Rodakami?" - pyta się owa czytelniczka, a wraz z nią wielu z nas, jak sądzę
bez wątpienia, większość. A Redakcja na ów list odpowiada: "Przede wszystkim
zaś Polacy powinni się zastanowić, kto nimi rządzi". No właśnie, kto nami
rządzi? Zastanawiamy się i nic poza narażeniem się na śmieszność za hołdowanie
"spiskowej teorii" nie przychodzi nam do głowy. Z pewnością nie są to politycy
wybrani przez nas w wyborczej maszynce do głosowania. A zastanawiać powinien
się każdy, tylko jak ma się zastanowić ktoś, komu zastanawianie się nad
czymkolwiek nie wchodzi do "kiepeły" z móżdżkiem spranym we współczesnej
szkole, uniwersytecie i przez telewizję.
4. Kolejny felieton p. redaktora Kumora z cyklu "Widziane od
końca" pt. "KAPITALIZM GINIE NA NASZYCH OCZACH". Poruszony został problem
zaniku własności prywatnej, a co za tym idzie braku odpowiedzialności zarządzających
korporacjami urzędników powodujących miliardowe straty, a za swą "radosną
twórczość" zwalniani z dotychczasowych stanowisk odchodzą z milionowymi
odprawami, a państwo dotuje potem te wielkie upadające przedsiębiorstwa
pieniędzmi pożyczonymi od prywatnych banków i "sze krenci"! Sprawcy gospodarczych
krachów, "błędów na górze" (a skutków "na dole") bimbają sobie setnie ze
wszystkich i ze wszystkiego! Socjalizm o jakże ludzkim ryju.
5. No i ostatnia sprawa to przypadek Pana Lecha Bukowskiego,
znanego polonijnego działacza, którego "nieuleczalną chorobą" jest antykomunizm
(powtarzając za michnikowym "salunem" - wręcz zoologiczny antykomunizm)
i walka z antypolonizmem, za co, jak sądzę, spotkała go kara w formie pozwu
sądowego za "napaść na tle seksualnym" na jakąś "flamę", która najpierw
przysiadła się do Pana Bukowskiego na ławce w High Parku, a potem oskarżyła
owego Pana, 86-letniego starca, o ...seksualną napaść na nią! Mrożek
z Witkacym i Ionesco nie wymyśliliby nic lepszego!
Signum temporis. Tak, to są znaki czasu. Znaki naszego czasu.
W tym szaleństwie jest metoda! Począwszy od sądowych morderstw polskich
patriotów, poprzez zalegalizowane związki homoseksualne zwane coraz powszechniej
"małżeństwami osób tej samej płci", aż po zakaz palenia w różnych miejscach,
przy jednoczesnej, coraz większej tolerancji dla narkomanii niszczącej
już coraz młodszych ludzi, a skończywszy na zakazie dawania klapsów przez
rodziców swoim dzieciom... etc.
Wszyscy wiemy, jak jest, ale nie wiemy, jak z tym walczyć. Ot,
co! Jak walczyć z tymi "poprawionymi" politycznie strażnikami (nie)ładu
i (nie)porządku społecznego, którzy są nadzwyczaj czujni i agresywni i
o dziwo, skuteczni w "obronie" swoich mniejszościowych "praw", a my w swojej
masie traktowani jak ludzka mierzwa, "badziewie", jesteśmy ubezwłasnowolnieni
i bezbronni wobec aroganckiej niemoralności, zboczeń afiszujących się publicznie,
panoszącego się chamstwa i prostactwa, które pretenduje do miana normalności...
Bo komuś bardzo zależy, żeby zburzyć porządek starego świata. Zastanówmy
się na poważnie, komu tak bardzo może na tym zależeć? Na tych wszystkich,
nieustających atakach na Polskę, na to ciągłe pisanie o "polskich obozach
koncentracyjnych", o "polskim" antysemityzmie przy powtarzaniu "polish
jokes", a ostatnio nawet na delikatnych na razie upomnieniach pod adresem
"GOŃCA" w listach do redakcji, gdzie zarzuca się tygodnikowi "prawicowość",
która, oby z czasem nie zamieniła się w faszyzm (jakże będący zawsze "be"
w odróżnieniu od "lewizmu", który zawsze jest "cacy"). Albo te głosy posądzające
panów redaktorów o "czarnowidztwo"... Znamy to. Znamy tę starą, zgraną
płytę z rozgłośni "His master voice" ("Głos twego pana"). Jest to wciąż
groźny i aktualny kawałek. I już się robi "i śmieszno, i straszno".
Wojciech J. Antczak
Od redakcji: Szanowny Panie, dziękujemy za recenzję, gwoli
ścisłości Netbird.pl. to źródło przedruku, a nie autor.
Partia Wszystkich Patriotów Polskich (PWPP)
Recepta na bieżące dolegliwości
Patent na Polskę wielką, na Polskę naszych marzeń
Piszą profesorowie
Piszą doktorzy
Pisze brać dziennikarska
Polska ginie, już zginęła
Kolejny rozbiór tuż-tuż
Nie tak szybko. Polski nie było na mapach 123 lata i Polska żyje.
Owszem, rewizjonizm niemiecki, partnerstwo strategiczne Niemiec i Rosji,
Unia Europejska bez Boga stwarzają razem sytuację wysoce niebezpieczną,
i na takie właśnie wyzwania Polacy winni być przygotowani.
Król Polski Jan Kazimierz w katedrze lwowskiej włożył swą koronę
na skronie Najświętszej Marii Panny, zawierzając jej całe swoje królestwo,
dlatego każdy, kto w Boga wierzy, uznaje ten dobrowolny akt monarchy za
ważny i obowiązujący do dziś. Oto dlaczego Polska żyje mimo wszystko, mimo
tych śmiertelnych ciosów zadawanych jej ze wschodu i z zachodu, z północy
i z południa. Polska żyje, bo żyje wiara narodu. Ostatnio jakże rozbudzona
przez Jana Pawła II i krzewiona przez ojca Tadeusza Rydzyka i jego
środki przekazu już 18 lat.
Ale powiedzieli: kardynał S. Wyszyński, Prymas Tysiąclecia: "Przyczynowość
sprawcza Pana Boga nie zwalnia nas od rozumnego działania". Równie potężny,
choć przeciwny jemu we wszystkim W.I. Lenin, napominał swoich towarzyszy,
mówiąc: "Nie jest wielką sprawą, jeżeli proletariusze mają różne zdania
nt. raju w niebie, ale kiedy proletariusze mają różne zdania nt. raju na
ziemi, to bardzo źle".
Jan Paweł II, komentując wypowiedź prof. Stephena Hawkinga, najwybitniejszego
fizyka naszych czasów, powiedział: "On bada, jak jest zbudowane niebo,
my natomiast uczymy ludzi, jak się do nieba dostać". Powyższe prowadzi
do wniosków: Polska będzie żyła, dopóki będzie żyła jej wiara; Kościół,
krzewiąc wiarę, powinien uczyć ludzi, jak dostać się do raju w niebie;
Polacy - wszyscy, muszą rozumnie współdziałać w celu budowania raju już
tu na ziemi. Pod pojęciem wszystkich Polaków rozumie się, z jednej strony,
tych wierzących i niewierzących (warunkiem winna być wola, a jeszcze lepiej
umiejętność współpracy), a z drugiej strony, tych w Kraju nad Wisłą i tych
rozrzuconych po całym świecie. Zorganizować wszystkich Polaków do rozumnego
współdziałania może tylko PWPP.
Stało w przepisie prawa górniczego "prowadzący komorę materiałów
wybuchowych musi być Polakiem sprawdzonym do trzeciego pokolenia po ojcu
i po matce". Górnictwo, materiały wybuchowe to sprawy poważne... natomiast
dyrektorem departamentu, ministrem, czy nawet premierem lub prezydentem
może być ktokolwiek...? Dlatego w PWPP będzie się rozróżniać dwa stopnie
członkostwa. Stopień podstawowy z biernym tylko prawem głosu i stopień
wyższy z czynnym i biernym prawem głosu. I tu właśnie należy zaproponować
sprawdzenie polskości po ojcu i po matce do trzeciego pokolenia. Patrioci
do trzeciego pokolenia po ojcu i po matce sprawdzeni przez wydział kadr
PWPP będą tworzyli nową elitę. Taka elita może budować Polskę naszych marzeń,
Polskę wielką.
Cóż więcej na tym etapie można powiedzieć o PWPP.
Będzie trwać, dopóki będzie żył naród polski, a pośród niego
jego patrioci.
Będzie selekcjonować elitę narodu do władzy w Polsce.
Będzie prowadzić lobbing na rzecz Polski wszędzie tam, gdzie
będą jej członkowie.
Walka o dobre imię Polski w całym tego słowa znaczeniu.
Partia będzie wspomagać polonijnych tułaczy w ich losie.
Będzie przenosić doświadczenie Polaków z całego świata na grunt
Polski.
Była recepta, był patent, a więc kilka spraw technicznych. Kiedy
piszący te słowa uda się do swojego banku, otworzy konto "PWPP w organizacji",
wpłaci mniej więcej 1 proc. swojego miesięcznego dochodu, deklarując każdego
kolejnego miesiąca składkę tej wysokości, rozpocznie się proces tworzenia
PWPP, który zakończy się wraz z zamknięciem I zjazdu (konstytucyjnego).
Określona, 1-proc. składka członkowska (tam gdzie będzie więcej, będzie
bardziej patriotycznie) i generalnie finansami partii zajmą się jej ukonstytuowane
władze. Tu należy jedynie nadmienić, że czasy, w których przyszło nam żyć,
są takie, że nikt nie będzie żądał od nas ofiary krwi, walki na polach
bitewnych, ale pracy owszem, a praca ma ekwiwalent pieniężny. I aby to
zaakcentować, piszący te słowa przeznaczy 10 proc. całej masy spadkowej
w testamencie na cele partyjne, kiedy pierwszy zjazd uchwali jej władze.
Dla wszystkich, którzy czując potrzebę serca, będą jednak mieli
obawy, że ktoś ich oszuka (efekt "piramidki"), można pomyśleć o czymś pomiędzy
1 proc. dochodu a 1 dol. symbolicznie w zależności od stopnia obawy - rozliczenie
po zjeździe partii. Agitacja do partii poprzez stosowne ogłoszenia w prasie
lokalnej, centralnej w Internecie, w rozmowach, pomiędzy znajomymi. Tam
gdzie grupa Polaków i ich bank, będą zakładane nowe i nowe konta, stanowiące
zalążki nowych oddziałów partii. Jak świat długi i szeroki. Uwaga - założyciele
nowych kont stają się automatycznie przewodniczącymi nowo powstałych oddziałów
PWPP. Dlatego ludzie ci muszą dokonać samooceny; czy sprostają wymaganiom
kontroli "do trzeciego pokolenia po ojcu i po matce"; bo oni będą elitą.
Wszyscy przewodniczący oddziałów lokalnych wraz ze mną przewodniczącym
oddziału założycielskiego będą stanowić komitet organizacyjny I zjazdu,
tzw. konstytucyjnego. Do czasu kiedy ukonstytuowane władze wydadzą nam
legitymacje członkowskie, bankowe dowody wpłaty stanowią nasze tymczasowe
legitymacje kandydatów do PWPP. Przewodnictwo w komitecie organizacyjnym
zjazdu będzie wyłonione i weryfikowane w sposób demokratyczny. Jeszcze
jedna bardzo ważna sprawa - kontrola funduszy.
Do czasu kiedy konstytucyjne władze partii postanowią inaczej,
będzie obowiązywał system trzech podpisów, tzn. założyciel konta (przewodniczący
oddziału lokalnego) pobiera z konta i rozdysponowuje na cele komitetu organizacyjnego
zjazdu bądź partii. Każda operacja zapisana w księdze rozchodu, trzy podpisy
- przewodniczący plus dwóch świadków. Wszelkie uchybienia będzie rozstrzygał
sąd wg kodeksu honorowego. Ostatnia sprawa techniczna - rejestracja partii
w czasie zjazdu konstytucyjnego...? (tak sądzę).
Drodzy rodacy - serce rośnie ma myśl, że jest możliwość... że
to może być patent na Polskę naszych marzeń. Wystarczy pozyskać jednego
patriotę z tysiąca Polaków, a będziemy mieli 55 - 60 tys. członków i około
15 mln dol. funduszy rocznie, pozyskując 3 - 4, dostajemy armię mniej więcej
200 tys. członków z funduszem mniej więcej 50 mln dol. rocznie. To są już
siły i środki, z pomocą których możemy rozniecić kolejną rewolucję na wzór
solidarności. Tym razem będzie to rewolucja patriotyczna Polaków. Będzie
trwać, dopóki będzie żył naród polski, bo tak samo trwałym zjawiskiem będzie
PWPP.
Czytam w prasie, polska nacja w USA jest na 3. miejscu wg wskaźników
finansowych (cash and assets) - to blisko 10 mln ludzi. Następne miliony
rozrzucone po całym świecie i dalsze cash and assets. W kraju nad Wisłą
jest 90 proc. węgla całej Europy, na pewno łatwiej zamienić go na paliwa
płynne niż drążyć te paliwa na biegunie północnym, zagospodarowując wody
geotermalne (80 proc. terytorium Polski), pokryjemy potrzeby kraju i jeszcze
wspomożemy sąsiadów w czystą energię. A ta ziemia tak urodzajna przy tych
prognozach cenowych na świecie na żywność - to nie kapitał? Swego czasu
kardynał S. Wyszyński (w odpowiedzi na głupotę Gomułki, jakoby "zjadały
nas konie i dzieci"), zasięgnął opinii sobie dostępnymi kanałami - pamiętam,
opinia była w sprawie - polska ziemia jest w stanie wyżywić, ale i utrzymać
120 mln ludzi. 60-milionowy naród polski nie musi klękać przed Niemcami
i Rosją, nawet w ich partnerstwie strategicznym łącznie, wystarczy rozsądna
organizacja i dobry gospodarz.
I jedno, i drugie zapewni narodowi polskiemu PWPP.
Władysław Wiącek
Toronto
Od redakcji: Pomysłów dużo, z realizacją trudniej...
Droga Redakcjo,
Gdzie można znaleźć adres, w jakim archiwum z lat 1950., chodzi
o majątek oraz spadkobierców, którzy otrzymali kwotę pieniężną po sprzedaży
majątku. Liczę na Was - dziękuję, a może ktoś z czytelników by wiedział
- to bardzo proszę o podanie jakiejkolwiek wiadomości, gdzie się udać.
Z poważaniem,
Ewa M.
Od redakcji: Może ktoś wie.
Szanowna Redakcjo
Kupiłem książkę pt. "Polacy w Indiach 1942-1948 w świetle dokumentów
i wspomnień". Myślę, że warto polecić czytelnikom tę interesującą lekturę.
M. Błażkow
Od redakcji: Polecamy.
GONIEC nr 9/2010
Wyrazy oburzenia
Chciałem przekazać Sz. Panom wyrazy oburzenia z tego powodu,
że w tak poważnym tygodniku jak Wasz, który ma na czole napisane "Silni
wiarą", od czasu do czasu znajduję reklamy z gatunku wulgarnych, żeby nie
powiedzieć pornograficznych. Mam na uwadze tutaj reklamy firmy sprzedającej
elektroniczne słowniki. Żeby to jeszcze uda tej dziewczyny były udami Polki,
ale przecież bez okularów nawet widzę, że są to uda Rosjanki.
Podobne oburzenie chcę wyrazić z powodu umieszczania w Waszym
tygodniku programów stacji TVN. Nie wiem, jak się ma ta stacja do TVN i
TVN24 w Polsce, ale otrzymałem ostatnio od kolegi następującą ocenę tych
dwóch stacji - jedna kłamie przez całą dobę, a druga przez 24 godziny na
dobę, co w efekcie daje wynik, że TVN kłamie 48 godzin na dobę.
Ja domyślam się, że reklamy to są pieniądze. Ale honor, Panowie,
to też coś!
i abyśmy...
e.cz.
Od redakcji: Szanowny Panie, Nie oceniamy towarów oferowanych
przez naszych reklamodawców. Bardzo się cieszymy, że wspierają oni naszą
działalność. Zachęcamy Pana do zachęcania innych do takiego wspierania
i dziękujemy wszystkim, którzy to robią. Nie wszystkie reklamy nam się
podobają, wybór materiałów graficznych i treści zależy od reklamodawcy.
A na koniec cytat całkowicie nie na temat. Słowa por. Siemiątkowskiego:
Pierwszą robotę więc żeśmy zrobili z broni komunistycznej. Ja bardzo lubię
to podkreślać, bo moim celem było zawsze, żeby wykorzystywać jednego wroga
przeciwko drugiemu wrogowi, i to było pierwsze takie wykorzystanie.
Prawybory w PO rozpoczęte
Członkowie Platformy Obywatelskiej i kandydaci na kandydata starają
się zachować spokój i robią dobrą minę do złej gry, ściskając sobie ręce
i darząc uśmiechem, ale daje się zauważyć wyraźny podział wśród członków
tej partii. Choć sami kandydaci Komorowski i Sikorski pamiętają o swojej
przeszłości, to nic nie powstrzymuje ich przed kozim pędem do Belwederu
po "prestiż i żyrandole". Sądzę, że powodem tego jest ich świadomość, że
Polacy mają krótką pamięć, są tolerancyjni i wybaczą świadome błędy polityków,
a w dodatku wybrzydzanie na obecnego prezydenta Kaczyńskiego zapewni im
zwycięstwo, bo jak mówią: "Kaczyński jest prezydentem PiS-u, a prezydent
z PO nie będzie prezydentem PO" - szukają naiwnych.
W ich przekonaniu gości przeświadczenie, że już nikt nigdy nie
zagłosuje na "braci Kaczyńskich". Mam nadzieję, że się rozczarują, bowiem
bracia Kaczyńscy już są znani i mimo zdarzających się błędów, Polski nie
sprzedali, narodu nie zdradzili, na żadne układy z nikim nie poszli, a
lata doświadczenia to wielki uniwersytet, z którego na pewno skorzystają.
Przecież Polacy po przeszło dwóch latach rządu PO-PSL mają rozeznanie,
czy obiecanki premiera Tuska były prawdziwe i co ten rząd zrealizował ze
swoich wyborczych haseł.
W Platformie Obywatelskiej jak w żadnej innej partii jest wielu
błaznów w osobach Palikota i Niesiołowskiego, kłamców rodowodem z PRL-u,
służb, pracujących niegdyś dla obcych wywiadów, no i dużo osób podatnych
na korupcję. Żeby nie być gołosłownym, podam przykłady: poseł Palikot,
wiemy, co mówi i jakimi gadżetami się posługuje przed kamerami telewizyjnymi.
Sposób mówienia i język wicemarszałka Niesiołowskiego jest na poziomie
wydawcy tygodnika "NIE". To taki typowy przykład "łżeelity". Typowym karierowiczem
jest Sikorski, który szukał kariery we wszystkich rządach, począwszy od
rządu pana Jana Olszewskiego. Takich jak on jest w PO wielu, tylko nie
wszyscy umieją się tak uśmiechać i bajerować. O posłach skorumpowanych
pisać nie trzeba, bowiem powód powołania komisji ds. afery hazardowej mówi
za siebie, a i zmiany w rządzie też czegoś dowodzą. Jeśli chodzi o pracowników
tajnych służb, a szczególnie WSI, to niemal całe zaplecze rządu stanowią
ci, co zostali odrzuceni podczas weryfikacji przez pana min. Macierewicza.
Pan marszałek Komorowski w latach 2002-2003 był szefem owych
służb i udzielił pozwolenia na inwigilację dzisiejszego konkurenta w prawyborach,
pana Sikorskiego, był także przeciwny rozwiązaniu WSI przez pana Macierewicza,
skąd też mógłby pozbyć się tych służb, jeżeli były mu tak bliskie, dlatego
m.in. PO jest tak silna i ma wysokie poparcie. Podobno PO jest partią o
wysokich standardach, fachowości, inteligencji i wysokich morale. Znamy
kilka nazwisk posłów PO mających do czynienia z narkotykami, nadużyciami
i niską postawą moralną. Wiemy to z ich wypowiedzi przed kamerami, no i
z wypowiedzi podczas prywatnych rozmów telefonicznych.
Cokolwiek by myśleć o ministrze Drzewieckim, to jedno powiedział
prawdę o swoich kolegach z rządu, że "Polska to dziki kraj i brzydzi się
polską polityką", no bo PO sprowadziła język polityki do bruku. A więc
w górę serca Rodacy i wybierajmy ludzi do reprezentowania Polski, wysokich,
choć przysłowie mówi urósł jak brzoza, a głupi jak koza. Nie wiem, dlaczego
niektórych tak razi niski wzrost pana Prezydenta, przecież poprzedni prezydenci
byli takiego samego wzrostu i tak są hołubieni. Atutem do sprawowania funkcji
głowy państwa nie może być wzrost, uroda, ładne uśmiechy czy wielki dar
wymowy. Prezydentem Polski powinien być człowiek o czystej przeszłości,
o wysokim moralne, musi być Polakiem-patriotą-wierzącym, dbającym o swój
kraj, jego obywateli, ich byt i bezpieczeństwo.
Mając już takie doświadczenie z obecnie rządzącymi, Polacy nie
powinni popełnić błędu sprzed dwóch lat, wierząc w cud gospodarczy, drugą
Irlandię, wzrost zatrudnienia, podwyżki wynagrodzeń, lepsze usługi zdrowotne,
bezpieczeństwo i niezawisłe sądy.
Na naszych oczach dzieją się rzeczy nieprawdopodobne, gorzej
jak za czasów twardej komuny, dlatego Polacy muszą się organizować i być
solidarni z najbardziej pokrzywdzonymi grupami społecznymi, które same
nie są w stanie się bronić ani przeżyć od pierwszego do pierwszego, wykupić
potrzebne leki czy uratować swoje rodziny. Nie pozwólmy, aby ktoś obcy
dyktował, co nam robić wolno, a czego nie wolno, mimo iż wyraziliśmy chęć
wstąpienia do Unii Europejskiej. Polska musi być wolnym i suwerennym krajem
w Europie, bo o to walczyli nas przodkowie, za to oddawali życie i przelewali
krew. Polska musi zachować nasze narodowe tradycje, wiarę, symbole religijne
i narodowe. Jeżeli nie będziemy w stanie tego obronić, Polska przestanie
istnieć, a wrogowie będą triumfować.
Z pozdrowieniem
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Wrogowie już triumfują.
Szanowna Redakcjo!
Czytając "Gońca", nie chciałem być zbyt wielkim egoistą i "zaraziłem"
Waszą gazetą swoich znajomych poza granicami Kanady, którzy już znaleźli
tam wiele (jak to z ich opinii wynika) interesujących tematów. Nie ze wszystkim
jednak się zgadzając, ale to tak jak wszędzie, ilu ludzi tyle opinii. Jak
twierdzą znajomi, bardzo wartościowe są felietony, a w nich różne
spojrzenia na zagadnienia obyczajowe i polityczno-historyczne, jest też
wiele o motoryzacji i fotografii. Bardzo przydatne są porady w dziale "Kuchnia",
"Apteczka domowa", "Zdrowie", szczególnie "zdrowie na co dzień" i "wokół
mego ogródeczka". Nie pomijają wiadomości dla wędkarzy, sam mieszkam nad
rzeką i nieobcy mi ten temat. Gazeta na wskroś pożądana, zawierająca elementy
praktyczne, redagowana fachowo i z polotem. Jedynie czytając pocztę
"Gońca", daje się wyczuć pewien pesymizm, jakby brak wiary we wspólne cele,
brak dobrej woli, brak konstruktywnego dialogu. Brak zbieżności poglądów
na zdawałoby się oczywiste sprawy, no chociażby to, że tak trudno o jedność
Polonii, gdy nie chodzi o rzeczy wielkie, ale o takie normalne, codzienne
życie.
Wychodząc temu naprzeciw, chciałbym pokazać, że można budować
wspólne relacje wśród Polonii, zacieśniać więź między tymi co w kraju i
na obczyźnie. Szczególnie na obczyźnie, trzymać się razem, jak wiele to
znaczy, pokazali nam nasi przodkowie Kaszubi, którzy na pewno mieli trudniejszy
start, na obcej, dzikiej ziemi.
Prawie każdy Polak w Kanadzie wie, że w prowincji Ontario na
tzw. Kaszubach jest miasto Wilno. Założyli to miasto polscy Kaszubi 150
lat temu, a nazwali nie Kartuzami, które to miasto jest sercem Kaszub w
Polsce, ale Wilnem na cześć ks. Władysława Dębskiego, który przybył
z Wileńszczyzny. Świadczy to o wielkiej wierze naszych rodaków, którzy
wiedzieli, że oprócz pożywienia i dachu nad głową trzeba też zadbać o sprawy
duchowe. Tęskniący za krajem, szukali Boga, do którego modlili się jeszcze
w Polsce, szukali księdza, który by ich wyspowiadał po polsku i przygotował
do godnego przeżycia świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy i innych świąt
zawsze uroczyście obchodzonych. Tak bardzo był ważny dla nich swój
kapłan. Najpierw postawili pierwszy krzyż, potem wybudowali pierwszy kościół
pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Trzeba zaznaczyć, że
myśleli trochę inaczej niż teraz niektórzy, np. pan Wojtek, który w "Gońcu"
nr 51/2009 twierdzi, że "błędna koncepcja Boga wpajana przez chrześcijan
powoduje więcej pytań niż odpowiedzi związanych z naszą egzystencją". Oni
nad tym się nie zastanawiali, oni po prostu wierzyli w Boga. Rozumieli,
co to wiara, i przetrwali do tego stopnia, że do tej pory zachowali swój
kaszubski język.
Teraz dla upamiętnienia tamtej emigracji po 150 latach,
w Polsce, w Szymbarku na Kaszubach na terenie Centrum Edukacji i Promocji
Regionu, usytuowanym po prawej stronie szosy Gdańsk-Kościerzyna, 15 km
przed Kościerzyną, stanął pomnik polskiego uchodźstwa za chlebem.
Miejsce to jest centrum turystycznym i niejako muzeum na świeżym powietrzu.
Pomnik, który powstał w tym miejscu, jest niezwykły, bo nie jest to jakiś
monument, ale dwa drewniane domy i, co tu najważniejsze, te domy są przywiezione
z Kanady. Wybudowane były w XIX wieku przez kaszubskich osadników. Domy
te zostały podarowane przez kanadyjskich Kaszubów i drogą morską dotarły
do Szymbarka, gdzie zostały postawione. Jest też kamień z cmentarza kaszubskich
pionierów z Wilna, na którym wypisano historię "Zagrody Trapera Kaszuby".
Jest to hołd złożony polskiej emigracji na dalekiej obczyźnie, która nie
zapomniała o polskich korzeniach. Jest jeszcze wyniosły drewniany krzyż
z 1933 roku, który stał przy pierwszej katolickiej świątyni w Wilnie.
Są tam jeszcze urządzenia i narzędzia rolnicze z tamtej epoki. Jest też
fragment ogrodzenia typowego w "kaszubskiej Kanadzie" wykonany z kamienia.
Na uroczystościach otwarcia tego niezwykłego muzeum, w sierpniu
2009, był ambasador Kanady w Polsce David Preston, który powiedział,
"jest to hołd złożony polskiej emigracji, która nie zapomniała o swoich
korzeniach". Wójtowie kaszubskich gmin napisali oświadczenie - "będziemy
strzec tych wartości, które stanowią o naszej tożsamości. Kultywować tradycje
i zwyczaje nasze".
Oby te słowa zostały w głowach i umysłach Polaków w kraju i całej
obecnej emigracji.
Zbliża się wiosna, niedługo będzie lato, czas urlopów, wyjazdów,
odwiedzin rodzinnych stron. Zachęcam całą Polonię do odwiedzenia Szymbarku,
tego symbolicznego miejsca, które łączy, w którym jest też cząstka Kanady.
Pozdrawiam serdecznie
Jerzy Rozenek
Od redakcji: Strzeżmy wartości, łuskajmy wrogów, nie wolno
nam się niszczyć tylko dlatego, że różnimy się poglądami.
GONIEC nr 8/2010
Droga Redakcjo!
Paradoksalne jest imputowanie "Gońcowi" "prawicowości" - podobnie
się sprawa miewa z atakami na Kościół, a w tym szczególnie "Toruń". Pani
Maria (list w nr 7/2010) myli pojęcie prawicowości z prawością. Plejada
pismaków i polityków gnębi wręcz tych, co reprezentują chrześcijańskie
wartości, maglując umysły "szaraczków", tworząc swą "bazę elitarności"
opartą na domniemanej "nowoczesności". Aj waj... proszę mi pokazać kogoś,
kto nie chciałby uchodzić za osobę światłą i otwartą na progres. Ludzie
nie zdają sobie sprawy, że zamieniają altruizm na globalistyczny ateizm
i kult destrukcji.
Chrystus był prześladowany i ukrzyżowany niewinnie i za głoszenie
prawdy i miłości w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Zresztą jeśli prawicowością
nazwiemy poczynania mające za cel obronę szlachetności czynów i intencji oraz
godności, to nie ma się czego wstydzić.
Jeśli 10 przykazań, zwanych "naukowo" Dekalogiem, byłoby zachowywane...
nie byłoby potrzeba żadnych innych kodeksów i... więzień. Najbardziej
demokratyczna religia, jaką jest chrześcijańska, jest prześladowana i
szargana non stop, i to nawet w krajach szczycących się gwarancjami konstytucyjnymi -
ot choćby fiskus (!) narzucający księżom katolickim, co mają mówić (!) w... Kanadzie!!!!! W
"Gońcu" odważnie się o tym pisze, tak jak o wielu innych sprawach. Jeżeli
o czymś się pisze, to po to aby czytelnik miał pełny obraz, zwłaszcza że
nie wszystkie dostępne informacje są właściwe w dużych wydawnictwach, np. "polskie
obozy" Instytutu Goethego... tak, tak, papier cierpliwy i wszystko zniesie.
Nie ma w "Gońcu" "żółci", o jakiej pisze pani Maria. To tylko
sama prawda, która niestety nie zawsze jest słodka. Jeśli pisze się o Banderze,
to nie jest to przeciw Ukraińcom (wielu wspaniałych). Oskarżanie o szerzenie
antagonizmów jest tak absurdalne, że się w głowie nie mieści. To tak jakby
ktoś, kto napisał o Hitlerze krytycznie, został oskarżony o... antysemityzm,
bo... pisze o tym bandziorze i psychopacie w ogóle. Jeśli coś się referuje,
to nie oznacza to ducha nienawiści. Prawda powinna być prawdą. Nonsensy
może wypowiadać tylko ktoś, kto nie zna prawdy, sam jest nie w porządku
i brak mu miłości bliźniego... bo głodnemu chleb na myśli. Opis zdarzenia
sam w sobie nie jest przejawem wrogości. Jeśli sprawa drażliwa ze względu
na jakieś koneksje czytelnika, to nic prostszego jak powiedzieć "sorry,
tak rzeczywiście nie powinno być"... zamiast atakować poszkodowanego czy
referującego sprawę. Natura ludzka nie jest wolna od złudy i błędów...
świętość jest ideałem, a w każdym z nas jest odrobina i zła, i dobra. Ważne
jest, aby dobro i prawda przeważały, a temu jest pomocny osąd wydedukowany
z informacji i sumienia. Arbitralność jest dowodem tolerancji i właśnie
ją znajduję w "Gońcu", który umieszcza listy różnego rodzaju, nawet takie
których osobiście bym nie drukowała (np. p. Marek i p. Maria), bo nielogiczne
i "zacietrzewione".
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Toronto
Od redakcji: Ważne, aby bić się na słowa i argumenty, a nie
strzelać do siebie czy straszyć sądami. Ludzie mają prawo być głupi, idzie
o to, byśmy to wzajemnie zauważali.
***
Czytając wypowiedzi pana Marka i pani Marii, aż ciśnie się na
usta powiedzenie Michnika "odpieprzcie się od pana... i tutaj - redaktora
". (...) Czy zadowala ich pisanie samych laurek o Polonii i samej
Kanadzie. Czy godnie jest pisać kłamstwa, pomijając fakty. Wiadomo,
że fakty nie są różowe, wiadomo, że nie jest najlepiej, wiadomo, że Polonia
w Kanadzie jest traktowana marginalnie. Czy trzeba się cieszyć z
tego, z czego nie powinno? Jest wiele takich wydarzeń, z których nie możemy
się cieszyć, nie będę ich tu wymieniał, bo już nie raz pisano. Czy "Goniec"
jest nieobiektywny? Proszę podać przykłady.
Pamiętam, jak skarżono się na inne pismo, (...) , że jest żydowskie
i tendencyjne. Była więc potrzeba stworzenia pisma dla całej Polonii.
Ja uważam, że "Goniec" jest właśnie takim pismem i nie ma pani racji, pani
Mario, twierdząc, że ma mało czytelników. Czytają ten tygodnik także poza
granicami Kanady. Ja cenię tę gazetę właśnie za obiektywizm. Pan Kumor
zamieszcza listy nie zawsze przychylne dla niego, a nawet obelżywe. I nie
chodzi tu o stawiane zarzuty, ale o formę ich postawienia. Jak niewiele
ci Państwo, co je stawiacie, macie wspólnego z dobrym smakiem. Zapominacie
o pewnych granicach, których nie wolno przekraczać. Granicach, które tworzą
pewne wartości we wzajemnych relacjach, które tworzą podstawy dialogu w
formie partnerstwa i wzajemnego zrozumienia. Przecież wiadomo, że na siłę
nic się nie da zmienić, czy kogoś przeformować. Ja myślę, że gazeta nie
ma na celu komuś coś narzucać. Ma natomiast prawo wyrażać swoje opinie
na pewne zagadnienia i umożliwia to potencjalnym czytelnikom. Już
samo to, że Państwa pisma, opinie dalece odbiegające od obiektywizmu, znalazły
się w tej gazecie, że je wydrukowano, świadczy o dobrej woli redakcji.
Że mogliście Państwo upuścić trochę jadu na pana redaktora, to myślę, że
zachęci go jeszcze bardziej do tego co czyni.
Jednak ze swej strony chciałbym, żeby spuścić trochę z tonu i
zachować formę dialogu, nie wymuszając niczego, a dążąc do konsensusu.
Wiadomo, że każdy ma trochę racji, ale prawda jest tylko jedna. Tak więc
rozmawiajmy, ale w duchu poszanowania, bo patrzą inni na nas i tak nas
będą widzieć. Zgodzą się wszyscy, że Polonia w Kanadzie ma wiele do zrobienia
nie tylko we wzajemnych relacjach, ale poprawieniu wizerunku wobec innych
nacji zamieszkujących Kanadę. Nikt inny za nas tego nie zrobi, a występujące
nieporozumienia może wykorzystać przeciw nam. Wystarczy prześledzić
historię, by zobaczyć, przez co i na czym Polacy tracili jako Naród i na
czyją korzyść. Nie warto powielać błędów historię.
Z nadzieją na lepsze, partnerskie relacje, budujące dialog serdecznie
pozdrawia stały czytelnik
Jerzy Rozenek
Od redakcji: Patrz odpowiedź redakcji na poprzedni list.
Mylny tytuł artykułu w onet.pl
Tytuł jest mylny. Pierwszym twórcą polskiego komputera był mój
ojciec, Romuald Marczyński, w latach 50. Jest on laureatem nagrody dla
pionierów informatyki przyznanej przez Amerykanów. Nazywał się EMAL i potem
ulepszony K-202.
Pan Jacek Karpiński skonstruował tylko sprzęt, co było osiągnięciem
w warunkach PRL-u. Mikrokomputer K-202 miał, a oprogramowanie było skopiowane
z PDP-11. I to był główny, ale nie jedyny powód wstrzymania współpracy
z Brytyjczykami.
Uprzejmie proszę w miarę możliwości o rozpowszechnienie tej informacji.
Pozdrawiam,
Jacek Marczyński
Od redakcji: Rozpowszechniamy.
"NASZ KRAJ, NASZA ZIEMIA"
Niestety, rzeczywistość wygląda tu całkiem inaczej. Radzę zajrzeć
do "Wojna przeciw słabym" Konrada Blacka - jest w polskim tłumaczeniu.
Autor zebrał wyniki 150-letnich badań nowej nauki EUGENIKA, która
zmieniła nazwę, po wypadku z Hitlerem, na GENETYKA. Jest to nauka o wyższości
rasy nordyckiej i aryjskiej nad innymi. I tu jesteśmy pogrzebani. Obecnie
jest używana do kwalifikacji na pożyczki czy ubezpieczenia - a nawet na
sportowca wyczynowego - tu my, Słowianie, nie jesteśmy brani pod uwagę.
Druga informacja. Zastosowania tej wiedzy to... izraelska nauka. THE INVENTION
OF THE JEWISH PEOPLE prof. Shlomo Sanda - Żyda Litwaka (jidysz). Jest tylko
po angielsku - a oryginał w hibru. Opisuje on próbę genetycznej metody
określenia prawdziwych Żydów dla Izraela. I tu znowu klapa: okazało się,
że Żydzi w swej wędrówce - pogubili geny. Według profesora Sanda - jest
to już tylko sekta religijna. Przyjęto więc za podstawę kwalifikacji narodowości
żydowskiej - syjonizm - a więc religia - Talmud plus polityka. W www.infonurt2.com
przedstawiliśmy jeden rozdział - ten główny o genetyce. Osobiście przekonałem
się o tej rasistowskiej nordyckiej polityce w czasie mego 30- letniego
pobytu w Kanadzie. Fantastycznie rozwinęli to Żydzi w stosunku do Polaków
(zobacz POLSKIE OBOZY KONCENTRACYJNE I BANDYCI AK I POWSTANIA WARSZAWSKIEGO
MORDOWALI ŻYDÓW - a przykład to prof. Witold Kieżun, któremu uniwersytet
w USA na tej zasadzie wycofał ofertę na pracę). Warto jest przypomnieć
o losie, jaki tu spotkał Roberta Dziekańskiego - zamordowanego taserem
przez policję RCMP - w pierwszym dniu jego emigracji.
Zobacz też www.infonurt2.com, gdzie argumentuję opisem
morderczej akcji RCMP. Notabene prasa kanadyjska zastanawia się nad rozwiązaniem
tej federalnej jednostki "policji".
Bohdan Szewczyk
Od redakcji: Rozumiemy, że chciał Pan zareklamować swoje pismo...
***
Tusk przygotowywał się ponad dwa lata na prezydenta Polski. Jako
premier najbardziej złego rządu, uwikłanego w różne afery. Za wszystko
PO obciąża odpowiedzialnością PiS i prezydenta. PiS nie był najlepszym
rządem z prezydentem, ale to co robi PO, woła o pomstę do nieba. Rządzenie
PO chyba nie jest nieudolnością, ale celowe, aby zniszczyć Polskę. PO nazywa
prezydenta hamulcowym, ale bez hamulca też za daleko nie pojedzie.
Tusk, rezygnując z prezydentury, powiedział, że nie chce być
żyrandolem w pałacu, a chce doprowadzić kraj do dobrobytu, to chyba następna
ironia, wiedząc, że może nie wygrać wyborów! Jego usprawiedliwienie jest
"cwane" jak salceson na zasadzie flip-flap. Nie musiał być żyrandolem,
ale mógł być pajacem w pałacu na żyrandolu. W końcu w klubie PO doszli
do wniosku, że wybrali mniejsze i zło i prezydent z innej partii, nawet
gdy wygra, to im na rękę. Bo w końcu będzie wszystkie winy na kogo zwalać,
jak obecnie. A przecież ich celem jest chyba zniszczenie Polski. Aferzyści
i mafie zawsze potrzebują kozłów ofiarnych, aby ich kryli. Nawet wielkie
autorytety zachodzą w głowę, dlaczego tak jest w Polsce i tak źle się dzieje.
Pewne jest, że to jest silna siła diabelska, nie tylko w Polsce, ale na
całym już świecie i nikt nie ma na nią siły, żeby ją zniszczyć, bo oni
mają w rękach kapitał.
S.W.
Od redakcji: Polecamy debatę: "Jakiej świadomości historycznej
Polaków potrzebują przeciwnicy Polski?" na str. 12.
Śmierć strażnika prawa i porządku
Kto oglądał pogrzeb policjanta Andrzeja Struja z Warszawy, nie
był w stanie powstrzymać się od łez. W mowie pożegnalnej szef policji powiedział,
że na przestrzeni 10 ostatnich lat, na posterunku pracy zginęło 130 policjantów.
Do tej statystyki, gdyby dołączyć liczbę niewinnych ofiar wśród cywilów,
dane byłyby zatrważające. Co jest tego powodem?
1. Niskie kary dla przestępców.
2. Wymierzanie kary przez sądy dla ludzi, którzy stając we własnej
lub innych obronie, skrzywdzą napastnika.
3. Ślamazarne śledztwa w sprawach ewidentnych.
4. Odbieranie rodzicom prawa do swoich metod wychowywania dzieci.
5. Reforma szkolnictwa, w której przygotowuje się dzieci i młodzież
do życia seksualnego, zamiast do życia w rodzinie, uczy się, jak zapobiegać
ciąży i usuwać ją, gdzie dzwonić, gdy rodzice wciąż czegoś zabraniają,
nazywając to "molestowaniem".
6. Nie wpaja się dzieciom i młodzieży w szkołach, że wczesne
wspólne życie doprowadza do deprawacji sumień i charakterów, że prowadzi
do różnych tragedii i z tym nie należy się spieszyć. Natomiast rozdaje
się środki antykoncepcyjne, które w późniejszym wieku doprowadzają do różnych
chorób i bezpłodności.
Media zapraszają na rozmowy różnej maści feministki, jak np.
pani Środa czy europosłanka SLD pani Senyszyn, które nigdy nie mówią o
swoich dzieciach czy rodzinach (prawdopodobnie ich nie mają). Według tych
pań, seks, miękkie narkotyki oraz małżeństwa tej samej płci to rzecz normalna,
to postęp i wysoka kultura i te panie uczą młodzież na uniwersytetach.
Obie panie bywają na "paradach" gejów i lesbijek. Boże, co stało się z
polskim narodem?
"Nowoczesna i demokratyczna" Platforma Obywatelska popiera postulaty
wypowiadane w mediach przez feministki, a wszyscy mówią, że są katolikami
i modlą się w łagiewnickim sanktuarium. Na rodzicach i na szkole ciąży
obowiązek dobrego wychowywania dzieci. Jeśli dana rodzina nie jest patologiczna
i bicie dzieci nie jest regułą, nikt nie powinien wtrącać się do rodzica,
który częściej czy rzadziej przyłoży klapsa niesfornemu dziecku. Karanie
rodziców za klapsa jest chore i chorzy są ci, co takie prawo stanowią.
Odbieranie takim rodzicom praw rodzicielskich i karanie ich karą czy więzieniem,
prowadzi do tego, czego jesteśmy świadkami wśród zachowań nastolatków.
Ile zbrodni na tle seksualnym i rabunkowym, ile łez i cierpień rodziców,
o tym nikt nie myśli. Stare porzekadło głosi: jak nie ma kary, nie ma miary.
Giną niewinni młodzi ludzie, giną rodzice z rąk swoich dzieci,
giną nauczyciele, koledzy i przypadkowo spotkani, panuje ogólna znieczulica
na ludzką krzywdę i cierpienie. Gdzie jest nasza polska wrażliwość? Dlaczego
jesteśmy bierni, bezduszni i obojętni? Jak czują się teraz ci, co byli
biernymi świadkami morderstwa wspomnianego wyżej policjanta, który bronił
prawa, ładu i porządku, bronił naszego bezpieczeństwa. Osierocił dwoje
dzieci, a my teraz przychodzimy i zapalamy lampki w miejscu zbrodni, czy
mamy spokojne sumienie? Co się stało z Polską, moją Ojczyzną, co się stało
z Rodakami? Słowa Prezydenta L. Kaczyńskiego "nie można oszczędzać na bezpieczeństwie".
Rządzące dziś PO-PSL musi zastanowić się, czy potrafi dalej rządzić, czy
tylko kopać piłkę i dołki pod opozycją.
Jolanta
Hamilton
Od redakcji: Przede wszystkim zaś Polacy powinni się zastanowić.
kto nimi rządzi.
Socjalizm i propaganda
(...)
Trochę z innej beczki... Od dawna zastanawia mnie dobór autorów
w "Gońcu", bardzo lubię poczytać Stanisława Michalkiewicza, Jana Pietrzaka,
Krzysztofa Ligęzę i wielu innych, trafi się czasami łyżka dziegciu, jak
Adam Wielomski, ale z tym problemem sobie radzę, dziwi mnie całkowity brak
Waldemara Łysiaka, JKM, Piotra Lisiewicza, Mariana Miszalskiego, a szkoda,
oni reprezentują tę Polskę z klasą, honor i patriotyzm, czyli podstawy
wychowania.
W styczniowym numerze "Nowego Państwa" Katarzyna Hejke bardzo
ładnie wyjaśnia postawy wielu mn gazet - w polskich mediach nadal sprawą
kluczową jest zakneblowanie kontrdyskutanta, a nie spieranie się z nim
w rzetelnej debacie - ...(???) zgadza się całkowicie, ale mamy socjalizm.
Panie redaktorze, zgadzamy się bardzo często, ale nie zawsze,
to ja starałem się nawiązać na łamach dyskusję, ale była skutecznie blokowana...
Oczywiście byłoby głupio, gdybyśmy się we wszystkim zgadzali jak komsomolcy,
ale myślę, że to wcale nie oznacza zakazu dyskusji.
Jak powiedział kiedyś ktoś myślący i spostrzegawczy - większość
ludzi nie jest zadowolona ze swojej sytuacji materialnej, ale z rozumu
zadowoleni są wszyscy - z tym że wielu myśli, że myśli, i mają o sobie
bardzo dobre zdanie, niekoniecznie podzielane przez innych. Bardzo szanuję
osoby mające swoje zdanie i potrafiące rozmawiać, ale śmieszą osoby wierzące
w swoją wysublimowaną inteligencję, zupełnie na przekór temu, co widzą
postronni, daleko nie szukając, maturzysta Bartoszewski lub Liliental...
moją jedyną zaletą jest, że wszyscy widzą, że lubię i szanuję, lub wprost
przeciwnie.
PS Gdyby sytuacja z komisjami sejmowymi zdarzyła się np. w Szwajcarii,
byłby to ostatni dzień rządów PO i Tuska, koniec kariery w polityce, ale
w socjalizmie wszystko uchodzi płazem.
Milczenie jest oznaką zgody... czuję się, jakby wszyscy się z
moimi poglądami zgadzali, wychodzę na jakiegoś wieszcza.
Mamusi na złość
Tytuł jest stary, ale bardzo pasuje do "Oddaj dziecko, bo chce
je wziąć Austriak" Marty Ziarnik, zamieszczonego w "Gońcu" z 12 lutego
2010.
Żyje na świecie tysiące dobiegających siedemdziesiątki ludzi,
bardzo dumnych ze swojego niemieckiego pochodzenia, ale nie znających swoich
rodziców. O ojcu wiedzą, że był stuprocentowym Aryjczykiem, z pochodzeniem
badanym siedem pokoleń wstecz, ale o matce nie wiedzą nic, a było bardzo
różnie, były Niemki ochotniczki, dla idei i ratowania faszystowskich Niemiec
podkładające się rasowemu, ale były też młode kobiety, blondynki, z całej
Europy, wyselekcjonowane, odżywione i gwałcone. Efektem tej operacji było
dziecko, otaczane wszechstronną opieką w specjalnych ośrodkach Lebensborn,
a następnie przekazywane rodzinom cieszącym się zaufaniem NSDAP... Mamusia
lądowała w obozie pracy lub była likwidowana.
Jest być z czego dumnym, matka zgwałcona i wykończona, a tatuś
SS-man... Nic innego, tylko się cieszyć, szczególnie gdy z tych dzieci
niemieckich eksperymentów wyrastały "dzieci kwiaty" i metodami zaczerpniętymi
z podręczników tatusiów, do tej pory walczą o nowy ład w Europie... Budują
Europę takich właśnie zakompleksionych niemieckich nadludzi.
Prawo obowiązujące w Niemczech (Austrii?) do 1945, obowiązuje
do tej pory, przynajmniej ta jego część dotycząca małżeństw mieszanych.
Wiadomo powszechnie, że z tymi dziećmi można rozmawiać tylko po niemiecku,
język drugiego rodzica, jako gorszy, jest zakazany...(???), tak to właśnie
wychowankowie Lebensborn budują Europę marzeń ich tatusiów, oni ustanawiają
prawa, a właściwie bezprawie, ale przecież w taki właśnie sposób zostali
zmajstrowani. Przykład dało im środowisko, w którym wyrastali, bogate,
bo wzbogacone na wojennych łupach.
Wiara, cuda i socjalizm
Cytat z Feliksa Konecznego: ...Z zupełnym powodzeniem zawróciliśmy
"postępem" bezmózgie głowy gojów, a cały ten postęp... nic nie ma wspólnego
z prawdą. ...Nie ma nic równie niebezpiecznego jak inicjatywa osobista...
Musimy tak pokierować wychowaniem gojów, żeby wobec każdej sprawy wymagającej
inicjatywy opuszczali ręce w bezradnej bezczynności.
I tu właśnie jest piesek pogrzebany, gdy czyta się "Fakty i Mity",
ogląda TVN i wysiaduje przed komputerem, ale unika się czytania narodowych
twórców. Chyba najgłupszy rozumie, czym jest Jasna Góra, że tylko dzięki
wierze zdołaliśmy pozbyć się Szwedów, bez wiary nigdy nie odzyskalibyśmy
niepodległości, w 1920 cud stał się tylko dzięki wierze i patriotyzmowi,
tylko dlatego nie jesteśmy jeszcze niewolnikami... Teraz łatwiej chyba
zrozumieć ataki na Radio Maryja i katolicką religię. Radio Maryja nie pozwala
okpić Polaków, szerząc wiarę i zmuszając do myślenia i dyskusji, a tym
samym do rozsądku. Kilkakrotnie już słyszałem o genetycznej nieudolności
narodu polskiego (???) i zawsze zastanawiam się, czemu swoją nieudolność
zwala się na cały naród? Historię "swojego" narodu i państwa powinno się
znać nie tylko z czytanek Wandy Wasilewskiej itp. egzemplarzy.
Powroty bardzo wskazane
Może to będzie dziwne, ale mam swoje zdanie i zawsze uważałem,
iż warto wracać do lektur dawno przeczytanych, osobiście Trylogię przerobiłem
ponad pięćdziesiąt razy i zawsze jest ciekawa, odkrywcza, a Sienkiewicz
wspaniały. Jest powód tego początku, otóż, przy okazji... nie potrafiłem
się oprzeć i kupiłem film oglądany dawno, "Siedmiu wspaniałych", i nie
żałuję, okazało się znowu, że moje spostrzeżenia są trafne, że jako młody
człowiek odbierałem wszystko inaczej, nawet śmiałem się z czegoś innego,
teraz znowu sobie udowodniłem, słuszne jak się okazuje, przekonanie, że
te kiedyś bardzo popularne westerny niosły w sobie zupełnie inne przesłania
niż produkcja dzisiejsza, dawały powód do myślenia, kazały się zastanawiać
i zmuszały do oceny postaw. Po takim powrocie, wyraźnie widać, jakich spustoszeń
dokonuje propaganda, jakich używa środków, bełkot sączy się wszędzie i
cały czas, ale gdy mądrych pisarzy, reżyserów i dziennikarzy zastąpili
ludzie pokroju Kuca, Wajdy, Lisa, Nieznalskiej, Grocholi czy Miecugowa,
czego można się spodziewać, ale dlaczego nowym pokoleniom odbiera się wzorce
i rozum... (???).
Rok wstecz kupiłem w Polsce ten sam film, ale jestem w tej dziedzinie
niegramotny dyletant i jakoś nie udaje mi się odtworzyć, technika mnie
zdystansowała, a ja wcale nie mam zamiaru jej gonić. Zmieniają się ideologie,
zmieniają rządy, wszystkie te twory wprowadzają coraz większe zamieszanie,
zmieniają, a to przeszkadza prywatna własność, a to wiara lub rodzina,
używają kilku metod, ale promowanie głupoty i zakaz wydawania książek niewygodnych
pisarzy jest normą, ostatecznie dopiero od kilku lat można dostać (bardzo
pokątnie) wydania prac prof. Feliksa Konecznego, a światowej sławy historyka
Oskara Haleckiego jak do tej pory domacać się nie potrafiłem.
Miesięcy temu kilka usłyszałem ze zdumieniem tekst wypowiadany
przez tow. Kwaśniewskiego, coś na temat świętego prawa własności... i tu
znowu klasyk Sienkiewicz się sprawdza z opisem rozumowania Kalego, dla
Kwaśniewskiego i komunistów, gdy oni kradli i kradną, to wszystko jest
git i nie odbiega od światowych standardów, ale gdy pada propozycja rozliczenia
złodziei, to jak z kapelusza znajduje się święte prawo własności, a do
boju rusza srulon, czyli komunistyczne "autorytety" od lat wypasane na
koszt polskiego podatnika.
Olśnienie
Premier Tusk ma duże problemy z aferą hazardową, ale "jako dotknięty
przez Pana Boga geniuszem"... myśli bardzo przyszłościowo i dlatego potrzebne
mu jest euro... (???), jako już gotowe żetony do jednorękich bandytów.
Ja osobiście innego powodu nie widzę, ale sam pomysł wydaje mi się wspaniały.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
PS Brawo Tusk, jesteś wspaniały cudak.
Od redakcji: Szanowny Panie, bez łyżki dziegciu byłoby za słodko.
Sz. Pan Redaktor "Gońca"
Na wstępie chcę powiedzieć, że "Goniec" jest moim ulubionym pismem
nr 1 - odpowiednik w Polsce "Nasz Dziennik" - tutaj też można nabyć.
Nieraz na łamach tego pisma chciałoby się zabrać głos w różnych
sprawach, ale jak to często bywa, trudno dojść do pióra. Może teraz nadrobię
pewne zaległości.
Co mnie zmobilizowało?
Byłam na spotkaniu "sybiraków" 14.02.10 z okazji 70. rocznicy
wywózek Polaków na Sybir z Kresów Wschodnich. Niespodzianką na tym spotkaniu
była obecność i mowa prof. P.W., znanego już Polonii wiadomo z czego. Wiadomo
też, czego można się po nim spodziewać, bo nigdy nie zawiedzie, aby dać
jakąś "wtyczkę", a zagnieździł się tu już tak mocno, że nie ma siły, aby
go zrzucić z tego siodła, co wg mojej wiedzy próby takie były.
Otóż prof. W. w swej mowie naukowo-ideologicznej m.in.
powiedział historyjkę, którą usłyszał od swego ojca - działo się to gdzieś
na płd.-wsch. Kresach, gdzie wtedy mieszkali: Sowieci, zanim uciekli przed
Niemcami, wymordowali wszystkich więźniów. Po ustąpieniu ich, Polacy zaraz
tam weszli - zobaczyli tę masakrę, odwrócili się i poszli na Żydów (ciekawe,
ilu tych Polaków zostało po tych czystkach?).
Po skończonej jego mowie były pytania i wolne wypowiedzi. Jeden
z uczestników zabrał głos - zaczął od słów: "nie po to zebraliśmy się tutaj,
aby słuchać ?bajek=", tu wskazał na prof. W. Zanim jednak cokolwiek zdołał
powiedzieć, wkroczyła p. T., przerywając mu mowę - "my nie o tym
dzisiaj chcieliśmy mówić"...
Sala zawrzała, podniosły się głosy domagające się, aby pozwoliła
mu skończyć mówić (bezskutecznie). Posypały się z sali krzyki, że profesor
popiera tezę T. Grossa itp., albo: "my tu jesteśmy dzięki Andersowi - Sikorskiemu,
a nie dzięki jakimś tam układom" itd.
Z zainteresowaniem przysłuchiwałam się tej burzy. Wreszcie pytam
obok obecnych - z czyjej inicjatywy, kto zaprosił prof. W.? Dostałam odpowiedź:
pani T. i jako wiadomo, nie pierwszy to raz. Jest rzeczą jasną i oczywistą,
pani T. śpiewa jednym głosem w duecie z prof. W. Nazwijmy rzeczy po imieniu:
"wtyczki", "piąta kolumna". Czas najwyższy, aby sybiracy i Kresowiacy zebrali
się do kupy i powiedzieli pani T. NIE!
Nie po to walczymy z antypolonizmem, aby rozwijał się tu pod
naszym okiem - na naszym podwórku. Wykluczyć panią T. z zarządu Stowarzyszenia
Sybiraków!
Podobne kwiatki mieliśmy niedawno - przyjazd tutaj anty-Polaka
Michnika. Kto i po co go zapraszał? Kim są ci ludzie? Ich nazwiska powinny
być podane do publicznej wiadomości - wtedy będziemy wiedzieli, kto jest
kto. Tak już się utarło w naszej historii, że czego nie można było dokonać
w kraju - robiło się na obczyźnie. Po upadku komunizmu była szansa naprawy
wielu krzywd, ale została zmarnowana, bo i któż by miał to zrobić, jak
u władzy ciągle swołocz sowiecka. Ich rządy prowadzą kraj do ruiny.
Polonijne władze KPK mają olbrzymią rolę do spełnienia. Różnymi
naciskami wpływać na zmiany, zanim rozdziobią nas kruki i wrony. Wierzę,
że Polonia może wywrzeć wpływ w różnych sprawach. Np. poprzez bojkoty itp.
"Czarna lista" R. Sikorskiego - to skądinąd i hańba. Polonia
musi reagować w sposób stanowczy, aż do skutku. Inaczej jak tak dalej pójdzie,
zajdzie potrzeba nowej daniny krwi dla ratowania RP.
***
Pomysł na odszkodowania dla sybiraków. A może spróbować uzyskać
od Niemców? Ponieważ oni byli wspólnikami w tym szatańskim biznesie, a
wspólnik jest zawsze współodpowiedzialny. Gdyby Niemcy nie zaczęli, nie
byłoby dziś sybiraków. Nie bójmy się więc domagać się od nich. Wiemy, jakich
absurdów dziś Niemcy używają w swojej polityce, dlaczego więc my nie możemy
użyć takich argumentów?
***
Mam pytanie, z którym nie mogę sobie poradzić. W pięknym artykule
z okazji odzyskania niepodległości ("Związkowiec" w 2008 r.) czytałam takie
oto zdanie (z pamięci): "Polska po odzyskaniu Niepodległości ochoczo weszła
w buty zaborców i polonizowała grupy etniczne". A ja zawsze myślałam, że
to polonizowanie to naturalna asymilacja, a nie siłą robione, jak to czynili
nasi zaborcy z nami. Jak to naprawdę było?
***
Często słucham radia CBC. Niedziela rano ma swój program niejaki
Mike (Emraj? po polsku). Kiedyś miał on wywiad z T. Grossem na temat jego
książki "Strach" - słynnej już - holocaust after holocaust - oczywiście
pogrom kielecki włącznie, a wszystko było w wersji żydowskiej - wiadomo
jakiej. Mniej więcej w tym samym czasie w TV wykreowana historia z czasów
wojny, jak to Żydzi przy pomocy partyzantki sowieckiej (jakby inaczej?)
przetrwali w lasach wojnę. Co ciekawe w tym, na początku wspomniano, że
działo to się na Białorusi - Nowogródek - gdzie Żydzi stanowili 60 proc.
ludności, a reszta - to inne grupy etniczne, które zostały wymienione,
oprócz polskiej. Takie oto historyjki słuchają również moje dzieci, a ja
uzupełniam te wiadomości w imię politycznej poprawności - kiedyś zaowocuje.
(Życzę) - polecam to samo robić wszystkim Rodakom - ku chwale Ojczyzny!
Trzymać rękę na pulsie.
Pozdrawia
Obserwatorka
(nazwisko znane redakcji)
Od redakcji: Szanowna Pani, odwagi, za podpisywanie się nazwiskiem
na razie nic nikomu nie grozi. Nie przystoi wytykać coś innym, a
samemu chować się za węgłem.
Panie Redaktorze!
Piszę akurat w serduszkowe święto, a więc Happy Valentine's Day
dla zespołu "Gońca", a także Happy Family Day, który przypada jutro. Keep
smiling! Take care!
Moja familia, dwa plus jeden, wybiera się do restauracji Mandarin.
Trzeba popierać parę tysięcy lat liczącą kulturę chińską z okazji roku
tygrysa, który się dzisiaj zaczyna. Życzenia się niestety troszkę spóźnią.
Może powinienem przesłać je przez specjalnego gońca?
Przyznam, że nie tylko okazja do składania życzeń skłoniła mnie
do skreślenia tych paru słów. To ostatni numer "Gońca" z połowy lutego
tak mnie zainspirował. Olimpiada, olimpiada, no i niezawodny Małysz! Zimowa
(choć ze śniegiem krucho) impreza zapełnia łamy periodyków, ogarnęła kanały
TV, a i radio też nie pozostaje w tyle. Wszędzie zmagania sportowe, aż
strach otworzyć lodówkę! Bo tam może też sport!
Na szczęście, to tylko żart. Jest jeszcze np. w "Gońcu" miejsce
na inne wiadomości lokalne i globalne, dobre i złe - ale jak kiedyś burcząc
i warcząc mawiała Wolna Europa - zawsze prawdziwe.
I cóż nam tym razem ciekawego (jak zwykle) prezentuje nasz tygodnik?
Z wielkiego (?) świata mamy wieści z bratniej Ukrainy, gdzie
piękna Julia zwarła się (jak chrabąszcze w maju) z zaciętym boju z hospodinem
Janukowyczem. Po poprzednim skutecznym wspólnym wymanewrowaniu tak sympatycznie
kiedyś malowanego przez naszych polityków, na pomarańczowo zresztą, Juszczenki-Banderoszczenki.
Dobrze mu tak tryzubem drapanemu! Gdzieś, czy aby nie w "Gońcu", czytałem,
że Tymoszenkowa ścięła swój długi warkocz, a tymczasem widać go nadal na
jej zdjęciach. Wybory Julciu trzeba uznać. Głos ludu, głos Boga!
Wspomnienia nasuwa krótka notatka informująca o śmierci, dopiero
w 1994 roku, tow. Światły (jak on się przedtem nazywał?). A kiedyś jego
ucieczka na Zachód, gdzie jak to się mówiło, wybrał wolność, była nie lada
sensacją. Wszak był prominentnym członkiem żydo-komuno-stalinowskiej grupy,
która z woli mas robotniczo-chłopskich trzęsła posadami naszego wycieńczonego
wojną kraju. W gmachu KC PZPR (dziś giełda) musieli zmieniać popularne
hasło: "Oszczędzaj światło" na "Światło oszczędzaj nas!". Bo nowo nawrócony
opowiadał wśród zdwojonego warkotu zagłuszarek ciekawe sekrety alkowy.
Wysoko partyjnej.
W dalszej części Jan Pietrzak, któremu Bóg powierzył humor Polaków,
przypomina nam, jak obalił komunę, oczywiście pod egidą 10 milionów Solidaruchów.
Ale wtedy było mu lekko (choć nie twierdzę, że bezpiecznie), a żarty prawie
same się pisały i jako owoc zakazany tak dobrze smakowały. Teraz, o paradoksie,
nie masz Jasiu przyjacielu lekko. Satyrę tworzą za stacjami benzynowymi
na cmentarzach Ryśki, Mietki, a na komisji Sobie-siaki z amnezją i satyryk
Sekuła przemawiający do pustych krzeseł. Tobie by to nigdy nie wpadło do
głowy. Zresztą nie miałbyś okazji, bo na twoich występnych występkach nie
zdarzało się uświadczyć pustych krzeseł. Witajcie panie, panowie i wy,
którzy tutaj jesteście służbowo! A teraz jak tu żartować? Możesz niechcący
naruszyć prawo autorskie naszych mężyków stanu.
S. Michalkiewicz jak zawsze celnie trafia w sedno. Czy to sedno
się zrobiło takie duże? - śpiewał Młynarski. Oj, zrobiło się, zrobiło.
Co się porobiło? Przyznam, panie Stanisławie, że wolałem krasnoludki w
Królewnie Śnieżce. Ale co prawda to prawda. Po blamażu niepokalanej RCMP
na lotnisku w Vancouverze, nieskalana kanadyjska armia drapie się po głowie,
a nawet tam, gdzie ją nie swędzi, po publikacjach o pułkowniku Russelu
Wiliamsie. Jak go ta obstawiona psychologami armia nie zmonitorowała? Na
pewno był bardzo politycznie poprawny i np. nie powiedział złego słowa
o czarnych żołnierzach, a to chyba najważniejsze. Czterech takich zamordowało
ponad rok temu swego dowódcę Polaka z powodów ewidentnie rasistowskich,
ale sprawę starannie wyciszono, bo przecież rasizm wg obowiązujących doktryn,
może działać tylko w jedną stronę. No a także dlatego, że akurat ważyły
się wówczas losy złotoustego obecnego prezydenta Obamy. Wejdzie czy nie
wejdzie do nie całkiem już Białego Domu? No ale to było w USA. U nas żołnierze
mordują bez żadnych rasistowskich uprzedzeń. Tak czy inaczej sprawy te
są dość ponure. Dla poprawy nastroju polski koszarowy dowcip (nie mylić
z koszernym): Ależ proszę pana! Panie rotmistrzu! Rotmistrzu, mistrzu,
mistrzu, mistrzuniu...
Aby powrócić do "Gońca", nie opuszczając armii, trzeba wspomnieć
ciekawe uwagi o filmie "Towarzysz Generał". Zdumiewające, jak wielu ma
on ciągle obrońców. To kręgi zbliżone do "Gazety Wybiórczej". W zacietrzewieniu
pokazują niechcący swój prawdziwy kolor. "A kolor jego jest czerwooony,
bo na nim robotnicza krew" - co dosłownie pasuje do generała.
W dalszym ciągnieniu b. dobra jest oczywiście "Polska kiełbasa"
i informacje z Persji, czyli Iranu, gdzie coraz mniej Persów, a coraz więcej
Azerów i Kurdów. Nasz człowiek na Białorusi naświetla nam kulisy tamtej
szarpaniny z Polakami. Kuba Libra! Kiedy stanie się naprawdę wolna, demokratyczna,
to dziś zrównana w biedzie, na pewno zaraz jak inne Karaiby rozwarstwi
się na równych (dalej w biedzie), bardziej równych, równiejszych i najrówniejszych.
To tematyka poruszona w ostatnim "Gońcu", którą wspomniałem. Oczywiście
to nie wszystko, co bardzo warto przeczytać. Choćby o problemach Toyoty
i amerykańskich unii - związków zawodowych. To temat specjalnie dla zwolenników
liberałów i NDP.
No i listy. Pozytywne i negatywne. "Goniec" nie boi się publikować
także tych drugich. Np. Marka anonima (ano nima or nima) samozwańczego
geniusza. Dużo mitów mało faktów.
Niezły jest też ostry jak brzytwa list Krzysia Puchatka (Parchatka?).
Jego idolem jest, jak widać trafnie wybrany, miś o bardzo małym rozumku.
Krzysiu jest pryncypialny, nie lub starszych (od siebie) i ich dorosłych
gazet. Aktora Zapasiewicza w polskim filmie, pyta przesłuchujący go gestapowiec:
ile pan ma lat? 43 - odpowiada przesłuchiwany. No i wystarczy - konkluduje
brzydki nazista. To ile wystarczy - wg ciebie Krzysztofie? A Kubuś Puchatek
(notabene przekroczył już wiek emerytalny) jest bardzo sympatyczny. Lubię
takie dialogi z książki o nim: "Krzysiu, przyznam się, że nie lubię prosiaczka
- mówi Tygrysek. Nie lubisz, to nie jedz. Spróbujesz królika?".
Pozytywny i rzeczowy jest list pana Rozenka. A osobiście zgadzam
się w pełni z panią Małgorzatą Kossowską. O niewinnej audycji "Ancestor
in the Attic", którą też czasem oglądam, napiszę wkrótce parę słów. Wszędzie
kręcą lody, nawet na strychach.
Na koniec celny edytorial - "Widziane od końca". M.in. o popularnym
młodzieżowym szefie TTC. Kłamie czy tylko wyraża się nieprecyzyjnie? Ano,
niech nam żyje i podrasta szef titisi... chluba miasta!
Jednej sprawy zabrakło w ostatnim "Gońcu". Otóż nasi wschodnio-zachodni
sąsiedzi chcą sobie po cichu podać (znów?) rączki nad naszymi sprawami.
Miła Angela zza Odry gorąco zapewnia, że chce mieć z nami częste i jak
najlepsze stosunki (kto by takich nie chciał?). A po cichu planuje ciągnąć
sobie rurociąg (który zamknie nam port w Szczecinie na rzecz niemieckiego
Rostoku), pieszczotliwie nazywany nitką, a w istocie raczej sznurem na
polską szyję. Jak już raz Putin wsadzi swoją rurkę (...), to na przeciwdziałanie
będzie za późno! Nie nasze słoneczko się jak zwykle za chmurki kryje? A
czy to on Kaczyński - jeden za drugim - żeby "psuć" nasze dobrosąsiedzkie
stosunki? Przecież od roku wszędzie (nie w "Gońcu"!) czytamy, jak to on
- kochajmy się - poprawił nasz "image". A bracia niedyplomatycznie kładli
kawę na ławę, nie bacząc, czy się to komu podoba - jeśli tylko wymagała
tego polska racja stanu. Nie muszą nas wszyscy kochać, liczyć się z nami.
Trochę tak jak tutaj. "Nasz" niestrudzony reprezentant B. Wrzesnewskyj,
wiedząc, że przecież Polonia i tak na niego zagłosuje, bo to potulne owieczki
- skrytykował wyjazd konserwatywnego ministra do Polski, który winien pilnie
pakować pomoc dla Haiti w paczki i kontenery. Wiadomo, nikt tak nie zapakuje
jak minister. A Wrzesnewskiemu poza (zapewnionymi?) głosami Polonii, przydadzą
się głosy - no właśnie czyje? Miny w Bałtyku!
Równocześnie koalicjant Pawlak podpisuje z Moskwą kontrakt na
dostawy przez 25 lat (!) gazu do Polski. Na zasadach - będziemy potrzebować
czy nie (a ćwierć wieku to długi okres), będziemy i tak musieli wielkiemu
bratu płacić. Ot i biznes! Jeden koalicjant "Samoobrona" już jest na szczęście
w pokrzywach. Ale ten obecny może narobić (jeśli już nie narobił) szkód
znacznie poważniejszych niż utracona problematyczna cnota pani Krawczyk.
Że też lud polski nie da porządzić. Zawsze muszą być koalicjanci, którzy
też coś by chcieli - chyba zaistnieć przed następnymi wyborami. Oby przekroczyć
5 proc. poparcia!
Jan Ostoja
Toronto
Od redakcji: Dziękujemy za recenzję.
Polityka wschodnia
Bzdura, nie tędy droga. Co Państwo zrobicie, jak napyskuje na
Was urzędnik? Nie dyskutujecie z nim, idziecie do jego bossa. Tu trzeba
zrobić to samo, rozmawiać z Władimirem Władimirowiczem... Łukaszenka jest
nie do ugryzienia, on kiedyś publicznie zwrócił się do Białorusinów: "To
co z tego, że mamy biednie, przecież ta bieda rozkłada się na równo....".
On ma poparcie na Białorusi, end of the story! Putin boi się rosnącej pozycji
Polski w UE i tylko on może złoić tyłek carowi Aleksandrowi... I nie walczyć,
panowie dyplomaci, o Angelikę Borys, my nie znamy szczegółów... Przestać
używać pojęcia "Polacy na Białorusi", tylko obywatele białoruscy pochodzenia
polskiego, to jest szkolny błąd wszystkich polskich dyplomatów za granicą,
w Ameryce i Kanadzie też... Sprawę powinien rozstrzygnąć sąd białoruski,
pójść do tyłu 5 lat i rozstrzygnąć ważność wyborów w ZPB przy obecności
niezależnych obserwatorów z UE...
Andrzej T. Chronowski
Od redakcji: No, w 60 procentach ma Pan rację.
Drogi Pan Redaktor Kumor,
Ja się urodziłam tutaj w Kanadzie i po polsku pisać i czytać
nauczyła mnie mamusia. Mamusia już nie żyje i ja chcę dalej mówić,
czytać i pisać po polsku i dlatego kupuję "Gońca". Jak mam
problemy ze słowem, idę do słownika i tak dalej uczę się polskiego.
Ale w "Gońcu" nr 7 (Feb.19-25, 2010) w liście do redakcji zobaczyłam słowo,
którego w słowniku nie ma i ja nie wiem, co to jest, co to znaczy. To słowo
"anty-Polacy" jest w liście pana Rosińskiego. Moi przyjaciele też nie znają
tego słowa, więc mam prośbę, niech Pan Redaktor to wytłumaczy. Dziękuję
bardzo za pomoc!!!
Z uszanowaniem,
Krysia Lagowski
PS I really love your paper!
Od redakcji: Szanowna Pani, polecamy słowniki dostępne w Internecie.
Samo poszukiwanie będzie pouczające.
GONIEC nr 7/2010
Panie Kumor
Gdzie i kiedy te "ekstatycznie radosne felietony" pan pisał i
publikował, tego nie wiem. Wiem tylko, że większość pańskich tekstów publikowanych
w "Gońcu" pisana jest żółcią, jak słusznie zauważył też czytelnik podpisujący
się "Krzysiu Puchatek". Ów czytelnik słusznie wytknął panu szereg błędów,
na co pan zareagował z ironią zamiast z odrobiną zrozumienia. "Goniec"
prezentuje czarno-białe widzenie świata, szerzy od dawna antagonizmy etniczne,
polityczne i religijne. Już wiele razy wytykano panu te błędy, ale konstruktywna
krytyka spływa po panu jak przysłowiowa woda po kaczce. I to jest właśnie
pański problem, panie Kumor - kompletny brak pokory. Nie jesteśmy narodem
wybranym, potrafimy tylko szumnie reklamować wartości chrześcijańskie.
Powinien pan zerwać ze skrajnie nacjonalistycznymi ugrupowaniami prawicowymi,
w przeciwnym razie liczba pańskich czytelników, która podobno nie jest
duża, będzie jeszcze bardziej maleć. A co pan jeszcze robi w tym kraju,
skoro go tak nienawidzi, to rzeczywiście pańska tajemnica.
Pozdrawiam,
Maria
Od redakcji: Szanowna Pani, trzymajmy się faktów. Pani mnie
nie czyta, dlatego pozwolę sobie przytoczyć kilka cytatów "z siebie":
"Akceptacja losu, brak strachu przed śmiercią, znieczulająca
słodycz poczucia sensu życia - wszystko to jest za darmo i bez wielkich
peregrynacji." (...) "Tak więc rozebranie się ze świata umożliwia powrót
do niego w nowej szacie; życzliwości, przyjaznej akceptacji innego człowieka."
(...) "Uczmy się poznawać świat, poznawać siebie, uczmy się patrzeć i odkrywać
radość życia. Do tego wszystkiego potrzebne jest wyzbycie się owego płytkiego
egoizmu, wyzbycie się pogardy do innych, tych ?z magla=, tej ?baby= z kiosku,
tych z przystanku autobusowego, tych bez pieniędzy czy wykształcenia".
(...) "Nie bądźmy szowinistami, bądźmy mądrymi Polakami, którzy wiedzą,
w jaki sposób zadbać o wspólne dobro. Nauczmy się spierać, a nie zwalczać,
dyskutować, a nie obrzucać błotem, promować, a nie ściągać do dołu. Tylko
w ten sposób stworzymy siłę naszej społeczności, a ta siła w bezpośredni
sposób przełoży się na dobrobyt i sukces przyszłych pokoleń." (...) "Po
to, aby zobaczyć drugiego człowieka, trzeba nauczyć się odrywać wzrok od
siebie. Trzeba zobaczyć siebie, ?po drugiej stronie=, w bliźnim."
Wystarczy?!
Niech mi Pani powie, z jakimi "skrajnie nacjonalistycznymi
ugrupowaniami prawicowymi" trzymamy sztamę, żebym wiedział, z kim mam zerwać!
"Goniec" prezentuje szeroką gamę poglądów różnych ludzi, proszę
nas choć trochę poczytać, zanim zacznie Pani wypowiadać się na nasz temat!
Jak Platforma Obywatelska
pomaga budować
wielkość Władimira Putina
Przewodniczący komisji sejmowej spraw zagranicznych poseł Halicki
w "Sygnałach Dnia" 12.02.2010 stwierdził, że do największych osiągnięć
obecnego rządu RP należy zaliczyć odwiedzenie przez W. Putina Westerplatte
oraz planowane spotkanie z premierem D. Tuskiem w Katyniu z okazji 65.
rocznicy mordu polskich oficerów.
Szanowny poseł zapomniał, że według konstytucji rosyjskiej najważniejszą
osobą w Rosji jest prezydent. A po wtóre, W. Putin chce ustalić nową, dotychczas
niestosowaną zasadę, iż na groby ofiar zapraszać będą spadkobiercy morderców
tych ofiar.
Dla mnie najgorsze jest to, że tę zasadę chcą popierać niektórzy
dziennikarze "poprawni politycznie".
Moskwie udało się skłócić pomarańczowych z Ukrainy i od dłuższego
czasu czynione są próby skłócenia naszego Premiera z Prezydentem.
Do tego celu wykorzystują dwie przeambicjonowane osoby w randze premiera,
tj. J. Tymoszenko i D. Tuska.
Cóż, zasada dziel i rządź jest wieczna.
Z poważaniem i pozdrowieniami
W. Łęcki
Od redakcji: Jest to przede wszystkim zasada skuteczna.
Szanowny Panie Redaktorze
Kilka tygodni temu pisałem w sprawie nonsensownych wizji dotyczących
podnoszenia się wód oceanicznych na skutek rzekomego ocieplenia. Z prawa
Archimedesa wynika, że coś takiego było w swym założeniu nonsensem, natomiast
sama idee ocieplenia biorąca się z emisji dwutlenku węgla, obala załączony
tutaj tekst. Podtrzymuję to co wcześniej pisałem - za dużo jest lania wody
na ten temat. Nie wolno bezkrytycznie podchodzić do tego, co oszuści nam
serwują. Prasa powinna wreszcie ośmieszyć takich jak Al Gore, którzy nie
dość, że powtarzają bezkrytycznie kłamstwo, to są jeszcze za nie nagradzani
Noblem. Jeszcze trochę, a wmówią nam, że tlen się kończy i trzeba zacząć
"chargować" od wielkości płuc.
Pozdrawiam
S.C.
Od redakcji: No pewnie, że będzie taki podatek, a my będziemy
go płacić jak te barany.
Emigracja do Kanady
Jesteśmy młodym małżeństwem, które przygotowuje się do wyemigrowania
do Kanady. Dlatego stworzyliśmy stronę http://www.emigracjakanada.pl/
Ponieważ została uruchomiona niedawno, nie jest dobrze pozycjonowana
przez wyszukiwarki internetowe - jest ją trudno odnaleźć, nie znając adresu.
Dlatego sami staramy się nawiązać kontakt z zainteresowanymi
- przyszłymi emigrantami. Poszukujemy również kontaktu z Polonią kanadyjską,
aby realnie móc ocenić poziom życia.
Na stronie zbudowaliśmy forum internetowe, które ma posłużyć
nam, przyszłym emigrantom, oraz Polakom mieszkającym w Kanadzie, ale niestety
z wyżej wymienionych przyczyn jednego wpisu dokonała moja żona.
W związku z tym zwracamy się z prośbą o umieszczenie anonsu o
naszej stronie, a w szczególności o forum zawartym na niej w Państwa tygodniku.
Bardzo nam zależy na rozwoju strony i forum, ponieważ będzie
to wielka skarbnica wiedzy dla nas i przyszłych emigrantów.
Pozdrawiamy
Dariusz i Dominika Herczyk
Od redakcji: Powodzenia w przygotowaniach.
Widziałem KPK od środka
Będąc członkiem Związku Narodowego Polskiego w Kanadzie - Gmina
1 na Judson, zostałem wybrany na zebraniu w marcu 2008, aby reprezentować
nasz Związek w Kongresie Polonii Kanadyjskiej Okręg Toronto. Ponieważ zbliża
się koniec mojej kadencji, czuję się zobowiązany poinformować o sprawach
ważnych i na czasie. Na tym samym zebraniu nasz wiceprezes powiadomił nas,
że będzie niedługo zebranie w KPK, w którym ja będę mógł brać udział, ale
data zebrania była jeszcze nieznana. Ucieszyłem się bardzo, że będę mógł
być na tym zebraniu, bo od dawna to KPK wyglądało mi jakoś tak tajemniczo
i nieprzystępnie. Bardzo chciałem zobaczyć, kto przychodzi na takie zebrania
i o czym się tam mówi. Upłynęło około 3 tygodni, ale nikt do mnie nie zadzwonił
z informacją o dacie zebrania. Coś mnie tknęło, żeby zadzwonić do wiceprezesa
i zapytać. Usłyszałem w słuchawce odpowiedź: "Aaaa to zebranie będzie pojutrze
o 9 w budynku SPK na Beverley". Pomyślałem sobie, że chyba mój anioł stróż
popchnął mnie, żeby zadzwonić dwa dni przed zebraniem, a nie dwa dni po,
no bo wtedy nie zobaczyłbym KPK od środka (duuuuża strata). Gdy wchodziłem
do budynku SPK, czułem się jak Nikuś Dyzma, który dostał się na raut rządowy
zupełnie przypadkowo, tak jak ja na to "zebranie". Przy samym wejściu -
niespodzianka, po sprawdzeniu mojego nazwiska na liście obecności otrzymałem
o dziwo "mandat wyborczy" (kolorową kartkę), okazało się, że to nie jest
jakieś tam zebranie, tylko zebranie sprawozdawczo-wyborcze, czyli dzień
wyborów Prezesa KPK. Nikt wcześniej na zebraniach o tym nic nie mówił,
że będą wybory i że będę wybierał Prezesa KPK, a jak się dowiedziałem dużo
później, to nawet miałem prawo kandydować na tę funkcję prezesa. Pięknie,
myślę, pięęęęęknie, w takiej sytuacji cichutko usiadłem, patrzyłem, słuchałem
i zapamiętywałem. Średnia wieku na sali była jakieś 60+, a ponieważ dosyć
często bywałem na Beverley, to od razu uświadomiłem sobie, że prawie wszystkie
osoby na sali znam z widzenia i są to ludzie z SPK lub z organizacji, które
mają swoje siedziby w budynku SPK na Beverley. No, a gdzie przedstawiciele
innych organizacji polonijnych, które nie mają nic wspólnego z budynkiem
SPK? Może te organizacje nie należą do KPK, no bo przecież nie muszą, a
może nie zapłacili składek w KPK (3 dol. od osoby rocznie), więc wtedy
nie mieliby prawa uczestniczenia. Korzystając tutaj z okazji, chciałbym
prosić, że jeśli są osoby w polonijnych organizacjach, które o wyborach
wiedzieć powinny, a nie wiedziały, bo "ktoś" pilnuje, żeby Polacy nie wiedzieli,
że mają wybory w KPK, to proszę te osoby o kontakt ze mną.
Na początku zebrania był czas na wnioski. Wstał pan po 70-tce,
powiedział, że powinno być tak i tak, i usiadł. Później drugi pan po 70-tce
wstał, powiedział kilka bzdur i usiadł. Nie zdziwiłem się tym bardzo, no
bo takich ludzi to się "dopuszcza" do wyborów w KPK - są "niegroźni". Później
zabrał głos p. Cytowski. Powiedział, że były problemy z poprzednim prezesem
KPK, bo zabrał jakiś komputer z KPK do domu i nie chciał oddać, że strona
internetowa KPK została usunięta z Internetu pod pretekstem, że autor
strony nie otrzymał wynagrodzenia za jej zrobienie. No i powiedział też
Prezes do nas po cichu, że w "KPK są anty-Polacy". Jak to usłyszałem, to
nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać.
No i wreszcie doszło do wyborów Prezesa KPK OT. Tylko, że wyborów
w sumie nie było, bo nie było wyboru. Pan Cytowski był jedynym kandydatem
- wygrał więc wybory bezkonkurencyjnie - konkurencji nie było. A może konkurencja
nie wiedziała, że będą wybory, no bo przecież ja nie miałem pojęcia, a
chodziłem na wszystkie zebrania w naszym Związku.
Minęły prawie dwa lata, w tym okresie były inne zebrania w KPK,
ale ani razu nikt z zarządu do mnie nie zadzwonił i nie poinformował o
zebraniu w KPK. Widząc sprawy przez ten okres, w listopadzie 2009 na zebraniu
w naszym Związku na Judson zapytałem naszego prezesa, kto ma prawo kandydować
na Prezesa KPK OT i jakie są formalności z tym związane. Otrzymałem odpowiedź,
że prezes nie musi mnie informować o takich sprawach i żebym sobie szukał
informacji w gazetach. Był wtedy obecny na naszym zebraniu p. Cytowski
- sam Prezes KPK OT, i nic nie powiedział dla wyjaśnienia - ani słowa,
a przecież zna te sprawy bardzo dobrze. W innych przypadkach p. Cytowski
zabierał głos na zebraniu i wyjaśniał inne sprawy, jeśli były jakieś wątpliwości.
W tym momencie ktoś mógłby mnie zapytać: "A co robi Prezes KPK na waszych
zebraniach związkowych?". Ano, p. Cytowski, prawie rok temu, został nagle
członkiem naszej Gminy 1 na Judson. A po co? Aaaaa, może wkrótce się wyda.
Zbliża się kwiecień i następne wybory Prezesa KPK. A może w tym
roku wybory będą wcześniej, żeby konkurencja nie zdążyła się pozbierać.
Sylwester Rosiński
Od redakcji: Szanowny Panie, działacz społeczny powinien działać,
być aktywny, a nie czekać na telefon czy użalać się po gazetach.
Bandera bohaterem?
Prezydent Ukrainy W. Juszczenko nadał Banderze tytuł Bohatera
Ukrainy i uznał OUN/UPA za formacje kombatanckie. Prezydent Polski L. Kaczyński
oświadczył, że to jest wewnętrzna sprawa Ukrainy. Gdyby np. Niemcy postawili
w Berlinie pomnik Hitlerowi lub Eichmanowi, nie jestem pewien, czy Izrael
uznałby to za wewnętrzną sprawę Niemiec.
Bandera siedział do czasu wybuchu II wojny światowej w polskim
więzieniu skazany na dożywocie za morderstwo. Niemcy w czasie inwazji zabijali
wszystkich więźniów i straż więzienną. Gdy Polacy dowiedzieli się o tym,
wycofując się, zwalniali wszystkich więźniów, nawet morderców. Niemcy i
Rosjanie w podobnych okolicznościach zabijali więźniów. Kultura polska
różniła się od niemieckiej czy rosyjskiej. W wypadku Bandery Polacy działali
na własną szkodę.
Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, OUN, już przed wojną uprawiała
szpiegostwo na rzecz Niemiec i Rosji i stosowała terroryzm. W kampanii
wrześniowej wystąpiła przeciw Polakom na małą skalę. Pod okupacją rosyjską
czekała na lepszą okazję. Za taką okazję uznała atak niemiecki na Rosję.
Małopolska Wschodnia i Wołyń były etnicznie mieszane: Polacy, Ukraińcy,
Żydzi i inni. Wołyń miał znaczną większość Rusinów, którzy zaczęli siebie
nazywać Ukraińcami. Celem OUN było wymordowanie na obszarze o określonych
przez siebie granicach wszystkich innych grup etnicznych i utworzenie niepodległego
państwa faszystowskiego zamieszkanego wyłącznie przez Ukraińców z perspektywą
dalszych podbojów. Wytyczne działania przedstawił Dmytr Doncow w książce
"Nacjonalizm", która stała się biblią OUN. OUN utworzyła formację zbrojną:
Ukraińską Powstańczą Armię UPA. Bandera objął władzę nad OUN, krwawo usuwając
konkurentów, i działał na terenie zajętym przez Niemców, z którymi nie
walczył. Przeciwnie, umożliwił Niemcom stworzenie dywizji SS "Galizien"
złożonej z Ukraińców. Ta dywizja w składzie armii niemieckiej wystąpiła
przeciw Rosji, w pierwszej bitwie poniosła ciężką klęskę i już nie działała
na froncie. OUN nie miała siły walczyć z armią rosyjską.
W tej sytuacji OUN/UPA pod kierownictwem Bandery robiła to, co
mogła: wyrzynała Polaków, Żydów i tych Ukraińców, którzy nie chcieli jej
słuchać. Wyrzynali rodziny, wsie i miasteczka. Torturowali i zabijali w
sposób sadystycznie okrutny. W rodzinach mieszanych żądano, aby Ukrainiec
zabił żonę Polkę, albo Ukrainka męża Polaka, i tym podobne. Zbrodnie na
Polakach udokumentował W. Siemaszko w książce "Ludobójstwo". Zbrodnie na
Ukraińcach (i Polakach) udokumentował dr W.Poliszczuk w książce "Dowody
zbrodni OUN/UPA". Nie znalazłem oddzielnej dokumentacji zbrodni dokonanych
na Żydach. UPA zabiła wszystkich Żydów, których mogła dosięgnąć.
W. Siemaszko opracował tylko zbrodnie na Wołyniu. Dr W. Poliszczuk
ocenia liczbę zabitych Polaków na minimum 120 tysięcy, granicy górnej nie
usiłuje podać. Ocenił natomiast liczbę Ukraińców zabitych przez UPA: 60
do 80 tysięcy. Wielu z nich zabito za odmowę udziału w rzezi Polaków. Łącząc
liczbę ofiar: Polaków, Żydów i Ukraińców, można ocenić, że UPA zabiła do
pół miliona obywateli polskich. Za kierowanie tą rzezią prezydent Ukrainy
nadał Banderze tytuł Bohatera Ukrainy, a prezydent Polski umywa ręce w
imię przyjaźni z Ukrainą.
Takie postępowanie trafnie określił dr W. Poliszczuk: "Przestąpić
trupa matki i z jej mordercą iść na kawę w drodze do Zjednoczonej Europy".
Janusz Śmigielski
Od redakcji: To był dla nas policzek. Moskwa zaciera ręce.
Ukraina wpadnie jej jak gołąbki do gąbki.
Szanowny Redaktor Pan Kumor,
W dniu 11 lutego w Poczcie "Gońca" str. 41 p. Władysław Dziemiańczuk
wspomniał o notatkach, jakie często ukazują się w prasie angielskiej "o
obozach koncentracyjnych w Polsce". Ja reaguję na takie nieprawdziwe posądzenia
Polski. W miesięczniku "Canadian Military" ukazał się artykuł "Obozy koncentracyjne
w Polsce". Wysłałem list protestacyjny i otrzymałem odpowiedź z przeprosinami.
Poinformowałem też o tym Konsulat RP w Toronto. Dołączam kopię.
Chciałbym dodać, że często wynalazki naszych rodaków przypisują
sobie inni, np. Enigma, również w "Canadian Military". Dołączam list protestacyjny
i przeprosiny. Czy odkrywców Enigmy nie należy uhonorować, bo dzięki maszynie
zostało odniesione zwycięstwo i skrócona została wojna.
Uważam, że polski rząd powinien domagać się od Aliantów uhonorowania
ich zasług przez wybudowanie pomnika. A Polska ogłosić rok kryptologów,
panów Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego, Henryka Zygalskiego.
Staram się zawsze podkreślać zasługi Polaków i poświęcenie, jakie
włożył żołnierz polski w czasie II wojny światowej. Przekazałem książkę
o podpisaniu umowy w Jałcie do biblioteki publicznej w Oshawie, aby czytelnicy
dowiedzieli się, jak nas Alianci oszukali i sprzedali Stalinowi.
Serdeczne życzenia i pozdrowienia dla Pana i całej Redakcji.
Weteran, który odłożył broń, a o dobre imię Polski walczy piórem.
M.E. Lutczyk
Oshawa
Od redakcji: Musimy wszyscy brać z Pana przykład!
***
Tak kulturalnie jak Pan Emanuel Czyżo, nie potrafię. Wiem, że
jestem chory, że czasami potrafię się zakombinować w swoim grafomaństwie,
ale nigdy nie udawałem, zawsze było widać, co myślę... słychać też, i może
dlatego po pańskich opiniach na temat moich listów - jeśli się da zrozumieć,
o co w nich chodzi - ...no cóż, przejrzałem te nieopublikowane listy i
nie znalazłem podstaw do niezrozumienia czegokolwiek, musiały być jakieś
inne powody, nie jest pan szczery, a niepotrzebnie.
Tematów tych listów było wiele, od naszej historii, której wstydzić
się powodu nie mamy, przez sytuację w Iraku, Palestynie, Libanie, Afganistanie,
o próbach zniszczenia Iranu i nadymanych powodach, o Polsce, jako ostatniej
wchodzącej do piramidy UE, o próbach wciśnięcia Polsce euro spadającego
nieuchronnie na pysk, o stoczniach, węglu, gazie i ropie, a co za tym idzie
o przekrętach Tuska i jego szajki lodziarzy. Pisałem też o Ukrainie i Rosji,
o problemach, jakie od wieków ma z nimi Polska, ale ten problem dawno już
wyjaśnił prof. Feliks Koneczny, nawet wynaturzenia w sposobach mordowania
są wyjaśnione, Sienkiewicz, Koneczny i historia tworzą całość i wyjaśniają,
nawet przerobienie historii przez żydokomuszą propagandę nie jest w stanie
niczego przerzucić na polskie barki, było jeszcze wiele o świńskiej grypie
i oszustwach następnych, łącznie z ociepleniem klimatu.
Wiem oczywiście, że taki grafoman jak ja, powinien być zadowolony,
że publikowany jest choć co drugi list, smutno tylko, że nie potrafię sprowokować
dyskusji, ale to niekoniecznie moja wina. W różnych okresach PRL-u,
gdy UB, ZOMO, a nawet ORMO strzelało do rodaków, mordowali z zimną krwią,
Polacy przez propagandę byli chwaleni za nieużywanie siły... (???), o tym
też pisałem, zastanawiała mnie ta głupota do kwadratu od lat i w dalszym
ciągu zadziwia i myślę, że mam rację, poruszając te tematy, właśnie te.
Widocznie musi być bardzo ciężko zrozumieć, że to nie Irak, Afganistan
lub Iran upominają się od Polski o miliardowe odszkodowania, ale nasza
armia pomaga zaprowadzić tam "demokrację"... po co i dlaczego?
Pisałem też, że UE się sypie, wróżyłem to ze trzy lata wstecz,
jeszcze się UE na dobre nie rozkręciło, a już przekręty i lodziarze ją
załatwili... socjalizm. Niedzielna audycja państwa Piotrowskich, bezczelna
propaganda w wiadomościach z Polski, proPOwska i prorosyjska, też jest
warta wyjaśnienia, ostatecznie ciekawa audycja nie powinna promować fałszu.
I znowu coś z Konecznego - obywatele nie są własnością państwa,
lecz łączą się w państwo, aby ułatwić sobie życie - zupełnie nie wierzę,
że i tego Pan nie rozumie... ale jeszcze o węglu, oszustwa o dwutlenku
węgla i ocieplaniu klimatu nie powinny powodować problemów z wykorzystywaniem
naszego największego bogactwa, czyli węgla, a wygląda na to, że ten nasz
węgiel będzie bardzo dobry i cenny w momencie, gdy zmienią się stosunki
własnościowe, ale już jako produkt bardziej wartościowy i na pewno nie
zagrażający środowisku. Wiele spraw wartych jest wyjaśnienia, zupełnie
jak trwające już półtora roku śledztwo na temat śmierci Geremka.
Wg za przeproszeniem dziennikarzy z największego w Polsce organu,
o. dyr. Rydzyk jeździ robioną na zamówienie superluksusową syrenką i sieje
zgorszenie, gdy wysiadając z tego superkomfortowego auta, wszyscy widzą,
że jest bez majtek... (???), ale "dziennikarze" nie mogli zrobić zdjęć,
bo nie mieli ze sobą aparatów, a więc zdjęcia tych luksusów nie istnieją,
ale plotka żyje, i o to chodzi, różne Adolfy wierzą, sam by tego nie wymyślił,
propaganda musiała podpowiedzieć.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
Od redakcji: Niech Pan się nie rozwodzi nad własnym pisaniem,
tylko pisze zwięźle i na temat. PS Nigdy nie zarzuciliśmy Panu grafomaństwa.
Panie Redaktorze,
Pragnę pogratulować Panu gazety, która stała się najlepszym pismem
Polonii, a także forum wymiany myśli dla czytelników. Korzystając z tego,
pragnę też nawiązać do listu pana inżyniera J. Szaciło zamieszczonego w
"Gońcu" dwa tygodnie temu. Autor pisze w nim o moralnych przyczynach i
konsekwencjach kryzysu ekonomicznego i widzi je w niezachowywaniu zasad
nauki Kościoła. Jedna z tych zasad jest zawarta w teologicznym określeniu
"grzechów wołających o pomstę do nieba", którymi są: umyślne zabójstwo,
grzech sodomski, krzywdzenie wdów i sierot oraz zabieranie lub zatrzymywanie
zapłaty za wykonywaną pracę. Ten ostatni punkt obejmuje także, a nawet
przede wszystkim, jak pisze inż. Szaciło, "pozbawianie pracy pod jakimkolwiek
pozorem, bo usuwanie z pracy jest najwyższą formą zabierania zapłaty".
Trudno odmówić racji autorowi listu. Zwolnienie z pracy oznacza pozbawienie
zapłaty, czyli środków do życia. A więc, zgodnie z nauką Kościoła, czyniący
tak popełniają "grzech wołający o pomstę do nieba".
Tu powstają pytania. Czy nauka Kościoła obowiązuje wszystkich
pracodawców, czy tylko tych, którzy wyznają wiarę katolicką, czy szerzej
- są chrześcijanami? A więc, jeżeli pracodawca nie jest katolikiem lub
jest niewierzący, czy wyżej wymienione zasady go obowiązują? Czy wyrzucanie
z pracy jest grzechem pracodawcy będącego np. muzułmaninem? Sądzę, że przydałaby
się tutaj fachowa interpretacja kogoś biegłego w sprawach moralności i
etyki, na przykład któregoś z naszych Ojców Oblatów, by wyjaśnić, czy grzechem
wołającym o pomstę do nieba (jak pisze inż. Szaciło - nigdy przez Kościół
nieanulowanym), jest wyrzucanie z pracy, bez względu na wyznawaną religię
pracodawcy. I czy takie postępowanie, tak poważny grzech, nie stoi na przeszkodzie
zbawieniu osób w ten sposób postępujących?
Sytuacja komplikuje się także, jeśli zawęzi się rozważania tylko
do pracodawców wyznających religię katolicką. Tutaj wprawdzie nie mamy
wątpliwości, że obowiązujące są zasady religii, a więc wyrzucanie przez
pracodawcę katolika ludzi z pracy jest, zgodnie z wykładnią Kościoła, grzechem
wołającym o pomstę do nieba. Jakże wobec tego wyjaśnić fakt (powiedziała
mi o tym znajoma, którą to dotknęło), że w ciągu ostatnich trzech lat z
katolickiej Credit Union św. Stanisława i św. Kazimierza usunięto z pracy,
pod różnymi pozorami, wypłacając po parę groszy na otarcie łez, kilkadziesiąt
(!) osób, w tym matki dzieciom, osoby mające na utrzymaniu starych rodziców
i wiele osób obciążonych morgiczami i długami.
Nie trzeba nikogo przekonywać, jak wielką krzywdę zrobiono tym
pracownikom. Uczyniła to rada dyrektorów, za pośrednictwem specjalnie wynajętego
za pieniądze członków (jakoby za kilka tysięcy dolarów miesięcznie) konsultanta,
który typował ludzi do zwolnienia, przy akceptacji Ojców Oblatów, z których
inicjatywy nasz bank podobno powstał w 1945 roku. Oczywiście wtedy inni
Oblaci zakładali Credit Union, a inni teraz usuwanie z pracy akceptowali.
Widać, uznając się za właścicieli instytucji uważali, jak sądzi moja znajoma,
że mają prawo zwalniać pracowników, choć jako zakonnicy powinni raczej
nieść biednym pomoc i pociechę w strapieniu.
Powstaje pytanie, czy obecni Ojcowie Oblaci nie wiedzieli, że
wyrzucanie z pracy to, zgodnie z nauką Kościoła, grzech wołający o pomstę
do nieba? Zapewne wiedzieli, bo wszystkie grzechy są wymienione w katechizmie.
W związku z tym powstaje drugie pytanie - czy Ojcowie Oblaci świadomie
przekroczyli zasadę ujętą w katechizmie, czy też może ona ich nie obowiązuje?
Na ten temat nic nie wiemy (może Ojcowie sami się wypowiedzą), ale problem
istnieje.
Ponadto okazuje się, iż nie jest to jedyna zasada wynikająca
z zapisów wiary katolickiej, jaka nie została dotrzymana w należącej do
Ojców Oblatów Credit Union. Oto w Biblii, w rozdziale 15 Księgi Powtórzonego
Prawa (Deuteronomium) czytamy: "Na początku każdego siódmego roku będziesz
czynił odpuszczenie długów. A sposób odpuszczenia jest taki, żeby długi
odpuścił każdy; kto pożyczał bliźniemu swemu, nie będzie wymagał długu
od bliźniego i od brata swego, ponieważ obwołane jest odpuszczenie Pańskie.
Od obcego wyciągać dług możesz, ale cobyś miał u brata twego, odpuści mu
ręka twoja" (Deut. 15; 1-3).
A więc jest jasne, że co siedem lat katolik powinien odpuszczać
długi swemu bliźniemu. Z tego wynika, że Credit Union jako katolicka instytucja
też powinna swoim członkom regularnie umarzać długi, choćby częściowo.
Powinna być do tej czynności zachęcana przez Ojców Oblatów, nadzorujących
ją za pomocą swej rady dyrektorów, w której wszyscy do pełnienia tych funkcji
(chyba nie za darmo), jako wzorowi członkowie katolickich parafii, są wyznaczani
właśnie przez Ojców Oblatów. O ile wiadomo, do tej pory Credit Union nie
stosowała zasady umarzania długu "swoim braciom", czyli bliźnim, co stoi
w sprzeczności z wymogami Biblii. Czas naprawić to zaniedbanie, odrzucić
lichwę i powrócić do zasad katolickich, do czego w swym liście nawołuje
inż. J. Szaciło. Przypomnijmy, kogo Pan Jezus wyrzucał ze świątyni - handlarzy
i lichwiarzy. Znaczy to, że nie pieniądzem jest człowiek silny, ale ma
być silny wiarą i postępować zgodnie z jej nakazami. Krzywdzenie bliźnich
przeczy zasadom naszej wiary i dlatego wymaga wyznania winy, pokuty i naprawienia
niesprawiedliwości, o czym w katolickiej Credit Union należy pamiętać,
bo płacz pokrzywdzonych słychać w niebie głośno.
Łączę pozdrowienia
W Credit Union od 25 lat
(Nazwisko do wiadomości redakcji)
Od redakcji: Szanowny Panie, czemuż to się Pan ukrywa za nazwiskiem
do naszej wiadomości? Znam wiele osób, które chciałyby być tak "krzywdzone",
jak pracownicy Credit Union. Niech Pan nie przesadza i popatrzy, co się
dzieje dookoła. Ludzie tracą jedne prace i znajdują nowe, gdyby przyjąć
Pana optykę, wszyscy bylibyśmy dzisiaj zatrudnieni w manufakturach przy
struganiu kół do powozów.
Przyjaciel Ukrainiec
Dnia 8 II 2010 oglądałem Telewizję TRWAM i obserwowałem dyskusję
w programie "Polski Punkt Widzenia". Dyskusja była na temat wyborów na
Ukrainie. Posłanka PiS Małgorzata Sadurska i pan prof. z KUL-u A. Ryba
wypowiadali się na temat, co będzie dalej z Ukrainą i jaka teraz będzie
polityka Janukowycza i Julii Tymoszenko. Przegrana Wiktora Juszczenki nie
była zaskoczeniem dla obydwu dyskutantów. Za dużo błędów zrobił ten rząd.
Wiktor Juszczenko dolał oliwy do ognia wyborów przez uhonorowanie Stepana
Bandery - robienie z bandyty bohatera. Dowódca UPA odpowiedzialny za wymordowanie
120 tys. Polaków i nieznanej liczby Ukraińców i innych narodowości. W niepodległej
Polsce skazany trzy razy za napad na kurierów poczty polskiej wiozących
pieniądze. Gdy weszli Niemcy, zwolnili go z więzienia.
Przeczytałem książkę Wiktora Poliszczuka "Gorzka prawda". Miałem
też przyjemność rozmawiać z Nim przez telefon. Zamówiłem u Pana W. Poliszczuka
tę książkę po ukraińsku dla moich znajomych w Detroit. Byli to Ukraińcy
- wykształceni na uniwersytetach na Ukrainie. Kobieta, która miała wykształcenie
techniczne - politechnika, przyznała, że to prawda, co pisze Wiktor Poliszczuk.
Natomiast rozmawiając z mężczyzną Ukraińcem, nie mogłem się dogadać - twierdził,
że to Polacy pierwsi zaczęli mordować Ukraińców. Byłem trzy razy na Ukrainie,
przekonałem się o żadnej znajomości historii przez Ukraińców - po prostu
ich tego nie uczono. Trochę wiedzieli na temat wielkiego głodu na Ukrainie.
Ogólna opinia tego towarzystwa, w którym przebywałem, to że Bandera był
dobrym człowiekiem, tylko Polacy to byli dranie.
Mój Ojciec Marcin Weber, mając 11 lat, wyjechał do Niemiec do
Żagania, był rok 1902. Pracując w cegielni bardzo ciężko, poznał język
i gdy wybuchła I wojna światowa, został wcielony do wojska niemieckiego,
miał wtedy 23 lata. Podczas jednej bitwy, którą Niemcy przegrali - wojska
rosyjskie pod Lwowem otoczyły Niemców i Ojciec mój został wzięty do niewoli
rosyjskiej. Został zesłany do Semipałatyńska i tam pracował u rosyjskiego
chłopa, który miał 115 lat i siedem żon. Rodzina tego chłopa liczyła 150
osób. Ojciec opiekował się końmi. Po wybuchu rewolucji w 1917 roku, Ojciec
mój dostał się na Ukrainę. Został wcielony do armii Semena Petlury. Byli
w tej armii i Czesi, i Rosjanie, i Węgrzy. Nie znam szczegółów, jak Ojciec
mój pojechał do Moskwy. Spacerując po Moskwie, został zatrzymany przez
czerwonoarmistę w budionnówce z karabinem. Żołnierz, przystawiając Ojcu
karabin do piersi, pyta: ty czerwony czy biały? Ojciec, widząc czerwoną
gwiazdę na czapce oraz karabin lufą skierowany na niego, powiedział, że
czerwony. Żołnierz ten puścił go i Ojciec mój wrócił na Ukrainę, do oddziałów
Semena Petlury. Z Ukraińcem szewcem robili buty dla armii ukraińskiej.
Ojciec opowiedział, co Mu się zdarzyło w Moskwie, temu Ukraińcowi, z którym
robił buty. Zapewne pili wódkę razem i spali razem, jak to żołnierze. W
roku 1926 Ojciec mój wrócił do Polski - do swojej wioski Brzoza Królewska
- 9 km od Leżajska. Miał 35 lat i brodę do pasa - wywołując tym samym śmiech
panien.
Po roku, to znaczy w 1927 - szukając pracy nawet w Warszawie,
nawiązał znajomości. W tym roku przyszli granatowi policjanci, skuli w
kajdany i przetransportowali Ojca do Warszawy. Po wyroku siedział na Dzikiej
w Warszawie. Dziewczyna, którą poznał, wynajęła adwokata - Ojciec cały
czas mówił jednakowo, że nie jest komunistą, i po trzech miesiącach został
zwolniony i zapłacono Mu za to. Dalej szukał pracy. Oto historia przyjaźni
z Ukraińcem.
Kazimierz Weber
Windsor
Od redakcji: Piękna historia, dziękujemy!
Arogancja Toyoty
Czytając artykuł Pana Jerzego Rosy pod tytułem " Hamowanie Toyoty
", miałem wrażenie , iż został on napisany przez "rzecznika prasowego"
Toyoty, broniącego zagorzale niszczejącego wizerunku swojej firmy samochodowej.
Oprócz rzeczowych informacji dla zatroskanych posiadaczy toyot, otrzymaliśmy
również sporą dozę typowej reklamy tych samochodów, których jakość w ostatnich
latach systematycznie spada. Nawet "Consumers Report ", który rekomendował
do niedawna każdą toyotę bez przeprowadzania niezbędnych testów, w ostatnich
dniach przeprosił czytelników i wycofał się z rekomendowania większości
z nich.
Nie to jest jednak dzisiaj największym zmartwieniem Toyoty. Główny
problem tkwi w tym, że w wyniku niekontrolowanego przyspieszania niektórych
samochodów tej marki, do dnia dzisiejszego w USA śmierć poniosły 34 osoby
i ponad 400 zostało rannych, podczas gdy kierownictwo Toyoty wiedziało
o tym defekcie co najmniej od 2004 roku (ABC news, 16 lutego 2010). Amerykańska
instytucja rządowa NHTSA odpowiedzialna za bezpieczeństwo na drogach, na
skutek zwiększonej liczby kolizji z udziałem przyspieszających toyot, rozpoczęła
śledztwo w tej sprawie. Reakcją Toyoty było zatrudnienie dwóch byłych inspektorów
NHTSA, którzy dzięki swoim wpływom w tejże instytucji, usunęli ze śledztwa
najbardziej ciężkie i ewidentne przypadki. Słowem, nic z tego śledztwa
nie wyszło i ludzie nadal ginęli w "uciekających" toyotach. W roku 2007
i 2009 wymieniano maty podłogowe, w niektórych przypadkach ograniczające
ruch pedału gazu. Na niewiele to się zdało. Dopiero w grudniu 2009 roku,
na skutek interwencji amerykańskiej delegacji z NHTSA w Japonii, Toyota
zdecydowała się na przegląd 8 milionów samochodów. Do tego w ostatnim czasie
doszły problemy z hamulcami w toyocie prius, wałki napędowe w tacomie,
układ kierowniczy w corolli, układ paliwowy w camry, co ciekawe, wszystko
to po interwencji Amerykanów w Tokio.
Usuwanie usterek w przemyśle samochodowym jest czymś całkowicie
normalnym. Natomiast ich ukrywanie w czasie, gdy giną ludzie, jest przestępstwem,
które powinno być karalne. Dobrze by było, gdyby również w Kanadzie bardziej
zainteresowano się tą sprawą, a nie wciskano nam, że jest to spisek rządu
amerykańskiego czy histeria w amerykańskich środkach masowego przekazu.
Obawiam się, że może to nie być koniec problemów Toyoty z pedałem
gazu. Rosnące grono ekspertów w Europie i USA uważa, że defekt powodowany
jest przez elementy elektroniczne lub pole elektromagnetyczne i przez to
bardzo trudny do zaobserwowania (CNN, 9 lutego 2010 ). Właśnie przed chwilą
CNN ogłosił, że Amerykanie wznowili dochodzenie w tym zakresie. Słowem,
sytuacja Toyoty nie jest zbyt ciekawa. Nie myślę, żeby potencjalni klienci
spieszyli się z zakupem, nawet po obniżonych cenach, do czasu kiedy Toyota
nie zapewni stuprocentowego bezpieczeństwa, a to może potrwać miesiące.
Niestety, ale również wartość używanych toyot spadła znacząco i spadnie
jeszcze bardziej w miarę wzrostu niepewności związanej z bezpieczeństwem.
I nie zgodzę się z Panem, Panie Jerzy, że gotowość Toyoty do
usunięcia usterek "jest przejawem skrajnej troski o dobro i bezpieczeństwo
nabywców wozów Toyoty". Gotowość ta jest raczej wynikiem presji amerykańskiej
opinii publicznej i w następstwie amerykańskiego rządu na kierownictwo
Toyoty, które wykazało się wyjątkową arogancją, za którą będą musieli słono
zapłacić. Niemniej jednak bardzo lubię czytać pańskie artykuły, Panie Jerzy,
zwłaszcza te, które są obiektywne.
Z poważaniem.
Grzegorz
Od redakcji: Nie jestem rzecznikiem prasowym Toyoty, ale uważam
- a nie jest to tylko moja opinia - że samochody tej firmy są o niebo lepiej
wykonane, niż np. amerykańskie wozy Jeepa. JR.
ARCHIWUM nr 28
ARCHIWUM nr 27
ARCHIWUM nr 26
ARCHIWUM nr 25
ARCHIWUM nr 24
ARCHIWUM nr 23
ARCHIWUM nr 22
ARCHIWUM nr 21
ARCHIWUM nr 20
ARCHIWUM nr 19
ARCHIWUM nr 18
ARCHIWUM nr 17
ARCHIWUM nr 16
ARCHIWUM nr 15
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
***
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|