POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail: redakcja@goniec.net

Adres redakcji:
2386 Haines Rd. Suite 204
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Prenumerata: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc.

..
LISTY DO REDAKCJI
Toronto - Canada
Zamieszczamy listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu. 
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych listów.
  
GONIEC nr 25/2010
 ***
  Przeżyłam mały szok, siedziałam chwilę na fotelu i oglądałam program, była godz. 13.45 lub 10. Czuję, że mój fotel się trzęsie i patrzę na moje ręce, to samo. Myślę, że nie jestem chora, ale obejrzałam się na lewo (mam odstawione meble od ściany, bo mąż miał malować) i widzę, że kredens się rusza. Szybko wstałam do Dawida, zadzwoniłam do mojego syna. Pytam, czy też coś odczuł. Mówi, że tak, siedział przy komputerze i wszystko mu się zatrzęsło. Potem zadzwoniłam do synowej, a mieszka niedaleko nowego kościoła, i też to odczuła. Kilkoro ludzi też wyleciało na ulicę. 
 To moje przeżycie od 22 lat pobytu w Kanadzie.
 Pozdrawiam "Gońca".
S.J.
Brampton

 Od redakcji: Nie ma na tym świecie nic stałego.
 
 Idąc do Konsulatu RP, uzbrój się   w cierpliwość i stalowe nerwy
 Droga Redakcjo!
 Wybory. Dlaczego nam tu, na imigracji, starano się utrudnić udział w wyborach...? Mamy odpowiedź, śledząc ich wyniki. Mianowicie za Oceanem pan Kaczyński odniósł druzgocące zwycięstwo. Jest to dowodem, że tu na obczyźnie więcej widzimy i mamy nie tylko że więcej wiedzy, ale i serca... POLSKIE SERCA. Oby w następnej rundzie w Polsce otworzyły się oczy na matactwa antypolskie POwszechnie znane.
 Mój paszport wygasł w ub. roku, toteż aby być dopuszczoną do wyborów, oczekując na regularny, musiałam wystąpić dodatkowo o tymczasowy.  
 Nie obyło się jednak bez ceregieli. Trzy razy musiałam robić zdjęcia, jako że urzędniczka Konsulatu nie przyjmowała w... okularach - a me okulary to szkła bez ramek, w ogóle nie zmieniające rysów twarzy i mające przeciwodblaskową powłokę.  Wysyłana byłam do "Chińczyka w sąsiedztwie" (jakieś 15 minut pieszo!!!), który "dobrze robi zdjęcia", do którego się udałam po powtórnym odrzuceniu posiadanych. Z Chińczykiem tym wręcz walczyłam... aby mieć fotkę bez okularów, gdyż twierdził, że do moich nie można mieć zastrzeżeń. Kiedy pokazałam mu odrzucone zdjęcia, stwierdził, że są perfect i nie wie, czemu  odrzucone, i skoro JA chcę bez okularów, to OK.  W Konsulacie od tej urzędniczki usłyszałam, "o widzi pani, jak ładnie pani wyszła"...  Powtórzyłam opinię Chińczyka i skwitowałam, że mogę wyglądać jak z listu gończego, bo mi na tym nie zależy, a szkoda mi pieniędzy na fotografa,  które dodatkowo mogłam dać na Powodzian w Polsce.  Przy sprawdzaniu PESEL też przeszkoda, bo w rejestrze jedno imię... i zaraz pytanie "od kiedy pani ma dwa imiona?". Odpowiedź:  "zawsze, i tak jak w wygasłym paszporcie"... ale że potwierdzona (wzięta na wszelki wypadek) metryka urodzenia usunęła kolejną "przeszkodę".
 CO LEPSZE: W dniu wyborów, po odnalezieniu mego nazwiska usłyszałam, "ale pani nie może brać udziału w wyborach". Dlaczego? - pytam. "Bo pani paszport jest nieważny". Przecież to tymczasowy paszport.  "Tak, ale NIE-ważny."  Odebrałam go 2 dni temu, to nie może być nieważny.  "NIEWAŻNY... Ważność skończyła się 16 czerwca 2010!"  Niemożliwe... wzięłam pod mój nos dokument, by przeczytać głośno... wydano 16 czerwca 2010, ważny do października etc. "Och, przepraszam panią, bo w unijnych paszportach data jest w innym miejscu".... (???!!!????!!!).
 W każdej sytuacji sprawdzajmy parokrotnie to, co podpisujemy, i wierzmy własnej intuicji... oraz faktom, aby nie dać się otumanić lub unieść emocjom... a idąc do Konsulatu RP, uzbrójmy się w cierpliwość i stalowe nerwy.
Małgorzata Kossowska
Toronto

 Od redakcji: Konsulat to urząd, polski urząd...
 
 Kto zapomniał o Polsce, 
 niech Pan Bóg zapomni o nim
 Nawiązując do bardzo merytorycznej treści listu pana Stanisława Pietrasa z poprzedniego numeru "Gońca", nie mam wątpliwości, że Polacy wybrali Komorowskiego, a nie Polskę. Zbyt mało tragedii wydarzyło się przez nieodpowiedzialny rząd PO-PSL w Polsce, aby Polacy otrząsnęli się i poszli po rozum do głowy. Może potrzebne jest trzęsienie ziemi, aby Polaków obudziło i zaczęli myśleć. Zaczęli myśleć, co dzieje się już z naszą Ojczyzną i co dziać się będzie, gdy obecnie rządzący zawłaszczą cały aparat rządowy, władzę wykonawczą, ustawodawczą, sądownictwo, obronność, resort sprawiedliwości, to już opanowali, teraz pozostaje ochrona zdrowia i skarby naturalne. Rządzący śmieją się w twarz Polakom, dzielą ich na wykształconych i zaścianek, na biednych i bogatych, na mądrych i głupich, a przypisują to opozycji. Polacy tak słuchają i patrzą, bez żadnej reakcji i świadomości o ich kłamstwie...
 Pierwsza tura zakończyła się zwycięstwem Komorowskiego, który nie inaczej jak jego partia podchodzi do spraw Polski i Polaków. Polacy w małym procencie wykazali się polityczną dojrzałością i troską o własne życie, nie zadali sobie trudu pójścia do punktu wyborczego i to dało zwycięstwo Komorowskiemu.
 Jest jeszcze kilka dni do przemyślenia, rozmów z bliskimi itd. Jeżeli odpowiada Polakom służalczość i uległość obcym, niszczenie gospodarki i rodziny, lekceważenie bezpieczeństwa i praworządności, a co za tym idzie, utrata suwerenności, to niech tak będzie, jak jest. Tusk i jego drużyna będą robić dobrą minę, wygłaszać mowy tronowe, jak to wszyscy Polaków kochają, a Polacy niech głosują na Komorowskiego, który najpierw był związany z "Solidarnością", a potem z WSI. Polacy muszą zrozumieć, że walka o ich byt i przyszłość ich dzieci leży w ich obowiązku, że tego nikt im nie podaruje czy wywalczy, oni sami muszą się troszczyć o to, żeby Polskę zmieniać na lepsze. Polacy na emigracji mogą im tylko pomóc, ale za nich nie zrobią.
 Po przegranej Jarosława Kaczyńskiego w pierwszej turze, słyszałam wiele głosów ze swojego kręgu, że jeśli w drugiej turze będzie tak niska frekwencja, to przestaną się przejmować Polską i zamieszkałą tam swoją rodziną. My, Polacy na emigracji, przemierzamy setki kilometrów do punktów wyborczych, aby wzmocnić elektorat prawicowy i wybrać prezydenta, który będzie godnie reprezentować nasz kraj i dbać o jego obywateli.
 Osobiście, jestem w poczuciu narodowej dumy, z faktu wypełnienia obywatelskiego obowiązku, nakazu sumienia i potrzeby chwili. Dziękuję tym rodzinom, z którymi rozmawiałam pod Konsulatem. Ludzie z wielkim przejęciem i troską wypowiadali gorzkie słowa o dzisiejszej sytuacji w Polsce, o kłamstwie obecnie rządzącej ekipy i potrzebie gruntownych przemian. Dziękuję za ich wzruszenie i łzy przy pożegnaniu, które były dowodem ich wielkiej troski o Polskę. 
 Drodzy Rodacy w kraju, jeżeli 4 lipca Wy zapomnicie o Polsce, to my zapomnimy o Was.
 Pozostaję z nadzieją,
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Pani miłość Ojczyzny jest wzruszająca.
 
 Witam,
 Chciałabym podać kilka nowych informacji nt. kolonii kotów koło lotniska, o której informował "Goniec".
 Do dzisiaj wysterylizowaliśmy w sumie 18 kotów - dwa z nich wymagały pomocy medycznej. Dziewiętnastego i dwudziestego zabieramy do weterynarza w środę. Mam teraz w domu pięć kociaków z kolonii, pójdą do adopcji poprzez Toronto Cat Rescue. Mamy nadzieję, że nie będzie już więcej kociąt. Naszym celem jest zakończenie akcji w kolonii w ciągu miesiąca lub półtora.
 Spotkaliśmy także Polkę, panią Jadwigę, która pracuje w biurze niedaleko i karmi kota Strangera od małego. Zorganizowaliśmy dla Strangera sterylizację i szczepienia i mamy nadzieję znaleźć dla niego stały dom. Polacy generalnie nie są zainteresowani rzeczywistą pomocą dla programu TNR (trap/neuter/release - złapać, wysterylizować, wypuścić), ale nawet jedna osoba może coś zmienić.
 Pozdrawiam
Cathi
cathipersaud@hotmail.com
Wszelkich informacji 
w jęz. polskim udzieli Kasia, 
nr tel. 905-279-5712

 Od redakcji: xxx
 
 Do redaktora Andrzeja Kumora
 i współpracowników
 To co zamieszczacie na łamach "Gońca", zmusza mnie, aby się odezwać, a raczej wezwać Was do opamiętania się. Jeśli to wynika z niewiedzy - to wstydźcie się wszyscy Wy piszący, jeśli z chęci dochodów - to gorzej niż obrzydlistwo.
 Lepiej, żebyście jawnie drukowali i ogłaszali w "Gońcu" oferty burdeli i podobnych przybytków niż tych wszystkich oszustów, co uprawiają szarlataństwo = "uzdrowiciele", co to niby "leczą" energią. Gdybyście znali skutki tego bezeceństwa, tobyście oniemieli ze zdziwienia i ze strachu. Oto świeży przykład z maja tego roku z Krakowa. Moja znajoma swego czasu miała problemy ze zdrowiem, oprócz wizyt, leków i prowadzenia przez lekarza w przychodni, ktoś ze znajomych polecił jej i doradził bioenergoterapeutę. Było to w 1997 roku i niestety skorzystała z jednego "seansu" tych usług. Teraz to jedynie pamięta z tego tyle, że na następny dzień dostała bardzo silnych krwawień miesiączkowych, co było nienormalnym symptomem po ledwie co skończonej poprzedniej. Ale jakoś to się uspokoiło i przeszło w niepamięć. To co przyszło jej przechodzić w 2009 roku - jakie katusze, tortury, a dla innych dziwne rzeczy (sprawy duchowe), to nie macie zielonego pojęcia. Ile trudu i zachodów, aby dostać się do kogoś odpowiedniego, bo księża znajomi nie wierzyli (niestety), że coś takiego istnieje. Dopiero po wielu staraniach sióstr zakonnych znajoma ta spotkała księdza egzorcystę w Krakowie i wówczas nastąpiła poprawa i ujawnienie przyczyny tych "dolegliwości". Po tylu latach, bo od 1997 roku, uczynniły się,  odezwały się kanały zła, którymi była "energetyzowana", ale to długi i koszmarny temat!
 A Wy żywcem pchacie ludzi w sidła zła, bo niech tylko kilkoro skusi się - tak barwnie opisujecie te zeznania, jak pomogło, jacy wyleczeni, jacy uzdrowieni.
 Takie opisy, takie peany na cześć tych, co uprawiają magię, może napisać tylko ciemniak, nie znający Pisma św. i tych zagadnień od strony prawdziwej.
 A Wy propagujecie to i wciskacie rodakom. To taka Wasza praca? - bo z tego żyjecie, pamiętajcie, że na czyimś nieszczęściu jeszcze się nikt nie wzbogacił. Wiedzcie, że za to będziecie po śmierci przez Stwórcę sądzeni, za krzywdy i ból ludzi, za jawne i powszechne szerzenie i namawianie do korzystania z usług zła odpowiecie!!!
 Dlaczego usprawiedliwiasz się redaktorze i powołujesz na jakiegoś biskupa, przedstawiając jego opinię pobłażliwości, niewiedzy i głupoty. Takich dzisiaj dużo, czyż nie wiesz, że księdza (takiego prawdziwego) ze świecą dzisiaj szukać. Otwórz oczy, odsłoń uszy i przejrzysz, co się dzisiaj "wyprawia" w Kościele! Takie czasy??? Miejcie oczy i uszy otwarte, ocknijcie się, później nie będziecie się tłumaczyć, że nie wiedziałem o tym. Człowiecze! Masz rozum i wolną wolę, więc wybieraj, komu służysz. Czyż Was nie stać na te parę groszy, aby przeczytać, przemyśleć, poznać, zastanowić się i przedyskutować wspólnie na wyżej wymienione tematy? Przecież z pióra żyjecie, ależ na wszystkie świętości, proszę Was, nie czyńcie zła, nie głoście zła, zło trzeba potępiać, ze złem trzeba walczyć - przecież nie jesteście poganami. Gorąco polecam, sięgnijcie do źródła wiedzy: Gabriel Amorth  "Wyznania egzorcysty", Gabriel Amorth "Nowe wyzwania egzorcysty", Gabriel Amorth "Egzorcyści i psychiatrzy", Marco Tosatti "Śledztwo w sprawie szatana", M. Kuczyński "Spisek na wiarę", B. Mayer "Ostrzeżenia z zaświatów".
 Życzę Wam piszącym, aby Pan Bóg obdarzył Was mądrością, oświecił Was światłem, aby Was dotknął.
 Wszystkiego dobrego życzy
czytelniczka "Gońca" Zofia

 Od redakcji: Szanowna Pani, dziękujemy za życzenia, szanujemy ludzi walczących o swoje przekonania, tylko dlaczego robi to Pani, nie podając publicznie nazwiska? Książki Gabriela Amortha publikowaliśmy w "Gońcu" w odcinkach. Nasze stanowisko w sprawie bioenergoterapii, homeopatii etc. już kilka razy przedstawialiśmy. Każdy swój rozum ma. Prezentujemy wiele opinii, również takie jak Pani. 
 
 Szanowny Panie Redaktorze,
 Ja uważam, że wybory zostały sfałszowane:
 - Kaczyński zebrał w ciągu tygodnia 1,7 mln podpisów, zaś Komorowski 700 000 w ciągu dwóch tygodni. Jak się to ma w stosunku do wyników?
 - Popatrzcie na dwóch ostatnich (nieoficjalne dane): Bogusław Ziętek - 0,17 proc. (26 tys. 629), Kornel Morawiecki - 0,13 proc. (20 tys. 165). 
 A przecież do zarejestrowania kandydatów potrzeba było min. 100 tys., które to 100 tys. zbierano -- nazwijmy to - "lokalnie" (bo przecież CAŁEJ Polski i WSZYSTKICH mieszkańców nie nagabywano o podpisy). Zaś jak przyszło do głosowania w CAŁEJ Polsce, to Ziętek dostał zaledwie 1/4 "podpisów", zaś Morawiecki 1/5. Jak to wytłumaczyć?
 - Jest ładnych kilkanaście godzin po zamknięciu lokali wyborczych i ciągle nie ma oficjalnego wyniku. Jak to wytłumaczyć?
 Serdecznie pozdrawiam,
 Jurek K. 

 Od redakcji: Chyba jednak wyciąga Pan pochopne wnioski.
 
 Moje głosowanie 
 Ja i moja żona zapisaliśmy się na wybory prezydenckie, wysyłając e-mailem nasze dane. Tego samego dnia (poprzez reply) uzyskaliśmy potwierdzenie, że jesteśmy wpisani na listę wyborców.
 Dziś przychodzimy i okazuje się, że jesteśmy zapisani, ale skreśleni z listy wyborców, ponieważ pobraliśmy zaświadczenie, że będziemy głosować poza Montrealem. Jeśli chcę głosować, to muszę przedłożyć zaświadczenie. Ależ ja nie mam takiego zaświadczenia, odpowiedziałem mocno zdziwiony, ponieważ nigdy o nie nie występowałem. Oczywiście nie uwierzono moim zapewnieniom. No to poprosiłem, by pokazano mi moje pokwitowanie poboru tego zaświadczenia.
 Jedna z osób z prezydium komitetu wyborczego poszła szukać. Niestety nie znalazła. Stwierdziła, że sprawa jest skomplikowana. Ja powiedziałem, że stąd nie wyjdę, jeśli nie zagłosuję. Jest to skandal, żeby takie wypadki miały miejsce. Wezwano konsula. Ten, by wyjść z kłopotliwej sytuacji, wystawił na poczekaniu zaświadczenia o możliwości głosowania gdziekolwiek dla nas dwojga. Mogliśmy zagłosować.
 W trakcie wystawiania zaświadczenia w gabinecie konsula, widziałem kilkadziesiąt skreśleń, po kilka na każdej stronie listy wyborczej. Czyli chętnych do głosowania w innym okręgu wyborczym. Dziwi mnie to bardzo. W Kanadzie są cztery miejsca do głosowania, Ottawa, Toronto, Vancouver i Montreal. Miasta te są odległe od siebie po kilkaset lub kilka tysięcy kilometrów. Aż tylu podróżujących w tym dniu?
 Jeśli ja zostałem skreślony pomyłkowo, to ktoś nie został wykreślony. Czyli może głosować dwukrotnie, raz w Montrealu, potem w Ottawie lub Toronto.
 Jeśli ja zostałem tak łatwo skreślony z listy wyborców, to chyba również nie ma problemu, żeby ktoś dostał zaświadczenie, a skreślony będzie jakiś chory staruszek czy staruszka, którzy nie będą głosować, a ta osoba odda kilka głosów. W Polsce, jak lokali wyborczych jest tysiące, to głosować wielokrotnie nie ma najmniejszego problemu.
 CzyliÉ szwindle wyborcze mogą być robione w bardzo prosty sposób. Wydajemy zaświadczenia "swoim", a skreślamy z listy wyborców "nie swoich".
 CzyliÉ nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy, ustala listy wyborców i wystawia zaświadczenia.
 Zaczynam rozumieć, dlaczego Platforma chciała przeforsować ustawę o możliwości pobierania zaświadczenia na drugie głosowanie.
Andrzej Szelerski 

 Od redakcji: Ważne, kto liczy głosy, ważne, kto ma media, ważne, kto ma pieniądze... Demokracja to tylko piękna idea.
 
 Szanowny Panie Kumor,
 W ostatnio opublikowanym artykule "Striptiz Polski" zajmuje Pan zbyt ostrożne stanowisko w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Pisze: "Tego, czy (prezydent Kaczyński) wpływał, czy nie wpływał (na pilotów), czy to był zamach, czy wypadek, czy winna była bardziej wieża, czy piloci, my nie rozstrzygniemy". 
 Być może nie rozstrzygniemy tego do końca, ale póki co, mamy powody, aby uważać go za podejrzanego. Nawet najbardziej zajadli adwokaci zmarłego prezydenta mówią teraz po odsłuchaniu zapisu z czarnych skrzynek, że jego winy za katastrofę nie da się wykluczyć. I słusznie. Bo jeśli 11 minut przed katastrofą szef Protokołu Dyplomatycznego min. Kazana mówi, że "prezydent nie podjął jeszcze decyzji, co robić dalej", to chyba o czymś świadczy. Proszę wybaczyć, ale w takich warunkach prezydent ma g... do gadania. Najważniejszymi osobami na pokładzie są dwaj piloci, a nie prezydent Polski i dowódca sił powietrznych. A piloci dwukrotnie wzmiankowali wcześniej o odlocie do Mińska ze względu na złe warunki meteorologiczne. Dlaczego jednak tego nie zrobili? 
 Podobają mi się refleksje panów Sobczaka i Szpaka w felietonie opublikowanym ostatnio w "Angorze". Cytuję:  
 "Podano do publicznej wiadomości zapis z czarnej skrzynki rozbitego prezydenckiego TU-154. Nie jesteśmy znawcami ani tym bardziej specjalistami lotnictwa, więc nie będziemy wypowiadali się na temat przebiegu lotu i podejmowanych przez załogę decyzji. Od tego jest sztab mądrych, wykształconych i doświadczonych ludzi, którzy wcześniej, a zapewne później przedstawią najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń. Nas, laików, zastanawia, i to bardzo, jeden fakt. Przerażający fakt. Otóż jak ze stenogramów wynika, kokpit tego samolotu otwarty był jak nocny bar, dostępny dla wszystkich i do samego końca. Jeżeli to był zwyczaj powszechnie praktykowany podczas podróży najważniejszych osobistości w państwie, to dziękować Bogu, że tylko na jednej katastrofie się skończyło. Przez kabinę pilotów przewija się tak dużo osób, że nie sposób zorientować się, kto i co mówi. To musiało być bardzo komfortowe dla załogi. Dla ich koncentracji i dla podejmowanych decyzji. W tej sytuacji zastanawia lekceważenie przez niektórych dziennikarzy faktu, że za plecami dowódcy samolotu do końca siedział jego najwyższy przełożony gen. Błasik, a stałym gościem w kabinie był szef Protokołu Dyplomatycznego min. Kazana. Ci i inni ludzie w jakiejś sprawie w kokpicie się znaleźli. Na pewno nie w celach towarzyskich czy podziwiania widoków. Z pewnością chodziło im o coś znacznie ważniejszego. Dla nas to ewidentny przejaw nacisków na załogę i jedna z ważniejszych przyczyn katastrofy!".
 Wiemy więc na pewno, że na pokładzie tupolewa nie było żadnego ładu i porządku. I to jest najsmutniejsze w tym wszystkim. Trzeba też pamiętać, że zmarły prezydent Lech Kaczyński czynił naciski na pilota w sierpniu 2008 roku podczas lotu do Gruzji. A czarne skrzynki i tak powrócą do Polski po zakończeniu śledztwa, bo są własnością państwa polskiego, o czym Rosjanie dobrze wiedzą i chyba nie są tak głupi, aby fałszować ich zapis. Do nich też trzeba mieć trochę zaufania. 
 Pozdrawiam,
 Wojciech Kobiela

 Od redakcji: Jeśli Pan ma zaufanie do Rosjan, to proszę z wnioskami poczekać do ogłoszenia ostatecznego rezultatu prac ich komisji.
 
 Szanowni Państwo,
 Przeczytałem artykuł Pani Jolanty Szaniawskiej o wizycie marszałka Senatu pana Borusewicza i za to Pani bardzo dziękuję, że opisała Pani rzeczywistą atmosferę tego spotkania. Boli mnie to, że jakoś w ostatnich latach Polska nie ma szczęścia do tych stanowisk tak zwanych marszałków. Poprzednio chyba, o ile się nie mylę, był nadany z czerwonego portfela pan Pastusiak. Dzisiaj mamy następnego zdrajcę wolnej Polski w osobie pana Borusewicza i pana Komorowskiego. Ale to, co się dzieje w Polsce, może być tam normalne, jak to oni mówią, wy tu nie żyjecie, to nie wiecie, ale jak widzimy, jacy są przedstawiciele "wykształciuchów" tu u nas, w Kanadzie, jakie lizusy, choćby wspomniany dr Jerzy K., jest ten taki podobny profesor na Uniwersytecie Torontońskim wykładający podobno na katedrze polonistyki (mogę się mylić), który chyba jest jeszcze na służbie dawnych, a może nowych specsłużb. 
 Pociesza mnie tylko to, jaka była opisana przez Panią frekwencja na sali, to znaczy jakie było naszych rodaków zainteresowanie tą delegacją. Mam nadzieję, że większość naszych rodaków przeszła tu, na emigracji, okres "odtrutki" dawnego systemu i ma inne spojrzenie niż ludzie mieszkający cały czas w tym młynie prania mózgów w Polsce.
 Szanowni Państwo, zwróćcie uwagę na to, że począwszy od słynnego "Bolka" Wałęsy, kto jest dzisiaj w Platformie Obywatelskiej, sami główni liderzy regionów i centralnych władz ówczesnej "Solidarności", tacy pobici, aresztowani, prześladowani jak panowie Borusewicz, Frasyniuk, Lis, Rulewski, Niesiołowski i inni. Oni wszyscy dzisiaj krzyczą, jakiej to oni doznali krzywdy, ale zdjęcia pokazują, z jakim spokojem i przyjemnością stukają się kieliszkami z prześladowcami, jak Kiszczak, Jaruzelski. Pamiętam, jak kiedyś powiedział mi sąsiad, oficer SB, "panie, 80 proc. całej waszej Solidarności to są dla nas pracujący ludzie". Ja wierzę, że większość działaczy "Solidarności" jest dzisiaj w ubeckiej partii PO. W dzisiejszej Polsce wśród mojej rodziny i znajomych są też wyprani umysłowo sympatycy PO i dlatego jestem skłonny stwierdzić, że sympatycy i członkowie PO  byli z różnych względów współpracownikami SB. Tu nie chcę krzywdzić tych działaczy "Solidarności", którzy nie poddali się i nie poszli z nimi na współpracę. Na pewno jest dużo polityków z tego nurtu, dla których dzisiaj Polska jest dobrem nadrzędnym. Wspierajmy ich choćby w rozmowach z innymi rodakami.
 Niekiedy jak oglądam najlepszą Telewizję "Trwam", widzę, jak zasiadają w niej i dyskutują działacze obecnej "Solidarności", to szlag mnie trafia, jak niektórzy nadużywają tej "świętej" dla mego pokolenia nazwy "Solidarność". Jest taka pani, co reprezentuje służbę zdrowia (blondynka), o ile sobie przypominam, to ona chodziła za czasów PiS-u z butelkami plastykowymi w ręku w towarzystwie lewicowych liderów i protestowała przeciwko ówczesnemu ministrowi, profesorowi Relidze, i rządowi PiS-u, a dzisiaj lubi zasiadać i dyskutować z innymi. Osoby takie mają podwójne charaktery, dzisiaj za tymi, a jutro za tamtymi, jak można takim działaczom "Solidarności" wierzyć. 
 Przepraszam wszystkich, że pojechać do Polski, to w dzisiejszej "demokratycznej i sprawiedliwej" może spotkać mnie gorsze zło niż to, jakie było za dawnej komuny. 
Antkiewicz

 Od redakcji: Niech się Pan nie lęka. Gdyby człowiek się bał zła, które go może spotkać, musiałby nie wstawać z łóżka.
  
 
 
 

GONIEC nr 24/2010

 ***
  Przeżyłam mały szok, siedziałam chwilę na fotelu i oglądałam program, była godz. 13.45 lub 10. Czuję, że mój fotel się trzęsie i patrzę na moje ręce, to samo. Myślę, że nie jestem chora, ale obejrzałam się na lewo (mam odstawione meble od ściany, bo mąż miał malować) i widzę, że kredens się rusza. Szybko wstałam do Dawida, zadzwoniłam do mojego syna. Pytam, czy też coś odczuł. Mówi, że tak, siedział przy komputerze i wszystko mu się zatrzęsło. Potem zadzwoniłam do synowej, a mieszka niedaleko nowego kościoła, i też to odczuła. Kilkoro ludzi też wyleciało na ulicę. 
 To moje przeżycie od 22 lat pobytu w Kanadzie.
 Pozdrawiam "Gońca".
S.J.
Brampton

 Od redakcji: Nie ma na tym świecie nic stałego.
 
 Idąc do Konsulatu RP, uzbrój się   w cierpliwość i stalowe nerwy
 Droga Redakcjo!
 Wybory. Dlaczego nam tu, na imigracji, starano się utrudnić udział w wyborach...? Mamy odpowiedź, śledząc ich wyniki. Mianowicie za Oceanem pan Kaczyński odniósł druzgocące zwycięstwo. Jest to dowodem, że tu na obczyźnie więcej widzimy i mamy nie tylko że więcej wiedzy, ale i serca... POLSKIE SERCA. Oby w następnej rundzie w Polsce otworzyły się oczy na matactwa antypolskie POwszechnie znane.
 Mój paszport wygasł w ub. roku, toteż aby być dopuszczoną do wyborów, oczekując na regularny, musiałam wystąpić dodatkowo o tymczasowy.  
 Nie obyło się jednak bez ceregieli. Trzy razy musiałam robić zdjęcia, jako że urzędniczka Konsulatu nie przyjmowała w... okularach - a me okulary to szkła bez ramek, w ogóle nie zmieniające rysów twarzy i mające przeciwodblaskową powłokę.  Wysyłana byłam do "Chińczyka w sąsiedztwie" (jakieś 15 minut pieszo!!!), który "dobrze robi zdjęcia", do którego się udałam po powtórnym odrzuceniu posiadanych. Z Chińczykiem tym wręcz walczyłam... aby mieć fotkę bez okularów, gdyż twierdził, że do moich nie można mieć zastrzeżeń. Kiedy pokazałam mu odrzucone zdjęcia, stwierdził, że są perfect i nie wie, czemu  odrzucone, i skoro JA chcę bez okularów, to OK.  W Konsulacie od tej urzędniczki usłyszałam, "o widzi pani, jak ładnie pani wyszła"...  Powtórzyłam opinię Chińczyka i skwitowałam, że mogę wyglądać jak z listu gończego, bo mi na tym nie zależy, a szkoda mi pieniędzy na fotografa,  które dodatkowo mogłam dać na Powodzian w Polsce.  Przy sprawdzaniu PESEL też przeszkoda, bo w rejestrze jedno imię... i zaraz pytanie "od kiedy pani ma dwa imiona?". Odpowiedź:  "zawsze, i tak jak w wygasłym paszporcie"... ale że potwierdzona (wzięta na wszelki wypadek) metryka urodzenia usunęła kolejną "przeszkodę".
 CO LEPSZE: W dniu wyborów, po odnalezieniu mego nazwiska usłyszałam, "ale pani nie może brać udziału w wyborach". Dlaczego? - pytam. "Bo pani paszport jest nieważny". Przecież to tymczasowy paszport.  "Tak, ale NIE-ważny."  Odebrałam go 2 dni temu, to nie może być nieważny.  "NIEWAŻNY... Ważność skończyła się 16 czerwca 2010!"  Niemożliwe... wzięłam pod mój nos dokument, by przeczytać głośno... wydano 16 czerwca 2010, ważny do października etc. "Och, przepraszam panią, bo w unijnych paszportach data jest w innym miejscu".... (???!!!????!!!).
 W każdej sytuacji sprawdzajmy parokrotnie to, co podpisujemy, i wierzmy własnej intuicji... oraz faktom, aby nie dać się otumanić lub unieść emocjom... a idąc do Konsulatu RP, uzbrójmy się w cierpliwość i stalowe nerwy.
Małgorzata Kossowska
Toronto

 Od redakcji: Konsulat to urząd, polski urząd...
 
 Kto zapomniał o Polsce, 
 niech Pan Bóg zapomni o nim
 Nawiązując do bardzo merytorycznej treści listu pana Stanisława Pietrasa z poprzedniego numeru "Gońca", nie mam wątpliwości, że Polacy wybrali Komorowskiego, a nie Polskę. Zbyt mało tragedii wydarzyło się przez nieodpowiedzialny rząd PO-PSL w Polsce, aby Polacy otrząsnęli się i poszli po rozum do głowy. Może potrzebne jest trzęsienie ziemi, aby Polaków obudziło i zaczęli myśleć. Zaczęli myśleć, co dzieje się już z naszą Ojczyzną i co dziać się będzie, gdy obecnie rządzący zawłaszczą cały aparat rządowy, władzę wykonawczą, ustawodawczą, sądownictwo, obronność, resort sprawiedliwości, to już opanowali, teraz pozostaje ochrona zdrowia i skarby naturalne. Rządzący śmieją się w twarz Polakom, dzielą ich na wykształconych i zaścianek, na biednych i bogatych, na mądrych i głupich, a przypisują to opozycji. Polacy tak słuchają i patrzą, bez żadnej reakcji i świadomości o ich kłamstwie...
 Pierwsza tura zakończyła się zwycięstwem Komorowskiego, który nie inaczej jak jego partia podchodzi do spraw Polski i Polaków. Polacy w małym procencie wykazali się polityczną dojrzałością i troską o własne życie, nie zadali sobie trudu pójścia do punktu wyborczego i to dało zwycięstwo Komorowskiemu.
 Jest jeszcze kilka dni do przemyślenia, rozmów z bliskimi itd. Jeżeli odpowiada Polakom służalczość i uległość obcym, niszczenie gospodarki i rodziny, lekceważenie bezpieczeństwa i praworządności, a co za tym idzie, utrata suwerenności, to niech tak będzie, jak jest. Tusk i jego drużyna będą robić dobrą minę, wygłaszać mowy tronowe, jak to wszyscy Polaków kochają, a Polacy niech głosują na Komorowskiego, który najpierw był związany z "Solidarnością", a potem z WSI. Polacy muszą zrozumieć, że walka o ich byt i przyszłość ich dzieci leży w ich obowiązku, że tego nikt im nie podaruje czy wywalczy, oni sami muszą się troszczyć o to, żeby Polskę zmieniać na lepsze. Polacy na emigracji mogą im tylko pomóc, ale za nich nie zrobią.
 Po przegranej Jarosława Kaczyńskiego w pierwszej turze, słyszałam wiele głosów ze swojego kręgu, że jeśli w drugiej turze będzie tak niska frekwencja, to przestaną się przejmować Polską i zamieszkałą tam swoją rodziną. My, Polacy na emigracji, przemierzamy setki kilometrów do punktów wyborczych, aby wzmocnić elektorat prawicowy i wybrać prezydenta, który będzie godnie reprezentować nasz kraj i dbać o jego obywateli.
 Osobiście, jestem w poczuciu narodowej dumy, z faktu wypełnienia obywatelskiego obowiązku, nakazu sumienia i potrzeby chwili. Dziękuję tym rodzinom, z którymi rozmawiałam pod Konsulatem. Ludzie z wielkim przejęciem i troską wypowiadali gorzkie słowa o dzisiejszej sytuacji w Polsce, o kłamstwie obecnie rządzącej ekipy i potrzebie gruntownych przemian. Dziękuję za ich wzruszenie i łzy przy pożegnaniu, które były dowodem ich wielkiej troski o Polskę. 
 Drodzy Rodacy w kraju, jeżeli 4 lipca Wy zapomnicie o Polsce, to my zapomnimy o Was.
 Pozostaję z nadzieją,
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Pani miłość Ojczyzny jest wzruszająca.
 
 Witam,
 Chciałabym podać kilka nowych informacji nt. kolonii kotów koło lotniska, o której informował "Goniec".
 Do dzisiaj wysterylizowaliśmy w sumie 18 kotów - dwa z nich wymagały pomocy medycznej. Dziewiętnastego i dwudziestego zabieramy do weterynarza w środę. Mam teraz w domu pięć kociaków z kolonii, pójdą do adopcji poprzez Toronto Cat Rescue. Mamy nadzieję, że nie będzie już więcej kociąt. Naszym celem jest zakończenie akcji w kolonii w ciągu miesiąca lub półtora.
 Spotkaliśmy także Polkę, panią Jadwigę, która pracuje w biurze niedaleko i karmi kota Strangera od małego. Zorganizowaliśmy dla Strangera sterylizację i szczepienia i mamy nadzieję znaleźć dla niego stały dom. Polacy generalnie nie są zainteresowani rzeczywistą pomocą dla programu TNR (trap/neuter/release - złapać, wysterylizować, wypuścić), ale nawet jedna osoba może coś zmienić.
 Pozdrawiam
Cathi
cathipersaud@hotmail.com
Wszelkich informacji 
w jęz. polskim udzieli Kasia, 
nr tel. 905-279-5712

 Od redakcji: xxx
 
 Do redaktora Andrzeja Kumora
 i współpracowników
 To co zamieszczacie na łamach "Gońca", zmusza mnie, aby się odezwać, a raczej wezwać Was do opamiętania się. Jeśli to wynika z niewiedzy - to wstydźcie się wszyscy Wy piszący, jeśli z chęci dochodów - to gorzej niż obrzydlistwo.
 Lepiej, żebyście jawnie drukowali i ogłaszali w "Gońcu" oferty burdeli i podobnych przybytków niż tych wszystkich oszustów, co uprawiają szarlataństwo = "uzdrowiciele", co to niby "leczą" energią. Gdybyście znali skutki tego bezeceństwa, tobyście oniemieli ze zdziwienia i ze strachu. Oto świeży przykład z maja tego roku z Krakowa. Moja znajoma swego czasu miała problemy ze zdrowiem, oprócz wizyt, leków i prowadzenia przez lekarza w przychodni, ktoś ze znajomych polecił jej i doradził bioenergoterapeutę. Było to w 1997 roku i niestety skorzystała z jednego "seansu" tych usług. Teraz to jedynie pamięta z tego tyle, że na następny dzień dostała bardzo silnych krwawień miesiączkowych, co było nienormalnym symptomem po ledwie co skończonej poprzedniej. Ale jakoś to się uspokoiło i przeszło w niepamięć. To co przyszło jej przechodzić w 2009 roku - jakie katusze, tortury, a dla innych dziwne rzeczy (sprawy duchowe), to nie macie zielonego pojęcia. Ile trudu i zachodów, aby dostać się do kogoś odpowiedniego, bo księża znajomi nie wierzyli (niestety), że coś takiego istnieje. Dopiero po wielu staraniach sióstr zakonnych znajoma ta spotkała księdza egzorcystę w Krakowie i wówczas nastąpiła poprawa i ujawnienie przyczyny tych "dolegliwości". Po tylu latach, bo od 1997 roku, uczynniły się,  odezwały się kanały zła, którymi była "energetyzowana", ale to długi i koszmarny temat!
 A Wy żywcem pchacie ludzi w sidła zła, bo niech tylko kilkoro skusi się - tak barwnie opisujecie te zeznania, jak pomogło, jacy wyleczeni, jacy uzdrowieni.
 Takie opisy, takie peany na cześć tych, co uprawiają magię, może napisać tylko ciemniak, nie znający Pisma św. i tych zagadnień od strony prawdziwej.
 A Wy propagujecie to i wciskacie rodakom. To taka Wasza praca? - bo z tego żyjecie, pamiętajcie, że na czyimś nieszczęściu jeszcze się nikt nie wzbogacił. Wiedzcie, że za to będziecie po śmierci przez Stwórcę sądzeni, za krzywdy i ból ludzi, za jawne i powszechne szerzenie i namawianie do korzystania z usług zła odpowiecie!!!
 Dlaczego usprawiedliwiasz się redaktorze i powołujesz na jakiegoś biskupa, przedstawiając jego opinię pobłażliwości, niewiedzy i głupoty. Takich dzisiaj dużo, czyż nie wiesz, że księdza (takiego prawdziwego) ze świecą dzisiaj szukać. Otwórz oczy, odsłoń uszy i przejrzysz, co się dzisiaj "wyprawia" w Kościele! Takie czasy??? Miejcie oczy i uszy otwarte, ocknijcie się, później nie będziecie się tłumaczyć, że nie wiedziałem o tym. Człowiecze! Masz rozum i wolną wolę, więc wybieraj, komu służysz. Czyż Was nie stać na te parę groszy, aby przeczytać, przemyśleć, poznać, zastanowić się i przedyskutować wspólnie na wyżej wymienione tematy? Przecież z pióra żyjecie, ależ na wszystkie świętości, proszę Was, nie czyńcie zła, nie głoście zła, zło trzeba potępiać, ze złem trzeba walczyć - przecież nie jesteście poganami. Gorąco polecam, sięgnijcie do źródła wiedzy: Gabriel Amorth  "Wyznania egzorcysty", Gabriel Amorth "Nowe wyzwania egzorcysty", Gabriel Amorth "Egzorcyści i psychiatrzy", Marco Tosatti "Śledztwo w sprawie szatana", M. Kuczyński "Spisek na wiarę", B. Mayer "Ostrzeżenia z zaświatów".
 Życzę Wam piszącym, aby Pan Bóg obdarzył Was mądrością, oświecił Was światłem, aby Was dotknął.
 Wszystkiego dobrego życzy
czytelniczka "Gońca" Zofia

 Od redakcji: Szanowna Pani, dziękujemy za życzenia, szanujemy ludzi walczących o swoje przekonania, tylko dlaczego robi to Pani, nie podając publicznie nazwiska? Książki Gabriela Amortha publikowaliśmy w "Gońcu" w odcinkach. Nasze stanowisko w sprawie bioenergoterapii, homeopatii etc. już kilka razy przedstawialiśmy. Każdy swój rozum ma. Prezentujemy wiele opinii, również takie jak Pani. 
 
 Szanowny Panie Redaktorze,
 Ja uważam, że wybory zostały sfałszowane:
 - Kaczyński zebrał w ciągu tygodnia 1,7 mln podpisów, zaś Komorowski 700 000 w ciągu dwóch tygodni. Jak się to ma w stosunku do wyników?
 - Popatrzcie na dwóch ostatnich (nieoficjalne dane): Bogusław Ziętek - 0,17 proc. (26 tys. 629), Kornel Morawiecki - 0,13 proc. (20 tys. 165). 
 A przecież do zarejestrowania kandydatów potrzeba było min. 100 tys., które to 100 tys. zbierano -- nazwijmy to - "lokalnie" (bo przecież CAŁEJ Polski i WSZYSTKICH mieszkańców nie nagabywano o podpisy). Zaś jak przyszło do głosowania w CAŁEJ Polsce, to Ziętek dostał zaledwie 1/4 "podpisów", zaś Morawiecki 1/5. Jak to wytłumaczyć?
 - Jest ładnych kilkanaście godzin po zamknięciu lokali wyborczych i ciągle nie ma oficjalnego wyniku. Jak to wytłumaczyć?
 Serdecznie pozdrawiam,
 Jurek K. 

 Od redakcji: Chyba jednak wyciąga Pan pochopne wnioski.
 
 Moje głosowanie 
 Ja i moja żona zapisaliśmy się na wybory prezydenckie, wysyłając e-mailem nasze dane. Tego samego dnia (poprzez reply) uzyskaliśmy potwierdzenie, że jesteśmy wpisani na listę wyborców.
 Dziś przychodzimy i okazuje się, że jesteśmy zapisani, ale skreśleni z listy wyborców, ponieważ pobraliśmy zaświadczenie, że będziemy głosować poza Montrealem. Jeśli chcę głosować, to muszę przedłożyć zaświadczenie. Ależ ja nie mam takiego zaświadczenia, odpowiedziałem mocno zdziwiony, ponieważ nigdy o nie nie występowałem. Oczywiście nie uwierzono moim zapewnieniom. No to poprosiłem, by pokazano mi moje pokwitowanie poboru tego zaświadczenia.
 Jedna z osób z prezydium komitetu wyborczego poszła szukać. Niestety nie znalazła. Stwierdziła, że sprawa jest skomplikowana. Ja powiedziałem, że stąd nie wyjdę, jeśli nie zagłosuję. Jest to skandal, żeby takie wypadki miały miejsce. Wezwano konsula. Ten, by wyjść z kłopotliwej sytuacji, wystawił na poczekaniu zaświadczenia o możliwości głosowania gdziekolwiek dla nas dwojga. Mogliśmy zagłosować.
 W trakcie wystawiania zaświadczenia w gabinecie konsula, widziałem kilkadziesiąt skreśleń, po kilka na każdej stronie listy wyborczej. Czyli chętnych do głosowania w innym okręgu wyborczym. Dziwi mnie to bardzo. W Kanadzie są cztery miejsca do głosowania, Ottawa, Toronto, Vancouver i Montreal. Miasta te są odległe od siebie po kilkaset lub kilka tysięcy kilometrów. Aż tylu podróżujących w tym dniu?
 Jeśli ja zostałem skreślony pomyłkowo, to ktoś nie został wykreślony. Czyli może głosować dwukrotnie, raz w Montrealu, potem w Ottawie lub Toronto.
 Jeśli ja zostałem tak łatwo skreślony z listy wyborców, to chyba również nie ma problemu, żeby ktoś dostał zaświadczenie, a skreślony będzie jakiś chory staruszek czy staruszka, którzy nie będą głosować, a ta osoba odda kilka głosów. W Polsce, jak lokali wyborczych jest tysiące, to głosować wielokrotnie nie ma najmniejszego problemu.
 CzyliÉ szwindle wyborcze mogą być robione w bardzo prosty sposób. Wydajemy zaświadczenia "swoim", a skreślamy z listy wyborców "nie swoich".
 CzyliÉ nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy, ustala listy wyborców i wystawia zaświadczenia.
 Zaczynam rozumieć, dlaczego Platforma chciała przeforsować ustawę o możliwości pobierania zaświadczenia na drugie głosowanie.
Andrzej Szelerski 

 Od redakcji: Ważne, kto liczy głosy, ważne, kto ma media, ważne, kto ma pieniądze... Demokracja to tylko piękna idea.
 
 Szanowny Panie Kumor,
 W ostatnio opublikowanym artykule "Striptiz Polski" zajmuje Pan zbyt ostrożne stanowisko w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Pisze: "Tego, czy (prezydent Kaczyński) wpływał, czy nie wpływał (na pilotów), czy to był zamach, czy wypadek, czy winna była bardziej wieża, czy piloci, my nie rozstrzygniemy". 
 Być może nie rozstrzygniemy tego do końca, ale póki co, mamy powody, aby uważać go za podejrzanego. Nawet najbardziej zajadli adwokaci zmarłego prezydenta mówią teraz po odsłuchaniu zapisu z czarnych skrzynek, że jego winy za katastrofę nie da się wykluczyć. I słusznie. Bo jeśli 11 minut przed katastrofą szef Protokołu Dyplomatycznego min. Kazana mówi, że "prezydent nie podjął jeszcze decyzji, co robić dalej", to chyba o czymś świadczy. Proszę wybaczyć, ale w takich warunkach prezydent ma g... do gadania. Najważniejszymi osobami na pokładzie są dwaj piloci, a nie prezydent Polski i dowódca sił powietrznych. A piloci dwukrotnie wzmiankowali wcześniej o odlocie do Mińska ze względu na złe warunki meteorologiczne. Dlaczego jednak tego nie zrobili? 
 Podobają mi się refleksje panów Sobczaka i Szpaka w felietonie opublikowanym ostatnio w "Angorze". Cytuję:  
 "Podano do publicznej wiadomości zapis z czarnej skrzynki rozbitego prezydenckiego TU-154. Nie jesteśmy znawcami ani tym bardziej specjalistami lotnictwa, więc nie będziemy wypowiadali się na temat przebiegu lotu i podejmowanych przez załogę decyzji. Od tego jest sztab mądrych, wykształconych i doświadczonych ludzi, którzy wcześniej, a zapewne później przedstawią najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń. Nas, laików, zastanawia, i to bardzo, jeden fakt. Przerażający fakt. Otóż jak ze stenogramów wynika, kokpit tego samolotu otwarty był jak nocny bar, dostępny dla wszystkich i do samego końca. Jeżeli to był zwyczaj powszechnie praktykowany podczas podróży najważniejszych osobistości w państwie, to dziękować Bogu, że tylko na jednej katastrofie się skończyło. Przez kabinę pilotów przewija się tak dużo osób, że nie sposób zorientować się, kto i co mówi. To musiało być bardzo komfortowe dla załogi. Dla ich koncentracji i dla podejmowanych decyzji. W tej sytuacji zastanawia lekceważenie przez niektórych dziennikarzy faktu, że za plecami dowódcy samolotu do końca siedział jego najwyższy przełożony gen. Błasik, a stałym gościem w kabinie był szef Protokołu Dyplomatycznego min. Kazana. Ci i inni ludzie w jakiejś sprawie w kokpicie się znaleźli. Na pewno nie w celach towarzyskich czy podziwiania widoków. Z pewnością chodziło im o coś znacznie ważniejszego. Dla nas to ewidentny przejaw nacisków na załogę i jedna z ważniejszych przyczyn katastrofy!".
 Wiemy więc na pewno, że na pokładzie tupolewa nie było żadnego ładu i porządku. I to jest najsmutniejsze w tym wszystkim. Trzeba też pamiętać, że zmarły prezydent Lech Kaczyński czynił naciski na pilota w sierpniu 2008 roku podczas lotu do Gruzji. A czarne skrzynki i tak powrócą do Polski po zakończeniu śledztwa, bo są własnością państwa polskiego, o czym Rosjanie dobrze wiedzą i chyba nie są tak głupi, aby fałszować ich zapis. Do nich też trzeba mieć trochę zaufania. 
 Pozdrawiam,
 Wojciech Kobiela

 Od redakcji: Jeśli Pan ma zaufanie do Rosjan, to proszę z wnioskami poczekać do ogłoszenia ostatecznego rezultatu prac ich komisji.
 
 Szanowni Państwo,
 Przeczytałem artykuł Pani Jolanty Szaniawskiej o wizycie marszałka Senatu pana Borusewicza i za to Pani bardzo dziękuję, że opisała Pani rzeczywistą atmosferę tego spotkania. Boli mnie to, że jakoś w ostatnich latach Polska nie ma szczęścia do tych stanowisk tak zwanych marszałków. Poprzednio chyba, o ile się nie mylę, był nadany z czerwonego portfela pan Pastusiak. Dzisiaj mamy następnego zdrajcę wolnej Polski w osobie pana Borusewicza i pana Komorowskiego. Ale to, co się dzieje w Polsce, może być tam normalne, jak to oni mówią, wy tu nie żyjecie, to nie wiecie, ale jak widzimy, jacy są przedstawiciele "wykształciuchów" tu u nas, w Kanadzie, jakie lizusy, choćby wspomniany dr Jerzy K., jest ten taki podobny profesor na Uniwersytecie Torontońskim wykładający podobno na katedrze polonistyki (mogę się mylić), który chyba jest jeszcze na służbie dawnych, a może nowych specsłużb. 
 Pociesza mnie tylko to, jaka była opisana przez Panią frekwencja na sali, to znaczy jakie było naszych rodaków zainteresowanie tą delegacją. Mam nadzieję, że większość naszych rodaków przeszła tu, na emigracji, okres "odtrutki" dawnego systemu i ma inne spojrzenie niż ludzie mieszkający cały czas w tym młynie prania mózgów w Polsce.
 Szanowni Państwo, zwróćcie uwagę na to, że począwszy od słynnego "Bolka" Wałęsy, kto jest dzisiaj w Platformie Obywatelskiej, sami główni liderzy regionów i centralnych władz ówczesnej "Solidarności", tacy pobici, aresztowani, prześladowani jak panowie Borusewicz, Frasyniuk, Lis, Rulewski, Niesiołowski i inni. Oni wszyscy dzisiaj krzyczą, jakiej to oni doznali krzywdy, ale zdjęcia pokazują, z jakim spokojem i przyjemnością stukają się kieliszkami z prześladowcami, jak Kiszczak, Jaruzelski. Pamiętam, jak kiedyś powiedział mi sąsiad, oficer SB, "panie, 80 proc. całej waszej Solidarności to są dla nas pracujący ludzie". Ja wierzę, że większość działaczy "Solidarności" jest dzisiaj w ubeckiej partii PO. W dzisiejszej Polsce wśród mojej rodziny i znajomych są też wyprani umysłowo sympatycy PO i dlatego jestem skłonny stwierdzić, że sympatycy i członkowie PO  byli z różnych względów współpracownikami SB. Tu nie chcę krzywdzić tych działaczy "Solidarności", którzy nie poddali się i nie poszli z nimi na współpracę. Na pewno jest dużo polityków z tego nurtu, dla których dzisiaj Polska jest dobrem nadrzędnym. Wspierajmy ich choćby w rozmowach z innymi rodakami.
 Niekiedy jak oglądam najlepszą Telewizję "Trwam", widzę, jak zasiadają w niej i dyskutują działacze obecnej "Solidarności", to szlag mnie trafia, jak niektórzy nadużywają tej "świętej" dla mego pokolenia nazwy "Solidarność". Jest taka pani, co reprezentuje służbę zdrowia (blondynka), o ile sobie przypominam, to ona chodziła za czasów PiS-u z butelkami plastykowymi w ręku w towarzystwie lewicowych liderów i protestowała przeciwko ówczesnemu ministrowi, profesorowi Relidze, i rządowi PiS-u, a dzisiaj lubi zasiadać i dyskutować z innymi. Osoby takie mają podwójne charaktery, dzisiaj za tymi, a jutro za tamtymi, jak można takim działaczom "Solidarności" wierzyć. 
 Przepraszam wszystkich, że pojechać do Polski, to w dzisiejszej "demokratycznej i sprawiedliwej" może spotkać mnie gorsze zło niż to, jakie było za dawnej komuny. 
Antkiewicz

 Od redakcji: Niech się Pan nie lęka. Gdyby człowiek się bał zła, które go może spotkać, musiałby nie wstawać z łóżka.
  
 
 
 

GONIEC nr 24/2010

 Zło dobrem zwyciężaj
 Drodzy Rodacy
 6 czerwca Polska otrzymała kolejnego błogosławionego, którym został ks. Jerzy Popiełuszko. Kapelan "Solidarności", oddał swe młode życie za wiarę, za prawdę, za naród polski, do którego przemawiał "zło dobrem zwyciężaj". Jakże aktualne są te słowa, choć od Jego śmierci minęło 25 lat. Tyle zła jest w nas i wokół nas. Choć już tych słów nie słyszymy z ust ks. Jerzego, ma On swojego następcę, którym jest o. Tadeusz Rydzyk - dyrektor Radia Maryja. W Jego słowach słyszymy prośbę o miłość do drugiego, o obronę bezbronnego, o pomoc potrzebującym, o nawrócenie niewierzących, o prawdę, i nie boi się wskazywać zła, które niszczy nasz kraj. Ks. Jerzy żył w okresie reżimu komunistycznego, narzuconego przez obcych, ale dzisiaj, gdy żyjemy w wolnej Polsce, powinno dochodzić do prześladowań i nękania tych księży, którzy widzą nadal panoszące się zło i niesprawiedliwość? Dziś rządzą podobno ludzie "kochający naród", dlaczego tak postępują? Zdawać by się mogło, że reżim komunistyczny wyzionął ducha w 1989 r. Niestety, stworzono mu podatny grunt do dalszego życia i gnębienia narodu.
 Ten zły duch żyje w rządzących do dziś i trzeba się temu sprzeciwić. Żyje on w szkołach, w mediach, w parlamencie i rządowych gabinetach. Ten zły duch zniewala i niszczy naród, niszczy tych, co głośno o tym mówią, co upominają się o życie człowieka we wszystkich jego fazach życia.
 "Nie lękajcie się" mówił Jan Paweł II Papież, nasz Rodak. Drodzy Rodacy, słowa Ojca Świętego i ks. Jerzego zobowiązują nas do przebudzenia i prawidłowego myślenia o przyszłości naszej, naszych dzieci, wnuków i przyszłości naszej Ojczyzny.
 Droga Polonio, gdy ukaże się ten numer "Gońca", już za późno będzie na zarejestrowanie się na listę wyborczą, ale nie za późno na podjęcie lub zmianę decyzji o kandydacie. Polskę musimy ratować, choć mieszkamy w Kanadzie. Nie możemy dać przyzwolenia obecnie rządzącym, aby mówili: "zrobimy wszystko, aby wygrać". Pytam, co zrobicie i komu? Już tak dużo złego zrobiliście, aby wygrać teraz, i dużo złego zrobiliście po wygranej w 2007 roku. Nie wierzmy, że ten będzie godnie nas reprezentował i o nas dbał, co ma dużą rodzinę, on będzie dbał o swoją, zaś ten co tej dużej rodziny nie ma, będzie dbał o cały naród jako rodzinę i temu daje On wyraz.
 A więc 19 czerwca wszyscy do urn ze świadomością, że musimy ratować Polskę, bo jest w wielkim niebezpieczeństwie.
 Do zobaczenia w Konsulacie - Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Podziwiamy Pani wytrwałą pracę i myślenie o Ojczyźnie.

 ***
 Chciałam się dowiedzieć, gdzie w Mississaudze są agencje, które instruują, pomagają, podpowiadają, jak rozwiązać np. problem podwyżki czynszu. Ja mieszkam w "housingu", w subsydiowanym mieszkaniu, i mi ogromnie podwyższają czynsz itd. Chciałam się kogoś zapytać, kto by mi podpowiedział. My jesteśmy seniorami, 70 lat mamy,  każdy mówi, że najlepiej iść z tym do adwokata. Wiem, że są agencje, które pomagają, ale nie wiem, jak do nich dotrzeć, nie znam adresu. Proszę o pomoc.
Czytelniczka "Gońca"
(spisane z automatycznej sekretarki)

 Od redakcji: Proszę sprawdzić na  stronach Ontario Tenants Association www.ontariotenants.ca, a najlepiej zacząć od kontaktu z biurem posła do legislatury (MPP), w okręgu którego Państwo mieszkają.

 Netbird.pl kończy działalność
 Ze smutkiem informuję, że portal netbird.pl kończy swoją działalność. Od 15.06 od godziny 15.00 przestaje działać redakcja. Portal będzie widoczny w sieci do 30.06., a po tym terminie zniknie całkowicie. Powodem likwidacji jest zbyt mała liczba użytkowników i znikome zainteresowanie środowisk konserwatywnych tym projektem. Netbird.pl  był pomyślany jako platforma internetowa, z której będą korzystać różne stowarzyszenia, partie, ruchy i instytucje, organizujące ludzi przywiązanych do tradycyjnych wartości.  Nie było jednak celem portalu prowadzenie bardzo akademickich i bardzo wyrafinowanych dyskusji ideowo-politycznych, lecz  tylko popularyzowanie myślenia według wartości, w różnych dziedzinach życia. 
 Niestety, wiodące środowiska konserwatywne, które do tej współpracy zapraszałem, nie były nią zainteresowane. Brak tej współpracy oczywiście przekładał się na brak wystarczającej liczby interesujących dla internautów materiałów i  w efekcie na zbyt  małą odwiedzalność.  Kontynuowanie projektu wbrew środowiskom, dla których on powstał,  jest pozbawione sensu. 
 Pozdrawiam 
Krzysztof Budziakowski

 Od redakcji: Dziękujemy, proszę się nie zrażać, czasem idzie jak po grudzie, ale ważne, żeby w dobrym kierunku. Każde przedsięwzięcie medialne jest jak ciężka lokomotywa - bardzo trudno ją wprawić w ruch.

 Bajka
 Droga Redakcjo!
 Cała nasza rodzina bardzo przeżywa obecną powódź w Polsce. Codziennie obserwujemy, jak  sytuacja się  rozwija, staramy się  także nie być obojętni wobec nieszczęścia. 
 Dziś wzruszył mnie nasz 7-letni synek Jasio, który napisał bajkę o tejże powodzi. Postanowiłam podzielić się z wami tą historią, gdyż inspirowana jest ona także ostatnim wydaniem "Gońca".
 Oto ona:
 "Polska woła pomocy!"
 Pewnego dnia krasnoludek się obudził i wyjrzał przez okno. Widział tylko wodę. Wyszedł przez komin. Widział powódź. Przyleciała jaskółka i razem z krasnoludkiem polecieli do Kanady. Powiedzieli, co jest w Polsce. Wszyscy poszli do samolotu i wylądowali na dachu domu krasnoludka. Dach był kwadratem. I pomogli Polsce! A pomogli, ponieważ mieli butlę i tę butlę wypełnili wodą. Po drodze wylali wodę do Atlantyku. I potem wrócili do Polski i wyczyścili ją. Uratowali ją w jeden dzień!
 PS Jakby było cudownie, gdyby to było takie proste!!!
 Z pozdrowieniami dla całej redakcji
 Ula Zając

 Od redakcji: Uścisk dłoni dla Jasia.

 Odnośnie do ataku na Jolantę Szaniawską
 Niejaka zaperzona pani Maria E. Bartosik... (pracownik ambasady? - nieważne, nie wiem, kto to jest, i wcale nie chcę wiedzieć, gdyż ludzie o lewicowych poglądach mnie nie kręcą). Owa pani dopytuje się... "Kto upoważnił Jolantę Szaniawską do wyrażania swojej opinii na temat polskiej placówki dyplomatycznej". Droga pani Bartosik, chyba nie zauważyła pani, że system zmienił się ponad 20 lat temu. Czyżby to z pani mózgiem było coś nieprawidłowego... może jakieś spustoszenie...? Proszę sobie uzmysłowić, że czasy PRL-u... już dawno minęły, mimo to pewne osoby nadal używają tych samych dawnych metod. Pamiętamy, jeżeli ktoś za komuny napisał prawdę, to natychmiast pojawiały się informacje, że to na pewno Żyd, złodziej lub wariat. Pozwolę sobie i wszystkim przypomnieć, a przede wszystkim pani Bartosik, że w demokratycznym systemie każdy obywatel polski ma prawo swobodnie wyrazić swoją opinię na temat polskiej placówki dyplomatycznej, jej pracowników, pana ambasadora, prezydenta... itp. itd. Parafrazując staropolskie przysłowie... Uderz w stół, a.... - lewica (czerwoni) się odezwą... Biurokracja polska (lewica) w ramach odwetu na Polonii odebrała nam prawo do głosowania wbrew Konstytucji Polskiej... Odwet to za to, że w poprzednich głosowaniach Polonia kanadyjska i amerykańska tradycyjnie oddaje swoje głosy na prawicę. Wymyślono... że można głosować tylko z ważnym polskim paszportem i PESEL-em!!! Odebrano nam więc prawo do głosowania, ale nie mogą nam odebrać prawa do swobodnej wypowiedzi i ujawniania prawdy.    Wiemy, jakimi to skandalami kończyły się spotkania tzw. delegacji z Polski z Polonią we wszystkich niemal ośrodkach polonijnych. Wszędzie tak samo: odbieranie lub nieudzielanie głosu zadającym niewygodne pytania, zabieranie mikrofonu lub salwowanie się ucieczką z miejsca spotkania, aby uniknąć odpowiedzi na pytania dla nich nie do strawienia. Pamiętamy te same metody z czasów komuny... 
 Jeszcze kilka słów o chorej wyobraźni (jak to sformułowała p. Bartosik). Co ma wspólnego kanadyjska służba zdrowia lub inne socjalne instytucje w Kanadzie z polską ambasadą... Czyżby to ambasada płaciła za drogie lekarstwa Jolanty Szaniawskiej (wątpliwe) i dlatego nie ma prawa pisać prawdy? Co też bardziej boli p. Bartosik, to... że Jola Sz. jest chora na MS, czy to, że pisze prawdę... Prawdy boją się tylko oszuści i czerwoni, bo oni zawsze mają coś do ukrycia... 
 Dziękuję bardzo Jolancie Szaniawskiej za rzetelny reportaż z przebiegu ottawskiego spotkania oraz redakcji "Gońca" za pisanie prawdy (w odróżnieniu od innych polonijnych gazet, które wciskają nam kit, bzdety, popelinę lub serwują nam michnikowską propagandę). Prawdy nie możemy dalej ukrywać, jesteście najlepszą gazetą na rynku polonijnym. Życzę wam wszystkiego najlepszego; jak największej liczby wiernych czytelników oraz zwiększenia nakładu. Natomiast Jolancie Szaniawskiej dużo zdrowia i dobrego poczucia humoru, bo do listu p. Bartosik nie można podchodzić poważnie. Gdybym nie wiedział, że list p. Bartosik - to głupota... to pomyślałbym, że to prowokacja...
 Zapewne swój list p. Bartosik napisała z upoważnienia ambasady oraz gremium lekarskiego - diagnozując, orzekając stan zdrowia Jolanty Sz.
 Pozdrawiam,
Wasz Czytelnik
Andrzej Sztompka

 Od redakcji: Nie ma co przejmować się złymi ludźmi.

 Polska albo Komorowski
 Taki właśnie wybór mają Polacy przed sobą. Już chyba każdy Polak wie, kim był i kim jest B. Komorowski. Co do jego życiorysu, to bardzo dobrze przedstawił go A. Ścios (dziennikarz "Gazety Polskiej") w pytaniach kierowanych do B. Komorowskiego. B. Komorowski przejął obowiązki Prezydenta RP, zanim L. Kaczyński został uznany za martwego. Bez mandatu społecznego podejmuje bardzo ważne decyzje w zawrotnym tempie, dbając jedynie o interes swojej partii. Tusk go potrzebuje do podpisywania wszystkiego, co Platforma przeforsuje w Sejmie. Do Moskwy pojechał na klęczkach, aby udekorować tych, którzy manipulują śledztwem w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Pan Komorowski od dnia katastrofy bredzi o wspaniałej współpracy polsko-rosyjskiej, a rzeczywistość jest zupełnie inna. Gdy Putin został prezydentem Rosji, zniósł święto rewolucji jako święto narodowe, a zastąpił go świętem upamiętniającym wyjście polskich wojsk z Moskwy w 1616 r. A więc pokazał Rosjanom, kto jest ich wrogiem i najeźdźcą i tym zapoczątkował polsko-rosyjskie pojednanie. Polsce potrzebny jest prezydent, który ma w sercu Boga i Ojczyznę, a nie kapciowy odwiecznych wrogów Polski. Polska doświadcza katastrof jedną po drugiej, a więc czas, aby wybrać człowieka, który poprzez swoje decyzje będzie zapobiegał  takim katastrofom. Polacy rozsiani po świecie też mają prawo wyboru prezydenta RP i mam nadzieję, że wszyscy z niego skorzystają, mimo że rządzący ograniczają prawa wyborcze Polonii, jak tylko mogą. Podam tylko kilka przykładów pokazujących, jak rządzący Polską traktują Polonię i jej prawa. Duży sprzeciw Polonii budzi wymóg ważnego polskiego paszportu w dniu wyborów. Od 12.04.2001 r. obowiązuje ustawa dotycząca ordynacji wyborczej. Ustawa ta to bubel prawny sprzeczny nie tylko z Konstytucją RP, ale i poszczególne przepisy tej ustawy są wewnętrznie ze sobą sprzeczne. Oto przykłady:
 Art. 7. Nie mają prawa wybierania osoby; 1) pozbawione praw publicznych orzeczeniem sądu, 2) pozbawione praw wyborczych orzeczeniem Trybunału Stanu, 3) ubezwłasnowolnione prawomocnym orzeczeniem sądu. Nie ma tu nic o osobach z nieważnym paszportem. Natomiast art. 68. pkt. 3. głosujący za granicą otrzymuje kartę do głosowania wyłącznie po okazaniu obwodowej komisji ważnego polskiego paszportu. Ustawa ta daje prawo do głosowania obywatelom UE nie będącym obywatelami polskimi, stale zamieszkującym w Polsce. A więc nie będąc obywatelem polskim, bez żadnego polskiego paszportu można brać udział w wyborach do Sejmu, Senatu i Prezydenta RP. Wystarczy podać swoje obywatelstwo, nazwę okręgu wyborczego w kraju pochodzenia oraz oświadczenie,  że w państwie członkowskim swojego pochodzenia nie został pozbawiony czynnego prawa wyborczego. Czy ten przywilej dla obywateli UE zamieszkałych w Polsce nie kłóci się z zapisem Konstytucji RP (art. 32.1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. 2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu publicznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny)? W Polsce obowiązek rejestracji wyborców zamieszkałych w danym okręgu i tworzenie list jest obowiązkiem urzędu, a poza Polską jest obowiązkiem wyborców, którzy muszą zadeklarować chęć wzięcia udziału w wyborach lub referendum, mimo że MSZ wie, kto z obywateli polskich zamieszkuje poza Polską, kto się zrzekł polskiego obywatelstwa i komu ono zostało odebrane lub kto został przez sąd  lub Trybunał Stanu pozbawiony praw wyborczych. Dziwny ten zapis w ustawie, który gwarantuje obywatelom UE mieszkającym w Polsce, lecz nie będącym obywatelami RP, prawo do głosowania w polskich wyborach, bez polskiego paszportu, natomiast odmawia tego prawa polskim obywatelom stale zamieszkałym za granicą, o ile nie posiadają ważnego polskiego paszportu. W Polsce ludzie zakazani na długoletnie więzienie mają prawo głosu, lecz obywatelom zamieszkałym poza Polską odmawia się prawa wyborczego, bo nie kupili sobie tego prawa, ubiegając się nowy paszport, z którego korzystają tylko w Konsulacie RP przy okazji wyborów, bo nie lubią lub nie mogą podróżować. Przecież ten stary (nieważny) paszport też był legalnie wydany, często przez ten sam Konsulat, który teraz odbiera wyborcy prawo konstytucyjne, bo takim jest prawo wyborcze i nie uznaje dokumentu, który sam wydał. Wychodzi na to, że Polonia musi kupować polskie obywatelstwo na określony czas i za określoną sumę (około 200 dol. za paszport). Jeśli np. w sobotę uznano w konsulacie, że nie jestem Polakiem, odmawiając prawa do głosowania, a w niedzielę poleciałem do Polski i popełniłem przestępstwo, to mi to polskie obywatelstwo nawet z nieważnym paszportem przywraca, wtrącając mnie do więzienia jako polskiego obywatela. Jestem wściekły, gdy urzędnik konsulatu decyduje o tym, czy jestem i kiedy jestem Polakiem. Chcę być sobą. Nie chcę być modyfikowany "genetycznie" na Europejczyka lub bezpaństwowca. Chcę być Polakiem ze wszystkimi prawami i obowiązkami, jakie nakłada na mnie Konstytucja, bez ingerencji ludzi wyzutych z polskości. Postkomunistom udało się wmówić Polakom, że nie powinni głosować, skoro nie mieszkają w Polsce. Mieli w tym swój cel. Polonia i tak na nich nie głosuje, to po co ma głosować na innych, a zwłaszcza na tych, co mają polskiego ducha, polskie serce. Skoro Niemiec, Francuz czy Rumun może w Polsce głosować, to dlaczego ja nie mogę?
 Przypomnę jeszcze zwłaszcza tym, którzy decydują o naszym dostępie do urny wyborczej, art. 8.1. Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczpospolitej Polskiej. Art. 34.1. Obywatelstwo polskie nabywa się przez urodzenie z rodziców będących obywatelami polskimi. 2. Obywatel polski nie może utracić obywatelstwa polskiego, chyba że sam się go zrzeknie. I jeszcze wspomniany już art. 62.1. Obywatel polski ma prawo udziału w referendum oraz prawo wybierania Prezydenta RP, posłów, senatorów i przedstawicieli do organu terytorialnego, jeżeli najpóźniej w dniu głosowania kończy 18 lat. Prawo udziału w referendum oraz prawo wybierania nie przysługuje osobom, które prawomocnym wyrokiem sadowym są ubezwłasnowolnione lub pozbawione praw publicznych albo wyborczych. Zacytowałem kilka przepisów ordynacji wyborczej i Konstytucji RP celem przypomnienia wyborcom ich praw, jak również dyplomatom i członkom komisji wyborczych o prawach wyborców. Czekam na przykład z góry, czyli od przedstawicieli rządu RP, aby w ramach pojednania narodowego  nie rzucali wyborcom kłód pod nogi, przestrzegając istniejącego prawa, interpretując go zgodnie z zapisem i wolą ustawodawcy, czyli Sejmu RP. Jako ciekawostkę podam, że zwróciłem się z kilkoma pytaniami do przew. PKW p. Rymarza. Otrzymałem odpowiedź trochę wymijającą, lecz była też odpowiedź na moje pytanie o sposób obliczania frekwencji wyborczej. Na spotkaniu przedreferendalnym z konsulem generalnym w Centrum Kultury, zapytałem pana konsula Jacka Junoszę-Kisielewskiego o liczbę uprawnionych do głosowania oraz o sposób obliczania frekwencji wyborczej, która ma zasadniczy wpływ na wynik referendum. Pan Konsul nie wiedział, ile osób w jego (Toronto) okręgu wyborczym jest uprawnionych do głosowania, lecz stwierdził, że frekwencję wyborczą będzie obliczał  na podstawie liczby osób deklarujących wzięcie udziału w głosowaniu i liczby wydanych kart do głosowania. To tak, jakby zapytać Kanadyjczyków, ile by chcieli zarabiać? Obliczyć średnią i podać światu, że średni zarobek w Kanadzie to np. 200 dol /godz. W Toronto obliczono frekwencję na około 80-85 proc., a faktycznie wyniosła może 1 proc. 
 A teraz zacytuję odpowiedź sekretarza PKW p. Czaplickiego z dn. 23.08.2005 r., cyt.: "Frekwencję wyborczą oblicza się w ten sam sposób w kraju i za granicą. Stanowi ją stosunek liczby podpisów potwierdzających otrzymanie karty do głosowania przez wyborców, którym te karty wydano, do liczby osób uprawnionych do głosowania umieszczonych w spisie wyborców, łącznie z osobami dopisanymi przez komisje w trakcie głosowania".
 Szanowni wyborcy! W waszych rękach jest los Polski na dziś i na następne pokolenia, bo wynik tych wyborów będzie miał duży wpływ na wynik przyszłych wyborów parlamentarnych (być może wcześniejszych). Polska nie może być skazana na łaskę lub niełaskę Putina i KGB, a także na wasali obcych interesów. Dziś lider postkomunistów G. Napieralski obiecuje, że zatrzyma tę straszną IV RP, którą media i politycy straszą wyborców. A kto ją widział? Jak ona wygląda? Nie patrzmy na wygląd kandydata, lecz ile w nim rozsądku i patriotyzmu. Przystojny to nie to samo co dobry. Wybierzmy człowieka, który nie jest więźniem własnej przeszłości, który dba o interesy Polski i Polaków i nie boi się zawartości archiwów IPN, STASI, KGB czy CIA. Wybierzmy  J.  Kaczyńskiego  w pierwszej  turze, a on posprząta Polskę. Tak nam dopomóż Bóg.
 Stanisław Pietras 
Mississauga

 Od redakcji: Dziękujemy za list.
 
 
 
 
 
 
 

GONIEC nr 23/2010

 Szanowny Panie Redaktorze!
 Z radością przeczytałam w poprzednim wydaniu "Gońca", że do naszego miasta przybędzie z Polski z wykładami ks. Stehlin, by poruszyć bardzo ważne zagadnienia dotyczące żywotnych spraw Kościoła katolickiego i trawiącego go od lat kryzysu, bo jako katolicy nie możemy pozostać obojętni na te tematy.
 Jak sugeruje tytuł jednego z mających się odbyć wykładów, przyczyny tego kryzysu zakorzenione są głęboko w doktrynie liberalizmu, która od dawna atakowała skrycie Kościół, a poprzedni  papieże ostrzegali przed nią w licznych encyklikach, a także w źle pojmowanym ekumenizmie, który jest raczej "ekumenizmem humanistycznym" niż katolickim.
 Mimo że nie są to zjawiska nowe, obraz "spustoszonej Winnicy Pańskiej", w jaką stopniowo przekształcał się KK po Vaticanum II, długo przedstawiano jako wiosnę w KK, aż wreszcie za sprawą obecnego Ojca Świętego zaczęto otwarcie mówić o kryzysie i potrzebie zwrócenia się ku zapomnianej i wzgardzonej Tradycji.
 Jednym z pierwszych posunięć Benedykta XVI było "zrehabilitowanie" w motu proprio "Summorum Pontificum" Mszy Trydenckiej i chęć przywrócenia jej należnego miejsca w liturgii (to już 3 lata! i co? w ilu kościołach mamy Mszę św. "przodem do Pana Boga"?), a w niecałe dwa lata później zniesienie ekskomunik nałożonych przez Jana Pawła II  na czterech wyświęconych przez abpa Lefebvre'a biskupów. W zupełnie innym świetle postrzegamy teraz działalność Arcybiskupa i jego bezkompromisową i samotną walkę o zachowanie Tradycji!
 Obecnie trwają w Rzymie rozmowy doktrynalne między przedstawicielami Bractwa Kapłańskiego a komisją papieską o istocie kryzysu i sposobach pokonania go. Zapewne niełatwe to rozmowy...
 Drugi temat dotyczący objawień Matki Bożej w Fatimie wydaje się również bardzo na czasie, bo, jak pamiętamy, podczas ostatniej majowej pielgrzymki do Fatimy Ojciec Święty wielokrotnie podkreślał nadal proroczy charakter przesłania objawionego trojgu pastuszkom i "wskrzesił" jego aktualność.
 Ks. Stehlin jako wybitny mariolog i autor "Maryjnych" książek ("Kim jesteś, o Niepokalana?" i "Niepokalana - nasz ideał"), na pewno przedstawi nam spójny i obiektywny obraz kryzysu w świetle tych największych i spełniających się na naszych oczach objawień. 
 Żyjąc w kraju wielu kultur i religii, niemal codziennie spotykamy się ze zjawiskami, które nas, jako katolików, niepokoją. Nasze obawy dotyczą  zwłaszcza naszych dzieci wychowywanych w systemie bez moralnych wartości i coraz mniejszych religijnych wymagań. 
 Wiara w naszego Pana, Jezusa Chrystusa, coraz bardziej staje się sprawą głęboko skrywanej prywatności i nie ma wyrazu w  publicznej działalności nawet nominalnych katolików. Na naszych oczach zmieniane są nie tylko chrześcijańskie zasady, ale prawo naturalne. Czy to upadek cywilizacji chrześcijańskiej?
 Czy ks. Stehlin zaproponuje nam jakąś drogę uratowania następnych pokoleń przed nihilizmem i moralnym zepsuciem?
 Myślę, że chociaż kilka cisnących się mi na usta pytań doczeka się wyczerpującej odpowiedzi, wszak po wykładach będą pytania z sali...
Stała Czytelniczka
(nazwisko i imię 
do wiadomości redakcji)

 Od redakcji: Z pewnością ciekawie będzie posłuchać.

 Klęska zawisła nad Polską
 W chwili tragedii, zadajemy sobie pytanie: dlaczego? I kto jest winny? Odpowiedź jest prosta: "nie było kary - nie było miary" i "Pan Bóg za dobre wynagradza, a za złe karze". Możemy sobie zadawać pytania i mówić, że nie wszyscy jesteśmy źli, ale i nie wszyscy na to zło reagujemy, bo może to nas nie dotyczy. Temu wszystkiemu winne jest złe prawo i źle pojmowana demokracja. Ludzie zaczynają odchodzić od Boga, od Kościoła i wiary, zaczęli wierzyć w moc pieniądza i w moc władzy. Aborcja, eutanazja i wstydliwe niegdyś słowo seks, słyszymy wszędzie i nikogo to nie krępuje, a więc dzieci i młodzież zaspokajają ciekawość, co doprowadza do różnych tragedii. "Inaczej kochający" chodzą wpół rozebrani w różnych parach i promują swoją chorobę. Chcą adoptować dzieci, aby w przyszłości powiększyć szeregi wątpliwych moralnie. Władze pozwalają i popierają, zamiast leczyć. Rządzący nie dbają o społeczeństwo, a w tym pomagają im polskojęzyczne media, bo cóż to obchodzi obcych, dla których Polska jest łakomym kąskiem. Wystarczy poklepać po plecach i ci już się cieszą, jak to ich sąsiedzi kochają. 
 Społeczeństwo zaś zachowuje się biernie, nie reaguje, nie broni się, "bo polityka go nie obchodzi". Polacy przestają być narodem katolickim. Polska wydała tylu wiernych synów, tylu z nich oddało życie za wolność, za wiarę i byli oni wzorem do naśladowania. Błogosławiony dziś ks. Jerzy Popiełuszko poniósł męczeńską śmierć, głosząc prawdę i wskazując zło. Dziś, idący Jego śladami niektórzy księża i biskupi są wyśmiewani w mediach, a nawet są i tacy, co im wysyłają pogróżki (o. Rydzyk). Jeśli byłoby więcej takich duchownych, media by inaczej traktowały ich słowa, a społeczeństwo może by się obudziło. Ale dzisiejsi rządzący, podobno postępowi i nowocześni, atakują o. Rydzyka, bowiem boją się tej prawdy, którą On głosi. 
 Takiej prawdy bali się też komuniści, dlatego trzeba było pozbyć się ks. Jerzego. Po roku 1989, choć "Solidarność" zwyciężyła, to jednak prezydent wywodzący się z Niej, otoczył się ludźmi byłego komunistycznego reżimu, a tych, co z nim walczyli, odsunął na bok. Teraz gdy Oni zatriumfowali, posunął się do ich szkalowania. Dlatego gdy słyszę jego szydercze słowa i wyświechtane powiedzonka, jest mi wstyd samej przed sobą, że kiedyś uważałam go za człowieka honoru, a dziś okazał się zdrajcą. Jest on natomiast autorytetem i twarzą PO oprócz Bartoszewskiego, Kika, Kutza, Niesiołowskiego i Palikota, oraz "Rycha, Zdzicha i Zbycha". Na nim wzoruje się także marszałek Komorowski, który jako były działacz głosował za rozwiązaniem IPN, WSI, aby Polska i świat nie poznali prawdy o zbrodniczym systemie komunistycznym, a więc dlatego także zalicza Komorowski tak wiele wpadek w kampanii, bo nie posiada wiedzy w wielu tematach, a więc taki kandydat na prezydenta jest niebezpieczny. Premier Tusk także otoczył się funkcjonariuszami byłych służb WSI, bo oni nadal mogą bardzo dużo, a najbardziej w "wyeliminowaniu Kaczyńskich z polityki". Po trochu mu się to udaje i pan Jarosław musi być bardzo ostrożny.
 Te fakty przytoczyłam dlatego, aby udowodnić Polakom, jak wielką krzywdę wyrządzają sami sobie twierdzeniem, że "do polityki się nie wtrącam" lub "nie pójdę głosować, bo to nic nie pomoże". Polacy mają duży wpływ na wewnętrzną politykę, bo jeśli wybiorą źle, to będą mieli to, co mają. Tutaj chcę im podpowiedzieć, że lepsza kaczka niż komar - to jest moje wyborcze motto.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Od polityki nie ma ucieczki... - czytaj "Gońca".
 

 Do Jolanty Szaniawskiej
 Kto Panią upoważnił do wyrażania swojej opinii o POLSKIEJ placówce dyplomatycznej w Ottawie. Ja jestem również czytelnikiem nieregularnego i bardzo stronniczego Pani informatora. Zapomniała Pani, że to właśnie Pani jest na utrzymaniu kanadyjskich podatników, otrzymując przez lata zapomogę (welfare), subsydiowane mieszkanie i darmowe kosztowne leki na Pani chorobę (MS), która najwyraźniej zrobiła duże spustoszenie w Pani układzie nerwowym, a szczególnie w mózgu.
   Więc proszę o niewyrażanie swojej opinii, o ile nikt Pani do tego nie upoważnił. Pani ataki na Ambasadora, pracowników Polskiej Ambasady, jak i innych działaczy polonijnych są wytworem Pani chorej wyobraźni. 
 Z poważaniem, w imieniu własnym
 Maria E. Bartosik
 ***
 Życiorys nadesłany do redakcji "Gońca" przez Jolantę Szaniawską.
 Oficjalny życiorys 
 Jolanta Nadzieja Szaniawska, warszawianka z pierwszego pokolenia, właściwie bez korzeni, bo te, które były... zostały pogubione gdzieś na wschodnich rubieżach Polski, w gruzach powstańczej Warszawy, katowni UB w Białej Podlaskiej, wolnej Anglii, Kanadzie...
  Wychowanka kwadratowego podwórka z trzepakiem, w przenośni i dosłownie. Ucieczką od szarej beznadziei warszawskich blokowisk - ukochany teatr i narkotyczne w swej urodzie polskie Tatry! Tępa na indoktrynację. Skłócona z otaczającą ją rzeczywistością, gardząca sitwą w czerwonych krawatach, aktywna w protestach sierpniowych. Gazowana przez ZOMO na placu Zamkowym w Warszawie - słynne obchody Konstytucji 3 maja.
 Typowy młody "naiwniak", dla którego świętością było hasło - precz z komuną! W Kanadzie od '85. Wykonywany zawód - technolog żywienia. Dziś na rencie. W miarę możliwości aktywna społecznie.
 W latach 90. znana Polonii z artykułów w "Gazecie-Toronto". Członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Inicjator akcji charytatywnych na rzecz chorych na stwardnienie rozsiane. W latach 2000-2004 zasiada w komisji doradczej PIAC przy burmistrzu Ottawy, panu Bobie Chiarellim. W 2005 otrzymuje wyróżnienie Człowieka Roku Polonii ottawskiej przyznane przez kapitułę Komunikatów Ottawskich, a w 2009 Ontario Volunteer Service Awards. 
 Od 2005 wydawca pisma "Transatlantyk Nadziei" www.tnpolonia.com, członek Polish Canadian Women's Federation i honorowy Koła Ognisko.

 Od redakcji: Szanowna Pani Jolu, opinii ludzi złych nie należy brać do serca. Ci, którzy plują w złej wierze, zawsze plują pod wiatr. Dlatego mają takie straszne gęby.

 Spóźnione updates
 Droga Redakcjo,
 W ostatnich tygodniach zauważyłem, że nowe wydanie (internetowe) jest zawsze spóźnione na weekend. To znaczy stary weekend nie jest odnowiony na następny, ale dopiero w ciągu jakiegoś dnia tygodnia.
 Proszę nie myśleć, że jestem cheap i tylko czytam Was w Internecie, ale pracuję poza Kanadą większość roku, więc nie mam innej możliwości. Moja żona z Rodzinką oczywiście jest Waszym czytelnikiem w postaci "hard copy", co ja też czynię, jak jestem na urlopie kilka razy w roku.
 Z poważaniem 
 Aleksander Mieczyński
 Mississauga/Cruising 
Carribean Sea

 Od redakcji: Panie Aleksandrze, miło nam, wydanie w Internecie jest spóźnione o weekend, aby dać szansę temu papierowemu. Zobaczymy, czy tak dalej będzie.

 Pan A. Kumor
 Nie mogłem się zebrać, ażeby coś opowiedzieć rodakom, o czym jeszcze nie wszyscy wiedzą, oczywiście Kanadyjczycy też nic na ten temat nie wiedzą. Zacznę po kolei.
 Temat 1: Byłem na spotkaniu Polonii w Centrum Jana Pawła II w Mississaudze. Byłem tam do chwili, kiedy usłyszałem, jak przedstawicielka Revenue Canada mówiła tak: wy, Polacy, mieliście w Polsce dobrze, bo nie płaciliście podatków. No, ludzie, ja już myślałem, że ze mną koniec. W związku z tym chciałbym tę sprawę podać do wiadomości naszych rodaków emigrantów, którzy uciekli nie z Polski, tylko z PRL-u, czyli uciekliśmy z bagna, a wpadliśmy w drugie bagno! Ale jeszcze żeby temat 1 dokończyć, to chciałbym dodać, że miesięcznie zabierano 49 proc. uposażenia i automatycznie odprowadzano do ZUS. Mogę to w każdej chwili udokumentować. Podam dla przykładu, że np. w roku 1979 podliczone wynagrodzenie zasadnicze przez mój zakład pracy wynosiło 172.000 rocznie, a kwota przeciętnego wynagrodzenia wynosiła 64 tys. A trochę dla uśmiechu, kto jest nawet średni z matematyki, to będzie wiedział, ile albo jaki procent podatku płaciło się do ZUS-u.
 Temat 2: W PRL przepracowałem 20 lat w kopalni. W 1999 rozpocząłem poszukiwania, ażeby uzyskać zaświadczenia pracy z Zakładów, w których pracowałem, niektóre już zlikwidowano. Udało mi się znaleźć jeden zakład, który wystawił moje zarobki za trzy lata i ten dokument posiadam. No i od tego czasu rozpocząłem szukanie archiwum moich zakładów. Spędzałem urlop w Polsce, szukając owoców mojej krwawicy na kopalniach, i nic. W 2005 roku zebrałem świadków, którzy pracowali ze mną, i pozwałem ZUS do sądu. Trwało to trochę czasu. W 2006 r. Sąd Pracy wydał wyrok: wprawdzie pan Helmut dostarczył pewne dokumenty i świadków, ale to wszystko nie dało żadnego rezultatu. Upłynęło dużo czasu i znów złożyłem pozew do sądu, w 2009 r., i już w marcu odbyła się rozprawa i nie wiadomo, co to będzie dalej. Jakie sądy mamy w Polsce, tego się nie da opisać.
 Temat 3: Teraz sprawa bardzo poważna. Kanada podpisała porozumienie - ciekawe, czy strona polska przyznała się, że rząd Polski nakazał zniszczenie dokumentacji płacowej dla uciekinierów z roku 1981, czyli z archiwum można wyciągnąć zaświadczenie pracy, że pan Helmut pracował na kopalni "Bobrek" od dnia tego i tego w charakterze takim a takim, ale ile zarabiał, to już nie ma wpisu. Otrzymałem dokument, czyli odpowiedź na moje pismo z prośbą o wynagrodzenie za taki a taki okres. Odpowiedź tam brzmiała: archiwum informuje, że zgodnie z Rozporządzeniem nr 33 Ministra Górnictwa i Energetyki z dnia 24 grudnia 1985 r., dokumentacja płacowa została zniszczona i w związku z tym żadnej dokumentacji nie posiadamy.
 Polska podziękowała nam, emigrantom, a tak na dobrą sprawę, to Kanadę mogę tylko pochwalić za jedną sprawę, a to iż na podstawie SIN w ciągu minuty otrzymamy wykaz za wszystkie przepracowane lata i ile zarobiliśmy, ile odłożyliśmy na CPP itp. A reszty to nawet nie mogę wspominać, bo na listy Canada Service nie odpowiada, ignoruje emerytów. Chciałbym jeszcze więcej coś napisać, ale nie mogę, bo jestem po 70-tce i jak wspominam o ZUS-ie, to ciśnienie mam 200, a chciałbym jeszcze pooddychać jakiś czas świeżym powietrzem.
 Z poważaniem
Helmut ze Śląska
 PS Napisałem do Ministerstwa Pracy z propozycją, ażeby ZUS przemienić na adekwatną nazwę: na Zakład Terroryzmu Psychicznego (ZTP) i już minął rok i cisza. 

 Od redakcji: Szanowny Panie, w obliczu niesprawiedliwości najważniejsze, nie denerwować się. Wielu rzeczy Pan nie zmieni, a tylko zdrowie straci. A na spokojnie, proszę pisać do wszystkich możliwych polskich komisji i agencji. Najlepiej przez Internet. Niech Pan sobie przygotuje standardowy list, w którym w skrócie na jednej kartce w punktach przedstawi Pan przejrzyście swoją sprawę. A cc. do gazet, radia i telewizji.

 Droga Redakcjo!
 Nie samym chlebem człowiek żyje, ale chleb jest też potrzebny.  Znów w Toronto pożegnaliśmy kolejny  sklep z wędlinami.  W brutalny sposób potraktowany "Steve's Meats &Sausages" zamknął  podwoje.  W czasach gdzie nie ma nadmiaru pracy ani też zdrowej żywności, a bank żywnościowy rozpaczliwie woła o dotacje, zalewano "Javexem"  wędliny bez nalepek... pozostawiając tylko te, które nie były wypakowane z pudełek z marką... W tej tragedii właściciela, jako kupujący, możemy znaleźć jedynie pocieszenie, że choć zniknął sklep, to wędliny, w tym krakowska i polędwice pana Stefana ("Steve"), możemy nabywać w wytwórni Andy's Factory and Outlet Store. Miejsce to jest, rzec można, w zaciszu, ale tuż obok ruchliwych ulic. Jadąc (idąc) Keele na północ od Dundas W., tuż za mostem kolejowym skręt na światłach w pierwszą w prawo (Junction) i kilka metrów dalej w lewo w Mulock Ave., gdzie w mgnieniu oka dojeżdżamy do "Andy's", w którym możemy nabyć europejskie, świeże i po konkurencyjnych cenach wyroby dwóch mistrzów (tel. 416-604-0692). 
 Niestety, nic się nie zmieniło w legislacji, a powstałe z trudem małe wytwórnie, w które włożono krocie, jeśli ich sami nie odkryjemy i nie wspomożemy, kupując, pozostaną w cieniu kolosów dążących do monopolizacji rynku "swoją chemią".
Małgorzata Kossowska
Toronto 

 Od redakcji: Jedzmy zdrowo i popierajmy polskie biznesy.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

GONIEC nr 22/2010

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Z wielką przyjemnością i satysfakcją przeczytałem pański art. "widziane od końca" zamieszczony w końcu maja br. w "Gońcu" i w pełni popieram daleko idącą krytykę kandydata na prezydenta p. Jarosława Kaczyńskiego. 
 Podzielam pogląd, że kandydat J. Kaczyński  nie jest najlepszym kandydatem na prezydenta 40-milionowego Narodu, jakim jest RP, ale czy jest spośród postawionych już kandydatów ktoś lepszy (?)... który by przedstawił program odbudowy zaufania większości Narodu i prognozy pozwalające na właściwą odbudowę utracanego systematycznie przez Naród zaufania do stylu rządzenia Polską i  doprowadzenia do standardu zgodnego z aspiracjami Polaków. 
 Myślę, że spośród przedstawionych nam kandydatur takiej postaci nie ma.
 Mimo niewielkich obietnic stawianych przez J. Kaczyńskiego jest on mniejszym złem spośród zgłoszonych osobników na osobę prezydenta przyszłej Polski.
 Pozostali kandydaci są nie tylko niewiarygodni, ale straszliwie zdeprawowani i nie gwarantują zmian, na które czekają Polska i Polacy. 
 Program J. Kaczyńskiego nie jest programem, który chcieliby usłyszeć Polacy z ust kandydującego prezydenta, ale czy marazm  pozostałych kandydatów  głoszony publicznie na spotkaniach wyborczych głosi coś innego... poza degrengoladą dalszego spokrewniania z Rosją Putina i Niemcami p. Angeli Merkel...
 Czy dalsze utrwalanie systemu opartego na związku z Unią Europejską wraz z delegowaniem elity z obecnego rządu do pracy w celu zapewnienia wysokich apanaży wybrańców zasługuje na nasze poparcie?... 
 Unia się coraz bardziej wali. Nawet zwolennicy tej integracji już się powoli wycofują z układu euro i wolą trzymać się systemu opartego na DM niż euro.
 Czy powierzenie przez obecny rząd sprawy katastrofy samolotu pod Smoleńskiem stronie rosyjskiej zasługuje na poparcie Narodu?!
 Zginęła przecież najważniejsza część rządu RP i nadal nie wiemy, czy był to zamach inspirowany, czy  szczególna katastrofa lotnicza, bowiem do dziś nie ma odpowiedzi o szczegółach tego wydarzenia, które jest w rękach rosyjskich, a Polacy czekają na werdykt pod przewodnictwem rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości.
  Być może będziemy wiedzieć o przyczynach katastrofy samolotu wojskowego dopiero wtedy, kiedy tło wypadku będzie całkowicie sfingowane wg wzorów  morderstwa w KatyniuÉ?
 W sprawie zbrodni tej nadal nasz sąsiad ze wschodu nie uchyla rąbka tajemnicy, jak gdyby tego morderstwa  w ogóle  nie było...!? 
 Kandydat na prezydenta B. Komorowski  tematów istotnych i ważnych w ogóle nie porusza. Biega z premierem Tuskiem po obszarach zalanych powodzią, symulując nieokreśloną pomoc poszkodowanym, skoro woda topi miasta,  to woda ma to do siebie, że kiedyś odpłynie, przytacza z sarkazmemÉ 
 Obłudnicy nie zasługują na poparcie Narodu. Polska powinna sięgnąć do zasobów zdolnych, myślących ludzi, których nie brak wśród wykształconej młodzieży nierzadko kształconych na różnych uniwersytetach i nie tylko polskich, ale całego świata. 
 Straciliśmy polską inteligencję na skutek systemowego wymordowania w czasie wojen zarówno po stronie sowieckiej, jak i niemieckiej, lecz to nie znaczy, że nie stać nas na odbudowę społecznego zaufania Narodu, jeśli sięgnie się do źródeł intelektualnej młodzieży trzeźwo myślących. 
 Polaków zarówno w kraju, jak i tych, którzy wyemigrowali czasowo za granicę, nie akceptując marionetkowych kolesi obecnych luminarzy.
 Poruszone w "Gońcu" przez red. Kumora dezyderaty są istotne dla odbudowy zaufania Narodu. Należy żałować, że je tak późno ujawnia, co wobec szeroko  rozwijanej propagandy kontrkandydatów może okazać się już za późno na zmianyÉ
 Musimy jednak wierzyć, że dobro Polski zwycięży! Nawet mimo silnego lobby utworzonego przez obecnie działająca  władze  dobierana przez uzurpatorów chcących  utrzymać  stary zdegenerowany system opierający się na kumoterstwie i zakłamaniu pozostawiony nam w spadku po władzy
radzieckiej; nierozliczonej dekomunizacji i lustracji osób, "kolesi" ściśle powiązanych z dawnym lewicowym reżimem, a utrzymywanych na wysokich stanowiskach w państwie. 
 Hubert W. Abramowicz

 Od redakcji: Drobnymi krokami w dobrym kierunku.

 Propozycja dla KPK
  Od kilkunastu dni, tj. od czasu wielkiej powodzi w Polsce, dostaję  dziennie kilkanaście kopii e-mailów, gdzie wielu zatroskanych członków naszej społeczności jest zażenowanych biernością KPK, porównując przy tym rok 1997, gdzie zebraliśmy "z kopyta" ponad milion dolarów... Gwoli ścisłości, 13 lat temu inicjatywę podjęli pp. Piotrowscy z Radia "POLONIA" i to oni uzbierali lwią  część pieniędzy, KPK "obudził" się po kilku tygodniach i zaanektował zbiórkę popularnych radiowców: państwa Krystyny i Ryszarda... Wyjaśniam, co następuje: prezes ZG KPK p. Jerzy Barycki zaapelował o przekazywanie czeków dla Fundacji Charytatywnej KPK, z przeznaczeniem dla powodzian, na specjalnie założone konto w Naszej Credit Union. Jest tylko jedno "ale", charakter zbiórki jest zbyt ogólny i wysiłek naszej społeczności w Kanadzie może być łatwo niedoceniony i rozmyty... W 1997  była inna sytuacja, pomagaliśmy samodzielnej i samotnej Polsce...  Dzisiaj Polska jest składnikiem Unii Europejskiej, Unia ma fundusz Solidarności na  usuwanie szkód i przywrócenie infrastruktury... Polska może się też starać o inwestycje długoterminowe, zapobiegające powodziom, jeśli takowe nie były wcześniej przyznane... Problem w tym, że były przyznane  i  zużyto je niewłaściwie...
 Pozostaje problem strat ludności, przede wszystkim tych nie ubezpieczonych... Na Florydzie, jak przejdzie tajfun, to co się dzieje ze zniszczonymi, nieubezpieczonymi domami...? Są odbudowywane latami, jeśli w ogóle są odbudowywane...
 Moja propozycja dla ZG KPK (konkretnie dla Fundacji Charytatywnej ) jest następująca:
  1. Wyselekcjonować jedną rodzinę z Polski, która poniosła dotkliwe straty, sprawdzić gruntownie jej stan finansowy,
 2. Wyselekcjonować najbardziej potrzebną inwestycję hydrotechniczną, np. odcinek wału lub zbiornik retencyjny i zadeklarować procent  kosztów...
 3. Zrobić selekcję i oszacować koszt pompy wysokowydajnej wraz z armaturą, jako specjalista w tej dziedzinie służę poradami, również zadeklarować procent kosztów...
 Ogłosić zbiórkę w całej Kanadzie  KONKRETNIE NA TE TRZY CELE... To da kopniaka w d... polskim decydentom, by ruszyć z decyzjami  oraz uchwalić niezbędne prawo wywłaszczeniowe... My sobie będziemy zbierać pieniążki, wyselekcjonowanej rodzinie można pomagać na bieżąco, w przypadku inwestycji płacić wyłącznie  procent za wykonane roboty i faktury... To należało zrobić wczoraj, a nie spać do 25 maja, kiedy główne fale już opadły, czas pili, za dwa tygodnie Polonia zapomni o powodzi, bo sprzątanie i odbudowa nie są już nośne medialnie i zostaną zagłuszone przez bełkot kampanii wyborczej....
 Z poważaniem:
Andrzej T. Chronowski

 Od redakcji: Polonia już zapomina...

 Szanowny p. Redaktorze,
 Dziękuję bardzo za zamieszczenie zdjęć z powodzi w miejscowościach Trześń i Sokolniki.
 Robert Gdyczyński 
 PS Przesyłam dwa zdjęcia, zachód słońca i bóbr podczas kolacji, zdjęcia te zrobiłem nad jeziorem Ontario w pobliżu Lake Shore i Kipling Ave.
R.G.

 Od redakcji: Dziękujemy, publikujemy to z bobrem.

 Pytania i wątpliwości do Premiera i rządu p.o. prezydenta i Marszałka Sejmu - Komorowskiego
 Panowie, jeżeli podjęliście się misji reprezentowania Polski i Narodu oraz rządzenia, miejcie więc honor wypełniania jej z należytym szacunkiem, godnością i starannością. Polacy nie dali wam przyzwolenia na grabież Polski i niszczenia Narodu, najlepszych Jego Synów i Córki, Konstytucja nakłada na was obowiązek strzec suwerenności kraju, bezpieczeństwa Jego obywateli i godnego życia.
 Tymczasem jesteśmy świadkami łamania przez was podstawowych praw. Nieważna jest Polska, ważne sąsiedzkie przyjaźnie, które tak naprawdę nadal są kłamstwem. Zginął Prezydent Polski i wielu znakomitych obywateli życia politycznego, obronnego i społecznego. Nie chcieliście wziąć na siebie ciężaru śledztwa w tej sprawie, powierzając go w obce, zawsze nieprzyjazne Polsce ręce rządu rosyjskiego, który przez wiele lat był naszym okupantem, dążącym do zniszczenia Polski i Narodu, jak też zatarcia śladów zbrodni katyńskiej. Przez dziesiątki lat zakłamywano tę zbrodnię i do dziś nie mamy wielu dokumentów. Gesty nie wystarczą dla normalizacji sąsiedzkich stosunków, za uchylenie rąbka tajemnicy przez Putina, dało premierowi Tuskowi powód do bezgranicznego zaufania. A więc pytam: czy to naiwność czy zdrada? Wobec tylu niewiadomych, mam moralne prawo tak pytać i oczekiwać odpowiedzi. Co robi w tej sprawie p.o. prezydent Marszałek Komorowski? W normalnym i profesjonalnie rządzonym kraju, gdzie najwyżsi przedstawiciele rządu lekceważą śmierć Prezydenta i tylu ważnych urzędników państwowych, postawieni byliby w stan oskarżenia. W Polsce, rządzący przekazali sprawę w obce ręce, tak jakby był wypadek normalnego samolotu rejsowego z wycieczkowiczami na pokładzie. To był samolot wojskowy z delegacją prezydencką i samym Prezydentem, a nie jak to mówił szef rządu Tusk, szef MSZ Sikorski i szef MON Klich, że jest to wyjazd "prywatny", a delegacja rządowa była trzy dni wcześniej. Dlaczego do tej pory niewiele wiemy, co było powodem i kto jest winien tej zbrodni? Dlaczego od samego początku założono, że winę ponoszą piloci, tak powiedziała strona rosyjska, a rządzący ślepo te słowa powielają. Tak, zmarli nie mogą się bronić i nie mogą powiedzieć prawdy, ale mamy nadzieję, że rodziny ofiar nie pozwolą na ukrycie tej prawdy i dowiemy się, czyje ręce ociekają krwią.
 Nie zawaham się twierdzić, że od roku 2007 ten rząd nie przejmuje się Polską i Polakami, suwerenność i bezpieczeństwo Polski jest wielce zagrożone. Wzywam więc władze polskie do udzielenia odpowiedzi, odpowiedzi należy także oczekiwać od pana Komorowskiego, któremu pan Aleksander Ścios zadał 29 pytań (patrz: bezdekretu.blogspot.com). Wyborczy spot o biografii pana Komorowskiego nie uwzględnia treści tych pytań i nie daje na nie odpowiedzi... Rządzący zajęci są sobą i swoim pędem po władzę absolutną, co widać na podstawie zmian personalnych, zwolnień wszystkich ludzi związanych z PiS-em.
 Reasumując, wzywam także moich Rodaków do przebudzenia i analizowania zachowań obecnie rządzących, a otrzymają odpowiedź, kto powinien rządzić krajem i być Jego reprezentantem. Czy te ostatnie polskie tragedie nie upoważniają nas do zmiany dotychczasowego myślenia i zmiany ludzi odpowiadających za los Kraju i narodu?
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: Podzielamy Pani ból i troski.

 Szanowny 
 Panie Redaktorze Kumor!
 W dniu 8 maja 2010 Canadian and Allied Veterans byli zaproszeni przez the Dutch Canadian Association of Greater Toronto z okazji 65. rocznicy wyzwolenia Holandii. Spotkanie miało miejsce w Denison Armoury w Downsview w Toronto.
 Między weteranami kanadyjskimi byli weterani polscy. Zostałem poproszony o powiedzenie kilku słów, ponieważ walczyłem w czasie II wojny światowej w Holandii i tam zostałem ranny. Był to dla mnie wielki zaszczyt, że ja jako jeden z weteranów polskich mogłem podziękować Holendrom za ich pamięć o nas żyjących oraz za opiekę nad grobami kolegów, którzy oddali swoje życie w obronie Holandii.
 Po moim przemówieniu otrzymałem gratulacje od Ambasadora Holandii i przedstawicieli kanadyjskich władz oraz wielkie brawa od ponad 500 uczestników uroczystości. Razem z p. Gasztoldem - prezesem 430. Skrzydła Warszawa, na tę uroczystość przybył gen. brygady pilot Leszek Cwodziński z Polski, który jest na stażu w Borden Camps w Kanadzie. Z tej okazji została wydana jednodniówka "Thank you Liberators", w której są wspomnienia o mojej drodze wojennej, flaga polska i hymn. Po części oficjalnej był wspólny poczęstunek.
 Z wyrazami szacunku. Pozdrowienia dla Zespołu Redakcji.
Mieczysław Lutczyk
Oshawa

 Od redakcji: Szanowny Panie, chylimy czoła, przed Panem i Pana kolegami. Czy byli Panowie zaproszeni na uroczystości do Holandii?
 

 GONIEC nr 21/2010

 Ojczyzna w potrzebie
 Szanowna Redakcjo!
 Do długiej listy tragedii dopisuje się obecna powódź w Polsce.  Dzwoniłam do KPK i dowiedziałam się, że czyni starania o utworzenie specjalnego konta na rzecz powodzian. W Polskiej Credit Union właściwie mnie zbyto, mówiąc: że sprawa będzie przekazana Radzie Dyrektorów, bo CU nie może tego czynić w obawie o posądzenia, że... zbiera dla siebie???? 
 Czas to pieniądz i nie powinniśmy być ślamazarni, jeśli chodzi o pomoc... wielokrotnie machina biurokracji mija się z celem, tam gdzie należy być sprężystym. 
 Trzeba pamiętać, że nie chodzi tu tylko o pomoc poszkodowanym, ale że jest to WALKA O POLSKĘ.
 Obawiam się, że zrujnowani powodzianie... dosłownie nadzy, bosi i bezdomni, oddadzą za grosze zniszczoną ziemię, która jeśli nie bezpośrednio to przez pośrednictwo różnych lichwiarzy i przecher wszelkiego autoramentu dostanie się W OBCE RĘCE... (tak było, jak słyszałam, kiedy wylała Odra). 
 Czy jako Polonia jesteśmy w stanie zapewnić pomoc, która dojdzie bezpośrednio do ofiar na odbudowę gospodarstw i w ogóle jako zapomoga dla poszkodowanych???
 Mamy tylu wspaniałych społeczników i organizacje polonijne... czy w tej sytuacji nie mogłyby się one zjednoczyć i z Kongresem Polonii zadziałać sprawnie?
 Z chwilą powstania takiego konta wspomóżmy je, bo nawet 1 dolar czyni  różnicę, kiedy jest nas tak wielu... od ziarnka do ziarnka, a zbierze się miarka.
 Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Toronto

 Od redakcji: Pomóżmy!

 Szanowni Państwo,
 Chciałbym poinformować, że poszukujemy inwestora strategicznego, którego wkład finansowy pozwoli na dalsze kontynuowanie i rozwój portalu Netbird.pl.
 Portal jest rozbudowanym przedsięwzięciem, którego realizację rozpoczęliśmy niemalże dwa lata temu. Oficjalny start portalu w sieci miał miejsce 11.11.2008. W tym czasie przygotowaliśmy oprogramowanie portalu - rozbudowane, z wieloma zaawansowanymi funkcjonalnościami. Uruchomiliśmy 40 serwisów tematycznych: informacyjnych, publicystycznych, kulturalnych, społecznych i rozrywkowych. W grudniu 2009 uruchomiony został Megasklep, jako integralna część portalu. Jest to platforma do sprzedaży internetowej. Zaprojektowany został do niej importer produktów ze sklepów partnerskich, dzięki czemu Megasklep prezentuje tysiące produktów różnych producentów i produktów stale przybywa. W maju bieżącego roku uruchomiony został serwis ogłoszeniowy - jako jeden z serwisów portalu Netbird.pl. Pod względem ilości ogłoszeń jest to największy w Polsce serwis tego typu - zawiera ponad 1,2 miliona ogłoszeń podzielonych tematycznie na poszczególne kategorie.
 Oprogramowanie portalu zostało wykonane w technologii Ruby on Rails. Technologia ta umożliwiła modułowe skonstruowanie portalu oraz pozwala na szybkie, bieżące wykonywanie zmian w poszczególnych serwisach. Wykonane przez programistów funkcjonalności mogą być za pomocą panelu zarządzania  wyświetlane w dowolnej ilości i konfiguracji. Zostało to tak przygotowane, aby nie tylko samo redagowania, ale i kreacji poszczególnych serwisów i ich funkcjonalności  mogła dokonywać osoba nie będąca informatykiem, po krótkim przeszkoleniu z obsługi panelu. Powstanie nowego serwisu w portalu netbird.pl trwa za pomocą naszego panelu tylko kilka godzin. Daje to duże możliwości i powoduje, że portal wykazuje najwyższy poziom elastyczności. Umożliwia to szybkie i sprawne reagowanie na niespodziewane wydarzenia i potrzeby odbiorcy - jest to szczególnie ważne dla funkcjonowanie na najwyższym poziomie serwisów informacyjnych portalu.
 Opracowana koncepcja organizacyjna została przetestowana i umożliwia funkcjonowanie bardzo rozbudowanego tematycznie portalu z czterdziestoma serwisami tematycznymi dzięki  pracy tylko kilkunastoosobowej redakcji. Mimo że w każdym z serwisów publikowanych jest codziennie od kilku do kilkudziesięciu nowych, ilustrowanych artykułów.
 Portal w sensie koncepcyjnym i technicznym daje wielkie możliwości oddziaływania opiniotwórczego. Jest jednak  przedsięwzięciem, które  dochodowym może stać się w dłuższej, 2-3-letniej perspektywie. 
 Poszukujemy inwestora, który zapewni podniesienie rezerwy finansowej portalu o kwotę ok. 700 tys. złotych oraz zapewni finansowanie bieżące, w wysokości 120 tys. złotych miesięcznie.
 Będę wdzięczny za przekazanie tej informacji osobom, które taką inwestycją mogą być zainteresowane. Wstępne zainteresowanie można zgłaszać do dn. 15.06.2010 na adres: krzysztof.budziakowski@netbird.pl
 Z poważaniem
 Krzysztof Budziakowski
 www.netbird.pl
 tel. 602 62 95 77

 Od redakcji: Nas nie stać, może ktoś zobaczy w prawicowym, dobrym portalu szansę na realizację życiowego planu.

 Oddzielić ziarno od plew(ów)
 Apeluję do redakcji o niepublikowanie listów od ludzi niezrównoważonych psychicznie. A wy Plewa (vel Plewa) czytajcie sobie dalej wasze "NIE" i korespondujcie z Jerzym Urbanem, a nie obciążajcie sobie komórek, czytając niezrozumiałe dla was artykuły w porządnej gazecie, jaką jest "Goniec"!!!
  PS Ostatnio przeczytałem artykuł korespondenta Gazety w Calgary p. Mańkowskiego i opadły mi ręce... Autor stwierdził kategorycznie, że konsul honorowy w Calgary reprezentuje Polskę i rząd Polski w tym mieście... Przepraszam: który rząd i którą Polskę??? 
 Pozdrowienia dla redakcji - Jędrek z Calgary.

 Od redakcji: Szanowny Panie, p. Pleva ma prawo do swej opinii, tacy ludzie są wśród nas. A generalnie rzecz biorąc, redakcję cieszy, że tacy ludzie jak p. Pleva też nas czytają, niezależnie od tego jakimi pobudkami się kierują.

 "Polsko, wracaj do Boga"
 Życie człowieka jest pełne niespodzianek, co nie dzieje się bez przyczyny, choć niewielu z nas zdaje sobie z tego sprawę. Gdy w życiu układa się dobrze lub w miarę dobrze, o Bogu już mniej, a może wcale nie pamiętamy. Rządzący kierują się chęcią panowania nad narodem i przy pomocy mediów, chęcią panowania nad ludzkim umysłem, gdy zauważą, że jest on podatny na różnego rodzaju manipulacje. Nie pamiętają lub nie wierzą, że ktoś jest nad nimi, że ze swoich czynów będą musieli się rozliczyć, a społeczeństwo też tego dokona w odpowiednim czasie... Ustanawiają prawo, wydają nakazy, zakazy, uchwały, ale nie myślą, czy to wszystko jest przyjazne dla rodziny, kraju i obywateli. Działają też pod dyktando innych mocarstw, mających w tym interes. Cóż to więc za profesjonalizm czy patriotyzm? To jest nieodpowiedzialność, brak wizji i troski o własny naród i kraj. To jest źle rozumiany "postęp" i źle pojmowana demokracja. To jest głupota i zdrada, rząd powinien dbać o interes swojego kraju i nie być podatny na jakiekolwiek insynuacje i obiecanki. Polska do wieków jest kolebką chrześcijaństwa. Jak żaden kraj na świecie doświadczona zaborami, wojnami, jest to kraj o wysokim niegdyś morale i głębokich tradycjach narodowych i chrześcijańskich. Wydała wielu wspaniałych ludzi, poniosła największe ofiary za wolność i wiarę. 
 Dziś te wartości są deptane i eliminowane, gdyż obecnie rządzący są, jak mówią, "postępowi" i wielce "intelektualni". Mogą być, ale niech nie odbierają tego innym, bo do tego nie mają prawa. Dziś mąż zabija żonę i odwrotnie, rodzice zabijają dzieci, a dzieci rodziców i rodzeństwo. Rozwiązłość seksualna, wyuczona w szkole, prowadzi do gwałtów i mordów wśród nieletnich. Rządząca koalicja PO-PSL, wspomagana przez SLD, tworzy prawo, które na to pozwala, bo są oni "postępowi i nowocześni". Zazdrość, zawiść, mściwość i pogarda w stosunku do inaczej myślących nie znają granic, takich najlepiej pozbyć się z polityki, o czym niejednokrotnie rządzący mówili (Niesiołowski i Palikot). Ich autorytetami są tacy ludzie, jak Wałęsa, Wajda czy Bartoszewski, który resztkami sił pieni się, mówiąc, że "prezydentem nie może być osoba samotna nieposiadająca konta w banku". Wiadomo, do kogo pije, tylko nie wiem dlaczego. Ja osobiście wolę samotnego, bo ten nie będzie miał dla kogo kraść i nie chce, aby ktoś kontrolował jego finanse. Niespotykany dotąd atak na wiarę katolicką, Kościół, krzyż, duchowieństwo, a nawet Papieża to fakt, który musi zaowocować czymś, po czym nastąpi opamiętanie. Może już jesteśmy tego świadkami i aż boję się myśleć, co będzie następną tragedią dla narodu polskiego. Pięć tygodni po katastrofie samolotowej, w której zginęło tylu niewinnych ludzi w drodze po prawdę, nastąpił kataklizm powodzi, i to tylko w Polsce. Dlaczego rząd D. Tuska nie prosi o pomoc Putina? Jak przyjaciel, to przyjaciel, także na różnych obszarach krajów. PiS miał przygotowany plan wzmacniania bezpieczeństwa powodziowego, ale gdy PO-PSL objęły władzę, wszystko co było po PiS-ie wyrzucono do kosza, aby po PiS-ie nie pozostał ślad, jak mówili Palikot i Niesiołowski. Sami więc nie zrobili niczego, a nawet podobno zabrali część funduszy tam, gdzie w terenie w większości rządzili ludzie PiS-u. Niech społeczeństwo teraz wyciąga wnioski z profesjonalizmu rządzącej koalicji i chęci pomocy ludziom.
 Nawiązując do "Gońca" sprzed dwóch tygodni, informuję Redakcję, że nie aspiruję do roli osoby powszechnie znanej, ale zapewniam, iż moje listy były chętnie czytane przez ludzi o podobnym jak ja poglądzie. Inicjały "J.K." wprowadziły ich nieco w zakłopotanie. Miło by mi było, gdyby wszystkie moje listy ukazywały się w "Gońcu". Jeśli nie - przepraszam.
Jolanta Krawczyńska 

 Od redakcji: Polska jest taka, jacy są Polacy. Walkę o lepszą Polskę trzeba zaczynać od siebie. 

GONIEC nr 20/2010

 Panie Lizoń,
 Gdzie te Pana przyrzeczenia o emeryturach w krótkim czasie, jak trzy miesiące. Bo ja już czekam 8 miesięcy. A w Polsce nawet nie podobają się pieczątki sprzed 21 lat, jak wyjeżdżałam do Kanady. Albo tam pracują niedouczeni, albo trzeba ZUS wysłać na specjalne szkolenie. Może ja się urodziłam pod złą gwiazdą. Ale jakoś w Kanadzie nie miałam problemów z wypełnianiem papierów. Kanada zrobiła dobrą robotę. Gdybym była w kraju, to chyba dawno by mnie pochowano pod płotem, za tak długie czekanie na tę emeryturę. 
 Przynajmniej ja Pana nie widzę w rządzie kanadyjskim, bo tu trzeba dobrej głowy do rządzenia. Proszę nie wciskać kitu emerytom. Może Pan na mnie się obrazić. Ale to można dostać zawrotu głowy od tej waszej polityki. 
Emerytka z Brampton
J.S.

 PS Pozdrawiam "Gońca" i całą załogę. Szczęść Boże.

 Od redakcji: Szanowna Pani, tak, umowa jest zła dla nas, czyni z nas petentów polskiego państwa, a w wypadkach skrajnych pozbawia środków do życia. Co na to KPK?
 

 Szanowny Pan Andrzej Kumor,
 Redaktor gazety "Goniec"
 Szanowny Panie Redaktorze!
 W numerze 18 z dnia 7-13 maja br. ukazał się Pański wywiad z rodziną E.J. Lewandowskich "Mamy nie ma i już nie wróci". Morderstwo ich córki, która osierociła dwuletnie dziecko, wstrząsnęło polską społecznością w Kanadzie. Wywiad ten wymaga kilku słów uzupełnienia.
 W niesieniu pomocy dotkniętej tragedią i nieszczęściem rodzinie zasłużył się Aleksander Jamróz. To on założył konto w Polish Credit Union razem z księdzem Januszem Błażejakiem i panem redaktorem A. Kumorem, prosząc o wsparcie i hojność Polonię w Toronto oraz w całej Kanadzie.
 Pan Aleksander Jamróz zorganizował i prowadził koncert charytatywny "Dziękuję Ci za miłość prędką bez namysłu" w Centrum Kultury im. Jana Pawła II w Mississaudze, który odbył się 9 maja 2008 r. Wystąpili bezpłatnie artyści: Maria Nowotarska, Agata Pilitowska, Michał Kuleczka, Irena Stawowy-Jeżewska. Akompaniował Jan Kornel. Gościem honorowym był Borys Wrzesnewskyj MP Etobicoke Centre. Obraz na aukcję podarował artysta malarz Wojciech Macherzyński. Całkowity dochód z koncertu został przeznaczony na pomoc dla rodziny Elżbiety i Jerzego Lewandowskich. Zorganizowanie charytatywnej imprezy nie było rzeczą łatwą i wymagało wiele pracy.
 Jestem pełna szacunku i uznania dla pana Aleksandra Jamroza.
 Z poważaniem
Zofia Rogalska
Etobicoke, Ont.

 Od redakcji: Też jesteśmy pełni uznania dla p. Jamroza. Pan Bóg z pewnością mu wynagrodzi.

 Szanowni Państwo,
 Czy moglibyście łaskawie mi przesłać adres, gdzie mogę zaprenumerować "Nasz Dziennik", a także gdzie mogę kupić "Pamiętnik" Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Będę bardzo wdzięczny.
 Życzę Wam dalszego powodzenia w dobrej Waszej pracy, dobrym doborze tematów, artykułów, informacji.
 Dziękuję i załączam serdeczne pozdrowienia.
Andrzej Potulicki
Welland

 Od redakcji: "Pamiętnik" Zygmunta Szczęsnego Felińskiego proszę spróbować zamówić przez księgarnię "Pegaz". "Nasz Dziennik" można zaprenumerować, dzwoniąc do RUCH S.A. 01148 22 5328816, lub 532 87 31, lub 22-515-77-90 (Nasz Dziennik).

 Witam, mam prośbę - poszukuję moich kuzynów zamieszkałych w Toronto. Wiem, że nazywają się Śmigielscy Jerzy, Roman Józef. Jeśli to możliwe, to proszę o jakąkolwiek wiadomość. 
 Z poważaniem 
Regina Skraburska 
Gniezno, Polska, 
e-mail: skraburskar@interia.pl

 Od redakcji: xxx

 ***
 Ciągle wszyscy się dziwią, jak to się dzieje, że prawie wszystkie wybory parlamentarne, jak i prezydenckie w Polsce, wygrywają postkomuniści po roku 89. Nie mówiąc o okresie komunistycznym po wojnie. Nawet po stanie wojennym pierwszym "prezydentem" został gen. Jaruzelski, komunista z krwi i kości, pomimo Polski katolickiej.
 Odpowiedź jest prosta. Przed wojną w Polsce było najwięcej Żydów w Europie z polskim obywatelstwem. Czuli się gospodarzami Polski. Dziś, chociaż jest ich mniej, ale znają swe pochodzenie i popierają się nawzajem. W krytycznych sytuacjach, jak teraz, są znów razem, a w dodatku są bardzo mocno popierani przez Wschód i Zachód. Dla Żydów nie liczy się patriotyzm, sumienie, sprawiedliwość itp., ich bogiem jest pieniądz i dobrobyt. Są w stanie kupić wszystko, nawet terrorystów, nie tylko wyborców. 
 Dlatego nie łudźcie się, Polacy, że ktoś wygra te wybory poza Komorowskim, popieranym przez "ojców" komuny, pochodzenia żydowskiego. A jeżeliby ktoś wygrał spoza ich obozu, to i tak mogą go zniszczyć, dlatego ludzie wolą nie walczyć nawet pokojowo, bo się boją.
S.W.

 Od redakcji: Szanowny Panie, Pana pogląd jest szkodliwy. Po pierwsze, to Polacy wybierają tych ludzi, po drugie, to Polacy są słabo zorganizowani, po trzecie, w polskiej polityce silne są nie tylko wpływy żydowskie, ale np. niemieckie czy posowieckie (rosyjskie), po czwarte, pogląd, że Żydzi są wszechmocni, jest objawem antysemityzmu, po piąte, życie uczy, że jednak nie są.  A więc niech Pan nie odbiera Polakom siły, wiary i nadziei, bo to objaw antypolonizmu.

 Dzień dobry,
 Już od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisanie do państwa. Jest taki drażliwy temat, który muszę poruszyć. Mianowicie chodzi o wszelkie reklamy tudzież teksty propagujące bioenergoterapię i jej "przedstawicieli". Otóż "Goniec" jest powszechnie uważany za pismo prokatolickie, a przemawia za tym nie tyle napis na pierwszej stronie Silni wiarą, ile, przede wszystkim, ton wypowiedzi Pana Kumora i korespondentów gazety. Jestem katoliczką i na bieżąco czytuję różne pozycje prasy katolickiej. Wynika z nich jednoznacznie, że wiele tzw. metod medycyny alternatywnej jest w jakimś sensie sprzeczne z naszą wiarą i wręcz prowadzi do poważnych komplikacji w życiu człowieka. Komplikacji nie tylko w sferze fizycznej, lecz również psychicznej, a także w sferze świadomości. Przepraszam za wtrącanie swoich "trzech groszy", ale niektóre sytuacje wymagają opowiedzenia się po którejś ze stron. Jeszcze raz przepraszam za wtrącanie się, ale męczyło mnie to. Jeśli chodzi o źródła, o których piszę, chętnie nadeślę kopie artykułów.
 Pozdrawiam serdecznie
 Renata Jadczuk
 Burlington, Ontario

 Od redakcji: Szanowna Pani. Dawniej leczyli szamani, wiele ich metod i środków stało się elementem oficjalnej medycyny. Każdy swój rozum ma i katolik powinien unikać leczenia, jeśli mu towarzyszą jakieś odwrócone piramidy, dziwne krzyże czy symbolika okultystyczna. Oczywiste jest, że tylko Pan Bóg uzdrawia, ale to dotyczy również zwykłej medycyny - modlitwa zawsze pomaga. A oto cytat z rozmowy (nie naszej) z ks. arcybiskupem Pylakiem. "Proszę księdza, radiestetów i bioenergoterapeutów nazywa się znachorami i szarlatanami XXI wieku. Dlaczego ksiądz ich broni? Czy ludzie wierzący mogą korzystać z ich usług? Odp.: - Wbrew przywołanej opinii stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że katolicy mogą korzystać z pomocy radiestetów i bioenergoterapeutów. W tym wypadku wykorzystujemy naturalne siły natury, dane przez Stwórcę dla naszego dobra, zgodnie z nakazem ?czyńcie sobie ziemię poddaną=. Tyle cytatu. Dlatego powtórzmy każdy swój rozum ma. A jeśli są kłopoty z rozeznaniem sprawy, modlitwa i spowiednik dostarczą drogowskazów.

 Szanowny Panie Andrzeju,
 W artykule "Na początek głosujmy portmonetką" wyraża Pan bardzo słuszne koncepcje. Z jednym tylko nie mogę się zgodzić - mianowicie, że jesteśmy narodem "pobłogosławionym wspaniałą historią". Patrząc na 300 ostatnich lat naszych dziejów, dochodzę do wniosku, że bliższe prawdy byłoby powiedzenie, że jesteśmy narodem przeklętym tragiczną historią. Czasy świetności Polski już dawno minęły, prawdopodobnie bezpowrotnie. Pierwsza Rzeczpospolita była państwem sezonowym, druga Rzeczpospolita, czyli PRL - kolonią sowiecką, a trzecia, ta którą widzimy od 21 lat - postkomunistycznym folwarkiem. Kiedy wreszcie przyszła upragniona wolność w 1989 roku, naród został zdradzony przez swoje własne elity przy okrągłym Stole. Dlatego do dzisiaj jest on zagubiony, niezdolny do ostatecznego zerwania z komunizmem.
 Pisze Pan: "Przejawem tej troski musi być odzyskanie przestrzeni publicznej - mediów". To prawda. Współczesne media w Polsce zawłaszczone są przez cwaniaków, co najlepiej wykazał film "Solidarni 2010" nakręcony ostatnio w okresie żałoby narodowej. To są media tylko z nazwy publiczne, ale faktycznie broniące grup interesów, nie kontaktujące z ludźmi z ulicy. Co z tego, że są otwarte fory dyskusyjne pod felietonami i artykułami wielu redakcji? To nie są miejsca na rzeczowe dyskusje. Wchodząc na wiele forów, człowiek szybko stamtąd ucieka, bo widzi, że znalazł się w towarzystwie spod budki z piwem, gdzie głos rozsądku trafia jak do domu wariatów, ginie w tym bełkocie. Poza tym, wiele redakcji nie dba o jakość tych wpisów, pewnie uważa, że im gorzej tym lepiej. Ci cwaniacy, broniący swoich interesów siedzą na górze, popijają sobie kawkę i śmieją się: "Motłoch ma swoją działkę, więc może sobie poszczekać". 
 I dalej pisze Pan: "Od tego należy zacząć robić porządek; od odsunięcia  agentury od rządzenia; od oparcia się na młodych ludziach w wojsku i w polityce, którzy rozumieją interes państwa i którym Polska bije w sercu". 
 Święte słowa. Ale ilu naszych polityków tak naprawdę kocha Polskę i przedkłada interes narodowy ponad interes własny? I w tym właśnie tkwi całe sedno sprawy. Obawiam się, że na dekomunizację jest już za późno. Polityczna "pszenica i kąkol" rośnie w Polsce razem od 21 lat. Gdybyśmy chcieli teraz wyplenić kąkol, to niechcący zniszczylibyśmy znaczną część pszenicy, to znaczy skrzywdzili niewinnych ludzi. Ewangelia uczy, że pszenica z kąkolem musi rosnąć razem, aż przyjdą aniołowie i oddzielą jedno od drugiego. Tylko gdzie szukać teraz tych aniołów, czyli młodych, nieskorumpowanych ludzi, o których Pan wspomina?
 Dużo zawalił Lech Wałęsa, który okazał się najgorszym prezydentem w okresie wolnej Polski, nie licząc Jaruzelskiego, który był prezydentem krótko i nawet nie został wybrany na ten urząd w wolnych wyborach. Wspieranie lewej nogi nie wyszło na zdrowie Bolkowi. Z ostatnich sondaży wynika, że co drugi statystyczny Polak pozytywnie ocenia prezydenturę Kwaśniewskiego (52 procent), co dziesiąty prezydenturę Wałęsy (11 procent), a co czwarty zmarłego tragicznie Lecha Kaczyńskiego (27 procent). 
 W każdym razie, tak zwana opozycja demokratyczna ma zbyt słabe poparcie społeczne, aby liczyć na szybkie pozytywne zmiany. Naród musi cierpliwie wykształcić swoje elity na własny koszt, czyli "portmonetką", jak słusznie Pan to określa. W przeciwnym razie, Polską do końca świata będą rządzić "jelyty", a nie elity.
 Wojciech Kobiela

 Od redakcji: Naród, czyli Pan, ja, Pana sąsiad, nasz Czytelnik, zaczyna to rozumieć, dlatego jest nadzieja.
 
 
 
 
 

GONIEC nr 19/2010

 TD okrada klientów
 W marcu pojechałam do Polski na miesiąc czasu odwiedzić rodzinę. W tym czasie nie używałam swojej debit card. Po jakichś 10 dniach mojego pobytu zadzwonił do mnie TD Bank, mówiąc, że miałam jakieś dziwne transakcje na swoim koncie. Jak się zapytałam jakie, to mi powiedziano, że wyczyszczono mi całe konto, więc całe 5500 dol. znikło z konta.
 Po rozmowie z bankiem dowiedziałam się, że transakcje były robione w trzech krajach w Europie, we Francji, Niemczech oraz Polsce. Dodatkowo okazało się, że w ciągu trzech czy czterech transakcji całe konto zostało okradzione, jest to dziwne, ponieważ TD ma zabezpieczenia, że dzienny limit transakcji nie może wynosić więcej niż 1000 dol.
 Osoba, z którą rozmawiałam, powiedziała mi, że nie wiadomo, czy oddadzą mi te pieniądze, ponieważ jestem teraz na terenie Europy i oni podejrzewają, że ja mogłam to celowo zrobić.
 Po kilku dniach bank się odezwał, mówiąc, że pieniędzy nie oddadzą, ale mogę napisać odwołanie, jak wrócę do Kanady.
 Po powrocie napisałam im to odwołanie i zajęło to aż dwa tygodnie, by bank się zdecydował co do decyzji.
 TD Bank powiedział, że NIE ODDA MI TYCH PIENIĘDZY, PONIEWAŻ ONI UWAŻAJĄ, ŻE JA CELOWO POJECHAŁAM DO EUROPY I ZDUPLIKOWAŁAM KARTĘ I DAŁAM KOMUŚ, ŻEBY POTEM UDAWAĆ.
 JA IM MÓWIŁAM, ŻE TAKIE COŚ TO MOŻNA ZROBIĆ, JAK SIĘ MA MILIONY NA KONCIE, A NIE 5000 DOL.
 Chciałam ostrzec osoby wyjeżdżające do Polski, by uważały na TD Bank, bo oni tylko czyhają na takich ludzi jak ja.
 Jadwiga Kowalska 

 Od redakcji: Proszę się odwołać w samym TD, jeśli to nie poskutkuje, iść do ombudsmana, Better Business Bureau, do posła...

 Nie oddamy Polski
 W mojej ocenie, zbyt dużo zrobiła już Platforma Obywatelska, aby wyeliminować Kaczyńskich z walki o Polskę, ale dla pana Niesiołowskiego to wciąż za mało. Powiedział: "będziemy się bronić, nie oddamy Polski Kaczyńskiemu". Czy Polska jest własnością PO, czy to na razie ciche marzenie marszałka? Może my, Polacy, czegoś nie wiemy i tych niewiadomych jest coraz więcej. Jaką formę walki i obrony ma na myśli pan Niesiołowski? Czyżby znowu zwolenników J. Kaczyńskiego wysłano w jakąś delegację, czy może zabiorą ochronę dla pana Jarosława Kaczyńskiego. Obrona PSL-u i SLD to zbyt mało, aby odnieść zwycięstwo wyborcze. Oni pomogli tylko obronić tezę PO, że rezolucja PiS-u dot. przekazania śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej stronie polskiej nie powinna być przyjęta, bowiem stronie rosyjskiej należy "wierzyć". Oni nigdy nie kłamali, nawet o Katyniu. Mamy dowód, że także Włosi, Francja i Wielka Brytania nie ufają stronie rosyjskiej i nie przylecieli na rocznicę "Zwycięstwa".
 Pamiętamy, jak w dzień pogrzebu ofiar smoleńskiej katastrofy politycy PSL-u i SLD opłakiwali swoich partyjnych kolegów, dziś już o nich zapomnieli i nie chcą znać prawdy. Oni walczyć chcą o każdy ochłap władzy, Niesiołowski i Kutz z PO zastąpili Palikota, a Żelichowski, chodząc z gaśnicą, wznieca pożar, dlaczego? Popatrzmy, co już mówi pan Kalisz z SLD, dlaczego? Otóż dlatego, że na wszystkie ugrupowania padł zimny strach, co będzie, gdy wygra J. Kaczyński. Być może wszystkie przystawki podzielą los byłych koalicjantów PiS.
 Z pozdrowieniem
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
 PS Pragnę poinformować, że listy podpisane inicjałem "J.K." nie należą do mnie. Szkoda, że Redakcja "Gońca" publikuje anonimy ludzi, którzy nie mają odwagi podpisać się pod tym, co piszą, a nie publikuje innych, wartościowszych listów. 

 Od redakcji: Szanowna Pani, każdy ma prawo zastrzec sobie imię i nazwisko do naszej wiadomości. Nie sądzę, aby tak często Pani nazwisko pojawiało się na naszych łamach, by ktokolwiek kojarzył z nim inicjały J.K. - A.K.

 Szanowana Redakcjo!
  Dziś wieczorem około godziny 19.30 przechodziłem przez cmentarz wojskowy na lubelskiej nekropolii przy ulicy Lipowej. Przy symbolicznym pomniku poległych żołnierzy Armii Czerwonej ZSRS zobaczyłem dwie wiązanki. Pomyślałem początkowo, iż społeczność Lublina pozytywnie zareagowała na apel J.E. ks. abp. Józefa Życińskiego. Jednak odpowiedź na apel była ironiczna, bo na szarfach były napisy "Nieznanym Gwałcicielom Społeczeństwo Polskie", a na drugim wieńcu "Właścicielom zegarków naszych dziadków". Te apele tego księdza zawsze przynoszą odwrotne do zamierzonych skutki.
 Z wyrazami szacunku
Stanisław Ziemnicki 
Lublin

 Od redakcji: Szanowny Panie, o duszach wszystkich zmarłych należy pamiętać i lampkę zapalić, ale nie w  pierwszy dzień nowej okupacji Polski, lecz w Dzień Zaduszny. Tak przynajmniej nauczano na katechezie w szkole podstawowej...
 

 Do redakcji "Gońca"
 Szanowna Redakcjo, chcę wam serdecznie podziękować za tak obszerne informacje na temat tragedii lotniczej. Przecież zginęło bardzo dużo wspaniałych Rodaków przez paru baranów. 
 Szanowna Redakcjo, musicie zwracać uwagę na Platformę (PO), bo to komuchy. Tylko na Radio Maryja, "Nasz Dziennik", TV Trwam i na was można liczyć w sprawie gazu, żeby społeczeństwo coś wiedziało, co jest grane. Bogaty kraj, wszyscy żyją sobie w dobrobycie i w szczęściu. Katyń 1940 rok, Stalin morduje naszych. Dzisiaj Putin prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy lotniczej. Sam nie wiem, czy tu płakać, czy się śmiać. Będziemy znać prawdę? Nie myślę. Putin to wnuczek Stalina. To nie żaden wypadek.
 Serdeczne pozdrowienia. Robicie dobrą robotę i tak dalej, nie dawać się komuchom. To tyle na dzisiaj pisania.
 Z poważaniem,
prenumerator "Gońca" Maciek

 Od redakcji: Nie ma co się śmiać.

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Dziwię się, że incydentu z mikrofonem w SPK z udziałem wicekonsula nie zamieścił Pan na pierwszej stronie "Gońca", wraz ze zdjęciem, imieniem i nazwiskiem oraz fotografią wicekonsula tudzież odpowiednim komentarzem - pod dużym nagłówkiem w stylu: "Wicekonsul kradnie mikrofon".
 A może jednak w następnym wydaniu Pan to zrobi?
 Z poważaniem,
 J.K.

 Od redakcji: Jest Pan na prostej drodze do wydawania własnej gazety! Niech Pan idzie za ciosem!

 Szanowna Redakcjo,
 Panie Andrzeju!
 Muszę stanowczo zareagować na list Pana Plevy zamieszczony w numerze 18/2010 "Gońca", jest wyjątkowo obraźliwy. Ten osobnik obraża wszystkich po kolei, szczególnie czytelników naszego pisma, co jest zupełnie nie na miejscu. Mam szacunek dla emerytów, ale Pan Plewa robi wszystko, żeby było inaczej. Tyle ostatnio mówiło się o wyciszeniu i wzajemnym poszanowaniu i tak było, lecz tu nagle wypełza zło, wyjątkowo odrażającej postaci. Trudno doszukać się choć odrobiny jakiegokolwiek sensu, po co pisze się takie listy?! Mam tylko nadzieję, że to jest odosobniony przypadek.
 Tylko informacja Redakcji w kategorii "Listy", że "można pisać listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające nas w czambuł", może tłumaczyć publikację listu Pana Edwarda Plevy z Oshawy.
 Trudno jest polemizować z kimś tak naładowanym słowną agresją, ale w imię dobra czytelników jest to konieczność.
 W tym liście Pan Pleva radzi, by Pan redaktor Kumor trawę wąchał, a myślę, że to on sam, zanim zaczął pisać ten list, coś tam wąchał, a przynajmniej trawę palił. Radziłbym też, żeby Pan Edy ucha nastawił ciekawie, żeby usłyszeć, co w trawie piszczy, bo gdy trawę wąchał będzie, to poczuje to swoje "g", którego użył w liście.
 Czyżby to było prawdą, Panie Edwardzie, że czyta Pan "Gońca" od pierwszego numeru - i wyciąga Pan wnioski? Jeśli to by była prawda, nauczyłby się Pan czegoś. Przede wszystkim, nie wie Pan, do czego służy gazeta, zamiast czytać, wykorzystywał ją Pan do innych celów.  Przez zbyt częste wąchanie i poznawanie, co w trawie piszczy, zatracił Pan dobry smak. Przez 25-letnie życie w Kanadzie zapomniał Pan wielu polskich słów i używa Pan archaizmów, których ludzie czytający Pana list nie rozumieją. Właściwie to się nie dziwię, mógł Pan zapomnieć, skoro Pan twierdzi, że Polska była Pana Ojczyzną. Moją, przeciwnie, zawsze będzie!
 Twierdzi Pan, że niektóre polskie stacje telewizyjne cofnęły się w czasie, które - i jak to cofnięcie rozumieć?  Ja pamiętam, że nawet przerwano ramowy program TVP w pamiętną sobotę i podano wiadomość ze Smoleńska, chociaż wiadomość nie była pewna.
 Czy intencją Pana listu było obrażanie kogokolwiek, czy nieświadome formułowanie obraźliwych słów i zwrotów? Czy uważa Pan, że "Gońca" czytają idioci - niezorientowani? Przecież Pan mnie wcale nie zna, a ja czytam "Gońca", czy ja jestem idiotą? Czy uważa Pan, że pozostali czytelnicy są idiotami, bo czytają "Gońca"?  A Pan? Pan też czyta "Gońca", i to od pierwszego numeru. Pomnóżmy to przez wszystkie egzemplarze, wychodzi na to, że jest Pan kilkusetnym idiotą! Zgadza się pan z tym? - Myślę, że niechętnie.
 Jestem pewien, że niejedna starsza osoba obraziłaby się za nazwanie jej "staruchem", Pan chyba też, choćby  z racji tego, że emeryt, to nie młody, no i mówi Pan o "trociniaku". Ja akurat wiem, co to jest, ale zadzwonił do mnie młody człowiek i pyta, co to jest - trociniak? Kociołek? - Więc tłumaczę, jest to piec do ogrzewania z ang. "gas furnace", ale tutaj nie na gaz, lecz na trocinę. Czasami trocinę, gdy była mokra,dla lepszego spalania, mieszano z plewą. Plewa to odpad ze zboża nikomu niepotrzebny, zaśmiecał otoczenie i wrzucano go często do obory i tam świnie mieszały go z "g" i miały komfortowo. Tu ten odpad się przydał.
 Młody człowiek zdziwiony, pyta dalej - czy w Kanadzie używają teraz takich pieców? - Odpowiadam - nie, to piec sprzed 30-40 lat i w Kanadzie nie widziałem takich, chociaż może w Oshawie ktoś takich jeszcze używa, bo stamtąd jest informacja o trociniaku.
 Skąpisz Pan liter na imię i nazwisko Jarosława Kaczyńskiego, pisząc "JarKacz", czy nie łyso by Panu było, gdyby ktoś napisał zamiast Pleva Edward - PlEd?! - nie żałujesz Pan za to dużych liter, pisząc "PRZEGRA". Skąd taka pewność, czy masz Pan wgląd w zaświaty i konszachty z diabłem? - Czy to wąchanie trawy tak sprawia? - Zdradź Pan tajemnicę.
 Namieszałeś Pan sobie we "łbie" (cytuję Pana słowo) i teraz widzisz Pan kilku Michalkiewiczów, Ziemkiewiczów, Wildsteinów. Nie wiem, kim są i co Panu zrobili, że ma ich "szlag trafić". Ale nazywasz ich Pan z ruskiego "swołocz", toś pan komunista!! Znajesz ty? - "Swołocz" - pa polski, eto - łajdak, łobuz, hołota. Nie zazdroszczę Panu takich znajomości, z kim Pan trzyma?!
 Ja znam tylko jednego Stanisława Michalkiewicza, jednego Rafała Ziemkiewicza i jednego Bronisława Wildsteina. Nie znam niestety Jaśka od Pietrzaków, ale znam Jana Pietrzaka. Każdy z nich to porządny człowiek. Proponuję takich ludzi poznać, bo to są prawdziwi patrioci, dzięki nim społeczeństwo polskie więcej wie o Polsce i czuje się pewniej. Jan Pietrzak to ten, który pragnie, "żeby wreszcie Polska była Polską", niestrudzenie walczy słowem i pieśnią już od wielu, wielu lat. Niestety, przez takich jak Pan, wciąż musi czekać.
 Pozostali trzej Panowie to znani publicyści, literaci, dziennikarze. Szanowani Obywatele Rzeczypospolitej Polskiej z dorobkiem literackim, mający po kilka tytułów książkowych na koncie. Pan Michalkiewicz dodatkowo jest prawnikiem. Wszyscy mają swoje programy autorskie w telewizji, stale piszą do gazet i mają wielkie osiągnięcia w swych dziedzinach. Świadczą o tym liczne nagrody i wyróżnienia, a także całe rzesze zwolenników.
 Pan Jan Pietrzak obchodził niedawno 60-lecie pracy artystycznej i dalej koncertuje, przy pełnej frekwencji. W ubiegły poniedziałek w Warszawie brał udział w "Koncercie ku pamięci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego".  W przeciwieństwie do Pana, ci ludzie pracują, nie mają tak dużo czasu jak Pan i nie myślą o "Białym Koniu" tak jak Pan. Robią coś pozytywnego, dla ludzi, którzy oczekują lepszego życia, którzy są pewni, że żyć można lepiej i godniej. Posiadają wiedzę, która pozwala im przekazać określone doświadczenia dla ludzi, których nie traktują jak "bezmyślny motłoch", ale równorzędnych partnerów, którym się należy ta odrobina prawdy, która pozwoli na samodzielne myślenie i ocenę sytuacji, w jakiej się znajdują. Każdy z potencjalnych czytelników ma swobodę myślenia. Pan Panie Pleva nie powinien tkwić w tamtym systemie, gdzie robiono wodę z mózgu. Teraz Panu wolno i może Pan oddzielić ziarno od plewy.
 To co Pan napisał w liście do "Gońca", świadczy o zupełnym zatraceniu smaku, "degrengoladzie" i bezładzie w pańskiej osobowości, która wymaga głębszych reform aniżeli jasno sformułowany "przepis ustawy zasadniczej".
 Powinien Pan zrozumieć, że są określone zasady przyzwoitości, których należy przestrzegać.
 Ja, przeciwnie niż  Pan redaktor Kumor, nie będę proponował, żeby "wpełzł Pan tam, skąd Pan wypełzł", bo jeśli już Pan wypełzł, to w ramach przeprosin wszystkich czytelników, proponuję przeczytać po jednej książce Panów Stanisława Michalkiewicza, Rafała Ziemkiewicza, Bronisława Wildsteina i posłuchać nagrań Pana Jana Pietrzaka. To w ramach resocjalizacji.  Książki tych Panów czyta się jednym tchem, a Pana Jana Pietrzaka można słuchać dzień i noc i nawet łzę uronić. A skoro lubi Pan listy pisać, to proszę podzielić się, po przeczytaniu tych książek, swoimi wrażeniami. Chętnie przeczytam recenzję. Tyle czasu Panu poświęciłem i proszę mnie nie zawieść. Inni czytelnicy też pewnie tego oczekują.
 Wierzę w Pana, Panie Edwardzie, da Pan radę.
 Na koniec propozycja na lepsze Pana  samopoczucie  -  "na spacer co dzień idź - pamiętaj dużo ćwicz" i wszystko będzie dobrze.
 Serdecznie pozdrawiam
 Jerzy Rozenek

 Od redakcji: Nie ma co zawracać sobie głowy p. Plevą. Jak napomina o. Tadeusz Rydzyk, "Alleluja i do przodu!".

 Gaz łupkowy
 Do Pana redaktora 
 Andrzeja Kumora
 Witam serdecznie Panie redaktorze. Dziś od kogoś ze znajomych dotarł do mnie Pana artykuł ("Goniec", 23-29 April,10), nie wiem, czy w wersji oryginalnej. Szukałam w Internecie, ale nie znalazłam. Proszę mi powiedzieć, czy są gdzieś zebrane materiały na ten temat? Czy jakaś polska uczelnia jest w to zaangażowana? Ja rozesłałam Pański artykuł do ponad 100 osób i poprosiłam o podanie dalej. Marzę, aby "Bitwa o polski gaz" zjednoczyła Polaków, bo jak Pan pisze, jest to nasze 5 minut w całej historii.
 Pozdrawiam serdecznie i proszę powiedzieć, co ja mogłabym zrobić dla tej sprawy.
Teresa Twardosz
 ***
 Witam serdecznie. Poniżej przesyłam fragmenty artykułów, które przesłał mi Dominik Hudzik, a  w połączeniu z artykułem Andrzeja Kumora, ("Goniec", 23-29April,10) dają do myślenia. 
Teresa Twardosz

 Dla Rosji - zagwozdka
 Dziennikarka Julia Łatynina mówi wprost: "Wiosną 2010 r. na Kremlu nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym gazociągiem i że jeżeli nie podejmie się działań, to być może Polska będzie eksportować gaz do Europy oraz że polskie władze należy natychmiast przeciągnąć na naszą stronę".
 Gazprom przyznał, że wzrost wydobycia gazu łupkowego w USA może radykalnie zmienić cały światowy rynek gazowy i zagrozić projektom rosyjskiego koncernu oraz uderza w konkurencyjność tego surowca w UE. Jeśli potwierdzą się szacunki w Polsce, to Europa może zmniejszyć swą zależność energetyczną od Rosji. Rosyjski dziennik "Kommiersant" ocenia, że gdyby zasoby Polski potwierdziły się, to oznaczałoby wzrost potwierdzonych zasobów gazu ziemnego w Europie o 47 procent. Analityk rynku gazowego Michaił Krutichin uważa, że jeśli dojdzie do przemysłowego wydobycia szacowanych polskich zasobów gazu, to Gazprom może szybko stracić swoją pozycję w Europie.
 Kontrakt w cieniu katastrofy
 Niedawno wicepremier Waldemar Pawlak zapowiedział, że w maju dojdzie do podpisania rządowej umowy gazowej między Polską a Rosją. Umowa ta przewiduje zwiększenie dostaw gazu do Polski do 10,3 mld m sześc. rocznie i wydłużenia kontraktu do roku 2037. Wartość transakcji to ok. 100 miliardów dolarów, czyli 288 mld złotych. Dlaczego zawierana jest akurat teraz, skoro do roku 2022 zawarto inną umowę pomiędzy Gazpromem i PGNiG pozwalającą importować gaz po uzgodnionych cenach? Jeszcze przed katastrofą w Smoleńsku politycy opozycyjnego PiS grozili postawieniem Donalda Tuska przed Trybunałem Stanu, jeśli zawarłby tę godzącą w interes Polski umowę. Dodatkowo, na dwa dni przed katastrofą światowe media donosiły o odkryciu w Polsce ogromnych zasobów gazu łupkowego.
 Gazowe interesy Putina załatwiane były z polskim premierem nad grobami oficerów w Katyniu i dziwiły nawet rosyjskich dziennikarzy. Dwie godziny później w jednym ze smoleńskich hoteli miała miejsce konferencja prasowa premiera Rosji na temat zaspokojenia polskiego popytu na gaz do roku 2037. Zmarły tragicznie prezydent Lech Kaczyński ostro i głośno wskazywał na szkody, jakie ta umowa może przynieść Polsce. Także Komisja Europejska nie jest skora do wydania zgody na taki kontrakt.

 Od redakcji: Materiały są w różnych miejscach, jak to w Internecie, jedne z bardziej wiarygodnych publikują serwisy informacyjne dla inwestorów, tu, w Ameryce.

 Panie Redaktorze
 Uprzejmie proszę, aby zamieścił Pan mój list w "Gońcu". 
 Gazeta Pańska jest najlepszym polskim pismem w GTA, dlatego też ważne jest, aby utrzymywać między nami (tj. redakcją i czytelnikami) żywe kontakty. W tym celu zapewne utworzono w piśmie dział listów do redakcji i dlatego pozwoliłem sobie skorzystać z możliwości zamieszczenia w nim tych kilku słów w reakcji na jeden z listów.
 Dziękuję.
 ***
 Szanowna Redakcjo
 W odpowiedzi Panu Edwardowi Pleva
 Bezmyślny motłoch, Swołocz, Szlag trafi, Judzenie staruchów, Mieszać we łbach - to część epitetów pana Plevy w liście do naszej gazety - "Gońca". Czy warto z nim polemizować, zamiast wylać kubeł pomyj na głowę?
 Postaram się jednak odnieść merytorycznie do jego wywodów, mimo że stylistyka niektórych zdań zamiar ten nader utrudnia, a czasem wręcz uniemożliwia ze względu na wyjątkowo pogmatwany szyk wyrazów czy ewidentne błędy.
 A więc od początku, wedle kolejności w oryginale:
 - jeżeli w trawie coś piszczy, to należałoby ją słuchać, a nie wąchać... nieprawdaż?
 - czy pan Kumor podkłada się mnie - swemu czytelnikowi? Raczej wątpię, gdyż czasem się z nim nie zgadzam, a mimo to cenię go za uczciwość i stałość w prezentowaniu swoich poglądów. To jest właśnie przyczyną jego "wzięcia" - ja wiem, że jeśli ktoś przywykł do lizania d... (swojego lub w swoim środowisku), to i innych tą samą miarką jest gotów oceniać. Rzekome podkładanie się red. Kumora nie jest poparte ani jednym przykładem, nie mówiąc o rzetelnych dowodach;
 - czy media rzeczywiście czekały godzinę z podaniem informacji o katastrofie? Znowu raczej wątpię... oglądając transmisję z Katynia, tuż przed spodziewanym przybyciem gości z Polski, byłem świadkiem podania informacji kilka minut po jej pojawieniu się w serwisie np. Reutera. To była państwowa telewizja polska i nie zauważyłem żadnych opóźnień oprócz tych wynikłych z chęci weryfikacji tej superważnej informacji - odpowiedzialność nakazywała dziennikarzom sprawdzenie tych wieści, gdyż były zbyt poważne, żeby je rozpowszechniać bez tych czynności;
 - stek nieuprzejmych insynuacji wobec naczelnego - rzekomo judzącego swoich czytelników - też oczywiście nie jest poparty żadnym dowodem. Nie wspomnę już o nas, czytelnikach "Gońca", nazwanych niezorientowanymi idiotami - jak się to Państwu podoba?
 - zdanie, gdzie pojawił się skrót JarKacz, jest wyborne - chyba trzeba być wróżką, aby tak pisać, a już na pewno jest to wyraz nieprzezwyciężonego pragnienia, aby tak się stało (a więc aby Jarosław Kaczyński przegrał wybory o prezydenturę). Nie ma w tym nic złego - wszak w demokracji każdy może bezkarnie wyrażać swoje pragnienia, ale forma owego nieukrywanego chciejstwa jest wyjątkowo żałosna;
 - Michalkiewicz, Ziemkiewicz, Wildstein to wyjątkowo tęgie głowy - czytam ich od ponad dwudziestu lat i nie pamiętam wpadek w ich wykonaniu. Wiele prognoz przez nich podawanych sprawdza się w rzeczywistości, a kłamstwa im się nie zdarzają, co we współczesnym dziennikarstwie politycznym jest raczej wyjątkiem niż regułą. Wszyscy oni są znani nie tylko z publicystyki bieżącej, ale działalności stricte literackiej i na innych polach choćby akademickich. O milionowej rzeszy ich czytelników czy widzów już nie wspomnę. Nazywanie takich ludzi swołoczą wystawia tylko świadectwo autorowi tego epitetu, dalej szkoda to komentować...
 - hipokryzji sączącej się ze słów... niezbadane są wyroki boskie i trzeba się z nimi zgodzić... też już nie będę komentował, aby uszanować ofiary katastrofy smoleńskiej;
 - odnośnie do pana Komorowskiego i opisywanej jego roli w obsadzaniu stanowisk powiem tak: nie dziwmy się panu Kumorowi, że podpowiada marszałkowi, jak powinien postąpić, gdyż rolą obywatela w demokracji (nie jestem jej zwolennikiem, ale mój legalizm każe mi ją tolerować) jest zajmować stanowisko w sprawach publicznych i wszyscyśmy powinni z tego prawa korzystać. Jeżeli zostawiamy je swoim przedstawicielom w parlamencie, to dobrze; ale też źle nie jest, kiedy od czasu do czasu powiemy tym wybrańcom, skąd im nogi wyrastają. Komorowski natomiast tłumaczył, że do Moskwy pojechał, wypełniając wolę prezydenta Kaczyńskiego - możemy mu i wierzyć w to, ale zapytajmy się, dlaczego nie interesowała go wola prezydenta w przypadku IPN (jak po drodze to i z diabłem, co?);
 - dezawuowanie i rozmydlanie polskiej konstytucji w ogóle nie ma miejsca w przypadku działań red. Kumora, który nigdy nie powiedział, że pan Komorowski nie ma formalnego prawa do podpisywania ustaw w czasie pełnienia obowiązków prezydenta RP;
 - fragment o braku smaku, degrengoladzie... jest już tylko aktem pieniactwa;
 - polski ład medialny w ostatnim akapicie tekstu Edka od Plevów to oczywisty błąd, gdyż w tym miejscu powinno być napisane: polonijny/kanadyjski ład medialny, gdyż tylko taki wchodzi w grę, kiedy mowa o dolarach kanadyjskich, nieprawdaż?
 Na koniec zastanawiam się, czy można pana Plevę nazwać antysemitą. Jeśli Rafała Ziemkiewicza nazywa Żydem, a zaraz potem pisze o nim - pismacka swołocz, to czy nie jest to dostateczny dowód na jego nienawiść do tej nacji? 
 A w ogóle to nie jest tak źle panie Andrzeju, skoro pan Pleva stawia pana wyżej od polskiego, bądź co bądź, prezydenta. Nazwał go wszakże pańskim protegowanym, a o ile mi wiadomo, to w polskim języku (i zwyczaju) protekcja zawsze idzie w dół, tzn. od wyżej postawionego do tego na niższym poziomie społecznym. Czy to miał pan na myśli, panie Pleva?
 Z poważaniem.
 Eugeniusz
Warszawa

 Od redakcji: Szanowny Panie, list p. Plevy opublikowaliśmy na zasadzie obnażania głupoty, argumenty w nim żadne, więc nie warto polemizować.

 Szanowny Panie Redaktorze
 Wszyscy Polacy przeżywają tragedię samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem. Tragedia, bez względu na jej przyczyny, spowodowała nagłą i przyspieszoną kampanię o urząd Prezydenta RP.
 Pytanie, które rzucam pod dyskusję wszystkim Polakom (w kraju i za granicą), jest: który z głównych kandydatów jest lepiej usposobiony bronić i walczyć o interesy Polski w de facto postunijnej rzeczywistości w Europie. Widzimy totalną klęskę "układu" finansowego i gospodarczego, jak również demograficznego. Czy mamy odwagę spojrzeć prawdzie w oczy? Jakie wartości zagwarantują obecność Polski po rozpadzie tego układu i kto najlepiej będzie nas zagospodarowywał?
 Z poważaniem
Piotr Zawadowski
 PS Proszę wspomnieć moje wystąpienie 26 kwietnia 2008 na spotkaniu z ojcem T. Rydzykiem, kiedy zapytałem, czy jesteśmy gotowi na ekonomiczne załamanie, oraz mój apel "Kupujcie złoto".

 Od redakcji: Wie Pan, chodzi o to, aby nas nikt nie "zagospodarowywał", ale byśmy sami gospodarowali. Od tego powinniśmy zaczynać myślenie o jakiejkolwiek polityce.
 
 
 
 
 
 
 
 

 GONIEC nr 18/2010

 Propaganda przedwyborcza już działa i u nas
 Droga Redakcjo!
 Sobotni program polski na OMNI TV ma dziwne zabarwienie, a nie powinien być upolityczniony z racji różnorodności sponsorów (reklamy).  Praktycznie rzecz biorąc, to go nie oglądam.  "Dyskusja"  1-majowa prowadzona przez red. Ś. z dwójką gości była co najmniej żałosna i przypominała przydługawe ględzenie bardzo ukierunkowane... choć się od tego parokrotnie zażegnywano, podkreślając "bezstronność" (skąd my to znamy?). Maglowanie umysłów uprawiających grunt pod nadchodzące wybory... WSTYD I SKANDAL.  Mówiono o emocjach, jakimi się Polacy nie powinni kierować... po straszliwej katastrofie. "Dyskutanci" wplatanymi zdaniami, zręcznie w ich mniemaniu, dewaluowali pana Jarosława Kaczyńskiego, a pod niebiosa wznosili pana Komorowskiego, który przecież zarzyna IPN (!!!) etc. W tym wszystkim dotknęło mnie bardzo podkreślanie kultury pana Marszałka i tworzenie kontrastu rodzaju  "wizualnego"... również obwiniającego pana J. Kaczyńskiego o utratę pozycji na rzecz pana Tuska!!! Hm... tylko w niektórych formacjach można być pewnym wygranej "elekcji".
 Co do wniosków na temat kultury, byłabym  też bardziej powściągliwa, jako że ordynarne zachowania POwszechnie znane z sesji sejmowych nie były przedmiotem reprymendy Pana Marszałka, który notabene obecnie, nie czekając, aż ostygną ciała, przystąpił do akcji niszczenia IPN i pozostałości po śp. ofiarach katastrofy itp. 
 Kłamstwa o okolicznościach katastrofy (i zachowany amatorski film z telefonu) mogą utwierdzać tylko w przekonaniu  o jej niezwykłości i wywoływać zasępienie. To że wśród tego zasępienia/apatii energicznie przystąpiono do sępiej roboty... daje dużo do myślenia na temat np. morale i kultury POlityków. 
 Należy być czujnym i uważać na to, co się  czyta i słucha.  Żadna partia nie jest monolitem, ale jej program jest konsekwentnie egzekwowany, a jeśli nie służy on dobru Kraju i  ubożejących obywateli... to trudno wierzyć, iż jej nachalność powinna być nagrodzona głosami wyborczymi.  Kończąc, wyrażam szacunek i uznanie dla "Gońca", rzetelnie spełniającego dziennikarską posługę.  Młodzi ludzie, którzy nie mają doświadczenia, mogą się złapać jak muchy na lep, jeśli czytają np. dziennik reprezentowany w wym. "dyskusji"... 
 Dlatego: 
od pierwszej strony aż do końca 
czytam Rodacy GOŃCA, 
i mówiąc między nami, 
tu również znajduję "między wierszami", 
bo nie wszystko, co chcę wiedzieć, 
można oficjalnie powiedzieć.
Same fakty i zdarzenia,
dają dużo do myślenia, 
gdy uczciwie opisane... 
nikt mnie przecież nie omamie... 
a prawdziwa informacja 
to osądu mego racja 
 Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Toronto

 Od redakcji: Bo nie wszystko, co chcę wiedzieć, można oficjalnie powiedzieć - zgadza się.

 Szanowny Panie Redaktorze,
 Pańskie komentarze po katastrofie smoleńskiej są świetne.
 Nie zgadzam się natomiast z osobami i poglądami, że teraz "wszystko się zmieniło i Polacy się obudzili". Do wyborów prezydenta jeszcze prawie dwa miesiące, a to wystarczająco dużo czasu, aby "mądrym" Polakom (w PRL bis) "przeklarować", że ewentualny wybór Jarosława Kaczyńskiego to "koniec świata".
 Ja przepowiadam, że Komorowski wygra. Jedynie w Toronto Jarosław Kaczyński dostanie 3/4 głosów a w Chicago może trochę mniej, 2/3. Ale to będzie miało znaczenie tylko symboliczne. W PRL bis wygra Komorowski.
 Z poważaniem,
 J.K.

 Od redakcji: Polacy się budzą od czasu do czasu i natychmiast zasypiają, czasem jednak można ich przetrzymać bez snu...

 Z serca Polaka
 Szanowny panie Kumor.
 By poznać, co w trawie piszczy, trzeba tę trawę wąchać.
 Od ukazania się pierwszego nr  "Gońca" czytam go z uwagą i..." wyciągam wnioski. Cóż, każdy Naczelny - by być wzięty - podkłada się biorcom. Takie jest życie x- czyli "g", w jakim się grzebiemy.
 Obserwując od pamiętnej soboty zachowania ludzi polskich mediów (w tym "Gońca"), można odnieść wiele różnych wrażeń.
 Są to najczęściej obserwacje i przemyślenia, które niestety źle świadczą o polskich mediach, i to w wielu aspektach ich funkcjonowania.
 Już w feralną sobotę można było zauważyć, iż polskie media nie do końca wiedzą, co zrobić z tej wagi informacją, która spadła na nie niczym grom z jasnego nieba. Niektóre - czekały około godziny z przekazaniem informacji swoim odbiorcom, pomimo iż media zachodnie podały już wiadomość o śmierci prezydenta Polski w katastrofie lotniczej.
 - Tak więc, niektóre polskie stacje telewizyjne cofnęły nas w czasie
do okresu PRL, kiedy to media niejako przygotowywały społeczeństwo do odbioru złych wiadomości.
 - Moim zdaniem, w dobie Internetu, powszechnej znajomości języków obcych takie zachowanie mediów jest nieco wczorajsze (łagodnie
mówiąc).
 Żyję w Kanadzie od 25 lat, żyję życiem tutejszym. Polska była moją Ojczyzną, także mnie interesuje. Przy dzisiejszej komunikacji - by wiedzieć, co tam się dzieje, nietrudno się dowiedzieć.
 Żal mam do takich jak Pan, panie Kumor, którzy judzą, jątrzą i skrabią mózgi idiotów - jaki ma Pan w tym cel? Przecież od dawna nie podrzuca
Pan do polskiego trociniaka, więc dlaczego usiłuje Pan mieszać w kociołku na trociniaku stojącym?! - Wszak Pan zarabia na godziwe życie tu, w Kanadzie, i po co to mieszanie we łbach - tym niezorientowanym (już jestem na emeryturze - dlatego mam dużo czasu na życie w Kanadzie i interesowanie się Polską).
 Dziwię się takim jak Pan, panie Kumor, którzy wciąż myślą o "Białym Koniu". Daj se pan spokój i nie podjudzaj staruchów - których gotów Pan wysłać w zaświaty (zawał, albo inna cholera?).
 Niedługo wybory. Protegowany Pana, JarKacz, PRZEGRA z kretesem (!), a po PiSiarni zostanie notatka w historii Polski - dzięki Lechowi.
 Michalkiewicze, Ziemkiewicze (co jest??! - przecież Żydów Pan nie lubi - ale, jak po drodze to i z Diabłem), Wildsteiny i inną pismacką swołocz szlag trafi, zwyczajnie, a nie męczeństwo, jak: Szczygłę, Gosiewskiego i Wassermanna. - Cóż, niezbadane są wyroki boskie i trzeba się z nimi zgodzić.
 Rola suflera, jaką Pan, panie Kumor, podejmuje dla bezmyślnego motłochu - wobec osoby pełniącej obowiązki głowy państwa i marszałka Sejmu. Do roli tej należą, jak zapewne wszyscy wiemy, także nominacje wielu osób na wakujące stanowiska.
 Nie ma mowy o tym w Konstytucji, aby nominacje te mieli wskazywać:
 Pan, panie Kumor, Michalkiewicz, Wildstein, Ziemkiewicz czy Jaśko od Pietrzaków czy inni żurnaliści. - Rozumiemy się?!
 PS Nie jest wskazane w tak trudnym dla kraju momencie, aby dezawuować i rozmydlać dość jasno sformułowany przepis ustawy zasadniczej. Jest to moim zdaniem działanie na szkodę Państwa Polskiego - za kanadyjskie dolary - i świadczy o całkowitym braku smaku i poczuciu bezkarności oraz o degrengoladzie polskiego ładu medialnego, który najwyraźniej wymaga głębszych reform aniżeli samo życie polityczne.
 Ukłony, 
Edward Pleva
Oshawa, On.

 Od redakcji: Szanowny Panie, niech Pan wpełznie, skąd Pan wypełzł... 

  ***
 Panie AndrzejuÉ to nie pańska prywatna opinia, to Prawda. To prawda historyczna.
 Najgorszą rzeczą, że w ogóle nie nauczaną, pomijaną, a w najlepszym razie zakłamywaną iÉ (sic!) najczęściej gloryfikowaną! To ma dokładne precyzyjne nazwy. Bo były to instytucje, które doprowadziły do ruiny silne i bogate Królestwo Obojga Narodów, do ruiny i spodlenia!
 Główną i najbardziej szkodliwą był sarmatyzm - fałszywa bajka o niepolskim, czyli niesłowiańskim i lechickim, pochodzeniu szlachty -  która była jedyną kastą obywatelską! Rozpoczęła się rozwijać i zastępować wcześniejsze pojęcia rodowe po niefortunnej wyprawie Jana OlbrachtaÉ
 To spowodowało rozerwanie więzi narodowej pomiędzy kastą obywatelską i zamienianą stopniowo w bydło masą chłopską! Ukoronowaniem tego były ustawy sejmowe 1566-67 ustanawiające arendę!
 Arenda - z tragicznymi skutkami ustanowienia kasty pośredniej menedżerskiej pomiędzy szlachtą, chłopstwem i mieszczanami... i oddanie ekonomii, czyli realnej władzy i najsilniejszej w ręce kahałów żydowskich (pierwocin komitetów i banków), co zakończyło się totalnym zniszczeniem gospodarki i ruiną i puszczeniem z torbami szlachty oraz zbydlęceniem mas chłopskich, przy biernym udziale Kościoła!
 PropinacjaÉ wstrzymanie eksportu zboża, przez ruinę urządzeń oczyszczających Wisłę, przez uniemożliwienie transportu do Gdańska nadwyżek zboża i zamianę ich na wódkę, bardziej opłacalną niż eksport zboża... i wlanie jej za pomocą obowiązkowych kontyngentów w gardło chłopa przez arendarzy trzymających wyszynk i propinację na zasadach arendy!
 Żydzi roznosili wódkę w pole pracującym chłopom, żeby pili ich przydziały, urzynając ich w trupa. Dopuszczano się oszustw i dodawano do wódki szaleju, zapisując chłopu dług za niewypitą wódkę. Przejęcie całkowitego zaopatrzenia chłopstwa przez miejscowych karczmarzy i skupu płodów.
 Chłop przestał używać pieniędzy!
 ZaboryÉ moim skromnym zdaniem, uratowały Polaków! Uratowały polskiego chłopa przed całkowitym wymarciem, dzięki wprowadzonym chrześcijańskim przepisom prawnym - jakie zaprowadzili zaborcy, przywracając chłopu status Człowieka, a nie bydlęciaÉ otaczając go ochroną prawną!
 Poprzez chłopa nastąpiło odrodzenie polskości i w końcu Polski.
 Dziś mamy szalejącą tzw. III arendę... niech pan popatrzy bliżejÉ tyle że zamiast kredy arendarze mają w wyposażeniu komputery...
Roman K. 

 Od redakcji: Ja z chłopów, więc mnie boli.

 Panie Andrzeju,
 Wiele razy Pan słyszał od czytelników, że Polacy robią sobie krzywdę, wmawiając sobie wielkość, ale nie chciał Pan się z tym zdaniem przez długi czas zgodzić. Dopiero po katastrofie pod Smoleńskiem ta prawda do Pana dotarła, co wynika z Pańskiego artykułu: "Z naszej własnej winy". Świetnie. Lepiej późno niż wcale. Nie mogę jednak zgodzić się z tym jednym zdaniem: "Domaganie się powołania komisji międzynarodowej to przyznanie, że jest się tak słabym, iż bez zagranicznego protektoratu nie da rady". 
 Przecież prawo międzynarodowe stanowi, że tego rodzaju śledztwo prowadzone jest przez państwo, w którym dana katastrofa miała miejsce. Oczywiście można dyskutować, czy to prawo ma zastosowanie w przypadku, gdy prezydent innego kraju ginie w katastrofie. W każdym razie, ilość teorii spiskowych, jakie krążą już po świecie wokół tej tragedii, jest tak wielka, że potrzeba powołania komisji międzynarodowej jest wręcz paląca.  Wtedy dopiero więcej osób uwierzy w obiektywizm śledztwa. Rusofobia jest przecież zjawiskiem powszechnym w Polsce. 
 Ja osobiście jestem na 99 procent przekonany, że do katastrofy doszło z powodu błędnych decyzji podjętych na pokładzie prezydenckiego samolotu, bo na tym samym lotnisku miękko lądowały wcześniej inne delegacje w drodze do Katynia. Nie wierzę też, że rosyjskie władze chciały uśmiercić w ten sposób polskiego prezydenta, który był politykiem już prawie skończonym. Mało kto dawał mu szansę na drugą kadencję. 
 Pozdrawiam,
 Wojtek

 Od redakcji: Wie Pan, chodzi o to, byśmy nie musieli wierzyć, a mogli wiedzieć.

 Szanowni Państwo, 
 "Goniec" opublikował w ostatnim numerze mój e-mail skierowany do biura PiS-u  w Warszawie, dotyczący informacji potrzebnych do zbierania w Toronto podpisów popierających kandydaturę pana Premiera Jarosława Kaczyńskiego na urząd Prezydenta RP.  Mogę się jedynie domyślać, że otrzymaliście Państwo ten e-mail w dobrej wierze od jednego z moich znajomych, który otrzymał jego kopię do wiadomości.  Nikt nie prosił mnie o zgodę na publikację tego roboczego e-maila.  Bardzo cenię Państwa opinie i jakość tygodnika, ale chciałabym prosić o kontakt ze mną przed publikacją mojej korespondencji.
 Nie podzielam Państwa opinii zamieszczonej w komentarzu; w tym przypadku podzielam opinie jednego z moich przyjaciół, który uważa i apeluje o to, "byśmy skorzystali z okazji i policzyli się przed wyborami, a także zadbali z odpowiednim wyprzedzeniem o potrzebne informacje i dokumenty na nadchodzące wybory". Liczba tych podpisów może także mieć wpływ na wyniki wyborów. Nie bez znaczenia jest  ponadto podjęcie próby organizacji wspólnego wysiłku, nie tylko w nadchodzących wyborach prezydenckich, ale także w  przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Uważam, że powinniśmy także przynajmniej spróbować wywrzeć nacisk na zmianę w prawie wyborczym jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w 2011 r., gł. poprzez promowanie wprowadzenia zagranicznych okręgów wyborczych z posłami reprezentującymi wiele milionów obywateli RP mieszkających poza granicami kraju. Tego typu mobilizacja w moim przekonaniu ma sens i chciałabym, by mąż zaufania PiS-u był obecny we wszystkich punktach wyborczych, a jego osoba była znana wyborcom. 
 Sądzę również, że byłoby to obecnie bardzo pomocne, gdyby PiS rekomendował osobę koordynującą zbieranie podpisów w Toronto lub chociaż w Ontario, zwłaszcza w sytuacji, kiedy czasu jest tak niewiele.  Tworzenie ruchu obywatelskiego i mobilizowanie autentycznej aktywności społeczeństw wymaga czasu,  współpracy wielu ludzi i jest ważne, szczególnie w społeczeństwach po-totalitarnych, manipulowanych i niedowierzających; nie powinno być ośmieszane. 
 Nie oznacza to, że nie szanuję Państwa odmiennej opinii. 
 Z wyrazami szacunku, 
 Lidia Sokołowska-Cybart 

 Od redakcji: "Goniec" opublikował, bo dostaliśmy to mailem, sądziliśmy, że od Pani. Przepraszamy.

 Drodzy Czytelnicy Gońca,
 Powinniśmy ostro skrytykować p.o. prezydenta Komorowskiego za to, że wybiera się do Moskwy wspólnie z dyktatorem Jaruzelskim, aby razem z nim, Miedwiediewem i Putinem świętować rocznicę zwycięstwa bolszewizmu nad faszyzmem; zwycięstwa, dzięki któremu mieliśmy 50 lat zniewolenia pojałtańskiego. Tak, 9 maja 2010 roku to rocznica polskiej klęski, a nie zwycięstwa. 
 Należy przede wszystkim wiedzieć, że współczesna Rosja jest Rosją postsowiecką i postkomunistyczną, wypierającą się swojej stalinowskiej przeszłości jak żaba błota. Putin i wielu innych członków rosyjskiego rządu to przecież byli słudzy komunistycznego reżimu. Biorąc to pod uwagę, dochodzimy do wniosku, że to jakiś absurd, aby ofiara oklaskiwała zwycięstwo swojego wroga i ciemiężyciela wspólnie z nim; zwycięstwa, z powodu którego znalazła się pod jego butem i była deptana przez niego prawie 50 lat. Trudno dziwić się paru aliantom zachodnim, że wezmą udział w tej imprezie, bo to oni wspólnie ze Stalinem podzielili łupy wojenne, a Polska była tylko jednym z tych łupów. A o masakrze katyńskiej ci wszyscy zwycięzcy, także zachodni, nie chcieli nawet do niedawna słyszeć.
 Dzisiaj politycy pokroju Komorowskiego uważają Jaruzelskiego za polskiego (a nie sowieckiego) kombatanta i demokratycznie wybranego prezydenta Polski, mają dla niego szacunek ze względu na wiek i mandat prezydencki, a przecież jeszcze nie tak dawno temu Lech lub Jarosław Kaczyński (proszę wybaczyć, nie pamiętam który), chciał dać mu kulę w łeb za kierowanie związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym. Coś tu chyba nie gra. Poza tym, Jaruzelski od zawsze był sowieckim żołnierzem, a na urząd prezydencki został wybrany nie w wolnych wyborach, lecz quasi-demokratycznych. Na ten urząd wynieśli go ludzie z "okrągłostołowo-kanciastogłowej" frakcji Solidarności, z Lechem kanciastogłowym Wałęsą zdrowie-wasze-w-gardła-nasze, na czele.
 Właśnie to, że staliśmy się łupem zwycięzców po drugiej wojnie światowej, było dla nas tragedią narodową, a nie to, co wydarzyło się ostatnio pod Smoleńskiem. A różni głupcy nazwali ten wypadek "tragedią narodową". Przepraszam. Na świętowanie 65. rocznicy swojej tragedii narodowej Polacy muszą poczekać do 9 maja.
 Co się tyczy katastrofy pod Smoleńskiem, najbardziej żal mi odejścia Anny Walentynowicz. To dzielna kobieta, bez której prawdopodobnie w ogóle nie byłoby ruchu "Solidarność".
 Gdyby polscy politycy byli patriotami, mężami stanu i ludźmi honoru, to zdecydowanie odrzuciliby to moskiewskie zaproszenie. Przyjmując je, Komorowski zajął takie samo stanowisko jak zmarły prezydent Lech Kaczyński. Słyszy się, że zrobił to, aby uszanować wolę zmarłego. Szkoda, że nie uszanował jego woli, podpisując nową ustawę o IPN, podporządkującą historyków marszałkowi Sejmu, zamiast światu naukowemu. Jadąc do Moskwy z dyktatorem Jaruzelskim na pokładzie (również wola zmarłego), Komorowski źle się prezentuje przed wyborami. Pewnie niedługo wpadnie w objęcia prezydenta Miedwiediewa, podobnie jak premier Tusk w Katyniu wpadł w objęcia Putina, byłego oficera KGB, który nawet nie zdobył się tam na słowo "Przepraszamy"? 
 A Jarosław Kaczyński nie powinien kusić się o fotel, na którym jeszcze nie tak dawno temu siedział łudząco podobny do niego brat. Widmo i cień jego brata chodzić będzie za nim wszędzie, jeśli wygra wybory prezydenckie. A po co to komu? Stając do wyścigu trzy tygodnie po śmierci brata, polityk ten daje o sobie świadectwo, że jest chciwy na władzę. Czy nie wystarczy mu sama funkcja szefa PiS-u?
 Co Polsce do tej moskiewskiej imprezy? Jadąc tam, Komorowski daje o sobie świadectwo, że jest koniunkturalistą podlizującym się mocarstwom kosztem własnego honoru i honoru Polski. Nie dziwiłbym się, gdyby to Kwaśniewski...  Wstyd mi za takich polityków, czyścibutów światowych salonów. Niech Jaruzelski jedzie do Moskwy autostopem i niech już stamtąd nie wraca.
 A my, którzy jesteśmy świadkami tych niemądrych zachowań polskich polityków wobec postsowieckiej Rosji; Rosji, odcinającej się od swojej stalinowskiej przeszłości i zasłaniającej się szyldem "Federacja Rosyjska" - powinniśmy teraz gromkim głosem wołać, iż należy całkowicie zlekceważyć tę moskiewską imprezę.
Wojciech Kobiela

 Od redakcji: To obchody rocznicy naszego drugiego zniewolenia.

 Szanowni Czytelnicy!
 W tak ważnym dla Polaków historycznym momencie, myślę, że warto, abyście Państwo poznali ciekawy fakt, świadczący o patriotycznej postawie tragicznie zmarłego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego autentycznej trosce o sprawy Polonii. Materiał ten dostałam od proboszcza parafii św. Józefa w Brantford, ks. Adama Wróblewicza, który wiadomości te przekazał wiernym w czasie okolicznościowego kazania z okazji rocznicy katyńskiej i ku czci  tragicznie zmarłego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Małżonką oraz wszystkich osób, które wtedy zginęły.
Danuta Rogulska-Legienis

 Na przełomie kwietnia i maja 2009 roku udałem się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Nikt z nas nie przypuszczał, że ta wyprawa za rok czasu będzie miała odniesienie do tragicznej katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, która pochłonęła 96 istnień ludzkich, na czele z Prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej Lechem Kaczyńskim. Na miejsce naszego zatrzymania obraliśmy gościnny Dom Polski prowadzony przez siostry elżbietanki. Przełożoną zakonną lokalnej wspólnoty wszystkich polskich sióstr jest jakże oddana siostra Róża. Tej wspólnocie, jak i przybywającym pielgrzymom z Polski i innym polonijnym grupom posługuje ks. Tadeusz Nosal. Wyżej wspomniany kapłan ze Zgromadzenia Księży Zmartwychwstańców już około 20 lat oprowadza pielgrzymów po miejscach świętych i czyni to z wielkim oddaniem i zaangażowaniem. 
 Na trasie naszego pielgrzymowania dostąpiliśmy łaski nawiedzenia Polskiego Cmentarza w Jerozolimie. Znajduje się tu 66 grobów polskich żołnierzy-tułaczy II wojny światowej - ponad 10 mogił małych polskich dzieci oraz miejsce spoczynku polskiego konsula. Przez długie lata groby polskich żołnierzy pozostawały w stanie opłakanym. Nikt się nimi nie zajmował i rok po roku chyliły się one ku całkowitemu unicestwieniu. 
 Przez długie lata do Ziemi Świętej przybywały najwyższe władze państwowe Rzeczypospolitej Polskiej. Wśród nawiedzających Dom Polski w Jerozolimie gościli prezydenci: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski czy premier Włodzimierz Cimoszewicz. Spotykając się na terenie klasztoru Sióstr Elżbietanek z polskimi zakonnicami i kapłanami, którzy zwracali się do nich z prośbą o finansową pomoc rządu w odrestaurowaniu Polskiego Cmentarza, każdy polityk zapewniał, że dołoży starań, aby Polski Cmentarz został odnowiony i godnie się prezentował. Niestety, były to tylko puste słowa ludzi zarządzających najwyższymi urzędami państwowymi. Z Polski na rzecz renowacji popadającego z roku na rok w ruinę Polskiego Cmentarza nie napłynęły żadne fundusze. 
 Gdy na prezydentem Polski został wybrany Lech Kaczyński, od razu przystąpił on do odnowy Polskich Cmentarzy rozsianych w różnych krajach świata. Wraz z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zadbał, aby polskie cmentarze w Jerozolimie czy też na Białorusi i Ukrainie wreszcie doczekały się remontu i godnej nowej prezentacji. W Ziemi Świętej nie zbierano żadnych funduszy na ten cel. Z pewnością pochodziły one z  Kancelarii Prezydenta i konta Rady. 
 W krótkim czasie do Jerozolimy na miejsce podupadłego Polskiego Cmentarza zaczęły przybywać z naszego Kraju nowe i przepiękne tablice nagrobkowe, krzyże oraz inne obeliski. Gdy Prezydent Lech Kaczyński przybył do Jerozolimy w 2006 r., Polski Cmentarz był już całkowicie odnowiony i przybrał odświętną szatę. To mogło dokonać się tylko dzięki interwencji i oddaniu wielkiego Patrioty, którym był tragicznie zmarły Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński. 
ks. Adam Wróblewicz C.R.
 Proboszcz Parafii św. Józefa 
 w Brantford

 Od redakcji: Dziękujemy bardzo za materiał.

 Szanowni Czytelnicy "Gońca"!
 Chciałoby się zacząć tak: "Nie było dla niego miejsca w żadnej gospodzie!...". Myślę, że wszyscy się domyślą, skąd jest ten cytat! Teraz muszę powiedzieć, jak to mogło się zdarzyć, że w obliczu dorocznie obchodzonej rocznicy ludobójczego wymordowania polskiej elity w Katyniu, przed 70 laty, i dodatkowej olbrzymiej tragedii tzw. katastrofy pod Smoleńskiem w najbliższym pomnika Katyńskiego, polskim kościele nie znalazło się miejsce i czas na uroczystą Mszę św. ku pamięci tych wszystkich ofiar kolejnej martyrologii Polski. Jak to jest, że w tym czasie odbywał się tam bankiet z okazji 40-lecia parafii?... Przecież rocznica katyńska jest wydarzeniem corocznym. Czy nie można było parafialnej uroczystości przesunąć o tydzień później? Zawsze w historii Polski Kościół był z Narodem, i to właśnie w dużej mierze jest zasługą Kościoła w Polsce, że ten Naród przetrwał najcięższe próby, których historia nam nie szczędziła. Czyżby w kościele św. Kazimierza zapomniano o tej chlubnej tradycji? Na to niestety wygląda!
 W związku ze wspomnianą wcześniej "katastrofą smoleńską" i w świetle różnych wypowiedzi internautów, również niektórych sugerujących teorie spiskowe, nasunęła mi się myśl, w ogóle nie poruszana w tych wypowiedziach: czy są jacyś świadkowie, którzy widzieli zmarłego Prezydenta i ekipę delegacji katyńskiej wsiadających do nieszczęsnego Tu-154? Gdzie się odbywała ta odprawa i kiedy. Przecież powinni być świadkowie z Pałacu Prezydenckiego, BOR-u oraz zapewne członkowie żegnających ich rodzin. Dotychczas nie znalazłem na ten temat żadnej wypowiedzi! Może coś na ten temat wie Redakcja "Gońca" lub jacyś lepiej poinformowani czytelnicy? 
 A w ogóle dziwnie zachowuje się dowództwo NATO, paktu, do którego Polska przecież należy i któremu od wielu lat służy w obcych krajach swoim wojskiem!... Dziwne jest, że z powodu śmierci tylu NATO-wskich generałów i potencjalnego nawet dowódcy paktu, w osobie generała Gągora, pakt nie zażądał natychmiast po tragedii rosyjskich wyjaśnień i nie wysłał tam swojej komisji! Wygląda niestety, że Polacy są tylko wykorzystywani do zagranicznych misji militarnych, tak jak niegdyś legioniści na Haiti, a  jak przyjdzie czas, że oczekujemy od paktu pomocy, to jakoś nikt się do tego nie kwapi. W świetle tych rozważań, raczej ponuro wygląda perspektywa lansowana przez niektórych, że "Pakt nas w potrzebie obroni"! Mieliśmy już w historii kilka papierowych "paktów" i wszyscy na własnej skórze doświadczyliśmy ich "skuteczności". Na szczęście społeczeństwo jakoś jak na razie nie dało się zbyt mocno podzielić, bo nigdy nie wiadomo, czy kolejnym "grzybem w barszczu" nie była próba spowodowania jakichś nierozważnych działań pomiędzy rodakami, a wtedy w chaos na pewno wkroczyłyby siły zaprzyjaźnionych państw, aby zapobiec chaosowi, jak to już ze znaną "braterską pomocą" bywało. Mam nadzieję zatem, że w Narodzie zapanuje rozwaga i w końcu ten naród obudzi się z politycznego marazmu i wyciągnie prawidłowe wnioski z ostatnich wydarzeń. TAK NAM DOPOMÓŻ BÓG!...
 Andrzej Legienis
 Toronto

 Od redakcji: Rzeczy dziwnych w tej sprawie jest dużo.

***
 Pana, który zostawił na automatycznej sekretarce nagranie ws. wystąpienia pani Bonikowskiej w programie pana Śniegowskiego, prosimy o kontakt z redakcją.
***

 Do Redakcji "Gońca"
 Szanowni Państwo, co do pochówku Pary Prezydenckiej na Wawelu, to chcieli i pochowali i sprawa zamknięta nieodwołalnie. Kardynał Dziwisz tym posunięciem utarł nosa wszystkim komuchom. Chwała ci za to, Kardynale. A co do nas, to byłoby dobrze, żebyśmy my wszyscy zajęli się swoimi sprawami, a pogrzeby zostawić tym, którzy się tym zajmują, i basta. Kardynał Dziwisz nie będzie się pytał o zgodę na pochówek marnych pismaków, co ukończyli szkoły wieczorowe, a dzisiaj są redaktorami, dziennikarzami i noblistami. A zapomnieli, że byli komuchami i agentami. To mnie boli, trudno. Dziękuję "Gońcowi" za tak obszerne informacje o tej tragedii. Chwała ci za to, Kardynale Dziwisz, to był strzał w dziesiątkę, co uczyniłeś. Jeżeli kogoś obraziłem, to przepraszam bardzo.
 Z poważaniem
prenumerator "Gońca" Maciek

 Od redakcji: Nas Pan nie obraził.

 Pojednanie
 Na usteczkach wielu propagandystów widać w tym momencie bardzo miłe uśmiechy, udawany żal, no i podobno wszyscy, łącznie z Prezydentem Lechem Kaczyńskim, nie myśleli o czym innym niż pojednanie z Rosjanami... (???). Od wieków Rosja jest naszym wrogiem, car czy sekretarz nawet przez moment nie byli naszymi przyjaciółmi, mord w Katyniu był dziełem międzynarodowej komunistycznej bandy z przewagą Rosjan i Żydów z szefem Gruzinem. Prosty Rosjanin o mordzie nie wiedział, dokonała tego "elita" NKWD, czyli krwawe ramię partii komunistycznej. Prosty Rosjanin nic o mordzie nie wiedział, żył tym, co wmówiła mu propaganda, a ponieważ w tej niewolniczej cywilizacji buntować się i myśleć nie było wolno, a więc bardzo łatwo było Rosjanom wmówić, że to oni utrzymywali Polaków.
 Prof. Feliks Koneczny wyraźnie tłumaczy, na czym polegają różnice między cywilizacjami i dlaczego te różnice są nie do pokonania, dlatego właśnie skończyła się wielka Polska, bo nie była jednolita, kilka cywilizacji nie da rady stworzyć jednego organizmu, dlatego też Rosja nigdy nie potrafi stanąć na nogi, wali się i tylko propaganda, NKWD, KGB i podobne trzymają wszystko za mordę, ale tworzenie na siłę nie zdaje egzaminu.
 Obama też koniecznie pragnie się pojednać, zupełnie jakby nie znał historii i nie rozumiał, że pacyfizm jest chorobą w rodzaju antysemityzmu, filosemityzmu i idiotyzmu... nie z Rosją te numery, ale lewica na całym świecie lubi przeginać pałę i robić sobie na złość, stwarzać sobie problemy. Pojednanie to rzecz ciekawa i potrzebna, ale może poczekamy, aż się Rosjanie pojednają z Czeczenami... My swoje przeszliśmy, Czeczeni doświadczają pojednania i przyjaźni w tym momencie... ja szansy nie widzę.
 Swoją drogą, bardzo ciekawe, czy w tym pokoleniu dowiemy się na temat katastrofy prawdy... historia udowadnia, że nie mamy powodu wierzyć w zapewnienia całej lewej strony, ale nasza rola nie powinna polegać na czekaniu, musimy walczyć o prawdę.
 Janusz Sierzputowski
 Cambridge
 PS W tym momencie wyraźnie widać, iż red. Kumor zdanie na temat pojednania ma identyczne z Adamem Wielomskim i na pewno Bublem, tzn. dążyć do pojednania mimo ewidentnych zbrodni, oszustw, krętactw, szantażu gazowego... (???). Nawet gdyby oni nie chcieli, to mamy przebaczyć i uważać ich za godnych szacunku partnerów. Dlaczego i w jakim celu? J.S.

 Od redakcji: U mnie tego tak wyraźnie nie widać - A. Kumor.

 Szanowny Panie Andrzeju.
 Jeśli przydadzą się Panu do czegoś poniższe wpisy, proszę je - lub ich fragmenty - wykorzystać. Trzeba o sprawie Smoleńska mówić dużo, głośno i sensownie, "bo jak nie będziemy mówić, to kamienie zaczną krzyczeć". Mam nieco wiedzy o lotnictwie cywilnym nabytej w czasie 15 lat pracy w PLL LOT jako nawigator pokładowy.
 OSTATNIA MINUTA LOTU 
 TU-154
  Zasadnicze pytanie pozostaje bez odpowiedzi - dlaczego między "dalszą" a "bliższą" NDB nastąpiła utrata wysokości? Co widzieli piloci i nawigator na wysokościomierzach ciśnieniowych, których wskazań nie można zakłócić, i jaki jest zapis wysokości w rejestratorze? 
 W Rosji obowiązuje nadal tzw. ustawienie QFE (wysokość względna), czyli ciśnienia lotniskowego. Kontroler zbliżania podaje ciśnienie podchodzącemu samolotowi, a po przesłaniu go na częstotliwość wieży, kontroler nadzorujący lądowanie 
pierwszą informację po identyfikacji, jaką podaje samolotowi, jest - jeszcze raz - ciśnienie lotniska. To nie jest kurtuazja, uprzejmość ani zbędna gadanina - jest  proceduralny zwrot i bezwzględny nakaz. Załoga obowiązana jest powtórzyć wartość ciśnienia i ustawić ją na swoich wysokościomierzach. Tak  ustawiony wysokościomierz pokazuje generalnie wysokość nad lotniskiem, a ściślej względem określonego punktu na lotnisku, ale nie oznacza, że jest to wysokość względem progu pasa w użyciu. Zwykle te różnice nie są jednak duże i  prawie zawsze z marginesem bezpieczeństwa. Opis ustawienia wysokościomierzy wg. ciśnienia QNH (wysokość bezwzględna - odczyt wysokości względem poziomu morza), którą z małymi wyjątkami stosuje reszta świata, możemy sobie darować, bo jak się wydaje, nawet błędne nastawienie QNH nie mogło mieć wpływu na przebieg wypadku. 
Załoga powinna zgłosić przejście "dalszej" (NDB) i podać wysokość, na jakiej się znajduje. Jaki był czas przejścia i wysokość nad "dalszą"? Nawet jeśli trudno jest ustalić czas zetknięcia się z ziemią, to nietrudno jest to wyliczyć z dokładnością do 30, najwyżej 45 sekund, jeśli są znane proceduralne zgłoszenia pozycji. 
 Światła na podejściu, zwłaszcza tak prymitywne i w opłakanym stanie jak w Smoleńsku, mają marginalne znaczenie - był już dzień, a samolot był za nisko, żeby je zobaczyć z kokpitu przy konfiguracji do lądowania (dziób lekko zadarty) - lub co gorsza w konfiguracji do wznoszenia się w odruchowej chęci ucieczki w górę, gdy poczuli i zobaczyli, że ścinają drzewa... 
 Chciałbym wiedzieć, jakie było położenie manetek gazu na wysokości 20 m - choć wydaje się prawie pewne, że były w reżymie do lądowania, bo samolot dalej schodził. Od chwili dania pełnej mocy manetkami do reakcji silników (także we wszystkich innych silnikach odrzutowych) mija koszmarnie długi czas - 6 do 7 sekund! Napęd "śmigłowy" reaguje dużo szybciej. 
 Pułkownik w filmiku nic nie mówi o zgłoszeniach załogi przejścia charakterystycznych punktów istotnych dla podejścia na dwie NDB - mówi: tu jest radiolatarnia dalsza i tu powinni mieć 120 m, ale ile mieli, nie wiadomo (jeszcze?). Tzw. wysokość decyzji w procedurze podejścia na dwie NDB wynosi 100 m... - ILS kategorii 1 - 60 m, kategorii 3 plus kierunkowe bardzo jasne i długie oświetlenie podejścia (rodzaj "strzały świetlnej") - 30 lub 40 m. We wszystkich podanych przypadkach samolot po zejściu do tych określonych wysokości, jeśli nie widzi świateł lub ziemi, przerywa podejście, aplikuje pełny gaz i odchodzi na lotnisko zapasowe lub decyduje się czekać w powietrzu. Oświetlenie wspomagające podejście jest nieraz tak jasne, że zaraz po złapaniu kontaktu wzrokowego pilot podaje komendę do wieży "dim lights" - jest to jedyna komenda, jaka jest wydawana przez załogę do kontroli podejścia. Te światła są bardzo dobrze widoczne nawet w pełnym świetle dnia z wysokości 40-50 m i są niezwykle pomocne przy gęstej, ale stosunkowo cienkiej (czasami 100 lub mniej m) przyziemnej mgle adwekcyjnej - zrównanie się temperatury otoczenia z punktem rosy - która pojawia się najczęściej rano lub wieczorem. Pewnym sposobem na uniknięcie zetknięcia się z taką mgłą jest przeczekanie w powietrzu czasami tylko 20-30 minut, aż słońce podniesie temperaturę otoczenia i będzie wyższa od temperatury punktu rosy. Wieczorem ten proces jest dłuższy. PLF 101 nie mógł liczyć na takie światła w Smoleńsku i wiedział o tym. Były niewielkie szanse na zobaczenie ich z wysokości 100 m, nawet gdyby paliły się wszystkie rzędy.    Czy kiedykolwiek się dowiemy, czy wieża podała mu trend pogody? Czy rzeczywiście 101 był na 120 m nad dalszym markerem? Co mogło spowodować tajemniczą nagłą utratę wysokości? Do wystąpienia zjawiska windshear (nagła zmiana kierunku wiatru) nie było przesłanek - nie było wiatru na samym lotnisku ani frontu atmosferycznego w pobliżu. Mam przeczucia, że obie strony mają coś do ukrycia.
 Jeśli po przeszło trzech tygodniach od zdarzenia nie ustalono, o której godzinie nastąpiło zniszczenie samolotu, to końca śledztwa nie można się spodziewać wcześniej jak za ok. 60 - 70 lat.
 Pozdrawiam,
 Andrzej Misiek
Brampton

 Od redakcji: Dziękujemy, przydały się.

 Spotkanie w Domu Polskim
 Byłem w Domu Polskim na spotkaniu z Borusewiczem. Dałem list Hlebowicza, osobiście i publicznie, bo powiedział, że go nie czytał. Dałem  też drugi list na temat zesłańców politycznych, czyli nas. Mówiłem pierwszy i mówiłem na temat nas - byłych internowanych, więźniów i zesłańców, których Polska zapomniała. Zamiast tego odznacza się piłkarzy. Odebrano mi głos, bo skrytykowałem Borusewicza jako człowieka, który zapomniał o swoich korzeniach. Następni dyskutanci mówili jeszcze o wiele bardziej odważnie niż ja. Poruszyli sprawę drugiego Katynia, Tuska, IPN-u, WSI, nie mówiąc już o neutralnych w miarę tematach, jak stocznie i inne zakłady. Pan Marszałek nadymał się coraz bardziej. Chyba nigdzie dotąd nie doznał tak wrogiego przyjęcia. Nie było ani jednego głosu pojednawczego. Na większość pytań po prostu nie odpowiedziano. Po godzinie ludzie wstali i wyszli. Tylko przy...nicy z ambasadorem na czele zostali z "delegacją".
 Propagandy wyborczej nie było.
 Piotr

 Od redakcji: Co to za odwaga mówić, co się myśli, skoro za to nikt nie rozstrzeliwuje i nie zamyka?
 
 
 
 
 
 

GONIEC nr 17/2010

 Szczera krytyka?
 Szanowny Panie
 Nawiązując do Pana artykułu, modlę się, aby prawda była inna, nie potrafię ukryć oburzenia na Pana krytykę - Prezydenta Lecha Kaczyńskiego; cytuję "umysł zapłodniony... lecz obywatelskiego tchórzostwa".
 Tak się historia  szybko powtarza, że niedawno mieliśmy możliwość  obserwacji faktów tzw. nieuzasadnionego ryzyka. Przywódcy wielu narodów; Premier Maroka, Prezydent Gruzji i inni Przedstawiciele Państw ; nie bacząc na (czarna chmurę) złożyli osobiście, ostatni hołd naszemu wielkiemu rodakowi Lechowi Kaczyńskiemu i Wszystkim Ofiarom katastrofy pod Smoleńskiem.
 Z  wyrazami szacunku
 Jerzy Lenart

 Od redakcji: Szanowny Panie, proszę popatrzeć, ilu przywódców poważnych państw jednak "baczyło" na "czarną chmurę", nie chcąc podejmować "nieuzasadnionego ryzyka". Te państwa to: USA, Niemcy, Francja, Włochy... Mam wymieniać dalej? 

 List z Polski do "Gońca"
 w związku ze śmiercią 
 prezydenta Kaczyńskiego
 Tylko guziki nieugięte
 przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
 z głębin wychodzą na powierzchnię
 jedyny pomnik na ich grobie
 (É)
 przeleciał ptak przepływa obłok
 upada liść kiełkuje ślaz
 i cisza jest na wysokościach
 i dymi mgłą smoleński lasÉ.
 (Zbigniew Herbert)

 Trwam w żałobie
 W dzisiejszych wiadomościach radiowych podano wyniki sondażu, przeprowadzonego 20 kwietnia w  grupie tysiąca osób. Z sondażu wynika, że największą liczbę głosów w wyborach prezydenckich będzie miał Bronisław K.
 Wraca skrzecząca rzeczywistość, czyli manipulacje naszymi umysłami. Kto wybrał ten tysiąc osób i w jakim stopniu jest ona reprezentatywna  dla nas wszystkich? Nie chcę o tym myśleć, bo dla mnie nadal  jeszcze dymi smoleński las, w którym, 10.04.2010 r., znowu zginęli nasi ludzie, tylko w innych okolicznościach niż przed 70 laty. Może zawiódł ich instynkt życia? Może powinni pojechać innym środkiem transportu albo nie wszyscy tym samym? Dużo pytań - odpowiedzi brak. Szok. Tyle rodzin, dzieci, przyjaciół cierpi po utracie ukochanych osób.
 Mam w sercu dużo smutku, nie tylko z powodu tragicznej śmierci 96 ludzi, którzy zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, ale także i refleksji, które nasunęły mi się w trakcie oglądania telewizji polskiej, relacjonującej przez cały tydzień uroczystości związane z powrotem do kraju trumien tragicznie zmarłych i komentującej pielgrzymki Polaków do Pałacu Prezydenckiego, chcących złożyć hołd parze prezydenckiej.
 Nie mogę wyjść ze zdumienia, że te same media w ciągu kilku dni  pokazywały zupełnie inny wizerunek  Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii, niż przed ich śmiercią. Nagle zobaczyliśmy ich jako niezwykle kochającą się parę, nie wstydzącą się  okazywać  publicznie ciepłych uczuć wobec siebie. Zobaczyliśmy Panią Prezydentową jako mądrą, skromną, pełną empatii i prawdziwości uczuć kobietę, pierwszą Damę, jak podkreślali wszyscy komentatorzy. Czyżby śmierć tak Ją nobilitowała? Czy po prostu taka była na co dzień, ale  nikt tego nie pokazywał w mediach, a Ona była zbyt skromna, żeby się upomnieć o swój prawdziwy wizerunek? Kiedy odwiedzała szpitale z chorymi dziećmi  czy hospicja  lub inne  instytucje, zajmujące się pomaganie ludziom, to nie zabierała ze sobą kamer telewizyjnych! A może powinna, ale wtedy nie byłaby sobą!
 Wreszcie usłyszeliśmy w mediach - t y c h  s a m y c h, które  kiedyś  mówiły na  przykład: "Jaki prezydent (czytaj w domyśle: śmieszny, sztywny, nienowoczesny) taka Polska" - nie tylko o dokonaniach Lecha Kaczyńskiego (m.in. otwarcie Muzeum Powstania Warszawskiego), ale i o tym, że był człowiekiem wiernym do końca swoim ideałom i wartościom, takim jak: uczciwość, sprawiedliwość, prawda, Bóg, Honor, Ojczyzna. Czy trzeba było aż takiej tragedii, żeby media mogły przebić się przez swoje kłamstwa i zaczęły mówić prawdę, żeby przestały nas karmić miałkimi treściami, debatami o żenującym poziomie, thrillerami i horrorami, jakby kinematografia światowa produkowała jedynie  takie filmy.
 Myślę, że tłumy ludzi, które zjechały z całej Polski, stojące w wielogodzinnej kolejce przed Pałacem Prezydenckim, po to, by złożyć kwiaty przy trumnach  Prezydenta i Jego żony, a potem wziąć udział w uroczystościach pogrzebowych w Krakowie, świadczą o tym, że dla wielu ludzi  patriotyzm to nie puste słowa, śmieszny przeżytek i archaizm w  nowym tysiącleciu, w  dobie liberalizmu, pluralizmu, powszechnej zgody na pośpiech, kult pieniądza i bylejakość życia.
 Często słyszałam w ostatnich dniach w wypowiedziach duchownych, polityków, działaczy społecznych, wygłaszanych w czasie uroczystości pogrzebowych, różne wzniosłe słowa. Zapamiętałam szczególnie te oto słowa: "Nie ma wolności bez wartości, nie ma solidarności bez wartości". Rzeczywiście, nie ma wolności bez wartości. Nie tylko wolności, ale i normalnego porządku społecznego, bo wartości są drogowskazami, wyznaczającymi nie tylko  cele życiowe, ale też nadającymi głęboki sens  życiu  każdego człowieka.
 W trakcie oglądania uroczystości żałobnych nasunęły mi się również refleksje na temat solidarności w nieszczęściu. My, Polacy, mamy niezwykłe poczucie wspólnoty narodowej, które  jest szczególnie widoczne w sytuacjach tragicznych, w momentach zagrożenia  dla kraju. Potrafimy się wówczas nie tylko zmobilizować, ale i wykazać wspaniałą współpracą i poczuciem dyscypliny wewnętrznej. Na Rynku Krakowskim, w niedzielę, 18 kwietnia, na uroczystościach pogrzebowych pary prezydenckiej  zgromadziło się około 150 tys. ludzi i wszyscy zachowywali się wzorowo! Nie odholowano żadnego źle zaparkowanego samochodu, nie było żadnych krzyków, hałasów  i  nie licujących z powagą chwili zachowań. 
    Obawiam się, że  kiedy wzruszenia i emocje opadną, wrócimy do starych nawyków, czyli do krytykanctwa, malkontenctwa, niesumienności i pieniactwa. Po prostu daleko nam jeszcze do społeczeństwa obywatelskiego, w którym każdy obywatel bierze na siebie odpowiedzialność, i za jakość swojej pracy, i za sposób zachowania i  życia. 
 A może się mylę? Może te tragiczne wydarzenia nie tylko pozostaną w pamięci wielu ludzi, ale także coś w nich przemienią, może ich sposób myślenia, jakość życia? Nauczą łagodności  obyczajów i konsekwencji w wielu działaniach? 
 Oprócz smutku jest we mnie też  złość... na siebie, że dałam się zwieść, że zaufałam różnym redaktorom - "chytruskom", którzy, powołując się na dużą oglądalność medialną, wmawiali mi, że tylko oni znają prawdę i że  my - widzowie - jesteśmy staroświeccy z tym swoim romantycznym patriotyzmem i lepiej dla nas byłoby się do niego nie przyznawać, że teraz wyznaczają nowe trendy, w społecznym i historycznym myśleniu, różne Koty - palące za sobą wszystkie mosty, bawiące publikę i trywializujące wszystko, w co i ja wierzę! 
 "Na początku u Pana Boga było SŁOWOÉ", a jak my teraz posługujemy się słowem? Czy go nie nadużywamy  do  manipulacji ludzkimi umysłami w celu ukrycia  PRAWDY? 
    Sądzę, że  nie wystarczy być  patriotą, odpowiedzialnym obywatelem, ale przede wszystkim trzeba być człowiekiem czujnym, samodzielnie myślącym, wsłuchującym się uważnie w to, co będą mówiły do nas media czy politycy (nie wszyscy dziennikarze i działacze polityczni, bo są wśród nich także godni zaufania), żeby  znowu nie pozwolić zmanipulować się, poróżnić, omamić wielkimi obietnicami bez pokrycia w praktyce codziennej. 
    Przynajmniej ja powzięłam takie postanowienie, żeby ta żałoba, moje łzy i wzruszenia nie poszły na marne, żeby coś we mnie zmieniły, czegoś nauczyły, uczyniły lepszą, bardziej odważną w obronie, choćby  swojego  myślenia  i  moich wyborów. 
 Może używam wielkich słów, graniczących  z patosem, ale w tej chwili tak czuję i inne słowa nie byłyby adekwatne do moich odczuć i refleksji, które towarzyszyły mi przez cały czas trwania żałoby narodowej, podobnie jak poezja Zbigniewa Herberta, którego znowu pozwalam sobie  zacytować: 
 Rzeko - klepsydro wody 
przenośnio wieczności
wstępuję w ciebie coraz bardziej inny
że mógłbym być obłokiem rybą albo skałą
a ty jesteś  niezmienna jak zegar co mierzy
metamorfozy ciała i upadki ducha
powolny rozkład tkanek i miłości
(É)
naucz mnie rzeko uporu i trwania
abym zasłużył w ostatniej godzinie
na odpoczynek w cieniu wielkiej delty
w świętym trójkącie początku i końca 
 ("Do rzeki" z tomiku "Raport z oblężonego Miasta i inne wiersze". Wyd. Dolnośląskie Wrocław 1992)
21.04.2010 r.
 Teresa Tomaszewska

 Od redakcji: Podzielamy Pani złość i smutek.

 Polska zawsze powinna popierać Izrael 
 Polskie media w swoich peanach, wychwalających patriotyzm oraz zasługi śp. Lecha Kaczyńskiego dla Polski, całkowicie pominęły główny punkt jego programu polityki zagranicznej, jakim było bezwarunkowe poparcie dla Izraela. Mało tego, jak można wytłumaczyć refleksje, jakie można znaleźć np. na blogu znanego polonijnego publicysty Piotra Beina, z których niedwuznacznie wynika, że śp. Prezydent Polski Lech Kaczyński był po prostu "antysemitą". Jeżeli to jest kpina, to chyba nie na miejscu w czasie żałoby narodowej, którą uczcili nawet ci, którzy za nim nie przepadali.
 Co ciekawe, po smoleńskim wypadku wiele zachodnich mediów próbuje przedstawiać Kaczyńskiego jako przyjaciela Izraela, podczas gdy wcześniejsze artykuły na temat Kaczyńskiego i jego rządu w prasie izraelskiej były wrogie, opisywały nowy polski rząd jako niebezpieczny. 
 Dziwne postępowanie Lecha Kaczyńskiego świetnie scharakteryzował Bob Terlecky, który przyrównuje go do sayana, czyli obywatela obcego państwa, w którego żyłach płynie żydowska krew, a który ma obowiązek wspierać w każdej sytuacji państwo Izrael.
 Zasługi Lecha Kaczyńskiego dla środowiska żydowskiego w Polsce oraz dla Izraela przedstawił niedwuznacznie naczelny rabin Polski Michael Schudrich w swoim artykule pt. "Straciliśmy przyjaciela".
 W nekrologu poświęconym śp. Lechowi Kaczyńskiemu, jaki ukazał się w renomowanym piśmie "The Economist"  z 17 kwietnia 2010 r., podkreślono, że w przekonaniu Prezydenta Polska zawsze powinna popierać Izrael.
Stanisław Sas 

 Od redakcji: To prawda, śp. Lech  Kaczyński lansował strategiczny sojusz Polski i Izraela. Dzisiaj - co dziwne - mówią o tym tylko w Izraelu.

 Wolność słowa
 Przeczytałem w Waszym wydaniu artykuł Pana profesora Zdzisława Krasnodębskiego. Co to za niezawisłe sądy RP orzekały, że obelgi, wyzwiska, kpiny z głowy państwa polskiego raz jego żony - są to wolne słowa i inne wolności, chyba dobrze nie czytali lub nie znają Konstytucji, co mówi: zniesławienie członków rządu, parlamentu, prezydenta jest przestępstwem kryminalnym. Tak też z Waszyngtonu. W ocenie USA, Departament Stanu ma też zastrzeżenia do obowiązujących w Polsce przepisów. 
 Konstytucja Polski gwarantuje wolność wypowiedzi - jednak w praktyce wolność ta jest ograniczona. Nie wyobrażam sobie w innym kraju nazwać głowę państwa chamem czy od nazwiska Prezydenta - różne obelgi - tak jak jego żonę Marię Kaczyńską zrobili czarownicą. To ci, co ubliżali, są chamami oraz małymi - bo to jest język uliczny. Dla pana Tuska dinozaurów już nie ma, bo wyginęły, pan Komorowski wystrzelał wszystkie kaczki - tak myśli, ale się myli, jeżeli jest myśliwym, to musi zmienić zawód - bo teraz chybi. A gdzie się schowali ci malutcy? Pan Palikot, który nieustannie robił błazna - ale z siebie, oraz Niesiołowski z ulicznym językiem, a gdzie był premier rządu? To jego wina. Chociaż jeden Lech Wałęsa, który miał odwagę i honor, przeprasza i prosi Boga o przebaczenie, tak i my mu przebaczamy L. Wałęsie. Nasz Prezydent Lech Kaczyński miał twarz, do końca walczył o dobro Polski, tak jak były prezydent Kaczorowski - to byli wielcy ludzie honoru, dla Kraju, nie dla siebie z korzyścią. I słuszne jest miejsce na Wawelu dla pary prezydenckiej - bo sobie zasłużyli - tylko media ukrywały - wręcz mieli zakazane, przekazywać, omijać prawdę, co Prezydent zrobił. A czego nie zrobił, to mu nie dali - bo w Sejmie było odrzucane. Dobrze pan profesor Z. Krasnodębski pisze i żeby kupić małpki i zaprosić Palikota, Niesiołowskiego - tylko jeszcze zapomniał o jednym abstynencie - ale to wszyscy wiedzą. To byli wielcy ludzie - którzy zginęli, cały świat ich szanował - no i to widać, a my będziemy zawsze o nich pamiętać.
Wierna czytelniczka
Teresa K.

 Od redakcji:  Wie pani, nie chodzi o to, czy cały świat ich szanował czy nie, chodzi o to, czy dobrze zasłużyli się Polsce, a co do lewiczki, ciot rewolucji i sprzedawczyków, którzy rządzą w Polsce - najpierw trzeba z nich szydzić, tak jak oni szydzili z Polaków, potem się zobaczy.

 Nie wszystko stracone
 Patrioci giną zawsze, ale tym razem zginęło ich za dużo i w terminie jakby wybranym. Trzeba postawić sobie pytanie - kto najbardziej zyskał, i starać się dać odpowiedź, kto doprowadzi do końca wyjaśnienie wielu zbrodni, kto wyjaśni działalność brygad pracy socjalistycznej krążących nie tylko po Polsce i mordujących przeciwników jedynego, wspaniałego ustroju, kto dogrzebie się nazwisk wykonawców i ich mocodawców (???), czy ta jedna zbrodnia pod Smoleńskiem ma uczynić z nich harcerzy, tak jak było do tej pory. Jeśli nie wyjaśni i nie rozliczy się tych przewał i mordów, to będzie znowu potrzebne powstanie... jak zwykle.
 Już teraz red. Kumor powinien z zakłopotaniem drapać się po czuprynie... pacyfizm nie jest wyjściem, a powstania ostatecznością, ale warto pilnować swojego i naszego, a czasami dla przykładu kilku zdrajców powiesić. Wykombinowali sobie brak kary śmierci, a aby zostać "całkowicie bez skazy", posługują się następnymi zbrodniami... ukrywanymi po 70 lat, ale to za krótko, a dla lewicy wszystkie środki są dobre. Moim zdaniem, Powstanie Warszawskie było właśnie taką odpowiedzią na zbrodnie, a teraz znowu tych zbrodni i oszustw jest przesyt.
 Prof. Feliks Koneczny w swoich dziełach, przez lata zakazanych, i takie problemy potrafi wyjaśnić, cywilizacja lewaków nie powstała na gruncie łacińskim, dlatego dla nich dobre są wszystkie metody, a Polakom pozostały tylko powstania... (???). Możemy żałować krwi powstańców, ale musimy wiedzieć, że oni widzieli cel i potrzebę, ale musimy wiedzieć, dlaczego niewinni ginęli w Katyniu, teraz pod Smoleńskiem, dlaczego zamordowano Popiełuszkę, Niedzielaka, Przemyka, co było przyczyną zbrodni dokonanej na Jaroszewiczu... dlaczego i kto, abyśmy mogli spokojnie spać.
 Jeśli zezwalamy na tworzenie rządu z "atorytetów", zdrajców, TW i lodziarzy, to niczego innego spodziewać się nie można i nie można spodziewać się nawrócenia. Milczenie i zgoda na panoszenie się zdrajców musi z czasem doprowadzić do walki, ale nawet to jest lepsze niż pozwalanie na bandytyzm w imieniu ideologii lub kręcenia lodów.
 W nr 15 Gońca, po katastrofie, poczytałem sobie listy, no i jestem kilkoma zdziwiony... - wszystko jest winą Polaków, muszą się poświęcać... a Tusk jest taki wspaniały - ... (???). Michnik, Urban, Bartoszewski, Wielomski, Kammorowski, Tusk, też tak myślą. Polska od zawsze ma wrogów i to powinniśmy co jakiś czas robić porządek.
 Jakiś rok wstecz wracałem z Polski, w samolocie przeglądałem świeżo nabytą książeczkę Rymkiewicza pt. "Wieszanie"... niestety, ale gdzieś się zapodziała, wypadła i zginęła, a szkoda.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
 PS Młodym podoba się Tusk... (???), a gówno prawda. Tfu, tfu, tfu i skuś baba na dziada. Pomodlić się za nich to nie ostatni nasz obowiązek, musimy działać, ostatnio słychać wiele głosów normalnych, lewica jakoś się nie ujawnia, ale do tej pory tylko ich było słychać. Pożegnaliśmy Lecha Kaczyńskiego, pierwszego Prezydenta wszystkich Polaków, musimy o tym pamiętać i nie możemy pozwolić, aby śmierć tych ludzi poszła na marne, musimy się zjednoczyć i walczyć o Polskę. Z Bogiem. J.S. 

 Od redakcji:  Jak zwykle, czytam Pana i drapię się po czuprynie.

 Szanowna Redakcjo!
 Wielu naszych rodaków oglądało walkę bokserską Tomasza Adamka z Chrisem Arreolą.  Muszę przyznać, że nie jestem zwolennikiem walk bokserskich, bo to walenie się wzajemnie dwóch ludzi po głowach nie każdego może pociągać.  Pomijając, że to dla uczestników tych walk źródło zarobku, dla widzów pewnego rodzaju igrzyska, trudno doszukać się jakichś wartości. Boks to dyscyplina sportowa. Dyscyplina, na to zgoda, ale sportowa już mniej. Niektórzy mówią, że to sport walki, lepiej to pasuje niż walka sportowa. Na pewno pięknej, sportowej rywalizacji tu nie ma i trudno też takiej oczekiwać. Mając też w pamięci niedawne walki naszej nadziei na mistrza świata w wadze ciężkiej Andrzeja Gołoty, domyślam się, że nie tylko ja tak myślę. Jednak w ostatni weekend walka Tomasza Adamka i Chrisa Arreoli rzuciła trochę inne światło na tę dyscyplinę sportu. Walka nie o mistrzostwo świata, ale równie ważna szczególnie dla Tomasza Adamka, bo przecież przeszedł do wyższej kategorii i znawcy tematu nie życzyli mu większych sukcesów. Wręcz twierdzono, że kolejni przeciwnicy przejdą po nim i sprasują go jak walec. 
 Co więc się stało, że wielu sceptyków, którzy nie wierzyli w Adamka, zobaczył na własne oczy, że się mylą. Źródło sukcesów Adamka tkwi w jego psychice. Adamek wierzy w siebie, wierzy w to, że gdy będzie dobrze przygotowany i pozna sposób walki przeciwnika, czyli rozpracuje go przed walką, osiągnie sukces. Adamek pokazuje nam, że w boksie to nie tylko siła mięśni, które są ważne, ale jest też wszechstronne wyszkolenie techniczne i inteligencja. To może doprowadzić do sukcesu. Tomasz Adamek jest człowiekiem wierzącym i wiara dodaje mu siły.  Sam to wielokrotnie podkreślał, że wiara w Boga, jego wsparcie zastępuje mu psychologa. Tym czuje się mocny. 
 Możemy sobie wyobrazić napięcie nerwowe naszego zawodnika, potęgowane jeszcze przez media, no i miejsce pojedynku właściwie w paszczy lwa. Igrzyska odbywają się przy granicy meksykańskiej, tam najwięcej mieszka zwolenników Arreoli, który stamtąd pochodzi. Może on liczyć na doping i taki otrzymuje, widać to po tym tłumie na widowni, żądnym krwi. Takim nie podoba się, gdy walka jest zbyt pasywna i mało się dzieje na ringu. Tak też i tu było, gdy przeciwnicy się "badali" i mało było walki, słychać było gwizdy i pomruki niezadowolenia. Nasz bokser wytrzymał to wszystko, oparł się wszelkiej presji i zadziałało to, co chciałbym zaznaczyć, zadziałała mocna psychika. Polacy też kibicowali Adamkowi, i to bardzo skutecznie, było ich słychać, ale to za mało. Tu muszą być mocne nerwy, nie tylko siła, było widać, że głowa Adamka, mimo że otrzymał wiele mocnych ciosów, "była na swoim miejscu", Adamek się nie przestraszył, choć był w opałach, w tej walce myślał. Gdy był kryzys, przywarł do przeciwnika i ten nie miał możliwości działania. Nie było "cios za cios", tylko punktowanie. Ktoś zauważył, że Adamek cały czas się cofał, albo że Arreola uganiał się za Adamkiem po całym ringu, ale przy okazji tej gonitwy otrzymywał dosyć mocne ciosy, co było widać na jego twarzy.  Jak już wspomniałem, nie lubię boksu, ale  ten pojedynek mógł się podobać, bo nie było mordobicia (chociaż trudno, żeby po 12 rundach twarze bokserów wyglądały jak przed walką), ale umiejętne schodzenie z linii ciosów, przez urozmaiconą gamę uników i wyprzedzanie w zadawaniu ciosów przez naszego pięściarza. Jestem pełen uznania dla sędziego ringowego, który nie czyhał na błąd Adamka, żeby dać mu ostrzeżenie za ciosy poniżej pasa, choć kilka razy go upomniał. Przyznać trzeba, że kilka ciosów było na granicy faulu.  Kończąc, chcę powiedzieć, że jestem pełen podziwu dla Adamka, bo oglądałem Arreolę wcześniej i wszystkich kosił bardzo szybko, przegrał tylko z Kliczką, nasz pięściarz znalazł na niego sposób. Mimo że próbował wielokrotnie złamać Adamka, ten mimo silnych ciosów, nawet bardzo mocnych, nie załamał się. Te kilka prób zniechęciło Arreolę, doszedł do wniosku, że nie ma sposobu na Adamka i już nie był tak aktywny, był już wyczerpany. Podkreślam to, bo pamiętamy Gołotę, fizycznie był na pewno silniejszy od Adamka, ale przegrał z nim bezpośrednio i z wieloma teoretycznie słabszymi przeciwnikami. Było też tak, że rezygnował z walki, bo myślał, że przegrywa, a było też tak... jak Tyson, ale na pewno Gołota też nie chciał przegrać żadnej walki. Niestety, brakowało tych cech, które ma Adamek.  Wyszkolenie techniczne, lekkość, precyzja w zadawaniu ciosów, szybkość, inteligencja, spryt i najważniejsza odporność psychiczna, te cechy Adamka pozwolą mu na osiągnięcie życiowego sukcesu, jakim jest tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. Po dorzuceniu kilku kilogramów do swej wagi, Tomasz Adamek i my wszyscy będziemy się cieszyć z sukcesu, który jest tak bardzo nam, Polakom, potrzebny. Jest to realne, bo Tomasz Adamek to nie byle jaki bokser, trzeba pamiętać, że na 41 stoczonych walk przegrał tylko jedną.
 Życzymy Tomaszowi sukcesów  i trzymamy kciuki.
 Z pozdrowieniem
Jerzy Rozenek

 Od redakcji:  Tomasz Adamek to nasz człowiek.

 Kwestia smaku 
 Dla każdego człowieka katastrofa prezydenckiego samolotu koło Smoleńska była tragedią; bez względu na rasę, pochodzenie, miejsce zamieszkania, przekonania polityczne. Nie zdarza się na co dzień, aby blisko 100 ważnych osób, reprezentujących w większości jeden obóz polityczny - poniosło śmierć, i to w bardzo podejrzanych okolicznościach. 
 Kiedy byliśmy pogrążeni w smutku, żałobie - znaleźli się tacy, którzy chcieli się zabawić polskim kosztem, tacy, dla których nawet śmierć jest li tylko pretekstem do pokazania siebie.
 Mam na myśli belgijską "Gazet van Antwerpen" i niemieckiego półgłówka (bo inaczej trudno go nazwać) Urbana Priota. Ale po kolei.
 Belgijska gazeta zamieściła rysunek "The Eagle has Landed": czarna wrona wbija się w czerwień... Ani to śmieszne, ani skłaniające do refleksji. Jedną z osób, które poczuły się dotknięte rysunkiem, był Marek Celejewski z Toronto, który 16 kwietnia wysłał list na adres belgijskiego konsulatu w Toronto. Napisał w nim, że jest oburzony wymową satyry, mało tego, zasugerował, aby odpowiedzialny za ten incydent został wyrzucony z pracy.
 Cztery dni później konsul Paul De Vos, w bardzo grzecznym liście, wyraził żal z powodu nieszczęsnego rysunku na łamach "Gazet van Antwerpen", wyraził także nadzieję, że ten incydent nie wpłynie na bardzo dobre stosunki polsko-belgijskie.
 Ktoś powie, że to mała sprawa - ja podkreślę natomiast wrażliwość p. Marka, który zaprotestował i swój cel osiągnął: oficjalny przedstawiciel Belgii wyraził żal z tego powodu. Mało tego, Mr. Kerkhore, który ponosi odpowiedzialność za dopuszczenie "satyrycznego" rysunku do druku, wyraził żal i przeprosił za to, co się stało.
 Inna historia związana jest z Urbanem Prialem, który prowadzi comiesięczny program "Neues aus der Anstalt"; program określany mianem satyrycznego. Ponoć ma to być satyra polityczna, która nikogo nie oszczędza, ale robienie sobie przysłowiowych "jaj" z człowieka, który poniósł śmierć?  A na takie "dowcipy" Urban Prial sobie pozwalał, co wypełniona po brzegi widownia nagradzała gromkimi brawami i salwami śmiechu...
 Oczywiście, niemieckie poczucie humoru jest specyficzne, ale oprócz tego chyba jest jeszcze ktoś, kto odpowiada za wygłupy klowna? I pomimo protestów m.in. ambasadora Polski w Niemczech, Marka Prawdy, program jeszcze kilka razy powtórzono!
 Szef telewizji ZDF, Peter Frey, niby uderzył się w pierś, ale w swej wypowiedzi położył nacisk na to, że przecież bardzo obszernie relacjonowano wszystko to, co związane było z katastrofą prezydenckiego samolotu. O co więc chodzi? Jest przecież wolność, swoboda wypowiedzi, artysta ma prawo do własnej wizji świata i własnej oceny tego, co się wokół dzieje.
 Przedstawicielka niemieckiego MSZ (po polsku!) powiedziała jednak wyraźnie, że było to karygodne i nie powinno mieć miejsca.
 I jeszcze jedna historia związana ze śmiercią prezydenta Kaczyńskiego i oświadczeniem Jarosława, że będzie się ubiegać o prezydenturę. Dodajmy, że są w Polsce liczni zwolennicy kierunku politycznego, który realizowali bracia Kaczyńscy. Są też potężne siły, które uczynią wszystko, aby Jarosław Kaczyński poniósł klęskę! Nie mnie oceniać, czy uczynił rozsądnie - za dwa miesiące poznamy odpowiedź. Dziś tylko chcę uczulić czytelników na zawartość polskich mediów. W zdecydowanej większości będzie to atak, niestety.
 Pamiętamy doskonale okoliczności pogrzebu Prezydenta, podjęcie decyzji o pochówku na Wawelu przez kardynała Dziwisza i falę nienawistnych komentarzy pod adresem Jarosława właśnie, że brata chowa wśród królów... Kiedy to czytałem, czułem zimne dreszcze i mówiłem sam sobie, że z PiS-u kogoś oddelegują do walki o prezydenturę, bo to, co piszą teraz, to tylko przygrywka do tego, co może nastąpić.
 I nie czekałem zbyt długo, na łamach "Rzepy" Marek Magierowski przypuścił bezpardonowy atak, roi się w nim od zarzutów i strachów, że to niby nadciąga upiór IV Rzeczpospolitej, już zacierają ręce Giertych, Ziobro, że znów upiór lustracji powróci... Ale może chociaż fragment tego, co napisał Magierowski: 
 "A zatem nie minęły nawet trzy tygodnie od katastrofy prezydenckiego samolotu, a hydra IV RP znów podnosi swe niezliczone łby. Jarosław Kaczyński nie uszanował żałobnej atmosfery pogrzebów najbliższych współpracowników i rozpoczął bezwzględną, polityczną walkę. Mimo apeli wielu intelektualistów o spokojną, wyciszoną kampanię prezydencką, już widzimy, jaką drogą pójdzie prezes PiS. 
 Owe ?AaaaÉ= zwiastuje, iż będzie to kampania pełna zacietrzewienia, brutalności, ciosów poniżej pasa i "dziadków z Wehrmachtu". Jarosław Kaczyński jest bowiem gotów uczynić wszystko, by wrócić do władzy, gdyż władza jest jego obsesją. IV RP powraca niczym przerażające widmo. Nadciąga z jeszcze większą mocą, gdyż czerpać będzie pełnymi garściami z nowego mitu - mitu męczeńskiej śmierci Lecha Kaczyńskiego. Nikt nie ma złudzeń: w tej kampanii przeciwnicy PiS będą okładani trumnami ofiar smoleńskiej tragedii. 
 Złowieszcze ?AaaaÉ= Jarosława Kaczyńskiego rozbrzmiewa dziś niczym echo wydobywające się z wawelskiej krypty. To będzie kampania dramatyczna, agresywna i pełna pseudopatriotycznego patosu. Już pełźnie jak żółw leniwa, ulewa brzemienna, i z nieba aż do ziemi spuszcza długie smugi. To ponure smugi pisowskiej retoryki. Czyż naprawdę trudno dostrzec, jak wielkie zagrożenie stoi dziś przed nami? Czy historia niczego Polaków nie nauczyła? Wraca wszak IV RP, z szambem esbeckich teczek, z opluwaniem ludzi prawych, zniszczeniem prawdziwych bohaterów naszej wolności".
 Czytałem i nie wierzyłem, stąd odwołanie do poety i jego słów o smaku - na pewno nie smaku kulinarnym. I jak już kiedyś zaznaczyłem, że polityka krajowa nie bardzo mnie rajcuje, po takich zapowiedziach, jak M. Magierowskiego, gotowy jestem głośno powiedzieć: niech się pan trzyma, panie Jarosławie! Jest pan naszą ostatnią nadzieją...
Leszek Wyrzykowski
Windsor
 PS W jednym z poprzednich numerów "Gońca" raczyła zwrócić uwagę na moje skromne pisanie "Agnieszka z Calgary". Co prawda tekst ów nosi wszelkie znamiona chuligańskiej napaści, a zatem polemika nie wchodzi w grę. Ale też żeby nie być chamem, który nie odpowiada kobiecie,przesyłam fraszkę:
 Na Agnieszkę z Calgary.
 Ach, gdybym nie był już tak stary 
 Pędziłbym całować twe rączki w   dalekim Calgary! 
 Wiesław Wyrzykowski

 Od redakcji: Panie Wiesławie, pisaliśmy już o belgijskim wybryku.

 Szanowni Państwo, 
  Proszę o pomoc przy zbieraniu podpisów za granicami Polski i udzielenie odpowiedzi w jak najszybszym czasie; chcemy się włączyć i poprzeć kandydaturę Pana Premiera Jarosława Kaczyńskiego (otrzymałam już biuletyn z załączonymi formularzami, instrukcją i kontaktami w Polsce):    1) kto koordynuje zbieranie podpisów od obywateli RP zamieszkałych poza granicami RP (proszę o kontakt), a w szczególności w Kanadzie (mieszkam w Toronto), 
 2) w jaki sposób Rząd Polski ma zamiar zagwarantować prawa wyborcze obywateli w tych wyborach, mając na uwadze nagły charakter tych wyborów i długi okres załatwiania spraw przez polskie urzędy, szczególnie za granicą:
 a) w jaki sposób Państwo Polskie zagwarantuje czynne prawo wyborcze obywatelom, którym urzędy paszportowe, ambasady i konsulaty nie zapewnią na czas wystawienia dowodów osobistych, paszportów lub przyznania numeru PESEL, biorąc pod uwagę, że data wyborów jest nagła i wielu obywateli RP nie ze swojej winy, lecz z powodów leżących po stronie urzędów państwowych, może nie mieć zagwarantowanego w praktyce konstytucyjnego prawa wyborczego z powodu opóźnienia wystawienia dowodu, paszportu  lub nr PESEL, posiadania ważnego paszportu bez nr PESEL  itp., 
 b) w jaki sposób obywatele RP zamieszkali za granicą mogą włączyć się w organizowanie zbierania podpisów pod poparciem kandydatury Pana Premiera Jarosława Kaczyńskiego (proszę o kontakt), 
 c) kto jest mężem zaufania PiS-u w tych wyborach w Konsulacie Generalnym RP w Toronto (proszę o kontakt) i w innych punktach wyborczych w Kanadzie?
 Z poważaniem, 
 Lidia Sokołowska-Cybart

 Od redakcji: Szanowna Pani, p. Kaczyńskiemu z pewnością wystarczy głosów w Polsce, a mobilizować  trzeba się tam, gdzie ta mobilizacja coś konkretnego wnosi na wybory. Nie strzelajmy do wiwatu. 

 Bieżąca Kronika Mississaugi w oczach Babci Polki
 W Kanadzie jestem "czasowo", lecz staram się uczestniczyć w życiu miejsca, w którym przyszło mi przebywać. W rocznicę Zbrodni Katyńskiej byłam przy pomniku ofiar Katynia.
 Ponieważ jestem łodzianką, uczestniczę w zebraniach Przyjaciół Ziemi Łódzkiej.
 W Łodzi rozmawiałam z dziennikarzem Markiem Filanowiczem i uświadomiłam mu, że nie tylko kawiarnia Granowskiej jest śladem "łódzkości" w Toronto. Dziennikarz ów prezentował swoje wrażenia w Radiu Łódź. 
 Wczoraj, 27 kwietnia, pierwszy raz od chwili ostatniego pobytu w Kanadzie miałam "oczy na mokrym miejscu". Otóż z całą rodziną (4 osoby) zostaliśmy zaproszeni do Mississauga Convention Centre. We wspaniałym budynku i okazałej sali widowiskowej odbyła się niecodzienna uroczystość. Byli odznaczani i wyróżniani ludzie zasłużeni dla miasta i jego najbliższych okolic. Ludzie, którzy profesjonalnie i z potrzeby serca stają w obronie innych i starają się zagwarantować im bezpieczeństwo na co dzień.
 Specjalnie zwróciłam uwagę, że uczestniczące w spotkaniu panie mer miasta Mississauga - jak zwykle pełna temperamentu i serdeczności - oraz  pani mer miasta Brampton są sympatycznymi kobietami w dojrzałym wieku.
 Na podium pojawiali się kolejno zasłużeni obywatele (kobiety, mężczyźni, a nawet prawie dzieci), a niestrudzona lektorka opowiadała o ich pracy i poświęceniu dla innych. Co chwila padało słowo "dziękuję", a pełnej widowni puchły ręce od oklasków!
 Na podium stanął również mój 25-letni wnuk..
 I wtedy musiałam otrzeć łezkę. Przypomniałam sobie, jak trudną drogę odbyło to 3-letnie dziecko z dalekiej Łodzi, aby po tylu latach znaleźć się na podium w Mississauga Convention Centre i od tutejszych mieszkańców i władz usłyszeć słowo "Dziękujemy".
 I nagle zaczęłam wątpić, czy moje potępienie wyjazdu dzieci z Polski jest na pewno słuszne...
 PS Jak każda babcia, zbieram pamiątki, robię zdjęcia i zakładam tematyczne albumiki fotograficzne (nie uznaję zdjęć na płytkach komputerowych ). Od chwili przyjazdu mam już dwa albumiki:
 1. Kanadyjscy przyjaciele,
 2. 70. rocznica Katynia i katastrofa katyńska, teraz zakładam trzeci: Kanadyjskie losy mojego Wnuka.
 (nazwisko tylko
do wiadomości redakcji)
Od redakcji: Pięknie dziękujemy za list.
 
 
 
 
 
 

GONIEC nr 16/2010
 

 Szanowna Redakcja,
 Uprzejmie proszę o wydrukowanie artykułu: "Ojczyzno, Matko Nasza".
 ***
 Ojczyzno, Matko Nasza
 Nawet w górze księżyc blady
 srebrnymi łzami łkał,
 gdy ujrzał nasze barykady
 z ofiarnych ciał.
                                    Jan Romocki
 Pani Nasza Jasnogórska, opiekunko Narodu Polskiego, połącz nas z Polonią światową i z Ojczyzną naszą, a także ze światem ludzi dobrej woli, którzy w tak wymowny sposób dzielą z nami ból, rozpacz i współczucie dla Narodu polskiego.  W sobotę, 10 kwietnia, o godzinie 8.56  jak grom z jasnego nieba dociera do wszystkich tragiczna wiadomość.  Rozlega się jęk i płacz. Śmierć brutalnie przypomina o żniwie sprzed 70 laty.
 Jak gdyby za mało tej tragedii. Ziemia rosyjska znów jest zbroczona krwią polską najlepszych córek i synów naszej Ojczyzny. Zginął Prezydent z Małżonką i kwiat naszego Narodu. Dlaczego tak się stało? Jedynie duch białego orła o wszystkim dobrze wie, bo krążył i był blisko nich, wołał rozpaczliwym głosem: "Boże mój Boże, nie zabieraj nam ich; dość już bólu i łez". On widział strach i rozpacz w ostatnich sekundach ich życia.  Wierność i miłość do Ojczyzny tych ofiar jest prawdziwym wzorem zapisanym w historię naszego Narodu. 
A teraz wy, nieliczni, niegodni córki i synowie nie naszej ziemi, którzy kpinami i drwinami w mediach rozpowszechnialiście fałsz, podłe kłamstwa i obłudność, niech to dla was będzie ostre ostrzeżenie, że każdy musi odpowiedzieć za swoje czyny, czy wcześniej czy później. To jest jedyna sprawiedliwość na świecie.
Mam przed sobą artykuł z gazety "Super Express" z 14 kwietnia 2009 roku zatytułowany: "Wielkanoc u Kaczyńskich". Zabrakło Panu miejsca na podpisanie się pod tym artykułem, więc kieruję uwagę do Pana: utalentowany Polityku, zapomniał Pan, że do mężów stanu należy się zwracać czy pisać o nich, tytułując ich parlamentarnie. Opisując migawki z życia prywatnego Premiera, na przykład, gdy w kościele brał on udział w ceremonii wielkanocnej, ośmieszył się Pan, chcąc ośmieszyć Premiera, który wykonywał zaszczytną dla nas chrześcijańską posługę. 
 Zwycięstwa, które rodzą się z nienawiści, nie mogą rokować dobra przyszłości. Zdobywać miłość nie jest łatwo. Trzeba posiadać wrodzoną umiejętność władania tą delikatną taktyką. Mania nietaktownego, złośliwego dowcipkowania i przypisywania obraźliwych epitetów była na porządku dziennym taktycznej dyplomacji Pana Donalda Tuska w stosunku do rządzących mężów stanu, którzy sercem polskim i duchem narodowym okazali się najbardziej skutecznymi w odnowie naszej Ojczyzny.
 Zginął przywódca narodu polskiego, który zasłużył na honory i uznanie.  Cały świat solidaryzuje się z nami i wyraża współczucie dla tragedii Polski.
 Maryla Emilia Lis
Sekretarz 
Związku Ziem Wschodnich 
w Toronto

 Od redakcji: Naród Polski zasługuje na honory i uznanie.

 Szanowny panie Jerzy,
 Znowu natrafiłem na wydanie "Gońca", a w nim kolejny pański artykuł odnośnie do oczywiście motoryzacji. To temat, w którym porusza się Pan zupełnie swobodnie i zapewne jest to poparte nie tylko pasją, ale jakimś doświadczeniem zawodowym. Ale przejdźmy do rzeczy. Chciałbym dodać coś od siebie odnośnie do ostatniego artykułu w wydaniu z 9-15 kwietnia 2010 r. Poruszył Pan zagadnienie ostatnio głośnego terminu z powodu kłopotów Toyoty tzw. "brake override" lub jak się to też nazywa "brake priority". Myślę, że wkradła się pewna techniczna nieścisłość w Pana tekście, a właściwie w małej części tekstu. 
 Otóż pisze Pan: ..."brake override system w momencie hamowania wyłącza instalację sterującą pedałem przyspieszenia...". Obawiam się, że jest tak, że tym co steruje pedał przyspieszenia jest tylko i wyłącznie stopa kierowcy. W systemie "drive-by-wire" pedał gazu po naciśnięciu ową stopą porusza jedynie coś jakbyśmy nazwali zwykły potencjometr znany np. z zastosowania do regulacji głośności w naszym zwykłym odbiorniku telewizyjnym. Oczywiście w samochodzie jest wykonany w wersji do wiele cięższej pracy. Stąd z kolei sygnał jest kierowany do komputera pokładowego zbierającego impulsy zarówno z pedału gazu, jak i masy innych czujników rozmieszczonych w całym aucie. Taka centralna jednostka wysyła następnie sygnał sterujący otwarciem dopływu powietrza do zaworów ssących w urządzeniu zwanym "body trottle", wzbogacając mieszankę paliwowo-powietrzną. Również i pedał hamulca, a nawet dynamika jego naciskania, jak i samo jego przesuwanie się pod wpływem nacisku stopy kierowcy jest monitorowane poprzez serię kilku czujników wysyłających odpowiednie impulsy do jednostki zawiadującej, czyli znowu komputerem pokładowym. 
 W obecnie dziś produkowanych samochodach zastosowanie funkcji "brake priority" nie wymaga jakiegoś gruntownego opracowania systemowego, a jedynie przeprogramowanie algorytmu w ten sposób, aby występujące w tym samym czasie impulsy zarówno z pedału gazu i hamulca powodowały redukcję mocy do silnika, niekoniecznie jej całkowite odcięcie. Takie rozwiązanie, jak Pan słusznie pisze, stosuje już wiele firm zarówno amerykańskich, jak i japońskich. Toyota decyduje się na to teraz w fabrycznie nowych samochodach, ale może to być zrobione w już wyprodukowanych autach w każdym autoryzowanym serwisie poprzez załadowanie nowej wersji oprogramowania uwzględniającej już wymagania "brake priority". Szefowie Toyoty tłumaczyli ten fakt, że do tej pory to kierowcy dawali decyzje o dowolnym i niezależnym użyciu systemu hamowania i przyspieszania. Rozdmuchany ponad proporcje szum poprzez inspirowane media spowodował, że Toyota została zmuszona niejako do zaakceptowania narzuconych sobie warunków. Zakończyło się to tylko tym, że lojalność właścicieli Toyoty czy Lexusa pozostała na niezmienionym poziomie wynoszącym ok. 70 proc., natomiast protegowany rządowy koncern GM nadal oscyluje w granicach zaledwie 50 proc.
 To tyle, panie Jerzy, tytułem uzupełnienia do pańskiego ostatniego tekstu, które zawsze, o ile mam możliwość, z przyjemnością czytam.
 Życzę powodzenia w zdobywaniu kolejnych czytelników pańskiej motoryzacyjnej rubryki.
 Z poważaniem 
 Krzysztof Puchatek
 Oakville

 Od redakcji: Z prawdziwą przyjemnością czytam Pańskie informacje dotyczące systemu brake override - myślę, że jego upowszechnienie zmniejszy ryzyko wypadku w razie zacięcia się pedału gazu. (JR) 

 ***
 Proszę mi powiedzieć, co miałeś na myśli pan, jak w ostatnim artykule (na ostatniej stronie) napisałeś, że cyt. "kiedy kilka miesięcy wcześniej ten sam prezydent w imieniu narodu zrzekł się niepodległości państwa polskiego". Czy jest coś, o czym my, zwykli uchodźcy z komunistycznego bagna, żyjący tu, nie wiemy? Czy jesteś aż tak dobrze poinformowany... itd. Może chodzi Ci, że wskutek propagandy czy skandalu  zyskujesz tani poklask? Lub zwiększenie nakładu? Proszę o wyjaśnienia (o które jegomościa można prosić). Nie wszyscy, co opuścili Polskę, a mieszkają np. w Mississaudze, są dziećmi SB-ci i są ciemni, którym można nawkładać bolszewicką propagandę. Uczestniczymy pełnią naszego polskiego pochodzenia we wszystkim, co ma związek z Polską. Choćby czytając "polską prasę", jakim do niedawna uważałem "Gońca". Chcę, aby ten cudzysłów, jaki użyłem w odniesieniu do Twojej gazety, zniknął. Stanie się to po wytłumaczeniu tych bredni, jakimi karmisz nas czasami. W odpowiedzi na milczenie tej sprawy Twoja gazeta zniknie z wielu domów. Co na pewno Cię nie martwi, ale pamiętam czasy, jak towarzysze z trybuny ludu też się nie martwili. 
M. Kowal 

 Od redakcji: Gdyby Pan czytał "Gońca", to to "coś"  by Pan wiedział. Zapraszam do lektury.

 Polska okryta żałobą - przerwana misja Prezydenta
 Z wnętrza mojego serca wydobywa się olbrzymi krzyk rozpaczy i ktoś na pewno powie, że nie ma ludzi niezastąpionych. Owszem, są, ale człowiek człowiekowi nie jest równy, tak jak druga matka nie zastąpi matki rodzonej, choćby starała się jak najlepiej.
 Ci, co chcą już zastąpić Prezydenta, to nie tacy sami ludzie jak On, choć łączyły ich kiedyś te same ideały, to jednak chęć posiadania wszystkiego przesłania troskę o dobro wspólne, dobro kraju. Nowoczesność, to nie znaczy, że dobieramy sobie ludzi z dawnej nomenklatury, którzy niechlubnie zapisali się w latach najwyższej próby, a tak już się zaczyna dziać.
 Prezydentem musi być człowiek zdolny do kontynuacji dzieła prez. Kaczyńskiego, który jak każdy człowiek miał prawo się mylić, czegoś nie przewidzieć, ale był niestrudzonym wojownikiem o prawdę i godność swojego narodu. Kochał Boga, Ojczyznę, troszczył się o rodzinę, bronił suwerenności, bezpieczeństwa i upominał się o najbiedniejszych. To cecha człowieka jako Ojca Narodu, którego nie jest w stanie zastąpić ten, kto się dużo uśmiecha, dużo mówi i dużo obiecuje. Prezydent Kaczyński nie szukał poklasku, nie koiło Go poklepywanie po plecach czy pochwały przez środowiska medialne. Bronił interesu swojego kraju, przez to chyba nie był lubiany przez niektórych polityków krajowych czy zagranicznych, choć się tym zbytnio nie przejmował, będąc w przekonaniu, że robi to dla dobra wspólnego. Teraz, gdy Polska stanęła w obliczu tak strasznej tragedii, tych, którzy wciąż krytykowali Prezydenta, dziś dręczy sumienie, że kłamali, że niesłusznie oskarżali, wyśmiewali i obrażali. Niektórzy z serca czy z wyrachowania ronią krokodyle łzy i mówią, że "Prezydent był wielkim człowiekiem", kiedy więc mówią prawdę i czy ci ludzie są teraz wiarygodni? Jakim człowiekiem był Prezydent i Jego Małżonka, niech świadczą o tym tłumy witające Ich ciała na trasie z lotniska do Belwederu i tłumy ludzi stojących przed Pałacem przez kilkanaście godzin, aby pochylić czoła i oddać hołd parze prezydenckiej. Łzy rozpaczy, słowa pożegnania i podziękowania dla Prezydenta przekazują dziennikarzom oczekujący w kolejce. Ta ilość zniczy i kwiatów, to nie jest odruch przychodzących dla spędzenia czasu. To jest wyraz szacunku i miłości dla ludzi, którzy nie zdradzili Narodu, Polski i Jej ideałów.
 Zapowiedź przyjazdu na pogrzeb pary prezydenckiej tylu prezydentów, królów i różnych delegacji z całego świata, to duma dla Polski, która urodziła i wychowała takiego człowieka, to honor dla polskiego narodu, ale i drogowskaz, czym należy się kierować, wybierając głowę państwa polskiego. Dlatego też nie mam wątpliwości, że Prezydent wraz z małżonką zasłużyli na spoczynek między wielkimi bohaterami i mężami stanu na Wawelu.
 Nie można porównywać zasług Prezydenta z zasługami muzyków, pisarzy czy reżyserów, bo tacy są geniuszami w swoim fachu.
 Prezydent Lech Kaczyński złożył na ołtarzu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej najwyższą ofiarę życia, w drodze po prawdę. Razem z Nim oddali swe życie najlepsi z najlepszych, zamykając tym samym listę ofiar Katynia, które przez 70 lat domagały się prawdy o tej okrutnej zbrodni. Teraz świat dowie się o tej prawdzie i zasługach naszego Prezydenta. Niech ta niewinna śmierć 96 osób, kwiatu polskiej polityki, obronności i przedstawicieli życia społecznego, przekona wielu wątpiących, jak wielka jest cena miłości Ojczyzny i nie każdy jest w stanie zdobyć się na taką odwagę, która cechowała Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
 Dlatego ze łzami i na kolanach oddaję hołd Panu Prezydentowi i wszystkim, którzy polegli razem z nim. Do moich Rodaków wołam: obudź się Polsko, Ojczyzno moja, obudźcie się Rodacy, nauczcie się cenić ludzi skromnych, ale uczciwych, nie patrzcie, co ładne na wierzchu, sięgajcie do wnętrza.
 Przesyłając narodowi polskiemu głębokie wyrazy współczucia, pozostaję w nieutulonym żalu i głębokiej żałobie.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton

 Od redakcji: RIP.

 ***
 Tragedia, która wydarzyła się teraz w Katyniu, nie da się wytłumaczyć ludzkim rozumem, jak to niektórzy nazywają, zbiegiem okoliczności obchodów 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Są chyba tacy, którzy się cieszą, nienawidząc prezydenta i PiS-u. Przejaw zjadliwej nienawiści wyrażali często. Szydzili, poniżali, wyśmiewali, szykanowali prezydenta i PiS. Chociażby na wyjazdy za granicę. Tak jak było z ostatnim wyjazdem do Katynia. Tusk podzielił te obchody, że prezydent jechał oddzielnie w innym dniu. To skandal premiera i rządu. Wrogowie prezydenta i PiS-u oficjalnie mówili, że trzeba wszystko zrobić, aby nie dopuścić prezydenta do ponownego wyboru. Parę dni temu Tusk w parlamencie powiedział do opozycji: "wyginiecie jak dinozaury". To była jakby zapowiedź tego, co się stało. Często wypowiadane słowa "wszystko" mówią same za siebie. Są to słowa niebezpieczne i niepohamowane w działaniu. Jeśli to wszystko przyczyniło się do tej tragedii, to trzeba tylko dodać napis katów "wykonało się" jak na krzyżu Chrystusa. W paru miesiącach odbędą się wybory prezydenta. Ironią losu byłby wybór Komorowskiego z PO. Przecież w Polsce są jeszcze dobrzy politycy i patrioci, jak np. A. Macierewicz. Może on jeszcze by uratował Polskę. Czy wreszcie wrogowie Polski i Polaków zrozumieją, że Polska jest krajem suwerennym, katolickim, często przelewanej krwi o swoją wolność i niepodległość. Czy można prosić Boga o wybaczenie im, chyba nie, bo oni wiedzą, co czynią, bo ci co ukrzyżowali Chrystusa, nie wiedzieli, a w dodatku Bóg daje im dużo czasu na nawrócenie się, i nie chcą skorzystać z tego.
S.W.

 Od redakcji: Szanowny Panie, katastrofy też można tłumaczyć ludzkim rozumem.

 Moi Drodzy!
 Jest trzeci dzień po tej straszliwej dla Polski tragedii. Nie mogę się odnaleźć. Zginęli wspaniali ludzie, razem z Lechem Kaczyńskim i Jego Żoną. Osobiście znałem Panią Annę Walentynowicz. Często dzwoniłem do Niej. Wiem, że Jej Syn pojechał do Moskwy - powiedziała mi wnuczka Pani Anny. Dowiedziałem się z Poznania, że ci dziennikarze, którzy opluwali Prezydenta, dziś się kajają w polskiej telewizji. Córka mojej koleżanki z Nowego Tomyśla po tej strasznej wiadomości dostała rozstroju nerwowego żołądka - tak to przeżyła. Mam nadzieję, że teraz Polacy zrozumieją, na kogo należy głosować. Może teraz Polacy wybiorą swoją przyszłość i zaczną się interesować polityką, czyli tym, co się w Polsce dzieje, a dzieje się bardzo źle.
 Powstań Polsko - obudź się Polsko, czas najwyższy. 
 Z serdecznymi pozdrowieniami dla Całego Zespołu Redakcyjnego "Gońca", zostańcie z Bogiem, śle
Kazimierz Weber
Windsor

 Od redakcji: Łączymy się w nadziei.

 Szanowny Redaktorze!
 Przed godziną, słuchając "Siódemki", przeżyłem bardzo przykry szok. Powód - dobór muzyki cenionego za twórczość Haydna, który przypomniał mi czasy, kiedy na Wschodzie strzelano w głowy mojego stryja i ojca chrzestnego i w tym samym czasie, będąc w Poznaniu, byłem "częstowany" słynną kompozycją Haydna, do której pierwsze słowa to "Deutschland, Deutschland ueber alles...". 
 Czytelnicy torontońskiego "Neue Welt", o ile słuchali, byli zapewne bardzo zadowoleni.
 A propos "Neue Welt": do walki mającej udowodnić, że to właściwie nie Niemcy wywołały II wojnę światową, wytaczają ciężką artylerię w postaci pana Generalmajor a.d (pensjonowany) Gera Schultza-Rhomhofa, autora potężnej księgi pt. "1939 - Der Krieg, der viele Vaeter hatte" (1939 - Wojna, która miała wielu ojców). Pan ten, urodzony po wojnie, zna ją chyba tylko z opowiadań sklerotycznych dziadków oraz z... wojennych artykułów pisanych w "Volkischer Beobachter". Notabene paniusia, o której wspominałem w ubiegłorocznym liście ("Goniec") nr 18), posługiwała się bardzo podobnym językiem do używanego przez pana Schulza. Czyżby oboje korzystali z tego samego źródła kłamstw???
 Jeszcze trochę o "Neue Welt" z dnia 10 lutego 2010. Nieautoryzowany artykuł zatytułowany "Skandal w Polsce - ofiary ?Gustloffa= nie zasługują na pomnik?? Sprawa tablicy pamiątkowej w marynarskim kościele w Gdyni". Zgadzam się z tym, że ofiarom należy się pamięć, ale dla zachowania prawdziwej równowagi zaproponowałem PIN-owi umieszczenie tablicy pamiątkowej w jakimkolwiek kościele w Neustadt. Tablica winna opiewać wypadek z dnia 3 maja 1945 roku, kiedy alianckie samoloty zbombardowały statki "Thilbeck, "Athen", "Elmenhorst", "Deutschland" oraz "Cap Arcona". Na statkach tych byli zaokrętowani więźniowie z KZ-etów w liczbie plus minus 13.000. Z tej kąpieli uratowało się 329 Polaków oraz 80 więźniów innych narodowości. Tablica taka na pewno nie znajdzie uznania w oczach "Aliantów", ale oni oddali Stalinowi połowę Europy w Jałcie i raczej nie spodziewałbym się wyrzutów sumienia z ich strony przez taki drobiazg jak śmierć tysięcy ludzi w wodach Morza Północnego (właściwie to zachodnia część Bałtyku).
 Osobiście zobowiązałem się do finansowej pomocy w opracowaniu i umieszczeniu takowej tablicy.
 Z poważaniem,
Martin Skoczynski
Toronto

 Od redakcji: Ciekawe informacje.

 Panie Redaktorze
 Ja w sprawie emerytur z Polski, na co to komu przydatne takie bezmyślne i głupie pomysły. Ciężko pracowałam w Polsce od 17 lat w rolnictwie. Mając 56 przyjechałem do Kanady. Wypracowaną w Polsce emeryturę, czyli rentę, odkładałam, aby mieć parę groszy jadąc do Polski raz na 3 - 4 lata, aby pojechać do uzdrowiska na dwa tygodnie i móc przeżyć i bilet zapłacić, leki. I co mi z tego zostało w życiu, łącząc mi emeryturę kanadyjską z polską. Tu mam 1200 dol. i po połączeniu to samo. Gdzie moja renta z Polski, ciężko wypracowana. Jak można nas, emigrantów, w ten sposób traktować. Co Kanadzie do renty z Polski? Jak mam żyć, mając 69 lat i nie mogąc dorobić, bo jestem chora. Płacę mortgage 700 dol., utility 350 dol. Samochodu nie mam, bo nie utrzymam go, i do Polski raz na jakiś czas nie mogę pojechać, bo  nie mam za co. Za co ja mam przeżyć, chyba został kamień do szyi i do wody.
Czytelniczka "Gońca"

 Od redakcji: Dziękujemy za list, o sprawach tych pisaliśmy wielokrotnie. Wie Pani, ja 1200 dol. emerytury będę miał po 42 latach pracy w Kanadzie... Trzeba zreformować kanadyjski system emerytalny. (ak) 

 Informacja 
 o delegacjach zagranicznych
 Ministerstwo Spraw Zagranicznych informuje, że w uroczystościach pogrzebowych Pary Prezydenckiej w Krakowie wzięły udział następujące delegacje zagraniczne:
*ARMENIA - Przewodniczący Parlamentu Abrahamyan Hovik
*AZERBEJDŻAN - Premier Artur Rasizade
*BIAŁORUŚ  - Przewodniczący Parlamentu Barys Batura
*CZECHY - Prezydent Vaclav Klaus z Małżonką, Premier Jan Fischer
*ESTONIA - Premier Andrus Ansip
*GRUZJA - Prezydent Mikheil Saakasshvili z Małżonką 
*KOSOWO - Prezydent Fatmir Sejdiu
*LITWA - Prezydent  Dalia Grybauskaite
*ŁOTWA - Prezydent Valdis Zatlers z Małżonką
*MAROKO - Premier  Abbas El Fassi
*MOŁDOWA - Pełniący obowiązki Prezydenta Mihai Ghimpu
*NIEMCY - Prezydent Horst Köhler z Małżonką, Minister Spraw Zagranicznych Guido Westerwelle
*PARLAMENT EUROPEJSKI - Przewodniczący Jerzy Buzek, Wiceprzewodnicząca Rodi Kratsa-Tsagarpoulou
*ROSJA - Prezydent Dimitrij Miedwiediew
*RUMUNIA - Prezydent Traian Besescu
*SŁOWACJA - Prezydent Ivan Gašparovič z Małżonką, Premier Robert Fico, Przewodniczący Parlamentu Pavol Paška
*SŁOWENIA - Prezydent Danilo Türk
*UKRAINA - Prezydent Wiktor Janukowycz, Minister Spraw Zagranicznych Konstantyn Hryshchenko
*WĘGRY - Prezydent László Sólyom, Premier Gordon Bajnai
 Piotr Paszkowski
 Rzecznik Prasowy
 ***
 Ciągnąc dalej poprzedni e-mail - z zachodniej Europy nie był NIKT!! Nawet z Austrii - a przecież z Wiednia do Krakowa jest "prawie za rogiem" - chyba nie więcej niż 400 km i być może nawet bliżej niż z Pragi do Krakowa. Vaclaw Klaus przybył, a z Wiednia NIKT. To samo można powiedzieć o Brukseli - Jerzy Buzek jechał samochodem, a innym się nie chciało...
 Podobno miała być królowa Danii, król Szwecji... i nic.
 Z poważaniem
J.K.

 Od redakcji: Prezydent Klaus już to podsumował.

 Niedzielna transmisja TV 
 Szanowny Panie Andrzeju!
 Piszę do Pana, żeby wyrazić swoje oburzenie na fakt wycięcia ze skrótu relacji z Krakowa (niedziela, godzina 19-20, kanał Rogers, prowadzący pan Śniegowski) dokładnie wszystkich informacji o państwu Marii i Lechu Kaczyńskich.  Zapewne ma Pan już liczne i dokładne informacje na ten temat.
 Łączę pozdrowienia,
 Stanisław Skonieczny 

 Od redakcji: Nie mam takich informacji.

 Polscy dziennikarze 
 widziani zza Atlantyku 
 Wypadek samolotu Tu-134 w dniu 10 kwietnia 2010 zmienił Polskę. Zmienił także nas.
 Uświadomił nam, jak daleko polskie ośrodki informacyjne przekształciły się w system opresji umysłowej. System, który jest zaprzeczeniem wolności, zaprzeczeniem ideałów leżących u podstaw walki o niepodległość.
 Patrząc na zmniejszające się z dnia na dzień grono weteranów drugiej wojny światowej, uświadamiamy sobie, że ich walka o wolność zakończyła się klęską. Klęską medialną. 
 O co walczyli nasi weterani? O wolność. A to oznacza wolne wybory. W wolnych wyborach wybiera naród swego prezydenta. Prezydenta, który reprezentuje nie tylko wyborców, ale także każdego z osobna, członka narodu.
 A co zrobiły ośrodki informacyjne? Sięgnęły do bagna, by swego Prezydenta obrzucać błotem. Przezwiska, wyśmiewanie się z fizycznych cech osobowych, oto język dziennikarzy, ludzi mających informować społeczeństwo o ich prezydencie. To błoto było rzucane nie tylko w osobę Prezydenta, ale także w tych wyborców, którzy prezydenta wybrali.
 Zmasowana akcja wybranych mediów na reprezentanta narodu była i jest zaprzeczeniem tego, co było nam przez wieki najdroższe: wolność. Media nam tę wolność odebrały. Zamiast obiektywnego wizerunku Prezydenta, otrzymaliśmy karykaturę, wymodelowaną umysłami perfidnych, zepsutych do cna dziennikarzy. 
 To właśnie dziennikarze sprzeniewierzyli owoce walk, męczeństwa i martyrologii polskiego narodu. Poprzez populistyczne drwiny oraz manipulację faktami zdradzili nasze ideały, zdradzili swego Prezydenta. Za kilka srebrników sprzedali obiektywizm, rzetelność dziennikarską i własne sumienie. 
 Kogo mamy szanować w Polsce? Na kim z Polaków został choć kawałek czystej twarzy nie tkniętej rękami sprzedajnych dziennikarzy? Czy warto w ogóle wybierać prezydenta, skoro nie zostanie na nim nawet sucha nitka?
 Kiedy dojdzie do marazmu społeczeństwa - to wy, sprzedajni dziennikarze, będziecie za to odpowiedzialni. To wasze działanie zabija ducha narodu, zabija sens istnienia wolnego państwa, w którym wybiera się prezydenta, by godnie reprezentował Naród.
 Wstyd nam za was, polscy dziennikarze.
 Bogdan Gajewski
 Ottawa 

 Od redakcji: Do marazmu społeczeństwa doszło już dawno. Gazety to opium dla mas.

 Szanowna Redakcjo,
  Serdecznie dziękujemy za wydrukowanie na łamach "GOŃCA" naszego zdjęcia i kilku słów opisu, które powstały spontanicznie po obwieszczeniu Polsce i światu najtragiczniejszej z wiadomości ostatnich czasów. 
 Grono Pedagogiczne 
i uczniowie Szkoły Polskiej 
przy St. Pio of Pietrelcina 
w Mississaudze
 Od redakcji: Przyjemność po naszej stronie.

 Do Redakcji "Gońca"
 Ja niżej podpisany Maciej Skowron, z powodu tragicznego wypadku w Rosji kilka dni temu, gdy zginęło tylu wspaniałych ludzi z poważaniem w kraju, z prezydentem na czele świętej pamięci Kaczyńskim, chciałbym podziękować Panu Andrzejowi Kumorowi za postawę i prawdę, który zawsze stał w obronie Państwa Kaczyńskich i Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. "Goniec" nigdy nie poniżał państwa Kaczyńskich. Za to wam wszystkim dziękuję.
 Państwo Kaczyńscy będą pochowani w Krakowie na Wawelu, to coś mówi, kim byli. Katyń, 70 lat spokoju, zupełna cisza, a dzisiaj cały świat o Katyniu, jak to wytłumaczyć? 
 Wszystkim pracownikom "Gońca" bardzo dziękuję za postawę.
 Z poważaniem,
Maciej Skowron
prenumerator "Gońca"
 PS Nieważne, co masz, tylko kim jesteś. Dziękuję bardzo.

 Od redakcji: Szanowny Panie, zmarłego Pana Prezydenta nigdy nie opluwaliśmy, ale często krytykowaliśmy na naszych łamach. 

 "Modlę się, 
 aby prawda była inna"
 Panie Kumor, Pan Bóg nie wysłucha modlitwy tego, kto obraża bliźniego swego.
 ..."zgrzytam zębami... Rzygać się chce... wylewać nocników na młodzież... grupki oszołomów" to wulgarne słownictwo, od kiedy to mający się za katolika redaktor pisze takimi słowami?
 Niech się lepiej Pan modli o dar miłości bliźniego, której w tym artykule brak.
 Niektóre zarzuty w stosunku do pana Prezydenta będzie trudno Panu obronić, ale to nie moja sprawa. 
S. Szumnarski

 Od redakcji: Szanowny Panie, czasem sytuacja wymaga mocnych słów. Poza tym, nie widzę nic wulgarnego w zdaniu "wylewać nocniki na młodzież". W czasach dawnych w wielu nieskanalizowanych mniej zamożnych kamienicach krakowskich, mieszczanie po zrobieniu rano siusiu wylewali zawartość na ulicę. To nie żadna przenośnia. Swoją drogą, ma Pan doprawdy interesującą koncepcję "katolika".

 Drodzy Państwo,
 Przyszło mi dziś do głowy, w aspekcie ostatnio ciągle obecnej tu i tam pewnej działaczki "polskiej" z Białorusi, że Polska jako państwo nie posiada podziału na PiS i PO. Jest to jedna, ciągle ta sama opcja politycznie szkodliwa i jakże bezczelnie i kłamliwie zorganizowana, albowiem stwarza wrażenie podziału na "naszych" i "nie naszych", jednak tak daleko nie jest. W istocie rzeczy tworzy pewnego rodzaju spektakl, cyrk na arenie politycznej dla ciągle ogłupianego od 20 lat narodu polskiego, aby jak najdalej (i tu nie staję za lewicą, broń mnie Boże) trzymać od władzy lewicę, czyli SLD, lub ew. inne pojawiające się ugrupowanie na scenie politycznej Polski, tym samym wspólnie blokując działania reorganizacyjne ruchów narodowych.
 Dzisiaj jestem przekonany w 100 proc., że jakby nie ten sztuczny (oni o tym doskonale wiedzą, wspólnie popijając wino)  podział na PiS i PO - te dwie opcje polityczne, tak jak i kiedyś AWS, zeszłyby w niepamięć, znikłyby z mapy naszego państwa.
 Reasumując (proszę uprzejmie o rozpowszechnienie dla dobra Polski tej myśli)  PiS i PO - to jedno i to samo co PO i PiS - jest to jedno ugrupowanie i w jednakowym stopniu szkodzi interesom Polski. Spektakl ich jest grą pozorów dla emocjonalnie i intelektualnie pogubionego ("dzięki" nim i ich grze)  polskiego elektoratu.
 Wynika z tego, iż obóz narodowo-patriotyczny powinien dzisiaj walczyć nie przeciwko Kaczyńskiemu czy Tuskowi, ale przeciwko nim razem wziętym i walczyć ostro, przekonując polskich wyborców, iż ci ostatni zostali zwyczajnie oszukani i wykorzystani do rozgrywek politycznych.
 Walczyć  należy przeciwko nim, jak walczono przeciwko stonce na polach PRL-u, bo to są najwięksi i najbardziej obłudni szkodnicy suwerennej idei nowego i niezależnego państwa polskiego (realia - ich nie upubliczniam - mówią same za siebie). Wokół tej idei powinien, moim zdaniem, jednoczyć się każdy myślący Polak. W innym przypadku Polską będzie rządzić kolejna kanalia!! Jednoznacznie walkę należy ogłosić POPiS-owi i znieść ich na zawsze z powierzchni polskiej narodowej polityki.
 Z poważaniem 
Wiktor Dmuchowski
Częstochowa 
dnia 21 kwietnia 2010 roku

 Od redakcji: Szanowny Panie, a jak nazywa się partia, która to uczyni?
 

 Żałoba za dolarem
 Załoba żałobą, a bussines is bussines. Piszę  do Państwa zbulwersowany i zdegustowany zachowaniem części naszej społeczności polonijnej, a konkretnie organizatorami BALÓW, które odbyły się w ubiegłą sobotę w Toronto. W czasie kiedy prezydencka para leżała na katafalkach w katedrze św. Jana w Warszawie, kiedy Polska pogrążona była w żałobie, kiedy wszyscy PRAWDZIWI Polacy przeżywali tragedię, która miała miejsce 10 kwietnia br. w Smoleńsku, w Toronto odbyły się TRZY bale wiosenne. Pierwszy zorganizowała fundacja charytatywna  dr Ryszardy Russ, drugi pan Bednarek i jego agencja "Besta", a trzeci skądinąd lubiany i ceniony zespół "Mr. System". Nie wiem, co kierowało organizatorami, że imprezy te odbyły się, i nie wiem, co kierowało uczestnikami tych imprez, że w nich uczestniczyli. Wydaje mi się jednak i myślę, że wyrażam odczucia większości Polonii, że było to wyjątkowym błędem, nietaktem i jakkolwiek by to nazwać. Bawić się i tańczyć  w dniach ogólnonarodowej żałoby zakrawa  co najmniej na igranie sobie z uczuć naszego Narodu. Nie chciałbym się bawić w kata czy w inną inkwizycję ale chciałbym się zapytać i dowiedzieć, czy będą wyciągnięte jakiekolwiek konsekwencje z tych zachowań? Może powinien zareagować Kongres Polonii Kanadyjskiej, może księża Oblaci, a może Konsulat RP? Nie wiem, ale wydaje mi się, że ktoś powinien zareagować i wyciągnąć jakieś konsekwencje z takich zachowań wobec osób, które zbezcześciły pamięć  i cześć  zmarłych tragicznie pod Smoleńskiem RODAKÓW,  hołubcami na parkietach sobotnich balów.
 Z wyrazami szacunku,
 Marcin Kwietniewicz

 Od redakcji: Na stronie 29 organizatorzy balu odpowiadają na te zarzuty. O ile mi wiadomo, p. Bednarek również to wyjaśniał w rozsyłanych e-mailach.

 Witam z pomysłem
 Społeczność hinduska w Kanadzie upamiętniła tragiczną katastrofę lotniczą nad Atlantykiem w czerwcu 1985 r. Takim oto pięknym obeliskiem, który każdy może obejrzeć w Humber Bay Park w Etobicoke.
 Droga Polonio, nas też stać na taki wyczyn, upamiętnijmy tragiczną katastrofę lotniczą pod Smoleńskiem samolotu prezydenckiego i 96 ofiar, wśród nich Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii, w równie godny sposób.
 Stanisław Ciszek
 Toronto

 Od redakcji: Dobry pomysł!
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

ARCHIWUM nr 29
ARCHIWUM nr 28
ARCHIWUM nr 27
ARCHIWUM nr 26
ARCHIWUM nr 25
ARCHIWUM nr 24
ARCHIWUM nr 23
ARCHIWUM nr 22
ARCHIWUM nr 21
ARCHIWUM nr 20
ARCHIWUM nr 19
ARCHIWUM nr 18
ARCHIWUM nr 17
ARCHIWUM nr 16
ARCHIWUM nr 15
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
 
 

***


KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster