POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2386 Haines Rd. Suite 204
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Prenumerata: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.
 
GONIEC nr 15/2010

 Panie Andrzeju,
 Ze smutkiem i żalem piszę do gazety "Goniec" po katastrofie w Smoleńsku. Straciliśmy Prezydenta, najwyższych dowódców Wojska Polskiego, wielu wartościowych Polaków. Długo będziemy czekali na zagojenie tej tragedii. Co nas czeka w najbliższych miesiącach, trudno przewidzieć.
 Piszę "z żalem", bo w poniedziałek, 12 kwietnia, przypadkowo trafiłem na spotkanie z przedstawicielami "Michaela" w Centrum Kultury Polskiej. Zgromadziło się około 80 osób. Oczywiście zgadzam się z nimi, jeśli chodzi o mędrców tego świata i ich politykę szczególnie finansową na świecie itd. Ale byłem zbulwersowany, gdy w drugiej części tego spotkania zaczęto rozprawiać o katastrofie w Smoleńsku. To już nie było rzeczowe przedstawianie faktów (bo do tej pory praktycznie ich nie znamy), tylko teorie na temat spisku i sabotażu. Wymieniano tak bzdurne i nieprawdopodobne historie, że pozwolę sobie kilka z nich przytoczyć:
 - świadkowie słyszeli dwa wybuchy, jeden około 1 km od lotniska, a drugi 500 m. Ktoś wspomniał nawet o bazuce. Faktem jest, że samolot rozbił się dwa kilometry od lotniska;
 - przy wypuszczaniu podwozia zamontowane mogło być urządzenie do blokady sterowania samolotem;
 - świadkowie widzieli smugę dymu za samolotem;
 - ktoś musiał namówić najwyższych dowódców WP, żeby lecieli razem samolotem, bo obecność i prestiż prezydenta gwarantowały bezpieczeństwo samolotu;
 - bo przyczyną katastrofy mógł być minister Skrzypek, który nie zgadzał się na dewaluację złotego, zapewniającą zwiększenie eksportu i odraczanie wejścia pod skrzydła euro.
 To może wystarczy. Posądzanie o sabotaż jest ostatnią rzeczą, którą należałoby zbadać. Być może nigdy nie dowiemy się przyczyn tego wypadku, będą tylko przypuszczenia ekspertów. Wierzę, że Rosjanie z polskimi ekspertami dołożą wszelkich starań, żeby wyjaśnić rzeczowo przyczynę. Jest to samolot produkcji rosyjskiej, który miał dokładny przegląd (remont) zrobiony przez nich i rozbił się na ich terytorium.
 Dodam na zakończenie, że Amerykanie przez cztery lata nie mogli znaleźć przyczyny katastrofy samolotu MD-82, który lecąc z Alaski do USA, wpadł do Pacyfiku. Przypadkowo młody inżynier z McDonnell Douglas, któremu zlecono próby dwóch zaworów hydraulicznych pełniących tę samą funkcję (jeden stary  typ i drugi nowy), po wielu cyklach pracy w temp. -40 st. C stary się zaciął. Po zameldowaniu przełożonym, skojarzono katastrofę tego samolotu z zaciętym zaworem i uznano jako oficjalną przyczynę wypadku. Podobny przypadek wydarzył się z samolotem Air France nad Atlantykiem, którego przyczyny dalej nie są znane.
 Publiczne posądzenia w tak ważnej sprawie są dość pochopne i ryzykowne. Opieranie się na opiniach zagranicznych korespondentów prowadzi donikąd, bo część z nich ma swoje własne cele nie zawsze zgodne z dobrem Polski. Obserwując ludzi na sali, ich podekscytowanie, prowadzi do refleksji, jak łatwo wprowadzić ludzi w stan niepokoju, posądzeń, a nawet nienawiści.
Wiesław Bancerz
Brampton
 PS Życzę "Michaelowi" sukcesów, ale w bardziej rozsądny sposób.

 Od redakcji: Każdy ma prawo trochę pospekulować. Choć oczywiście nic z tego nie wynika.
 
 Belgijska gazeta śmieje się 
 z tragedii pod Smoleńskiem 
 We wczorajszym wydaniu (13 kwietnia)  belgijskiej gazety "Gazet van Antwerpen" pojawił się skandaliczny rysunek, zobaczcie sami, jak kpią sobie z Polaków.
 Orzełek z roztrzaskaną głową, a w tle Polska flaga i napis: "Orzeł wylądował". Właśnie tak makabryczna karykatura pojawiła się dzisiaj w belgijskiej prasie - "Gazet van Antwerpen". Polska ambasada w Belgii złożyła zażalenie.
 - Nie zamierzamy przepraszać - powiedział RMF FM, Pascal Kerkhove, redaktor naczelny "Gazet van Antwerpen". - Co do interpretacji należy zgłaszać się do karykaturzysty - dodał również i zaraz poinformował, że "rola redakcji ogranicza się do sprawdzenia, czy rysunek nie zawiera treści rasistowskich lub nie narusza dóbr osób prywatnych".
 Nie bądźcie obojętni, wyślijcie protest! Tutaj zamieszczamy dane redakcji: http://www.gva.be/service/info_contact/
 Łukasz Kłosiński 

 Od redakcji: Protest nie zaszkodzi.
 
 Był Gibraltar, jest Smoleńsk 
 Krwawa ofiara, która przejęła prawdziwym smutkiem Polaków i patriotów, otworzyła światu oczy na Katyń i mord 1940 roku, o którym wielu nie słyszało lub "zapomniało".  W sąsiedztwie dawnych dołów legli, lakonicznie mówiąc, liderzy teraźniejszej opozycji. Jeden Bóg zna prawdę i do Niego należy Sąd Ostateczny. Mam głęboką nadzieję, że wstrząs i rozmodlona Polska sprawią, iż wszyscy solidarnie "jak jeden mąż" będą dbać o interesy Ojczyzny i Narodu. 
 Jesteśmy znani jako naród, który się kłóci i który można wodzić za nos w myśl zasad "gdzie się dwóch bije, trzeci korzysta" i "dziel i rządź", ale także zdolny do niewyobrażalnych zrywów. 
 W tym bolesnym czasie chciałam zwrócić uwagę na przyziemną, ale inną "ranę".  Ot, na naszym podwórku:  Rodzina Radia Maryja spotyka się znów (w najbliższą niedzielę) w sali Litewskiej, bo... nie ma możliwości... u św. Kazimierza???  Przecież nawet patrząc "ekonomicznie", chyba lepiej, aby pieniądze za wynajem sali poszły do kieszeni polskiej parafii (!!!), która o ile ich nie potrzebuje, zawsze może scedować je w całości bądź częściowo na wsparcie choćby Radia Studia Młodych (a  nie kieszeni obcych!!!).  Tam gdzie biznes, nie ma miejsca na animozje - jeśli takie istnieją, a w Kościele nie ma miejsca na animozje.
 Jesteśmy jedną, wielką, Polonijną Rodziną i w większości chyba tej samej wiary... więc dlaczego wygląda na to, że w niezgodzie z duchem solidarności i Chrystusowym, rzuca się kłody pod nogi tym, którzy są ściśle związani z polskimi korzeniami? Dlaczego dodatkowo w tym samym czasie urządza się imprezy mające odciągnąć... a więc i dzielić Polonię (???) - i to bez względu na to czy to doroczny piknik, opłatek, czy święcone? Nie patrząc na wiek, powinniśmy  się łączyć w Kościele, bo i sprawy młodych leżą również na sercach tych troszkę starszych. To właśnie spójny Kościół dał nam wiarę i siłę przetrwania zaborów i "innych zawieruch dziejowych".
 Przyjeżdżają Ojcowie z Torunia, z dalekiej, a jakże bliskiej nam Polski, którzy stworzyli też wspaniałą uczelnię dla młodych ludzi, a tu duch niezdrowej "konkurencji" miast przychylnej radości i nawiązania kontaktów, współpracy.   
 Tego nie mogę pojąć (rok ma 365 dni!)... tu przypominają mi się  obrazki  - per analogiam - z odległych już czasów.  Ot, choćby  ten z 1966 roku:  kiedy w Poznaniu odbywały się uroczystości milenijne z udziałem  Prymasa Tysiąclecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego... w tym samym czasie towarzysz "Wiesław" miał swój spęd - oczywiście duże zakłady pracy były zobligowane do udziału w rządowych uroczystościach pod groźbą kary (utraty pracy itp.).  Ludzie nie dali się podzielić, bo po odklepaniu pańszczyzny z PZPR ci spod pomnika Mickiewicza, choć znacznie spóźnieni, przyszli ze szturmówkami modlić się z Episkopatem Polski i zgromadzonymi wiernymi w Farze Poznańskiej!!!   Metoda "w tym samym czasie" rwie serca i nie jest niebiańskiego pochodzenia.
 Na list/petycję wielu osób (z dopiskiem znane redakcji) w sprawie udostępnienia sali kościelnej, umieszczony w "Gońcu" prawie rok temu, nie tylko nie widziałam odpowiedzi (choć skierowany był do konkretnej osoby), ale co ważniejsze... rozwiązania sprawy.  To nie dogmatyczne spory religijne... a więc nie myślę, że wypowiadając się na ten temat, zasługuję na anatemę etc.  Jestem tylko obiektywnym obserwatorem i żywię gorącą nadzieję, że to tylko niedopatrzenia z jakiegoś tam powodu, czy niedowartościowania sprawy, powodują  ten "zamęt".
 Moim zdaniem, frekwencja na wszystkich imprezach, i to wielu organizacji, byłaby inna... gdyby istniała możliwość uczestniczenia w nich  bez "kolizji terminowych".  
 Kiedyś znany prawnik rzekł, że jeśli w rodzinie jest spór o "nie wiadomo co", to kryją się za tym pieniądze.  Czy i w tym przypadku chodzi o jakąś mamonę? - przecież Rodzina Radia Maryja nie ma majątku... tylko ofiary idące na zbożne cele i Kościół!... a wynajem sali to  dochód dla wspólnoty parafialnej, której członkowie są również i w tej Rodzinie.
 Śpiewamy czasem "abyśmy byli razem, abyśmy byli jedno" i "podali sobie ręce i dzielili się chlebem i niebem"... czy ta szczególna okoliczność, w której Naród pogrążony jest w przeogromnym smutku, nie powinna nas wzmocnić duchem solidarności, by kontynuować życie w pełni godności i zgody...?  Wszystko ma swój początek i koniec, a jedynie zgoda i miłość budują. Radio Maryja spaja Polskę, więc wspierajmy Je i tych, którzy Mu służą.
 Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Toronto

 Od redakcji: Podajmy sobie rękę.
 
 Szanowny Panie Redaktorze!    Pan wybaczy, ale nie mogę oprzeć się temu i zwracam się do Pana z prośbą, by na łamach swojego szanowanego tygodnika nie cytował Pan, związanych z tragedią, wypowiedzi: Wałęsy, Kwaśniewskiego, Niesiołowskiego, Palikota, Sikorskiego, Komorowskiego, Olejnik, Siekielskiego, Wojewódzkiego i innych maluczkich, którzy dzisiaj pokazują się w strojnych szatach, by zbić kapitał na tej tragedii. A także polonijnych, rodzimych komunistów, byłych, zawodowych czołgistów LWP, pezetpeerowskich konfidentów ze stanu wojennego i innej maści aparatczyków ubeko-bolszewii rodem z PRL-u. Proszę Was, zamilczcie! Do tematu powrócę wkrótce. Serdecznie dziękuję. 
 Z poważaniem 
Aleksander Siwiak

 
 Od redakcji: Głowy nie dam, ale chyba nie cytujemy. 
 
 ***
 CZY MUSIAŁO DOJŚĆ DO ŚMIERCI PREZYDENTA I JEGO ŚWITY NA ROSYJSKIEJ ZIEMI W ROCZNICĘ MORDU KATYŃSKIEGO?
 CZY ŚMIERĆ PREZYDENTA JEST W STANIE OTRZEŹWIĆ ZAPATRZONYCH W SIEBIE POLSKICH PARTYJNYCH KRZYKACZY I ICH ZWOLENNIKÓW, I DZIĘKI TEMU, KORZYSTNIE ODMIENIĆ OBECNY ZAMGLONY WIZERUNEK POLSKI NA FORUM MIĘDZYNARODOWYM?
 CZY SPOŁECZEŃSTWO POLSKIE JEST W STANIE ODBUDOWAĆ SWOJE ZNISZCZONE PRZEZ WOJNY I KOMUNIZM  EGO I  WZBUDZIĆ ZNÓW W SOBIE PATRIOTYCZNY STOSUNEK DO POTRZEB SWOJEJ OJCZYZNY?
 Są to wszystko pytania, na które wg własnego sumienia powinien odpowiedzieć sobie sam czytelnik. Nasuwa się jednak, moim zdaniem, parę refleksji. 
 Pięć lat okrutnej okupacji niemieckiej pozostawiło na polskim społeczeństwie głębokie piętno. Nauczyło Polaków, jak przeżyć w warunkach bycia tropioną i tępioną zwierzyną. Nauczyło ich chytrości, przedsiębiorczości, odwagi, humoru i umiejętności podjęcia ryzyka, gdy trzeba. Nie nauczyło niestety, jak umieć rozwiązywać problemy bez sięgania po broń. Udział sowieckich "przyjaciół" w tej okupacji pogłębił te cechy i jednocześnie otworzył oczy polskiego społeczeństwa, na czym polega sowiecka, komunistyczna przyjaźń. Również "pomoc" zachodnich aliantów w 1939 roku i w 1944, gdy ważyły się losy Powstania Warszawskiego i losy Polski powojennej pokazała, że powinniśmy zawsze liczyć na siebie i brać swoje sprawy we własne ręce, czy to się podoba komuś, czy nie. Te nabyte z konieczności umiejętności i międzynarodowa wiedza przydały się społeczeństwu znakomicie przez 45 lat komunistycznych rządów w Polsce i po wielu krwawych społecznych protestach i opiece papieża Polaka w końcu zaowocowały obaleniem znienawidzonego zakłamanego systemu komunistycznej władzy. Pierwszy raz w historii Polski społeczeństwo, bez względu na wykształcenie i klasową przynależność, zostało zjednoczone wspólną walką o Polskę wolną, demokratyczną i niezawisłą. I tę walkę wygrało.
 Niestety, jak to już w polskiej historii bywało, ze względu na chyba wrodzony brak talentu u Polaków w politycznych rozgrywkach czy wygrywaniu swoich sukcesów i radykalizmu w poczynaniach, polski lud nie potrafił tego zwycięstwa wykorzystać. Zwycięstwo to zostało rozmiękczone ugodową polityką pierwszego tzw. wolnego rządu oraz wybraniem na pierwszego prezydenta człowieka o podejrzanej przeszłości, nie posiadającego politycznej wiedzy ani wykształceniu niezbędnego na tym wyeksponowanym stanowisku. Tzw. gruba kreska, zamiast natychmiastowego rozliczenia twórców polskiej tragicznej powojennej przeszłości, oraz dzielenie społeczeństwa tworzeniem dziesiątków bezsensownych partii politycznych, często skłóconych ze sobą, wszystko po to, by ten wspaniały społeczny dorobek Solidarności zniweczyć, zaprocentowały w niestabilności ciągle zmienianych rządów, niekonsekwentnej polityce zagranicznej. Miały również zasadniczy udział w nieuregulowaniu wewnętrznych problemów z przeszłości i wyegzekwowaniu zadośćuczynienia polskim krzywdom poniesionym na Wschodzie i Zachodzie wraz z wyjaśnieniem ich przyczyn. Dzięki puszczeniu społeczeństwa na tzw. żywioł wszystkie umiejętności wyniesione z czasów okupacji i komunistycznych rządów zaprocentowały wyuczonym cwaniactwem, odwagą i przedsiębiorczością w postaci przemytu na wielką skalę do Polski wszystkiego, co tylko było niezbędne na pustym rynku, wykupywaniem za bezcen majątku narodowego, wzrostem kryminalnych przestępstw i powstawaniem lokalnych mafii skupiających, z racji braku odpowiednich przepisów prawnych, wszystkich cwaniaków i rzezimieszków, jakich udało się tylko znaleźć. Sprawnie działający kryminalny proceder przytłoczył możliwości władz w jego zahamowaniu. Napady, kradzieże, oszustwa, porwania, wymuszenia, narkomania i prostytucja osiągnęły niespotykaną w Polsce skalę. Niemniej rynek, co można uznać za korzystną zmianę, wypełnił się wreszcie wszystkim, co ludziom jest potrzebne do życia. Jak wiadomo ryba śmierdzi od głowy, więc w efekcie, polityczny bałagan i abstrakcyjny negatywny wpływ wybranego przez lud prezydenta dyletanta na rozwiązywanie polskich spraw, zaowocował dezaprobatą społeczeństwa i zgodą na powrót postkomunistów do władzy. Był to finał polskiego nieprzygotowania się do demokracji, degrengolada i w efekcie zniechęcenie do jakiejkolwiek jedności i udziału w koniecznych zmianach.
 Rządy postkomunistów i postkomunistycznego prezydenta nie zmieniły niczego. Wręcz, powiększyły przepaść między codziennym życiem a prawem. Zaczęły powstawać niewiarygodne przekręty, dominować wyprzedaż za bezcen polskiego majątku narodowego, szerzyć się  bezprawie i nomenklatura jak za dobrych czasów PRL. Wszyscy prominenci z dawnych lat i ich rodziny, jeśli nie udało im się wykupić sobie lukratywnych środków na życie za czasów poprzedniego prezydenta, miały teraz okazję dokonać wciąż jeszcze dochodowych transakcji. Bierne społeczeństwo i przekupieni decydenci z kabaretowym uśmiechem tolerowali polską rzeczywistość.
 Wreszcie nadszedł czas na zmiany. Do władzy doszła partia, która choćby przez swą nazwę "Prawo i Sprawiedliwość" powinna stać się batem dla bezprawia. I tak też i się stało. Przede wszystkim natychmiast gwałtownie zmniejszyła się przestępczość i powstały służby zabezpieczające społeczeństwo przed bandytyzmem. Był to ogromny sukces tej władzy. Jednocześnie dzięki inicjatywie śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego rozpoczęto przywracać i eksponować pamięć o heroizmie Polaków w latach II wojny światowej i po niej, którego niestety alianci nigdy nie docenili, i starać się o wyjaśnienie i rozliczenie wszystkich zaszłych w przeszłości tragicznych wydarzeń. Jemu zawdzięczamy powstanie Muzeum Powstania Warszawskiego, które jest symbolem polskiego patriotyzmu, nieznanego w tej formie na świecie. Zadziwiające, że w przedziwny sposób, polskie społeczeństwo, przy okazji wcześniejszych partyjnych wyborów, odrzuciło koncepcję kultywowania przeszłości i jej ofiar przez Prezydenta i uznało, że należy wreszcie zapomnieć, co było, i wybrać dzisiaj i jutro jako drogę do przyszłości. W 2007 roku nastała era opozycyjnej partii Platformy Obywatelskiej i trwa do dziś. Partia ta, zamiast się skupić na kontynuacji polityki i programów poprzednika, skupiła się na dyskredytacji wszystkiego, co powstało przed objęciem przez nią rządów. Zamiast międzypartyjnej współpracy dla dobra Polski nastąpiły personalne podchody między członkami partii rządzącej a opozycją PiS i SLD. W atmosferze nagonki na Prezydenta RP, krytykowanego i wielokrotnie obrażanego za swój wzrost i życie przeszłością przez nieodpowiedzialnych ludzi partii rządzącej, takich jak panowie premier Donald Tusk, minister spraw zagranicznych Radek Sikorski, posłowie PO Palikot, Niesiołowski i inni, by zajmować się sprawami państwowymi, z konieczności musiał reagować na nieuzasadnione pomówienia. Tylko wysoka kultura człowieka pozwoliła mu, w przeciwieństwie do pozbawionych poziomu krytykujących Go ludzi, pogodzić swoje obowiązki z reakcją na krytykę nieodpowiedzialnych polityków.
 Dziś ten Prezydent odszedł od nas tragicznie. Możemy na to machnąć ręką lub płakać. Niczego nie zmieni fakt, że nie musiał od nas odejść. Zabrakło wcześniej historycznej konsekwencji i jedności w radykalnym rozwiązywaniu polskich drażliwych problemów przez polskie władze. Gruba kreska i bierność w polityce zagranicznej spowodowała tę śmierć. Bo gdyby, w odpowiednim czasie, lat temu wiele, walnięto pięścią w stół i zażądano od sąsiadów, zamiast próśb, wyjaśnienia sprawy Katynia, wyegzekwowaniu zadośćuczynienia za represje na Polakach z Kresów i na polskich partyzantach walczących o swoją Ojczyznę, to dziś Prezydent Polski nie musiałby się śpieszyć do Katynia, by powiedzieć autorom sowieckich zbrodni, co o nich myśli, i by żył. Żyliby również wszyscy patriotyczni członkowie jego świty. Pomyślmy, komu zawdzięczamy dziś tę nieprawdopodobną tragedię.
 Mogę się mylić w swoich opiniach, lecz wydaje mi się, że ten tragiczny fakt utraty patriotycznego Prezydenta i oddanych Polsce ludzi, będzie miał zasadniczy wpływ tym razem na ostateczne rozwiązanie sprawy katyńskiej, zakończenie prywatnych rozgrywek, odsunięcie od polityki nieodpowiedzialnych ludzi i rozsądne zjednoczenie polskiego społeczeństwa w wyborze patriotycznej, niezależnej polskiej drogi do świetności. Tak nam dopomóż BÓG.
 Victor Księżopolski
Calgary 
 
 Od redakcji: Módlmy się, żeby nasz naród przejrzał na oczy.
 
 ***
 To, co się stało, poruszyło mnie tak jak chyba każdego Polaka. Straszna katastrofa pochłonęła życie prawie stu osób. Ale przecież nie były to przypadkowe osoby. Był to prezydent Polski i elita polityczna związana z prezydentem. Jest to tym bardziej ogromna strata dla Polski. To napawa wielkim smutkiem i żalem. Po chwili zadumy nad ostateczną koniecznością, jaka dotknie kiedyś każdego z nas, zaczyna jednak nieśmiało wyłaniać się pytanie dlaczego. Czy jest to znak opatrzności, czy też tragiczny przypadek, a może coś jeszcze innego. Może gdzieś popełniono jakiś błąd, który skończył się tragiczną śmiercią prawie stu osób reprezentujących najwyższe władze państwa. Nie jestem ekspertem od spraw bezpieczeństwa państwa, jednak zastanawia mnie, dlaczego ta właśnie grupa poleciała jednym samolotem. Myślę, że w takich przypadkach bezpieczeństwo kraju wymaga, aby taka grupa ludzi nie podróżowała razem jednym samolotem czy autokarem.
 Inna sprawa to samolot. Media informowały, że samoloty Tu 154M LUX są stare i zawodne, jednak według opinii niektórych ekspertów, są one może stare technologicznie ale są technicznie sprawne, no i zawodność nie odbiegająca od przeciętnej. Zaś wiek samolotu prezydenckiego jak na samolot pasażerski nie był aż tak duży, a więc nie tu należy szukać przyczyny katastrofy. Dowiadujemy się, że w tym samolocie zamontowano powszechnie używany na zachodzie system naprowadzania ILS, zaś jako już chyba niepotrzebny usunięto z tego samolotu rosyjski system naprowadzania. No być może zajmował zbyt dużo miejsca, albo też napisy w alfabecie rosyjskim nie pasowały do nowoczesnego zachodniego wystroju wnętrza kabiny.  Systemy te są do siebie podobne, jednak niekompatybilne. Nie jestem ekspertem lotniczym, ale mogę  się domyślać, jakie to mogło mieć skutki akurat w tej konkretnej sytuacji. O ile nam wiadomo, samolot miał lądować na lotnisku wojskowym, nie przystosowanym zapewne do lądowania takich samolotów. Jeśli to lotnisko w ogóle miało system naprowadzania, to na pewno tylko rosyjski, a ten właśnie jako przecież już niepotrzebny usunięto z samolotu. Natomiast ów nowoczesny zachodni system ILS podczas lądowania na takim lotnisku był bezużyteczny, więc pilot był skazany na lądowanie tylko według tego, co mówiła mu wieża kontrolna, no a przede wszystkim na podstawie tego, co był w stanie sam widzieć. Jak podają niektóre źródła, pilot podchodził do lądowania 4 razy, co mogło być skutkiem złej widoczności. Z tego co dotychczas wiemy, wieża kontrolna sugerowała pilotowi odstąpienie od lądowania w takich warunkach w Smoleńsku, podając lotniska alternatywne w Mińsku albo w Moskwie. Z jakichś powodów jednak pilot zdecydował się lądować we mgle, a więc przy bardzo złej widzialności, i to nie mając do dyspozycji systemu naprowadzania. Taka decyzja mogłaby być uzasadniona tylko w warunkach awaryjnych, zastanawia więc, czym był zmuszony do lądowania.  
 Zapewne niektóre z dotychczas dostępnych informacji zostaną jeszcze sprostowane lub skorygowane, gdy będą dostępne informacje z czarnych skrzynek lub z innych źródeł. Może wyjaśnią one, co zmusiło pilota do lądowania w warunkach skrajnie ryzykownych. 
 Odpycham myśl, że mógł  być to zamach. Chociaż przy dzisiejszej technologii zapewne nietrudno zakłócić działanie elektroniki samolotu przy pomocy mikroskopijnych urządzeń zdalnie sterowanych. Takie urządzenie jest praktycznie niewykrywalne, będąc integralną częścią nowo zainstalowanego elektronicznego wyposażenia w samolocie. Dopuszczając wersję zamachu, natychmiast pojawia się pytanie, kto za tym stał. Rzymska maksyma mówi, że ten kto skorzystał. A kto tu skorzystał, trzeba by się dobrze zastanowić... 
 O ile już godzę się jakoś z nieodwracalnością tej tragedii, jednak nie będę spokojny, dopóki nie wyjaśnię sobie, czy i w jaki sposób można było zapobiec tej katastrofie.  
 Takie i wiele innych myśli cisną mi się teraz do głowy. Mimo nawet tragicznej i bezpowrotnej straty, gdzieś nieśmiało pojawia się nadzieja, że to wydarzenie stanie się symbolem, który poruszy naród polski i przywróci do myślenia o swojej ojczyźnie, Polsce.  
Bartek
Mississauga

 Od redakcji: Spekulacje oparte na zasłyszanych informacjach. Jak można było zapobiec katastrofie, wyjaśni komisja.
 
 ***
 Spróbujmy na zimno przeanalizować kilka historycznych faktów. Trzeba to z przykrością powiedzieć, że my, Polacy, zachowujemy się często w sposób, jaki znienawidzony przez nas wszystkich Urban określił następująco:
 "Jak arogancki karzełek podskakujący silniejszym".
 Rzucamy się w ogień, a później płaczemy, że się poparzyliśmy. Mamy później pretensje do całego świata, że nikt nam nie pomógł. Nie chcę wnikać, z czego to wynika. Czy to są nasze wrodzone, narodowe cechy, czy historia nas tak ukształtowała?
 Warto przypomnieć, że Hitler przed podpisaniem paktu Ribbentrop-Mołotow, w rezultacie którego nastąpił czwarty rozbiór Polski (a w konsekwencji Katyń, Palmiry, Auschwitz itd.) proponował Polsce przystąpienie do paktu antykominternowskiego. 
 Hitler zamierzał zaatakować ZSRS razem z Japonią. Liczył również na milionową armię polską. Sowieci nie mieliby szans w wojnie na dwa fronty.
 Polska odmowa wykoleiła jego plany. Dlatego tymczasowo zmienił je i po zawarciu paktu ze Stalinem zaatakował Polskę i zachodnią Europę.
 Jak pisze prof. Pogonowski, Japonia uznała to za zdradę.
 Oczywiście, my, Polacy, zostaliśmy tak ukształtowani, że zawsze musimy się poświęcać za innych. Brzydzimy się np. czeskim lub zachodnim wyrachowanym podejściem. Ale na Boga, chyba już dość polskiej krwi. Jak długo możemy być Chrystusem Narodów?
 Zaczynam rozumieć popularność Donalda Tuska wśród młodzieży. Powiedział on kiedyś, że jest zmęczony polską historią i nasza młodzież też już ma dość męczeństwa. Chce normalnie żyć. Kaczyński skończył jak polski męczennik i bohater, ale sam się do tego pchał.
 Przypomnijmy, że swoją politykę wschodnią uzasadniał nawiązaniem do idei Piłsudskiego. Tymczasem, jego naiwność była w wyrachowany sposób wykorzystywana przez USA i Izrael do swoich strategicznych celów, jak choćby w konflikcie Gruzji z Rosją lub poparciem dla tzw. kolorowych rewolucji.
Stanley Sas

 Od redakcji: Pora, żebyśmy się przestali poświęcać za innych i zaczęli poświęcać w interesie własnych dzieci i wnuków.
 
 Ksiądz Sanczenko
 Dlaczego drukujecie takie wypociny. Przecież ten Leszek Wyrzykowski to nawet nie rozumie połowy słów, których używa. Nie winię jego, bo prosty człowiek, ale czy "Goniec" już zupełnie nie zwraca uwagi, jakim jest brukowcem?
 Agnieszka z Calgary

 Od redakcji: Zapytamy "Gońca", na co zwraca uwagę.
 
 10 kwietnia 2010 dzień tragiczny
 Szanowna Redakcjo, Droga Polonio!
 Jednoczesna śmierć tylu osób, tak ważnych osób, z głową Państwa Polskiego i jego małżonką, jest wstrząsem nie tylko dla nas. Polaków, ale dla całego świata. 10 kwietnia 2010 to dla Polski tragiczny dzień, to Tragedia  Narodowa. Jak znamy powojenną  historię Polski, ta katastrofa samolotu nie ma precedensu w naszym kraju, ze względu na ilość osób sprawujących ważne funkcje w państwie.  Na pewno my Polacy w kraju i rozsiani na całym świecie, zadajemy sobie pytanie, dlaczego to nas spotkało?  W  takiej chwili, jakże wymowne są słowa piosenki "Ojczyzna" w wykonaniu księdza Stefana Ceberka, który jest proboszczem parafii w miejscowości Porządzie kilka kilometrów od Wyszkowa, 60 km od Warszawy. Znanego także szerzej z "Radia Maryja" i występów w wielu miejscach na świecie.
"Ojczyzno ma
Czy za mało ci było krwi
I tak wiele, tak wiele łez wylanych?..."
 Boże, zabrałeś nam najlepszych synów i najlepsze córy, żeby złożyć je w niemiłej obcej ziemi, tak jak 70 lat temu w tej samej smoleńsko-katyńskiej. Teraz oni tak samo jak ci przed laty nie mieli żadnych szans na obronę. Zostali uwięzieni w stalowym kolosie, jak oficerowie przed laty, tylko, że tamci byli rozstrzelani.
 Dlaczego Ojczyzna żąda tak wielkiej ofiary? Czyżby nasz kraj był w niebezpieczeństwie? Czy konieczna jest aż tak wielka tragedia, żeby można było zrozumieć to, co jest podstawą godnego współżycia? Czy teraz więcej rozumiemy? Bo na pewno jesteśmy teraz lepsi. Niedawni wrogowie, którzy mieszali Prezydenta z błotem, raptem widzą w nim człowieka, poznają jego ideały, odczytują jego kierunek działania, zauważają jego patriotyzm. Przecież Prezydent prof. Lech Kaczyński cały czas był człowiekiem szlachetnym, mądrym i prawym, czułym na każdą ludzką krzywdę, był obrońcą naszej wolności, którą nam przed kilku laty wywalczył. Stał na straży poszanowania naszych wartości narodowych, dbał o historię i pamięć i upominał się o ludzi zapomnianych przez historię. Był patriotą i honorował patriotów. Stał na straży suwerenności naszego kraju. Proszę tylko spojrzeć na zachowania i działanie poprzednich prezydentów Trzeciej Rzeczpospolitej, czy widzicie państwo różnicę? Prezydentowi Kaczyńskiemu zarzucano wiele, może próbowano nawet zaszczuć ciągłymi nagonkami, a przecież był to skromny i wrażliwy człowiek, który nawet nie próbował walczyć z przeciwnikami. Tylko swą pracą dawał świadectwo swej wielkiej wartości. Żeby upokorzyć Prezydenta, imano się różnych sposobów, bo nawet ktoś kto kończy uczelnię zagraniczną i uważa się za obytego w świecie, ma aspiracje na najwyższy urząd w państwie, czepia się wzrostu pana prezydenta, bo nie znajduje nic innego. Jakiż to mierny i płytki przeciwnik. We wszystkich przedsięwzięciach Pan Prezydent był bardzo wspomagany przez żonę Marię, była przy nim na dobre i na złe.
 Prezydent Kaczyński miał jakiś dar, że potrafił skupić wokół siebie tak wielu wartościowych ludzi i ci ludzie pozostali z nim na zawsze. Razem odeszli, pełniąc zaszczytną służbę ukochanej Ojczyźnie, będąc w drodze, żeby złożyć hołd tak bestialsko zamordowanym 70 lat temu. Czy ci co spoczywają  w ziemi katyńskiej wymagali tego? Czy  chcieli takiego hołdu? Na pewno nie. Nie spodziewali się, że ktoś może im taki hołd złożyć. Hołd ze swojego życia oddał zamordowanym Prezydent Polski Lech Kaczyński z Marią Kaczyńską, ukochaną  żoną i kwiatem polskiej inteligencji.
 Teraz społeczeństwo Polski i władze kościelne, doceniając zasługi dla kraju, oddały hołd Prezydentowi Kaczyńskiemu, wydając decyzję o pochówku pary prezydenckiej w Krakowie na Wawelu, w krypcie dla zasłużonych Polaków, tuż obok Marszałka Piłsudskiego i polskich królów. Czy trzeba było aż tak tragicznych wydarzeń, żeby kogoś docenić? I czy jeszcze teraz będzie ktoś pytał, co to jest Katyń?  Bo  po 70 latach zbrodni na polskich oficerach przez reżim stalinowski jeszcze pytano, po co tyle tak ważnych ludzi leciało do nieznanego miejsca?  Czy po tej tragedii, będzie ktoś jeszcze pytał, co znaczy Katyń, kiedy wie już o tym cały świat?  Czy teraz otworzą się archiwa i wszystko będzie jasne?
 Czy długo po tej tragedii pozostaniemy solidarni? Czy starczy nam sił i obiektywizmu, żeby nie powielać historii po poprzednich nieszczęściach. Po śmierci papieża Jana Pawła II, w bardzo krótkim czasie, powróciła wrogość, zawziętość, jakieś sztuczne podziały. Zaczęły się liczyć interesy partii, a nie poszczególnego człowieka.  W nie tak odległej historii, po zabójstwie prezydenta Gabriela Narutowicza, było jeszcze gorzej. Po śmierci Marszałka Piłsudskiego nasiliła się walka o władzę i dalsze podziały. Jak będzie teraz? Czy, gdy minie czas żałoby, nie wróci to co dzieli, co nie pozwoli budować zjednoczonego i prawego Państwa Polskiego? Niejeden z nas zadaje sobie to pytanie. Nie ma na to gotowej odpowiedzi. Jest pewne, że musi zwyciężyć rozsądek, musimy wyciągnąć wnioski z tej tragedii, z tej bolesnej lekcji. Ta tragedia nie może iść na marne. Jesteśmy winni tym, co oddali życie wiernie, służąc Ojczyźnie. Te 96 osób, które zginęły,  niech stoją  na straży dobrych relacji między ludźmi, budując wzajemne zrozumienie i szacunek.
 Teraz w smutku i żalu, ale także i z nadzieją, łączymy się Polacy tu w kraju, z całą Polonią na całym świecie, wierząc, że wspólnie będziemy budować dobro naszej Ojczyzny.
 Jerzy Rozenek

 Od redakcji: No właśnie, chodzi o to, aby coś dobrego z tego wyniknęło.
 
 Meczet na Ochocie
 Szanowny Panie,
 Będąc z krótką wizytą w Toronto, przeczytałam ze zdumieniem i niepokojem na str. 15 "Gońca" z 9-15 kwietnia informację ze zdjęciem o planie budowy meczetu w okolicach stadionu Skry. 
 Jak Panu zapewne wiadomo, meczet jest budowany na rondzie Sybiraków w miejscu Reduty Ordona. Plany budowy między ulicami Reja, Krzyckiego i Dantyszka, o ile wiem, zostały zlikwidowane ze względu na fakt, że skwer, na którym miano postawić meczet, został uznany za zabytkowy i nazwany imieniem Lady of Warsaw - Sue Ryder. Uroczystość nadania imienia skwerowi odbyła się kilka lat temu z udziałem księżniczki Anny, córki Elżbiety II.
 Jeżeli wiadomo Panu o planie budowy w tym miejscu drugiego meczetu, byłabym wdzięczna za informacje na ten temat.
 Z wyrazami szacunku i uznania dla poziomu "Gońca",
 Danuta Kasprzyk

 Od redakcji:  Nasz błąd - zdjęcie zostało błędnie podpisane.

 
 "Bóg chciał by w Katyniu zginął naród.
 Bóg chciał by w Katyniu narodził się naród"
 Początek czy koniec 
 polskiej gehenny?
 Cisną mi się na usta słowa starej polskiej pieśni patriotycznej... Powstań Polsko. Skrusz kajdany. Dziś Twój tryumf albo zgon... Po tym nokautującym ciosie zadanym Polsce w dn. 10 kwietnia br. Polska albo przestanie istnieć jako suwerenny kraj, albo powstanie z kolan i odnowi swoje oblicze. Nie można być przez wieki w niewoli lub na kolanach. Wierze, że Naród Polski zbierze wszystkie siły i powstanie, dając przykład innym narodom. 
 Jak to zwykle bywa w takich wypadkach, ludzie snują różne wersje wydarzeń. Ja też spróbuję wyrazić swoją opinię na ten temat. Piszę te słowa we wtorek wieczorem pod wpływem emocji i do piątku mogą być nieaktualne. Może moja wyobraźnia sięga zbyt daleko, lecz myślę, że nie należy wykluczać takiego scenariusza. Na razie nie wiemy czy to był wypadek, czy też umyślne działanie innych osób. Z tego co do tej pory widziałem lub słyszałem, wyłania mi się następujący obraz, który może, lecz nie musi, się pokrywać z rzeczywistością. Jeśli to był wypadek losowy, to nie ma nad czym się rozwodzić, ale jeśli to było zamierzone działanie to domysłów i przypuszczeń jest wiele. Po pierwsze. Kto zyskał, a kto stracił na tej katastrofie? Najwięcej straciła Polska. Ale i Rosja też może długo lizać rany po tej polskiej tragedii na rosyjskiej ziemi za sprawą samolotu wyprodukowanego przez Rosjan, remontowanego przez Rosjan przeglądanego przez Rosjan, podczas wizyty D. Tuska kilka dni wcześniej na tym samym lotnisku i w dodatku lądującego ponownie na nieprzyjaznej Polakom ziemi rosyjskiej w pobliżu zbiorowych grobów polskiej elity wymordowanej przez NKWD na rozkaz J. Stalina i rządu sowieckiego. Od tej zbrodni sowieckie i rosyjskie władze się odżegnują po dzień dzisiejszy. O tej zbrodni z kwietnia 1940 r. polski Prezydent L. Kaczyński chciał powiedzieć światu. Nie zdążył, lecz świat i tak się o tym dowiedział. Rosjanie zachowywali się i nadal to robią, tak jakby mieli dużo do ukrycia przed światem. Kiedy Francuzi, Niemcy lub Rosjanie bronią swojego interesu narodowego, to nazywa ich się mężami stanu, natomiast gdy polski Prezydent bronił polskiego interesu narodowego lub prawdy historycznej, to najłagodniej nazywano go kontrowersyjnym Prezydentem. Kiedy stanął w obronie Gruzji i pokrzyżował plany Rosjanom, to Rosja zapowiedziała odwet za jego czyny. Gdy stawiał opór liderom UE, to był pouczany, strofowany i wyśmiewany zwłaszcza przez francuskiego prezydenta. 
 Dziś przywódcy europejscy wychwalają go za to, co kiedyś mu wytykano. Panie Prezydencie! Zapewne, będzie Panu bardzo ciężko, gdy nad Pańską trumną pochylać się będzie kwiat światowych hipokrytów. Ja bym nie chciał, aby po mojej śmierci hipokryci mówili co innego niż mówią za mojego życia. Ciekaw jestem, co czują dziennikarze, którzy dziś wychwalają Prezydenta L. Kaczyńskiego, lecz za jego życia nie zostawiali na nim suchej nitki. Wyszydzano i wyśmiewano parę prezydencką za ich zachowanie, wygląd, wzrost i ich wypowiedzi. Dziś rzeczywistość pokazuje, że jest inaczej. Niektórzy nawet uderzyli się w piersi, przyznając się do tych niecnych czynów. Dla wielu dziennikarzy i polityków  najważniejsze były słupki ich popularności i niepopularności Prezydenta. Jak bardzo byli nieobiektywni, widać to na ulicach, placach i w kościołach. Czy te tłumy ze łzami w oczach i z kwiatami w ręku to wrogowie Prezydenta? Ogłasza się żałobę narodowa ze względu na katastrofę samolotu, a nie ze względu na śmierć Prezydenta i towarzyszących mu osób. Premier RP publicznie deklarował, że jest praktykującym katolikiem, a nie potrafił się przeżegnać na miejscu katastrofy ani przy trumnie Prezydenta na warszawskim Okęciu. Dla D. Tuska martwy L. Kaczyński jest obecnie groźniejszy niż żywy. O to też zadbają spece od pijaru, którzy po katastrofie przecież nie poszli na urlop. Rządzący mogą wyznaczyć miejsce pochówku w miejscu, które podzieli Polaków i obniży popularność L. Kaczyńskiego. Np.  mogą go wysłać do Krakowa, gdzie nie lubią warszawiaków. Przy okazji tego pogrzebu mogą pogrzebać idee wolności i interesów narodowych tych mniejszych państw. W polityce raczej nie ma sentymentów, lecz zimna kalkulacja nawet przy okazji pogrzebu. Polityka miłości przez nienawiść doprowadziła do ogromnej tragedii narodowej. Nawet w czarnej Afryce takie wypadki się nie zdarzają. Dziś rządzącym strach w oczy zagląda, gdy patrzą na tłumy "wrogów" L. Kaczyńskiego, którzy modląc się wycierają łzy, składając kwiaty i zapalając znicze. Czy tak się zachowuje Naród, który nienawidzi swojego Prezydenta? Może jeszcze kilka pytań, na które nie mogę znaleźć odpowiedzi.
 Kto przekonał Prezydenta, aby nie jechał pociągiem, lecz leciał samolotem?
 Kto przekonał innych, aby lecieli razem z Prezydentem?
 Gdzie były i co robiły polskie służby (o ile jeszcze je można nazwać polskimi, a nie polskojęzycznymi), dopuszczając do tego, aby tyle ważnych osób w państwie leciało w jednym samolocie, i to w dodatku na terytorium wrogiego Polsce państwa?
 Czy obecność Prezydenta na pokładzie dawała im poczucie bezpieczeństwa?
 Dlaczego w Internecie krążyła lista pasażerów tego samolotu przed 10 kwietnia?
 Czy po to aby poszerzyć krąg podejrzeń, czy po to aby zrobić prezent obcym służbom?
 Na pokładzie było 96 osób, wliczając w to załogę i ochronę, z czego połowa to osoby pełniące ważne funkcje w państwie polskim. Była to wielka okazja, aby się pozbyć tylu niewygodnych osób za jednym razem. Oprócz Prezydenta i jego małżonki byli dowódcy wszystkich wojsk polskiej armii okrojonej i rozbrojonej przez obecny rząd w ramach oszczędności. Były Prezydent na uchodźstwie - R. Kaczorowski. Legenda pierwszej  "Solidarności " A. Walentynowicz. Prezes IPN - J. Kurtyka, który miał w swoich rękach dowody niechlubnej przeszłości wielu znaczących osób w RP.
 Prezes NBP - p. Skrzypek, który czuwał nad polską walutą. Z. Wassermann - były koordynator służb specjalnych, a ostatnio najaktywniejszy członek Komisji Sejmowej (tzw. hazardowej). Działalność tylko tych wymienionych osób była wystarczającym powodem do podjęcia ewentualnych działań celem ich wyeliminowania z życia publicznego. A teraz moja hipoteza, której Polacy nie powinni lekceważyć. Ta katastrofa może być wielką prowokacją wobec Polski. Wiele razy prowokowano Polaków, a tym samym wzniecano powstania, które były skazane na klęskę. Świat jest w przededniu III w.św. Na wojnie można wiele zarobić, zwłaszcza jeśli się nie bierze w niej bezpośredniego udziału. Potrzebna jest ofiara, która by rozpoczęła tę wojnę i wzięła na siebie odpowiedzialność za skutki i koszta tej wojny. Wzajemna niechęć, a nawet wrogość pomiędzy Polską a Rosją plus ta katastrofa i śmierć polskich elit politycznych i wojskowych  oraz to dziwne śledztwo to doskonała iskra do rozpoczęcia tej wojny. Niemcom wystarczyła radiostacja gliwicka jako prowokacja do rozpoczęcia wojny. Jeśli Polska się nie da sprowokować, to musi ulec rosyjskim wpływom lub rosyjskiemu panowaniu. Do prowokacji może wystarczyć jeden wystrzał z korkowca na granicy polsko-rosyjskiej, żeby Rosja odpowiedziała rakietami. Rosja nigdy nie zrezygnowała ze swoich zaborczych planów. Ma to zapisane w "Międzynarodówce". Najpierw Piłsudski, a potem Kukliński przesunęli te plany w czasie. Utrata dowództwa wojskowego może postawić polską armię w obronie swoich utraconych dowódców, a tym samym przeciw armii rosyjskiej. Wracając jeszcze do wymienionych osób, a towarzyszących Prezydentowi Kaczyńskiemu, to ich wiedza i wola obrony polskich interesów narodowych mogła mieć również duży wpływ na podjęcie ewentualnych działań prowokacyjnych wobec Polski.
 Prezes NBP poprzez obronę polskiego złotego mógł narazić euro na duże straty, Prezes IPN - ciekawe, co znalazł w archiwach? Ilu "Wolskich" pozostaje w polskiej armii? Czyli demontaż rosyjskiej agentury w RP.
 Z. Wassermann - członek komisji hazardowej i były koordynator służb specjalnych, posiadał dużą wiedzę i pokazywał szkodliwą działalność rządzących uwikłanych w różne afery, szkodzących polskiej gospodarce i interesom RP.
 Śmierć L. Kaczyńskiego, potencjalnego kandydata z dużą szansą na reelekcje, oraz dużej części opozycji jest na rękę rządzącym, bo teraz mogą obsadzić wszystkie stołki i już nikt nie będzie im patrzył na ręce. Teraz wszystko w rękach Boga i Narodu Polskiego, a także tych co rządzą światem. Oby znaleziono pomysł, jak powstrzymać działania tych, co się wyspecjalizowali w handlu wojną i pokojem. Mam nadzieję, że po tygodniu żałoby przejdzie czas na refleksje i konkretną debatę nt. przyszłości Polski w nowych warunkach. Póki co, nauczmy się czytać miedzy wierszami, szukajmy innych źródeł informacji i traktujmy z rezerwą oficjalną propagandę. Jeszcze nie posprzątano resztek samolotu, a już podano, że samolot był w dobrym stanie technicznym. Zwykle komunikaty o przyczynach katastrofy podaje się po zakończeniu śledztwa, a nie zaraz po jego rozpoczęciu. Ja przynajmniej nie widziałem w TV kadłuba tego samolotu. Odsyłam czytelników do wypowiedzi pilota Drozdowicza na łamach "Naszego Dziennika" z dn.10 kwietnia oraz do wywiadu z Anną Pietraszek - doradcą z-du tvp. Na koniec moich przemyśleń życzę swoim rodakom, aby słowa wypowiedziane przez A. Ściosa - dziennikarza, a zacytowane na wstępie, okazały się prorocze, a ta katastrofa stała się jutrzenką przyszłej wolnej i wielkiej Polski. Panie Prezydencie! Idąc do źródła, trzeba iść pod prąd, i za tę polską drogę pod prąd do źródeł prawdy historycznej serdecznie dziękuję. Panie Prezydencie! Zasiał Pan polskie ziarno, teraz w czasie żałoby narodowej ono obumrze, ale z niego wykiełkuje polski duch narodowy. Wieczny odpoczynek racz im dać Panie.
 PS Od niewoli germańskiej, ruskiej i europejskiej. Wybaw nas, Panie.
   Stanisław Pietras
   Mississauga 

 Od redakcji: xxx
 
 
 
 
 

 
 
 

 

 
 
 

GONIEC nr 14/2010
 ***
 W Niedzielę Wielkanocną uczestniczyłem w Mszy Świętej w kościele św. Stanisława Kostki w nowojorskiej dzielnicy Greenpoint (około 50 proc. mieszkańców to Polacy). Z przyjemnością wysłuchałem kazania, w którym dzielny ksiądz (weteran misji w Afryce), odważnie mówił o ostatnich atakach propagandowych na Papieża Benedykta i na Kościół katolicki. Gorzko wspomniał o udziale Żydów w tej propagandzie, który to temat jest w Kościele rodzajem tabu. Wymienił jednego z atakujących  -  "New York Times". Pismo to wyrobiło sobie wśród poprawnie politycznie myślących image "znajdującej się ponad wszelkim podejrzeniem szlachetnej, starszej siwowłosej damy". Przypomniał mi się pewien artykuł, w którym autor pisał o faktach z czasów hołodomoru (lata 1930.) w ZSRS. Zamorzono wówczas głodem około 10 mln prawosławnych chłopów na Ukrainie (w tym około 1 mln Polaków tam mieszkających). "New York Times" miał w ZSRS swojego przedstawiciela, który był doskonale o wszystkim poinformowany (http://www.polpatriot.com/html/tlumaczenia.html#holodomor).
 NYT i inne media światowe przemilczały wówczas całą zbrodnię komunistyczną. Ta "szlachetna, siwowłosa dama" pokazała wówczas swoje prawdziwe oblicze ohydnej, starej, bezczelnej bajzelmamy.
Stan Sas

 Od redakcji: Tak to jest, jak dziennikarze się prostytuują.

 Wielkanoc po amerykańsku
 Myślę, że nie jest ważne, który to kościół z nazwy katolicki, bo wszystkie podobne. Nawet sporo ludzi, głównie starzy białej rasy, dużo Filipińczyków, jednak większość to Meksykanie, również ich dzieci. Wchodzi ksiądz wraz z... ministrantkami: jakieś 5 lolitek, długie włosy, powłóczyste białe długie komże/szaty - piękne. Ksiądz ok. 70-tki. Jakieś babsko wychodzi do ołtarza, bierze mikrofon i zachęca: powitajmy i przywitajmy się, wszyscy ze wszystkimi. Rumor, krzyki i wrzaski dookoła, każdy powstaje, hałas co niemiara. Świątynia pańska, czy jarmark? 
 Muzyka dobra. Profesjonaliści. Ale oczywiście gitara i pieśni...  ekumeniczne, te same możesz usłyszeć u protestantów. Śpiewniki leżą na każdej ławce. Brak imprimatur, ale jest akceptacja "biskupów amerykańskich". Czytania liturgiczne prowadzą kobiety, to samo babsko, lolitki, inne wychodzące z ławek. Lolitka, która niosła "słowo Boże", czyli mszał, przechodziła blisko: na okładce rysunek jakiejś czarnej tancerki,  poniżej łosia ze skrzydłami. Potem podchodzą do celebransa z jakimiś kubełkami - to woda święcona: po  błogosławieństwie chodzą po kościele i kropią! 
 Wreszcie kazanie, cytuję z pamięci: ksiądz zaczyna... od jakiejś rocznicy z Oklahomy, co to niby 121 lat temu biali osiedleńcy pogonili tam kilka tysięcy Indian na pustynię. Potem ksiądz pyta: i kto o tym pamięta? Zauważa, że Jezusa też nikt nie widział, gdy zmartwychwstał. Na szczęście kazanie jest krótkie (dzięki Bogu). Na koniec celebrans podsumowuje: nasz brat Jezus (sic!) i Bóg naprawdę nas kochają, i to takimi, jakimi jesteśmy. (Czyli: jakiegoś mnie Boże stworzył, takiego mnie masz.) Kolekta jak zwykle. Jednak po zebraniu pieniędzy zamiast zanieść je w ciszy do zakrystii, odbyła się procesja ze świecami. Lolitki i starsi, którzy zbierali pieniądze, włożywszy je do dużego płaskiego kosza (otwarty, jak na bieliznę, wyłożony adamaszkiem), i przynieśli je od przedsionka do głównego ołtarza. Oczywiście na ołtarzu nie ma krzyża, za to jest duża karafka, chyba 1,5 litra, z winem. Kosz z mamoną zajął główne miejsce, tuż przed ołtarzem. Tak więc resztę ceremonii modliliśmy się zarówno do Najświętszego Sakramentu jak i do świętego mamona! (Od dawna w zborach protestanckich jest dokładnie taka sama tradycja.) Wreszcie obowiązkowy "znak pokoju". Ki diabeł to wymyślił? Rumor, wrzawa, obślizgłe ręce, płytkie słowa, których i tak nikt nie słucha, ale jazgot w kościele... jak na jarmarku. Wreszcie komunia. Oczywiście hostia duża, 15 cm - co najmniej, nie była biała, tylko jakaś brązowa, chlebek grahamek? Starszy facet z ławek idzie do tabernakulum i przynosi jakiś pojemnik. Grupa starszych kobiet  (jedna to ta, co czytała liturgię) i dwie lolitki-ministrantki podchodzą do ołtarza z płaskimi szklanymi talerzykami. Przechylają się jedna przez druga i garściami nabierają komunikanty z naczynia, które było w tabernakulum. Upychają i wygładzają komunikanty na talerzykach, aby im  się więcej zmieściło. Jak i hostia, komunikanty to nie biały opłatek,  tylko jakiś brązowy grahamek? Chyba chlebek ekologiczny, nie zauważyłem, ale zgodnie z prawem, powinni poinformować, ile kalorii zawiera? Komunia zadziwiająca: 99 proc. ludzi, można powiedzieć wszyscy obecni do niej przystąpili. Kiedy byli u spowiedzi? Nie zadawajcie takich pytań! Każda ławka wychodziła do komunii, oczywiście przyjmowali ją na stojąco i tylko na rękę. Druga kolejka do winka, można było golnąć łyka, ale tylko jak ktoś chciał. Dawali nawet dzieciom. Chciałem nawet podejść tylko do winka, bo nerwy mnie brały, jak na to wszystko patrzyłem, ale jakoś  zapanowałem nad tymi prymitywnymi odruchami. Na koniec spotkania Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego wykonano śpiew pożegnalny: "Oda do radości", ta sama, co hymn UE, tylko z jakimiś ekumenicznymi słowami. I to wszystko. Dla nas, którzy pamiętamy Kościół przedsoborowy, lata przynajmniej 50. i  początek 60. - to, co teraz wyprawia się w Kościele katolickim, to kompletna ruina idei budowanej przez ostatnie 2000 lat.  Uwaga: to, co jest teraz normą w USA, przywędruje wkrótce do Polski.  Zabić człowieka jest karalne. Ale zabić jego ducha, to szczyt chwały lucyferian. Na pohybel zmianom i tym wszystkim, którzy do tego doprowadzili. Nawet jak neokony ogłoszą ich świętymi, czyli "Santo subito". Padre Pio, ostatni prawdziwie święty człowiek w KK, gdy mu doniesiono o planowanych zmianach w liturgii i Kościele, podczas gdy jeszcze SW2 trwał, zawołał: zakończcie ten sobór jak najszybciej. Chwała wszystkim księżom, którzy powracają do tradycji i budzą ducha w ludziach.
 Skopiował z sieci i wpisał mjw.

 Od redakcji: Chwała.

 Trochę krytyki
 W felietonie pt. "Konserwatyści mają rację, szkoda, że nie ci z Ottawy", błysnął red. Kumor elokwencją jak świnia zadem... Znalazło się tam - Jestem uczulony na wolność słowa - ...i to na pewno dlatego, w ramach uczulenia, wysekował red. pierwszą, podstawową część mojego listu pt. "Socjalizm i propaganda". Wysłałem wtedy cztery króciutkie swoje opinie na tematy różne, zdziwiony byłem, gdy wszystkie się ukazały, ale w ramach "uczulenia na wolność słowa" podstawowe i najciekawsze, usunięto... (???) uczulenie. Śmiem wątpić, aby chodziło o łamanie paragrafów, po prostu w "Gońcu" zaczyna się rozróżnianie równych i równiejszych... Red. Kumor czuje się zastraszony przez mendy różne, a ja kilkakrotnie ten temat poruszałem, radziłem tłuczoną cegłę jako skuteczny środek, ale uwagi powędrowały do kosza, a mendy dostały wolną rękę.   Ostatnio, dwukrotnie podsyłałem tekst z 26 lutego, zaczynający się od słów - Rodzina miała, rodzina przepiła - ...bez efektu, ale nie próbowałem nawet pisać czegoś nowego z powodu bardzo dziwnego braku czasu... Niestety, dyrdymały o "uczuleniu" zmusiły mnie do skreślenia tych kilku wyrazów. Jeśli redakcja i innych traktuje podobnie, to wiele tracimy, bo prawda jest jedna i nie warto się jej wstydzić, zupełnie jak polskiej historii. Jak tak dalej się potoczy, to "Goniec" będzie działał na zasadzie "debaty" w PO-wskich prawyborach, lub z szyldem "Sekuła", a to byłoby bardzo smutne, ostatecznie historia Polski nie kończy się w tym momencie, rządy Tuska i PO nie są szczytem możliwości, to jedynie krótki i bardzo gorzki rozdział, któremu tylko prawda pozwoli zakończyć się sukcesem Polaków, bo akurat prawdy bardzo brakuje. 
 Padła ostatnio propozycja opodatkowania się na rzecz zmian w polskiej polityce, składki mają wszystko naprawić, o tworzących nowe partie polityczne było już wcześniej. Są to takie śmieszne nieżyciowe propozycje, na zasadzie - gdy uzbieracie pierwsze 10 milionów, to ja dołożę milion od siebie - nie widzę najmniejszej szansy, ale chętnych na skarbnika byłoby wielu. Co ciekawe, nikt nie poparł pomysłu p. Aleksandra Pruszyńskiego, a chodziło o akcję w sprawie działań o uwolnienie naszego rodaka zamkniętego w więzieniu w RPA, Janusz Waluś sobie siedzi, a rodacy tylko obserwują, gdy mordercy ks. Popiełuszki od dawna są wolni, prowadzą interesy i mają emerytury... ale o nich walczyła lewica, Polacy tego nie potrafią. Moim zdaniem, taka właśnie akcja mogłaby być dobrym początkiem, taką iskierką, która pozwoliłaby zorganizować naszą społeczność, a wystarczy kilku zapaleńców, ludzi myślących i chcących coś dla Polski zrobić. Na ten temat też pisałem, ale sławne "uczulenie" nie pozwoliło... wstydziło się. Próby zgnojenia IPN też zasługują na akcję, tak jak w "Naszej Polsce", można zgłosić się z poparciem dla IPN-u, podać nazwisko pod apelem np. "Zbrukane ręce precz od IPN-u"... od czegoś trzeba zacząć, ja podpisuję się wszystkimi kończynami.
 A w Święta warto o Polsce pomyśleć. Zdrowych i spokojnych.
Janusz Sierzputowski
Cambridge

 Od redakcji: Szanowny Panie, wolność słowa nie polega na tym, że my musimy publikować wszystko, co Pan napisze, lecz że Pan może sobie to sam opublikować. Choćby wykupując odpowiednią powierzchnię reklamową lub na drukując ulotkę na powielaczu i rozdając ją na ulicy. To tylko w PRL-u "wolność słowa" polegała na tym, że gazety musiały drukować wszystko, co członkom Biura Politycznego strzeliło do głowy.
 

GONIEC nr 13/2010

 ***
 Spaceruję ulicami polskiej dzielnicy Greenpoint w Nowym Jorku. Obok przechadzają się polskie lub polonijne dziewczyny. Uszy puchną od słów, jakich używają: k...a, h...j, s...aj. To samo słyszałem w czasie urlopu na ulicach polskich miast.
 Gdzie te polskie dziewczyny, o których pisał z takim uwielbieniem Adam Mickiewicz w "Trzech Budrysach"?
 Wchodzę do pobliskiego arabskiego sklepu. Przemiłe, piękne, młode i łagodne Arabki z chustami na głowach. Przykre to, ale nie wierzę w przyszłość narodów, które w swoich kobietach rozbudziły taką nienawiść, że nie wahają się nawet zabijać swoich nienarodzonych dzieci.
 Muzułmanki, wbrew paranoidalnej propagandzie żydo-liberalnej, wcale nie czują się prześladowane przez swoich mężczyzn.
 One kochają swoich mężów, ojców i swoje dzieci i one w ostatecznym rachunku zwyciężą, niezależnie od tego czy pozwolimy budować muzułmanom meczety, czy nie.
 A nasze kościoły, jak to napisał kiedyś jeden z dyrektorów Urzędu Miejskiego w Nowym Jorku, amerykański Żyd, zostaną zamienione w wielopoziomowe parkingi dla eleganckich samochodów. 
 Stan Sas

 Od redakcji: Te polskie dziewczyny wychowują kolejne pokolenie Polaków... 

 ***
 Przesyłam list z prośbą o wydrukowanie w Gońcu - w sprawie ks. dr. hab. Piotra Natanka.
 W obecnych czasach niektóre działania hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego budzą silne emocje wśród wiernych. Można się nawet zastanawiać, jakiego Kościoła są to duchowni. Czasem można dojść do wniosku, że jesteśmy w stanie "wyższej konieczności" i być może nie jesteśmy już winni im posłuszeństwa. Do takich kontrowersyjnych należy zaliczyć z całą pewnością niektóre działania wokół idei Intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski oraz decyzję Kurii Metropolitarnej w Krakowie w sprawie księdza dr. hab. Piotra Natanka, z jaką możemy się zapoznać na stronie internetowej kurii.
 Zastanawiające jest, co właściwie tak bardzo niepokoi hierarchię w działaniach tego kapłana, a wcześniej innego propagatora idei Intronizacji, ks. Tadeusza Kiersztyna.  Dlaczego tak bardzo nie podoba się im idea Intronizacji?
 Dlaczego idea Intronizacji Chrystusa na Króla Polski, jest dla nas i naszej Ojczyzny niekorzystna i niewłaściwa?
 W 1656 roku we Lwowie król Jan Kazimierz z biskupami i szlachtą  uroczyście uznał Matkę Bożą za Królową Polski.  Stało się to w czasie potopu szwedzkiego.  Dlaczego Jezus Chrystus nie może zostać obwołany Królem Polski? Dlaczego przesłanie s. Rozalii Celakówny jest tak groźne dla przeciwników Intronizacji? 
 Jednocześnie hierarchia kościelna jest zupełnie głucha na liczne protesty wiernych i stawia masońską Drogę Krzyżową zwaną "Golgotą Beskidów" w Radziechowach, wsi rodzinnej biskupa Pieronka. Należy zapytać, dlaczego osoby duchowne odpowiedzialne za istnienie i poświęcenie Golgoty dopuściły do  powstania Drogi Krzyżowej,  której symbolikę i znaki wielu katolików  odbiera jako zwycięstwo szatana nad Jezusem. 
 Sposób, w jaki ks. dr hab. Piotr Natanek został potraktowany,  świadczy o wielkim niepokoju, że są  jeszcze w Polsce księża, którzy kochają nasz Naród i Kościół, którzy  potrafią budzić świadomość Polaków. A najważniejsze, którzy jeszcze wierzą w Boga, mają odwagę  i przeciwwstawiają się judaizacji polskiego Kościoła. 
 Skoro tajemnicza Komisja Kurii Krakowskiej, której składu nie znamy, zakończyła już swoje oceny, to sprawiedliwość nakazywałaby podanie ich do publicznej wiadomości wiernych.  W przeciwnym wypadku mamy prawo sądzić, że przyczyny dyskryminacji księdza Piotra Natanka są pozateologiczne. Taki sposób postępowania budzi dezorientację i niechęć do hierarchii. 
 Wyrazem mojego zaniepokojenia jest poniższy list do wybranych hierarchów. 
 Ks. Kard. Stanisław Dziwisz
 Kuria Metropolitalna
 ul. Franciszkańska 3
 31-004  Kraków
 Toronto 28 marzec, 2010
  Dot.: KOMUNIKATU  Z DNIA 2 MARCA 2010 ROKU KURII METROPOLITALNEJ W KRAKOWIE W SPRAWIE DZIAŁALNOŚCI  KS. DR. HAB. PIOTRA NATANKA 
 Sprawy Boże dokonują się w przeciwnościach. Tak było ze św. s. Faustyną Kowalską,  św. o. Pio i tak jest obecnie z ks. Piotrem Natankiem. 
 "Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. 
 Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak, bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami"  (Mt 5: 11-12).
 "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą"   (Mt 23: 13).
 Dopóki tajemnicza Komisja Kurii Krakowskiej nie wypunktuje błędów teologicznych w głoszonych przez ks. dr. hab. Piotra Natanka treściach,  komunikat Kurii  jest  niewiarygodny i  pozbawiony podstaw prawnych.
 "Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?" (J.18:23). 
 Niech Jezus Chrystus zakróluje w Polsce.
 Tadeusz Orłowski

 Od redakcji: W sprawach wiary należy słuchać Ojca Świętego.

 Szanowni Państwo,
 Pozwalamy sobie zwrócić się do Państwa w najważniejszej w tej chwili dla nas sprawie. Mamy nadzieję, że poniższy list przekona Państwa, że robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić naszemu dziecku pomoc. 
 Pod koniec czerwca 2010 r. ma przyjść na świat nasze pierwsze ukochane Maleństwo Kryspinek. Kiedy miał 20 tygodni, podczas badania prenatalnego usłyszeliśmy od doktora, że serce naszego synka nie wygląda tak, jak powinno. Badania wykonane przez kardiologa potwierdziły najgorsze przypuszczenia - Kryspinek urodzi się ze złożoną, wrodzoną wadą serca - hipoplazją lewego serca (HLHS). Jego serduszko nie ma wykształconej lewej komory i już nigdy nie będzie zdrowym czterokomorowym sercem. Nasze Maleństwo zaraz po porodzie będzie musiało zostać poddane skomplikowanej operacji. Do momentu ukończenie 2 roku życia ma ich przejść co najmniej trzy. Od dnia postawionej diagnozy mija już 6 tygodni. 
 W tym czasie skontaktowaliśmy się z Fundacją COR INFANTIS, w której natrafiliśmy na wspaniałych i rozumiejących naszą sytuację ludzi. Pojawiła się szansa, że nasze Dziecko mogłoby trafić pod opiekę Profesora Edwarda Malca w  Klinice Kardiochirurgii Dziecięcej Uniwersytetu Ludwiga Maximilliana w Monachium. On jako pierwszy w Polsce dokonywał tych pionierskich operacji i jak do tej pory ratuje Małe Istnienia, jednak już poza granicami naszego kraju.  Bez pomocy dobrych ludzi nigdy sami nie będziemy w stanie pokryć kosztów porodu oraz każdej z trzech czekających naszego Syna operacji w monachijskiej klinice (szacowany koszt operacji ok. 80 tysięcy euro).  Dzięki pomocy życzliwych osób w ciągu zaledwie dwóch dni udało nam się utworzyć subkonto, na które można wpłacać 1 proc. podatku przeznaczonego na leczenie naszego Syna. Uruchomione także zostało subkonto do zbiórki publicznej. 
 W zakładce "Podopieczni" na stronie internetowej Fundacji znajduje się profil naszego Synka http://www.corinfantis.org/index.php?text=296
 Mamy również profil na stronie http://pomagamy-dzieciom.net/kryspin-janiak oraz stronę internetową http://www.sercekryspinka.genik.pl/
 Niestety sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, dodatkowo sprawiła, iż mąż mój stracił pracę. Pracodawcy najwyraźniej uznali, że nie potrzebują pracownika z problemami, który już niebawem będzie musiał więcej energii i czasu poświęcić swojej rodzinie. Zostaliśmy pozbawieni głównego źródła utrzymania (termin wypowiedzenia upłynął 13 marca).
 Myśli o tym, jak urządzić pokoik dziecka, zastąpił lęk i walka o jego życie. Priorytetem jest dla nas zapewnienie Kryspinkowi jak najlepszej opieki. 
 Od ponad miesiąca cały swój czas i energię poświęcamy na poszukiwanie możliwości dotarcia z naszym apelem do ludzi dobrej woli, którzy zechcieliby wesprzeć nas w walce o życie Syna. Zwracamy się do mediów (prasa, tv, radio), szukając ludzi, którzy potrafią pomóc nam w tej sytuacji. Posiadamy banery, które znalazły się już na kilku stronach internetowych, umieszczamy apele na różnych forach oraz portalach. W parafiach śląskich organizowane są zbiórki, zaprzyjaźnieni numizmatycy wystawiają na aukcje charytatywne monety (allegro.pl, numia.pl). Żywimy głęboką nadzieję, że i Państwa Redakcja zechce nam pomóc. Pomoc ludzi wielkiego serca może sprawić, że serce naszego Dziecka będzie biło dla nas i dla Niego, pozwalając nam cieszyć się naszym pierwszym Maleństwem.Termin porodu zbliża się bardzo szybko, a do zebrania na pierwszą operację pozostało nam prawie 28 tys. euro. 
 Nie brakuje nam determinacji i uporu, brakuje nam jednak środków materialnych, aby mieć pewność, że nasze dziecko mimo tego, co je czeka, będzie miało zapewniony ratunek. Mamy poczucie, że fakt, iż przyszło nam wiedzieć o wadzie serduszka Syna już na półmetku ciąży, zobowiązuje nas do tego, aby zrobić dla Kryspinka jak najwięcej.
 Żywimy głęboką nadzieję, że zrozumieją Państwo naszą determinację.
 Z wyrazami szacunku
Joanna i Karol Janiak
ul. Gliwicka 97/7
40-854 Katowice
tel. +48 698-656-527
 Wszystkie osoby, które zechcą pomóc Kryspinkowi, mogą to uczynić, dokonując wpłaty na rachunek:
Fundacja na rzecz dzieci z wadami serca Cor Infantis
86 1600 1101 0003 0502 1175 2150   z dopiskiem "Kryspin Janiak"
 Kod SWIFT dla przelewów z zagranicy: ppabplpk. 

 Od redakcji: xxx 

GONIEC nr 12/2010

 Sprawa Gondka
 Pan Benedykt Gondek
 Moje gratulacje, Panie Benedykcie, za pozytywny kontekst tej "sprawy" i podziękowania dla Pana reakcji.
 Przecież na miejscu Pana Chabowskiego mógł się znaleźć ktoś z mojej rodziny, kogo poprosiłem o przywiezienie jakiegoś "wiertła".
 O "wyczynach" lotniska w Toronto dużo by mówić. Te sławne zabieranie obcinaczy do paznokci, a później wyłamywanie z nich pilników, bo mogą służyć jako "narzędzie do terroru".
 Zgroza wieje od "wschodu".
 Ja ograniczę się do jednej historii, kiedy z moją schorowaną Matką leciałem do Polski w 2004 roku. Mama wracała (po odejściu Taty w 2003, kiedy to zabraliśmy ją do Kanady) razem ze mną, bo już czuła, że musi. Ponieważ nie mogła długo chodzić (a tam trzeba mieć zdrowe nogi), więc wziąłem dla niej wózek inwalidzki i tak dotarliśmy do kontroli rzeczy osobistych, prześwietlania itd., gdzie moja Mama została poddana pytaniom typu "czy może wstać z wózka". Ostatecznie odpowiedziałem za nią, że tak, ale sprawia jej to ból. Lecz kontroler (nie będę określał koloru skóry ani rasy) wezwał inną kontrolerkę, która Mamę zaczęła dokładnie sprawdzać, każdą część jej ciała, aż doszła do siedzenia. Wtedy ubrała rękawiczki i wsunęła rękę pod pupę mojej Matki. Nie wiem, w jaką jej część. Odbyła się dyskusja kontrolerów i nas w końcu przepuszczono (mnie oczywiście wyłamano pilnik z obcinacza). Ja, jak i inni, którzy to zaobserwowali, byli zgorszeni, ale nie okazali tego głośno (była tylko wymiana spojrzeń).
 Nasłuchałem się również wielu innych opowieści o Pearsonie, ale tu już nie ma sensu o nich pisać. Chyba każdy z Polaków ma swoją "opowieść".
 Sytuacja na lotnisku w Vancouverze była ukoronowaniem idiotyzmów, złej organizacji i nieliczenia się z ludzką godnością.
 Wychodzi na to, że to jest sprawa federalna, a nie lokalna.
 Świat nie wierzy łzom!
 Pozdrawiam Pana.
Max

 Od redakcji: Świat wierzy sądom.

 Hipokrytyzm krytyków filmowych i judzenie
 Droga Redakcjo! Oto wpadł mi do ręki "Toronto Star" z 6 marca br. (str. A29) z przedrukiem opinii z "New York Timesa" pióra (zapewne przyjaciela p. Grossa) niejakiego imć Dana Bilefsky. Recenzja filmu "Galerianki" lub jak podaje on "Mall Girls", prezentowanego na torontońskim International Film Festival, zawiera uszczypliwe i zniesławiające Polaków uwagi świadczące o dyskryminującym nastawieniu do nas i katolicyzmu przede wszystkim. Film Katarzyny Rosłaniec to opowieść o nastolatkach (obu płci)...  sprzedających się za markowe szmaty lub przedmioty typu telefon komórkowy (itd.), aby... iść z modą oraz "świecąc nimi" imponować w szkole ich posiadaniem. Okropność (!!!), którą recenzent oczywiście sprowadza do "wsteczniczej moralności konserwatywnej i w większości katolickiej (przez duże C) ludności (Polaków) w 20 lat po komunizmie". To określenie chyba wystarczy, aby się nań oburzyć. Nie myślę, aby ta historyjka z warszawskich "Złotych Tarasów" (podobno), a niegodna ekranizacji, była tak nagminnym zjawiskiem, by przyczepiać markowe "Q"  całej naszej młodzieży! Margines istnieje w każdym społeczeństwie. Nasza młodzież, z której jesteśmy dumni, chodzi na piesze pielgrzymki i zwycięża w konkursach  komputerowych etc.  Nie zasługuje też na negatywną opinię i generalizację sprowadzającą ją pod jeden mianownik z przerażającą patologią nielicznych.
 Trudno nie wspomnieć tu, że dzięki "wspaniałej i wyzwolonej" kinematografii, często lansującej patologie, ordynarny seks i przemoc, i to w taki sposób, aby widz był raczej po stronie przestępców  niż stróżów prawa, wyrasta generacja, która wyciąga pistolety i strzela np. w Boxing Day w centrum miasta, i do kolegów w szkole, czy jak dziś podano w wiadomościach... sięga np. po kosztowności umierającej w szpitalu. Może w ogóle panowie krytycy zajęliby się raczej treścią i wartościami filmów zamiast rozkoszowaniem: obraza godności ludzkiej i efektami technicznymi.
 Z poważaniem
 Małgorzata Kossowska
 Toronto

 Od redakcji: Szanowna Pani, jest młodzież dobra i jest nieco nadpsuta. Zgadza się, brakuje nam pozytywnych obrazów.

 Szanowna Redakcjo!
 Chciałbym się odnieść do sporu, jaki powstał w "Gońcu" między "Obserwatorem" i panią Wandą Truksą. Pokazuje to tylko, że dzieje Polaków na Syberii to temat bardzo złożony.  Nie byłem na żadnym ze spotkań Sybiraków, jednak widzę, że potrzebne są pewne wyjaśnienia, ponieważ żadna ze stron do końca nie wyjaśnia sprawy, a jedynie stawia sobie zarzuty. Przy takim stanie rzeczy znowu padnie wiele niepotrzebnych oskarżeń, nieprzyjemnych słów, a wierzę, że żadna ze stron tego nie chce. Pana prof. Wróbla (bo domyślam się, że o jego przekaz informacji tutaj chodzi) znam z rozmów w telewizyjnych programach w Kanadzie. W żadnym z jego wywiadów nie zauważyłem oznak mówienia niezgodnie z prawdą historyczną. Pan profesor Wróbel objął katedrę historii Polski na Uniwersytecie Torontońskim, która powstała staraniem całej Polonii kanadyjskiej. Zebrano 1 mln CAD i utworzono niezależny Wydział, który ma za zadanie krzewić język, kulturę i historię Polski w środowisku kanadyjskim i nie tylko. Nie sądzę, by prof. mówił, że w latach 1940-1945 Polacy wyjeżdżali na Syberię w poszukiwaniu lepszej pracy. W tych latach zaczęły się właśnie masowe deportacje, począwszy już od lutego 1940, a na mniejszą skalę już pod koniec 1939. Jednak podejrzewam, że prof. przy okazji wspomniał o Polakach, którzy wyjeżdżali z własnej woli na Syberię. Oprócz masowych wywózek po powstaniu styczniowym 1863 ok. 60 tys., rewolucji 1905, jeńców I wojny światowej, po II wojnie światowej na Syberię Polacy wyjeżdżali też dobrowolnie. Wyjeżdżali przedsiębiorcy, urzędnicy, inżynierowie szukający lepszego życia i zarobków. Było to w okresie początku budowy kolei transsyberyjskiej w latach 1891-1913. Potrzeba było ludzi w administracji, służbie zdrowia, wojsku. Byli też absolwenci uczelni rosyjskich pochodzenia polskiego, których nie najlepsza sytuacja w Królestwie Polskim wiodła za Ural. Była bieda, wyjeżdżano do Ameryki za chlebem, ale i na Syberię. Kiedy za rządów premiera Sołypina (1906-1911) pojawił się ukaz o wolnym osadnictwie na Syberii, wzrosła emigracja ludności polskiej. Nasilono propagandę, że na miejscu dają 15 dziesięcin ziemi, sto rubli bezzwrotnej zapomogi, zwrot kosztów biletów kolejowych. Po przyjeździe okazywało się, że ziemia nie była przygotowana, trzeba było karczować lasy (tak samo jak Wańkowicz pisał o Kanadzie). Niektórzy zawiedzeni tym stanem rzeczy wracali do Polski. Lecz ci, co zostali, budowali domy, kościoły i szkoły. Pisze o tym  Aleksandra Ziółkowska-Boehm w swej książce "Kaja od Radosława, czyli historia hubalowego krzyża". Fragmenty były drukowane w "Nowym Dzienniku" w Kanadzie. Pani Aleksandra jest znana jako autor książki "Kanada, Kanada". Polecam obie te książki, wiem, że ta druga jest w bibliotece im. księdza Stanisława Bąka w Centrum Jana Pawła II przy Cawthra Rd. w Mississaudze. 
 W "Kai od Radosława..." tytułowa bohaterka opisuje właśnie, jako jeden z wątków, swoje życie na Syberii, gdzie ojciec był inżynierem na kolei i powodziło im się całkiem dobrze, ale to wszystko było do czasu. Gdy nastała władza radziecka, szczególnie w latach 1919-1920, tych co swoją ciężką pracą, działali przecież w ekstremalnych warunkach, doszli do czegoś, wybudowali domy, potraktowano jako kułaków. Po traktacie ryskim w 1921 wracano do Polski. Tym co zostali pozabierano majątki, utworzono kołchozy. Polaków zaczęto rusyfikować, opornych rozstrzelano, szczególnie mężczyzn. To co polskie musiało być głęboko skrywane. Powtórzono to potem w latach 30. Dlatego nie możemy się dziwić, że tak niewiele ludzi pamięta i wie, że nawet ci co pojechali za lepszym życiem, podzielili ten sam los co zesłani. Wywózki z Polski trwały aż do 1956 i aż do 1990 Polacy na Syberii nie mieli kontaktu z Ojczyzną lub były to kontakty sporadyczne.  Po 1990 kontakty się ożywiły, jeżdżą już tam wycieczki.  Co jest niepokojące, że ci ludzie, którzy tam mieszkają, twierdzą, że ich przodkowie tam "przyjechali z Polski", a już nie wiedzą, że zostali  zesłani wbrew ich woli, z własnej woli byli tam nieliczni. Jednak zachowali język polski, którego dzieci uczy się już w przedszkolu.
 Autor książki "Przez Syberię na gapę" Romuald Koperski przytacza wypowiedź Ludmiły Figury Wiżentis, która jest absolwentką Uniwersytetu Gdańskiego i działaczką polonijną w Wierszynie, wiosce oddalonej o 
200 km od Irkucka. Pani Ludmiła jest wnuczką polskich osiedleńców, twierdzi, że Polacy z Wierszyny przyznają, że tak właściwie nie są typowymi zesłańcami. Część została tu przesiedlona, reszta natomiast zamiast szukać szczęścia w Stanach Zjednoczonych Ameryki, poszukała go na Syberii. Przyjechali tu latem 1910 z Olkusza, Małopolska. Ich też pod koniec lat 30. XX wieku potraktowano jak kułaków, gospodarstwa przekształcono w kołchozy.
 Obecnie Filip Czuchwicki i Szymon Brzóska, przy współpracy ze Stowarzyszeniem "Wspólnota Polska" i Uniwersytetem Gdańskim oraz wsparciu finansowym Skoku Stefczyka, prowadzą badania dotyczące Polaków na Wschodzie. Potwierdzają, że we wsi Wierszyna i innych miejscowościach prawie wszyscy mieszkańcy pochodzenia polskiego mówią po polsku.
 Kończąc, warto wspomnieć, że byli też zesłańcy Polacy, którzy zostawili trwały ślad na Syberii, tak jak Benedykt Dybowski, lekarz i społecznik, który był honorowym członkiem petersburskiej Akademii Nauk. Jan Czerski prowadził na Syberii badania z zoologii i geologii, jego nazwiskiem nazwano wiele nazw geograficznych, m.in. Góra Czarskiego, Dolina Czarskiego. Bronisław Piłsudski, brat marszałka Józefa Piłsudskiego, zajmował się badaniami etnologicznymi i językowymi ludów rosyjskiego Dalekiego Wschodu.  Także Aleksander Czekanowski, Felicjan Wilczyński czy Wacław Sieroszewski. Jednak to były sporadyczne przypadki, przede wszystkim setki tysięcy Polaków zesłano na poniewierkę, na wyniszczenie, którzy sami tę ziemię nazwali nieludzką, czyli nie dla nich, niechcianą, która była złem, od którego nie można było uciec. I o tym należałoby tylko mówić, bo nie może powtórzyć się więcej to zło, które powstaje w głowach szaleńców i jest rozsiewane jak zaraza, obejmując coraz to szersze kręgi.
 Jednak nie mogło być inaczej, gdy (jak pisze Sołżenicyn) we władzach sowieckich za rządów Stalina był minister i szef NKWD Abakumow, który  miał tylko 2 klasy szkoły powszechnej i należy przypuszczać, że większość wierchuszki była tak światła.
 Pozdrawiam
 Jerzy Rozenek

 Od redakcji: Szanowny Panie, prof. Wróbel, jaki jest, każdy może zobaczyć po jego publikacjach, doskonale współgrających z wykładnią polskiej historii prezentowaną przez prof. T. Grossa. Ale czy Pan jest pewien, że chodzi o prof. Wróbla?
 

GONIEC nr 11/2010

 Oszczędności?
 Nasze pieniądze są w centrum zainteresowania i ciągle poucza się nas, jak oszczędzać. Wiadomo, żeby odkładać, to trzeba mieć przede wszystkim z czego, a "wiązać koniec z końcem" każdy musi.
 Troska o nas, jak by się na nią patrzeć, to też fikcja nad fikcjami. Ot, jak się okazuje (z prasy anglojęzycznej wyjęte), za czasów swego panowania od 2003 do 2009 pan Miller podniósł nasze opłaty/podatki o prawie... 45 proc. Przed paroma zaś dniami... z wielką dumą ogłosił on... że "znalazł" 100 mln dol.!!!... Hmm... i dlatego w swojej... wspaniałomyślności tegoroczny podatek podniesie tylko o "jakieś tam" 3 proc. z haczkiem (nie poniżej 4 proc., ale 3+ proc. - też psychologiczne określenie!). Te 100 mln dol., to przecież nic innego jak wyciśnięty/nadpłacony pieniądz mieszkańców, który w jakiś cudowny sposób nie został roztrwoniony.  Hokus, pokus i... jest się czym "szczycić", oczekując na gromkie oklaski... Ot! Mydlenie oczu. Jeśliby wspomnieć tu przekroczony o 50 mln dol. budżet nie chcianej przez mieszkańców "przebudowy" ulicy St. Clair w Toronto, czy rozbudowę biurokracji oraz wszelkiego innego rodzaju niegospodarność, to można wyobrazić sobie krocie, jakie się z nas niepotrzebnie wyciska... Hurra wielki "hero" wyciąga jak królika z cylindra te 100 mln dol. - dziwne, że brakowało na np. utrzymanie pływalni w mieście.
 Kiedyś p. premier Ontario mówił o oszczędnościach na elektryczności, kiedy używać będziemy mierników uwzględniających 3 opłaty taryfowe.  Prawdę mówiąc, zniżkę mamy tylko na weekendy, a w tygodniu tylko nocną od 21.00 do 7.00,  gdy płacimy 4 centy za kW, bo za pozostały czas różnica w wysokich stawkach jest niewielka ... 9,3 czy 8 centów, to i tak podwojenie stawki weekendowo-nocnej (z elektrowniami już podpisano umowę na 13 centów za kW - więc wiemy, co to znaczy...).
 Zmiana czasu zimowego na letni i odwrotnie wiąże się z szeregiem kosztów i perturbacji w gospodarce i życiu. Przestawienie się na tę zmianę różnie wygląda u różnych osób. Okazuje się też, że w okresie "tranzytowym" wzrasta ilość wypadków, w tym i drogowych.  Moim zdaniem, taniej nie bawić się ciągle w kosztowne przestawianie zegarów, lecz zamiast tego lepiej raz na zawsze przesunąć je o pół godziny tej jesieni i już nie zmieniać w ogóle na zimowy czy później letni. Zdrowiej dla ciała i kieszeni.
 Z poważaniem
 Małgorzata Kossowska
 Toronto

 Od redakcji: Pora na ruch obrony podatnika; pomysł z przestawieniem czasu o pół godziny bezcenny.

 Rozżalona emerytka
 Ja w sprawie podpisanych emerytur, które miały być pomocą dla nas i niby szybciej. A kłamstwo goni kłamstwo. W listopadzie 2009 złożyłam wszystkie dokumenty w kanadyjskim biurze, aby przesłali do Polski. Oczywiście bardzo szybko dostałam papiery do wypełnienia. Wszystko zostało niby zaakceptowane. Dostałam pismo, w którym tego roku 2010 od Kanady z adresem do Polski, jak coś potrzebuję, to mogę się zwrócić do Łodzi. Minęło 5 miesięcy, a tu ani drgnęło o mojej emeryturze, którą sobie wypracowałam 25 lat w ojczystym kraju. I nie siedziałam za biurkiem, tylko ciężko pot leciał po czole. Sama już nie mogę tego nazwać, jak emeryta się oszukuje. Może już komputery nie nadążają policzyć tych paru groszy, a lepiej może by było im podesłać liczydła. Bo kiedyś takie były i nikt nikogo nie oszukał. 
 Kochani, sami widzicie, jak emeryt jest walony w łeb. Oby nie doczekał tego, co jemu się należy. Czarny zrobił swoje, a ty czekaj tatka latka. (...)
 Stała czytelniczka "Gońca" pozdrawia Pana Redaktora Kumora i całą waszą resztę.
S.J.
 Od redakcji: Niestety tak jest.

 Panie Redaktorze!
 Przesyłam do ewentualnego opublikowania krótki list felieton mego przyjaciela z Polski, któremu przesłałem parę wycinków z "Gońca" i któremu podoba się linia polityczna gazety.
 To potomek sławnego hetmana Rzewuskiego, który notabene nie zapisał się najlepiej jako patriota. Interes arystokracji przełożył nad interes Polski. Czyli niewiele się zmieniło, o tyle tylko, że "arystokracja" teraz inna i interesy inne.
 Prawnuk jest bardziej patriotyczny.
 Z szacunkiem
Jan Ostoja
Toronto
 Wishful thinking, 
 czyli pobożne życzenia
 Dobrymi chęciami jest ponoć piekło wybrukowane, co dobrze świadczy o dbałości jego gospodarzy troszczących się o stan piekielnych ulic, ale w zastosowaniu przenośnym do naszych dziejów, tak dawnych, jak i współczesnych, myślenie owo fatalne skutki rodziło.
 Kilka przykładów pierwszych lepszych z brzegu:
 Konrad Mazowiecki w roku 1226 sprowadził Krzyżaków - specjalistów od nawracania pogan. Chciał dobrze, ale co z tego wyszło, nieustanne wojny, a wreszcie Prusy Wschodnie, do których eksterytorialnej autostrady zażądał Hitler.
 Liberum veto - teoretycznie nigdzie niespotykany przykład absolutnej demokracji, a w rezultacie przyczyna anarchii i upadku państwa. Jednomyślność - "jeden tylko wielki cud - z polską szlachtą polski lud" - jak pisał poeta. Dziś ta piękna idea paraliżuje nawet Radę Bezpieczeństwa ONZ.
 Sięgnijmy nieco bliżej. Czwarta Rzeczpospolita, walka z korupcją - piękne hasła, które zaowocowały aferami podsłuchowymi, którym nie masz końca.
 Zjednoczona Europa - rzecz nienowa, bo już znana za czasów Imperium Romanum, państwa Karola Wielkiego, Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, Trzeciej Rzeszy, która miała być tysiącletnia, i teraz Unii Europejskiej, już prawie pół wieku liczącej. Bodajby nie podzieliła losów prób poprzednich. Ale przecież sam pomysł jest przedni. "Keine Grenzen" - żadnych granic, a więc i żadnych wojen, nacjonalizmów, separatyzmów itd.
 Wishful thinking, nie biorące pod uwagę różnic w poziomie życia, egoizmu narodowego tych, którym powodzi się lepiej. Tylko muszkieterowie wyznawali zasadę "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Skąd teraz brać takich frajerów...? Teraz, gdy nam gospodin Putin buduje rurociąg gazowy pod dnem Bałtyku, nasi europejscy partnerzy nie protestują. Nic ich nie obchodzi, że jest to sprzeczne z naszymi interesami, gdyż omijając polskie granice, rura owa może stanowić zagrożenie dla naszej niezależności energetycznej. Gazprom może bowiem w każdej chwili odłączyć Polskę, bez obawy przerwania dostaw na Zachód, a jeśli może, to zapewne kiedyś będzie co najmniej próbował szantażu i podwyżek cen.
 Polska tu i teraz, ma swoje granice, ma sąsiadów takich, a nie innych - jedno jest pewne, że nikt tego nie zmieni, nawet gdyby tego bardzo chciał. Nawet gdyby w swym życzeniowym myśleniu zdawał się mieć rację.
 Zbliżają się wybory prezydenckie i samorządowe. Do urn wyborczych udaje się zwykle ok. 40 proc. uprawnionych, tak zwana mniejsza połowa, jak mówią niektórzy. Wygrać może ten, któremu uda się zamieszać w tym naczyniu, na którego spodzie zalega osad denny. Czym zamiesza - pobożnymi życzeniami, pięknie brzmiącymi hasłami, które nie są niczym innym jak "wishful thinking", które już nieraz w naszych dziejach brało górę.
Kazimierz Rzewuski
Warszawa

 Od redakcji: Głosujemy zawsze na nasze nadzieje. A Europa powinna być ojczyzną ojczyzn, w przeciwnym razie zawsze będzie pod butem tego, kto ma cięższe.

 ***
 In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti. Amen.
 Chciałbym podziękować i przekazać coś innym.
 Dziękuję Ojcu św. Benedyktowi XVI za szerokie otwarcie drzwi Kościoła dla tzw. Mszy św. trydenckich, które do czasu Jego decyzji były, co tu ukrywać, na wymarciu.
 Dziękuję również komuś, kogo uważam za swojego  przyjaciela, za poinformowanie mnie, że jest kościół w Toronto, kościół pod wezwaniem św. Vincent de Paul na 263 Roncesvalles Ave., gdzie w każdą niedzielę o godz. 11.30 można wziąć udział w takiej właśnie pięknej celebracji.
 I to przekazuję innym.
  Nie mam blisko, mieszkam w Brampton, ale od pierwszej mojej obecności w tym kościele poczułem coś niezwykłego, co mnie tam bez oporów z mojej strony ciągnie.
 Odżyły na pewno wspomnienia z dzieciństwa i lat młodzieńczych, gdyż w takim kościele, przedsoborowym, zdobywałem pierwsze szlify wiary, ale nie o wspomnienia tu chodzi.
 Dzisiaj, gdy jestem już mocno dojrzałym owocem życia i czas zerwania może nadejść dość szybko, odkryłem pewien, wydawałoby się, paradoks.
 Otóż, ponieważ nie posiadam odpowiedniego mszalika w wersji polsko-łacińskiej, a pamięć u takich dojrzałych owoców już inna, to w sensie formalnym rozumiem bez porównania mniej (słów), niż na współczesnej, posoborowej Mszy św. w moim języku, a jednak rozumiem, a może raczej czuję, dużo więcej.
 Świętość i tajemnice.
 Broń Boże nie chcę powiedzieć, że mamy tu do czynienia z inną ofiarą Chrystusa, lepszą, doskonalszą, bo taka będzie zawsze doskonała.
 Chodzi mi o to, że wszystko to co jest ludzkie i składa się na tę bezkrwawą świętą ofiarę - nasze  słowa we wspólnym dla wszystkich języku łacińskim, nasze gesty, muzyka, śpiew, woda święcona, kadzidło i cudowna cisza - pozwala łatwiej odczuć niezwykłość i świętość tej celebracji. 
 Obecność Boga.
 Dopiero teraz rozumiem, co zostało mi zabrane, powiem zrabowane, wycięte.
 Sacrum. Ale nie rozumiem dlaczego?
 Piękna, wzniosła muzyka organowa, pokropienie obecnych wodą święcona, dużo zapachów kadzidła, piękny śpiew, wiele znaków Krzyża św., każdorazowe klękanie przed Jezusem w tabernakulum, które jest w centrum kościoła, czy wyczekująca na coś niezwykłego cudowna cisza w czasie modlitw księdza przed i w trakcie Konsekracji.
 Komu to przeszkadzało?
 Jestem świadomy, że uczestniczę w czymś wielkim, tajemniczym, świętym.
 Ministranci pełni powagi nie wiercą się, nie rozglądają, wiedzą dokładnie, co i kiedy wykonać, służąc księdzu przy ołtarzu. Ludzie skupieni. Nie ma tłoku w ławkach, nie ma rewii mody, nie ma szafarzy.
 Komunia św. na kolanach, do ust, tak jak chce Papież.
 Kościół bardzo skromny, ubogi można by rzec, ale duch jakiś inny. Bogatszy.
 Sacrum. Moja słabiutka wiara ma szanse umocnić się.
 Jakże żałuję i nie pojmuję, dlaczego dokonano tych brutalnych zmian, które podobno miały nam przybliżyć zrozumienie i głębsze przeżycie Mszy św., a efekty są zupełnie odwrotne.
 Ite, missa est.
 Deo gratias.
 Roman Dorna

 Od redakcji: No to świetnie, że Pana wiara się umacnia.

 Dzień dobry! 
  Ciekawa jestem, kto i dlaczego próbuje wykończyć tego lekarza anestezjologa George'a Doodnaught.
  Pracowałam przy zabiegach i operacjach i wiem, że nie ma takiej możliwości. Anestezjolog nigdy nie zaczyna narkozy sam; bo jest bardzo wiele możliwości, że coś złego się może stać i będzie potrzebował natychmiastowej pomocy np. przy podaniu lekarstwa albo jakiegoś instrumentu.  Dodatkowo w przerwie między operacjami, są tam ludzie, którzy najpierw sprzątają po uprzedniej operacji i natychmiast zajmują się przygotowaniem następnej. Po skończonej operacji, tak szybko jak anestezjolog się zorientuje, że ktoś już się budzi i jest OK; pacjenta natychmiast zabiera się do PACU (Post Anasthetic Care Unit), gdzie z pacjentem są wyspecjalizowane pielęgniarki (w czasie dnia jest ich cała kupa, a w nocy jest taki przykaz, że muszą być co najmniej dwie, nawet jak jest jeden pacjent). Czasami anestezjolog może zajrzeć tam, jak są jakieś problemy ze stanem po narkozie, ale to i tak rzadko - i znów pełno pielęgniarek tam.  Nie ma też takiej możliwości, że anestezjolog zaczął narkozę i czeka na resztę. Narkoza to jest ostatnia rzecz, jaką się robi. To operacyjny "team" czeka na anestezjologa, a nie odwrotnie - chodzi tu o to, żeby czas narkozy był jak najkrótszy, żeby zmniejszyć możliwości powikłań i problemów po operacji.
 Dręczy mnie to,  że w dzisiejszych czasach można kogoś tak bezczelnie wykończyć.
 Maria

 Od redakcji: No zawsze ktoś się znajdzie...
 

 Szanowny Pan Redaktor 
 A. Kumor!
 Wrócę do sprawy p. Lecha Bukowskiego. Byłem osobiście na rozprawie w sądzie. Liczyłem, że nas, Polaków, będzie dużo więcej, "mury powinny pękać", by stanąć w obronie naszego rodaka, patrioty. Z artykułów w "Gońcu" dowiedziałem się - kim ten człowiek jest, co przeszedł w swoim życiu, jak żyje w Kanadzie! Co się okazało. Nie potrafimy walczyć o nas. W pańskiej gazecie ukazują się artykuły ludzi opisujących własne przeżycia, zasługi - dlaczego ich nie ma, gdy trzeba pomóc drugiemu człowiekowi? W różnych spotkaniach, na imprezach organizowanych przez organizacje polonijne - drzwi się nie zamykają, przyjeżdżają z odległych miast do Toronto.
 W swoim imieniu dziękuję P. Konsulowi do spraw polonijnych, że mimo natłoku spraw przybył na rozprawę. Nie było nikogo z Kongresu. Na rozprawie z osobistym zaangażowaniem był redaktor z "Gońca" p. Andrzej Załęski i z "Poloneza" p. Marek Gołdyn.
 Pan Lech, siedząc już na sali rozpraw przed Majestatem Sądu, często odwracał się i patrzył do tyłu, czy ma za sobą osoby, które podtrzymują go na duchu. I tam nie było tych "patriotów i bohaterów", którzy tak dużo piszą o sobie.
 To co go spotkało, to w żadnej mierze nie pasuje do tego drobnego, starszego, 86-letniego weterana.
Mieczysław Lutczyk
weteran z II wojny światowej

 Od redakcji: No widzi Pan, Duch w Narodzie ginie.

 Standardy w polskiej polityce
 Sięgając pamięcią do lat 2005-2007 aż do chwili obecnej, ileż to brudów wylano na ówczesny rząd PiS-u, za rzekomy brak standardów w prowadzonej polityce. Do dziś media i obecnie rządzący powracają do wypowiedzi byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego, który nie bez powodu powiedział: "my stoimy tu, a oni tam, gdzie stało ZOMO". Tej wypowiedzi nie adresował personalnie, nie było tam wulgaryzmów i takiej wściekłości, jaką słyszmy wciąż z ust Palikota czy Niesiołowskiego. Ale media pomogły liderom PO i wspólnie zrobili z igły widły.
 Po przegranej PiS-u miało być inaczej, spokojniej, kulturalniej, bo to PO to "sama elita".
 Liderzy i cały rząd PO-PSL od ponad dwóch lat zajmują się wyłącznie sobą i swoim wizerunkiem zewnętrznym,  zapominając o tym, co zapewniali wyborcom w czasie kampanii parlamentarnej.
 Od dwóch lat wmawiają wszystkim fachowość, dobre zamiary, koalicyjną miłość, no i oczywiście wysokie standardy... W to wszystko mało kto wierzy nawet w rządowej koalicji, bowiem PSL jest tylko maszynką do głosowania i nikt się z nim nie liczy, decyzje zapadają w ścisłym gronie PO... Mimo wszystko media forują sondaże, w których PO górą. "Wysokie standardy" w PO sprawiły, że doszło do kolejnej afery, tym razem hazardowej, gdzie głównymi aktorami są czołowi działacze PO. Partia ta zapisze się w pamięci Polaków jako partia bezideowa, skorumpowana, bez kręgosłupa moralnego, bez programu do rządzenia, bez wizji na przyszłość, a o standardach żadnych nie ma mowy.
 Aby ktoś nie posądził mnie o gołosłowność i kłamstwo, podam przykłady. Bezideowość polega na tym, że wielu jej liderów było niegdyś działaczami "Solidarności", walcząc z totalitarnym systemem komunistycznym. Gdy załamała się doktryna komunizmu i powstał pierwszy niekomunistyczny rząd pana Jana Olszewskiego, ci sami ludzie z "Solidarności" i nie tylko, uknuli spisek i pod osłoną nocy (Nocna zmiana) dokonali zamachu na solidarnościowy rząd, dzieląc się władzą z komunistami, gdzie więc idea, gdzie - patriotyzm?
 Kręgosłupa moralnego nie posiadają, bowiem zaniechanie prowadzonej przez rząd PiS-u sprawy dekomunizacji i dezubekizacji, a część funkcjonariuszy z rozwiązanej przez ministra Macierewicza tajnej, wojskowej służby WSI, stanowi zaplecze rządu premiera Tuska jako doradcy lub też ministrowie (nazwisk nie podaję, osoby zainteresowane wiedzą). Jeśli chodzi o te nieszczęsne PO-wskie standardy, to widzimy, jakim językiem się posługują przez telefon, jak wyrażają się o urzędującym prezydencie i byłym premierze rządu PiS. Chamstwa i grubiaństwa nie można nazwać wysokim standardem (Palikot, Niesiołowski, Karpiniuk). Do tej zmanierowanej trójcy dopisali się wojujący ze sobą kandydaci na KANDYDATA, marszałek Sejmu Komorowski i szef MSZ Sikorski. Nad Palikotem parasol ochronny otworzył sam premier Tusk, bo wie, że jego tajemnice zna Palikot i zna też PO od kuchni. Nawet Marszałek Sejmu boi się Palikota i chroni go przed karą, mówiąc: "jeśli Palikot zostanie ukarany za wypowiedź dot. min. Sikorskiego, to on zrezygnuje z ubiegania się o prezydenturę", a więc o co chodzi, można się tylko domyślać. Palikot w PO pełni rolę prowokatora i kundla goniącego królika. Gdy coś złego dzieje się w PO, wysyłają Palikota z tematem zastępczym i media już karmią społeczeństwo sensacjami Palikota. Sprawy wagi państwowej i społecznej idą na dalsze plany i przez kilka dni usłużne rządowi media robią wodę z mózgu widzom i słuchaczom. Planu na urządzenie i rozwiązywanie społecznych problemów PO nie posiada, bowiem przez dwa i pół roku rządów PO-PSL nic na lepsze się nie zmieniło, państwo tonie w długach, ubóstwo się pogłębia, w każdej dziedzinie gospodarki.
 Planem PO na przyszłość jest wyeliminowanie braci Kaczyńskich z polityki, a może coś więcej, bo jak zapowiadał premier "idę na wojnę z PiS-em". Marzeniem PO i samego jej szefa jest objęcie władzy absolutnej, czyli Prezydent, Premier, Marszałek Sejmu i Senatu, a więc los Polaków w jego rękach. Patrząc na to wszystko, odnoszę wrażenie, że Polską rządzi mafia wspierana przez obce tajne służby.
 Jak długo polskie społeczeństwo na to pozwoli?
 Dlaczego politycy, którzy wyrośli na gruncie PiS-u (M. Jurek, Dorn) i inni starają się pomóc tym, co chcą Polskę zniszczyć?
 Rozdrobnienie dużej partii na małe partyjki nie przyniesie pożądanych efektów ani zwycięstwa. Nie pomogą też nieprzemyślane wywody przed kamerami i dziennikarzami, którzy żądni sensacji, wymuszają na byłych politykach PiS-u wypowiedzi godzące w dobre imię PiS-u. Ani pan M. Jurek, ani pan Dorn nie mają szansy na zwycięstwo i o tym dobrze wiedzą, ale chcą zabrać parę głosów PiS-owi, czy to świadczy o nich dobrze? Że w PiS-ie nie mogli spełnić swoich ambicji osobistych, bo chyba nie potrafili liczyć i wiedzieć, że głową muru nie przebiją, tego zrozumieć nie potrafili? Wielu z nas zawiodło się szczególnie na panu Jurku, on dobrze chciał, ale nie pomyślał, że na razie nie jest to możliwe. Żeby czegoś dokonać, trzeba siły, trzeba głosów i w tym kierunku trzeba było dołożyć starań, a nie odchodzić i pociągać innych. Nie przysłużył się tym dobrze sprawom Polski. Obaj panowie wiedzieli, jak ciężko było rządzić w koalicji z Giertychem i Lepperem i zamiast wszystko łączyć, postanowili dzielić, dlatego mam wielki żal do nich, a sprawa Polski jest dla mnie ważna. Społeczeństwu potrzeba jedności, a nie dzielenia się na partyjki czy grupy. Mamy dobry przykład tego, że protestujące pojedynczo  poszczególne zakłady pracy niczego nie osiągają, a gdyby poszli wszyscy razem, to wtedy jest siła, z którą muszą się rządzący liczyć. Mamy jeszcze czas na własne przemyślenia, na rozmowy i dyskusje, ale nie słuchanie tego, co mówią w polskojęzycznych stacjach telewizyjnych czy radiowych, słuchać należy rozgłośni katolickich, bo tylko stamtąd płynie prawda o tym, co dzieje się z Polską. Dziś już nie czas na dyskusje o obiecanych "cudach" czy "miłości wszystkich", bo do tej pory nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością i prawdą, uwierzyliście raz, nie można popełnić po raz drugi tego samego błędu. Wierzę w dojrzałość i mądrość moich Rodaków.
 Z wyrazami szacunku, 
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: W coś wierzyć trzeba...

 ***
 Dziękuję za piękny artykuł w "Gońcu". Jestem bardzo wdzięczna za Waszą pomoc.
 Otrzymaliśmy jedną odpowiedź z Toronto, od pani, która chce zostać wolontariuszem, i od polskiej pary z Calgary, która przesyła nam czek na 50 dol. dla kotów.
 Złapaliśmy już pierwsze trzy koty i w tym tygodniu zawieziemy je do weterynarza. W następnym tygodniu zawieziemy więcej.
 Dziękuję bardzo za Waszą pomoc.
Cathi
Toronto Cat Rescue volunteer

 Od redakcji: Może jeszcze ktoś zechce wspomóc kocią kolonię na lotnisku Pearsona, liczącą 100 głodnych i zabiedzonych, porzuconych kotów, o której informowaliśmy w nr 9 "Gońca". Można dzwonić po polsku do Cathi, tel. 905-279-5712, cathipersaud@hotmail.com. Joanna Wasilewska.

 Szanowny Panie Andrzeju,
 Widzę, że chce pan być naprawiaczem świata. Robi to pan na czyjeś zlecenie czy z własnej woli? W artykule "Kierownicy chcą być kochani" pisze pan rzeczy niezgodne z prawdą historyczną. Na przykład: "Masoni biorą się bowiem z gnostyckiego zboczenia wczesnego chrześcijaństwa". Jest to fałszywa wersja historii propagowana przez źródła prokościelne. Żródła naukowe podają, że chrześcijaństwo jest odnogą gnostycyzmu i zrodziło się na jego łonie, a nie odwrotnie. To ono, na przekór gnostykom, ubrało w ludzkie ciało człowieka-cudotwórcę, nieznanego kronikarzom żyjącym w I wieku. A masoneria jest jeszcze starsza niż gnostycyzm. Jeśli chce pan być na bieżąco w temacie, proszę przeczytać załączony tekst, z którego dowie się, co mają do powiedzenia na ten temat naukowcy. Proszę wybaczyć, że posyłam wersję angielską, ale nie mam polskiej.
 Poza tym, skąd u pana to przekonanie, że masoni robią wrogą robotę na świecie? Czy naprawdę dysponują aż tak wielką siłą? Czy pańskim zdaniem byłoby lepiej, aby katolicka neomasońska organizacja, działająca pod szyldem Opus Dei, miała silne lobby w Parlamencie Europejskim? Jest niemal pewne, że takie lobby już tam istnieje.
 Tarcia religijne zawsze były, są i będą na tym świecie, panie Andrzeju, tym bardziej teraz w erze globalizacji nasilają się, co jest chyba zjawiskiem normalnym. Ale bądźmy tolerancyjni i nie krzewmy antymasońskiej histerii, bo może okazać się, że stwarzamy sztuczny problem.
 Pozdrawiam,
 Maria

 Od redakcji: Szanowna Pani, nie będę się z Panią licytował na przeczytane książki, sposób formułowania przez Panią myśli wskazuje, że jednak sporo Pani jeszcze nie doczytała, zachęcam do poszerzenia wiedzy. Bardzo mnie cieszy, że regularnie przegląda Pani "Gońca" oraz do nas pisze, choć przecież w Pani opinii jest to pismo "szerzące antagonizmy religijne, etniczne i polityczne", zaś po mnie "konstruktywna krytyka spływa jak woda po kaczce". Andrzej Kumor
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

GONIEC nr 10/2010

 Szanowny Panie Redaktorze
 W odpowiedzi na szkalujący list ogłoszony w numerze 8 poczty "Gońca" od osoby, która  przedstawiła się jako "obserwator", nie mając odwagi przyznać się do autorstwa tego listu, chcę dodać tylko kilka uwag, aby dana osoba nie myślała, że zasłużyła sobie na uznanie, występując w obronie "dobrego imienia" Polonii. Dziękuję za Pana trafną odpowiedź.
 Otóż, szerzenie nienawiści i ataki skierowane przeciwko prywatnym osobom jest przestępstwem Konstytucji kanadyjskiej, przekroczeniem zasad religijnych, jak też przestępstwem etykiety moralnej. Nawet przebieg wydarzeń nie jest prawidłowo podany w tej osoby opisie. Nie mogę powiedzieć "pani", panie nie kłamią, nie szkalują nikogo, nie rozsiewają nienawiści i nie chowają się za "węgłem". Mogę użyć innej nazwy niż pani.  Miałam 9 lat, jak zostałam wywieziona na Syberię, do swierdłowskiej obłasti irbickiego rejonu na 109 kwartał. Przed wojną w osadzie, w której żyliśmy, często słyszałam słowo "jędza", którego znaczenie nie rozumiałam, aż do obecnego wydarzenia. 
 Najlepszą obroną Polonii byłoby, aby ta osoba nie przychodziła nieproszona na prywatne  spotkania w celu szpiegowania i szukania powodów do krytyki.  Polonia doskonale funkcjonuje i nie potrzebuje obrony od osób, które nie mają nic pozytywnego do powiedzenia i chlubią się swoją ignorancją.  Współczuję rodzinie tej osoby, których, jak twierdzi, musi pouczać. Jest takie pięknie powiedzenie polskie: dobrym wszędzie dobrze będzie, a złym zawsze kwas.
 Spodziewam się przeproszenia w "Gońcu, skierowanego  do profesora, który jest znanym i wielce szanowanym przez Polaków, jak też inne narodowości, wykładowcą i naukowcem. Nie jest to sprawa  byle jakiej ignorantki, aby krytykować jego wypowiedzi czy stanowisko.  Domyśliłam się, kto jest tą "obserwatorką", i mogę z łatwością pociągnąć ją do odpowiedzialności za jej szkalujący atak.
 Spodziewam się odpowiedniego przeproszenia w "Gońcu".
 Wanda Truksa
 Sybirak 

 Od redakcji: Szanowna Pani, jeśli tylko poczuła się Pani dotknięta jakimkolwiek fragmentem publikacji zawartej w "Gońcu", jesteśmy gotowi Panią przeprosić, proszę jedynie wskazać którym konkretnie, ewentualnie nadesłać tekst proponowanych przez Panią przeprosin. Gotowi jesteśmy również przeprosić inne wskazane przez Panią osoby. Pozdrawiam serdecznie, życząc wiele zdrowia. Andrzej Kumor.

 Tak źle, i tak niedobrze
 Nawiązując do listu Obserwatorki z 26 lutego, nr 8. 
 W tym roku przypada 70. rocznica przymusowego wysiedlenia Polaków ze wschodnich rubieży RP w okresie od lutego 1940 roku w głąb północnych i wschodnich terenów Związku Sowieckiego.
 W Polsce Ludowej, rządzonej terrorem, nauczano młodzież zakłamanej historii, że... "żadnych zsyłek na Sybir ani zbrodni nie było, Polacy wyjechali tam za lepszą pracą". Dowodem tego jest podręcznik historii IV klasy szkoły ogólnokształcącej z lat 1990. T. Siergiejczuka. W tym czasie podobne opinie głosił profesor z Katedry Historii Polski przy Uniwersytecie Torontońskim.
 Tenże profesor skończył studia w 1984 roku w Warszawie w czasie stanu wojennego w Polsce. Pan profesor na początku swojej kariery na Uniwersytecie Torontońskim w 1994 r. na jednym ze spotkań, na którym były obecne sybiraczki z Valiwade, powiedział, że "Polacy w latach 1940-1945 wyjeżdżali do ZSRS w poszukiwaniu lepszej pracy". 
 Nie było od razu takiej wrzawy na sali, jak ostatnio 20 lutego, bo wykład był po angielsku i nie wszyscy zrozumieli, o jakie lata profesorowi chodzi. Zrozumiał to pan Wiktor Poliszczuk i skrytykował go w artykule w torontońskiej "Gazecie" nr 3 z dnia 5-7 stycznia 1996.
 Dziwię się, że te same osoby chcą znowu zmieniać polską historię. Kongres Polonii Kanadyjskiej pilotował program utworzenia katedry na Uniwersytecie Torontońskim i zaakceptował kandydaturę profesora na to stanowisko. Niech tenże Kongres protestuje, ponieważ jest tam specjalna komórka zajmująca się przeinaczeniami historycznymi odnośnie do historii Polski. Protesty Kresowiaków doprowadziły do tego, że pan profesor zrozumiał różnicę pomiędzy wywózkami a wyjazdami za szukaniem lepszej pracy. Ostatnio po odejściu Poliszczuka profesor bada środowisko polonijne, co wie o ludobójstwie na Kresach. Szkoda, że nie ma pana Poliszczuka, który wyjaśniłby mu różnicę zbrodni w Jedwabnem i Koniuchach.
 Każdy ma swój punkt widzenia zależny od miejsca siedzenia.
 Pozostaję z wielkim poważaniem,
Władysław Dziemiańczuk
prezes ZZWRP

 Od redakcji: Jednak oprócz punktu widzenia jest jeszcze prawda.

 Do pana 
 Sławomira Basiukiewicza, 
 autora artykułu w "Gońcu" nr 9
 Nie jestem co prawda adresatem artykułu, niemniej zbulwersowała mnie jego część dotycząca oceny polityki Józefa Piłsudskiego.
 Nie oceniając innych tez zawartych w artykule, chcę powiedzieć krótko: odwal się chłopie od Józefa Piłsudskiego i jego polityki, poczytaj trochę innych pozycji (a nie tylko endeckie) omawiających jego politykę, ot chociażby "Historię Dwudziestolecia" Pawła Zaremby, i przestań zionąć endecką nienawiścią do okresu międzywojennego. Natomiast Pana Pająka, którego Kolega czytuje, nikt w Polsce poważnie nie traktuje.
 Pozdrawiam, 
Ryszard Sochoń
 PS Nie jestem piłsudczykiem, doceniam również dokonania Romana Dmowskiego, ale polityka Piłsudskiego była cały czas propolska, a nie proniemiecka, czy to się endekom podoba czy nie. 
R.S.

 Od redakcji: No tak jest.

 NIE MA NAS, JESTÉ DŻUNGLA
    Z 8. numeru "GOŃCA" wybrałem kilka artykułów oraz list czytelniczki - Jolanty z Hamilton. Wszystkie one, moim zdaniem, sprowadzają się do wspólnego mianownika, traktują o rozwałce tych resztek, jakie nam zostały z Polski i polskości.
 1. Krzysztof Ligęza w "GLORIA VICTIS" pisze o śmierci generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila", żołnierza Legionów, a podczas II wojny światowej szefa "Kedywu" Komendy Głównej Armii Krajowej, zakatowanego w mokotowskim więzieniu w latach pięćdziesiątych przez zbrodniczy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego na podstawie wyroku podpisanego przez prokurator Helenę Wolińską. Przed ekstradycją jej z Wielkiej Brytanii i postawieniem przed sądem, chroniło ją jej rasowe pochodzenie, mimo iż była w tamtym okresie sądową zbrodniarką. A w wiele lat później "nietykalną" zbrodniarką podlegającą specjalnej ochronie przed "słynnym polskim antysemityzmem", jak Szechter, Morel i im podobni komunistyczni zbrodniarze, żyjący spokojnie także w Polsce, nie podlegający żadnej karze, "nietykalni" do końca swojego życia. Wiadomo, oni mogą być tylko "ofiarami", nigdy katami, bo przecież działali w imię "szczytnych ideałów" oraz w "obronie sprawiedliwości społecznej". Według wszelkiego odcienia lewaków oburzanie się na ten stan rzeczy jest ewidentną aberracją tych wszystkich, którzy śmią żądać ukarania komunistycznych  zbrodniarzy.
 2. "JAKIEJ ŚWIADOMOŚCI HISTORYCZNEJ POTRZEBUJĄ PRZECIWNICY POLSKI". Autor ukryty pod pseudonimem "Netbird Pl." pisze o stanie, w jakim znajduje się obecnie Polska, a najlepiej obrazują to dwa cytaty: "...uważam, że Polacy stanowią w Polsce mniejszość, bo większość społeczeństwa to Polacy bez przynależności narodowej" i drugi cytat: "Myślę, że takiej Polski chcieliby nasi przeciwnicy - Polski bez poczucia dumy narodowej, bez znajomości historii - trudnej, ale i wielkiej...". I niestety, dotyczy to nie tylko naszego narodu, ale wielu narodów, nawet większych od nas, którym wmawia się, że poczucie dumy narodowej jest objawem wstecznictwa, a patriotyzm równa się nacjonalizmowi, który jest, jak wszystkim wiadomo, czymś bardzo brzydkim. A historia skończyła się na holokauście, tym szatańskim dziele bliżej nieokreślonych nazistów pod wodzą Adolfa H.
     Przyszły człowiek ma być człowiekiem znikąd, osadzonym w bliżej nieokreślonym tu i teraz... bipedem karmionym fastfoodem i telewizją z domieszką Internetu.
 3. List podpisany - "Jolanta, Hamilton". Autorka przytacza m.in. fakt śmierci 130 policjantów w ciągu dziesięciu lat, policjantów zabitych podczas pełnienia służby. Chciałoby się zapytać, w imię czego? W obronie prawa? Prawa, które chroni bardziej przestępcę niż ofiarę? A może w obronie porządku? Wolne żarty! Ponadto autorka listu w sześciu punktach streszcza owe przyczyny rozkładu życia społecznego w Polsce. 
 1) Niskie kary dla przestępców. 
 2) Kary dla broniących się przed napastnikami. 
 3) Ślamazarne śledztwa w sprawach ewidentnych. 
 4) Kwestionowanie przez "państwo" metod wychowawczych rodziców. 
 5) "Wychowanie seksualne" w szkole zamiast do życia w rodzinie, a zakazy rodzicielskie nazywane są "molestowaniem". 
 6) Wczesne współżycie seksualne doprowadzające do deprawacji jest dziś niemal nagminne, a jedynym środkiem zapobiegającym niepożądanej ciąży mają być środki antykoncepcyjne, a gdy  już oboje, zupełnie nieprzygotowani do bycia matką i ojcem, staną przed ciążą, faktem dokonanym, to wtedy dochodzi do tragedii, często włącznie z zabiciem poczętego, nienarodzonego dziecka.
    Deprawacja i nieład moralny nazwane zostały postępem. A jest to tylko ordynarny podstęp. "Giną niewinni młodzi ludzie, giną rodzice z rąk swoich dzieci, giną nauczyciele, koledzy i przypadkowo spotkani,"(...) "Gdzie jest nasza polska wrażliwość? Dlaczego jesteśmy bierni, bezduszni i obojętni?"(...) "Co się stało z Polską, moją Ojczyzną, co się stało z Rodakami?" - pyta się owa czytelniczka, a wraz z nią wielu z nas, jak sądzę bez wątpienia, większość. A Redakcja na ów list odpowiada: "Przede wszystkim zaś Polacy powinni się zastanowić, kto nimi rządzi". No właśnie, kto nami rządzi? Zastanawiamy się i nic poza narażeniem się na śmieszność za hołdowanie "spiskowej teorii" nie przychodzi nam do głowy. Z pewnością nie są to politycy wybrani przez nas w wyborczej maszynce do głosowania. A zastanawiać powinien się każdy, tylko jak ma się zastanowić ktoś, komu zastanawianie się nad czymkolwiek nie wchodzi do "kiepeły" z móżdżkiem spranym we współczesnej szkole, uniwersytecie i przez telewizję.
 4. Kolejny felieton p. redaktora Kumora z cyklu "Widziane od końca" pt. "KAPITALIZM GINIE NA NASZYCH OCZACH". Poruszony został problem zaniku własności prywatnej, a co za tym idzie braku odpowiedzialności zarządzających korporacjami urzędników powodujących miliardowe straty, a za swą "radosną twórczość" zwalniani z dotychczasowych stanowisk odchodzą z milionowymi odprawami, a państwo dotuje potem te wielkie upadające przedsiębiorstwa pieniędzmi pożyczonymi od prywatnych banków i "sze krenci"! Sprawcy gospodarczych krachów, "błędów na górze" (a skutków "na dole") bimbają sobie setnie ze wszystkich i ze wszystkiego! Socjalizm o jakże ludzkim ryju.
 5. No i ostatnia sprawa to przypadek Pana Lecha Bukowskiego, znanego polonijnego działacza, którego "nieuleczalną chorobą" jest antykomunizm (powtarzając za michnikowym "salunem" - wręcz zoologiczny antykomunizm) i walka z antypolonizmem, za co, jak sądzę, spotkała go kara w formie pozwu sądowego za "napaść na tle seksualnym" na jakąś "flamę", która najpierw przysiadła się do Pana Bukowskiego na ławce w High Parku, a potem oskarżyła owego Pana,  86-letniego starca, o ...seksualną napaść na nią! Mrożek z Witkacym i Ionesco nie wymyśliliby nic lepszego!
 Signum temporis. Tak, to są znaki czasu. Znaki naszego czasu. W tym szaleństwie jest metoda! Począwszy od sądowych morderstw polskich patriotów, poprzez zalegalizowane związki homoseksualne zwane coraz powszechniej "małżeństwami osób tej samej płci", aż po zakaz palenia w różnych miejscach, przy jednoczesnej, coraz większej tolerancji dla narkomanii niszczącej już coraz młodszych ludzi, a skończywszy na zakazie dawania klapsów przez rodziców swoim dzieciom... etc.
 Wszyscy wiemy, jak jest, ale nie wiemy, jak z tym walczyć. Ot, co! Jak walczyć z tymi "poprawionymi" politycznie strażnikami (nie)ładu i (nie)porządku społecznego, którzy są nadzwyczaj czujni i agresywni i o dziwo, skuteczni w "obronie" swoich mniejszościowych "praw", a my w swojej masie traktowani jak ludzka mierzwa, "badziewie", jesteśmy ubezwłasnowolnieni i bezbronni wobec aroganckiej niemoralności, zboczeń afiszujących się publicznie, panoszącego się chamstwa i prostactwa, które pretenduje do miana normalności... Bo komuś bardzo zależy, żeby zburzyć porządek starego świata. Zastanówmy się na poważnie, komu tak bardzo może na tym zależeć? Na tych wszystkich, nieustających atakach na Polskę, na to ciągłe pisanie o "polskich obozach koncentracyjnych", o "polskim" antysemityzmie przy powtarzaniu "polish jokes", a ostatnio nawet na delikatnych na razie upomnieniach pod adresem "GOŃCA" w listach do redakcji, gdzie zarzuca się tygodnikowi "prawicowość", która, oby z czasem nie zamieniła się w faszyzm (jakże będący zawsze "be" w odróżnieniu od "lewizmu", który zawsze jest "cacy"). Albo te głosy posądzające panów redaktorów o "czarnowidztwo"... Znamy to. Znamy tę starą, zgraną płytę z rozgłośni "His master voice" ("Głos twego pana"). Jest to wciąż groźny i aktualny kawałek. I już się robi "i śmieszno, i straszno". 
 Wojciech J. Antczak

 Od redakcji: Szanowny Panie, dziękujemy za recenzję, gwoli ścisłości Netbird.pl. to źródło przedruku, a nie autor.

 Partia Wszystkich Patriotów Polskich (PWPP)
 Recepta na bieżące dolegliwości
 Patent na Polskę wielką, na Polskę naszych marzeń
 Piszą profesorowie
 Piszą doktorzy
 Pisze brać dziennikarska
 Polska ginie, już zginęła
 Kolejny rozbiór tuż-tuż
 Nie tak szybko. Polski nie było na mapach 123 lata i Polska żyje. Owszem, rewizjonizm niemiecki, partnerstwo strategiczne Niemiec i Rosji, Unia Europejska bez Boga stwarzają razem sytuację wysoce niebezpieczną, i na takie właśnie wyzwania Polacy winni być przygotowani. 
 Król Polski Jan Kazimierz w katedrze lwowskiej włożył swą koronę na skronie Najświętszej Marii Panny, zawierzając jej całe swoje królestwo, dlatego każdy, kto w Boga wierzy, uznaje ten dobrowolny akt monarchy za ważny i obowiązujący do dziś. Oto dlaczego Polska żyje mimo wszystko, mimo tych śmiertelnych ciosów zadawanych jej ze wschodu i z zachodu, z północy i z południa. Polska żyje, bo żyje wiara narodu. Ostatnio jakże rozbudzona przez Jana Pawła II i krzewiona przez ojca  Tadeusza Rydzyka i jego środki przekazu już 18 lat.
 Ale powiedzieli: kardynał S. Wyszyński, Prymas Tysiąclecia: "Przyczynowość sprawcza Pana Boga nie zwalnia nas od rozumnego działania". Równie potężny, choć przeciwny jemu we wszystkim W.I. Lenin, napominał swoich towarzyszy, mówiąc: "Nie jest wielką sprawą, jeżeli proletariusze mają różne zdania nt. raju w niebie, ale kiedy proletariusze mają różne zdania nt. raju na ziemi, to bardzo źle".
 Jan Paweł II, komentując wypowiedź prof. Stephena Hawkinga, najwybitniejszego fizyka naszych czasów, powiedział: "On bada, jak jest zbudowane niebo, my natomiast uczymy ludzi, jak się do nieba dostać". Powyższe prowadzi do wniosków: Polska będzie żyła, dopóki będzie żyła jej wiara; Kościół, krzewiąc wiarę, powinien uczyć ludzi, jak dostać się do raju w niebie; Polacy - wszyscy, muszą rozumnie współdziałać w celu budowania raju już tu na ziemi. Pod pojęciem wszystkich Polaków rozumie się, z jednej strony, tych wierzących i niewierzących (warunkiem winna być wola, a jeszcze lepiej umiejętność współpracy), a z drugiej strony, tych w Kraju nad Wisłą i tych rozrzuconych po całym świecie. Zorganizować wszystkich Polaków do rozumnego współdziałania może tylko PWPP.
 Stało w przepisie prawa górniczego "prowadzący komorę materiałów wybuchowych musi być Polakiem sprawdzonym do trzeciego pokolenia po ojcu i po matce". Górnictwo, materiały wybuchowe to sprawy poważne... natomiast dyrektorem departamentu, ministrem, czy nawet premierem lub prezydentem może być ktokolwiek...? Dlatego w PWPP będzie się rozróżniać dwa stopnie członkostwa. Stopień podstawowy z biernym tylko prawem głosu i stopień wyższy z czynnym i biernym prawem głosu. I tu właśnie należy zaproponować sprawdzenie polskości po ojcu i po matce do trzeciego pokolenia. Patrioci do trzeciego pokolenia po ojcu i po matce sprawdzeni przez wydział kadr PWPP będą tworzyli nową elitę. Taka elita może budować Polskę naszych marzeń, Polskę wielką. 
 Cóż więcej na tym etapie można powiedzieć o PWPP.
 Będzie trwać, dopóki będzie żył naród polski, a pośród niego jego patrioci.
 Będzie selekcjonować elitę narodu do władzy w Polsce.
 Będzie prowadzić lobbing na rzecz Polski wszędzie tam, gdzie będą jej członkowie.
 Walka o dobre imię Polski w całym tego słowa znaczeniu.
 Partia będzie wspomagać polonijnych tułaczy w ich losie.
 Będzie przenosić doświadczenie Polaków z całego świata na grunt Polski.
 Była recepta, był patent, a więc kilka spraw technicznych. Kiedy piszący te słowa uda się do swojego banku, otworzy konto "PWPP w organizacji", wpłaci mniej więcej 1 proc. swojego miesięcznego dochodu, deklarując każdego kolejnego miesiąca składkę tej wysokości, rozpocznie się proces tworzenia PWPP, który zakończy się wraz z zamknięciem I zjazdu (konstytucyjnego). Określona, 1-proc. składka członkowska (tam gdzie będzie więcej, będzie bardziej patriotycznie) i generalnie finansami partii zajmą się jej ukonstytuowane władze. Tu należy jedynie nadmienić, że czasy, w których przyszło nam żyć, są takie, że nikt nie będzie żądał od nas ofiary krwi, walki na polach bitewnych, ale pracy owszem, a praca ma ekwiwalent pieniężny. I aby to zaakcentować, piszący te słowa przeznaczy 10 proc. całej masy spadkowej w testamencie na cele partyjne, kiedy pierwszy zjazd uchwali jej władze.
 Dla wszystkich, którzy czując potrzebę serca, będą jednak mieli obawy, że ktoś ich oszuka (efekt "piramidki"), można pomyśleć o czymś pomiędzy 1 proc. dochodu a 1 dol. symbolicznie w zależności od stopnia obawy - rozliczenie po zjeździe partii. Agitacja do partii poprzez stosowne ogłoszenia w prasie lokalnej, centralnej w Internecie, w rozmowach, pomiędzy znajomymi. Tam gdzie grupa Polaków i ich bank, będą zakładane nowe i nowe konta, stanowiące zalążki nowych oddziałów partii. Jak świat długi i szeroki. Uwaga - założyciele nowych kont stają się automatycznie przewodniczącymi nowo powstałych oddziałów PWPP. Dlatego ludzie ci muszą dokonać samooceny; czy sprostają wymaganiom kontroli "do trzeciego pokolenia po ojcu i po matce"; bo oni będą elitą.
 Wszyscy przewodniczący oddziałów lokalnych wraz ze mną przewodniczącym oddziału założycielskiego będą stanowić komitet organizacyjny I zjazdu, tzw. konstytucyjnego. Do czasu kiedy ukonstytuowane władze wydadzą nam legitymacje członkowskie, bankowe dowody wpłaty stanowią nasze tymczasowe legitymacje kandydatów do PWPP. Przewodnictwo w komitecie organizacyjnym zjazdu będzie wyłonione i weryfikowane w sposób demokratyczny. Jeszcze jedna bardzo ważna sprawa - kontrola funduszy.
 Do czasu kiedy konstytucyjne władze partii postanowią inaczej, będzie obowiązywał system trzech podpisów, tzn. założyciel konta (przewodniczący oddziału lokalnego) pobiera z konta i rozdysponowuje na cele komitetu organizacyjnego zjazdu bądź partii. Każda operacja zapisana w księdze rozchodu, trzy podpisy - przewodniczący plus dwóch świadków. Wszelkie uchybienia będzie rozstrzygał sąd wg kodeksu honorowego. Ostatnia sprawa techniczna - rejestracja partii w czasie zjazdu konstytucyjnego...? (tak sądzę).
 Drodzy rodacy - serce rośnie ma myśl, że jest możliwość... że to może być patent na Polskę naszych marzeń. Wystarczy pozyskać jednego patriotę z tysiąca Polaków, a będziemy mieli 55 - 60 tys. członków i około 15 mln dol. funduszy rocznie, pozyskując 3 - 4, dostajemy armię mniej więcej 200 tys. członków z funduszem mniej więcej 50 mln dol. rocznie. To są już siły i środki, z pomocą których możemy rozniecić kolejną rewolucję na wzór solidarności. Tym razem będzie to rewolucja patriotyczna Polaków. Będzie trwać, dopóki będzie żył naród polski, bo tak samo trwałym zjawiskiem będzie PWPP.
 Czytam w prasie, polska nacja w USA jest na 3. miejscu wg wskaźników finansowych (cash and assets) - to blisko 10 mln ludzi. Następne miliony rozrzucone po całym świecie i dalsze cash and assets. W kraju nad Wisłą jest 90 proc. węgla całej Europy, na pewno łatwiej zamienić go na paliwa płynne niż drążyć te paliwa na biegunie północnym, zagospodarowując wody geotermalne (80 proc. terytorium Polski), pokryjemy potrzeby kraju i jeszcze wspomożemy sąsiadów w czystą energię. A ta ziemia tak urodzajna przy tych prognozach cenowych na świecie na żywność - to nie kapitał? Swego czasu kardynał S. Wyszyński (w odpowiedzi na głupotę Gomułki, jakoby "zjadały nas konie i dzieci"), zasięgnął opinii sobie dostępnymi kanałami - pamiętam, opinia była w sprawie - polska ziemia jest w stanie wyżywić, ale i utrzymać 120 mln ludzi. 60-milionowy naród polski nie musi klękać przed Niemcami i Rosją, nawet w ich partnerstwie strategicznym łącznie, wystarczy rozsądna organizacja i dobry gospodarz.
 I jedno, i drugie zapewni narodowi polskiemu PWPP.
Władysław Wiącek
Toronto

 Od redakcji: Pomysłów dużo, z realizacją trudniej...

 Droga Redakcjo,
 Gdzie można znaleźć adres, w jakim archiwum z lat 1950., chodzi o majątek oraz spadkobierców, którzy otrzymali kwotę pieniężną po sprzedaży majątku. Liczę na Was - dziękuję, a może ktoś z czytelników by wiedział - to bardzo proszę o podanie jakiejkolwiek wiadomości, gdzie się udać.
 Z poważaniem,
Ewa M.

 Od redakcji: Może ktoś wie.

 Szanowna Redakcjo
 Kupiłem książkę pt. "Polacy w Indiach 1942-1948 w świetle dokumentów i wspomnień". Myślę, że warto polecić czytelnikom tę interesującą lekturę.
 M. Błażkow

 Od redakcji: Polecamy.
 
 
 
 
 

 GONIEC nr 9/2010

 Wyrazy oburzenia
 Chciałem przekazać Sz. Panom wyrazy oburzenia z tego powodu, że w tak poważnym tygodniku jak Wasz, który ma na czole napisane "Silni wiarą", od czasu do czasu znajduję reklamy z gatunku wulgarnych, żeby nie powiedzieć pornograficznych. Mam na uwadze tutaj reklamy firmy sprzedającej elektroniczne słowniki. Żeby to jeszcze uda tej dziewczyny były udami Polki, ale przecież bez okularów nawet widzę, że są to uda Rosjanki.
 Podobne oburzenie chcę wyrazić z powodu umieszczania w Waszym tygodniku programów stacji TVN. Nie wiem, jak się ma ta stacja do TVN i TVN24 w Polsce, ale otrzymałem ostatnio od kolegi następującą ocenę tych dwóch stacji - jedna kłamie przez całą dobę, a druga przez 24 godziny na dobę, co w efekcie daje wynik, że TVN kłamie 48 godzin na dobę.
 Ja domyślam się, że reklamy to są pieniądze. Ale honor, Panowie, to też coś!
 i abyśmy...
 e.cz.

 Od redakcji: Szanowny Panie, Nie oceniamy towarów oferowanych przez naszych reklamodawców. Bardzo się cieszymy, że wspierają oni naszą działalność. Zachęcamy Pana do zachęcania innych do takiego wspierania i dziękujemy wszystkim, którzy to robią. Nie wszystkie reklamy nam się podobają,  wybór materiałów graficznych i treści zależy od reklamodawcy. A na koniec cytat całkowicie nie na temat. Słowa por. Siemiątkowskiego: Pierwszą robotę więc żeśmy zrobili z broni komunistycznej. Ja bardzo lubię to podkreślać, bo moim celem było zawsze, żeby wykorzystywać jednego wroga przeciwko drugiemu wrogowi, i to było pierwsze takie wykorzystanie. 
 

 Prawybory w PO rozpoczęte
 Członkowie Platformy Obywatelskiej i kandydaci na kandydata starają się zachować spokój i robią dobrą minę do złej gry, ściskając sobie ręce i darząc uśmiechem, ale daje się zauważyć wyraźny podział wśród członków tej partii. Choć sami kandydaci Komorowski i Sikorski pamiętają o swojej przeszłości, to nic nie powstrzymuje ich przed kozim pędem do Belwederu po "prestiż i żyrandole". Sądzę, że powodem tego jest ich świadomość, że Polacy mają krótką pamięć, są tolerancyjni i wybaczą świadome błędy polityków, a w dodatku wybrzydzanie na obecnego prezydenta Kaczyńskiego zapewni im zwycięstwo, bo jak mówią: "Kaczyński jest prezydentem PiS-u, a prezydent z PO nie będzie prezydentem PO" - szukają naiwnych. 
 W ich przekonaniu gości przeświadczenie, że już nikt nigdy nie zagłosuje na "braci Kaczyńskich". Mam nadzieję, że się rozczarują, bowiem bracia Kaczyńscy już są znani i mimo zdarzających się błędów, Polski nie sprzedali, narodu nie zdradzili, na żadne układy z nikim nie poszli, a lata doświadczenia to wielki uniwersytet, z którego na pewno skorzystają. Przecież Polacy po przeszło dwóch latach rządu PO-PSL mają rozeznanie, czy obiecanki premiera Tuska były prawdziwe i co ten rząd zrealizował ze swoich wyborczych haseł.
 W Platformie Obywatelskiej jak w żadnej innej partii jest wielu błaznów w osobach Palikota i Niesiołowskiego, kłamców rodowodem z PRL-u, służb, pracujących niegdyś dla obcych wywiadów, no i dużo osób podatnych na korupcję. Żeby nie być gołosłownym, podam przykłady: poseł Palikot, wiemy, co mówi i jakimi gadżetami się posługuje przed kamerami telewizyjnymi. Sposób mówienia i język wicemarszałka Niesiołowskiego jest na poziomie wydawcy tygodnika "NIE". To taki typowy przykład "łżeelity". Typowym karierowiczem jest Sikorski, który szukał kariery we wszystkich rządach, począwszy od rządu pana Jana Olszewskiego. Takich jak on jest w PO wielu, tylko nie wszyscy umieją się tak uśmiechać i bajerować. O posłach skorumpowanych pisać nie trzeba, bowiem powód powołania komisji ds. afery hazardowej mówi za siebie, a i zmiany w rządzie też czegoś dowodzą. Jeśli chodzi o pracowników tajnych służb, a szczególnie WSI, to niemal całe zaplecze rządu stanowią ci, co zostali odrzuceni podczas weryfikacji przez pana min. Macierewicza.
 Pan marszałek Komorowski w latach 2002-2003 był szefem owych służb i udzielił pozwolenia na inwigilację dzisiejszego konkurenta w prawyborach, pana Sikorskiego, był także przeciwny rozwiązaniu WSI przez pana Macierewicza, skąd też mógłby pozbyć się tych służb, jeżeli były mu tak bliskie, dlatego m.in. PO jest tak silna i ma wysokie poparcie. Podobno PO jest partią o wysokich standardach, fachowości, inteligencji i wysokich morale. Znamy kilka nazwisk posłów PO mających do czynienia z narkotykami, nadużyciami i niską postawą moralną. Wiemy to z ich wypowiedzi przed kamerami, no i z wypowiedzi podczas prywatnych rozmów telefonicznych.
 Cokolwiek by myśleć o ministrze Drzewieckim, to jedno powiedział prawdę o swoich kolegach z rządu, że "Polska to dziki kraj i brzydzi się polską polityką", no bo PO sprowadziła język polityki do bruku. A więc w górę serca Rodacy i wybierajmy ludzi do reprezentowania Polski, wysokich, choć przysłowie mówi urósł jak brzoza, a głupi jak koza. Nie wiem, dlaczego niektórych tak razi niski wzrost pana Prezydenta, przecież poprzedni prezydenci byli takiego samego wzrostu i tak są hołubieni. Atutem do sprawowania funkcji głowy państwa nie może być wzrost, uroda, ładne uśmiechy czy wielki dar wymowy. Prezydentem Polski powinien być człowiek o czystej przeszłości, o wysokim moralne, musi być Polakiem-patriotą-wierzącym, dbającym o swój kraj, jego obywateli, ich byt i bezpieczeństwo.
 Mając już takie doświadczenie z obecnie rządzącymi, Polacy nie powinni popełnić błędu sprzed dwóch lat, wierząc w cud gospodarczy, drugą Irlandię, wzrost zatrudnienia, podwyżki wynagrodzeń, lepsze usługi zdrowotne, bezpieczeństwo i niezawisłe sądy.
 Na naszych oczach dzieją się rzeczy nieprawdopodobne, gorzej jak za czasów twardej komuny, dlatego Polacy muszą się organizować i być solidarni z najbardziej pokrzywdzonymi grupami społecznymi, które same nie są w stanie się bronić ani przeżyć od pierwszego do pierwszego, wykupić potrzebne leki czy uratować swoje rodziny. Nie pozwólmy, aby ktoś obcy dyktował, co nam robić wolno, a czego nie wolno, mimo iż wyraziliśmy chęć wstąpienia do Unii Europejskiej. Polska musi być wolnym i suwerennym krajem w Europie, bo o to walczyli nas przodkowie, za to oddawali życie i przelewali krew. Polska musi zachować nasze narodowe tradycje, wiarę, symbole religijne i narodowe. Jeżeli nie będziemy w stanie tego obronić, Polska przestanie istnieć, a wrogowie będą triumfować.
 Z pozdrowieniem
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Wrogowie już triumfują.

 Szanowna Redakcjo!
 Czytając "Gońca", nie chciałem być zbyt wielkim egoistą i "zaraziłem" Waszą gazetą swoich znajomych poza granicami Kanady, którzy już znaleźli tam wiele (jak to z ich opinii wynika) interesujących tematów. Nie ze wszystkim jednak się zgadzając, ale to tak jak wszędzie, ilu ludzi tyle opinii. Jak twierdzą znajomi, bardzo wartościowe są felietony, a w nich  różne spojrzenia na zagadnienia obyczajowe i polityczno-historyczne, jest też wiele o motoryzacji i fotografii. Bardzo przydatne są porady w dziale "Kuchnia", "Apteczka domowa", "Zdrowie", szczególnie "zdrowie na co dzień" i "wokół mego ogródeczka". Nie pomijają wiadomości dla wędkarzy, sam mieszkam nad rzeką i nieobcy mi ten temat. Gazeta na wskroś pożądana, zawierająca elementy praktyczne, redagowana fachowo i z polotem.  Jedynie czytając pocztę "Gońca", daje się wyczuć pewien pesymizm, jakby brak wiary we wspólne cele, brak dobrej woli, brak konstruktywnego dialogu. Brak zbieżności poglądów na zdawałoby się oczywiste sprawy, no chociażby to, że tak trudno o jedność Polonii, gdy nie chodzi o rzeczy wielkie, ale o takie normalne, codzienne życie.
 Wychodząc temu naprzeciw, chciałbym pokazać, że można budować wspólne relacje wśród Polonii, zacieśniać więź między tymi co w kraju i na obczyźnie. Szczególnie na obczyźnie, trzymać się razem, jak wiele to znaczy, pokazali nam nasi przodkowie Kaszubi, którzy na pewno mieli trudniejszy start, na obcej, dzikiej ziemi.
 Prawie każdy Polak w Kanadzie wie, że w prowincji Ontario na tzw. Kaszubach jest miasto Wilno. Założyli to miasto polscy Kaszubi 150 lat temu, a nazwali nie Kartuzami, które to miasto jest sercem Kaszub w Polsce,  ale Wilnem na cześć ks. Władysława Dębskiego, który przybył z Wileńszczyzny. Świadczy to o wielkiej wierze naszych rodaków, którzy wiedzieli, że oprócz pożywienia i dachu nad głową trzeba też zadbać o sprawy duchowe. Tęskniący za krajem, szukali Boga, do którego modlili się jeszcze w Polsce, szukali księdza, który by ich wyspowiadał po polsku i przygotował do godnego przeżycia świąt Bożego Narodzenia, Wielkanocy i innych świąt zawsze uroczyście obchodzonych.  Tak bardzo był ważny dla nich swój kapłan. Najpierw postawili pierwszy krzyż, potem wybudowali pierwszy kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Trzeba zaznaczyć, że  myśleli trochę inaczej niż teraz niektórzy, np. pan Wojtek, który w "Gońcu" nr 51/2009 twierdzi, że "błędna koncepcja Boga wpajana przez chrześcijan powoduje więcej pytań niż odpowiedzi związanych z naszą egzystencją". Oni nad tym się nie zastanawiali, oni po prostu wierzyli w Boga. Rozumieli, co to wiara, i przetrwali do tego stopnia, że do tej pory zachowali swój kaszubski język.
 Teraz dla upamiętnienia tamtej emigracji po 150 latach,  w Polsce, w Szymbarku na Kaszubach na terenie Centrum Edukacji i Promocji Regionu, usytuowanym po prawej stronie szosy Gdańsk-Kościerzyna, 15 km przed Kościerzyną, stanął pomnik polskiego uchodźstwa za chlebem.  Miejsce to jest centrum turystycznym i niejako muzeum na świeżym powietrzu.  Pomnik, który powstał w tym miejscu, jest niezwykły, bo nie jest to jakiś monument, ale dwa drewniane domy i, co tu najważniejsze, te domy są przywiezione z Kanady. Wybudowane były w XIX wieku przez kaszubskich osadników. Domy te zostały podarowane przez kanadyjskich Kaszubów i drogą morską dotarły do Szymbarka, gdzie zostały postawione. Jest też kamień z cmentarza kaszubskich pionierów z Wilna, na którym wypisano historię "Zagrody Trapera Kaszuby". Jest to hołd złożony polskiej emigracji na dalekiej obczyźnie, która nie zapomniała o polskich korzeniach. Jest jeszcze wyniosły drewniany krzyż z 1933 roku, który stał przy pierwszej katolickiej świątyni w Wilnie.  Są tam jeszcze urządzenia i narzędzia rolnicze z tamtej epoki. Jest też fragment ogrodzenia typowego w "kaszubskiej Kanadzie" wykonany z kamienia.
 Na uroczystościach otwarcia tego niezwykłego muzeum, w sierpniu 2009, był ambasador Kanady w Polsce David Preston, który powiedział,  "jest to hołd złożony polskiej emigracji, która nie zapomniała o swoich korzeniach". Wójtowie kaszubskich gmin napisali oświadczenie - "będziemy strzec tych wartości, które stanowią o naszej tożsamości. Kultywować tradycje i zwyczaje nasze".
 Oby te słowa zostały w głowach i umysłach Polaków w kraju i całej obecnej emigracji.
 Zbliża się wiosna, niedługo będzie lato, czas urlopów, wyjazdów, odwiedzin rodzinnych stron. Zachęcam całą Polonię do odwiedzenia Szymbarku, tego symbolicznego miejsca, które łączy, w którym jest też cząstka Kanady.
 Pozdrawiam serdecznie
 Jerzy Rozenek

 Od redakcji: Strzeżmy wartości, łuskajmy wrogów, nie wolno nam się niszczyć tylko dlatego, że różnimy się poglądami.
 

 GONIEC nr 8/2010

 Droga Redakcjo!
 Paradoksalne jest imputowanie "Gońcowi" "prawicowości" - podobnie się sprawa miewa z atakami na Kościół, a w tym szczególnie "Toruń".  Pani Maria (list w nr 7/2010) myli pojęcie prawicowości z prawością.  Plejada pismaków i polityków gnębi wręcz tych, co reprezentują chrześcijańskie wartości, maglując umysły "szaraczków",  tworząc swą "bazę elitarności" opartą na domniemanej "nowoczesności".  Aj waj... proszę mi pokazać kogoś, kto nie chciałby uchodzić za osobę światłą i otwartą na progres.  Ludzie nie zdają sobie sprawy, że zamieniają altruizm na globalistyczny ateizm i kult destrukcji.  
 Chrystus był prześladowany i ukrzyżowany niewinnie i za głoszenie prawdy i miłości w prawdziwym znaczeniu tego słowa.  Zresztą jeśli prawicowością nazwiemy poczynania mające za cel obronę szlachetności czynów i intencji oraz godności, to nie ma się czego wstydzić.  
 Jeśli 10 przykazań, zwanych "naukowo" Dekalogiem, byłoby zachowywane... nie byłoby potrzeba żadnych innych kodeksów i... więzień.  Najbardziej demokratyczna religia, jaką jest chrześcijańska,  jest prześladowana i szargana non stop, i to nawet w krajach szczycących się gwarancjami konstytucyjnymi - ot choćby fiskus (!) narzucający księżom katolickim, co mają mówić (!) w... Kanadzie!!!!!  W "Gońcu" odważnie się o tym pisze, tak jak o wielu innych sprawach. Jeżeli o czymś się pisze, to po to aby czytelnik miał pełny obraz, zwłaszcza że nie wszystkie dostępne informacje są właściwe w dużych wydawnictwach, np. "polskie obozy" Instytutu Goethego... tak, tak, papier cierpliwy i wszystko zniesie.   
 Nie ma w "Gońcu" "żółci", o jakiej pisze pani Maria. To tylko sama prawda, która niestety nie zawsze jest słodka. Jeśli pisze się o Banderze, to nie jest to przeciw Ukraińcom (wielu wspaniałych). Oskarżanie o szerzenie antagonizmów jest tak absurdalne, że się w głowie nie mieści. To tak jakby ktoś, kto napisał o Hitlerze krytycznie, został oskarżony o... antysemityzm, bo... pisze o tym bandziorze i psychopacie w ogóle.  Jeśli coś się referuje, to nie oznacza to ducha nienawiści.  Prawda powinna być prawdą. Nonsensy może wypowiadać tylko ktoś, kto nie zna prawdy, sam jest nie w porządku i brak mu miłości bliźniego... bo głodnemu chleb na myśli. Opis zdarzenia sam w sobie nie jest przejawem wrogości. Jeśli sprawa drażliwa ze względu na jakieś koneksje czytelnika, to nic prostszego jak powiedzieć "sorry, tak rzeczywiście nie powinno być"... zamiast atakować poszkodowanego czy referującego sprawę. Natura ludzka nie jest wolna od złudy i błędów... świętość jest ideałem, a w każdym z nas jest odrobina i zła, i dobra. Ważne jest, aby dobro i prawda przeważały, a temu jest pomocny osąd wydedukowany z informacji i sumienia. Arbitralność jest dowodem tolerancji i właśnie ją znajduję w "Gońcu", który umieszcza listy różnego rodzaju, nawet takie których osobiście bym nie drukowała (np. p. Marek i p. Maria), bo nielogiczne i "zacietrzewione".
 Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Toronto
 Od redakcji: Ważne, aby bić się na słowa i argumenty, a nie strzelać do siebie czy straszyć sądami. Ludzie mają prawo być głupi, idzie o to, byśmy to wzajemnie zauważali.

 ***
 Czytając wypowiedzi pana Marka i pani Marii, aż ciśnie się na usta powiedzenie Michnika "odpieprzcie się od pana... i tutaj - redaktora ".  (...) Czy zadowala ich pisanie samych laurek o Polonii i samej Kanadzie. Czy godnie jest pisać kłamstwa, pomijając fakty.  Wiadomo, że fakty nie są różowe, wiadomo, że nie jest najlepiej, wiadomo, że Polonia w Kanadzie jest traktowana marginalnie.  Czy trzeba się cieszyć z tego, z czego nie powinno? Jest wiele takich wydarzeń, z których nie możemy się cieszyć, nie będę ich tu wymieniał, bo już nie raz pisano. Czy "Goniec" jest nieobiektywny? Proszę podać przykłady. 
 Pamiętam, jak skarżono się na inne pismo, (...) , że jest żydowskie i tendencyjne.  Była więc potrzeba stworzenia pisma dla całej Polonii. Ja uważam, że "Goniec" jest właśnie takim pismem i nie ma pani racji, pani Mario, twierdząc, że ma mało czytelników. Czytają ten tygodnik także poza granicami Kanady. Ja cenię tę gazetę właśnie za obiektywizm. Pan Kumor zamieszcza listy nie zawsze przychylne dla niego, a nawet obelżywe. I nie chodzi tu o stawiane zarzuty, ale o formę ich postawienia. Jak niewiele ci Państwo, co je stawiacie, macie wspólnego z dobrym smakiem. Zapominacie o pewnych granicach, których nie wolno przekraczać. Granicach, które tworzą pewne wartości we wzajemnych relacjach, które tworzą podstawy dialogu w formie partnerstwa i wzajemnego zrozumienia. Przecież wiadomo, że na siłę nic się nie da zmienić, czy kogoś przeformować. Ja myślę, że gazeta nie ma na celu komuś coś narzucać. Ma natomiast prawo wyrażać swoje opinie na pewne zagadnienia i umożliwia to potencjalnym czytelnikom.  Już samo to, że Państwa pisma, opinie dalece odbiegające od obiektywizmu, znalazły się w tej gazecie, że je wydrukowano, świadczy o dobrej woli redakcji.  Że mogliście Państwo upuścić trochę jadu na pana redaktora, to myślę, że zachęci go jeszcze bardziej do tego co czyni. 
 Jednak ze swej strony chciałbym, żeby spuścić trochę z tonu i zachować formę dialogu, nie wymuszając niczego, a dążąc do konsensusu. Wiadomo, że każdy ma trochę racji, ale prawda jest tylko jedna. Tak więc rozmawiajmy, ale w duchu poszanowania, bo patrzą inni na nas i tak nas będą widzieć. Zgodzą się wszyscy, że Polonia w Kanadzie ma wiele do zrobienia nie tylko we wzajemnych relacjach, ale poprawieniu wizerunku wobec innych nacji zamieszkujących Kanadę. Nikt inny za nas tego nie zrobi, a występujące nieporozumienia może wykorzystać przeciw nam.  Wystarczy prześledzić historię, by zobaczyć, przez co i na czym Polacy tracili jako Naród i na czyją korzyść. Nie warto powielać błędów historię.
 Z nadzieją na lepsze, partnerskie relacje, budujące dialog serdecznie pozdrawia stały czytelnik 
Jerzy Rozenek

 Od redakcji: Patrz odpowiedź redakcji na poprzedni list.

 Mylny tytuł artykułu w onet.pl
 Tytuł jest mylny. Pierwszym twórcą polskiego komputera był mój ojciec, Romuald Marczyński, w latach 50. Jest on laureatem nagrody dla pionierów informatyki przyznanej przez Amerykanów. Nazywał się EMAL i potem ulepszony K-202.
 Pan Jacek Karpiński skonstruował tylko sprzęt, co było osiągnięciem w warunkach PRL-u. Mikrokomputer K-202 miał, a oprogramowanie było skopiowane z PDP-11. I to był główny, ale nie jedyny powód wstrzymania współpracy z Brytyjczykami.
 Uprzejmie proszę w miarę możliwości o rozpowszechnienie tej informacji.
 Pozdrawiam,
 Jacek Marczyński

 Od redakcji: Rozpowszechniamy.

 "NASZ KRAJ, NASZA ZIEMIA" 
 Niestety, rzeczywistość wygląda tu całkiem inaczej. Radzę zajrzeć do "Wojna przeciw słabym" Konrada Blacka - jest w polskim tłumaczeniu. Autor zebrał wyniki 150-letnich  badań nowej nauki EUGENIKA, która zmieniła nazwę, po wypadku z Hitlerem, na GENETYKA. Jest to nauka o wyższości rasy nordyckiej i aryjskiej nad innymi. I tu jesteśmy pogrzebani. Obecnie jest używana do kwalifikacji na pożyczki czy ubezpieczenia - a nawet na sportowca wyczynowego - tu my, Słowianie, nie jesteśmy brani pod uwagę. Druga informacja. Zastosowania tej wiedzy to... izraelska nauka. THE INVENTION OF THE JEWISH PEOPLE prof. Shlomo Sanda - Żyda Litwaka (jidysz). Jest tylko po angielsku - a oryginał w hibru. Opisuje on próbę genetycznej metody określenia prawdziwych Żydów dla Izraela. I tu znowu klapa: okazało się, że Żydzi w swej wędrówce - pogubili geny. Według profesora Sanda - jest to już tylko sekta religijna. Przyjęto więc za podstawę kwalifikacji narodowości żydowskiej - syjonizm - a więc religia - Talmud plus polityka. W www.infonurt2.com przedstawiliśmy jeden rozdział - ten główny o genetyce. Osobiście przekonałem się o tej rasistowskiej nordyckiej polityce w czasie mego 30- letniego pobytu w Kanadzie. Fantastycznie rozwinęli to Żydzi w stosunku do Polaków (zobacz POLSKIE OBOZY KONCENTRACYJNE I BANDYCI AK I POWSTANIA WARSZAWSKIEGO MORDOWALI ŻYDÓW - a przykład to prof. Witold Kieżun, któremu uniwersytet w USA na tej zasadzie wycofał ofertę na pracę). Warto jest przypomnieć o losie, jaki tu spotkał Roberta Dziekańskiego - zamordowanego taserem przez policję RCMP - w pierwszym dniu jego emigracji.
 Zobacz też www.infonurt2.com,  gdzie argumentuję opisem  morderczej akcji RCMP. Notabene prasa kanadyjska zastanawia się nad rozwiązaniem tej federalnej jednostki "policji".
 Bohdan Szewczyk

 Od redakcji: Rozumiemy, że chciał Pan zareklamować swoje pismo...

 ***
 Tusk przygotowywał się ponad dwa lata na prezydenta Polski. Jako premier najbardziej złego rządu, uwikłanego w różne afery. Za wszystko PO obciąża odpowiedzialnością PiS i prezydenta. PiS nie był najlepszym rządem z prezydentem, ale to co robi PO, woła o pomstę do nieba. Rządzenie PO chyba nie jest nieudolnością, ale celowe, aby zniszczyć Polskę. PO nazywa prezydenta hamulcowym, ale bez hamulca też za daleko nie pojedzie. 
 Tusk, rezygnując z prezydentury, powiedział, że nie chce być żyrandolem w pałacu, a chce doprowadzić kraj do dobrobytu, to chyba następna ironia, wiedząc, że może nie wygrać wyborów! Jego usprawiedliwienie jest "cwane" jak salceson na zasadzie flip-flap. Nie musiał być żyrandolem, ale mógł być pajacem w pałacu na żyrandolu. W końcu w klubie PO doszli do wniosku, że wybrali mniejsze i zło i prezydent z innej partii, nawet gdy wygra, to im na rękę. Bo w końcu będzie wszystkie winy na kogo zwalać, jak obecnie. A przecież ich celem jest chyba zniszczenie Polski. Aferzyści i mafie zawsze potrzebują kozłów ofiarnych, aby ich kryli. Nawet wielkie autorytety zachodzą w głowę, dlaczego tak jest w Polsce i tak źle się dzieje. Pewne jest, że to jest silna siła diabelska, nie tylko w Polsce, ale na całym już świecie i nikt nie ma na nią siły, żeby ją zniszczyć, bo oni mają w rękach kapitał.
S.W.

 Od redakcji: Polecamy debatę: "Jakiej świadomości historycznej  Polaków potrzebują przeciwnicy Polski?" na str. 12.

 Śmierć strażnika prawa i porządku 
 Kto oglądał pogrzeb policjanta Andrzeja Struja z Warszawy, nie był w stanie powstrzymać się od łez. W mowie pożegnalnej szef policji powiedział, że na przestrzeni 10 ostatnich lat, na posterunku pracy zginęło 130 policjantów. Do tej statystyki, gdyby dołączyć liczbę niewinnych ofiar wśród cywilów, dane byłyby zatrważające. Co jest tego powodem?
 1. Niskie kary dla przestępców.
 2. Wymierzanie kary przez sądy dla ludzi, którzy stając we własnej lub innych obronie, skrzywdzą napastnika.
 3. Ślamazarne śledztwa w sprawach ewidentnych.
 4. Odbieranie rodzicom prawa do swoich metod wychowywania dzieci.
 5. Reforma szkolnictwa, w której przygotowuje się dzieci i młodzież do życia seksualnego, zamiast do życia w rodzinie, uczy się, jak zapobiegać ciąży i usuwać ją, gdzie dzwonić, gdy rodzice wciąż czegoś zabraniają, nazywając to "molestowaniem".
 6. Nie wpaja się dzieciom i młodzieży w szkołach, że wczesne wspólne życie doprowadza do deprawacji sumień i charakterów, że prowadzi do różnych tragedii i z tym nie należy się spieszyć. Natomiast rozdaje się środki antykoncepcyjne, które w późniejszym wieku doprowadzają do różnych chorób i bezpłodności.
 Media zapraszają na rozmowy różnej maści feministki, jak np. pani Środa czy europosłanka SLD pani Senyszyn, które nigdy nie mówią o swoich dzieciach czy rodzinach (prawdopodobnie ich nie mają). Według tych pań, seks, miękkie narkotyki oraz małżeństwa tej samej płci to rzecz normalna, to postęp i wysoka kultura i te panie uczą młodzież na uniwersytetach. Obie panie bywają na "paradach" gejów i lesbijek. Boże, co stało się z polskim narodem?
 "Nowoczesna i demokratyczna" Platforma Obywatelska popiera postulaty wypowiadane w mediach przez feministki, a wszyscy mówią, że są katolikami i modlą się w łagiewnickim sanktuarium. Na rodzicach i na szkole ciąży obowiązek dobrego wychowywania dzieci. Jeśli dana rodzina nie jest patologiczna i bicie dzieci nie jest regułą, nikt nie powinien wtrącać się do rodzica, który częściej czy rzadziej przyłoży klapsa niesfornemu dziecku. Karanie rodziców za klapsa jest chore i chorzy są ci, co takie prawo stanowią. Odbieranie takim rodzicom praw rodzicielskich i karanie ich karą czy więzieniem, prowadzi do tego, czego jesteśmy świadkami wśród zachowań nastolatków. Ile zbrodni na tle seksualnym i rabunkowym, ile łez i cierpień rodziców, o tym nikt nie myśli. Stare porzekadło głosi: jak nie ma kary, nie ma miary. 
 Giną niewinni młodzi ludzie, giną rodzice z rąk swoich dzieci, giną nauczyciele, koledzy i przypadkowo spotkani, panuje ogólna znieczulica na ludzką krzywdę i cierpienie. Gdzie jest nasza polska wrażliwość? Dlaczego jesteśmy bierni, bezduszni i obojętni? Jak czują się teraz ci, co byli biernymi świadkami morderstwa wspomnianego wyżej policjanta, który bronił prawa, ładu i porządku, bronił naszego bezpieczeństwa. Osierocił dwoje dzieci, a my teraz przychodzimy i zapalamy lampki w miejscu zbrodni, czy mamy spokojne sumienie? Co się stało z Polską, moją Ojczyzną, co się stało z Rodakami? Słowa Prezydenta L. Kaczyńskiego "nie można oszczędzać na bezpieczeństwie". Rządzące dziś PO-PSL musi zastanowić się, czy potrafi dalej rządzić, czy tylko kopać piłkę i dołki pod opozycją.
Jolanta
Hamilton

 Od redakcji: Przede wszystkim zaś Polacy powinni się zastanowić. kto nimi rządzi.

 Socjalizm i propaganda
 (...)
 Trochę z innej beczki... Od dawna zastanawia mnie dobór autorów w "Gońcu", bardzo lubię poczytać Stanisława Michalkiewicza, Jana Pietrzaka, Krzysztofa Ligęzę i wielu innych, trafi się czasami łyżka dziegciu, jak Adam Wielomski, ale z tym problemem sobie radzę, dziwi mnie całkowity brak Waldemara Łysiaka, JKM, Piotra Lisiewicza, Mariana Miszalskiego, a szkoda, oni reprezentują tę Polskę z klasą, honor i patriotyzm, czyli podstawy wychowania.
 W styczniowym numerze "Nowego Państwa" Katarzyna Hejke bardzo ładnie wyjaśnia postawy wielu mn gazet - w polskich mediach nadal sprawą kluczową jest zakneblowanie kontrdyskutanta, a nie spieranie się z nim w rzetelnej debacie - ...(???) zgadza się całkowicie, ale mamy socjalizm.
 Panie redaktorze, zgadzamy się bardzo często, ale nie zawsze, to ja starałem się nawiązać na łamach dyskusję, ale była skutecznie blokowana... Oczywiście byłoby głupio, gdybyśmy się we wszystkim zgadzali jak komsomolcy, ale myślę, że to wcale nie oznacza zakazu dyskusji.
 Jak powiedział kiedyś ktoś myślący i spostrzegawczy - większość ludzi nie jest zadowolona ze swojej sytuacji materialnej, ale z rozumu zadowoleni są wszyscy - z tym że wielu myśli, że myśli, i mają o sobie bardzo dobre zdanie, niekoniecznie podzielane przez innych. Bardzo szanuję osoby mające swoje zdanie i potrafiące rozmawiać, ale śmieszą osoby wierzące w swoją wysublimowaną inteligencję, zupełnie na przekór temu, co widzą postronni, daleko nie szukając, maturzysta Bartoszewski lub Liliental... moją jedyną zaletą jest, że wszyscy widzą, że lubię i szanuję, lub wprost przeciwnie.
 PS Gdyby sytuacja z komisjami sejmowymi zdarzyła się np. w Szwajcarii, byłby to ostatni dzień rządów PO i Tuska, koniec kariery w polityce, ale w socjalizmie wszystko uchodzi płazem.
 Milczenie jest oznaką zgody... czuję się, jakby wszyscy się z moimi poglądami zgadzali, wychodzę na jakiegoś wieszcza.
 Mamusi na złość
 Tytuł jest stary, ale bardzo pasuje do "Oddaj dziecko, bo chce je wziąć Austriak" Marty Ziarnik, zamieszczonego w "Gońcu" z 12 lutego 2010.
 Żyje na świecie tysiące dobiegających siedemdziesiątki ludzi, bardzo dumnych ze swojego niemieckiego pochodzenia, ale nie znających swoich rodziców. O ojcu wiedzą, że był stuprocentowym Aryjczykiem, z pochodzeniem badanym siedem pokoleń wstecz, ale o matce nie wiedzą nic, a było bardzo różnie, były Niemki ochotniczki, dla idei i ratowania faszystowskich Niemiec podkładające się rasowemu, ale były też młode kobiety, blondynki, z całej Europy, wyselekcjonowane, odżywione i gwałcone. Efektem tej operacji było dziecko, otaczane wszechstronną opieką w specjalnych ośrodkach Lebensborn, a następnie przekazywane rodzinom cieszącym się zaufaniem NSDAP... Mamusia lądowała w obozie pracy lub była likwidowana.
 Jest być z czego dumnym, matka zgwałcona i wykończona, a tatuś SS-man... Nic innego, tylko się cieszyć, szczególnie gdy z tych dzieci niemieckich eksperymentów wyrastały "dzieci kwiaty" i metodami zaczerpniętymi z podręczników tatusiów, do tej pory walczą o nowy ład w Europie... Budują Europę takich właśnie zakompleksionych niemieckich nadludzi.
 Prawo obowiązujące w Niemczech (Austrii?) do 1945, obowiązuje do tej pory, przynajmniej ta jego część dotycząca małżeństw mieszanych. Wiadomo powszechnie, że z tymi dziećmi można rozmawiać tylko po niemiecku, język drugiego rodzica, jako gorszy, jest zakazany...(???), tak to właśnie wychowankowie Lebensborn budują Europę marzeń ich tatusiów, oni ustanawiają prawa, a właściwie bezprawie, ale przecież w taki właśnie sposób zostali zmajstrowani. Przykład dało im środowisko, w którym wyrastali, bogate, bo wzbogacone na wojennych łupach.
 Wiara, cuda i socjalizm
 Cytat z Feliksa Konecznego: ...Z zupełnym powodzeniem zawróciliśmy "postępem" bezmózgie głowy gojów, a cały ten postęp... nic nie ma wspólnego z prawdą. ...Nie ma nic równie niebezpiecznego jak inicjatywa osobista... Musimy tak pokierować wychowaniem gojów, żeby wobec każdej sprawy wymagającej inicjatywy opuszczali ręce w bezradnej bezczynności.
 I tu właśnie jest piesek pogrzebany, gdy czyta się "Fakty i Mity", ogląda TVN i wysiaduje przed komputerem, ale unika się czytania narodowych twórców. Chyba najgłupszy rozumie, czym jest Jasna Góra, że tylko dzięki wierze zdołaliśmy pozbyć się Szwedów, bez wiary nigdy nie odzyskalibyśmy niepodległości, w 1920 cud stał się tylko dzięki wierze i patriotyzmowi, tylko dlatego nie jesteśmy jeszcze niewolnikami... Teraz łatwiej chyba zrozumieć ataki na Radio Maryja i katolicką religię. Radio Maryja nie pozwala okpić Polaków, szerząc wiarę i zmuszając do myślenia i dyskusji, a tym samym do rozsądku. Kilkakrotnie już słyszałem o genetycznej nieudolności narodu polskiego (???) i zawsze zastanawiam się, czemu swoją nieudolność zwala się na cały naród? Historię "swojego" narodu i państwa powinno się znać nie tylko z czytanek Wandy Wasilewskiej itp. egzemplarzy.
 Powroty bardzo wskazane
 Może to będzie dziwne, ale mam swoje zdanie i zawsze uważałem, iż warto wracać do lektur dawno przeczytanych, osobiście Trylogię przerobiłem ponad pięćdziesiąt razy i zawsze jest ciekawa, odkrywcza, a Sienkiewicz wspaniały. Jest powód tego początku, otóż, przy okazji... nie potrafiłem się oprzeć i kupiłem film oglądany dawno, "Siedmiu wspaniałych", i nie żałuję, okazało się znowu, że moje spostrzeżenia są trafne, że jako młody człowiek odbierałem wszystko inaczej, nawet śmiałem się z czegoś innego, teraz znowu sobie udowodniłem, słuszne jak się okazuje, przekonanie, że te kiedyś bardzo popularne westerny niosły w sobie zupełnie inne przesłania niż produkcja dzisiejsza, dawały powód do myślenia, kazały się zastanawiać i zmuszały do oceny postaw. Po takim powrocie, wyraźnie widać, jakich spustoszeń dokonuje propaganda, jakich używa środków, bełkot sączy się wszędzie i cały czas, ale gdy mądrych pisarzy, reżyserów i dziennikarzy zastąpili ludzie pokroju Kuca, Wajdy, Lisa, Nieznalskiej, Grocholi czy Miecugowa, czego można się spodziewać, ale dlaczego nowym pokoleniom odbiera się wzorce i rozum... (???).
 Rok wstecz kupiłem w Polsce ten sam film, ale jestem w tej dziedzinie niegramotny dyletant i jakoś nie udaje mi się odtworzyć, technika mnie zdystansowała, a ja wcale nie mam zamiaru jej gonić. Zmieniają się ideologie, zmieniają rządy, wszystkie te twory wprowadzają coraz większe zamieszanie, zmieniają, a to przeszkadza prywatna własność, a to wiara lub rodzina, używają kilku metod, ale promowanie głupoty i zakaz wydawania książek niewygodnych pisarzy jest normą, ostatecznie dopiero od kilku lat można dostać (bardzo pokątnie) wydania prac prof. Feliksa Konecznego, a światowej sławy historyka Oskara Haleckiego jak do tej pory domacać się nie potrafiłem.
 Miesięcy temu kilka usłyszałem ze zdumieniem tekst wypowiadany przez tow. Kwaśniewskiego, coś na temat świętego prawa własności... i tu znowu klasyk Sienkiewicz się sprawdza z opisem rozumowania Kalego, dla Kwaśniewskiego i komunistów, gdy oni kradli i kradną, to wszystko jest git i nie odbiega od światowych standardów, ale gdy pada propozycja rozliczenia złodziei, to jak z kapelusza znajduje się święte prawo własności, a do boju rusza srulon, czyli komunistyczne "autorytety" od lat wypasane na koszt polskiego podatnika.
 Olśnienie
 Premier Tusk ma duże problemy z aferą hazardową, ale "jako dotknięty przez Pana Boga geniuszem"... myśli bardzo przyszłościowo i dlatego potrzebne mu jest euro... (???), jako już gotowe żetony do jednorękich bandytów. Ja osobiście innego powodu nie widzę, ale sam pomysł wydaje mi się wspaniały.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
 PS Brawo Tusk, jesteś wspaniały cudak.

 Od redakcji: Szanowny Panie, bez łyżki dziegciu byłoby za słodko.
 

 Sz. Pan Redaktor "Gońca"
 Na wstępie chcę powiedzieć, że "Goniec" jest moim ulubionym pismem nr 1 - odpowiednik w Polsce "Nasz Dziennik" - tutaj też można nabyć.
 Nieraz na łamach tego pisma chciałoby się zabrać głos w różnych sprawach, ale jak to często bywa, trudno dojść do pióra. Może teraz nadrobię pewne zaległości.
 Co mnie zmobilizowało?
 Byłam na spotkaniu "sybiraków" 14.02.10 z okazji 70. rocznicy wywózek Polaków na Sybir z Kresów Wschodnich. Niespodzianką na tym spotkaniu była obecność i mowa prof. P.W., znanego już Polonii wiadomo z czego. Wiadomo też, czego można się po nim spodziewać, bo nigdy nie zawiedzie, aby dać jakąś "wtyczkę", a zagnieździł się tu już tak mocno, że nie ma siły, aby go zrzucić z tego siodła, co wg mojej wiedzy próby takie były.
 Otóż prof.  W. w swej mowie naukowo-ideologicznej m.in. powiedział historyjkę, którą usłyszał od swego ojca - działo się to gdzieś na płd.-wsch. Kresach, gdzie wtedy mieszkali: Sowieci, zanim uciekli przed Niemcami, wymordowali wszystkich więźniów. Po ustąpieniu ich, Polacy zaraz tam weszli - zobaczyli tę masakrę, odwrócili się i poszli na Żydów (ciekawe, ilu tych Polaków zostało po tych czystkach?).
 Po skończonej jego mowie były pytania i wolne wypowiedzi. Jeden z uczestników zabrał głos - zaczął od słów: "nie po to zebraliśmy się tutaj, aby słuchać ?bajek=", tu wskazał na prof. W. Zanim jednak cokolwiek zdołał powiedzieć, wkroczyła p.  T., przerywając mu mowę - "my nie o tym dzisiaj chcieliśmy mówić"...
 Sala zawrzała, podniosły się głosy domagające się, aby pozwoliła mu skończyć mówić (bezskutecznie). Posypały się z sali krzyki, że profesor popiera tezę T. Grossa itp., albo: "my tu jesteśmy dzięki Andersowi - Sikorskiemu, a nie dzięki jakimś tam układom" itd.
 Z zainteresowaniem przysłuchiwałam się tej burzy. Wreszcie pytam obok obecnych - z czyjej inicjatywy, kto zaprosił prof. W.? Dostałam odpowiedź: pani T. i jako wiadomo, nie pierwszy to raz. Jest rzeczą jasną i oczywistą, pani T. śpiewa jednym głosem w duecie z prof. W. Nazwijmy rzeczy po imieniu: "wtyczki", "piąta kolumna". Czas najwyższy, aby sybiracy i Kresowiacy zebrali się do kupy i powiedzieli pani T. NIE!
 Nie po to walczymy z antypolonizmem, aby rozwijał się tu pod naszym okiem - na naszym podwórku. Wykluczyć panią T. z zarządu Stowarzyszenia Sybiraków!
 Podobne kwiatki mieliśmy niedawno - przyjazd tutaj anty-Polaka Michnika. Kto i po co go zapraszał? Kim są ci ludzie? Ich nazwiska powinny być podane do publicznej wiadomości - wtedy będziemy wiedzieli, kto jest kto. Tak już się utarło w naszej historii, że czego nie można było dokonać w kraju - robiło się na obczyźnie. Po upadku komunizmu była szansa naprawy wielu krzywd, ale została zmarnowana, bo i któż by miał to zrobić, jak u władzy ciągle swołocz sowiecka. Ich rządy prowadzą kraj do ruiny.
 Polonijne władze KPK mają olbrzymią rolę do spełnienia. Różnymi naciskami wpływać na zmiany, zanim rozdziobią nas kruki i wrony. Wierzę, że Polonia może wywrzeć wpływ w różnych sprawach. Np. poprzez bojkoty itp.
 "Czarna lista" R. Sikorskiego - to skądinąd i hańba. Polonia musi reagować w sposób stanowczy, aż do skutku. Inaczej jak tak dalej pójdzie, zajdzie potrzeba nowej daniny krwi dla ratowania RP.
***
 Pomysł na odszkodowania dla sybiraków. A może spróbować uzyskać od Niemców? Ponieważ oni byli wspólnikami w tym szatańskim biznesie, a wspólnik jest zawsze współodpowiedzialny. Gdyby Niemcy nie zaczęli, nie byłoby dziś sybiraków. Nie bójmy się więc domagać się od nich. Wiemy, jakich absurdów dziś Niemcy używają w swojej polityce, dlaczego więc my nie możemy użyć takich argumentów?
***
 Mam pytanie, z którym nie mogę sobie poradzić. W pięknym artykule z okazji odzyskania niepodległości ("Związkowiec" w 2008 r.) czytałam takie oto zdanie (z pamięci): "Polska po odzyskaniu Niepodległości ochoczo weszła w buty zaborców i polonizowała grupy etniczne". A ja zawsze myślałam, że to polonizowanie to naturalna asymilacja, a nie siłą robione, jak to czynili nasi zaborcy z nami. Jak to naprawdę było?
***
 Często słucham radia CBC. Niedziela rano ma swój program niejaki Mike (Emraj? po polsku). Kiedyś miał on wywiad z T. Grossem na temat jego książki "Strach" - słynnej już - holocaust after holocaust - oczywiście pogrom kielecki włącznie, a wszystko było w wersji żydowskiej - wiadomo jakiej. Mniej więcej w tym samym czasie w TV wykreowana historia z czasów wojny, jak to Żydzi przy pomocy partyzantki sowieckiej (jakby inaczej?) przetrwali w lasach wojnę. Co ciekawe w tym, na początku wspomniano, że działo to się na Białorusi - Nowogródek - gdzie Żydzi stanowili 60 proc. ludności, a reszta - to inne grupy etniczne, które zostały wymienione, oprócz polskiej. Takie oto historyjki słuchają również moje dzieci, a ja uzupełniam te wiadomości w imię politycznej poprawności - kiedyś zaowocuje. (Życzę) - polecam to samo robić wszystkim Rodakom - ku chwale Ojczyzny! Trzymać rękę na pulsie.
 Pozdrawia
Obserwatorka
(nazwisko znane redakcji)

 Od redakcji: Szanowna Pani, odwagi, za podpisywanie się nazwiskiem na razie nic nikomu nie grozi.  Nie przystoi wytykać coś innym, a samemu chować się za węgłem.

 Panie Redaktorze!
 Piszę akurat w serduszkowe święto, a więc Happy Valentine's Day dla zespołu "Gońca", a także Happy Family Day, który przypada jutro. Keep smiling! Take care!
 Moja familia, dwa plus jeden, wybiera się do restauracji Mandarin. Trzeba popierać parę tysięcy lat liczącą kulturę chińską z okazji roku tygrysa, który się dzisiaj zaczyna. Życzenia się niestety troszkę spóźnią. Może powinienem przesłać je przez specjalnego gońca?
 Przyznam, że nie tylko okazja do składania życzeń skłoniła mnie do skreślenia tych paru słów. To ostatni numer "Gońca" z połowy lutego tak mnie zainspirował. Olimpiada, olimpiada, no i niezawodny Małysz! Zimowa (choć ze śniegiem krucho) impreza zapełnia łamy periodyków, ogarnęła kanały TV, a i radio też nie pozostaje w tyle. Wszędzie zmagania sportowe, aż strach otworzyć lodówkę! Bo tam może też sport!
 Na szczęście, to tylko żart. Jest jeszcze np. w "Gońcu" miejsce na inne wiadomości lokalne i globalne, dobre i złe - ale jak kiedyś burcząc i warcząc mawiała Wolna Europa - zawsze prawdziwe.
 I cóż nam tym razem ciekawego (jak zwykle) prezentuje nasz tygodnik?
 Z wielkiego (?) świata mamy wieści z bratniej Ukrainy, gdzie piękna Julia zwarła się (jak chrabąszcze w maju) z zaciętym boju z hospodinem Janukowyczem. Po poprzednim skutecznym wspólnym wymanewrowaniu tak sympatycznie kiedyś malowanego przez naszych polityków, na pomarańczowo zresztą, Juszczenki-Banderoszczenki. Dobrze mu tak tryzubem drapanemu! Gdzieś, czy aby nie w "Gońcu", czytałem, że Tymoszenkowa ścięła swój długi warkocz, a tymczasem widać go nadal na jej zdjęciach. Wybory Julciu trzeba uznać. Głos ludu, głos Boga!
 Wspomnienia nasuwa krótka notatka informująca o śmierci, dopiero w 1994 roku, tow. Światły (jak on się przedtem nazywał?). A kiedyś jego ucieczka na Zachód, gdzie jak to się mówiło, wybrał wolność, była nie lada sensacją. Wszak był prominentnym członkiem żydo-komuno-stalinowskiej grupy, która z woli mas robotniczo-chłopskich trzęsła posadami naszego wycieńczonego wojną kraju. W gmachu KC PZPR (dziś giełda) musieli zmieniać popularne hasło: "Oszczędzaj światło" na "Światło oszczędzaj nas!". Bo nowo nawrócony opowiadał wśród zdwojonego warkotu zagłuszarek ciekawe sekrety alkowy. Wysoko partyjnej.
 W dalszej części Jan Pietrzak, któremu Bóg powierzył humor Polaków, przypomina nam, jak obalił komunę, oczywiście pod egidą 10 milionów Solidaruchów. Ale wtedy było mu lekko (choć nie twierdzę, że bezpiecznie), a żarty prawie same się pisały i jako owoc zakazany tak dobrze smakowały. Teraz, o paradoksie, nie masz Jasiu przyjacielu lekko. Satyrę tworzą za stacjami benzynowymi na cmentarzach Ryśki, Mietki, a na komisji Sobie-siaki z amnezją i satyryk Sekuła przemawiający do pustych krzeseł. Tobie by to nigdy nie wpadło do głowy. Zresztą nie miałbyś okazji, bo na twoich występnych występkach nie zdarzało się uświadczyć pustych krzeseł. Witajcie panie, panowie i wy, którzy tutaj jesteście służbowo! A teraz jak tu żartować? Możesz niechcący naruszyć prawo autorskie naszych mężyków stanu.
 S. Michalkiewicz jak zawsze celnie trafia w sedno. Czy to sedno się zrobiło takie duże? - śpiewał Młynarski. Oj, zrobiło się, zrobiło. Co się porobiło? Przyznam, panie Stanisławie, że wolałem krasnoludki w Królewnie Śnieżce. Ale co prawda to prawda. Po blamażu niepokalanej RCMP na lotnisku w Vancouverze, nieskalana kanadyjska armia drapie się po głowie, a nawet tam, gdzie ją nie swędzi, po publikacjach o pułkowniku Russelu Wiliamsie. Jak go ta obstawiona psychologami armia nie zmonitorowała? Na pewno był bardzo politycznie poprawny i np. nie powiedział złego słowa o czarnych żołnierzach, a to chyba najważniejsze. Czterech takich zamordowało ponad rok temu swego dowódcę Polaka z powodów ewidentnie rasistowskich, ale sprawę starannie wyciszono, bo przecież rasizm wg obowiązujących doktryn, może działać tylko w jedną stronę. No a także dlatego, że akurat ważyły się wówczas losy złotoustego obecnego prezydenta Obamy. Wejdzie czy nie wejdzie do nie całkiem już Białego Domu? No ale to było w USA. U nas żołnierze mordują bez żadnych rasistowskich uprzedzeń. Tak czy inaczej sprawy te są dość ponure. Dla poprawy nastroju polski koszarowy dowcip (nie mylić z koszernym): Ależ proszę pana! Panie rotmistrzu! Rotmistrzu, mistrzu, mistrzu, mistrzuniu...
 Aby powrócić do "Gońca", nie opuszczając armii, trzeba wspomnieć ciekawe uwagi o filmie "Towarzysz Generał". Zdumiewające, jak wielu ma on ciągle obrońców. To kręgi zbliżone do "Gazety Wybiórczej". W zacietrzewieniu pokazują niechcący swój prawdziwy kolor. "A kolor jego jest czerwooony, bo na nim robotnicza krew" - co dosłownie pasuje do generała.
 W dalszym ciągnieniu b. dobra jest oczywiście "Polska kiełbasa" i informacje z Persji, czyli Iranu, gdzie coraz mniej Persów, a coraz więcej Azerów i Kurdów. Nasz człowiek na Białorusi naświetla nam kulisy tamtej szarpaniny z Polakami. Kuba Libra! Kiedy stanie się naprawdę wolna, demokratyczna, to dziś zrównana w biedzie, na pewno zaraz jak inne Karaiby rozwarstwi się na równych (dalej w biedzie), bardziej równych, równiejszych i najrówniejszych. To tematyka poruszona w ostatnim "Gońcu", którą wspomniałem. Oczywiście to nie wszystko, co bardzo warto przeczytać. Choćby o problemach Toyoty i amerykańskich unii - związków zawodowych. To temat specjalnie dla zwolenników liberałów i NDP.
 No i listy. Pozytywne i negatywne. "Goniec" nie boi się publikować także tych drugich. Np. Marka anonima (ano nima or nima) samozwańczego geniusza. Dużo mitów mało faktów.
 Niezły jest też ostry jak brzytwa list Krzysia Puchatka (Parchatka?). Jego idolem jest, jak widać trafnie wybrany, miś o bardzo małym rozumku. Krzysiu jest pryncypialny, nie lub starszych (od siebie) i ich dorosłych gazet. Aktora Zapasiewicza w polskim filmie, pyta przesłuchujący go gestapowiec: ile pan ma lat? 43 - odpowiada przesłuchiwany. No i wystarczy - konkluduje brzydki nazista. To ile wystarczy - wg ciebie Krzysztofie? A Kubuś Puchatek (notabene przekroczył już wiek emerytalny) jest bardzo sympatyczny. Lubię takie dialogi z książki o nim: "Krzysiu, przyznam się, że nie lubię prosiaczka - mówi Tygrysek. Nie lubisz, to nie jedz. Spróbujesz królika?". 
 Pozytywny i rzeczowy jest list pana Rozenka. A osobiście zgadzam się w pełni z panią Małgorzatą Kossowską. O niewinnej audycji "Ancestor in the Attic", którą też czasem oglądam, napiszę wkrótce parę słów. Wszędzie kręcą lody, nawet na strychach.
 Na koniec celny edytorial - "Widziane od końca". M.in. o popularnym młodzieżowym szefie TTC. Kłamie czy tylko wyraża się nieprecyzyjnie? Ano, niech nam żyje i podrasta szef titisi... chluba miasta!
 Jednej sprawy  zabrakło w ostatnim "Gońcu". Otóż nasi wschodnio-zachodni sąsiedzi chcą sobie po cichu podać (znów?) rączki nad naszymi sprawami. Miła Angela zza Odry gorąco zapewnia, że chce mieć z nami częste i jak najlepsze stosunki (kto by takich nie chciał?). A po cichu planuje ciągnąć sobie rurociąg (który zamknie nam port w Szczecinie na rzecz niemieckiego Rostoku), pieszczotliwie nazywany nitką, a w istocie raczej sznurem na polską szyję. Jak już raz Putin wsadzi swoją rurkę (...), to na przeciwdziałanie będzie za późno! Nie nasze słoneczko się jak zwykle za chmurki kryje? A czy to on Kaczyński - jeden za drugim - żeby "psuć" nasze dobrosąsiedzkie stosunki? Przecież od roku wszędzie (nie w "Gońcu"!) czytamy, jak to on - kochajmy się - poprawił nasz "image". A bracia niedyplomatycznie kładli kawę na ławę, nie bacząc, czy się to komu podoba - jeśli tylko wymagała tego polska racja stanu. Nie muszą nas wszyscy kochać, liczyć się z nami. Trochę tak jak tutaj. "Nasz" niestrudzony reprezentant B. Wrzesnewskyj, wiedząc, że przecież Polonia i tak na niego zagłosuje, bo to potulne owieczki - skrytykował wyjazd konserwatywnego ministra do Polski, który winien pilnie pakować pomoc dla Haiti w paczki i kontenery. Wiadomo, nikt tak nie zapakuje jak minister. A Wrzesnewskiemu poza (zapewnionymi?) głosami Polonii, przydadzą się głosy - no właśnie czyje? Miny w Bałtyku!
 Równocześnie koalicjant Pawlak podpisuje z Moskwą kontrakt na dostawy przez 25 lat (!) gazu do Polski. Na zasadach - będziemy potrzebować czy nie (a ćwierć wieku to długi okres), będziemy i tak musieli wielkiemu bratu płacić. Ot i biznes! Jeden koalicjant "Samoobrona" już jest na szczęście w pokrzywach. Ale ten obecny może narobić (jeśli już nie narobił) szkód znacznie poważniejszych niż utracona problematyczna cnota pani Krawczyk. Że też lud polski nie da porządzić. Zawsze muszą być koalicjanci, którzy też coś by chcieli - chyba zaistnieć przed następnymi wyborami. Oby przekroczyć 5 proc. poparcia!
Jan Ostoja
Toronto

 Od redakcji: Dziękujemy za recenzję.

 Polityka wschodnia 
 Bzdura, nie tędy droga. Co Państwo zrobicie, jak napyskuje na Was urzędnik? Nie dyskutujecie z nim, idziecie do jego bossa. Tu trzeba zrobić to samo, rozmawiać z Władimirem Władimirowiczem... Łukaszenka jest nie do ugryzienia, on kiedyś publicznie zwrócił się do Białorusinów: "To co z tego, że mamy biednie, przecież ta bieda rozkłada się na równo....". On ma poparcie na Białorusi, end of the story! Putin boi się rosnącej pozycji Polski w UE i tylko on może złoić tyłek carowi Aleksandrowi... I nie walczyć, panowie dyplomaci, o Angelikę Borys, my nie znamy szczegółów... Przestać używać pojęcia "Polacy na Białorusi", tylko obywatele białoruscy pochodzenia polskiego, to jest szkolny błąd wszystkich polskich dyplomatów za granicą, w Ameryce i Kanadzie też... Sprawę powinien rozstrzygnąć sąd białoruski, pójść do tyłu 5 lat i rozstrzygnąć ważność wyborów w ZPB przy obecności niezależnych obserwatorów z UE...
 Andrzej T. Chronowski
 Od redakcji: No, w 60 procentach ma Pan rację.

 Drogi Pan Redaktor Kumor,
 Ja się urodziłam tutaj w Kanadzie i po polsku pisać i czytać nauczyła mnie mamusia.  Mamusia już nie żyje i ja chcę dalej mówić, czytać i pisać po polsku i dlatego kupuję "Gońca".   Jak mam problemy ze słowem, idę do słownika i tak dalej uczę się polskiego.  Ale w "Gońcu" nr 7 (Feb.19-25, 2010) w liście do redakcji zobaczyłam słowo, którego w słowniku nie ma i ja nie wiem, co to jest, co to znaczy. To słowo "anty-Polacy" jest w liście pana Rosińskiego. Moi przyjaciele też nie znają tego słowa, więc mam prośbę, niech Pan Redaktor to wytłumaczy. Dziękuję bardzo za pomoc!!!
 Z uszanowaniem,
 Krysia Lagowski
 PS I really love your paper!

 Od redakcji: Szanowna Pani, polecamy słowniki dostępne w Internecie. Samo poszukiwanie będzie pouczające.
 
 
 

GONIEC nr 7/2010

 Panie Kumor 
 Gdzie i kiedy te "ekstatycznie radosne felietony" pan pisał i  publikował, tego nie wiem. Wiem tylko, że większość pańskich tekstów publikowanych w "Gońcu" pisana jest żółcią, jak słusznie zauważył też czytelnik podpisujący się "Krzysiu Puchatek". Ów czytelnik słusznie wytknął panu szereg błędów, na co pan zareagował z ironią zamiast z odrobiną zrozumienia. "Goniec" prezentuje czarno-białe widzenie świata, szerzy od dawna antagonizmy etniczne, polityczne i religijne. Już wiele razy wytykano panu te błędy, ale konstruktywna krytyka spływa po panu jak przysłowiowa woda po kaczce. I to jest właśnie pański problem, panie Kumor - kompletny brak pokory. Nie jesteśmy narodem wybranym, potrafimy tylko szumnie reklamować wartości chrześcijańskie. Powinien pan zerwać ze skrajnie nacjonalistycznymi ugrupowaniami prawicowymi, w przeciwnym razie liczba pańskich czytelników, która podobno nie jest duża, będzie jeszcze bardziej maleć. A co pan jeszcze robi w tym kraju, skoro go tak nienawidzi, to rzeczywiście pańska tajemnica. 
 Pozdrawiam, 
Maria

 Od redakcji: Szanowna Pani, trzymajmy się faktów. Pani mnie nie czyta, dlatego pozwolę sobie przytoczyć kilka cytatów "z siebie": 
 "Akceptacja losu, brak strachu przed śmiercią, znieczulająca słodycz poczucia sensu życia - wszystko to jest za darmo i bez wielkich peregrynacji." (...) "Tak więc rozebranie się ze świata umożliwia powrót do niego w nowej szacie; życzliwości, przyjaznej akceptacji innego człowieka." (...) "Uczmy się poznawać świat, poznawać siebie, uczmy się patrzeć i odkrywać radość życia. Do tego wszystkiego potrzebne jest wyzbycie się owego płytkiego egoizmu, wyzbycie się pogardy do innych, tych ?z magla=, tej ?baby= z kiosku, tych z przystanku autobusowego, tych bez pieniędzy czy wykształcenia". (...) "Nie bądźmy szowinistami, bądźmy mądrymi Polakami, którzy wiedzą, w jaki sposób zadbać o wspólne dobro. Nauczmy się spierać, a nie zwalczać, dyskutować, a nie obrzucać błotem, promować, a nie ściągać do dołu. Tylko w ten sposób stworzymy siłę naszej społeczności, a ta siła w bezpośredni sposób przełoży się na dobrobyt i sukces przyszłych pokoleń." (...) "Po to, aby zobaczyć drugiego człowieka, trzeba nauczyć się odrywać wzrok od siebie. Trzeba zobaczyć siebie, ?po drugiej stronie=, w bliźnim."
 Wystarczy?!
 Niech mi Pani powie, z jakimi "skrajnie nacjonalistycznymi ugrupowaniami prawicowymi" trzymamy sztamę, żebym wiedział, z kim mam zerwać!
 "Goniec" prezentuje szeroką gamę poglądów różnych ludzi, proszę nas choć trochę poczytać, zanim zacznie Pani wypowiadać się na nasz temat!
 

 Jak Platforma Obywatelska 
 pomaga budować 
 wielkość Władimira Putina
 Przewodniczący komisji sejmowej spraw zagranicznych poseł Halicki w "Sygnałach Dnia" 12.02.2010 stwierdził, że do największych osiągnięć obecnego rządu RP należy zaliczyć odwiedzenie przez W. Putina Westerplatte oraz planowane spotkanie z premierem D. Tuskiem w Katyniu z okazji 65. rocznicy mordu polskich oficerów.
 Szanowny poseł zapomniał, że według konstytucji rosyjskiej najważniejszą osobą w Rosji jest prezydent. A po wtóre, W. Putin chce ustalić nową, dotychczas niestosowaną zasadę, iż na groby ofiar zapraszać będą spadkobiercy morderców tych ofiar.
 Dla mnie najgorsze jest to, że tę zasadę chcą popierać niektórzy dziennikarze "poprawni politycznie".
 Moskwie udało się skłócić pomarańczowych z Ukrainy i od dłuższego czasu czynione są próby skłócenia  naszego Premiera  z Prezydentem. Do tego celu wykorzystują dwie przeambicjonowane osoby w randze premiera, tj. J. Tymoszenko i D. Tuska.
 Cóż, zasada dziel i rządź jest wieczna.
 Z poważaniem  i pozdrowieniami
 W. Łęcki

 Od redakcji: Jest to przede wszystkim zasada skuteczna.

 Szanowny Panie Redaktorze
 Kilka tygodni temu pisałem w sprawie nonsensownych wizji dotyczących podnoszenia się wód oceanicznych na skutek rzekomego ocieplenia. Z prawa Archimedesa wynika, że coś takiego było w swym założeniu nonsensem, natomiast sama idee ocieplenia biorąca się z emisji dwutlenku węgla, obala załączony tutaj tekst. Podtrzymuję to co wcześniej pisałem - za dużo jest lania wody na ten temat. Nie wolno bezkrytycznie podchodzić do tego, co oszuści nam serwują. Prasa powinna wreszcie ośmieszyć takich jak Al Gore, którzy nie dość, że powtarzają bezkrytycznie kłamstwo, to są jeszcze za nie nagradzani Noblem. Jeszcze trochę, a wmówią nam, że tlen się kończy i trzeba zacząć "chargować" od wielkości płuc. 
 Pozdrawiam 
S.C. 

 Od redakcji: No pewnie, że będzie taki podatek, a my będziemy go płacić jak te barany.

 Emigracja do Kanady
 Jesteśmy młodym małżeństwem, które przygotowuje się do wyemigrowania do Kanady. Dlatego stworzyliśmy stronę http://www.emigracjakanada.pl/
 Ponieważ została uruchomiona niedawno, nie jest dobrze pozycjonowana przez wyszukiwarki internetowe - jest ją trudno odnaleźć, nie znając adresu.
 Dlatego sami staramy  się nawiązać kontakt z zainteresowanymi - przyszłymi emigrantami. Poszukujemy również kontaktu z Polonią kanadyjską, aby realnie móc ocenić poziom życia.
 Na stronie zbudowaliśmy forum internetowe, które ma posłużyć nam, przyszłym emigrantom, oraz Polakom mieszkającym w Kanadzie, ale niestety z wyżej wymienionych przyczyn jednego wpisu dokonała moja żona.
 W związku z tym zwracamy się z prośbą o umieszczenie anonsu o naszej stronie, a w szczególności o forum zawartym na niej w Państwa tygodniku.
 Bardzo nam zależy na rozwoju strony i forum, ponieważ będzie to wielka skarbnica wiedzy dla nas i przyszłych emigrantów.
 Pozdrawiamy
 Dariusz i Dominika Herczyk

 Od redakcji: Powodzenia w przygotowaniach.

 Widziałem KPK od środka
 Będąc członkiem Związku Narodowego Polskiego w Kanadzie - Gmina 1 na Judson, zostałem wybrany na zebraniu w marcu 2008, aby reprezentować nasz Związek w Kongresie Polonii Kanadyjskiej Okręg Toronto. Ponieważ zbliża się koniec mojej kadencji, czuję się zobowiązany poinformować o sprawach ważnych i na czasie. Na tym samym zebraniu nasz wiceprezes powiadomił nas, że będzie niedługo zebranie w KPK, w którym ja będę mógł brać udział, ale data zebrania była jeszcze nieznana. Ucieszyłem się bardzo, że będę mógł być na tym zebraniu, bo od dawna to KPK wyglądało mi jakoś tak tajemniczo i nieprzystępnie. Bardzo chciałem zobaczyć, kto przychodzi na takie zebrania i o czym się tam mówi. Upłynęło około 3 tygodni, ale nikt do mnie nie zadzwonił z informacją o dacie zebrania. Coś mnie tknęło, żeby zadzwonić do wiceprezesa i zapytać. Usłyszałem w słuchawce odpowiedź: "Aaaa to zebranie będzie pojutrze o 9 w budynku SPK na Beverley". Pomyślałem sobie, że chyba mój anioł stróż popchnął mnie, żeby zadzwonić dwa dni przed zebraniem, a nie dwa dni po, no bo wtedy nie zobaczyłbym KPK od środka (duuuuża strata). Gdy wchodziłem do budynku SPK, czułem się jak Nikuś Dyzma, który dostał się na raut rządowy zupełnie przypadkowo, tak jak ja na to "zebranie". Przy samym wejściu - niespodzianka, po sprawdzeniu mojego nazwiska na liście obecności otrzymałem o dziwo "mandat wyborczy" (kolorową kartkę), okazało się, że to nie jest jakieś tam zebranie, tylko zebranie sprawozdawczo-wyborcze, czyli dzień wyborów Prezesa KPK. Nikt wcześniej na zebraniach o tym nic nie mówił, że będą wybory i że będę wybierał Prezesa KPK, a jak się dowiedziałem dużo później, to nawet miałem prawo kandydować na tę funkcję prezesa. Pięknie, myślę, pięęęęęknie, w takiej sytuacji cichutko usiadłem, patrzyłem, słuchałem i zapamiętywałem. Średnia wieku na sali była jakieś 60+, a ponieważ dosyć często bywałem na Beverley, to od razu uświadomiłem sobie, że prawie wszystkie osoby na sali znam z widzenia i są to ludzie z SPK lub z organizacji, które mają swoje siedziby w budynku SPK na Beverley. No, a gdzie przedstawiciele innych organizacji polonijnych, które nie mają nic wspólnego z budynkiem SPK? Może te organizacje nie należą do KPK, no bo przecież nie muszą, a może nie zapłacili składek w KPK (3 dol. od osoby rocznie), więc wtedy nie mieliby prawa uczestniczenia. Korzystając tutaj z okazji, chciałbym prosić, że jeśli są osoby w polonijnych organizacjach, które o wyborach wiedzieć powinny, a nie wiedziały, bo "ktoś" pilnuje, żeby Polacy nie wiedzieli, że mają wybory w KPK, to proszę te osoby o kontakt ze mną. 
 Na początku zebrania był czas na wnioski. Wstał pan po 70-tce, powiedział, że powinno być tak i tak, i usiadł. Później drugi pan po 70-tce wstał, powiedział kilka bzdur i usiadł. Nie zdziwiłem się tym bardzo, no bo takich ludzi to się "dopuszcza" do wyborów w KPK - są "niegroźni". Później zabrał głos p. Cytowski. Powiedział, że były problemy z poprzednim prezesem KPK, bo zabrał jakiś komputer z KPK do domu i nie chciał oddać, że strona internetowa KPK została usunięta z Internetu pod  pretekstem, że autor strony nie otrzymał wynagrodzenia za jej zrobienie. No i powiedział też Prezes do nas po cichu, że w "KPK są anty-Polacy". Jak to usłyszałem, to nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać.
 No i wreszcie doszło do wyborów Prezesa KPK OT. Tylko, że wyborów w sumie nie było, bo nie było wyboru. Pan Cytowski był jedynym kandydatem - wygrał więc wybory bezkonkurencyjnie - konkurencji nie było. A może konkurencja nie wiedziała, że będą wybory, no bo przecież ja nie miałem pojęcia, a chodziłem na wszystkie zebrania w naszym Związku.
 Minęły prawie dwa lata, w tym okresie były inne zebrania w KPK, ale ani razu nikt z zarządu do mnie nie zadzwonił i nie poinformował o zebraniu w KPK. Widząc sprawy przez ten okres, w listopadzie 2009 na zebraniu w naszym Związku na Judson zapytałem naszego prezesa, kto ma prawo kandydować na Prezesa KPK OT i jakie są formalności z tym związane. Otrzymałem odpowiedź, że prezes nie musi mnie informować o takich sprawach i żebym sobie szukał informacji w gazetach. Był wtedy obecny na naszym zebraniu p. Cytowski - sam Prezes KPK OT, i nic nie powiedział dla wyjaśnienia - ani słowa, a  przecież zna te sprawy bardzo dobrze. W innych przypadkach p. Cytowski zabierał głos na zebraniu i wyjaśniał inne sprawy, jeśli były jakieś wątpliwości. W tym momencie ktoś mógłby mnie zapytać: "A co robi Prezes KPK na waszych zebraniach związkowych?". Ano, p. Cytowski, prawie rok temu, został nagle członkiem naszej Gminy 1 na Judson. A po co? Aaaaa, może wkrótce się wyda.
 Zbliża się kwiecień i następne wybory Prezesa KPK. A może w tym roku wybory będą wcześniej, żeby konkurencja nie zdążyła się pozbierać.
 Sylwester Rosiński 

 Od redakcji: Szanowny Panie, działacz społeczny powinien działać, być aktywny, a nie czekać na telefon czy użalać się po gazetach. 

 Bandera bohaterem?
 Prezydent Ukrainy W. Juszczenko nadał Banderze tytuł Bohatera Ukrainy i uznał OUN/UPA za formacje kombatanckie. Prezydent Polski L. Kaczyński oświadczył, że to jest wewnętrzna sprawa Ukrainy. Gdyby np. Niemcy postawili w Berlinie pomnik Hitlerowi lub Eichmanowi, nie jestem pewien, czy Izrael uznałby to za wewnętrzną sprawę Niemiec. 
 Bandera siedział do czasu wybuchu II wojny światowej w polskim więzieniu skazany na dożywocie za morderstwo. Niemcy w czasie inwazji zabijali wszystkich więźniów i straż więzienną. Gdy Polacy dowiedzieli się o tym, wycofując się, zwalniali wszystkich więźniów, nawet morderców. Niemcy i Rosjanie w podobnych okolicznościach zabijali więźniów. Kultura polska różniła się od niemieckiej czy rosyjskiej. W wypadku Bandery Polacy działali na własną szkodę. 
 Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów, OUN, już przed wojną uprawiała szpiegostwo na rzecz Niemiec i Rosji i stosowała terroryzm. W kampanii wrześniowej wystąpiła przeciw Polakom na małą skalę. Pod okupacją rosyjską czekała na lepszą okazję. Za taką okazję uznała atak niemiecki na Rosję. Małopolska Wschodnia i Wołyń były etnicznie mieszane: Polacy, Ukraińcy, Żydzi i inni. Wołyń miał znaczną większość Rusinów, którzy zaczęli siebie nazywać Ukraińcami. Celem OUN było wymordowanie na obszarze o określonych przez siebie granicach wszystkich innych grup etnicznych i utworzenie niepodległego państwa faszystowskiego zamieszkanego wyłącznie przez Ukraińców z perspektywą dalszych podbojów. Wytyczne działania przedstawił Dmytr Doncow w książce "Nacjonalizm", która stała się biblią OUN. OUN utworzyła formację zbrojną: Ukraińską Powstańczą Armię UPA. Bandera objął władzę nad OUN, krwawo usuwając konkurentów, i działał na terenie zajętym przez Niemców, z którymi nie walczył. Przeciwnie, umożliwił Niemcom stworzenie dywizji SS "Galizien" złożonej z Ukraińców. Ta dywizja w składzie armii niemieckiej wystąpiła przeciw Rosji, w pierwszej bitwie poniosła ciężką klęskę i już nie działała na froncie. OUN  nie miała siły walczyć z armią rosyjską. 
 W tej sytuacji OUN/UPA pod kierownictwem Bandery robiła to, co mogła: wyrzynała Polaków, Żydów i tych Ukraińców, którzy nie chcieli jej słuchać. Wyrzynali rodziny, wsie i miasteczka. Torturowali i zabijali w sposób sadystycznie okrutny. W rodzinach mieszanych żądano, aby Ukrainiec zabił żonę Polkę, albo Ukrainka męża Polaka, i tym podobne. Zbrodnie na Polakach udokumentował W. Siemaszko w książce "Ludobójstwo". Zbrodnie na Ukraińcach (i Polakach) udokumentował dr W.Poliszczuk w książce "Dowody zbrodni OUN/UPA". Nie znalazłem oddzielnej dokumentacji zbrodni dokonanych na Żydach. UPA zabiła wszystkich Żydów, których mogła dosięgnąć. 
 W. Siemaszko opracował tylko zbrodnie na Wołyniu. Dr W. Poliszczuk ocenia liczbę zabitych Polaków na minimum 120 tysięcy, granicy górnej nie usiłuje podać. Ocenił natomiast liczbę Ukraińców zabitych przez UPA: 60 do 80 tysięcy. Wielu z nich zabito za odmowę udziału w rzezi Polaków. Łącząc liczbę ofiar: Polaków, Żydów i Ukraińców, można ocenić, że UPA zabiła do pół miliona obywateli polskich. Za kierowanie tą rzezią prezydent Ukrainy nadał Banderze tytuł Bohatera Ukrainy, a prezydent Polski umywa ręce w imię przyjaźni z Ukrainą. 
 Takie postępowanie trafnie określił dr W. Poliszczuk: "Przestąpić trupa matki i z jej mordercą iść na kawę w drodze do Zjednoczonej Europy".
Janusz Śmigielski

 Od redakcji: To był dla nas policzek. Moskwa zaciera ręce. Ukraina wpadnie jej jak gołąbki do gąbki.

 Szanowny Redaktor Pan Kumor,
 W dniu 11 lutego w Poczcie "Gońca" str. 41 p. Władysław Dziemiańczuk wspomniał o notatkach, jakie często ukazują się w prasie angielskiej "o obozach koncentracyjnych w Polsce". Ja reaguję na takie nieprawdziwe posądzenia Polski. W miesięczniku "Canadian Military" ukazał się artykuł "Obozy koncentracyjne w Polsce". Wysłałem list protestacyjny i otrzymałem odpowiedź z przeprosinami. Poinformowałem też o tym Konsulat RP w Toronto. Dołączam kopię.
 Chciałbym dodać, że często wynalazki naszych rodaków przypisują sobie inni, np. Enigma, również w "Canadian Military". Dołączam list protestacyjny i przeprosiny. Czy odkrywców Enigmy nie należy uhonorować, bo dzięki maszynie zostało odniesione zwycięstwo i skrócona została wojna.
 Uważam, że polski rząd powinien domagać się od Aliantów uhonorowania ich zasług przez wybudowanie pomnika. A Polska ogłosić rok kryptologów, panów Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego, Henryka Zygalskiego.
 Staram się zawsze podkreślać zasługi Polaków i poświęcenie, jakie włożył żołnierz polski w czasie II wojny światowej. Przekazałem książkę o podpisaniu umowy w Jałcie do biblioteki publicznej w Oshawie, aby czytelnicy dowiedzieli się, jak nas Alianci oszukali i sprzedali Stalinowi.
 Serdeczne życzenia i pozdrowienia dla Pana i całej Redakcji.
Weteran, który odłożył broń, a o dobre imię Polski walczy piórem.
M.E. Lutczyk
Oshawa

 Od redakcji: Musimy wszyscy brać z Pana przykład!

 ***
 Tak kulturalnie jak Pan Emanuel Czyżo, nie potrafię. Wiem, że jestem chory, że czasami potrafię się zakombinować w swoim grafomaństwie, ale nigdy nie udawałem, zawsze było widać, co myślę... słychać też, i może dlatego po pańskich opiniach na temat moich listów - jeśli się da zrozumieć, o co w nich chodzi - ...no cóż, przejrzałem te nieopublikowane listy i nie znalazłem podstaw do niezrozumienia czegokolwiek, musiały być jakieś inne powody, nie jest pan szczery, a niepotrzebnie.
 Tematów tych listów było wiele, od naszej historii, której wstydzić się powodu nie mamy, przez sytuację w Iraku, Palestynie, Libanie, Afganistanie, o próbach zniszczenia Iranu i nadymanych powodach, o Polsce, jako ostatniej wchodzącej do piramidy UE, o próbach wciśnięcia Polsce euro spadającego nieuchronnie na pysk, o stoczniach, węglu, gazie i ropie, a co za tym idzie o przekrętach Tuska i jego szajki lodziarzy. Pisałem też o Ukrainie i Rosji, o problemach, jakie od wieków ma z nimi Polska, ale ten problem dawno już wyjaśnił prof. Feliks Koneczny, nawet wynaturzenia w sposobach mordowania są wyjaśnione, Sienkiewicz, Koneczny i historia tworzą całość i wyjaśniają, nawet przerobienie historii przez żydokomuszą propagandę nie jest w stanie niczego przerzucić na polskie barki, było jeszcze wiele o świńskiej grypie i oszustwach następnych, łącznie z ociepleniem klimatu.
 Wiem oczywiście, że taki grafoman jak ja, powinien być zadowolony, że publikowany jest choć co drugi list, smutno tylko, że nie potrafię sprowokować dyskusji, ale to niekoniecznie moja wina.  W różnych okresach PRL-u, gdy UB, ZOMO, a nawet ORMO strzelało do rodaków, mordowali z zimną krwią, Polacy przez propagandę byli chwaleni za nieużywanie siły... (???), o tym też pisałem, zastanawiała mnie ta głupota do kwadratu od lat i w dalszym ciągu zadziwia i myślę, że mam rację, poruszając te tematy, właśnie te. Widocznie musi być bardzo ciężko zrozumieć, że to nie Irak, Afganistan lub Iran upominają się od Polski o miliardowe odszkodowania, ale nasza armia pomaga zaprowadzić tam "demokrację"... po co i dlaczego?
 Pisałem też, że UE się sypie, wróżyłem to ze trzy lata wstecz, jeszcze się UE na dobre nie rozkręciło, a już przekręty i lodziarze ją załatwili... socjalizm. Niedzielna audycja państwa Piotrowskich, bezczelna propaganda w wiadomościach z Polski, proPOwska i prorosyjska, też jest warta wyjaśnienia, ostatecznie ciekawa audycja nie powinna promować fałszu.
 I znowu coś z Konecznego - obywatele nie są własnością państwa, lecz łączą się w państwo, aby ułatwić sobie życie - zupełnie nie wierzę, że i tego Pan nie rozumie... ale jeszcze o węglu, oszustwa o dwutlenku węgla i ocieplaniu klimatu nie powinny powodować problemów z wykorzystywaniem naszego największego bogactwa, czyli węgla, a wygląda na to, że ten nasz węgiel będzie bardzo dobry i cenny w momencie, gdy zmienią się stosunki własnościowe, ale już jako produkt bardziej wartościowy i na pewno nie zagrażający środowisku. Wiele spraw wartych jest wyjaśnienia, zupełnie jak trwające już półtora roku śledztwo na temat śmierci Geremka.
 Wg za przeproszeniem dziennikarzy z największego w Polsce organu, o. dyr. Rydzyk jeździ robioną na zamówienie superluksusową syrenką i sieje zgorszenie, gdy wysiadając z tego superkomfortowego auta, wszyscy widzą, że jest bez majtek... (???), ale "dziennikarze" nie mogli zrobić zdjęć, bo nie mieli ze sobą aparatów, a więc zdjęcia tych luksusów nie istnieją, ale plotka żyje, i o to chodzi, różne Adolfy wierzą, sam by tego nie wymyślił, propaganda musiała podpowiedzieć.
Janusz Sierzputowski
Cambridge

 Od redakcji: Niech Pan się nie rozwodzi nad własnym pisaniem, tylko pisze zwięźle i na temat. PS Nigdy nie zarzuciliśmy Panu grafomaństwa.

 Panie Redaktorze,
 Pragnę pogratulować Panu gazety, która stała się najlepszym pismem Polonii, a także forum wymiany myśli dla czytelników. Korzystając z tego, pragnę też nawiązać do listu pana inżyniera J. Szaciło zamieszczonego w "Gońcu" dwa tygodnie temu. Autor pisze w nim o moralnych przyczynach i konsekwencjach kryzysu ekonomicznego i widzi je w niezachowywaniu zasad nauki Kościoła. Jedna z tych zasad jest zawarta w teologicznym określeniu "grzechów wołających o pomstę do nieba", którymi są: umyślne zabójstwo, grzech sodomski, krzywdzenie wdów i sierot oraz zabieranie lub zatrzymywanie zapłaty za wykonywaną pracę. Ten ostatni punkt obejmuje także, a nawet przede wszystkim, jak pisze inż. Szaciło, "pozbawianie pracy pod jakimkolwiek pozorem, bo usuwanie z pracy jest najwyższą formą zabierania zapłaty". Trudno odmówić racji autorowi listu. Zwolnienie z pracy oznacza pozbawienie zapłaty, czyli środków do życia. A więc, zgodnie z nauką Kościoła, czyniący tak popełniają "grzech wołający o pomstę do nieba".
 Tu powstają pytania. Czy nauka Kościoła obowiązuje wszystkich pracodawców, czy tylko tych, którzy wyznają wiarę katolicką, czy szerzej - są chrześcijanami? A więc, jeżeli pracodawca nie jest katolikiem lub jest niewierzący, czy wyżej wymienione zasady go obowiązują? Czy wyrzucanie z pracy jest grzechem pracodawcy będącego np. muzułmaninem? Sądzę, że przydałaby się tutaj fachowa interpretacja kogoś biegłego w sprawach moralności i etyki, na przykład któregoś z naszych Ojców Oblatów, by wyjaśnić, czy grzechem wołającym o pomstę do nieba (jak pisze inż. Szaciło - nigdy przez Kościół nieanulowanym), jest wyrzucanie z pracy, bez względu na wyznawaną religię pracodawcy. I czy takie postępowanie, tak poważny grzech, nie stoi na przeszkodzie zbawieniu osób w ten sposób postępujących?
 Sytuacja komplikuje się także, jeśli zawęzi się rozważania tylko do pracodawców wyznających religię katolicką. Tutaj wprawdzie nie mamy wątpliwości, że obowiązujące są zasady religii, a więc wyrzucanie przez pracodawcę katolika ludzi z pracy jest, zgodnie z wykładnią Kościoła, grzechem wołającym o pomstę do nieba. Jakże wobec tego wyjaśnić fakt (powiedziała mi o tym znajoma, którą to dotknęło), że w ciągu ostatnich trzech lat z katolickiej Credit Union św. Stanisława i św. Kazimierza usunięto z pracy, pod różnymi pozorami, wypłacając po parę groszy na otarcie łez, kilkadziesiąt (!) osób, w tym matki dzieciom, osoby mające na utrzymaniu starych rodziców i wiele osób obciążonych morgiczami i długami.
 Nie trzeba nikogo przekonywać, jak wielką krzywdę zrobiono tym pracownikom. Uczyniła to rada dyrektorów, za pośrednictwem specjalnie wynajętego za pieniądze członków (jakoby za kilka tysięcy dolarów miesięcznie) konsultanta, który typował ludzi do zwolnienia, przy akceptacji Ojców Oblatów, z których inicjatywy nasz bank podobno powstał w 1945 roku. Oczywiście wtedy inni Oblaci zakładali Credit Union, a inni teraz usuwanie z pracy akceptowali. Widać, uznając się za właścicieli instytucji uważali, jak sądzi moja znajoma, że mają prawo zwalniać pracowników, choć jako zakonnicy powinni raczej nieść biednym pomoc i pociechę w strapieniu.
 Powstaje pytanie, czy obecni Ojcowie Oblaci nie wiedzieli, że wyrzucanie z pracy to, zgodnie z nauką Kościoła, grzech wołający o pomstę do nieba? Zapewne wiedzieli, bo wszystkie grzechy są wymienione w katechizmie. W związku z tym powstaje drugie pytanie - czy Ojcowie Oblaci świadomie przekroczyli zasadę ujętą w katechizmie, czy też może ona ich nie obowiązuje? Na ten temat nic nie wiemy (może Ojcowie sami się wypowiedzą), ale problem istnieje.
 Ponadto okazuje się, iż nie jest to jedyna zasada wynikająca z zapisów wiary katolickiej, jaka nie została dotrzymana w należącej do Ojców Oblatów Credit Union. Oto w Biblii, w rozdziale 15 Księgi Powtórzonego Prawa (Deuteronomium) czytamy: "Na początku każdego siódmego roku będziesz czynił odpuszczenie długów. A sposób odpuszczenia jest taki, żeby długi odpuścił każdy; kto pożyczał bliźniemu swemu, nie będzie wymagał długu od bliźniego i od brata swego, ponieważ obwołane jest odpuszczenie Pańskie. Od obcego wyciągać dług możesz, ale cobyś miał u brata twego, odpuści mu ręka twoja" (Deut. 15; 1-3).
 A więc jest jasne, że co siedem lat katolik powinien odpuszczać długi swemu bliźniemu. Z tego wynika, że Credit Union jako katolicka instytucja też powinna swoim członkom regularnie umarzać długi, choćby częściowo. Powinna być do tej czynności zachęcana przez Ojców Oblatów, nadzorujących ją za pomocą swej rady dyrektorów, w której wszyscy do pełnienia tych funkcji (chyba nie za darmo), jako wzorowi członkowie katolickich parafii, są wyznaczani właśnie przez Ojców Oblatów. O ile wiadomo, do tej pory Credit Union nie stosowała zasady umarzania długu "swoim braciom", czyli bliźnim, co stoi w sprzeczności z wymogami Biblii. Czas naprawić to zaniedbanie, odrzucić lichwę i powrócić do zasad katolickich, do czego w swym liście nawołuje inż. J. Szaciło. Przypomnijmy, kogo Pan Jezus wyrzucał ze świątyni - handlarzy i lichwiarzy. Znaczy to, że nie pieniądzem jest człowiek silny, ale ma być silny wiarą i postępować zgodnie z jej nakazami. Krzywdzenie bliźnich przeczy zasadom naszej wiary i dlatego wymaga wyznania winy, pokuty i naprawienia niesprawiedliwości, o czym w katolickiej Credit Union należy pamiętać, bo płacz pokrzywdzonych słychać w niebie głośno.
 Łączę pozdrowienia
W Credit Union od 25 lat
(Nazwisko do wiadomości redakcji)

 Od redakcji: Szanowny Panie, czemuż to się Pan ukrywa za nazwiskiem do naszej wiadomości?  Znam wiele osób, które chciałyby być tak "krzywdzone", jak pracownicy Credit Union. Niech Pan nie przesadza i popatrzy, co się dzieje dookoła. Ludzie tracą jedne prace i znajdują nowe, gdyby przyjąć Pana optykę, wszyscy bylibyśmy dzisiaj zatrudnieni w manufakturach przy struganiu kół do powozów.

 Przyjaciel Ukrainiec
 Dnia 8 II 2010 oglądałem Telewizję TRWAM i obserwowałem dyskusję w programie "Polski Punkt Widzenia". Dyskusja była na temat wyborów na Ukrainie. Posłanka PiS Małgorzata Sadurska i pan prof. z KUL-u A. Ryba wypowiadali się na temat, co będzie dalej z Ukrainą i jaka teraz będzie polityka Janukowycza i Julii Tymoszenko. Przegrana Wiktora Juszczenki nie była zaskoczeniem dla obydwu dyskutantów. Za dużo błędów zrobił ten rząd. Wiktor Juszczenko dolał oliwy do ognia wyborów przez uhonorowanie Stepana Bandery - robienie z bandyty bohatera. Dowódca UPA odpowiedzialny za wymordowanie 120 tys. Polaków i nieznanej liczby Ukraińców i innych narodowości. W niepodległej Polsce skazany trzy razy za napad na kurierów poczty polskiej wiozących pieniądze. Gdy weszli Niemcy, zwolnili go z więzienia. 
 Przeczytałem książkę Wiktora Poliszczuka "Gorzka prawda". Miałem też przyjemność rozmawiać z Nim przez telefon. Zamówiłem u Pana W. Poliszczuka tę książkę po ukraińsku dla moich znajomych w Detroit. Byli to Ukraińcy - wykształceni na uniwersytetach na Ukrainie. Kobieta, która miała wykształcenie techniczne - politechnika, przyznała, że to prawda, co pisze Wiktor Poliszczuk. Natomiast rozmawiając z mężczyzną Ukraińcem, nie mogłem się dogadać - twierdził, że to Polacy pierwsi zaczęli mordować Ukraińców. Byłem trzy razy na Ukrainie, przekonałem się o żadnej znajomości historii przez Ukraińców - po prostu ich tego nie uczono. Trochę wiedzieli na temat wielkiego głodu na Ukrainie. Ogólna opinia tego towarzystwa, w którym przebywałem, to że Bandera był dobrym człowiekiem, tylko Polacy to byli dranie.
 Mój Ojciec Marcin Weber, mając 11 lat, wyjechał do Niemiec do Żagania, był rok 1902. Pracując w cegielni bardzo ciężko, poznał język i gdy wybuchła I wojna światowa, został wcielony do wojska niemieckiego, miał wtedy 23 lata. Podczas jednej bitwy, którą Niemcy przegrali - wojska rosyjskie pod Lwowem otoczyły Niemców i Ojciec mój został wzięty do niewoli rosyjskiej. Został zesłany do Semipałatyńska i tam pracował u rosyjskiego chłopa, który miał 115 lat i siedem żon. Rodzina tego chłopa liczyła 150 osób. Ojciec opiekował się końmi. Po wybuchu rewolucji w 1917 roku, Ojciec mój dostał się na Ukrainę. Został wcielony do armii Semena Petlury. Byli w tej armii i Czesi, i Rosjanie, i Węgrzy. Nie znam szczegółów, jak Ojciec mój pojechał do Moskwy. Spacerując po Moskwie, został zatrzymany przez czerwonoarmistę w budionnówce z karabinem. Żołnierz, przystawiając Ojcu karabin do piersi, pyta: ty czerwony czy biały? Ojciec, widząc czerwoną gwiazdę na czapce oraz karabin lufą skierowany na niego, powiedział, że czerwony. Żołnierz ten puścił go i Ojciec mój wrócił na Ukrainę, do oddziałów Semena Petlury. Z Ukraińcem szewcem robili buty dla armii ukraińskiej. Ojciec opowiedział, co Mu się zdarzyło w Moskwie, temu Ukraińcowi, z którym robił buty. Zapewne pili wódkę razem i spali razem, jak to żołnierze. W roku 1926 Ojciec mój wrócił do Polski - do swojej wioski Brzoza Królewska - 9 km od Leżajska. Miał 35 lat i brodę do pasa - wywołując tym samym śmiech panien. 
 Po roku, to znaczy w 1927 - szukając pracy nawet w Warszawie, nawiązał znajomości. W tym roku przyszli granatowi policjanci, skuli w kajdany i przetransportowali Ojca do Warszawy. Po wyroku siedział na Dzikiej w Warszawie. Dziewczyna, którą poznał, wynajęła adwokata - Ojciec cały czas mówił jednakowo, że nie jest komunistą, i po trzech miesiącach został zwolniony i zapłacono Mu za to. Dalej szukał pracy. Oto historia przyjaźni z Ukraińcem.
Kazimierz Weber
Windsor

 Od redakcji: Piękna historia, dziękujemy!

 Arogancja Toyoty
 Czytając artykuł Pana Jerzego Rosy pod tytułem " Hamowanie Toyoty ", miałem wrażenie , iż został on napisany przez "rzecznika prasowego" Toyoty, broniącego zagorzale niszczejącego wizerunku swojej firmy samochodowej. Oprócz rzeczowych informacji dla zatroskanych posiadaczy toyot, otrzymaliśmy również sporą dozę typowej reklamy tych samochodów, których jakość w ostatnich latach systematycznie spada. Nawet "Consumers Report ", który rekomendował do niedawna każdą toyotę bez przeprowadzania niezbędnych testów, w ostatnich dniach przeprosił czytelników i wycofał się z rekomendowania większości z nich.
 Nie to jest jednak dzisiaj największym zmartwieniem Toyoty. Główny problem tkwi w tym, że w wyniku niekontrolowanego przyspieszania niektórych samochodów tej marki, do dnia dzisiejszego w USA śmierć poniosły 34 osoby i ponad 400 zostało rannych, podczas gdy kierownictwo Toyoty wiedziało o tym defekcie co najmniej od 2004 roku (ABC news, 16 lutego 2010). Amerykańska instytucja rządowa NHTSA odpowiedzialna za bezpieczeństwo na drogach, na skutek zwiększonej liczby kolizji z udziałem przyspieszających toyot, rozpoczęła śledztwo w tej sprawie. Reakcją Toyoty było zatrudnienie dwóch byłych inspektorów NHTSA, którzy dzięki swoim wpływom w tejże instytucji, usunęli ze śledztwa najbardziej ciężkie i ewidentne przypadki. Słowem, nic z tego śledztwa nie wyszło i ludzie nadal ginęli w "uciekających" toyotach. W roku 2007 i 2009 wymieniano maty podłogowe, w niektórych przypadkach ograniczające ruch pedału gazu. Na niewiele to się zdało. Dopiero w grudniu 2009 roku, na skutek interwencji amerykańskiej delegacji z NHTSA w Japonii, Toyota zdecydowała się na przegląd 8 milionów samochodów. Do tego w ostatnim czasie doszły problemy z hamulcami w toyocie prius, wałki napędowe w tacomie, układ kierowniczy w corolli, układ paliwowy w camry, co ciekawe, wszystko to po interwencji Amerykanów w Tokio. 
 Usuwanie usterek w przemyśle samochodowym jest czymś całkowicie normalnym. Natomiast ich ukrywanie w czasie, gdy giną ludzie, jest przestępstwem, które powinno być karalne. Dobrze by było, gdyby również w Kanadzie bardziej zainteresowano się tą sprawą, a nie wciskano nam, że jest to spisek rządu amerykańskiego czy histeria w amerykańskich środkach masowego przekazu.
 Obawiam się, że może to nie być koniec problemów Toyoty z pedałem gazu. Rosnące grono ekspertów w Europie i USA uważa, że defekt powodowany jest przez elementy elektroniczne lub pole elektromagnetyczne i przez to bardzo trudny do zaobserwowania (CNN, 9 lutego 2010 ). Właśnie przed chwilą CNN ogłosił, że Amerykanie wznowili dochodzenie w tym zakresie. Słowem, sytuacja Toyoty nie jest zbyt ciekawa. Nie myślę, żeby potencjalni klienci spieszyli się z zakupem, nawet po obniżonych cenach, do czasu kiedy Toyota nie zapewni stuprocentowego bezpieczeństwa, a to może potrwać miesiące. Niestety, ale również wartość używanych toyot spadła znacząco i spadnie jeszcze bardziej w miarę wzrostu niepewności związanej z bezpieczeństwem. 
 I nie zgodzę się z Panem, Panie Jerzy, że gotowość Toyoty do usunięcia usterek "jest przejawem skrajnej troski o dobro i bezpieczeństwo nabywców wozów Toyoty". Gotowość ta jest raczej wynikiem presji amerykańskiej opinii publicznej i w następstwie amerykańskiego rządu na kierownictwo Toyoty, które wykazało się wyjątkową arogancją, za którą będą musieli słono zapłacić. Niemniej jednak bardzo lubię czytać pańskie artykuły, Panie Jerzy, zwłaszcza te, które są obiektywne. 
 Z poważaniem. 
Grzegorz 

 Od redakcji: Nie jestem rzecznikiem prasowym Toyoty, ale uważam - a nie jest to tylko moja opinia - że samochody tej firmy są o niebo lepiej wykonane, niż np. amerykańskie wozy Jeepa. JR.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ARCHIWUM nr 28
ARCHIWUM nr 27
ARCHIWUM nr 26
ARCHIWUM nr 25
ARCHIWUM nr 24
ARCHIWUM nr 23
ARCHIWUM nr 22
ARCHIWUM nr 21
ARCHIWUM nr 20
ARCHIWUM nr 19
ARCHIWUM nr 18
ARCHIWUM nr 17
ARCHIWUM nr 16
ARCHIWUM nr 15
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
 
 

***


KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster