 |
| POWROT |
|
|
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie
Polish community's weekly newspaper published
in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
Internet:
www.goniec.net
e-mail:
redakcja@goniec.net
Adres redakcji:
2386 Haines Rd. Suite 204
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6
Prenumerata:
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka
wyłącznie First Class Mail.
***
Wydawca:
Goniec Inc. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
.. |
|
|
Zamieszczamy
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł. Nie publikujemy listów obscenicznych, pornograficznych i
takich, które zaprowadzą nas wprost do sądu.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności
za treść publikowanych listów. |
GONIEC nr 25/2010
***
Przeżyłam mały szok, siedziałam chwilę na fotelu i oglądałam
program, była godz. 13.45 lub 10. Czuję, że mój fotel się trzęsie i patrzę
na moje ręce, to samo. Myślę, że nie jestem chora, ale obejrzałam się na
lewo (mam odstawione meble od ściany, bo mąż miał malować) i widzę, że
kredens się rusza. Szybko wstałam do Dawida, zadzwoniłam do mojego syna.
Pytam, czy też coś odczuł. Mówi, że tak, siedział przy komputerze i wszystko
mu się zatrzęsło. Potem zadzwoniłam do synowej, a mieszka niedaleko nowego
kościoła, i też to odczuła. Kilkoro ludzi też wyleciało na ulicę.
To moje przeżycie od 22 lat pobytu w Kanadzie.
Pozdrawiam "Gońca".
S.J.
Brampton
Od redakcji: Nie ma na tym świecie nic stałego.
Idąc do Konsulatu RP, uzbrój się w cierpliwość i
stalowe nerwy
Droga Redakcjo!
Wybory. Dlaczego nam tu, na imigracji, starano się utrudnić udział
w wyborach...? Mamy odpowiedź, śledząc ich wyniki. Mianowicie za Oceanem
pan Kaczyński odniósł druzgocące zwycięstwo. Jest to dowodem, że tu na
obczyźnie więcej widzimy i mamy nie tylko że więcej wiedzy, ale i serca...
POLSKIE SERCA. Oby w następnej rundzie w Polsce otworzyły się oczy na matactwa
antypolskie POwszechnie znane.
Mój paszport wygasł w ub. roku, toteż aby być dopuszczoną do
wyborów, oczekując na regularny, musiałam wystąpić dodatkowo o tymczasowy.
Nie obyło się jednak bez ceregieli. Trzy razy musiałam robić
zdjęcia, jako że urzędniczka Konsulatu nie przyjmowała w... okularach -
a me okulary to szkła bez ramek, w ogóle nie zmieniające rysów twarzy i
mające przeciwodblaskową powłokę. Wysyłana byłam do "Chińczyka w
sąsiedztwie" (jakieś 15 minut pieszo!!!), który "dobrze robi zdjęcia",
do którego się udałam po powtórnym odrzuceniu posiadanych. Z Chińczykiem
tym wręcz walczyłam... aby mieć fotkę bez okularów, gdyż twierdził, że
do moich nie można mieć zastrzeżeń. Kiedy pokazałam mu odrzucone zdjęcia,
stwierdził, że są perfect i nie wie, czemu odrzucone, i skoro JA
chcę bez okularów, to OK. W Konsulacie od tej urzędniczki usłyszałam,
"o widzi pani, jak ładnie pani wyszła"... Powtórzyłam opinię Chińczyka
i skwitowałam, że mogę wyglądać jak z listu gończego, bo mi na tym nie
zależy, a szkoda mi pieniędzy na fotografa, które dodatkowo mogłam
dać na Powodzian w Polsce. Przy sprawdzaniu PESEL też przeszkoda,
bo w rejestrze jedno imię... i zaraz pytanie "od kiedy pani ma dwa imiona?".
Odpowiedź: "zawsze, i tak jak w wygasłym paszporcie"... ale że potwierdzona
(wzięta na wszelki wypadek) metryka urodzenia usunęła kolejną "przeszkodę".
CO LEPSZE: W dniu wyborów, po odnalezieniu mego nazwiska usłyszałam,
"ale pani nie może brać udziału w wyborach". Dlaczego? - pytam. "Bo pani
paszport jest nieważny". Przecież to tymczasowy paszport. "Tak, ale
NIE-ważny." Odebrałam go 2 dni temu, to nie może być nieważny.
"NIEWAŻNY... Ważność skończyła się 16 czerwca 2010!" Niemożliwe...
wzięłam pod mój nos dokument, by przeczytać głośno... wydano 16 czerwca
2010, ważny do października etc. "Och, przepraszam panią, bo w unijnych
paszportach data jest w innym miejscu".... (???!!!????!!!).
W każdej sytuacji sprawdzajmy parokrotnie to, co podpisujemy,
i wierzmy własnej intuicji... oraz faktom, aby nie dać się otumanić lub
unieść emocjom... a idąc do Konsulatu RP, uzbrójmy się w cierpliwość i
stalowe nerwy.
Małgorzata Kossowska
Toronto
Od redakcji: Konsulat to urząd, polski urząd...
Kto zapomniał o Polsce,
niech Pan Bóg zapomni o nim
Nawiązując do bardzo merytorycznej treści listu pana Stanisława
Pietrasa z poprzedniego numeru "Gońca", nie mam wątpliwości, że Polacy
wybrali Komorowskiego, a nie Polskę. Zbyt mało tragedii wydarzyło się przez
nieodpowiedzialny rząd PO-PSL w Polsce, aby Polacy otrząsnęli się i poszli
po rozum do głowy. Może potrzebne jest trzęsienie ziemi, aby Polaków obudziło
i zaczęli myśleć. Zaczęli myśleć, co dzieje się już z naszą Ojczyzną i
co dziać się będzie, gdy obecnie rządzący zawłaszczą cały aparat rządowy,
władzę wykonawczą, ustawodawczą, sądownictwo, obronność, resort sprawiedliwości,
to już opanowali, teraz pozostaje ochrona zdrowia i skarby naturalne. Rządzący
śmieją się w twarz Polakom, dzielą ich na wykształconych i zaścianek, na
biednych i bogatych, na mądrych i głupich, a przypisują to opozycji. Polacy
tak słuchają i patrzą, bez żadnej reakcji i świadomości o ich kłamstwie...
Pierwsza tura zakończyła się zwycięstwem Komorowskiego, który
nie inaczej jak jego partia podchodzi do spraw Polski i Polaków. Polacy
w małym procencie wykazali się polityczną dojrzałością i troską o własne
życie, nie zadali sobie trudu pójścia do punktu wyborczego i to dało zwycięstwo
Komorowskiemu.
Jest jeszcze kilka dni do przemyślenia, rozmów z bliskimi itd.
Jeżeli odpowiada Polakom służalczość i uległość obcym, niszczenie gospodarki
i rodziny, lekceważenie bezpieczeństwa i praworządności, a co za tym idzie,
utrata suwerenności, to niech tak będzie, jak jest. Tusk i jego drużyna
będą robić dobrą minę, wygłaszać mowy tronowe, jak to wszyscy Polaków kochają,
a Polacy niech głosują na Komorowskiego, który najpierw był związany z
"Solidarnością", a potem z WSI. Polacy muszą zrozumieć, że walka o ich
byt i przyszłość ich dzieci leży w ich obowiązku, że tego nikt im nie podaruje
czy wywalczy, oni sami muszą się troszczyć o to, żeby Polskę zmieniać na
lepsze. Polacy na emigracji mogą im tylko pomóc, ale za nich nie zrobią.
Po przegranej Jarosława Kaczyńskiego w pierwszej turze, słyszałam
wiele głosów ze swojego kręgu, że jeśli w drugiej turze będzie tak niska
frekwencja, to przestaną się przejmować Polską i zamieszkałą tam swoją
rodziną. My, Polacy na emigracji, przemierzamy setki kilometrów do punktów
wyborczych, aby wzmocnić elektorat prawicowy i wybrać prezydenta, który
będzie godnie reprezentować nasz kraj i dbać o jego obywateli.
Osobiście, jestem w poczuciu narodowej dumy, z faktu wypełnienia
obywatelskiego obowiązku, nakazu sumienia i potrzeby chwili. Dziękuję tym
rodzinom, z którymi rozmawiałam pod Konsulatem. Ludzie z wielkim przejęciem
i troską wypowiadali gorzkie słowa o dzisiejszej sytuacji w Polsce, o kłamstwie
obecnie rządzącej ekipy i potrzebie gruntownych przemian. Dziękuję za ich
wzruszenie i łzy przy pożegnaniu, które były dowodem ich wielkiej troski
o Polskę.
Drodzy Rodacy w kraju, jeżeli 4 lipca Wy zapomnicie o Polsce,
to my zapomnimy o Was.
Pozostaję z nadzieją,
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Pani miłość Ojczyzny jest wzruszająca.
Witam,
Chciałabym podać kilka nowych informacji nt. kolonii kotów koło
lotniska, o której informował "Goniec".
Do dzisiaj wysterylizowaliśmy w sumie 18 kotów - dwa z nich wymagały
pomocy medycznej. Dziewiętnastego i dwudziestego zabieramy do weterynarza
w środę. Mam teraz w domu pięć kociaków z kolonii, pójdą do adopcji poprzez
Toronto Cat Rescue. Mamy nadzieję, że nie będzie już więcej kociąt. Naszym
celem jest zakończenie akcji w kolonii w ciągu miesiąca lub półtora.
Spotkaliśmy także Polkę, panią Jadwigę, która pracuje w biurze
niedaleko i karmi kota Strangera od małego. Zorganizowaliśmy dla Strangera
sterylizację i szczepienia i mamy nadzieję znaleźć dla niego stały dom.
Polacy generalnie nie są zainteresowani rzeczywistą pomocą dla programu
TNR (trap/neuter/release - złapać, wysterylizować, wypuścić), ale nawet
jedna osoba może coś zmienić.
Pozdrawiam
Cathi
cathipersaud@hotmail.com
Wszelkich informacji
w jęz. polskim udzieli Kasia,
nr tel. 905-279-5712
Od redakcji: xxx
Do redaktora Andrzeja Kumora
i współpracowników
To co zamieszczacie na łamach "Gońca", zmusza mnie, aby się odezwać,
a raczej wezwać Was do opamiętania się. Jeśli to wynika z niewiedzy - to
wstydźcie się wszyscy Wy piszący, jeśli z chęci dochodów - to gorzej niż
obrzydlistwo.
Lepiej, żebyście jawnie drukowali i ogłaszali w "Gońcu" oferty
burdeli i podobnych przybytków niż tych wszystkich oszustów, co uprawiają
szarlataństwo = "uzdrowiciele", co to niby "leczą" energią. Gdybyście znali
skutki tego bezeceństwa, tobyście oniemieli ze zdziwienia i ze strachu.
Oto świeży przykład z maja tego roku z Krakowa. Moja znajoma swego czasu
miała problemy ze zdrowiem, oprócz wizyt, leków i prowadzenia przez lekarza
w przychodni, ktoś ze znajomych polecił jej i doradził bioenergoterapeutę.
Było to w 1997 roku i niestety skorzystała z jednego "seansu" tych usług.
Teraz to jedynie pamięta z tego tyle, że na następny dzień dostała bardzo
silnych krwawień miesiączkowych, co było nienormalnym symptomem po ledwie
co skończonej poprzedniej. Ale jakoś to się uspokoiło i przeszło w niepamięć.
To co przyszło jej przechodzić w 2009 roku - jakie katusze, tortury, a
dla innych dziwne rzeczy (sprawy duchowe), to nie macie zielonego pojęcia.
Ile trudu i zachodów, aby dostać się do kogoś odpowiedniego, bo księża
znajomi nie wierzyli (niestety), że coś takiego istnieje. Dopiero po wielu
staraniach sióstr zakonnych znajoma ta spotkała księdza egzorcystę w Krakowie
i wówczas nastąpiła poprawa i ujawnienie przyczyny tych "dolegliwości".
Po tylu latach, bo od 1997 roku, uczynniły się, odezwały się kanały
zła, którymi była "energetyzowana", ale to długi i koszmarny temat!
A Wy żywcem pchacie ludzi w sidła zła, bo niech tylko kilkoro
skusi się - tak barwnie opisujecie te zeznania, jak pomogło, jacy wyleczeni,
jacy uzdrowieni.
Takie opisy, takie peany na cześć tych, co uprawiają magię, może
napisać tylko ciemniak, nie znający Pisma św. i tych zagadnień od strony
prawdziwej.
A Wy propagujecie to i wciskacie rodakom. To taka Wasza praca?
- bo z tego żyjecie, pamiętajcie, że na czyimś nieszczęściu jeszcze się
nikt nie wzbogacił. Wiedzcie, że za to będziecie po śmierci przez Stwórcę
sądzeni, za krzywdy i ból ludzi, za jawne i powszechne szerzenie i namawianie
do korzystania z usług zła odpowiecie!!!
Dlaczego usprawiedliwiasz się redaktorze i powołujesz na jakiegoś
biskupa, przedstawiając jego opinię pobłażliwości, niewiedzy i głupoty.
Takich dzisiaj dużo, czyż nie wiesz, że księdza (takiego prawdziwego) ze
świecą dzisiaj szukać. Otwórz oczy, odsłoń uszy i przejrzysz, co się dzisiaj
"wyprawia" w Kościele! Takie czasy??? Miejcie oczy i uszy otwarte, ocknijcie
się, później nie będziecie się tłumaczyć, że nie wiedziałem o tym. Człowiecze!
Masz rozum i wolną wolę, więc wybieraj, komu służysz. Czyż Was nie stać
na te parę groszy, aby przeczytać, przemyśleć, poznać, zastanowić się i
przedyskutować wspólnie na wyżej wymienione tematy? Przecież z pióra żyjecie,
ależ na wszystkie świętości, proszę Was, nie czyńcie zła, nie głoście zła,
zło trzeba potępiać, ze złem trzeba walczyć - przecież nie jesteście poganami.
Gorąco polecam, sięgnijcie do źródła wiedzy: Gabriel Amorth "Wyznania
egzorcysty", Gabriel Amorth "Nowe wyzwania egzorcysty", Gabriel Amorth
"Egzorcyści i psychiatrzy", Marco Tosatti "Śledztwo w sprawie szatana",
M. Kuczyński "Spisek na wiarę", B. Mayer "Ostrzeżenia z zaświatów".
Życzę Wam piszącym, aby Pan Bóg obdarzył Was mądrością, oświecił
Was światłem, aby Was dotknął.
Wszystkiego dobrego życzy
czytelniczka "Gońca" Zofia
Od redakcji: Szanowna Pani, dziękujemy za życzenia, szanujemy
ludzi walczących o swoje przekonania, tylko dlaczego robi to Pani, nie
podając publicznie nazwiska? Książki Gabriela Amortha publikowaliśmy w
"Gońcu" w odcinkach. Nasze stanowisko w sprawie bioenergoterapii, homeopatii
etc. już kilka razy przedstawialiśmy. Każdy swój rozum ma. Prezentujemy
wiele opinii, również takie jak Pani.
Szanowny Panie Redaktorze,
Ja uważam, że wybory zostały sfałszowane:
- Kaczyński zebrał w ciągu tygodnia 1,7 mln podpisów, zaś Komorowski
700 000 w ciągu dwóch tygodni. Jak się to ma w stosunku do wyników?
- Popatrzcie na dwóch ostatnich (nieoficjalne dane): Bogusław
Ziętek - 0,17 proc. (26 tys. 629), Kornel Morawiecki - 0,13 proc. (20 tys.
165).
A przecież do zarejestrowania kandydatów potrzeba było min. 100
tys., które to 100 tys. zbierano -- nazwijmy to - "lokalnie" (bo przecież
CAŁEJ Polski i WSZYSTKICH mieszkańców nie nagabywano o podpisy). Zaś jak
przyszło do głosowania w CAŁEJ Polsce, to Ziętek dostał zaledwie 1/4 "podpisów",
zaś Morawiecki 1/5. Jak to wytłumaczyć?
- Jest ładnych kilkanaście godzin po zamknięciu lokali wyborczych
i ciągle nie ma oficjalnego wyniku. Jak to wytłumaczyć?
Serdecznie pozdrawiam,
Jurek K.
Od redakcji: Chyba jednak wyciąga Pan pochopne wnioski.
Moje głosowanie
Ja i moja żona zapisaliśmy się na wybory prezydenckie, wysyłając
e-mailem nasze dane. Tego samego dnia (poprzez reply) uzyskaliśmy potwierdzenie,
że jesteśmy wpisani na listę wyborców.
Dziś przychodzimy i okazuje się, że jesteśmy zapisani, ale skreśleni
z listy wyborców, ponieważ pobraliśmy zaświadczenie, że będziemy głosować
poza Montrealem. Jeśli chcę głosować, to muszę przedłożyć zaświadczenie.
Ależ ja nie mam takiego zaświadczenia, odpowiedziałem mocno zdziwiony,
ponieważ nigdy o nie nie występowałem. Oczywiście nie uwierzono moim zapewnieniom.
No to poprosiłem, by pokazano mi moje pokwitowanie poboru tego zaświadczenia.
Jedna z osób z prezydium komitetu wyborczego poszła szukać. Niestety
nie znalazła. Stwierdziła, że sprawa jest skomplikowana. Ja powiedziałem,
że stąd nie wyjdę, jeśli nie zagłosuję. Jest to skandal, żeby takie wypadki
miały miejsce. Wezwano konsula. Ten, by wyjść z kłopotliwej sytuacji, wystawił
na poczekaniu zaświadczenia o możliwości głosowania gdziekolwiek dla nas
dwojga. Mogliśmy zagłosować.
W trakcie wystawiania zaświadczenia w gabinecie konsula, widziałem
kilkadziesiąt skreśleń, po kilka na każdej stronie listy wyborczej. Czyli
chętnych do głosowania w innym okręgu wyborczym. Dziwi mnie to bardzo.
W Kanadzie są cztery miejsca do głosowania, Ottawa, Toronto, Vancouver
i Montreal. Miasta te są odległe od siebie po kilkaset lub kilka tysięcy
kilometrów. Aż tylu podróżujących w tym dniu?
Jeśli ja zostałem skreślony pomyłkowo, to ktoś nie został wykreślony.
Czyli może głosować dwukrotnie, raz w Montrealu, potem w Ottawie lub Toronto.
Jeśli ja zostałem tak łatwo skreślony z listy wyborców, to chyba
również nie ma problemu, żeby ktoś dostał zaświadczenie, a skreślony będzie
jakiś chory staruszek czy staruszka, którzy nie będą głosować, a ta osoba
odda kilka głosów. W Polsce, jak lokali wyborczych jest tysiące, to głosować
wielokrotnie nie ma najmniejszego problemu.
CzyliÉ szwindle wyborcze mogą być robione w bardzo prosty sposób.
Wydajemy zaświadczenia "swoim", a skreślamy z listy wyborców "nie swoich".
CzyliÉ nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy, ustala
listy wyborców i wystawia zaświadczenia.
Zaczynam rozumieć, dlaczego Platforma chciała przeforsować ustawę
o możliwości pobierania zaświadczenia na drugie głosowanie.
Andrzej Szelerski
Od redakcji: Ważne, kto liczy głosy, ważne, kto ma media, ważne,
kto ma pieniądze... Demokracja to tylko piękna idea.
Szanowny Panie Kumor,
W ostatnio opublikowanym artykule "Striptiz Polski" zajmuje Pan
zbyt ostrożne stanowisko w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Pisze: "Tego,
czy (prezydent Kaczyński) wpływał, czy nie wpływał (na pilotów), czy to
był zamach, czy wypadek, czy winna była bardziej wieża, czy piloci, my
nie rozstrzygniemy".
Być może nie rozstrzygniemy tego do końca, ale póki co, mamy
powody, aby uważać go za podejrzanego. Nawet najbardziej zajadli adwokaci
zmarłego prezydenta mówią teraz po odsłuchaniu zapisu z czarnych skrzynek,
że jego winy za katastrofę nie da się wykluczyć. I słusznie. Bo jeśli 11
minut przed katastrofą szef Protokołu Dyplomatycznego min. Kazana mówi,
że "prezydent nie podjął jeszcze decyzji, co robić dalej", to chyba o czymś
świadczy. Proszę wybaczyć, ale w takich warunkach prezydent ma g... do
gadania. Najważniejszymi osobami na pokładzie są dwaj piloci, a nie prezydent
Polski i dowódca sił powietrznych. A piloci dwukrotnie wzmiankowali wcześniej
o odlocie do Mińska ze względu na złe warunki meteorologiczne. Dlaczego
jednak tego nie zrobili?
Podobają mi się refleksje panów Sobczaka i Szpaka w felietonie
opublikowanym ostatnio w "Angorze". Cytuję:
"Podano do publicznej wiadomości zapis z czarnej skrzynki rozbitego
prezydenckiego TU-154. Nie jesteśmy znawcami ani tym bardziej specjalistami
lotnictwa, więc nie będziemy wypowiadali się na temat przebiegu lotu i
podejmowanych przez załogę decyzji. Od tego jest sztab mądrych, wykształconych
i doświadczonych ludzi, którzy wcześniej, a zapewne później przedstawią
najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń. Nas, laików, zastanawia, i to
bardzo, jeden fakt. Przerażający fakt. Otóż jak ze stenogramów wynika,
kokpit tego samolotu otwarty był jak nocny bar, dostępny dla wszystkich
i do samego końca. Jeżeli to był zwyczaj powszechnie praktykowany podczas
podróży najważniejszych osobistości w państwie, to dziękować Bogu, że tylko
na jednej katastrofie się skończyło. Przez kabinę pilotów przewija się
tak dużo osób, że nie sposób zorientować się, kto i co mówi. To musiało
być bardzo komfortowe dla załogi. Dla ich koncentracji i dla podejmowanych
decyzji. W tej sytuacji zastanawia lekceważenie przez niektórych dziennikarzy
faktu, że za plecami dowódcy samolotu do końca siedział jego najwyższy
przełożony gen. Błasik, a stałym gościem w kabinie był szef Protokołu Dyplomatycznego
min. Kazana. Ci i inni ludzie w jakiejś sprawie w kokpicie się znaleźli.
Na pewno nie w celach towarzyskich czy podziwiania widoków. Z pewnością
chodziło im o coś znacznie ważniejszego. Dla nas to ewidentny przejaw nacisków
na załogę i jedna z ważniejszych przyczyn katastrofy!".
Wiemy więc na pewno, że na pokładzie tupolewa nie było żadnego
ładu i porządku. I to jest najsmutniejsze w tym wszystkim. Trzeba też pamiętać,
że zmarły prezydent Lech Kaczyński czynił naciski na pilota w sierpniu
2008 roku podczas lotu do Gruzji. A czarne skrzynki i tak powrócą do Polski
po zakończeniu śledztwa, bo są własnością państwa polskiego, o czym Rosjanie
dobrze wiedzą i chyba nie są tak głupi, aby fałszować ich zapis. Do nich
też trzeba mieć trochę zaufania.
Pozdrawiam,
Wojciech Kobiela
Od redakcji: Jeśli Pan ma zaufanie do Rosjan, to proszę z wnioskami
poczekać do ogłoszenia ostatecznego rezultatu prac ich komisji.
Szanowni Państwo,
Przeczytałem artykuł Pani Jolanty Szaniawskiej o wizycie marszałka
Senatu pana Borusewicza i za to Pani bardzo dziękuję, że opisała Pani rzeczywistą
atmosferę tego spotkania. Boli mnie to, że jakoś w ostatnich latach Polska
nie ma szczęścia do tych stanowisk tak zwanych marszałków. Poprzednio chyba,
o ile się nie mylę, był nadany z czerwonego portfela pan Pastusiak. Dzisiaj
mamy następnego zdrajcę wolnej Polski w osobie pana Borusewicza i pana
Komorowskiego. Ale to, co się dzieje w Polsce, może być tam normalne, jak
to oni mówią, wy tu nie żyjecie, to nie wiecie, ale jak widzimy, jacy są
przedstawiciele "wykształciuchów" tu u nas, w Kanadzie, jakie lizusy, choćby
wspomniany dr Jerzy K., jest ten taki podobny profesor na Uniwersytecie
Torontońskim wykładający podobno na katedrze polonistyki (mogę się mylić),
który chyba jest jeszcze na służbie dawnych, a może nowych specsłużb.
Pociesza mnie tylko to, jaka była opisana przez Panią frekwencja
na sali, to znaczy jakie było naszych rodaków zainteresowanie tą delegacją.
Mam nadzieję, że większość naszych rodaków przeszła tu, na emigracji, okres
"odtrutki" dawnego systemu i ma inne spojrzenie niż ludzie mieszkający
cały czas w tym młynie prania mózgów w Polsce.
Szanowni Państwo, zwróćcie uwagę na to, że począwszy od słynnego
"Bolka" Wałęsy, kto jest dzisiaj w Platformie Obywatelskiej, sami główni
liderzy regionów i centralnych władz ówczesnej "Solidarności", tacy pobici,
aresztowani, prześladowani jak panowie Borusewicz, Frasyniuk, Lis, Rulewski,
Niesiołowski i inni. Oni wszyscy dzisiaj krzyczą, jakiej to oni doznali
krzywdy, ale zdjęcia pokazują, z jakim spokojem i przyjemnością stukają
się kieliszkami z prześladowcami, jak Kiszczak, Jaruzelski. Pamiętam, jak
kiedyś powiedział mi sąsiad, oficer SB, "panie, 80 proc. całej waszej Solidarności
to są dla nas pracujący ludzie". Ja wierzę, że większość działaczy "Solidarności"
jest dzisiaj w ubeckiej partii PO. W dzisiejszej Polsce wśród mojej rodziny
i znajomych są też wyprani umysłowo sympatycy PO i dlatego jestem skłonny
stwierdzić, że sympatycy i członkowie PO byli z różnych względów
współpracownikami SB. Tu nie chcę krzywdzić tych działaczy "Solidarności",
którzy nie poddali się i nie poszli z nimi na współpracę. Na pewno jest
dużo polityków z tego nurtu, dla których dzisiaj Polska jest dobrem nadrzędnym.
Wspierajmy ich choćby w rozmowach z innymi rodakami.
Niekiedy jak oglądam najlepszą Telewizję "Trwam", widzę, jak
zasiadają w niej i dyskutują działacze obecnej "Solidarności", to szlag
mnie trafia, jak niektórzy nadużywają tej "świętej" dla mego pokolenia
nazwy "Solidarność". Jest taka pani, co reprezentuje służbę zdrowia (blondynka),
o ile sobie przypominam, to ona chodziła za czasów PiS-u z butelkami plastykowymi
w ręku w towarzystwie lewicowych liderów i protestowała przeciwko ówczesnemu
ministrowi, profesorowi Relidze, i rządowi PiS-u, a dzisiaj lubi zasiadać
i dyskutować z innymi. Osoby takie mają podwójne charaktery, dzisiaj za
tymi, a jutro za tamtymi, jak można takim działaczom "Solidarności" wierzyć.
Przepraszam wszystkich, że pojechać do Polski, to w dzisiejszej
"demokratycznej i sprawiedliwej" może spotkać mnie gorsze zło niż to, jakie
było za dawnej komuny.
Antkiewicz
Od redakcji: Niech się Pan nie lęka. Gdyby człowiek się bał
zła, które go może spotkać, musiałby nie wstawać z łóżka.
GONIEC nr 24/2010
***
Przeżyłam mały szok, siedziałam chwilę na fotelu i oglądałam
program, była godz. 13.45 lub 10. Czuję, że mój fotel się trzęsie i patrzę
na moje ręce, to samo. Myślę, że nie jestem chora, ale obejrzałam się na
lewo (mam odstawione meble od ściany, bo mąż miał malować) i widzę, że
kredens się rusza. Szybko wstałam do Dawida, zadzwoniłam do mojego syna.
Pytam, czy też coś odczuł. Mówi, że tak, siedział przy komputerze i wszystko
mu się zatrzęsło. Potem zadzwoniłam do synowej, a mieszka niedaleko nowego
kościoła, i też to odczuła. Kilkoro ludzi też wyleciało na ulicę.
To moje przeżycie od 22 lat pobytu w Kanadzie.
Pozdrawiam "Gońca".
S.J.
Brampton
Od redakcji: Nie ma na tym świecie nic stałego.
Idąc do Konsulatu RP, uzbrój się w cierpliwość i
stalowe nerwy
Droga Redakcjo!
Wybory. Dlaczego nam tu, na imigracji, starano się utrudnić udział
w wyborach...? Mamy odpowiedź, śledząc ich wyniki. Mianowicie za Oceanem
pan Kaczyński odniósł druzgocące zwycięstwo. Jest to dowodem, że tu na
obczyźnie więcej widzimy i mamy nie tylko że więcej wiedzy, ale i serca...
POLSKIE SERCA. Oby w następnej rundzie w Polsce otworzyły się oczy na matactwa
antypolskie POwszechnie znane.
Mój paszport wygasł w ub. roku, toteż aby być dopuszczoną do
wyborów, oczekując na regularny, musiałam wystąpić dodatkowo o tymczasowy.
Nie obyło się jednak bez ceregieli. Trzy razy musiałam robić
zdjęcia, jako że urzędniczka Konsulatu nie przyjmowała w... okularach -
a me okulary to szkła bez ramek, w ogóle nie zmieniające rysów twarzy i
mające przeciwodblaskową powłokę. Wysyłana byłam do "Chińczyka w
sąsiedztwie" (jakieś 15 minut pieszo!!!), który "dobrze robi zdjęcia",
do którego się udałam po powtórnym odrzuceniu posiadanych. Z Chińczykiem
tym wręcz walczyłam... aby mieć fotkę bez okularów, gdyż twierdził, że
do moich nie można mieć zastrzeżeń. Kiedy pokazałam mu odrzucone zdjęcia,
stwierdził, że są perfect i nie wie, czemu odrzucone, i skoro JA
chcę bez okularów, to OK. W Konsulacie od tej urzędniczki usłyszałam,
"o widzi pani, jak ładnie pani wyszła"... Powtórzyłam opinię Chińczyka
i skwitowałam, że mogę wyglądać jak z listu gończego, bo mi na tym nie
zależy, a szkoda mi pieniędzy na fotografa, które dodatkowo mogłam
dać na Powodzian w Polsce. Przy sprawdzaniu PESEL też przeszkoda,
bo w rejestrze jedno imię... i zaraz pytanie "od kiedy pani ma dwa imiona?".
Odpowiedź: "zawsze, i tak jak w wygasłym paszporcie"... ale że potwierdzona
(wzięta na wszelki wypadek) metryka urodzenia usunęła kolejną "przeszkodę".
CO LEPSZE: W dniu wyborów, po odnalezieniu mego nazwiska usłyszałam,
"ale pani nie może brać udziału w wyborach". Dlaczego? - pytam. "Bo pani
paszport jest nieważny". Przecież to tymczasowy paszport. "Tak, ale
NIE-ważny." Odebrałam go 2 dni temu, to nie może być nieważny.
"NIEWAŻNY... Ważność skończyła się 16 czerwca 2010!" Niemożliwe...
wzięłam pod mój nos dokument, by przeczytać głośno... wydano 16 czerwca
2010, ważny do października etc. "Och, przepraszam panią, bo w unijnych
paszportach data jest w innym miejscu".... (???!!!????!!!).
W każdej sytuacji sprawdzajmy parokrotnie to, co podpisujemy,
i wierzmy własnej intuicji... oraz faktom, aby nie dać się otumanić lub
unieść emocjom... a idąc do Konsulatu RP, uzbrójmy się w cierpliwość i
stalowe nerwy.
Małgorzata Kossowska
Toronto
Od redakcji: Konsulat to urząd, polski urząd...
Kto zapomniał o Polsce,
niech Pan Bóg zapomni o nim
Nawiązując do bardzo merytorycznej treści listu pana Stanisława
Pietrasa z poprzedniego numeru "Gońca", nie mam wątpliwości, że Polacy
wybrali Komorowskiego, a nie Polskę. Zbyt mało tragedii wydarzyło się przez
nieodpowiedzialny rząd PO-PSL w Polsce, aby Polacy otrząsnęli się i poszli
po rozum do głowy. Może potrzebne jest trzęsienie ziemi, aby Polaków obudziło
i zaczęli myśleć. Zaczęli myśleć, co dzieje się już z naszą Ojczyzną i
co dziać się będzie, gdy obecnie rządzący zawłaszczą cały aparat rządowy,
władzę wykonawczą, ustawodawczą, sądownictwo, obronność, resort sprawiedliwości,
to już opanowali, teraz pozostaje ochrona zdrowia i skarby naturalne. Rządzący
śmieją się w twarz Polakom, dzielą ich na wykształconych i zaścianek, na
biednych i bogatych, na mądrych i głupich, a przypisują to opozycji. Polacy
tak słuchają i patrzą, bez żadnej reakcji i świadomości o ich kłamstwie...
Pierwsza tura zakończyła się zwycięstwem Komorowskiego, który
nie inaczej jak jego partia podchodzi do spraw Polski i Polaków. Polacy
w małym procencie wykazali się polityczną dojrzałością i troską o własne
życie, nie zadali sobie trudu pójścia do punktu wyborczego i to dało zwycięstwo
Komorowskiemu.
Jest jeszcze kilka dni do przemyślenia, rozmów z bliskimi itd.
Jeżeli odpowiada Polakom służalczość i uległość obcym, niszczenie gospodarki
i rodziny, lekceważenie bezpieczeństwa i praworządności, a co za tym idzie,
utrata suwerenności, to niech tak będzie, jak jest. Tusk i jego drużyna
będą robić dobrą minę, wygłaszać mowy tronowe, jak to wszyscy Polaków kochają,
a Polacy niech głosują na Komorowskiego, który najpierw był związany z
"Solidarnością", a potem z WSI. Polacy muszą zrozumieć, że walka o ich
byt i przyszłość ich dzieci leży w ich obowiązku, że tego nikt im nie podaruje
czy wywalczy, oni sami muszą się troszczyć o to, żeby Polskę zmieniać na
lepsze. Polacy na emigracji mogą im tylko pomóc, ale za nich nie zrobią.
Po przegranej Jarosława Kaczyńskiego w pierwszej turze, słyszałam
wiele głosów ze swojego kręgu, że jeśli w drugiej turze będzie tak niska
frekwencja, to przestaną się przejmować Polską i zamieszkałą tam swoją
rodziną. My, Polacy na emigracji, przemierzamy setki kilometrów do punktów
wyborczych, aby wzmocnić elektorat prawicowy i wybrać prezydenta, który
będzie godnie reprezentować nasz kraj i dbać o jego obywateli.
Osobiście, jestem w poczuciu narodowej dumy, z faktu wypełnienia
obywatelskiego obowiązku, nakazu sumienia i potrzeby chwili. Dziękuję tym
rodzinom, z którymi rozmawiałam pod Konsulatem. Ludzie z wielkim przejęciem
i troską wypowiadali gorzkie słowa o dzisiejszej sytuacji w Polsce, o kłamstwie
obecnie rządzącej ekipy i potrzebie gruntownych przemian. Dziękuję za ich
wzruszenie i łzy przy pożegnaniu, które były dowodem ich wielkiej troski
o Polskę.
Drodzy Rodacy w kraju, jeżeli 4 lipca Wy zapomnicie o Polsce,
to my zapomnimy o Was.
Pozostaję z nadzieją,
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Pani miłość Ojczyzny jest wzruszająca.
Witam,
Chciałabym podać kilka nowych informacji nt. kolonii kotów koło
lotniska, o której informował "Goniec".
Do dzisiaj wysterylizowaliśmy w sumie 18 kotów - dwa z nich wymagały
pomocy medycznej. Dziewiętnastego i dwudziestego zabieramy do weterynarza
w środę. Mam teraz w domu pięć kociaków z kolonii, pójdą do adopcji poprzez
Toronto Cat Rescue. Mamy nadzieję, że nie będzie już więcej kociąt. Naszym
celem jest zakończenie akcji w kolonii w ciągu miesiąca lub półtora.
Spotkaliśmy także Polkę, panią Jadwigę, która pracuje w biurze
niedaleko i karmi kota Strangera od małego. Zorganizowaliśmy dla Strangera
sterylizację i szczepienia i mamy nadzieję znaleźć dla niego stały dom.
Polacy generalnie nie są zainteresowani rzeczywistą pomocą dla programu
TNR (trap/neuter/release - złapać, wysterylizować, wypuścić), ale nawet
jedna osoba może coś zmienić.
Pozdrawiam
Cathi
cathipersaud@hotmail.com
Wszelkich informacji
w jęz. polskim udzieli Kasia,
nr tel. 905-279-5712
Od redakcji: xxx
Do redaktora Andrzeja Kumora
i współpracowników
To co zamieszczacie na łamach "Gońca", zmusza mnie, aby się odezwać,
a raczej wezwać Was do opamiętania się. Jeśli to wynika z niewiedzy - to
wstydźcie się wszyscy Wy piszący, jeśli z chęci dochodów - to gorzej niż
obrzydlistwo.
Lepiej, żebyście jawnie drukowali i ogłaszali w "Gońcu" oferty
burdeli i podobnych przybytków niż tych wszystkich oszustów, co uprawiają
szarlataństwo = "uzdrowiciele", co to niby "leczą" energią. Gdybyście znali
skutki tego bezeceństwa, tobyście oniemieli ze zdziwienia i ze strachu.
Oto świeży przykład z maja tego roku z Krakowa. Moja znajoma swego czasu
miała problemy ze zdrowiem, oprócz wizyt, leków i prowadzenia przez lekarza
w przychodni, ktoś ze znajomych polecił jej i doradził bioenergoterapeutę.
Było to w 1997 roku i niestety skorzystała z jednego "seansu" tych usług.
Teraz to jedynie pamięta z tego tyle, że na następny dzień dostała bardzo
silnych krwawień miesiączkowych, co było nienormalnym symptomem po ledwie
co skończonej poprzedniej. Ale jakoś to się uspokoiło i przeszło w niepamięć.
To co przyszło jej przechodzić w 2009 roku - jakie katusze, tortury, a
dla innych dziwne rzeczy (sprawy duchowe), to nie macie zielonego pojęcia.
Ile trudu i zachodów, aby dostać się do kogoś odpowiedniego, bo księża
znajomi nie wierzyli (niestety), że coś takiego istnieje. Dopiero po wielu
staraniach sióstr zakonnych znajoma ta spotkała księdza egzorcystę w Krakowie
i wówczas nastąpiła poprawa i ujawnienie przyczyny tych "dolegliwości".
Po tylu latach, bo od 1997 roku, uczynniły się, odezwały się kanały
zła, którymi była "energetyzowana", ale to długi i koszmarny temat!
A Wy żywcem pchacie ludzi w sidła zła, bo niech tylko kilkoro
skusi się - tak barwnie opisujecie te zeznania, jak pomogło, jacy wyleczeni,
jacy uzdrowieni.
Takie opisy, takie peany na cześć tych, co uprawiają magię, może
napisać tylko ciemniak, nie znający Pisma św. i tych zagadnień od strony
prawdziwej.
A Wy propagujecie to i wciskacie rodakom. To taka Wasza praca?
- bo z tego żyjecie, pamiętajcie, że na czyimś nieszczęściu jeszcze się
nikt nie wzbogacił. Wiedzcie, że za to będziecie po śmierci przez Stwórcę
sądzeni, za krzywdy i ból ludzi, za jawne i powszechne szerzenie i namawianie
do korzystania z usług zła odpowiecie!!!
Dlaczego usprawiedliwiasz się redaktorze i powołujesz na jakiegoś
biskupa, przedstawiając jego opinię pobłażliwości, niewiedzy i głupoty.
Takich dzisiaj dużo, czyż nie wiesz, że księdza (takiego prawdziwego) ze
świecą dzisiaj szukać. Otwórz oczy, odsłoń uszy i przejrzysz, co się dzisiaj
"wyprawia" w Kościele! Takie czasy??? Miejcie oczy i uszy otwarte, ocknijcie
się, później nie będziecie się tłumaczyć, że nie wiedziałem o tym. Człowiecze!
Masz rozum i wolną wolę, więc wybieraj, komu służysz. Czyż Was nie stać
na te parę groszy, aby przeczytać, przemyśleć, poznać, zastanowić się i
przedyskutować wspólnie na wyżej wymienione tematy? Przecież z pióra żyjecie,
ależ na wszystkie świętości, proszę Was, nie czyńcie zła, nie głoście zła,
zło trzeba potępiać, ze złem trzeba walczyć - przecież nie jesteście poganami.
Gorąco polecam, sięgnijcie do źródła wiedzy: Gabriel Amorth "Wyznania
egzorcysty", Gabriel Amorth "Nowe wyzwania egzorcysty", Gabriel Amorth
"Egzorcyści i psychiatrzy", Marco Tosatti "Śledztwo w sprawie szatana",
M. Kuczyński "Spisek na wiarę", B. Mayer "Ostrzeżenia z zaświatów".
Życzę Wam piszącym, aby Pan Bóg obdarzył Was mądrością, oświecił
Was światłem, aby Was dotknął.
Wszystkiego dobrego życzy
czytelniczka "Gońca" Zofia
Od redakcji: Szanowna Pani, dziękujemy za życzenia, szanujemy
ludzi walczących o swoje przekonania, tylko dlaczego robi to Pani, nie
podając publicznie nazwiska? Książki Gabriela Amortha publikowaliśmy w
"Gońcu" w odcinkach. Nasze stanowisko w sprawie bioenergoterapii, homeopatii
etc. już kilka razy przedstawialiśmy. Każdy swój rozum ma. Prezentujemy
wiele opinii, również takie jak Pani.
Szanowny Panie Redaktorze,
Ja uważam, że wybory zostały sfałszowane:
- Kaczyński zebrał w ciągu tygodnia 1,7 mln podpisów, zaś Komorowski
700 000 w ciągu dwóch tygodni. Jak się to ma w stosunku do wyników?
- Popatrzcie na dwóch ostatnich (nieoficjalne dane): Bogusław
Ziętek - 0,17 proc. (26 tys. 629), Kornel Morawiecki - 0,13 proc. (20 tys.
165).
A przecież do zarejestrowania kandydatów potrzeba było min. 100
tys., które to 100 tys. zbierano -- nazwijmy to - "lokalnie" (bo przecież
CAŁEJ Polski i WSZYSTKICH mieszkańców nie nagabywano o podpisy). Zaś jak
przyszło do głosowania w CAŁEJ Polsce, to Ziętek dostał zaledwie 1/4 "podpisów",
zaś Morawiecki 1/5. Jak to wytłumaczyć?
- Jest ładnych kilkanaście godzin po zamknięciu lokali wyborczych
i ciągle nie ma oficjalnego wyniku. Jak to wytłumaczyć?
Serdecznie pozdrawiam,
Jurek K.
Od redakcji: Chyba jednak wyciąga Pan pochopne wnioski.
Moje głosowanie
Ja i moja żona zapisaliśmy się na wybory prezydenckie, wysyłając
e-mailem nasze dane. Tego samego dnia (poprzez reply) uzyskaliśmy potwierdzenie,
że jesteśmy wpisani na listę wyborców.
Dziś przychodzimy i okazuje się, że jesteśmy zapisani, ale skreśleni
z listy wyborców, ponieważ pobraliśmy zaświadczenie, że będziemy głosować
poza Montrealem. Jeśli chcę głosować, to muszę przedłożyć zaświadczenie.
Ależ ja nie mam takiego zaświadczenia, odpowiedziałem mocno zdziwiony,
ponieważ nigdy o nie nie występowałem. Oczywiście nie uwierzono moim zapewnieniom.
No to poprosiłem, by pokazano mi moje pokwitowanie poboru tego zaświadczenia.
Jedna z osób z prezydium komitetu wyborczego poszła szukać. Niestety
nie znalazła. Stwierdziła, że sprawa jest skomplikowana. Ja powiedziałem,
że stąd nie wyjdę, jeśli nie zagłosuję. Jest to skandal, żeby takie wypadki
miały miejsce. Wezwano konsula. Ten, by wyjść z kłopotliwej sytuacji, wystawił
na poczekaniu zaświadczenia o możliwości głosowania gdziekolwiek dla nas
dwojga. Mogliśmy zagłosować.
W trakcie wystawiania zaświadczenia w gabinecie konsula, widziałem
kilkadziesiąt skreśleń, po kilka na każdej stronie listy wyborczej. Czyli
chętnych do głosowania w innym okręgu wyborczym. Dziwi mnie to bardzo.
W Kanadzie są cztery miejsca do głosowania, Ottawa, Toronto, Vancouver
i Montreal. Miasta te są odległe od siebie po kilkaset lub kilka tysięcy
kilometrów. Aż tylu podróżujących w tym dniu?
Jeśli ja zostałem skreślony pomyłkowo, to ktoś nie został wykreślony.
Czyli może głosować dwukrotnie, raz w Montrealu, potem w Ottawie lub Toronto.
Jeśli ja zostałem tak łatwo skreślony z listy wyborców, to chyba
również nie ma problemu, żeby ktoś dostał zaświadczenie, a skreślony będzie
jakiś chory staruszek czy staruszka, którzy nie będą głosować, a ta osoba
odda kilka głosów. W Polsce, jak lokali wyborczych jest tysiące, to głosować
wielokrotnie nie ma najmniejszego problemu.
CzyliÉ szwindle wyborcze mogą być robione w bardzo prosty sposób.
Wydajemy zaświadczenia "swoim", a skreślamy z listy wyborców "nie swoich".
CzyliÉ nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy, ustala
listy wyborców i wystawia zaświadczenia.
Zaczynam rozumieć, dlaczego Platforma chciała przeforsować ustawę
o możliwości pobierania zaświadczenia na drugie głosowanie.
Andrzej Szelerski
Od redakcji: Ważne, kto liczy głosy, ważne, kto ma media, ważne,
kto ma pieniądze... Demokracja to tylko piękna idea.
Szanowny Panie Kumor,
W ostatnio opublikowanym artykule "Striptiz Polski" zajmuje Pan
zbyt ostrożne stanowisko w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Pisze: "Tego,
czy (prezydent Kaczyński) wpływał, czy nie wpływał (na pilotów), czy to
był zamach, czy wypadek, czy winna była bardziej wieża, czy piloci, my
nie rozstrzygniemy".
Być może nie rozstrzygniemy tego do końca, ale póki co, mamy
powody, aby uważać go za podejrzanego. Nawet najbardziej zajadli adwokaci
zmarłego prezydenta mówią teraz po odsłuchaniu zapisu z czarnych skrzynek,
że jego winy za katastrofę nie da się wykluczyć. I słusznie. Bo jeśli 11
minut przed katastrofą szef Protokołu Dyplomatycznego min. Kazana mówi,
że "prezydent nie podjął jeszcze decyzji, co robić dalej", to chyba o czymś
świadczy. Proszę wybaczyć, ale w takich warunkach prezydent ma g... do
gadania. Najważniejszymi osobami na pokładzie są dwaj piloci, a nie prezydent
Polski i dowódca sił powietrznych. A piloci dwukrotnie wzmiankowali wcześniej
o odlocie do Mińska ze względu na złe warunki meteorologiczne. Dlaczego
jednak tego nie zrobili?
Podobają mi się refleksje panów Sobczaka i Szpaka w felietonie
opublikowanym ostatnio w "Angorze". Cytuję:
"Podano do publicznej wiadomości zapis z czarnej skrzynki rozbitego
prezydenckiego TU-154. Nie jesteśmy znawcami ani tym bardziej specjalistami
lotnictwa, więc nie będziemy wypowiadali się na temat przebiegu lotu i
podejmowanych przez załogę decyzji. Od tego jest sztab mądrych, wykształconych
i doświadczonych ludzi, którzy wcześniej, a zapewne później przedstawią
najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń. Nas, laików, zastanawia, i to
bardzo, jeden fakt. Przerażający fakt. Otóż jak ze stenogramów wynika,
kokpit tego samolotu otwarty był jak nocny bar, dostępny dla wszystkich
i do samego końca. Jeżeli to był zwyczaj powszechnie praktykowany podczas
podróży najważniejszych osobistości w państwie, to dziękować Bogu, że tylko
na jednej katastrofie się skończyło. Przez kabinę pilotów przewija się
tak dużo osób, że nie sposób zorientować się, kto i co mówi. To musiało
być bardzo komfortowe dla załogi. Dla ich koncentracji i dla podejmowanych
decyzji. W tej sytuacji zastanawia lekceważenie przez niektórych dziennikarzy
faktu, że za plecami dowódcy samolotu do końca siedział jego najwyższy
przełożony gen. Błasik, a stałym gościem w kabinie był szef Protokołu Dyplomatycznego
min. Kazana. Ci i inni ludzie w jakiejś sprawie w kokpicie się znaleźli.
Na pewno nie w celach towarzyskich czy podziwiania widoków. Z pewnością
chodziło im o coś znacznie ważniejszego. Dla nas to ewidentny przejaw nacisków
na załogę i jedna z ważniejszych przyczyn katastrofy!".
Wiemy więc na pewno, że na pokładzie tupolewa nie było żadnego
ładu i porządku. I to jest najsmutniejsze w tym wszystkim. Trzeba też pamiętać,
że zmarły prezydent Lech Kaczyński czynił naciski na pilota w sierpniu
2008 roku podczas lotu do Gruzji. A czarne skrzynki i tak powrócą do Polski
po zakończeniu śledztwa, bo są własnością państwa polskiego, o czym Rosjanie
dobrze wiedzą i chyba nie są tak głupi, aby fałszować ich zapis. Do nich
też trzeba mieć trochę zaufania.
Pozdrawiam,
Wojciech Kobiela
Od redakcji: Jeśli Pan ma zaufanie do Rosjan, to proszę z wnioskami
poczekać do ogłoszenia ostatecznego rezultatu prac ich komisji.
Szanowni Państwo,
Przeczytałem artykuł Pani Jolanty Szaniawskiej o wizycie marszałka
Senatu pana Borusewicza i za to Pani bardzo dziękuję, że opisała Pani rzeczywistą
atmosferę tego spotkania. Boli mnie to, że jakoś w ostatnich latach Polska
nie ma szczęścia do tych stanowisk tak zwanych marszałków. Poprzednio chyba,
o ile się nie mylę, był nadany z czerwonego portfela pan Pastusiak. Dzisiaj
mamy następnego zdrajcę wolnej Polski w osobie pana Borusewicza i pana
Komorowskiego. Ale to, co się dzieje w Polsce, może być tam normalne, jak
to oni mówią, wy tu nie żyjecie, to nie wiecie, ale jak widzimy, jacy są
przedstawiciele "wykształciuchów" tu u nas, w Kanadzie, jakie lizusy, choćby
wspomniany dr Jerzy K., jest ten taki podobny profesor na Uniwersytecie
Torontońskim wykładający podobno na katedrze polonistyki (mogę się mylić),
który chyba jest jeszcze na służbie dawnych, a może nowych specsłużb.
Pociesza mnie tylko to, jaka była opisana przez Panią frekwencja
na sali, to znaczy jakie było naszych rodaków zainteresowanie tą delegacją.
Mam nadzieję, że większość naszych rodaków przeszła tu, na emigracji, okres
"odtrutki" dawnego systemu i ma inne spojrzenie niż ludzie mieszkający
cały czas w tym młynie prania mózgów w Polsce.
Szanowni Państwo, zwróćcie uwagę na to, że począwszy od słynnego
"Bolka" Wałęsy, kto jest dzisiaj w Platformie Obywatelskiej, sami główni
liderzy regionów i centralnych władz ówczesnej "Solidarności", tacy pobici,
aresztowani, prześladowani jak panowie Borusewicz, Frasyniuk, Lis, Rulewski,
Niesiołowski i inni. Oni wszyscy dzisiaj krzyczą, jakiej to oni doznali
krzywdy, ale zdjęcia pokazują, z jakim spokojem i przyjemnością stukają
się kieliszkami z prześladowcami, jak Kiszczak, Jaruzelski. Pamiętam, jak
kiedyś powiedział mi sąsiad, oficer SB, "panie, 80 proc. całej waszej Solidarności
to są dla nas pracujący ludzie". Ja wierzę, że większość działaczy "Solidarności"
jest dzisiaj w ubeckiej partii PO. W dzisiejszej Polsce wśród mojej rodziny
i znajomych są też wyprani umysłowo sympatycy PO i dlatego jestem skłonny
stwierdzić, że sympatycy i członkowie PO byli z różnych względów
współpracownikami SB. Tu nie chcę krzywdzić tych działaczy "Solidarności",
którzy nie poddali się i nie poszli z nimi na współpracę. Na pewno jest
dużo polityków z tego nurtu, dla których dzisiaj Polska jest dobrem nadrzędnym.
Wspierajmy ich choćby w rozmowach z innymi rodakami.
Niekiedy jak oglądam najlepszą Telewizję "Trwam", widzę, jak
zasiadają w niej i dyskutują działacze obecnej "Solidarności", to szlag
mnie trafia, jak niektórzy nadużywają tej "świętej" dla mego pokolenia
nazwy "Solidarność". Jest taka pani, co reprezentuje służbę zdrowia (blondynka),
o ile sobie przypominam, to ona chodziła za czasów PiS-u z butelkami plastykowymi
w ręku w towarzystwie lewicowych liderów i protestowała przeciwko ówczesnemu
ministrowi, profesorowi Relidze, i rządowi PiS-u, a dzisiaj lubi zasiadać
i dyskutować z innymi. Osoby takie mają podwójne charaktery, dzisiaj za
tymi, a jutro za tamtymi, jak można takim działaczom "Solidarności" wierzyć.
Przepraszam wszystkich, że pojechać do Polski, to w dzisiejszej
"demokratycznej i sprawiedliwej" może spotkać mnie gorsze zło niż to, jakie
było za dawnej komuny.
Antkiewicz
Od redakcji: Niech się Pan nie lęka. Gdyby człowiek się bał zła,
które go może spotkać, musiałby nie wstawać z łóżka.
GONIEC nr 24/2010
Zło dobrem zwyciężaj
Drodzy Rodacy
6 czerwca Polska otrzymała kolejnego błogosławionego, którym
został ks. Jerzy Popiełuszko. Kapelan "Solidarności", oddał swe młode życie
za wiarę, za prawdę, za naród polski, do którego przemawiał "zło dobrem
zwyciężaj". Jakże aktualne są te słowa, choć od Jego śmierci minęło 25
lat. Tyle zła jest w nas i wokół nas. Choć już tych słów nie słyszymy z
ust ks. Jerzego, ma On swojego następcę, którym jest o. Tadeusz Rydzyk
- dyrektor Radia Maryja. W Jego słowach słyszymy prośbę o miłość do drugiego,
o obronę bezbronnego, o pomoc potrzebującym, o nawrócenie niewierzących,
o prawdę, i nie boi się wskazywać zła, które niszczy nasz kraj. Ks. Jerzy
żył w okresie reżimu komunistycznego, narzuconego przez obcych, ale dzisiaj,
gdy żyjemy w wolnej Polsce, powinno dochodzić do prześladowań i nękania
tych księży, którzy widzą nadal panoszące się zło i niesprawiedliwość?
Dziś rządzą podobno ludzie "kochający naród", dlaczego tak postępują? Zdawać
by się mogło, że reżim komunistyczny wyzionął ducha w 1989 r. Niestety,
stworzono mu podatny grunt do dalszego życia i gnębienia narodu.
Ten zły duch żyje w rządzących do dziś i trzeba się temu sprzeciwić.
Żyje on w szkołach, w mediach, w parlamencie i rządowych gabinetach. Ten
zły duch zniewala i niszczy naród, niszczy tych, co głośno o tym mówią,
co upominają się o życie człowieka we wszystkich jego fazach życia.
"Nie lękajcie się" mówił Jan Paweł II Papież, nasz Rodak. Drodzy
Rodacy, słowa Ojca Świętego i ks. Jerzego zobowiązują nas do przebudzenia
i prawidłowego myślenia o przyszłości naszej, naszych dzieci, wnuków i
przyszłości naszej Ojczyzny.
Droga Polonio, gdy ukaże się ten numer "Gońca", już za późno
będzie na zarejestrowanie się na listę wyborczą, ale nie za późno na podjęcie
lub zmianę decyzji o kandydacie. Polskę musimy ratować, choć mieszkamy
w Kanadzie. Nie możemy dać przyzwolenia obecnie rządzącym, aby mówili:
"zrobimy wszystko, aby wygrać". Pytam, co zrobicie i komu? Już tak dużo
złego zrobiliście, aby wygrać teraz, i dużo złego zrobiliście po wygranej
w 2007 roku. Nie wierzmy, że ten będzie godnie nas reprezentował i o nas
dbał, co ma dużą rodzinę, on będzie dbał o swoją, zaś ten co tej dużej
rodziny nie ma, będzie dbał o cały naród jako rodzinę i temu daje On wyraz.
A więc 19 czerwca wszyscy do urn ze świadomością, że musimy ratować
Polskę, bo jest w wielkim niebezpieczeństwie.
Do zobaczenia w Konsulacie - Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Podziwiamy Pani wytrwałą pracę i myślenie o Ojczyźnie.
***
Chciałam się dowiedzieć, gdzie w Mississaudze są agencje, które
instruują, pomagają, podpowiadają, jak rozwiązać np. problem podwyżki czynszu.
Ja mieszkam w "housingu", w subsydiowanym mieszkaniu, i mi ogromnie podwyższają
czynsz itd. Chciałam się kogoś zapytać, kto by mi podpowiedział. My jesteśmy
seniorami, 70 lat mamy, każdy mówi, że najlepiej iść z tym do adwokata.
Wiem, że są agencje, które pomagają, ale nie wiem, jak do nich dotrzeć,
nie znam adresu. Proszę o pomoc.
Czytelniczka "Gońca"
(spisane z automatycznej sekretarki)
Od redakcji: Proszę sprawdzić na stronach Ontario Tenants
Association www.ontariotenants.ca, a najlepiej zacząć od kontaktu z biurem
posła do legislatury (MPP), w okręgu którego Państwo mieszkają.
Netbird.pl kończy działalność
Ze smutkiem informuję, że portal netbird.pl kończy swoją działalność.
Od 15.06 od godziny 15.00 przestaje działać redakcja. Portal będzie widoczny
w sieci do 30.06., a po tym terminie zniknie całkowicie. Powodem likwidacji
jest zbyt mała liczba użytkowników i znikome zainteresowanie środowisk
konserwatywnych tym projektem. Netbird.pl był pomyślany jako platforma
internetowa, z której będą korzystać różne stowarzyszenia, partie, ruchy
i instytucje, organizujące ludzi przywiązanych do tradycyjnych wartości.
Nie było jednak celem portalu prowadzenie bardzo akademickich i bardzo
wyrafinowanych dyskusji ideowo-politycznych, lecz tylko popularyzowanie
myślenia według wartości, w różnych dziedzinach życia.
Niestety, wiodące środowiska konserwatywne, które do tej współpracy
zapraszałem, nie były nią zainteresowane. Brak tej współpracy oczywiście
przekładał się na brak wystarczającej liczby interesujących dla internautów
materiałów i w efekcie na zbyt małą odwiedzalność. Kontynuowanie
projektu wbrew środowiskom, dla których on powstał, jest pozbawione
sensu.
Pozdrawiam
Krzysztof Budziakowski
Od redakcji: Dziękujemy, proszę się nie zrażać, czasem idzie
jak po grudzie, ale ważne, żeby w dobrym kierunku. Każde przedsięwzięcie
medialne jest jak ciężka lokomotywa - bardzo trudno ją wprawić w ruch.
Bajka
Droga Redakcjo!
Cała nasza rodzina bardzo przeżywa obecną powódź w Polsce. Codziennie
obserwujemy, jak sytuacja się rozwija, staramy się także
nie być obojętni wobec nieszczęścia.
Dziś wzruszył mnie nasz 7-letni synek Jasio, który napisał bajkę
o tejże powodzi. Postanowiłam podzielić się z wami tą historią, gdyż inspirowana
jest ona także ostatnim wydaniem "Gońca".
Oto ona:
"Polska woła pomocy!"
Pewnego dnia krasnoludek się obudził i wyjrzał przez okno. Widział
tylko wodę. Wyszedł przez komin. Widział powódź. Przyleciała jaskółka i
razem z krasnoludkiem polecieli do Kanady. Powiedzieli, co jest w Polsce.
Wszyscy poszli do samolotu i wylądowali na dachu domu krasnoludka. Dach
był kwadratem. I pomogli Polsce! A pomogli, ponieważ mieli butlę i tę butlę
wypełnili wodą. Po drodze wylali wodę do Atlantyku. I potem wrócili do
Polski i wyczyścili ją. Uratowali ją w jeden dzień!
PS Jakby było cudownie, gdyby to było takie proste!!!
Z pozdrowieniami dla całej redakcji
Ula Zając
Od redakcji: Uścisk dłoni dla Jasia.
Odnośnie do ataku na Jolantę Szaniawską
Niejaka zaperzona pani Maria E. Bartosik... (pracownik ambasady?
- nieważne, nie wiem, kto to jest, i wcale nie chcę wiedzieć, gdyż ludzie
o lewicowych poglądach mnie nie kręcą). Owa pani dopytuje się... "Kto upoważnił
Jolantę Szaniawską do wyrażania swojej opinii na temat polskiej placówki
dyplomatycznej". Droga pani Bartosik, chyba nie zauważyła pani, że system
zmienił się ponad 20 lat temu. Czyżby to z pani mózgiem było coś nieprawidłowego...
może jakieś spustoszenie...? Proszę sobie uzmysłowić, że czasy PRL-u...
już dawno minęły, mimo to pewne osoby nadal używają tych samych dawnych
metod. Pamiętamy, jeżeli ktoś za komuny napisał prawdę, to natychmiast
pojawiały się informacje, że to na pewno Żyd, złodziej lub wariat. Pozwolę
sobie i wszystkim przypomnieć, a przede wszystkim pani Bartosik, że w demokratycznym
systemie każdy obywatel polski ma prawo swobodnie wyrazić swoją opinię
na temat polskiej placówki dyplomatycznej, jej pracowników, pana ambasadora,
prezydenta... itp. itd. Parafrazując staropolskie przysłowie... Uderz w
stół, a.... - lewica (czerwoni) się odezwą... Biurokracja polska (lewica)
w ramach odwetu na Polonii odebrała nam prawo do głosowania wbrew Konstytucji
Polskiej... Odwet to za to, że w poprzednich głosowaniach Polonia kanadyjska
i amerykańska tradycyjnie oddaje swoje głosy na prawicę. Wymyślono... że
można głosować tylko z ważnym polskim paszportem i PESEL-em!!! Odebrano
nam więc prawo do głosowania, ale nie mogą nam odebrać prawa do swobodnej
wypowiedzi i ujawniania prawdy. Wiemy, jakimi to skandalami
kończyły się spotkania tzw. delegacji z Polski z Polonią we wszystkich
niemal ośrodkach polonijnych. Wszędzie tak samo: odbieranie lub nieudzielanie
głosu zadającym niewygodne pytania, zabieranie mikrofonu lub salwowanie
się ucieczką z miejsca spotkania, aby uniknąć odpowiedzi na pytania dla
nich nie do strawienia. Pamiętamy te same metody z czasów komuny...
Jeszcze kilka słów o chorej wyobraźni (jak to sformułowała p.
Bartosik). Co ma wspólnego kanadyjska służba zdrowia lub inne socjalne
instytucje w Kanadzie z polską ambasadą... Czyżby to ambasada płaciła za
drogie lekarstwa Jolanty Szaniawskiej (wątpliwe) i dlatego nie ma prawa
pisać prawdy? Co też bardziej boli p. Bartosik, to... że Jola Sz. jest
chora na MS, czy to, że pisze prawdę... Prawdy boją się tylko oszuści i
czerwoni, bo oni zawsze mają coś do ukrycia...
Dziękuję bardzo Jolancie Szaniawskiej za rzetelny reportaż z
przebiegu ottawskiego spotkania oraz redakcji "Gońca" za pisanie prawdy
(w odróżnieniu od innych polonijnych gazet, które wciskają nam kit, bzdety,
popelinę lub serwują nam michnikowską propagandę). Prawdy nie możemy dalej
ukrywać, jesteście najlepszą gazetą na rynku polonijnym. Życzę wam wszystkiego
najlepszego; jak największej liczby wiernych czytelników oraz zwiększenia
nakładu. Natomiast Jolancie Szaniawskiej dużo zdrowia i dobrego poczucia
humoru, bo do listu p. Bartosik nie można podchodzić poważnie. Gdybym nie
wiedział, że list p. Bartosik - to głupota... to pomyślałbym, że to prowokacja...
Zapewne swój list p. Bartosik napisała z upoważnienia ambasady
oraz gremium lekarskiego - diagnozując, orzekając stan zdrowia Jolanty
Sz.
Pozdrawiam,
Wasz Czytelnik
Andrzej Sztompka
Od redakcji: Nie ma co przejmować się złymi ludźmi.
Polska albo Komorowski
Taki właśnie wybór mają Polacy przed sobą. Już chyba każdy Polak
wie, kim był i kim jest B. Komorowski. Co do jego życiorysu, to bardzo
dobrze przedstawił go A. Ścios (dziennikarz "Gazety Polskiej") w pytaniach
kierowanych do B. Komorowskiego. B. Komorowski przejął obowiązki Prezydenta
RP, zanim L. Kaczyński został uznany za martwego. Bez mandatu społecznego
podejmuje bardzo ważne decyzje w zawrotnym tempie, dbając jedynie o interes
swojej partii. Tusk go potrzebuje do podpisywania wszystkiego, co Platforma
przeforsuje w Sejmie. Do Moskwy pojechał na klęczkach, aby udekorować tych,
którzy manipulują śledztwem w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem. Pan Komorowski
od dnia katastrofy bredzi o wspaniałej współpracy polsko-rosyjskiej, a
rzeczywistość jest zupełnie inna. Gdy Putin został prezydentem Rosji, zniósł
święto rewolucji jako święto narodowe, a zastąpił go świętem upamiętniającym
wyjście polskich wojsk z Moskwy w 1616 r. A więc pokazał Rosjanom, kto
jest ich wrogiem i najeźdźcą i tym zapoczątkował polsko-rosyjskie pojednanie.
Polsce potrzebny jest prezydent, który ma w sercu Boga i Ojczyznę, a nie
kapciowy odwiecznych wrogów Polski. Polska doświadcza katastrof jedną po
drugiej, a więc czas, aby wybrać człowieka, który poprzez swoje decyzje
będzie zapobiegał takim katastrofom. Polacy rozsiani po świecie też
mają prawo wyboru prezydenta RP i mam nadzieję, że wszyscy z niego skorzystają,
mimo że rządzący ograniczają prawa wyborcze Polonii, jak tylko mogą. Podam
tylko kilka przykładów pokazujących, jak rządzący Polską traktują Polonię
i jej prawa. Duży sprzeciw Polonii budzi wymóg ważnego polskiego paszportu
w dniu wyborów. Od 12.04.2001 r. obowiązuje ustawa dotycząca ordynacji
wyborczej. Ustawa ta to bubel prawny sprzeczny nie tylko z Konstytucją
RP, ale i poszczególne przepisy tej ustawy są wewnętrznie ze sobą sprzeczne.
Oto przykłady:
Art. 7. Nie mają prawa wybierania osoby; 1) pozbawione praw publicznych
orzeczeniem sądu, 2) pozbawione praw wyborczych orzeczeniem Trybunału Stanu,
3) ubezwłasnowolnione prawomocnym orzeczeniem sądu. Nie ma tu nic o osobach
z nieważnym paszportem. Natomiast art. 68. pkt. 3. głosujący za granicą
otrzymuje kartę do głosowania wyłącznie po okazaniu obwodowej komisji ważnego
polskiego paszportu. Ustawa ta daje prawo do głosowania obywatelom UE nie
będącym obywatelami polskimi, stale zamieszkującym w Polsce. A więc nie
będąc obywatelem polskim, bez żadnego polskiego paszportu można brać udział
w wyborach do Sejmu, Senatu i Prezydenta RP. Wystarczy podać swoje obywatelstwo,
nazwę okręgu wyborczego w kraju pochodzenia oraz oświadczenie, że
w państwie członkowskim swojego pochodzenia nie został pozbawiony czynnego
prawa wyborczego. Czy ten przywilej dla obywateli UE zamieszkałych w Polsce
nie kłóci się z zapisem Konstytucji RP (art. 32.1. Wszyscy są wobec prawa
równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu publicznym, społecznym lub
gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny)? W Polsce obowiązek rejestracji
wyborców zamieszkałych w danym okręgu i tworzenie list jest obowiązkiem
urzędu, a poza Polską jest obowiązkiem wyborców, którzy muszą zadeklarować
chęć wzięcia udziału w wyborach lub referendum, mimo że MSZ wie, kto z
obywateli polskich zamieszkuje poza Polską, kto się zrzekł polskiego obywatelstwa
i komu ono zostało odebrane lub kto został przez sąd lub Trybunał
Stanu pozbawiony praw wyborczych. Dziwny ten zapis w ustawie, który gwarantuje
obywatelom UE mieszkającym w Polsce, lecz nie będącym obywatelami RP, prawo
do głosowania w polskich wyborach, bez polskiego paszportu, natomiast odmawia
tego prawa polskim obywatelom stale zamieszkałym za granicą, o ile nie
posiadają ważnego polskiego paszportu. W Polsce ludzie zakazani na długoletnie
więzienie mają prawo głosu, lecz obywatelom zamieszkałym poza Polską odmawia
się prawa wyborczego, bo nie kupili sobie tego prawa, ubiegając się nowy
paszport, z którego korzystają tylko w Konsulacie RP przy okazji wyborów,
bo nie lubią lub nie mogą podróżować. Przecież ten stary (nieważny) paszport
też był legalnie wydany, często przez ten sam Konsulat, który teraz odbiera
wyborcy prawo konstytucyjne, bo takim jest prawo wyborcze i nie uznaje
dokumentu, który sam wydał. Wychodzi na to, że Polonia musi kupować polskie
obywatelstwo na określony czas i za określoną sumę (około 200 dol. za paszport).
Jeśli np. w sobotę uznano w konsulacie, że nie jestem Polakiem, odmawiając
prawa do głosowania, a w niedzielę poleciałem do Polski i popełniłem przestępstwo,
to mi to polskie obywatelstwo nawet z nieważnym paszportem przywraca, wtrącając
mnie do więzienia jako polskiego obywatela. Jestem wściekły, gdy urzędnik
konsulatu decyduje o tym, czy jestem i kiedy jestem Polakiem. Chcę być
sobą. Nie chcę być modyfikowany "genetycznie" na Europejczyka lub bezpaństwowca.
Chcę być Polakiem ze wszystkimi prawami i obowiązkami, jakie nakłada na
mnie Konstytucja, bez ingerencji ludzi wyzutych z polskości. Postkomunistom
udało się wmówić Polakom, że nie powinni głosować, skoro nie mieszkają
w Polsce. Mieli w tym swój cel. Polonia i tak na nich nie głosuje, to po
co ma głosować na innych, a zwłaszcza na tych, co mają polskiego ducha,
polskie serce. Skoro Niemiec, Francuz czy Rumun może w Polsce głosować,
to dlaczego ja nie mogę?
Przypomnę jeszcze zwłaszcza tym, którzy decydują o naszym dostępie
do urny wyborczej, art. 8.1. Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczpospolitej
Polskiej. Art. 34.1. Obywatelstwo polskie nabywa się przez urodzenie z
rodziców będących obywatelami polskimi. 2. Obywatel polski nie może utracić
obywatelstwa polskiego, chyba że sam się go zrzeknie. I jeszcze wspomniany
już art. 62.1. Obywatel polski ma prawo udziału w referendum oraz prawo
wybierania Prezydenta RP, posłów, senatorów i przedstawicieli do organu
terytorialnego, jeżeli najpóźniej w dniu głosowania kończy 18 lat. Prawo
udziału w referendum oraz prawo wybierania nie przysługuje osobom, które
prawomocnym wyrokiem sadowym są ubezwłasnowolnione lub pozbawione praw
publicznych albo wyborczych. Zacytowałem kilka przepisów ordynacji wyborczej
i Konstytucji RP celem przypomnienia wyborcom ich praw, jak również dyplomatom
i członkom komisji wyborczych o prawach wyborców. Czekam na przykład z
góry, czyli od przedstawicieli rządu RP, aby w ramach pojednania narodowego
nie rzucali wyborcom kłód pod nogi, przestrzegając istniejącego prawa,
interpretując go zgodnie z zapisem i wolą ustawodawcy, czyli Sejmu RP.
Jako ciekawostkę podam, że zwróciłem się z kilkoma pytaniami do przew.
PKW p. Rymarza. Otrzymałem odpowiedź trochę wymijającą, lecz była też odpowiedź
na moje pytanie o sposób obliczania frekwencji wyborczej. Na spotkaniu
przedreferendalnym z konsulem generalnym w Centrum Kultury, zapytałem pana
konsula Jacka Junoszę-Kisielewskiego o liczbę uprawnionych do głosowania
oraz o sposób obliczania frekwencji wyborczej, która ma zasadniczy wpływ
na wynik referendum. Pan Konsul nie wiedział, ile osób w jego (Toronto)
okręgu wyborczym jest uprawnionych do głosowania, lecz stwierdził, że frekwencję
wyborczą będzie obliczał na podstawie liczby osób deklarujących wzięcie
udziału w głosowaniu i liczby wydanych kart do głosowania. To tak, jakby
zapytać Kanadyjczyków, ile by chcieli zarabiać? Obliczyć średnią i podać
światu, że średni zarobek w Kanadzie to np. 200 dol /godz. W Toronto obliczono
frekwencję na około 80-85 proc., a faktycznie wyniosła może 1 proc.
A teraz zacytuję odpowiedź sekretarza PKW p. Czaplickiego z dn.
23.08.2005 r., cyt.: "Frekwencję wyborczą oblicza się w ten sam sposób
w kraju i za granicą. Stanowi ją stosunek liczby podpisów potwierdzających
otrzymanie karty do głosowania przez wyborców, którym te karty wydano,
do liczby osób uprawnionych do głosowania umieszczonych w spisie wyborców,
łącznie z osobami dopisanymi przez komisje w trakcie głosowania".
Szanowni wyborcy! W waszych rękach jest los Polski na dziś i
na następne pokolenia, bo wynik tych wyborów będzie miał duży wpływ na
wynik przyszłych wyborów parlamentarnych (być może wcześniejszych). Polska
nie może być skazana na łaskę lub niełaskę Putina i KGB, a także na wasali
obcych interesów. Dziś lider postkomunistów G. Napieralski obiecuje, że
zatrzyma tę straszną IV RP, którą media i politycy straszą wyborców. A
kto ją widział? Jak ona wygląda? Nie patrzmy na wygląd kandydata, lecz
ile w nim rozsądku i patriotyzmu. Przystojny to nie to samo co dobry. Wybierzmy
człowieka, który nie jest więźniem własnej przeszłości, który dba o interesy
Polski i Polaków i nie boi się zawartości archiwów IPN, STASI, KGB czy
CIA. Wybierzmy J. Kaczyńskiego w pierwszej turze,
a on posprząta Polskę. Tak nam dopomóż Bóg.
Stanisław Pietras
Mississauga
Od redakcji: Dziękujemy za list.
GONIEC nr 23/2010
Szanowny Panie Redaktorze!
Z radością przeczytałam w poprzednim wydaniu "Gońca", że do naszego
miasta przybędzie z Polski z wykładami ks. Stehlin, by poruszyć bardzo
ważne zagadnienia dotyczące żywotnych spraw Kościoła katolickiego i trawiącego
go od lat kryzysu, bo jako katolicy nie możemy pozostać obojętni na te
tematy.
Jak sugeruje tytuł jednego z mających się odbyć wykładów, przyczyny
tego kryzysu zakorzenione są głęboko w doktrynie liberalizmu, która od
dawna atakowała skrycie Kościół, a poprzedni papieże ostrzegali przed
nią w licznych encyklikach, a także w źle pojmowanym ekumenizmie, który
jest raczej "ekumenizmem humanistycznym" niż katolickim.
Mimo że nie są to zjawiska nowe, obraz "spustoszonej Winnicy
Pańskiej", w jaką stopniowo przekształcał się KK po Vaticanum II, długo
przedstawiano jako wiosnę w KK, aż wreszcie za sprawą obecnego Ojca Świętego
zaczęto otwarcie mówić o kryzysie i potrzebie zwrócenia się ku zapomnianej
i wzgardzonej Tradycji.
Jednym z pierwszych posunięć Benedykta XVI było "zrehabilitowanie"
w motu proprio "Summorum Pontificum" Mszy Trydenckiej i chęć przywrócenia
jej należnego miejsca w liturgii (to już 3 lata! i co? w ilu kościołach
mamy Mszę św. "przodem do Pana Boga"?), a w niecałe dwa lata później zniesienie
ekskomunik nałożonych przez Jana Pawła II na czterech wyświęconych
przez abpa Lefebvre'a biskupów. W zupełnie innym świetle postrzegamy teraz
działalność Arcybiskupa i jego bezkompromisową i samotną walkę o zachowanie
Tradycji!
Obecnie trwają w Rzymie rozmowy doktrynalne między przedstawicielami
Bractwa Kapłańskiego a komisją papieską o istocie kryzysu i sposobach pokonania
go. Zapewne niełatwe to rozmowy...
Drugi temat dotyczący objawień Matki Bożej w Fatimie wydaje się
również bardzo na czasie, bo, jak pamiętamy, podczas ostatniej majowej
pielgrzymki do Fatimy Ojciec Święty wielokrotnie podkreślał nadal proroczy
charakter przesłania objawionego trojgu pastuszkom i "wskrzesił" jego aktualność.
Ks. Stehlin jako wybitny mariolog i autor "Maryjnych" książek
("Kim jesteś, o Niepokalana?" i "Niepokalana - nasz ideał"), na pewno przedstawi
nam spójny i obiektywny obraz kryzysu w świetle tych największych i spełniających
się na naszych oczach objawień.
Żyjąc w kraju wielu kultur i religii, niemal codziennie spotykamy
się ze zjawiskami, które nas, jako katolików, niepokoją. Nasze obawy dotyczą
zwłaszcza naszych dzieci wychowywanych w systemie bez moralnych wartości
i coraz mniejszych religijnych wymagań.
Wiara w naszego Pana, Jezusa Chrystusa, coraz bardziej staje
się sprawą głęboko skrywanej prywatności i nie ma wyrazu w publicznej
działalności nawet nominalnych katolików. Na naszych oczach zmieniane są
nie tylko chrześcijańskie zasady, ale prawo naturalne. Czy to upadek cywilizacji
chrześcijańskiej?
Czy ks. Stehlin zaproponuje nam jakąś drogę uratowania następnych
pokoleń przed nihilizmem i moralnym zepsuciem?
Myślę, że chociaż kilka cisnących się mi na usta pytań doczeka
się wyczerpującej odpowiedzi, wszak po wykładach będą pytania z sali...
Stała Czytelniczka
(nazwisko i imię
do wiadomości redakcji)
Od redakcji: Z pewnością ciekawie będzie posłuchać.
Klęska zawisła nad Polską
W chwili tragedii, zadajemy sobie pytanie: dlaczego? I kto jest
winny? Odpowiedź jest prosta: "nie było kary - nie było miary" i "Pan Bóg
za dobre wynagradza, a za złe karze". Możemy sobie zadawać pytania i mówić,
że nie wszyscy jesteśmy źli, ale i nie wszyscy na to zło reagujemy, bo
może to nas nie dotyczy. Temu wszystkiemu winne jest złe prawo i źle pojmowana
demokracja. Ludzie zaczynają odchodzić od Boga, od Kościoła i wiary, zaczęli
wierzyć w moc pieniądza i w moc władzy. Aborcja, eutanazja i wstydliwe
niegdyś słowo seks, słyszymy wszędzie i nikogo to nie krępuje, a więc dzieci
i młodzież zaspokajają ciekawość, co doprowadza do różnych tragedii. "Inaczej
kochający" chodzą wpół rozebrani w różnych parach i promują swoją chorobę.
Chcą adoptować dzieci, aby w przyszłości powiększyć szeregi wątpliwych
moralnie. Władze pozwalają i popierają, zamiast leczyć. Rządzący nie dbają
o społeczeństwo, a w tym pomagają im polskojęzyczne media, bo cóż to obchodzi
obcych, dla których Polska jest łakomym kąskiem. Wystarczy poklepać po
plecach i ci już się cieszą, jak to ich sąsiedzi kochają.
Społeczeństwo zaś zachowuje się biernie, nie reaguje, nie broni
się, "bo polityka go nie obchodzi". Polacy przestają być narodem katolickim.
Polska wydała tylu wiernych synów, tylu z nich oddało życie za wolność,
za wiarę i byli oni wzorem do naśladowania. Błogosławiony dziś ks. Jerzy
Popiełuszko poniósł męczeńską śmierć, głosząc prawdę i wskazując zło. Dziś,
idący Jego śladami niektórzy księża i biskupi są wyśmiewani w mediach,
a nawet są i tacy, co im wysyłają pogróżki (o. Rydzyk). Jeśli byłoby więcej
takich duchownych, media by inaczej traktowały ich słowa, a społeczeństwo
może by się obudziło. Ale dzisiejsi rządzący, podobno postępowi i nowocześni,
atakują o. Rydzyka, bowiem boją się tej prawdy, którą On głosi.
Takiej prawdy bali się też komuniści, dlatego trzeba było pozbyć
się ks. Jerzego. Po roku 1989, choć "Solidarność" zwyciężyła, to jednak
prezydent wywodzący się z Niej, otoczył się ludźmi byłego komunistycznego
reżimu, a tych, co z nim walczyli, odsunął na bok. Teraz gdy Oni zatriumfowali,
posunął się do ich szkalowania. Dlatego gdy słyszę jego szydercze słowa
i wyświechtane powiedzonka, jest mi wstyd samej przed sobą, że kiedyś uważałam
go za człowieka honoru, a dziś okazał się zdrajcą. Jest on natomiast autorytetem
i twarzą PO oprócz Bartoszewskiego, Kika, Kutza, Niesiołowskiego i Palikota,
oraz "Rycha, Zdzicha i Zbycha". Na nim wzoruje się także marszałek Komorowski,
który jako były działacz głosował za rozwiązaniem IPN, WSI, aby Polska
i świat nie poznali prawdy o zbrodniczym systemie komunistycznym, a więc
dlatego także zalicza Komorowski tak wiele wpadek w kampanii, bo nie posiada
wiedzy w wielu tematach, a więc taki kandydat na prezydenta jest niebezpieczny.
Premier Tusk także otoczył się funkcjonariuszami byłych służb WSI, bo oni
nadal mogą bardzo dużo, a najbardziej w "wyeliminowaniu Kaczyńskich z polityki".
Po trochu mu się to udaje i pan Jarosław musi być bardzo ostrożny.
Te fakty przytoczyłam dlatego, aby udowodnić Polakom, jak wielką
krzywdę wyrządzają sami sobie twierdzeniem, że "do polityki się nie wtrącam"
lub "nie pójdę głosować, bo to nic nie pomoże". Polacy mają duży wpływ
na wewnętrzną politykę, bo jeśli wybiorą źle, to będą mieli to, co mają.
Tutaj chcę im podpowiedzieć, że lepsza kaczka niż komar - to jest moje
wyborcze motto.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Od polityki nie ma ucieczki... - czytaj "Gońca".
Do Jolanty Szaniawskiej
Kto Panią upoważnił do wyrażania swojej opinii o POLSKIEJ placówce
dyplomatycznej w Ottawie. Ja jestem również czytelnikiem nieregularnego
i bardzo stronniczego Pani informatora. Zapomniała Pani, że to właśnie
Pani jest na utrzymaniu kanadyjskich podatników, otrzymując przez lata
zapomogę (welfare), subsydiowane mieszkanie i darmowe kosztowne leki na
Pani chorobę (MS), która najwyraźniej zrobiła duże spustoszenie w Pani
układzie nerwowym, a szczególnie w mózgu.
Więc proszę o niewyrażanie swojej opinii, o ile nikt Pani
do tego nie upoważnił. Pani ataki na Ambasadora, pracowników Polskiej Ambasady,
jak i innych działaczy polonijnych są wytworem Pani chorej wyobraźni.
Z poważaniem, w imieniu własnym
Maria E. Bartosik
***
Życiorys nadesłany do redakcji "Gońca" przez Jolantę Szaniawską.
Oficjalny życiorys
Jolanta Nadzieja Szaniawska, warszawianka z pierwszego pokolenia,
właściwie bez korzeni, bo te, które były... zostały pogubione gdzieś na
wschodnich rubieżach Polski, w gruzach powstańczej Warszawy, katowni UB
w Białej Podlaskiej, wolnej Anglii, Kanadzie...
Wychowanka kwadratowego podwórka z trzepakiem, w przenośni i
dosłownie. Ucieczką od szarej beznadziei warszawskich blokowisk - ukochany
teatr i narkotyczne w swej urodzie polskie Tatry! Tępa na indoktrynację.
Skłócona z otaczającą ją rzeczywistością, gardząca sitwą w czerwonych krawatach,
aktywna w protestach sierpniowych. Gazowana przez ZOMO na placu Zamkowym
w Warszawie - słynne obchody Konstytucji 3 maja.
Typowy młody "naiwniak", dla którego świętością było hasło -
precz z komuną! W Kanadzie od '85. Wykonywany zawód - technolog żywienia.
Dziś na rencie. W miarę możliwości aktywna społecznie.
W latach 90. znana Polonii z artykułów w "Gazecie-Toronto". Członek
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Inicjator akcji charytatywnych na
rzecz chorych na stwardnienie rozsiane. W latach 2000-2004 zasiada w komisji
doradczej PIAC przy burmistrzu Ottawy, panu Bobie Chiarellim. W 2005 otrzymuje
wyróżnienie Człowieka Roku Polonii ottawskiej przyznane przez kapitułę
Komunikatów Ottawskich, a w 2009 Ontario Volunteer Service Awards.
Od 2005 wydawca pisma "Transatlantyk Nadziei" www.tnpolonia.com,
członek Polish Canadian Women's Federation i honorowy Koła Ognisko.
Od redakcji: Szanowna Pani Jolu, opinii ludzi złych nie należy
brać do serca. Ci, którzy plują w złej wierze, zawsze plują pod wiatr.
Dlatego mają takie straszne gęby.
Spóźnione updates
Droga Redakcjo,
W ostatnich tygodniach zauważyłem, że nowe wydanie (internetowe)
jest zawsze spóźnione na weekend. To znaczy stary weekend nie jest odnowiony
na następny, ale dopiero w ciągu jakiegoś dnia tygodnia.
Proszę nie myśleć, że jestem cheap i tylko czytam Was w Internecie,
ale pracuję poza Kanadą większość roku, więc nie mam innej możliwości.
Moja żona z Rodzinką oczywiście jest Waszym czytelnikiem w postaci "hard
copy", co ja też czynię, jak jestem na urlopie kilka razy w roku.
Z poważaniem
Aleksander Mieczyński
Mississauga/Cruising
Carribean Sea
Od redakcji: Panie Aleksandrze, miło nam, wydanie w Internecie
jest spóźnione o weekend, aby dać szansę temu papierowemu. Zobaczymy, czy
tak dalej będzie.
Pan A. Kumor
Nie mogłem się zebrać, ażeby coś opowiedzieć rodakom, o czym
jeszcze nie wszyscy wiedzą, oczywiście Kanadyjczycy też nic na ten temat
nie wiedzą. Zacznę po kolei.
Temat 1: Byłem na spotkaniu Polonii w Centrum Jana Pawła II w
Mississaudze. Byłem tam do chwili, kiedy usłyszałem, jak przedstawicielka
Revenue Canada mówiła tak: wy, Polacy, mieliście w Polsce dobrze, bo nie
płaciliście podatków. No, ludzie, ja już myślałem, że ze mną koniec. W
związku z tym chciałbym tę sprawę podać do wiadomości naszych rodaków emigrantów,
którzy uciekli nie z Polski, tylko z PRL-u, czyli uciekliśmy z bagna, a
wpadliśmy w drugie bagno! Ale jeszcze żeby temat 1 dokończyć, to chciałbym
dodać, że miesięcznie zabierano 49 proc. uposażenia i automatycznie odprowadzano
do ZUS. Mogę to w każdej chwili udokumentować. Podam dla przykładu, że
np. w roku 1979 podliczone wynagrodzenie zasadnicze przez mój zakład pracy
wynosiło 172.000 rocznie, a kwota przeciętnego wynagrodzenia wynosiła 64
tys. A trochę dla uśmiechu, kto jest nawet średni z matematyki, to będzie
wiedział, ile albo jaki procent podatku płaciło się do ZUS-u.
Temat 2: W PRL przepracowałem 20 lat w kopalni. W 1999 rozpocząłem
poszukiwania, ażeby uzyskać zaświadczenia pracy z Zakładów, w których pracowałem,
niektóre już zlikwidowano. Udało mi się znaleźć jeden zakład, który wystawił
moje zarobki za trzy lata i ten dokument posiadam. No i od tego czasu rozpocząłem
szukanie archiwum moich zakładów. Spędzałem urlop w Polsce, szukając owoców
mojej krwawicy na kopalniach, i nic. W 2005 roku zebrałem świadków, którzy
pracowali ze mną, i pozwałem ZUS do sądu. Trwało to trochę czasu. W 2006
r. Sąd Pracy wydał wyrok: wprawdzie pan Helmut dostarczył pewne dokumenty
i świadków, ale to wszystko nie dało żadnego rezultatu. Upłynęło dużo czasu
i znów złożyłem pozew do sądu, w 2009 r., i już w marcu odbyła się rozprawa
i nie wiadomo, co to będzie dalej. Jakie sądy mamy w Polsce, tego się nie
da opisać.
Temat 3: Teraz sprawa bardzo poważna. Kanada podpisała porozumienie
- ciekawe, czy strona polska przyznała się, że rząd Polski nakazał zniszczenie
dokumentacji płacowej dla uciekinierów z roku 1981, czyli z archiwum można
wyciągnąć zaświadczenie pracy, że pan Helmut pracował na kopalni "Bobrek"
od dnia tego i tego w charakterze takim a takim, ale ile zarabiał, to już
nie ma wpisu. Otrzymałem dokument, czyli odpowiedź na moje pismo z prośbą
o wynagrodzenie za taki a taki okres. Odpowiedź tam brzmiała: archiwum
informuje, że zgodnie z Rozporządzeniem nr 33 Ministra Górnictwa i Energetyki
z dnia 24 grudnia 1985 r., dokumentacja płacowa została zniszczona i w
związku z tym żadnej dokumentacji nie posiadamy.
Polska podziękowała nam, emigrantom, a tak na dobrą sprawę, to
Kanadę mogę tylko pochwalić za jedną sprawę, a to iż na podstawie SIN w
ciągu minuty otrzymamy wykaz za wszystkie przepracowane lata i ile zarobiliśmy,
ile odłożyliśmy na CPP itp. A reszty to nawet nie mogę wspominać, bo na
listy Canada Service nie odpowiada, ignoruje emerytów. Chciałbym jeszcze
więcej coś napisać, ale nie mogę, bo jestem po 70-tce i jak wspominam o
ZUS-ie, to ciśnienie mam 200, a chciałbym jeszcze pooddychać jakiś czas
świeżym powietrzem.
Z poważaniem
Helmut ze Śląska
PS Napisałem do Ministerstwa Pracy z propozycją, ażeby ZUS przemienić
na adekwatną nazwę: na Zakład Terroryzmu Psychicznego (ZTP) i już minął
rok i cisza.
Od redakcji: Szanowny Panie, w obliczu niesprawiedliwości najważniejsze,
nie denerwować się. Wielu rzeczy Pan nie zmieni, a tylko zdrowie straci.
A na spokojnie, proszę pisać do wszystkich możliwych polskich komisji i
agencji. Najlepiej przez Internet. Niech Pan sobie przygotuje standardowy
list, w którym w skrócie na jednej kartce w punktach przedstawi Pan przejrzyście
swoją sprawę. A cc. do gazet, radia i telewizji.
Droga Redakcjo!
Nie samym chlebem człowiek żyje, ale chleb jest też potrzebny.
Znów w Toronto pożegnaliśmy kolejny sklep z wędlinami. W brutalny
sposób potraktowany "Steve's Meats &Sausages" zamknął podwoje.
W czasach gdzie nie ma nadmiaru pracy ani też zdrowej żywności, a bank
żywnościowy rozpaczliwie woła o dotacje, zalewano "Javexem" wędliny
bez nalepek... pozostawiając tylko te, które nie były wypakowane z pudełek
z marką... W tej tragedii właściciela, jako kupujący, możemy znaleźć jedynie
pocieszenie, że choć zniknął sklep, to wędliny, w tym krakowska i polędwice
pana Stefana ("Steve"), możemy nabywać w wytwórni Andy's Factory and Outlet
Store. Miejsce to jest, rzec można, w zaciszu, ale tuż obok ruchliwych
ulic. Jadąc (idąc) Keele na północ od Dundas W., tuż za mostem kolejowym
skręt na światłach w pierwszą w prawo (Junction) i kilka metrów dalej w
lewo w Mulock Ave., gdzie w mgnieniu oka dojeżdżamy do "Andy's", w którym
możemy nabyć europejskie, świeże i po konkurencyjnych cenach wyroby dwóch
mistrzów (tel. 416-604-0692).
Niestety, nic się nie zmieniło w legislacji, a powstałe z trudem
małe wytwórnie, w które włożono krocie, jeśli ich sami nie odkryjemy i
nie wspomożemy, kupując, pozostaną w cieniu kolosów dążących do monopolizacji
rynku "swoją chemią".
Małgorzata Kossowska
Toronto
Od redakcji: Jedzmy zdrowo i popierajmy polskie biznesy.
GONIEC nr 22/2010
Szanowny Panie Redaktorze,
Z wielką przyjemnością i satysfakcją przeczytałem pański art.
"widziane od końca" zamieszczony w końcu maja br. w "Gońcu" i w pełni popieram
daleko idącą krytykę kandydata na prezydenta p. Jarosława Kaczyńskiego.
Podzielam pogląd, że kandydat J. Kaczyński nie jest najlepszym
kandydatem na prezydenta 40-milionowego Narodu, jakim jest RP, ale czy
jest spośród postawionych już kandydatów ktoś lepszy (?)... który by przedstawił
program odbudowy zaufania większości Narodu i prognozy pozwalające na właściwą
odbudowę utracanego systematycznie przez Naród zaufania do stylu rządzenia
Polską i doprowadzenia do standardu zgodnego z aspiracjami Polaków.
Myślę, że spośród przedstawionych nam kandydatur takiej postaci
nie ma.
Mimo niewielkich obietnic stawianych przez J. Kaczyńskiego jest
on mniejszym złem spośród zgłoszonych osobników na osobę prezydenta przyszłej
Polski.
Pozostali kandydaci są nie tylko niewiarygodni, ale straszliwie
zdeprawowani i nie gwarantują zmian, na które czekają Polska i Polacy.
Program J. Kaczyńskiego nie jest programem, który chcieliby usłyszeć
Polacy z ust kandydującego prezydenta, ale czy marazm pozostałych
kandydatów głoszony publicznie na spotkaniach wyborczych głosi coś
innego... poza degrengoladą dalszego spokrewniania z Rosją Putina i Niemcami
p. Angeli Merkel...
Czy dalsze utrwalanie systemu opartego na związku z Unią Europejską
wraz z delegowaniem elity z obecnego rządu do pracy w celu zapewnienia
wysokich apanaży wybrańców zasługuje na nasze poparcie?...
Unia się coraz bardziej wali. Nawet zwolennicy tej integracji
już się powoli wycofują z układu euro i wolą trzymać się systemu opartego
na DM niż euro.
Czy powierzenie przez obecny rząd sprawy katastrofy samolotu
pod Smoleńskiem stronie rosyjskiej zasługuje na poparcie Narodu?!
Zginęła przecież najważniejsza część rządu RP i nadal nie wiemy,
czy był to zamach inspirowany, czy szczególna katastrofa lotnicza,
bowiem do dziś nie ma odpowiedzi o szczegółach tego wydarzenia, które jest
w rękach rosyjskich, a Polacy czekają na werdykt pod przewodnictwem rosyjskiego
wymiaru sprawiedliwości.
Być może będziemy wiedzieć o przyczynach katastrofy samolotu
wojskowego dopiero wtedy, kiedy tło wypadku będzie całkowicie sfingowane
wg wzorów morderstwa w KatyniuÉ?
W sprawie zbrodni tej nadal nasz sąsiad ze wschodu nie uchyla
rąbka tajemnicy, jak gdyby tego morderstwa w ogóle nie było...!?
Kandydat na prezydenta B. Komorowski tematów istotnych
i ważnych w ogóle nie porusza. Biega z premierem Tuskiem po obszarach zalanych
powodzią, symulując nieokreśloną pomoc poszkodowanym, skoro woda topi miasta,
to woda ma to do siebie, że kiedyś odpłynie, przytacza z sarkazmemÉ
Obłudnicy nie zasługują na poparcie Narodu. Polska powinna sięgnąć
do zasobów zdolnych, myślących ludzi, których nie brak wśród wykształconej
młodzieży nierzadko kształconych na różnych uniwersytetach i nie tylko
polskich, ale całego świata.
Straciliśmy polską inteligencję na skutek systemowego wymordowania
w czasie wojen zarówno po stronie sowieckiej, jak i niemieckiej, lecz to
nie znaczy, że nie stać nas na odbudowę społecznego zaufania Narodu, jeśli
sięgnie się do źródeł intelektualnej młodzieży trzeźwo myślących.
Polaków zarówno w kraju, jak i tych, którzy wyemigrowali czasowo
za granicę, nie akceptując marionetkowych kolesi obecnych luminarzy.
Poruszone w "Gońcu" przez red. Kumora dezyderaty są istotne dla
odbudowy zaufania Narodu. Należy żałować, że je tak późno ujawnia, co wobec
szeroko rozwijanej propagandy kontrkandydatów może okazać się już
za późno na zmianyÉ
Musimy jednak wierzyć, że dobro Polski zwycięży! Nawet mimo silnego
lobby utworzonego przez obecnie działająca władze dobierana
przez uzurpatorów chcących utrzymać stary zdegenerowany system
opierający się na kumoterstwie i zakłamaniu pozostawiony nam w spadku po
władzy
radzieckiej; nierozliczonej dekomunizacji i lustracji osób, "kolesi"
ściśle powiązanych z dawnym lewicowym reżimem, a utrzymywanych na wysokich
stanowiskach w państwie.
Hubert W. Abramowicz
Od redakcji: Drobnymi krokami w dobrym kierunku.
Propozycja dla KPK
Od kilkunastu dni, tj. od czasu wielkiej powodzi w Polsce, dostaję
dziennie kilkanaście kopii e-mailów, gdzie wielu zatroskanych członków
naszej społeczności jest zażenowanych biernością KPK, porównując przy tym
rok 1997, gdzie zebraliśmy "z kopyta" ponad milion dolarów... Gwoli ścisłości,
13 lat temu inicjatywę podjęli pp. Piotrowscy z Radia "POLONIA" i to oni
uzbierali lwią część pieniędzy, KPK "obudził" się po kilku tygodniach
i zaanektował zbiórkę popularnych radiowców: państwa Krystyny i Ryszarda...
Wyjaśniam, co następuje: prezes ZG KPK p. Jerzy Barycki zaapelował o przekazywanie
czeków dla Fundacji Charytatywnej KPK, z przeznaczeniem dla powodzian,
na specjalnie założone konto w Naszej Credit Union. Jest tylko jedno "ale",
charakter zbiórki jest zbyt ogólny i wysiłek naszej społeczności w Kanadzie
może być łatwo niedoceniony i rozmyty... W 1997 była inna sytuacja,
pomagaliśmy samodzielnej i samotnej Polsce... Dzisiaj Polska jest
składnikiem Unii Europejskiej, Unia ma fundusz Solidarności na usuwanie
szkód i przywrócenie infrastruktury... Polska może się też starać o inwestycje
długoterminowe, zapobiegające powodziom, jeśli takowe nie były wcześniej
przyznane... Problem w tym, że były przyznane i zużyto je niewłaściwie...
Pozostaje problem strat ludności, przede wszystkim tych nie ubezpieczonych...
Na Florydzie, jak przejdzie tajfun, to co się dzieje ze zniszczonymi, nieubezpieczonymi
domami...? Są odbudowywane latami, jeśli w ogóle są odbudowywane...
Moja propozycja dla ZG KPK (konkretnie dla Fundacji Charytatywnej
) jest następująca:
1. Wyselekcjonować jedną rodzinę z Polski, która poniosła dotkliwe
straty, sprawdzić gruntownie jej stan finansowy,
2. Wyselekcjonować najbardziej potrzebną inwestycję hydrotechniczną,
np. odcinek wału lub zbiornik retencyjny i zadeklarować procent kosztów...
3. Zrobić selekcję i oszacować koszt pompy wysokowydajnej wraz
z armaturą, jako specjalista w tej dziedzinie służę poradami, również zadeklarować
procent kosztów...
Ogłosić zbiórkę w całej Kanadzie KONKRETNIE NA TE TRZY
CELE... To da kopniaka w d... polskim decydentom, by ruszyć z decyzjami
oraz uchwalić niezbędne prawo wywłaszczeniowe... My sobie będziemy zbierać
pieniążki, wyselekcjonowanej rodzinie można pomagać na bieżąco, w przypadku
inwestycji płacić wyłącznie procent za wykonane roboty i faktury...
To należało zrobić wczoraj, a nie spać do 25 maja, kiedy główne fale już
opadły, czas pili, za dwa tygodnie Polonia zapomni o powodzi, bo sprzątanie
i odbudowa nie są już nośne medialnie i zostaną zagłuszone przez bełkot
kampanii wyborczej....
Z poważaniem:
Andrzej T. Chronowski
Od redakcji: Polonia już zapomina...
Szanowny p. Redaktorze,
Dziękuję bardzo za zamieszczenie zdjęć z powodzi w miejscowościach
Trześń i Sokolniki.
Robert Gdyczyński
PS Przesyłam dwa zdjęcia, zachód słońca i bóbr podczas kolacji,
zdjęcia te zrobiłem nad jeziorem Ontario w pobliżu Lake Shore i Kipling
Ave.
R.G.
Od redakcji: Dziękujemy, publikujemy to z bobrem.
Pytania i wątpliwości do Premiera i rządu p.o. prezydenta i Marszałka
Sejmu - Komorowskiego
Panowie, jeżeli podjęliście się misji reprezentowania Polski
i Narodu oraz rządzenia, miejcie więc honor wypełniania jej z należytym
szacunkiem, godnością i starannością. Polacy nie dali wam przyzwolenia
na grabież Polski i niszczenia Narodu, najlepszych Jego Synów i Córki,
Konstytucja nakłada na was obowiązek strzec suwerenności kraju, bezpieczeństwa
Jego obywateli i godnego życia.
Tymczasem jesteśmy świadkami łamania przez was podstawowych praw.
Nieważna jest Polska, ważne sąsiedzkie przyjaźnie, które tak naprawdę nadal
są kłamstwem. Zginął Prezydent Polski i wielu znakomitych obywateli życia
politycznego, obronnego i społecznego. Nie chcieliście wziąć na siebie
ciężaru śledztwa w tej sprawie, powierzając go w obce, zawsze nieprzyjazne
Polsce ręce rządu rosyjskiego, który przez wiele lat był naszym okupantem,
dążącym do zniszczenia Polski i Narodu, jak też zatarcia śladów zbrodni
katyńskiej. Przez dziesiątki lat zakłamywano tę zbrodnię i do dziś nie
mamy wielu dokumentów. Gesty nie wystarczą dla normalizacji sąsiedzkich
stosunków, za uchylenie rąbka tajemnicy przez Putina, dało premierowi Tuskowi
powód do bezgranicznego zaufania. A więc pytam: czy to naiwność czy zdrada?
Wobec tylu niewiadomych, mam moralne prawo tak pytać i oczekiwać odpowiedzi.
Co robi w tej sprawie p.o. prezydent Marszałek Komorowski? W normalnym
i profesjonalnie rządzonym kraju, gdzie najwyżsi przedstawiciele rządu
lekceważą śmierć Prezydenta i tylu ważnych urzędników państwowych, postawieni
byliby w stan oskarżenia. W Polsce, rządzący przekazali sprawę w obce ręce,
tak jakby był wypadek normalnego samolotu rejsowego z wycieczkowiczami
na pokładzie. To był samolot wojskowy z delegacją prezydencką i samym Prezydentem,
a nie jak to mówił szef rządu Tusk, szef MSZ Sikorski i szef MON Klich,
że jest to wyjazd "prywatny", a delegacja rządowa była trzy dni wcześniej.
Dlaczego do tej pory niewiele wiemy, co było powodem i kto jest winien
tej zbrodni? Dlaczego od samego początku założono, że winę ponoszą piloci,
tak powiedziała strona rosyjska, a rządzący ślepo te słowa powielają. Tak,
zmarli nie mogą się bronić i nie mogą powiedzieć prawdy, ale mamy nadzieję,
że rodziny ofiar nie pozwolą na ukrycie tej prawdy i dowiemy się, czyje
ręce ociekają krwią.
Nie zawaham się twierdzić, że od roku 2007 ten rząd nie przejmuje
się Polską i Polakami, suwerenność i bezpieczeństwo Polski jest wielce
zagrożone. Wzywam więc władze polskie do udzielenia odpowiedzi, odpowiedzi
należy także oczekiwać od pana Komorowskiego, któremu pan Aleksander Ścios
zadał 29 pytań (patrz: bezdekretu.blogspot.com). Wyborczy spot o biografii
pana Komorowskiego nie uwzględnia treści tych pytań i nie daje na nie odpowiedzi...
Rządzący zajęci są sobą i swoim pędem po władzę absolutną, co widać na
podstawie zmian personalnych, zwolnień wszystkich ludzi związanych z PiS-em.
Reasumując, wzywam także moich Rodaków do przebudzenia i analizowania
zachowań obecnie rządzących, a otrzymają odpowiedź, kto powinien rządzić
krajem i być Jego reprezentantem. Czy te ostatnie polskie tragedie nie
upoważniają nas do zmiany dotychczasowego myślenia i zmiany ludzi odpowiadających
za los Kraju i narodu?
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: Podzielamy Pani ból i troski.
Szanowny
Panie Redaktorze Kumor!
W dniu 8 maja 2010 Canadian and Allied Veterans byli zaproszeni
przez the Dutch Canadian Association of Greater Toronto z okazji 65. rocznicy
wyzwolenia Holandii. Spotkanie miało miejsce w Denison Armoury w Downsview
w Toronto.
Między weteranami kanadyjskimi byli weterani polscy. Zostałem
poproszony o powiedzenie kilku słów, ponieważ walczyłem w czasie II wojny
światowej w Holandii i tam zostałem ranny. Był to dla mnie wielki zaszczyt,
że ja jako jeden z weteranów polskich mogłem podziękować Holendrom za ich
pamięć o nas żyjących oraz za opiekę nad grobami kolegów, którzy oddali
swoje życie w obronie Holandii.
Po moim przemówieniu otrzymałem gratulacje od Ambasadora Holandii
i przedstawicieli kanadyjskich władz oraz wielkie brawa od ponad 500 uczestników
uroczystości. Razem z p. Gasztoldem - prezesem 430. Skrzydła Warszawa,
na tę uroczystość przybył gen. brygady pilot Leszek Cwodziński z Polski,
który jest na stażu w Borden Camps w Kanadzie. Z tej okazji została wydana
jednodniówka "Thank you Liberators", w której są wspomnienia o mojej drodze
wojennej, flaga polska i hymn. Po części oficjalnej był wspólny poczęstunek.
Z wyrazami szacunku. Pozdrowienia dla Zespołu Redakcji.
Mieczysław Lutczyk
Oshawa
Od redakcji: Szanowny Panie, chylimy czoła, przed Panem i Pana
kolegami. Czy byli Panowie zaproszeni na uroczystości do Holandii?
GONIEC nr 21/2010
Ojczyzna w potrzebie
Szanowna Redakcjo!
Do długiej listy tragedii dopisuje się obecna powódź w Polsce.
Dzwoniłam do KPK i dowiedziałam się, że czyni starania o utworzenie specjalnego
konta na rzecz powodzian. W Polskiej Credit Union właściwie mnie zbyto,
mówiąc: że sprawa będzie przekazana Radzie Dyrektorów, bo CU nie może tego
czynić w obawie o posądzenia, że... zbiera dla siebie????
Czas to pieniądz i nie powinniśmy być ślamazarni, jeśli chodzi
o pomoc... wielokrotnie machina biurokracji mija się z celem, tam gdzie
należy być sprężystym.
Trzeba pamiętać, że nie chodzi tu tylko o pomoc poszkodowanym,
ale że jest to WALKA O POLSKĘ.
Obawiam się, że zrujnowani powodzianie... dosłownie nadzy, bosi
i bezdomni, oddadzą za grosze zniszczoną ziemię, która jeśli nie bezpośrednio
to przez pośrednictwo różnych lichwiarzy i przecher wszelkiego autoramentu
dostanie się W OBCE RĘCE... (tak było, jak słyszałam, kiedy wylała Odra).
Czy jako Polonia jesteśmy w stanie zapewnić pomoc, która dojdzie
bezpośrednio do ofiar na odbudowę gospodarstw i w ogóle jako zapomoga dla
poszkodowanych???
Mamy tylu wspaniałych społeczników i organizacje polonijne...
czy w tej sytuacji nie mogłyby się one zjednoczyć i z Kongresem Polonii
zadziałać sprawnie?
Z chwilą powstania takiego konta wspomóżmy je, bo nawet 1 dolar
czyni różnicę, kiedy jest nas tak wielu... od ziarnka do ziarnka,
a zbierze się miarka.
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Toronto
Od redakcji: Pomóżmy!
Szanowni Państwo,
Chciałbym poinformować, że poszukujemy inwestora strategicznego,
którego wkład finansowy pozwoli na dalsze kontynuowanie i rozwój portalu
Netbird.pl.
Portal jest rozbudowanym przedsięwzięciem, którego realizację
rozpoczęliśmy niemalże dwa lata temu. Oficjalny start portalu w sieci miał
miejsce 11.11.2008. W tym czasie przygotowaliśmy oprogramowanie portalu
- rozbudowane, z wieloma zaawansowanymi funkcjonalnościami. Uruchomiliśmy
40 serwisów tematycznych: informacyjnych, publicystycznych, kulturalnych,
społecznych i rozrywkowych. W grudniu 2009 uruchomiony został Megasklep,
jako integralna część portalu. Jest to platforma do sprzedaży internetowej.
Zaprojektowany został do niej importer produktów ze sklepów partnerskich,
dzięki czemu Megasklep prezentuje tysiące produktów różnych producentów
i produktów stale przybywa. W maju bieżącego roku uruchomiony został serwis
ogłoszeniowy - jako jeden z serwisów portalu Netbird.pl. Pod względem ilości
ogłoszeń jest to największy w Polsce serwis tego typu - zawiera ponad 1,2
miliona ogłoszeń podzielonych tematycznie na poszczególne kategorie.
Oprogramowanie portalu zostało wykonane w technologii Ruby on
Rails. Technologia ta umożliwiła modułowe skonstruowanie portalu oraz pozwala
na szybkie, bieżące wykonywanie zmian w poszczególnych serwisach. Wykonane
przez programistów funkcjonalności mogą być za pomocą panelu zarządzania
wyświetlane w dowolnej ilości i konfiguracji. Zostało to tak przygotowane,
aby nie tylko samo redagowania, ale i kreacji poszczególnych serwisów i
ich funkcjonalności mogła dokonywać osoba nie będąca informatykiem,
po krótkim przeszkoleniu z obsługi panelu. Powstanie nowego serwisu w portalu
netbird.pl trwa za pomocą naszego panelu tylko kilka godzin. Daje to duże
możliwości i powoduje, że portal wykazuje najwyższy poziom elastyczności.
Umożliwia to szybkie i sprawne reagowanie na niespodziewane wydarzenia
i potrzeby odbiorcy - jest to szczególnie ważne dla funkcjonowanie na najwyższym
poziomie serwisów informacyjnych portalu.
Opracowana koncepcja organizacyjna została przetestowana i umożliwia
funkcjonowanie bardzo rozbudowanego tematycznie portalu z czterdziestoma
serwisami tematycznymi dzięki pracy tylko kilkunastoosobowej redakcji.
Mimo że w każdym z serwisów publikowanych jest codziennie od kilku do kilkudziesięciu
nowych, ilustrowanych artykułów.
Portal w sensie koncepcyjnym i technicznym daje wielkie możliwości
oddziaływania opiniotwórczego. Jest jednak przedsięwzięciem, które
dochodowym może stać się w dłuższej, 2-3-letniej perspektywie.
Poszukujemy inwestora, który zapewni podniesienie rezerwy finansowej
portalu o kwotę ok. 700 tys. złotych oraz zapewni finansowanie bieżące,
w wysokości 120 tys. złotych miesięcznie.
Będę wdzięczny za przekazanie tej informacji osobom, które taką
inwestycją mogą być zainteresowane. Wstępne zainteresowanie można zgłaszać
do dn. 15.06.2010 na adres: krzysztof.budziakowski@netbird.pl
Z poważaniem
Krzysztof Budziakowski
www.netbird.pl
tel. 602 62 95 77
Od redakcji: Nas nie stać, może ktoś zobaczy w prawicowym,
dobrym portalu szansę na realizację życiowego planu.
Oddzielić ziarno od plew(ów)
Apeluję do redakcji o niepublikowanie listów od ludzi niezrównoważonych
psychicznie. A wy Plewa (vel Plewa) czytajcie sobie dalej wasze "NIE" i
korespondujcie z Jerzym Urbanem, a nie obciążajcie sobie komórek, czytając
niezrozumiałe dla was artykuły w porządnej gazecie, jaką jest "Goniec"!!!
PS Ostatnio przeczytałem artykuł korespondenta Gazety w Calgary
p. Mańkowskiego i opadły mi ręce... Autor stwierdził kategorycznie, że
konsul honorowy w Calgary reprezentuje Polskę i rząd Polski w tym mieście...
Przepraszam: który rząd i którą Polskę???
Pozdrowienia dla redakcji - Jędrek z Calgary.
Od redakcji: Szanowny Panie, p. Pleva ma prawo do swej opinii,
tacy ludzie są wśród nas. A generalnie rzecz biorąc, redakcję cieszy, że
tacy ludzie jak p. Pleva też nas czytają, niezależnie od tego jakimi pobudkami
się kierują.
"Polsko, wracaj do Boga"
Życie człowieka jest pełne niespodzianek, co nie dzieje się bez
przyczyny, choć niewielu z nas zdaje sobie z tego sprawę. Gdy w życiu układa
się dobrze lub w miarę dobrze, o Bogu już mniej, a może wcale nie pamiętamy.
Rządzący kierują się chęcią panowania nad narodem i przy pomocy mediów,
chęcią panowania nad ludzkim umysłem, gdy zauważą, że jest on podatny na
różnego rodzaju manipulacje. Nie pamiętają lub nie wierzą, że ktoś jest
nad nimi, że ze swoich czynów będą musieli się rozliczyć, a społeczeństwo
też tego dokona w odpowiednim czasie... Ustanawiają prawo, wydają nakazy,
zakazy, uchwały, ale nie myślą, czy to wszystko jest przyjazne dla rodziny,
kraju i obywateli. Działają też pod dyktando innych mocarstw, mających
w tym interes. Cóż to więc za profesjonalizm czy patriotyzm? To jest nieodpowiedzialność,
brak wizji i troski o własny naród i kraj. To jest źle rozumiany "postęp"
i źle pojmowana demokracja. To jest głupota i zdrada, rząd powinien dbać
o interes swojego kraju i nie być podatny na jakiekolwiek insynuacje i
obiecanki. Polska do wieków jest kolebką chrześcijaństwa. Jak żaden kraj
na świecie doświadczona zaborami, wojnami, jest to kraj o wysokim niegdyś
morale i głębokich tradycjach narodowych i chrześcijańskich. Wydała wielu
wspaniałych ludzi, poniosła największe ofiary za wolność i wiarę.
Dziś te wartości są deptane i eliminowane, gdyż obecnie rządzący
są, jak mówią, "postępowi" i wielce "intelektualni". Mogą być, ale niech
nie odbierają tego innym, bo do tego nie mają prawa. Dziś mąż zabija żonę
i odwrotnie, rodzice zabijają dzieci, a dzieci rodziców i rodzeństwo. Rozwiązłość
seksualna, wyuczona w szkole, prowadzi do gwałtów i mordów wśród nieletnich.
Rządząca koalicja PO-PSL, wspomagana przez SLD, tworzy prawo, które na
to pozwala, bo są oni "postępowi i nowocześni". Zazdrość, zawiść, mściwość
i pogarda w stosunku do inaczej myślących nie znają granic, takich najlepiej
pozbyć się z polityki, o czym niejednokrotnie rządzący mówili (Niesiołowski
i Palikot). Ich autorytetami są tacy ludzie, jak Wałęsa, Wajda czy Bartoszewski,
który resztkami sił pieni się, mówiąc, że "prezydentem nie może być osoba
samotna nieposiadająca konta w banku". Wiadomo, do kogo pije, tylko nie
wiem dlaczego. Ja osobiście wolę samotnego, bo ten nie będzie miał dla
kogo kraść i nie chce, aby ktoś kontrolował jego finanse. Niespotykany
dotąd atak na wiarę katolicką, Kościół, krzyż, duchowieństwo, a nawet Papieża
to fakt, który musi zaowocować czymś, po czym nastąpi opamiętanie. Może
już jesteśmy tego świadkami i aż boję się myśleć, co będzie następną tragedią
dla narodu polskiego. Pięć tygodni po katastrofie samolotowej, w której
zginęło tylu niewinnych ludzi w drodze po prawdę, nastąpił kataklizm powodzi,
i to tylko w Polsce. Dlaczego rząd D. Tuska nie prosi o pomoc Putina? Jak
przyjaciel, to przyjaciel, także na różnych obszarach krajów. PiS miał
przygotowany plan wzmacniania bezpieczeństwa powodziowego, ale gdy PO-PSL
objęły władzę, wszystko co było po PiS-ie wyrzucono do kosza, aby po PiS-ie
nie pozostał ślad, jak mówili Palikot i Niesiołowski. Sami więc nie zrobili
niczego, a nawet podobno zabrali część funduszy tam, gdzie w terenie w
większości rządzili ludzie PiS-u. Niech społeczeństwo teraz wyciąga wnioski
z profesjonalizmu rządzącej koalicji i chęci pomocy ludziom.
Nawiązując do "Gońca" sprzed dwóch tygodni, informuję Redakcję,
że nie aspiruję do roli osoby powszechnie znanej, ale zapewniam, iż moje
listy były chętnie czytane przez ludzi o podobnym jak ja poglądzie. Inicjały
"J.K." wprowadziły ich nieco w zakłopotanie. Miło by mi było, gdyby wszystkie
moje listy ukazywały się w "Gońcu". Jeśli nie - przepraszam.
Jolanta Krawczyńska
Od redakcji: Polska jest taka, jacy są Polacy. Walkę o lepszą
Polskę trzeba zaczynać od siebie.
GONIEC nr 20/2010
Panie Lizoń,
Gdzie te Pana przyrzeczenia o emeryturach w krótkim czasie, jak
trzy miesiące. Bo ja już czekam 8 miesięcy. A w Polsce nawet nie podobają
się pieczątki sprzed 21 lat, jak wyjeżdżałam do Kanady. Albo tam pracują
niedouczeni, albo trzeba ZUS wysłać na specjalne szkolenie. Może ja się
urodziłam pod złą gwiazdą. Ale jakoś w Kanadzie nie miałam problemów z
wypełnianiem papierów. Kanada zrobiła dobrą robotę. Gdybym była w kraju,
to chyba dawno by mnie pochowano pod płotem, za tak długie czekanie na
tę emeryturę.
Przynajmniej ja Pana nie widzę w rządzie kanadyjskim, bo tu trzeba
dobrej głowy do rządzenia. Proszę nie wciskać kitu emerytom. Może Pan na
mnie się obrazić. Ale to można dostać zawrotu głowy od tej waszej polityki.
Emerytka z Brampton
J.S.
PS Pozdrawiam "Gońca" i całą załogę. Szczęść Boże.
Od redakcji: Szanowna Pani, tak, umowa jest zła dla nas, czyni
z nas petentów polskiego państwa, a w wypadkach skrajnych pozbawia środków
do życia. Co na to KPK?
Szanowny Pan Andrzej Kumor,
Redaktor gazety "Goniec"
Szanowny Panie Redaktorze!
W numerze 18 z dnia 7-13 maja br. ukazał się Pański wywiad z
rodziną E.J. Lewandowskich "Mamy nie ma i już nie wróci". Morderstwo ich
córki, która osierociła dwuletnie dziecko, wstrząsnęło polską społecznością
w Kanadzie. Wywiad ten wymaga kilku słów uzupełnienia.
W niesieniu pomocy dotkniętej tragedią i nieszczęściem rodzinie
zasłużył się Aleksander Jamróz. To on założył konto w Polish Credit Union
razem z księdzem Januszem Błażejakiem i panem redaktorem A. Kumorem, prosząc
o wsparcie i hojność Polonię w Toronto oraz w całej Kanadzie.
Pan Aleksander Jamróz zorganizował i prowadził koncert charytatywny
"Dziękuję Ci za miłość prędką bez namysłu" w Centrum Kultury im. Jana Pawła
II w Mississaudze, który odbył się 9 maja 2008 r. Wystąpili bezpłatnie
artyści: Maria Nowotarska, Agata Pilitowska, Michał Kuleczka, Irena Stawowy-Jeżewska.
Akompaniował Jan Kornel. Gościem honorowym był Borys Wrzesnewskyj MP Etobicoke
Centre. Obraz na aukcję podarował artysta malarz Wojciech Macherzyński.
Całkowity dochód z koncertu został przeznaczony na pomoc dla rodziny Elżbiety
i Jerzego Lewandowskich. Zorganizowanie charytatywnej imprezy nie było
rzeczą łatwą i wymagało wiele pracy.
Jestem pełna szacunku i uznania dla pana Aleksandra Jamroza.
Z poważaniem
Zofia Rogalska
Etobicoke, Ont.
Od redakcji: Też jesteśmy pełni uznania dla p. Jamroza. Pan
Bóg z pewnością mu wynagrodzi.
Szanowni Państwo,
Czy moglibyście łaskawie mi przesłać adres, gdzie mogę zaprenumerować
"Nasz Dziennik", a także gdzie mogę kupić "Pamiętnik" Zygmunta Szczęsnego
Felińskiego. Będę bardzo wdzięczny.
Życzę Wam dalszego powodzenia w dobrej Waszej pracy, dobrym doborze
tematów, artykułów, informacji.
Dziękuję i załączam serdeczne pozdrowienia.
Andrzej Potulicki
Welland
Od redakcji: "Pamiętnik" Zygmunta Szczęsnego Felińskiego proszę
spróbować zamówić przez księgarnię "Pegaz". "Nasz Dziennik" można zaprenumerować,
dzwoniąc do RUCH S.A. 01148 22 5328816, lub 532 87 31, lub 22-515-77-90
(Nasz Dziennik).
Witam, mam prośbę - poszukuję moich kuzynów zamieszkałych w Toronto.
Wiem, że nazywają się Śmigielscy Jerzy, Roman Józef. Jeśli to możliwe,
to proszę o jakąkolwiek wiadomość.
Z poważaniem
Regina Skraburska
Gniezno, Polska,
e-mail: skraburskar@interia.pl
Od redakcji: xxx
***
Ciągle wszyscy się dziwią, jak to się dzieje, że prawie wszystkie
wybory parlamentarne, jak i prezydenckie w Polsce, wygrywają postkomuniści
po roku 89. Nie mówiąc o okresie komunistycznym po wojnie. Nawet po stanie
wojennym pierwszym "prezydentem" został gen. Jaruzelski, komunista z krwi
i kości, pomimo Polski katolickiej.
Odpowiedź jest prosta. Przed wojną w Polsce było najwięcej Żydów
w Europie z polskim obywatelstwem. Czuli się gospodarzami Polski. Dziś,
chociaż jest ich mniej, ale znają swe pochodzenie i popierają się nawzajem.
W krytycznych sytuacjach, jak teraz, są znów razem, a w dodatku są bardzo
mocno popierani przez Wschód i Zachód. Dla Żydów nie liczy się patriotyzm,
sumienie, sprawiedliwość itp., ich bogiem jest pieniądz i dobrobyt. Są
w stanie kupić wszystko, nawet terrorystów, nie tylko wyborców.
Dlatego nie łudźcie się, Polacy, że ktoś wygra te wybory poza
Komorowskim, popieranym przez "ojców" komuny, pochodzenia żydowskiego.
A jeżeliby ktoś wygrał spoza ich obozu, to i tak mogą go zniszczyć, dlatego
ludzie wolą nie walczyć nawet pokojowo, bo się boją.
S.W.
Od redakcji: Szanowny Panie, Pana pogląd jest szkodliwy. Po
pierwsze, to Polacy wybierają tych ludzi, po drugie, to Polacy są słabo
zorganizowani, po trzecie, w polskiej polityce silne są nie tylko wpływy
żydowskie, ale np. niemieckie czy posowieckie (rosyjskie), po czwarte,
pogląd, że Żydzi są wszechmocni, jest objawem antysemityzmu, po piąte,
życie uczy, że jednak nie są. A więc niech Pan nie odbiera Polakom
siły, wiary i nadziei, bo to objaw antypolonizmu.
Dzień dobry,
Już od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisanie do państwa.
Jest taki drażliwy temat, który muszę poruszyć. Mianowicie chodzi o wszelkie
reklamy tudzież teksty propagujące bioenergoterapię i jej "przedstawicieli".
Otóż "Goniec" jest powszechnie uważany za pismo prokatolickie, a przemawia
za tym nie tyle napis na pierwszej stronie Silni wiarą, ile, przede wszystkim,
ton wypowiedzi Pana Kumora i korespondentów gazety. Jestem katoliczką i
na bieżąco czytuję różne pozycje prasy katolickiej. Wynika z nich jednoznacznie,
że wiele tzw. metod medycyny alternatywnej jest w jakimś sensie sprzeczne
z naszą wiarą i wręcz prowadzi do poważnych komplikacji w życiu człowieka.
Komplikacji nie tylko w sferze fizycznej, lecz również psychicznej, a także
w sferze świadomości. Przepraszam za wtrącanie swoich "trzech groszy",
ale niektóre sytuacje wymagają opowiedzenia się po którejś ze stron. Jeszcze
raz przepraszam za wtrącanie się, ale męczyło mnie to. Jeśli chodzi o źródła,
o których piszę, chętnie nadeślę kopie artykułów.
Pozdrawiam serdecznie
Renata Jadczuk
Burlington, Ontario
Od redakcji: Szanowna Pani. Dawniej leczyli szamani, wiele
ich metod i środków stało się elementem oficjalnej medycyny. Każdy swój
rozum ma i katolik powinien unikać leczenia, jeśli mu towarzyszą jakieś
odwrócone piramidy, dziwne krzyże czy symbolika okultystyczna. Oczywiste
jest, że tylko Pan Bóg uzdrawia, ale to dotyczy również zwykłej medycyny
- modlitwa zawsze pomaga. A oto cytat z rozmowy (nie naszej) z ks. arcybiskupem
Pylakiem. "Proszę księdza, radiestetów i bioenergoterapeutów nazywa się
znachorami i szarlatanami XXI wieku. Dlaczego ksiądz ich broni? Czy ludzie
wierzący mogą korzystać z ich usług? Odp.: - Wbrew przywołanej opinii stwierdzam
z całą odpowiedzialnością, że katolicy mogą korzystać z pomocy radiestetów
i bioenergoterapeutów. W tym wypadku wykorzystujemy naturalne siły natury,
dane przez Stwórcę dla naszego dobra, zgodnie z nakazem ?czyńcie sobie
ziemię poddaną=. Tyle cytatu. Dlatego powtórzmy każdy swój rozum ma. A
jeśli są kłopoty z rozeznaniem sprawy, modlitwa i spowiednik dostarczą
drogowskazów.
Szanowny Panie Andrzeju,
W artykule "Na początek głosujmy portmonetką" wyraża Pan bardzo
słuszne koncepcje. Z jednym tylko nie mogę się zgodzić - mianowicie, że
jesteśmy narodem "pobłogosławionym wspaniałą historią". Patrząc na 300
ostatnich lat naszych dziejów, dochodzę do wniosku, że bliższe prawdy byłoby
powiedzenie, że jesteśmy narodem przeklętym tragiczną historią. Czasy świetności
Polski już dawno minęły, prawdopodobnie bezpowrotnie. Pierwsza Rzeczpospolita
była państwem sezonowym, druga Rzeczpospolita, czyli PRL - kolonią sowiecką,
a trzecia, ta którą widzimy od 21 lat - postkomunistycznym folwarkiem.
Kiedy wreszcie przyszła upragniona wolność w 1989 roku, naród został zdradzony
przez swoje własne elity przy okrągłym Stole. Dlatego do dzisiaj jest on
zagubiony, niezdolny do ostatecznego zerwania z komunizmem.
Pisze Pan: "Przejawem tej troski musi być odzyskanie przestrzeni
publicznej - mediów". To prawda. Współczesne media w Polsce zawłaszczone
są przez cwaniaków, co najlepiej wykazał film "Solidarni 2010" nakręcony
ostatnio w okresie żałoby narodowej. To są media tylko z nazwy publiczne,
ale faktycznie broniące grup interesów, nie kontaktujące z ludźmi z ulicy.
Co z tego, że są otwarte fory dyskusyjne pod felietonami i artykułami wielu
redakcji? To nie są miejsca na rzeczowe dyskusje. Wchodząc na wiele forów,
człowiek szybko stamtąd ucieka, bo widzi, że znalazł się w towarzystwie
spod budki z piwem, gdzie głos rozsądku trafia jak do domu wariatów, ginie
w tym bełkocie. Poza tym, wiele redakcji nie dba o jakość tych wpisów,
pewnie uważa, że im gorzej tym lepiej. Ci cwaniacy, broniący swoich interesów
siedzą na górze, popijają sobie kawkę i śmieją się: "Motłoch ma swoją działkę,
więc może sobie poszczekać".
I dalej pisze Pan: "Od tego należy zacząć robić porządek; od
odsunięcia agentury od rządzenia; od oparcia się na młodych ludziach
w wojsku i w polityce, którzy rozumieją interes państwa i którym Polska
bije w sercu".
Święte słowa. Ale ilu naszych polityków tak naprawdę kocha Polskę
i przedkłada interes narodowy ponad interes własny? I w tym właśnie tkwi
całe sedno sprawy. Obawiam się, że na dekomunizację jest już za późno.
Polityczna "pszenica i kąkol" rośnie w Polsce razem od 21 lat. Gdybyśmy
chcieli teraz wyplenić kąkol, to niechcący zniszczylibyśmy znaczną część
pszenicy, to znaczy skrzywdzili niewinnych ludzi. Ewangelia uczy, że pszenica
z kąkolem musi rosnąć razem, aż przyjdą aniołowie i oddzielą jedno od drugiego.
Tylko gdzie szukać teraz tych aniołów, czyli młodych, nieskorumpowanych
ludzi, o których Pan wspomina?
Dużo zawalił Lech Wałęsa, który okazał się najgorszym prezydentem
w okresie wolnej Polski, nie licząc Jaruzelskiego, który był prezydentem
krótko i nawet nie został wybrany na ten urząd w wolnych wyborach. Wspieranie
lewej nogi nie wyszło na zdrowie Bolkowi. Z ostatnich sondaży wynika, że
co drugi statystyczny Polak pozytywnie ocenia prezydenturę Kwaśniewskiego
(52 procent), co dziesiąty prezydenturę Wałęsy (11 procent), a co czwarty
zmarłego tragicznie Lecha Kaczyńskiego (27 procent).
W każdym razie, tak zwana opozycja demokratyczna ma zbyt słabe
poparcie społeczne, aby liczyć na szybkie pozytywne zmiany. Naród musi
cierpliwie wykształcić swoje elity na własny koszt, czyli "portmonetką",
jak słusznie Pan to określa. W przeciwnym razie, Polską do końca świata
będą rządzić "jelyty", a nie elity.
Wojciech Kobiela
Od redakcji: Naród, czyli Pan, ja, Pana sąsiad, nasz Czytelnik,
zaczyna to rozumieć, dlatego jest nadzieja.
GONIEC nr 19/2010
TD okrada klientów
W marcu pojechałam do Polski na miesiąc czasu odwiedzić rodzinę.
W tym czasie nie używałam swojej debit card. Po jakichś 10 dniach mojego
pobytu zadzwonił do mnie TD Bank, mówiąc, że miałam jakieś dziwne transakcje
na swoim koncie. Jak się zapytałam jakie, to mi powiedziano, że wyczyszczono
mi całe konto, więc całe 5500 dol. znikło z konta.
Po rozmowie z bankiem dowiedziałam się, że transakcje były robione
w trzech krajach w Europie, we Francji, Niemczech oraz Polsce. Dodatkowo
okazało się, że w ciągu trzech czy czterech transakcji całe konto zostało
okradzione, jest to dziwne, ponieważ TD ma zabezpieczenia, że dzienny limit
transakcji nie może wynosić więcej niż 1000 dol.
Osoba, z którą rozmawiałam, powiedziała mi, że nie wiadomo, czy
oddadzą mi te pieniądze, ponieważ jestem teraz na terenie Europy i oni
podejrzewają, że ja mogłam to celowo zrobić.
Po kilku dniach bank się odezwał, mówiąc, że pieniędzy nie oddadzą,
ale mogę napisać odwołanie, jak wrócę do Kanady.
Po powrocie napisałam im to odwołanie i zajęło to aż dwa tygodnie,
by bank się zdecydował co do decyzji.
TD Bank powiedział, że NIE ODDA MI TYCH PIENIĘDZY, PONIEWAŻ ONI
UWAŻAJĄ, ŻE JA CELOWO POJECHAŁAM DO EUROPY I ZDUPLIKOWAŁAM KARTĘ I DAŁAM
KOMUŚ, ŻEBY POTEM UDAWAĆ.
JA IM MÓWIŁAM, ŻE TAKIE COŚ TO MOŻNA ZROBIĆ, JAK SIĘ MA MILIONY
NA KONCIE, A NIE 5000 DOL.
Chciałam ostrzec osoby wyjeżdżające do Polski, by uważały na
TD Bank, bo oni tylko czyhają na takich ludzi jak ja.
Jadwiga Kowalska
Od redakcji: Proszę się odwołać w samym TD, jeśli to nie poskutkuje,
iść do ombudsmana, Better Business Bureau, do posła...
Nie oddamy Polski
W mojej ocenie, zbyt dużo zrobiła już Platforma Obywatelska,
aby wyeliminować Kaczyńskich z walki o Polskę, ale dla pana Niesiołowskiego
to wciąż za mało. Powiedział: "będziemy się bronić, nie oddamy Polski Kaczyńskiemu".
Czy Polska jest własnością PO, czy to na razie ciche marzenie marszałka?
Może my, Polacy, czegoś nie wiemy i tych niewiadomych jest coraz więcej.
Jaką formę walki i obrony ma na myśli pan Niesiołowski? Czyżby znowu zwolenników
J. Kaczyńskiego wysłano w jakąś delegację, czy może zabiorą ochronę dla
pana Jarosława Kaczyńskiego. Obrona PSL-u i SLD to zbyt mało, aby odnieść
zwycięstwo wyborcze. Oni pomogli tylko obronić tezę PO, że rezolucja PiS-u
dot. przekazania śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej stronie polskiej
nie powinna być przyjęta, bowiem stronie rosyjskiej należy "wierzyć". Oni
nigdy nie kłamali, nawet o Katyniu. Mamy dowód, że także Włosi, Francja
i Wielka Brytania nie ufają stronie rosyjskiej i nie przylecieli na rocznicę
"Zwycięstwa".
Pamiętamy, jak w dzień pogrzebu ofiar smoleńskiej katastrofy
politycy PSL-u i SLD opłakiwali swoich partyjnych kolegów, dziś już o nich
zapomnieli i nie chcą znać prawdy. Oni walczyć chcą o każdy ochłap władzy,
Niesiołowski i Kutz z PO zastąpili Palikota, a Żelichowski, chodząc z gaśnicą,
wznieca pożar, dlaczego? Popatrzmy, co już mówi pan Kalisz z SLD, dlaczego?
Otóż dlatego, że na wszystkie ugrupowania padł zimny strach, co będzie,
gdy wygra J. Kaczyński. Być może wszystkie przystawki podzielą los byłych
koalicjantów PiS.
Z pozdrowieniem
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
PS Pragnę poinformować, że listy podpisane inicjałem "J.K." nie
należą do mnie. Szkoda, że Redakcja "Gońca" publikuje anonimy ludzi, którzy
nie mają odwagi podpisać się pod tym, co piszą, a nie publikuje innych,
wartościowszych listów.
Od redakcji: Szanowna Pani, każdy ma prawo zastrzec sobie imię
i nazwisko do naszej wiadomości. Nie sądzę, aby tak często Pani nazwisko
pojawiało się na naszych łamach, by ktokolwiek kojarzył z nim inicjały
J.K. - A.K.
Szanowana Redakcjo!
Dziś wieczorem około godziny 19.30 przechodziłem przez cmentarz
wojskowy na lubelskiej nekropolii przy ulicy Lipowej. Przy symbolicznym
pomniku poległych żołnierzy Armii Czerwonej ZSRS zobaczyłem dwie wiązanki.
Pomyślałem początkowo, iż społeczność Lublina pozytywnie zareagowała na
apel J.E. ks. abp. Józefa Życińskiego. Jednak odpowiedź na apel była ironiczna,
bo na szarfach były napisy "Nieznanym Gwałcicielom Społeczeństwo Polskie",
a na drugim wieńcu "Właścicielom zegarków naszych dziadków". Te apele tego
księdza zawsze przynoszą odwrotne do zamierzonych skutki.
Z wyrazami szacunku
Stanisław Ziemnicki
Lublin
Od redakcji: Szanowny Panie, o duszach wszystkich zmarłych
należy pamiętać i lampkę zapalić, ale nie w pierwszy dzień nowej
okupacji Polski, lecz w Dzień Zaduszny. Tak przynajmniej nauczano na katechezie
w szkole podstawowej...
Do redakcji "Gońca"
Szanowna Redakcjo, chcę wam serdecznie podziękować za tak obszerne
informacje na temat tragedii lotniczej. Przecież zginęło bardzo dużo wspaniałych
Rodaków przez paru baranów.
Szanowna Redakcjo, musicie zwracać uwagę na Platformę (PO), bo
to komuchy. Tylko na Radio Maryja, "Nasz Dziennik", TV Trwam i na was można
liczyć w sprawie gazu, żeby społeczeństwo coś wiedziało, co jest grane.
Bogaty kraj, wszyscy żyją sobie w dobrobycie i w szczęściu. Katyń 1940
rok, Stalin morduje naszych. Dzisiaj Putin prowadzi śledztwo w sprawie
katastrofy lotniczej. Sam nie wiem, czy tu płakać, czy się śmiać. Będziemy
znać prawdę? Nie myślę. Putin to wnuczek Stalina. To nie żaden wypadek.
Serdeczne pozdrowienia. Robicie dobrą robotę i tak dalej, nie
dawać się komuchom. To tyle na dzisiaj pisania.
Z poważaniem,
prenumerator "Gońca" Maciek
Od redakcji: Nie ma co się śmiać.
Szanowny Panie Redaktorze,
Dziwię się, że incydentu z mikrofonem w SPK z udziałem wicekonsula
nie zamieścił Pan na pierwszej stronie "Gońca", wraz ze zdjęciem, imieniem
i nazwiskiem oraz fotografią wicekonsula tudzież odpowiednim komentarzem
- pod dużym nagłówkiem w stylu: "Wicekonsul kradnie mikrofon".
A może jednak w następnym wydaniu Pan to zrobi?
Z poważaniem,
J.K.
Od redakcji: Jest Pan na prostej drodze do wydawania własnej
gazety! Niech Pan idzie za ciosem!
Szanowna Redakcjo,
Panie Andrzeju!
Muszę stanowczo zareagować na list Pana Plevy zamieszczony w
numerze 18/2010 "Gońca", jest wyjątkowo obraźliwy. Ten osobnik obraża wszystkich
po kolei, szczególnie czytelników naszego pisma, co jest zupełnie nie na
miejscu. Mam szacunek dla emerytów, ale Pan Plewa robi wszystko, żeby było
inaczej. Tyle ostatnio mówiło się o wyciszeniu i wzajemnym poszanowaniu
i tak było, lecz tu nagle wypełza zło, wyjątkowo odrażającej postaci. Trudno
doszukać się choć odrobiny jakiegokolwiek sensu, po co pisze się takie
listy?! Mam tylko nadzieję, że to jest odosobniony przypadek.
Tylko informacja Redakcji w kategorii "Listy", że "można pisać
listy mądre/głupie, poważne/niepoważne, chwalące/karcące i potępiające
nas w czambuł", może tłumaczyć publikację listu Pana Edwarda Plevy z Oshawy.
Trudno jest polemizować z kimś tak naładowanym słowną agresją,
ale w imię dobra czytelników jest to konieczność.
W tym liście Pan Pleva radzi, by Pan redaktor Kumor trawę wąchał,
a myślę, że to on sam, zanim zaczął pisać ten list, coś tam wąchał, a przynajmniej
trawę palił. Radziłbym też, żeby Pan Edy ucha nastawił ciekawie, żeby usłyszeć,
co w trawie piszczy, bo gdy trawę wąchał będzie, to poczuje to swoje "g",
którego użył w liście.
Czyżby to było prawdą, Panie Edwardzie, że czyta Pan "Gońca"
od pierwszego numeru - i wyciąga Pan wnioski? Jeśli to by była prawda,
nauczyłby się Pan czegoś. Przede wszystkim, nie wie Pan, do czego służy
gazeta, zamiast czytać, wykorzystywał ją Pan do innych celów. Przez
zbyt częste wąchanie i poznawanie, co w trawie piszczy, zatracił Pan dobry
smak. Przez 25-letnie życie w Kanadzie zapomniał Pan wielu polskich słów
i używa Pan archaizmów, których ludzie czytający Pana list nie rozumieją.
Właściwie to się nie dziwię, mógł Pan zapomnieć, skoro Pan twierdzi, że
Polska była Pana Ojczyzną. Moją, przeciwnie, zawsze będzie!
Twierdzi Pan, że niektóre polskie stacje telewizyjne cofnęły
się w czasie, które - i jak to cofnięcie rozumieć? Ja pamiętam, że
nawet przerwano ramowy program TVP w pamiętną sobotę i podano wiadomość
ze Smoleńska, chociaż wiadomość nie była pewna.
Czy intencją Pana listu było obrażanie kogokolwiek, czy nieświadome
formułowanie obraźliwych słów i zwrotów? Czy uważa Pan, że "Gońca" czytają
idioci - niezorientowani? Przecież Pan mnie wcale nie zna, a ja czytam
"Gońca", czy ja jestem idiotą? Czy uważa Pan, że pozostali czytelnicy są
idiotami, bo czytają "Gońca"? A Pan? Pan też czyta "Gońca", i to
od pierwszego numeru. Pomnóżmy to przez wszystkie egzemplarze, wychodzi
na to, że jest Pan kilkusetnym idiotą! Zgadza się pan z tym? - Myślę, że
niechętnie.
Jestem pewien, że niejedna starsza osoba obraziłaby się za nazwanie
jej "staruchem", Pan chyba też, choćby z racji tego, że emeryt, to
nie młody, no i mówi Pan o "trociniaku". Ja akurat wiem, co to jest, ale
zadzwonił do mnie młody człowiek i pyta, co to jest - trociniak? Kociołek?
- Więc tłumaczę, jest to piec do ogrzewania z ang. "gas furnace", ale tutaj
nie na gaz, lecz na trocinę. Czasami trocinę, gdy była mokra,dla lepszego
spalania, mieszano z plewą. Plewa to odpad ze zboża nikomu niepotrzebny,
zaśmiecał otoczenie i wrzucano go często do obory i tam świnie mieszały
go z "g" i miały komfortowo. Tu ten odpad się przydał.
Młody człowiek zdziwiony, pyta dalej - czy w Kanadzie używają
teraz takich pieców? - Odpowiadam - nie, to piec sprzed 30-40 lat i w Kanadzie
nie widziałem takich, chociaż może w Oshawie ktoś takich jeszcze używa,
bo stamtąd jest informacja o trociniaku.
Skąpisz Pan liter na imię i nazwisko Jarosława Kaczyńskiego,
pisząc "JarKacz", czy nie łyso by Panu było, gdyby ktoś napisał zamiast
Pleva Edward - PlEd?! - nie żałujesz Pan za to dużych liter, pisząc "PRZEGRA".
Skąd taka pewność, czy masz Pan wgląd w zaświaty i konszachty z diabłem?
- Czy to wąchanie trawy tak sprawia? - Zdradź Pan tajemnicę.
Namieszałeś Pan sobie we "łbie" (cytuję Pana słowo) i teraz widzisz
Pan kilku Michalkiewiczów, Ziemkiewiczów, Wildsteinów. Nie wiem, kim są
i co Panu zrobili, że ma ich "szlag trafić". Ale nazywasz ich Pan z ruskiego
"swołocz", toś pan komunista!! Znajesz ty? - "Swołocz" - pa polski, eto
- łajdak, łobuz, hołota. Nie zazdroszczę Panu takich znajomości, z kim
Pan trzyma?!
Ja znam tylko jednego Stanisława Michalkiewicza, jednego Rafała
Ziemkiewicza i jednego Bronisława Wildsteina. Nie znam niestety Jaśka od
Pietrzaków, ale znam Jana Pietrzaka. Każdy z nich to porządny człowiek.
Proponuję takich ludzi poznać, bo to są prawdziwi patrioci, dzięki nim
społeczeństwo polskie więcej wie o Polsce i czuje się pewniej. Jan Pietrzak
to ten, który pragnie, "żeby wreszcie Polska była Polską", niestrudzenie
walczy słowem i pieśnią już od wielu, wielu lat. Niestety, przez takich
jak Pan, wciąż musi czekać.
Pozostali trzej Panowie to znani publicyści, literaci, dziennikarze.
Szanowani Obywatele Rzeczypospolitej Polskiej z dorobkiem literackim, mający
po kilka tytułów książkowych na koncie. Pan Michalkiewicz dodatkowo jest
prawnikiem. Wszyscy mają swoje programy autorskie w telewizji, stale piszą
do gazet i mają wielkie osiągnięcia w swych dziedzinach. Świadczą o tym
liczne nagrody i wyróżnienia, a także całe rzesze zwolenników.
Pan Jan Pietrzak obchodził niedawno 60-lecie pracy artystycznej
i dalej koncertuje, przy pełnej frekwencji. W ubiegły poniedziałek w Warszawie
brał udział w "Koncercie ku pamięci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego".
W przeciwieństwie do Pana, ci ludzie pracują, nie mają tak dużo czasu jak
Pan i nie myślą o "Białym Koniu" tak jak Pan. Robią coś pozytywnego, dla
ludzi, którzy oczekują lepszego życia, którzy są pewni, że żyć można lepiej
i godniej. Posiadają wiedzę, która pozwala im przekazać określone doświadczenia
dla ludzi, których nie traktują jak "bezmyślny motłoch", ale równorzędnych
partnerów, którym się należy ta odrobina prawdy, która pozwoli na samodzielne
myślenie i ocenę sytuacji, w jakiej się znajdują. Każdy z potencjalnych
czytelników ma swobodę myślenia. Pan Panie Pleva nie powinien tkwić w tamtym
systemie, gdzie robiono wodę z mózgu. Teraz Panu wolno i może Pan oddzielić
ziarno od plewy.
To co Pan napisał w liście do "Gońca", świadczy o zupełnym zatraceniu
smaku, "degrengoladzie" i bezładzie w pańskiej osobowości, która wymaga
głębszych reform aniżeli jasno sformułowany "przepis ustawy zasadniczej".
Powinien Pan zrozumieć, że są określone zasady przyzwoitości,
których należy przestrzegać.
Ja, przeciwnie niż Pan redaktor Kumor, nie będę proponował,
żeby "wpełzł Pan tam, skąd Pan wypełzł", bo jeśli już Pan wypełzł, to w
ramach przeprosin wszystkich czytelników, proponuję przeczytać po jednej
książce Panów Stanisława Michalkiewicza, Rafała Ziemkiewicza, Bronisława
Wildsteina i posłuchać nagrań Pana Jana Pietrzaka. To w ramach resocjalizacji.
Książki tych Panów czyta się jednym tchem, a Pana Jana Pietrzaka można
słuchać dzień i noc i nawet łzę uronić. A skoro lubi Pan listy pisać, to
proszę podzielić się, po przeczytaniu tych książek, swoimi wrażeniami.
Chętnie przeczytam recenzję. Tyle czasu Panu poświęciłem i proszę mnie
nie zawieść. Inni czytelnicy też pewnie tego oczekują.
Wierzę w Pana, Panie Edwardzie, da Pan radę.
Na koniec propozycja na lepsze Pana samopoczucie
- "na spacer co dzień idź - pamiętaj dużo ćwicz" i wszystko będzie
dobrze.
Serdecznie pozdrawiam
Jerzy Rozenek
Od redakcji: Nie ma co zawracać sobie głowy p. Plevą. Jak napomina
o. Tadeusz Rydzyk, "Alleluja i do przodu!".
Gaz łupkowy
Do Pana redaktora
Andrzeja Kumora
Witam serdecznie Panie redaktorze. Dziś od kogoś ze znajomych
dotarł do mnie Pana artykuł ("Goniec", 23-29 April,10), nie wiem, czy w
wersji oryginalnej. Szukałam w Internecie, ale nie znalazłam. Proszę mi
powiedzieć, czy są gdzieś zebrane materiały na ten temat? Czy jakaś polska
uczelnia jest w to zaangażowana? Ja rozesłałam Pański artykuł do ponad
100 osób i poprosiłam o podanie dalej. Marzę, aby "Bitwa o polski gaz"
zjednoczyła Polaków, bo jak Pan pisze, jest to nasze 5 minut w całej historii.
Pozdrawiam serdecznie i proszę powiedzieć, co ja mogłabym zrobić
dla tej sprawy.
Teresa Twardosz
***
Witam serdecznie. Poniżej przesyłam fragmenty artykułów, które
przesłał mi Dominik Hudzik, a w połączeniu z artykułem Andrzeja Kumora,
("Goniec", 23-29April,10) dają do myślenia.
Teresa Twardosz
Dla Rosji - zagwozdka
Dziennikarka Julia Łatynina mówi wprost: "Wiosną 2010 r. na Kremlu
nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym gazociągiem
i że jeżeli nie podejmie się działań, to być może Polska będzie eksportować
gaz do Europy oraz że polskie władze należy natychmiast przeciągnąć na
naszą stronę".
Gazprom przyznał, że wzrost wydobycia gazu łupkowego w USA może
radykalnie zmienić cały światowy rynek gazowy i zagrozić projektom rosyjskiego
koncernu oraz uderza w konkurencyjność tego surowca w UE. Jeśli potwierdzą
się szacunki w Polsce, to Europa może zmniejszyć swą zależność energetyczną
od Rosji. Rosyjski dziennik "Kommiersant" ocenia, że gdyby zasoby Polski
potwierdziły się, to oznaczałoby wzrost potwierdzonych zasobów gazu ziemnego
w Europie o 47 procent. Analityk rynku gazowego Michaił Krutichin uważa,
że jeśli dojdzie do przemysłowego wydobycia szacowanych polskich zasobów
gazu, to Gazprom może szybko stracić swoją pozycję w Europie.
Kontrakt w cieniu katastrofy
Niedawno wicepremier Waldemar Pawlak zapowiedział, że w maju
dojdzie do podpisania rządowej umowy gazowej między Polską a Rosją. Umowa
ta przewiduje zwiększenie dostaw gazu do Polski do 10,3 mld m sześc. rocznie
i wydłużenia kontraktu do roku 2037. Wartość transakcji to ok. 100 miliardów
dolarów, czyli 288 mld złotych. Dlaczego zawierana jest akurat teraz, skoro
do roku 2022 zawarto inną umowę pomiędzy Gazpromem i PGNiG pozwalającą
importować gaz po uzgodnionych cenach? Jeszcze przed katastrofą w Smoleńsku
politycy opozycyjnego PiS grozili postawieniem Donalda Tuska przed Trybunałem
Stanu, jeśli zawarłby tę godzącą w interes Polski umowę. Dodatkowo, na
dwa dni przed katastrofą światowe media donosiły o odkryciu w Polsce ogromnych
zasobów gazu łupkowego.
Gazowe interesy Putina załatwiane były z polskim premierem nad
grobami oficerów w Katyniu i dziwiły nawet rosyjskich dziennikarzy. Dwie
godziny później w jednym ze smoleńskich hoteli miała miejsce konferencja
prasowa premiera Rosji na temat zaspokojenia polskiego popytu na gaz do
roku 2037. Zmarły tragicznie prezydent Lech Kaczyński ostro i głośno wskazywał
na szkody, jakie ta umowa może przynieść Polsce. Także Komisja Europejska
nie jest skora do wydania zgody na taki kontrakt.
Od redakcji: Materiały są w różnych miejscach, jak to w Internecie,
jedne z bardziej wiarygodnych publikują serwisy informacyjne dla inwestorów,
tu, w Ameryce.
Panie Redaktorze
Uprzejmie proszę, aby zamieścił Pan mój list w "Gońcu".
Gazeta Pańska jest najlepszym polskim pismem w GTA, dlatego też
ważne jest, aby utrzymywać między nami (tj. redakcją i czytelnikami) żywe
kontakty. W tym celu zapewne utworzono w piśmie dział listów do redakcji
i dlatego pozwoliłem sobie skorzystać z możliwości zamieszczenia w nim
tych kilku słów w reakcji na jeden z listów.
Dziękuję.
***
Szanowna Redakcjo
W odpowiedzi Panu Edwardowi Pleva
Bezmyślny motłoch, Swołocz, Szlag trafi, Judzenie staruchów,
Mieszać we łbach - to część epitetów pana Plevy w liście do naszej gazety
- "Gońca". Czy warto z nim polemizować, zamiast wylać kubeł pomyj na głowę?
Postaram się jednak odnieść merytorycznie do jego wywodów, mimo
że stylistyka niektórych zdań zamiar ten nader utrudnia, a czasem wręcz
uniemożliwia ze względu na wyjątkowo pogmatwany szyk wyrazów czy ewidentne
błędy.
A więc od początku, wedle kolejności w oryginale:
- jeżeli w trawie coś piszczy, to należałoby ją słuchać, a nie
wąchać... nieprawdaż?
- czy pan Kumor podkłada się mnie - swemu czytelnikowi? Raczej
wątpię, gdyż czasem się z nim nie zgadzam, a mimo to cenię go za uczciwość
i stałość w prezentowaniu swoich poglądów. To jest właśnie przyczyną jego
"wzięcia" - ja wiem, że jeśli ktoś przywykł do lizania d... (swojego lub
w swoim środowisku), to i innych tą samą miarką jest gotów oceniać. Rzekome
podkładanie się red. Kumora nie jest poparte ani jednym przykładem, nie
mówiąc o rzetelnych dowodach;
- czy media rzeczywiście czekały godzinę z podaniem informacji
o katastrofie? Znowu raczej wątpię... oglądając transmisję z Katynia, tuż
przed spodziewanym przybyciem gości z Polski, byłem świadkiem podania informacji
kilka minut po jej pojawieniu się w serwisie np. Reutera. To była państwowa
telewizja polska i nie zauważyłem żadnych opóźnień oprócz tych wynikłych
z chęci weryfikacji tej superważnej informacji - odpowiedzialność nakazywała
dziennikarzom sprawdzenie tych wieści, gdyż były zbyt poważne, żeby je
rozpowszechniać bez tych czynności;
- stek nieuprzejmych insynuacji wobec naczelnego - rzekomo judzącego
swoich czytelników - też oczywiście nie jest poparty żadnym dowodem. Nie
wspomnę już o nas, czytelnikach "Gońca", nazwanych niezorientowanymi idiotami
- jak się to Państwu podoba?
- zdanie, gdzie pojawił się skrót JarKacz, jest wyborne - chyba
trzeba być wróżką, aby tak pisać, a już na pewno jest to wyraz nieprzezwyciężonego
pragnienia, aby tak się stało (a więc aby Jarosław Kaczyński przegrał wybory
o prezydenturę). Nie ma w tym nic złego - wszak w demokracji każdy może
bezkarnie wyrażać swoje pragnienia, ale forma owego nieukrywanego chciejstwa
jest wyjątkowo żałosna;
- Michalkiewicz, Ziemkiewicz, Wildstein to wyjątkowo tęgie głowy
- czytam ich od ponad dwudziestu lat i nie pamiętam wpadek w ich wykonaniu.
Wiele prognoz przez nich podawanych sprawdza się w rzeczywistości, a kłamstwa
im się nie zdarzają, co we współczesnym dziennikarstwie politycznym jest
raczej wyjątkiem niż regułą. Wszyscy oni są znani nie tylko z publicystyki
bieżącej, ale działalności stricte literackiej i na innych polach choćby
akademickich. O milionowej rzeszy ich czytelników czy widzów już nie wspomnę.
Nazywanie takich ludzi swołoczą wystawia tylko świadectwo autorowi tego
epitetu, dalej szkoda to komentować...
- hipokryzji sączącej się ze słów... niezbadane są wyroki boskie
i trzeba się z nimi zgodzić... też już nie będę komentował, aby uszanować
ofiary katastrofy smoleńskiej;
- odnośnie do pana Komorowskiego i opisywanej jego roli w obsadzaniu
stanowisk powiem tak: nie dziwmy się panu Kumorowi, że podpowiada marszałkowi,
jak powinien postąpić, gdyż rolą obywatela w demokracji (nie jestem jej
zwolennikiem, ale mój legalizm każe mi ją tolerować) jest zajmować stanowisko
w sprawach publicznych i wszyscyśmy powinni z tego prawa korzystać. Jeżeli
zostawiamy je swoim przedstawicielom w parlamencie, to dobrze; ale też
źle nie jest, kiedy od czasu do czasu powiemy tym wybrańcom, skąd im nogi
wyrastają. Komorowski natomiast tłumaczył, że do Moskwy pojechał, wypełniając
wolę prezydenta Kaczyńskiego - możemy mu i wierzyć w to, ale zapytajmy
się, dlaczego nie interesowała go wola prezydenta w przypadku IPN (jak
po drodze to i z diabłem, co?);
- dezawuowanie i rozmydlanie polskiej konstytucji w ogóle nie
ma miejsca w przypadku działań red. Kumora, który nigdy nie powiedział,
że pan Komorowski nie ma formalnego prawa do podpisywania ustaw w czasie
pełnienia obowiązków prezydenta RP;
- fragment o braku smaku, degrengoladzie... jest już tylko aktem
pieniactwa;
- polski ład medialny w ostatnim akapicie tekstu Edka od Plevów
to oczywisty błąd, gdyż w tym miejscu powinno być napisane: polonijny/kanadyjski
ład medialny, gdyż tylko taki wchodzi w grę, kiedy mowa o dolarach kanadyjskich,
nieprawdaż?
Na koniec zastanawiam się, czy można pana Plevę nazwać antysemitą.
Jeśli Rafała Ziemkiewicza nazywa Żydem, a zaraz potem pisze o nim - pismacka
swołocz, to czy nie jest to dostateczny dowód na jego nienawiść do tej
nacji?
A w ogóle to nie jest tak źle panie Andrzeju, skoro pan Pleva
stawia pana wyżej od polskiego, bądź co bądź, prezydenta. Nazwał go wszakże
pańskim protegowanym, a o ile mi wiadomo, to w polskim języku (i zwyczaju)
protekcja zawsze idzie w dół, tzn. od wyżej postawionego do tego na niższym
poziomie społecznym. Czy to miał pan na myśli, panie Pleva?
Z poważaniem.
Eugeniusz
Warszawa
Od redakcji: Szanowny Panie, list p. Plevy opublikowaliśmy
na zasadzie obnażania głupoty, argumenty w nim żadne, więc nie warto polemizować.
Szanowny Panie Redaktorze
Wszyscy Polacy przeżywają tragedię samolotu prezydenckiego pod
Smoleńskiem. Tragedia, bez względu na jej przyczyny, spowodowała nagłą
i przyspieszoną kampanię o urząd Prezydenta RP.
Pytanie, które rzucam pod dyskusję wszystkim Polakom (w kraju
i za granicą), jest: który z głównych kandydatów jest lepiej usposobiony
bronić i walczyć o interesy Polski w de facto postunijnej rzeczywistości
w Europie. Widzimy totalną klęskę "układu" finansowego i gospodarczego,
jak również demograficznego. Czy mamy odwagę spojrzeć prawdzie w oczy?
Jakie wartości zagwarantują obecność Polski po rozpadzie tego układu i
kto najlepiej będzie nas zagospodarowywał?
Z poważaniem
Piotr Zawadowski
PS Proszę wspomnieć moje wystąpienie 26 kwietnia 2008 na spotkaniu
z ojcem T. Rydzykiem, kiedy zapytałem, czy jesteśmy gotowi na ekonomiczne
załamanie, oraz mój apel "Kupujcie złoto".
Od redakcji: Wie Pan, chodzi o to, aby nas nikt nie "zagospodarowywał",
ale byśmy sami gospodarowali. Od tego powinniśmy zaczynać myślenie o jakiejkolwiek
polityce.
GONIEC nr 18/2010
Propaganda przedwyborcza już działa i u nas
Droga Redakcjo!
Sobotni program polski na OMNI TV ma dziwne zabarwienie, a nie
powinien być upolityczniony z racji różnorodności sponsorów (reklamy).
Praktycznie rzecz biorąc, to go nie oglądam. "Dyskusja" 1-majowa
prowadzona przez red. Ś. z dwójką gości była co najmniej żałosna i przypominała
przydługawe ględzenie bardzo ukierunkowane... choć się od tego parokrotnie
zażegnywano, podkreślając "bezstronność" (skąd my to znamy?). Maglowanie
umysłów uprawiających grunt pod nadchodzące wybory... WSTYD I SKANDAL.
Mówiono o emocjach, jakimi się Polacy nie powinni kierować... po straszliwej
katastrofie. "Dyskutanci" wplatanymi zdaniami, zręcznie w ich mniemaniu,
dewaluowali pana Jarosława Kaczyńskiego, a pod niebiosa wznosili pana Komorowskiego,
który przecież zarzyna IPN (!!!) etc. W tym wszystkim dotknęło mnie bardzo
podkreślanie kultury pana Marszałka i tworzenie kontrastu rodzaju
"wizualnego"... również obwiniającego pana J. Kaczyńskiego o utratę pozycji
na rzecz pana Tuska!!! Hm... tylko w niektórych formacjach można być pewnym
wygranej "elekcji".
Co do wniosków na temat kultury, byłabym też bardziej powściągliwa,
jako że ordynarne zachowania POwszechnie znane z sesji sejmowych nie były
przedmiotem reprymendy Pana Marszałka, który notabene obecnie, nie czekając,
aż ostygną ciała, przystąpił do akcji niszczenia IPN i pozostałości po
śp. ofiarach katastrofy itp.
Kłamstwa o okolicznościach katastrofy (i zachowany amatorski
film z telefonu) mogą utwierdzać tylko w przekonaniu o jej niezwykłości
i wywoływać zasępienie. To że wśród tego zasępienia/apatii energicznie
przystąpiono do sępiej roboty... daje dużo do myślenia na temat np. morale
i kultury POlityków.
Należy być czujnym i uważać na to, co się czyta i słucha.
Żadna partia nie jest monolitem, ale jej program jest konsekwentnie egzekwowany,
a jeśli nie służy on dobru Kraju i ubożejących obywateli... to trudno
wierzyć, iż jej nachalność powinna być nagrodzona głosami wyborczymi.
Kończąc, wyrażam szacunek i uznanie dla "Gońca", rzetelnie spełniającego
dziennikarską posługę. Młodzi ludzie, którzy nie mają doświadczenia,
mogą się złapać jak muchy na lep, jeśli czytają np. dziennik reprezentowany
w wym. "dyskusji"...
Dlatego:
od pierwszej strony aż do końca
czytam Rodacy GOŃCA,
i mówiąc między nami,
tu również znajduję "między wierszami",
bo nie wszystko, co chcę wiedzieć,
można oficjalnie powiedzieć.
Same fakty i zdarzenia,
dają dużo do myślenia,
gdy uczciwie opisane...
nikt mnie przecież nie omamie...
a prawdziwa informacja
to osądu mego racja
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Toronto
Od redakcji: Bo nie wszystko, co chcę wiedzieć, można oficjalnie
powiedzieć - zgadza się.
Szanowny Panie Redaktorze,
Pańskie komentarze po katastrofie smoleńskiej są świetne.
Nie zgadzam się natomiast z osobami i poglądami, że teraz "wszystko
się zmieniło i Polacy się obudzili". Do wyborów prezydenta jeszcze prawie
dwa miesiące, a to wystarczająco dużo czasu, aby "mądrym" Polakom (w PRL
bis) "przeklarować", że ewentualny wybór Jarosława Kaczyńskiego to "koniec
świata".
Ja przepowiadam, że Komorowski wygra. Jedynie w Toronto Jarosław
Kaczyński dostanie 3/4 głosów a w Chicago może trochę mniej, 2/3. Ale to
będzie miało znaczenie tylko symboliczne. W PRL bis wygra Komorowski.
Z poważaniem,
J.K.
Od redakcji: Polacy się budzą od czasu do czasu i natychmiast
zasypiają, czasem jednak można ich przetrzymać bez snu...
Z serca Polaka
Szanowny panie Kumor.
By poznać, co w trawie piszczy, trzeba tę trawę wąchać.
Od ukazania się pierwszego nr "Gońca" czytam go z uwagą
i..." wyciągam wnioski. Cóż, każdy Naczelny - by być wzięty - podkłada
się biorcom. Takie jest życie x- czyli "g", w jakim się grzebiemy.
Obserwując od pamiętnej soboty zachowania ludzi polskich mediów
(w tym "Gońca"), można odnieść wiele różnych wrażeń.
Są to najczęściej obserwacje i przemyślenia, które niestety źle
świadczą o polskich mediach, i to w wielu aspektach ich funkcjonowania.
Już w feralną sobotę można było zauważyć, iż polskie media nie
do końca wiedzą, co zrobić z tej wagi informacją, która spadła na nie niczym
grom z jasnego nieba. Niektóre - czekały około godziny z przekazaniem informacji
swoim odbiorcom, pomimo iż media zachodnie podały już wiadomość o śmierci
prezydenta Polski w katastrofie lotniczej.
- Tak więc, niektóre polskie stacje telewizyjne cofnęły nas w
czasie
do okresu PRL, kiedy to media niejako przygotowywały społeczeństwo
do odbioru złych wiadomości.
- Moim zdaniem, w dobie Internetu, powszechnej znajomości języków
obcych takie zachowanie mediów jest nieco wczorajsze (łagodnie
mówiąc).
Żyję w Kanadzie od 25 lat, żyję życiem tutejszym. Polska była
moją Ojczyzną, także mnie interesuje. Przy dzisiejszej komunikacji - by
wiedzieć, co tam się dzieje, nietrudno się dowiedzieć.
Żal mam do takich jak Pan, panie Kumor, którzy judzą, jątrzą
i skrabią mózgi idiotów - jaki ma Pan w tym cel? Przecież od dawna nie
podrzuca
Pan do polskiego trociniaka, więc dlaczego usiłuje Pan mieszać w kociołku
na trociniaku stojącym?! - Wszak Pan zarabia na godziwe życie tu, w Kanadzie,
i po co to mieszanie we łbach - tym niezorientowanym (już jestem na emeryturze
- dlatego mam dużo czasu na życie w Kanadzie i interesowanie się Polską).
Dziwię się takim jak Pan, panie Kumor, którzy wciąż myślą o "Białym
Koniu". Daj se pan spokój i nie podjudzaj staruchów - których gotów Pan
wysłać w zaświaty (zawał, albo inna cholera?).
Niedługo wybory. Protegowany Pana, JarKacz, PRZEGRA z kretesem
(!), a po PiSiarni zostanie notatka w historii Polski - dzięki Lechowi.
Michalkiewicze, Ziemkiewicze (co jest??! - przecież Żydów Pan
nie lubi - ale, jak po drodze to i z Diabłem), Wildsteiny i inną pismacką
swołocz szlag trafi, zwyczajnie, a nie męczeństwo, jak: Szczygłę, Gosiewskiego
i Wassermanna. - Cóż, niezbadane są wyroki boskie i trzeba się z nimi zgodzić.
Rola suflera, jaką Pan, panie Kumor, podejmuje dla bezmyślnego
motłochu - wobec osoby pełniącej obowiązki głowy państwa i marszałka Sejmu.
Do roli tej należą, jak zapewne wszyscy wiemy, także nominacje wielu osób
na wakujące stanowiska.
Nie ma mowy o tym w Konstytucji, aby nominacje te mieli wskazywać:
Pan, panie Kumor, Michalkiewicz, Wildstein, Ziemkiewicz czy Jaśko
od Pietrzaków czy inni żurnaliści. - Rozumiemy się?!
PS Nie jest wskazane w tak trudnym dla kraju momencie, aby dezawuować
i rozmydlać dość jasno sformułowany przepis ustawy zasadniczej. Jest to
moim zdaniem działanie na szkodę Państwa Polskiego - za kanadyjskie dolary
- i świadczy o całkowitym braku smaku i poczuciu bezkarności oraz o degrengoladzie
polskiego ładu medialnego, który najwyraźniej wymaga głębszych reform aniżeli
samo życie polityczne.
Ukłony,
Edward Pleva
Oshawa, On.
Od redakcji: Szanowny Panie, niech Pan wpełznie, skąd Pan wypełzł...
***
Panie AndrzejuÉ to nie pańska prywatna opinia, to Prawda. To
prawda historyczna.
Najgorszą rzeczą, że w ogóle nie nauczaną, pomijaną, a w najlepszym
razie zakłamywaną iÉ (sic!) najczęściej gloryfikowaną! To ma dokładne precyzyjne
nazwy. Bo były to instytucje, które doprowadziły do ruiny silne i bogate
Królestwo Obojga Narodów, do ruiny i spodlenia!
Główną i najbardziej szkodliwą był sarmatyzm - fałszywa bajka
o niepolskim, czyli niesłowiańskim i lechickim, pochodzeniu szlachty -
która była jedyną kastą obywatelską! Rozpoczęła się rozwijać i zastępować
wcześniejsze pojęcia rodowe po niefortunnej wyprawie Jana OlbrachtaÉ
To spowodowało rozerwanie więzi narodowej pomiędzy kastą obywatelską
i zamienianą stopniowo w bydło masą chłopską! Ukoronowaniem tego były ustawy
sejmowe 1566-67 ustanawiające arendę!
Arenda - z tragicznymi skutkami ustanowienia kasty pośredniej
menedżerskiej pomiędzy szlachtą, chłopstwem i mieszczanami... i oddanie
ekonomii, czyli realnej władzy i najsilniejszej w ręce kahałów żydowskich
(pierwocin komitetów i banków), co zakończyło się totalnym zniszczeniem
gospodarki i ruiną i puszczeniem z torbami szlachty oraz zbydlęceniem mas
chłopskich, przy biernym udziale Kościoła!
PropinacjaÉ wstrzymanie eksportu zboża, przez ruinę urządzeń
oczyszczających Wisłę, przez uniemożliwienie transportu do Gdańska nadwyżek
zboża i zamianę ich na wódkę, bardziej opłacalną niż eksport zboża... i
wlanie jej za pomocą obowiązkowych kontyngentów w gardło chłopa przez arendarzy
trzymających wyszynk i propinację na zasadach arendy!
Żydzi roznosili wódkę w pole pracującym chłopom, żeby pili ich
przydziały, urzynając ich w trupa. Dopuszczano się oszustw i dodawano do
wódki szaleju, zapisując chłopu dług za niewypitą wódkę. Przejęcie całkowitego
zaopatrzenia chłopstwa przez miejscowych karczmarzy i skupu płodów.
Chłop przestał używać pieniędzy!
ZaboryÉ moim skromnym zdaniem, uratowały Polaków! Uratowały polskiego
chłopa przed całkowitym wymarciem, dzięki wprowadzonym chrześcijańskim
przepisom prawnym - jakie zaprowadzili zaborcy, przywracając chłopu status
Człowieka, a nie bydlęciaÉ otaczając go ochroną prawną!
Poprzez chłopa nastąpiło odrodzenie polskości i w końcu Polski.
Dziś mamy szalejącą tzw. III arendę... niech pan popatrzy bliżejÉ
tyle że zamiast kredy arendarze mają w wyposażeniu komputery...
Roman K.
Od redakcji: Ja z chłopów, więc mnie boli.
Panie Andrzeju,
Wiele razy Pan słyszał od czytelników, że Polacy robią sobie
krzywdę, wmawiając sobie wielkość, ale nie chciał Pan się z tym zdaniem
przez długi czas zgodzić. Dopiero po katastrofie pod Smoleńskiem ta prawda
do Pana dotarła, co wynika z Pańskiego artykułu: "Z naszej własnej winy".
Świetnie. Lepiej późno niż wcale. Nie mogę jednak zgodzić się z tym jednym
zdaniem: "Domaganie się powołania komisji międzynarodowej to przyznanie,
że jest się tak słabym, iż bez zagranicznego protektoratu nie da rady".
Przecież prawo międzynarodowe stanowi, że tego rodzaju śledztwo
prowadzone jest przez państwo, w którym dana katastrofa miała miejsce.
Oczywiście można dyskutować, czy to prawo ma zastosowanie w przypadku,
gdy prezydent innego kraju ginie w katastrofie. W każdym razie, ilość teorii
spiskowych, jakie krążą już po świecie wokół tej tragedii, jest tak wielka,
że potrzeba powołania komisji międzynarodowej jest wręcz paląca.
Wtedy dopiero więcej osób uwierzy w obiektywizm śledztwa. Rusofobia jest
przecież zjawiskiem powszechnym w Polsce.
Ja osobiście jestem na 99 procent przekonany, że do katastrofy
doszło z powodu błędnych decyzji podjętych na pokładzie prezydenckiego
samolotu, bo na tym samym lotnisku miękko lądowały wcześniej inne delegacje
w drodze do Katynia. Nie wierzę też, że rosyjskie władze chciały uśmiercić
w ten sposób polskiego prezydenta, który był politykiem już prawie skończonym.
Mało kto dawał mu szansę na drugą kadencję.
Pozdrawiam,
Wojtek
Od redakcji: Wie Pan, chodzi o to, byśmy nie musieli wierzyć,
a mogli wiedzieć.
Szanowni Państwo,
"Goniec" opublikował w ostatnim numerze mój e-mail skierowany
do biura PiS-u w Warszawie, dotyczący informacji potrzebnych do zbierania
w Toronto podpisów popierających kandydaturę pana Premiera Jarosława Kaczyńskiego
na urząd Prezydenta RP. Mogę się jedynie domyślać, że otrzymaliście
Państwo ten e-mail w dobrej wierze od jednego z moich znajomych, który
otrzymał jego kopię do wiadomości. Nikt nie prosił mnie o zgodę na
publikację tego roboczego e-maila. Bardzo cenię Państwa opinie i
jakość tygodnika, ale chciałabym prosić o kontakt ze mną przed publikacją
mojej korespondencji.
Nie podzielam Państwa opinii zamieszczonej w komentarzu; w tym
przypadku podzielam opinie jednego z moich przyjaciół, który uważa i apeluje
o to, "byśmy skorzystali z okazji i policzyli się przed wyborami, a także
zadbali z odpowiednim wyprzedzeniem o potrzebne informacje i dokumenty
na nadchodzące wybory". Liczba tych podpisów może także mieć wpływ na wyniki
wyborów. Nie bez znaczenia jest ponadto podjęcie próby organizacji
wspólnego wysiłku, nie tylko w nadchodzących wyborach prezydenckich, ale
także w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Uważam, że powinniśmy
także przynajmniej spróbować wywrzeć nacisk na zmianę w prawie wyborczym
jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w 2011 r., gł. poprzez promowanie
wprowadzenia zagranicznych okręgów wyborczych z posłami reprezentującymi
wiele milionów obywateli RP mieszkających poza granicami kraju. Tego typu
mobilizacja w moim przekonaniu ma sens i chciałabym, by mąż zaufania PiS-u
był obecny we wszystkich punktach wyborczych, a jego osoba była znana wyborcom.
Sądzę również, że byłoby to obecnie bardzo pomocne, gdyby PiS
rekomendował osobę koordynującą zbieranie podpisów w Toronto lub chociaż
w Ontario, zwłaszcza w sytuacji, kiedy czasu jest tak niewiele. Tworzenie
ruchu obywatelskiego i mobilizowanie autentycznej aktywności społeczeństw
wymaga czasu, współpracy wielu ludzi i jest ważne, szczególnie w
społeczeństwach po-totalitarnych, manipulowanych i niedowierzających; nie
powinno być ośmieszane.
Nie oznacza to, że nie szanuję Państwa odmiennej opinii.
Z wyrazami szacunku,
Lidia Sokołowska-Cybart
Od redakcji: "Goniec" opublikował, bo dostaliśmy to mailem,
sądziliśmy, że od Pani. Przepraszamy.
Drodzy Czytelnicy Gońca,
Powinniśmy ostro skrytykować p.o. prezydenta Komorowskiego za
to, że wybiera się do Moskwy wspólnie z dyktatorem Jaruzelskim, aby razem
z nim, Miedwiediewem i Putinem świętować rocznicę zwycięstwa bolszewizmu
nad faszyzmem; zwycięstwa, dzięki któremu mieliśmy 50 lat zniewolenia pojałtańskiego.
Tak, 9 maja 2010 roku to rocznica polskiej klęski, a nie zwycięstwa.
Należy przede wszystkim wiedzieć, że współczesna Rosja jest Rosją
postsowiecką i postkomunistyczną, wypierającą się swojej stalinowskiej
przeszłości jak żaba błota. Putin i wielu innych członków rosyjskiego rządu
to przecież byli słudzy komunistycznego reżimu. Biorąc to pod uwagę, dochodzimy
do wniosku, że to jakiś absurd, aby ofiara oklaskiwała zwycięstwo swojego
wroga i ciemiężyciela wspólnie z nim; zwycięstwa, z powodu którego znalazła
się pod jego butem i była deptana przez niego prawie 50 lat. Trudno dziwić
się paru aliantom zachodnim, że wezmą udział w tej imprezie, bo to oni
wspólnie ze Stalinem podzielili łupy wojenne, a Polska była tylko jednym
z tych łupów. A o masakrze katyńskiej ci wszyscy zwycięzcy, także zachodni,
nie chcieli nawet do niedawna słyszeć.
Dzisiaj politycy pokroju Komorowskiego uważają Jaruzelskiego
za polskiego (a nie sowieckiego) kombatanta i demokratycznie wybranego
prezydenta Polski, mają dla niego szacunek ze względu na wiek i mandat
prezydencki, a przecież jeszcze nie tak dawno temu Lech lub Jarosław Kaczyński
(proszę wybaczyć, nie pamiętam który), chciał dać mu kulę w łeb za kierowanie
związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym. Coś tu chyba nie gra. Poza
tym, Jaruzelski od zawsze był sowieckim żołnierzem, a na urząd prezydencki
został wybrany nie w wolnych wyborach, lecz quasi-demokratycznych. Na ten
urząd wynieśli go ludzie z "okrągłostołowo-kanciastogłowej" frakcji Solidarności,
z Lechem kanciastogłowym Wałęsą zdrowie-wasze-w-gardła-nasze, na czele.
Właśnie to, że staliśmy się łupem zwycięzców po drugiej wojnie
światowej, było dla nas tragedią narodową, a nie to, co wydarzyło się ostatnio
pod Smoleńskiem. A różni głupcy nazwali ten wypadek "tragedią narodową".
Przepraszam. Na świętowanie 65. rocznicy swojej tragedii narodowej Polacy
muszą poczekać do 9 maja.
Co się tyczy katastrofy pod Smoleńskiem, najbardziej żal mi odejścia
Anny Walentynowicz. To dzielna kobieta, bez której prawdopodobnie w ogóle
nie byłoby ruchu "Solidarność".
Gdyby polscy politycy byli patriotami, mężami stanu i ludźmi
honoru, to zdecydowanie odrzuciliby to moskiewskie zaproszenie. Przyjmując
je, Komorowski zajął takie samo stanowisko jak zmarły prezydent Lech Kaczyński.
Słyszy się, że zrobił to, aby uszanować wolę zmarłego. Szkoda, że nie uszanował
jego woli, podpisując nową ustawę o IPN, podporządkującą historyków marszałkowi
Sejmu, zamiast światu naukowemu. Jadąc do Moskwy z dyktatorem Jaruzelskim
na pokładzie (również wola zmarłego), Komorowski źle się prezentuje przed
wyborami. Pewnie niedługo wpadnie w objęcia prezydenta Miedwiediewa, podobnie
jak premier Tusk w Katyniu wpadł w objęcia Putina, byłego oficera KGB,
który nawet nie zdobył się tam na słowo "Przepraszamy"?
A Jarosław Kaczyński nie powinien kusić się o fotel, na którym
jeszcze nie tak dawno temu siedział łudząco podobny do niego brat. Widmo
i cień jego brata chodzić będzie za nim wszędzie, jeśli wygra wybory prezydenckie.
A po co to komu? Stając do wyścigu trzy tygodnie po śmierci brata, polityk
ten daje o sobie świadectwo, że jest chciwy na władzę. Czy nie wystarczy
mu sama funkcja szefa PiS-u?
Co Polsce do tej moskiewskiej imprezy? Jadąc tam, Komorowski
daje o sobie świadectwo, że jest koniunkturalistą podlizującym się mocarstwom
kosztem własnego honoru i honoru Polski. Nie dziwiłbym się, gdyby to Kwaśniewski...
Wstyd mi za takich polityków, czyścibutów światowych salonów. Niech Jaruzelski
jedzie do Moskwy autostopem i niech już stamtąd nie wraca.
A my, którzy jesteśmy świadkami tych niemądrych zachowań polskich
polityków wobec postsowieckiej Rosji; Rosji, odcinającej się od swojej
stalinowskiej przeszłości i zasłaniającej się szyldem "Federacja Rosyjska"
- powinniśmy teraz gromkim głosem wołać, iż należy całkowicie zlekceważyć
tę moskiewską imprezę.
Wojciech Kobiela
Od redakcji: To obchody rocznicy naszego drugiego zniewolenia.
Szanowni Czytelnicy!
W tak ważnym dla Polaków historycznym momencie, myślę, że warto,
abyście Państwo poznali ciekawy fakt, świadczący o patriotycznej postawie
tragicznie zmarłego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego autentycznej trosce
o sprawy Polonii. Materiał ten dostałam od proboszcza parafii św. Józefa
w Brantford, ks. Adama Wróblewicza, który wiadomości te przekazał wiernym
w czasie okolicznościowego kazania z okazji rocznicy katyńskiej i ku czci
tragicznie zmarłego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Małżonką oraz wszystkich
osób, które wtedy zginęły.
Danuta Rogulska-Legienis
Na przełomie kwietnia i maja 2009 roku udałem się na pielgrzymkę
do Ziemi Świętej. Nikt z nas nie przypuszczał, że ta wyprawa za rok czasu
będzie miała odniesienie do tragicznej katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem,
która pochłonęła 96 istnień ludzkich, na czele z Prezydentem Rzeczpospolitej
Polskiej Lechem Kaczyńskim. Na miejsce naszego zatrzymania obraliśmy gościnny
Dom Polski prowadzony przez siostry elżbietanki. Przełożoną zakonną lokalnej
wspólnoty wszystkich polskich sióstr jest jakże oddana siostra Róża. Tej
wspólnocie, jak i przybywającym pielgrzymom z Polski i innym polonijnym
grupom posługuje ks. Tadeusz Nosal. Wyżej wspomniany kapłan ze Zgromadzenia
Księży Zmartwychwstańców już około 20 lat oprowadza pielgrzymów po miejscach
świętych i czyni to z wielkim oddaniem i zaangażowaniem.
Na trasie naszego pielgrzymowania dostąpiliśmy łaski nawiedzenia
Polskiego Cmentarza w Jerozolimie. Znajduje się tu 66 grobów polskich żołnierzy-tułaczy
II wojny światowej - ponad 10 mogił małych polskich dzieci oraz miejsce
spoczynku polskiego konsula. Przez długie lata groby polskich żołnierzy
pozostawały w stanie opłakanym. Nikt się nimi nie zajmował i rok po roku
chyliły się one ku całkowitemu unicestwieniu.
Przez długie lata do Ziemi Świętej przybywały najwyższe władze
państwowe Rzeczypospolitej Polskiej. Wśród nawiedzających Dom Polski w
Jerozolimie gościli prezydenci: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski czy
premier Włodzimierz Cimoszewicz. Spotykając się na terenie klasztoru Sióstr
Elżbietanek z polskimi zakonnicami i kapłanami, którzy zwracali się do
nich z prośbą o finansową pomoc rządu w odrestaurowaniu Polskiego Cmentarza,
każdy polityk zapewniał, że dołoży starań, aby Polski Cmentarz został odnowiony
i godnie się prezentował. Niestety, były to tylko puste słowa ludzi zarządzających
najwyższymi urzędami państwowymi. Z Polski na rzecz renowacji popadającego
z roku na rok w ruinę Polskiego Cmentarza nie napłynęły żadne fundusze.
Gdy na prezydentem Polski został wybrany Lech Kaczyński, od razu
przystąpił on do odnowy Polskich Cmentarzy rozsianych w różnych krajach
świata. Wraz z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zadbał, aby polskie
cmentarze w Jerozolimie czy też na Białorusi i Ukrainie wreszcie doczekały
się remontu i godnej nowej prezentacji. W Ziemi Świętej nie zbierano żadnych
funduszy na ten cel. Z pewnością pochodziły one z Kancelarii Prezydenta
i konta Rady.
W krótkim czasie do Jerozolimy na miejsce podupadłego Polskiego
Cmentarza zaczęły przybywać z naszego Kraju nowe i przepiękne tablice nagrobkowe,
krzyże oraz inne obeliski. Gdy Prezydent Lech Kaczyński przybył do Jerozolimy
w 2006 r., Polski Cmentarz był już całkowicie odnowiony i przybrał odświętną
szatę. To mogło dokonać się tylko dzięki interwencji i oddaniu wielkiego
Patrioty, którym był tragicznie zmarły Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
Lech Kaczyński.
ks. Adam Wróblewicz C.R.
Proboszcz Parafii św. Józefa
w Brantford
Od redakcji: Dziękujemy bardzo za materiał.
Szanowni Czytelnicy "Gońca"!
Chciałoby się zacząć tak: "Nie było dla niego miejsca w żadnej
gospodzie!...". Myślę, że wszyscy się domyślą, skąd jest ten cytat! Teraz
muszę powiedzieć, jak to mogło się zdarzyć, że w obliczu dorocznie obchodzonej
rocznicy ludobójczego wymordowania polskiej elity w Katyniu, przed 70 laty,
i dodatkowej olbrzymiej tragedii tzw. katastrofy pod Smoleńskiem w najbliższym
pomnika Katyńskiego, polskim kościele nie znalazło się miejsce i czas na
uroczystą Mszę św. ku pamięci tych wszystkich ofiar kolejnej martyrologii
Polski. Jak to jest, że w tym czasie odbywał się tam bankiet z okazji 40-lecia
parafii?... Przecież rocznica katyńska jest wydarzeniem corocznym. Czy
nie można było parafialnej uroczystości przesunąć o tydzień później? Zawsze
w historii Polski Kościół był z Narodem, i to właśnie w dużej mierze jest
zasługą Kościoła w Polsce, że ten Naród przetrwał najcięższe próby, których
historia nam nie szczędziła. Czyżby w kościele św. Kazimierza zapomniano
o tej chlubnej tradycji? Na to niestety wygląda!
W związku ze wspomnianą wcześniej "katastrofą smoleńską" i w
świetle różnych wypowiedzi internautów, również niektórych sugerujących
teorie spiskowe, nasunęła mi się myśl, w ogóle nie poruszana w tych wypowiedziach:
czy są jacyś świadkowie, którzy widzieli zmarłego Prezydenta i ekipę delegacji
katyńskiej wsiadających do nieszczęsnego Tu-154? Gdzie się odbywała ta
odprawa i kiedy. Przecież powinni być świadkowie z Pałacu Prezydenckiego,
BOR-u oraz zapewne członkowie żegnających ich rodzin. Dotychczas nie znalazłem
na ten temat żadnej wypowiedzi! Może coś na ten temat wie Redakcja "Gońca"
lub jacyś lepiej poinformowani czytelnicy?
A w ogóle dziwnie zachowuje się dowództwo NATO, paktu, do którego
Polska przecież należy i któremu od wielu lat służy w obcych krajach swoim
wojskiem!... Dziwne jest, że z powodu śmierci tylu NATO-wskich generałów
i potencjalnego nawet dowódcy paktu, w osobie generała Gągora, pakt nie
zażądał natychmiast po tragedii rosyjskich wyjaśnień i nie wysłał tam swojej
komisji! Wygląda niestety, że Polacy są tylko wykorzystywani do zagranicznych
misji militarnych, tak jak niegdyś legioniści na Haiti, a jak przyjdzie
czas, że oczekujemy od paktu pomocy, to jakoś nikt się do tego nie kwapi.
W świetle tych rozważań, raczej ponuro wygląda perspektywa lansowana przez
niektórych, że "Pakt nas w potrzebie obroni"! Mieliśmy już w historii kilka
papierowych "paktów" i wszyscy na własnej skórze doświadczyliśmy ich "skuteczności".
Na szczęście społeczeństwo jakoś jak na razie nie dało się zbyt mocno podzielić,
bo nigdy nie wiadomo, czy kolejnym "grzybem w barszczu" nie była próba
spowodowania jakichś nierozważnych działań pomiędzy rodakami, a wtedy w
chaos na pewno wkroczyłyby siły zaprzyjaźnionych państw, aby zapobiec chaosowi,
jak to już ze znaną "braterską pomocą" bywało. Mam nadzieję zatem, że w
Narodzie zapanuje rozwaga i w końcu ten naród obudzi się z politycznego
marazmu i wyciągnie prawidłowe wnioski z ostatnich wydarzeń. TAK NAM DOPOMÓŻ
BÓG!...
Andrzej Legienis
Toronto
Od redakcji: Rzeczy dziwnych w tej sprawie jest dużo.
***
Pana, który zostawił na automatycznej sekretarce nagranie ws.
wystąpienia pani Bonikowskiej w programie pana Śniegowskiego, prosimy o
kontakt z redakcją.
***
Do Redakcji "Gońca"
Szanowni Państwo, co do pochówku Pary Prezydenckiej na Wawelu,
to chcieli i pochowali i sprawa zamknięta nieodwołalnie. Kardynał Dziwisz
tym posunięciem utarł nosa wszystkim komuchom. Chwała ci za to, Kardynale.
A co do nas, to byłoby dobrze, żebyśmy my wszyscy zajęli się swoimi sprawami,
a pogrzeby zostawić tym, którzy się tym zajmują, i basta. Kardynał Dziwisz
nie będzie się pytał o zgodę na pochówek marnych pismaków, co ukończyli
szkoły wieczorowe, a dzisiaj są redaktorami, dziennikarzami i noblistami.
A zapomnieli, że byli komuchami i agentami. To mnie boli, trudno. Dziękuję
"Gońcowi" za tak obszerne informacje o tej tragedii. Chwała ci za to, Kardynale
Dziwisz, to był strzał w dziesiątkę, co uczyniłeś. Jeżeli kogoś obraziłem,
to przepraszam bardzo.
Z poważaniem
prenumerator "Gońca" Maciek
Od redakcji: Nas Pan nie obraził.
Pojednanie
Na usteczkach wielu propagandystów widać w tym momencie bardzo
miłe uśmiechy, udawany żal, no i podobno wszyscy, łącznie z Prezydentem
Lechem Kaczyńskim, nie myśleli o czym innym niż pojednanie z Rosjanami...
(???). Od wieków Rosja jest naszym wrogiem, car czy sekretarz nawet przez
moment nie byli naszymi przyjaciółmi, mord w Katyniu był dziełem międzynarodowej
komunistycznej bandy z przewagą Rosjan i Żydów z szefem Gruzinem. Prosty
Rosjanin o mordzie nie wiedział, dokonała tego "elita" NKWD, czyli krwawe
ramię partii komunistycznej. Prosty Rosjanin nic o mordzie nie wiedział,
żył tym, co wmówiła mu propaganda, a ponieważ w tej niewolniczej cywilizacji
buntować się i myśleć nie było wolno, a więc bardzo łatwo było Rosjanom
wmówić, że to oni utrzymywali Polaków.
Prof. Feliks Koneczny wyraźnie tłumaczy, na czym polegają różnice
między cywilizacjami i dlaczego te różnice są nie do pokonania, dlatego
właśnie skończyła się wielka Polska, bo nie była jednolita, kilka cywilizacji
nie da rady stworzyć jednego organizmu, dlatego też Rosja nigdy nie potrafi
stanąć na nogi, wali się i tylko propaganda, NKWD, KGB i podobne trzymają
wszystko za mordę, ale tworzenie na siłę nie zdaje egzaminu.
Obama też koniecznie pragnie się pojednać, zupełnie jakby nie
znał historii i nie rozumiał, że pacyfizm jest chorobą w rodzaju antysemityzmu,
filosemityzmu i idiotyzmu... nie z Rosją te numery, ale lewica na całym
świecie lubi przeginać pałę i robić sobie na złość, stwarzać sobie problemy.
Pojednanie to rzecz ciekawa i potrzebna, ale może poczekamy, aż się Rosjanie
pojednają z Czeczenami... My swoje przeszliśmy, Czeczeni doświadczają pojednania
i przyjaźni w tym momencie... ja szansy nie widzę.
Swoją drogą, bardzo ciekawe, czy w tym pokoleniu dowiemy się
na temat katastrofy prawdy... historia udowadnia, że nie mamy powodu wierzyć
w zapewnienia całej lewej strony, ale nasza rola nie powinna polegać na
czekaniu, musimy walczyć o prawdę.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
PS W tym momencie wyraźnie widać, iż red. Kumor zdanie na temat
pojednania ma identyczne z Adamem Wielomskim i na pewno Bublem, tzn. dążyć
do pojednania mimo ewidentnych zbrodni, oszustw, krętactw, szantażu gazowego...
(???). Nawet gdyby oni nie chcieli, to mamy przebaczyć i uważać ich za
godnych szacunku partnerów. Dlaczego i w jakim celu? J.S.
Od redakcji: U mnie tego tak wyraźnie nie widać - A. Kumor.
Szanowny Panie Andrzeju.
Jeśli przydadzą się Panu do czegoś poniższe wpisy, proszę je
- lub ich fragmenty - wykorzystać. Trzeba o sprawie Smoleńska mówić dużo,
głośno i sensownie, "bo jak nie będziemy mówić, to kamienie zaczną krzyczeć".
Mam nieco wiedzy o lotnictwie cywilnym nabytej w czasie 15 lat pracy w
PLL LOT jako nawigator pokładowy.
OSTATNIA MINUTA LOTU
TU-154
Zasadnicze pytanie pozostaje bez odpowiedzi - dlaczego między
"dalszą" a "bliższą" NDB nastąpiła utrata wysokości? Co widzieli piloci
i nawigator na wysokościomierzach ciśnieniowych, których wskazań nie można
zakłócić, i jaki jest zapis wysokości w rejestratorze?
W Rosji obowiązuje nadal tzw. ustawienie QFE (wysokość względna),
czyli ciśnienia lotniskowego. Kontroler zbliżania podaje ciśnienie podchodzącemu
samolotowi, a po przesłaniu go na częstotliwość wieży, kontroler nadzorujący
lądowanie
pierwszą informację po identyfikacji, jaką podaje samolotowi, jest
- jeszcze raz - ciśnienie lotniska. To nie jest kurtuazja, uprzejmość ani
zbędna gadanina - jest proceduralny zwrot i bezwzględny nakaz. Załoga
obowiązana jest powtórzyć wartość ciśnienia i ustawić ją na swoich wysokościomierzach.
Tak ustawiony wysokościomierz pokazuje generalnie wysokość nad lotniskiem,
a ściślej względem określonego punktu na lotnisku, ale nie oznacza, że
jest to wysokość względem progu pasa w użyciu. Zwykle te różnice nie są
jednak duże i prawie zawsze z marginesem bezpieczeństwa. Opis ustawienia
wysokościomierzy wg. ciśnienia QNH (wysokość bezwzględna - odczyt wysokości
względem poziomu morza), którą z małymi wyjątkami stosuje reszta świata,
możemy sobie darować, bo jak się wydaje, nawet błędne nastawienie QNH nie
mogło mieć wpływu na przebieg wypadku.
Załoga powinna zgłosić przejście "dalszej" (NDB) i podać wysokość,
na jakiej się znajduje. Jaki był czas przejścia i wysokość nad "dalszą"?
Nawet jeśli trudno jest ustalić czas zetknięcia się z ziemią, to nietrudno
jest to wyliczyć z dokładnością do 30, najwyżej 45 sekund, jeśli są znane
proceduralne zgłoszenia pozycji.
Światła na podejściu, zwłaszcza tak prymitywne i w opłakanym
stanie jak w Smoleńsku, mają marginalne znaczenie - był już dzień, a samolot
był za nisko, żeby je zobaczyć z kokpitu przy konfiguracji do lądowania
(dziób lekko zadarty) - lub co gorsza w konfiguracji do wznoszenia się
w odruchowej chęci ucieczki w górę, gdy poczuli i zobaczyli, że ścinają
drzewa...
Chciałbym wiedzieć, jakie było położenie manetek gazu na wysokości
20 m - choć wydaje się prawie pewne, że były w reżymie do lądowania, bo
samolot dalej schodził. Od chwili dania pełnej mocy manetkami do reakcji
silników (także we wszystkich innych silnikach odrzutowych) mija koszmarnie
długi czas - 6 do 7 sekund! Napęd "śmigłowy" reaguje dużo szybciej.
Pułkownik w filmiku nic nie mówi o zgłoszeniach załogi przejścia
charakterystycznych punktów istotnych dla podejścia na dwie NDB - mówi:
tu jest radiolatarnia dalsza i tu powinni mieć 120 m, ale ile mieli, nie
wiadomo (jeszcze?). Tzw. wysokość decyzji w procedurze podejścia na dwie
NDB wynosi 100 m... - ILS kategorii 1 - 60 m, kategorii 3 plus kierunkowe
bardzo jasne i długie oświetlenie podejścia (rodzaj "strzały świetlnej")
- 30 lub 40 m. We wszystkich podanych przypadkach samolot po zejściu do
tych określonych wysokości, jeśli nie widzi świateł lub ziemi, przerywa
podejście, aplikuje pełny gaz i odchodzi na lotnisko zapasowe lub decyduje
się czekać w powietrzu. Oświetlenie wspomagające podejście jest nieraz
tak jasne, że zaraz po złapaniu kontaktu wzrokowego pilot podaje komendę
do wieży "dim lights" - jest to jedyna komenda, jaka jest wydawana przez
załogę do kontroli podejścia. Te światła są bardzo dobrze widoczne nawet
w pełnym świetle dnia z wysokości 40-50 m i są niezwykle pomocne przy gęstej,
ale stosunkowo cienkiej (czasami 100 lub mniej m) przyziemnej mgle adwekcyjnej
- zrównanie się temperatury otoczenia z punktem rosy - która pojawia się
najczęściej rano lub wieczorem. Pewnym sposobem na uniknięcie zetknięcia
się z taką mgłą jest przeczekanie w powietrzu czasami tylko 20-30 minut,
aż słońce podniesie temperaturę otoczenia i będzie wyższa od temperatury
punktu rosy. Wieczorem ten proces jest dłuższy. PLF 101 nie mógł liczyć
na takie światła w Smoleńsku i wiedział o tym. Były niewielkie szanse na
zobaczenie ich z wysokości 100 m, nawet gdyby paliły się wszystkie rzędy.
Czy kiedykolwiek się dowiemy, czy wieża podała mu trend pogody? Czy rzeczywiście
101 był na 120 m nad dalszym markerem? Co mogło spowodować tajemniczą nagłą
utratę wysokości? Do wystąpienia zjawiska windshear (nagła zmiana kierunku
wiatru) nie było przesłanek - nie było wiatru na samym lotnisku ani frontu
atmosferycznego w pobliżu. Mam przeczucia, że obie strony mają coś do ukrycia.
Jeśli po przeszło trzech tygodniach od zdarzenia nie ustalono,
o której godzinie nastąpiło zniszczenie samolotu, to końca śledztwa nie
można się spodziewać wcześniej jak za ok. 60 - 70 lat.
Pozdrawiam,
Andrzej Misiek
Brampton
Od redakcji: Dziękujemy, przydały się.
Spotkanie w Domu Polskim
Byłem w Domu Polskim na spotkaniu z Borusewiczem. Dałem list
Hlebowicza, osobiście i publicznie, bo powiedział, że go nie czytał. Dałem
też drugi list na temat zesłańców politycznych, czyli nas. Mówiłem pierwszy
i mówiłem na temat nas - byłych internowanych, więźniów i zesłańców, których
Polska zapomniała. Zamiast tego odznacza się piłkarzy. Odebrano mi głos,
bo skrytykowałem Borusewicza jako człowieka, który zapomniał o swoich korzeniach.
Następni dyskutanci mówili jeszcze o wiele bardziej odważnie niż ja. Poruszyli
sprawę drugiego Katynia, Tuska, IPN-u, WSI, nie mówiąc już o neutralnych
w miarę tematach, jak stocznie i inne zakłady. Pan Marszałek nadymał się
coraz bardziej. Chyba nigdzie dotąd nie doznał tak wrogiego przyjęcia.
Nie było ani jednego głosu pojednawczego. Na większość pytań po prostu
nie odpowiedziano. Po godzinie ludzie wstali i wyszli. Tylko przy...nicy
z ambasadorem na czele zostali z "delegacją".
Propagandy wyborczej nie było.
Piotr
Od redakcji: Co to za odwaga mówić, co się myśli, skoro za
to nikt nie rozstrzeliwuje i nie zamyka?
GONIEC nr 17/2010
Szczera krytyka?
Szanowny Panie
Nawiązując do Pana artykułu, modlę się, aby prawda była inna,
nie potrafię ukryć oburzenia na Pana krytykę - Prezydenta Lecha Kaczyńskiego;
cytuję "umysł zapłodniony... lecz obywatelskiego tchórzostwa".
Tak się historia szybko powtarza, że niedawno mieliśmy
możliwość obserwacji faktów tzw. nieuzasadnionego ryzyka. Przywódcy
wielu narodów; Premier Maroka, Prezydent Gruzji i inni Przedstawiciele
Państw ; nie bacząc na (czarna chmurę) złożyli osobiście, ostatni hołd
naszemu wielkiemu rodakowi Lechowi Kaczyńskiemu i Wszystkim Ofiarom katastrofy
pod Smoleńskiem.
Z wyrazami szacunku
Jerzy Lenart
Od redakcji: Szanowny Panie, proszę popatrzeć, ilu przywódców
poważnych państw jednak "baczyło" na "czarną chmurę", nie chcąc podejmować
"nieuzasadnionego ryzyka". Te państwa to: USA, Niemcy, Francja, Włochy...
Mam wymieniać dalej?
List z Polski do "Gońca"
w związku ze śmiercią
prezydenta Kaczyńskiego
Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie
(É)
przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą smoleński lasÉ.
(Zbigniew Herbert)
Trwam w żałobie
W dzisiejszych wiadomościach radiowych podano wyniki sondażu,
przeprowadzonego 20 kwietnia w grupie tysiąca osób. Z sondażu wynika,
że największą liczbę głosów w wyborach prezydenckich będzie miał Bronisław
K.
Wraca skrzecząca rzeczywistość, czyli manipulacje naszymi umysłami.
Kto wybrał ten tysiąc osób i w jakim stopniu jest ona reprezentatywna
dla nas wszystkich? Nie chcę o tym myśleć, bo dla mnie nadal jeszcze
dymi smoleński las, w którym, 10.04.2010 r., znowu zginęli nasi ludzie,
tylko w innych okolicznościach niż przed 70 laty. Może zawiódł ich instynkt
życia? Może powinni pojechać innym środkiem transportu albo nie wszyscy
tym samym? Dużo pytań - odpowiedzi brak. Szok. Tyle rodzin, dzieci, przyjaciół
cierpi po utracie ukochanych osób.
Mam w sercu dużo smutku, nie tylko z powodu tragicznej śmierci
96 ludzi, którzy zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, ale także
i refleksji, które nasunęły mi się w trakcie oglądania telewizji polskiej,
relacjonującej przez cały tydzień uroczystości związane z powrotem do kraju
trumien tragicznie zmarłych i komentującej pielgrzymki Polaków do Pałacu
Prezydenckiego, chcących złożyć hołd parze prezydenckiej.
Nie mogę wyjść ze zdumienia, że te same media w ciągu kilku dni
pokazywały zupełnie inny wizerunek Prezydenta Lecha Kaczyńskiego
i jego małżonki Marii, niż przed ich śmiercią. Nagle zobaczyliśmy ich jako
niezwykle kochającą się parę, nie wstydzącą się okazywać publicznie
ciepłych uczuć wobec siebie. Zobaczyliśmy Panią Prezydentową jako mądrą,
skromną, pełną empatii i prawdziwości uczuć kobietę, pierwszą Damę, jak
podkreślali wszyscy komentatorzy. Czyżby śmierć tak Ją nobilitowała? Czy
po prostu taka była na co dzień, ale nikt tego nie pokazywał w mediach,
a Ona była zbyt skromna, żeby się upomnieć o swój prawdziwy wizerunek?
Kiedy odwiedzała szpitale z chorymi dziećmi czy hospicja lub
inne instytucje, zajmujące się pomaganie ludziom, to nie zabierała
ze sobą kamer telewizyjnych! A może powinna, ale wtedy nie byłaby sobą!
Wreszcie usłyszeliśmy w mediach - t y c h s a m y c h,
które kiedyś mówiły na przykład: "Jaki prezydent (czytaj
w domyśle: śmieszny, sztywny, nienowoczesny) taka Polska" - nie tylko o
dokonaniach Lecha Kaczyńskiego (m.in. otwarcie Muzeum Powstania Warszawskiego),
ale i o tym, że był człowiekiem wiernym do końca swoim ideałom i wartościom,
takim jak: uczciwość, sprawiedliwość, prawda, Bóg, Honor, Ojczyzna. Czy
trzeba było aż takiej tragedii, żeby media mogły przebić się przez swoje
kłamstwa i zaczęły mówić prawdę, żeby przestały nas karmić miałkimi treściami,
debatami o żenującym poziomie, thrillerami i horrorami, jakby kinematografia
światowa produkowała jedynie takie filmy.
Myślę, że tłumy ludzi, które zjechały z całej Polski, stojące
w wielogodzinnej kolejce przed Pałacem Prezydenckim, po to, by złożyć kwiaty
przy trumnach Prezydenta i Jego żony, a potem wziąć udział w uroczystościach
pogrzebowych w Krakowie, świadczą o tym, że dla wielu ludzi patriotyzm
to nie puste słowa, śmieszny przeżytek i archaizm w nowym tysiącleciu,
w dobie liberalizmu, pluralizmu, powszechnej zgody na pośpiech, kult
pieniądza i bylejakość życia.
Często słyszałam w ostatnich dniach w wypowiedziach duchownych,
polityków, działaczy społecznych, wygłaszanych w czasie uroczystości pogrzebowych,
różne wzniosłe słowa. Zapamiętałam szczególnie te oto słowa: "Nie ma wolności
bez wartości, nie ma solidarności bez wartości". Rzeczywiście, nie ma wolności
bez wartości. Nie tylko wolności, ale i normalnego porządku społecznego,
bo wartości są drogowskazami, wyznaczającymi nie tylko cele życiowe,
ale też nadającymi głęboki sens życiu każdego człowieka.
W trakcie oglądania uroczystości żałobnych nasunęły mi się również
refleksje na temat solidarności w nieszczęściu. My, Polacy, mamy niezwykłe
poczucie wspólnoty narodowej, które jest szczególnie widoczne w sytuacjach
tragicznych, w momentach zagrożenia dla kraju. Potrafimy się wówczas
nie tylko zmobilizować, ale i wykazać wspaniałą współpracą i poczuciem
dyscypliny wewnętrznej. Na Rynku Krakowskim, w niedzielę, 18 kwietnia,
na uroczystościach pogrzebowych pary prezydenckiej zgromadziło się
około 150 tys. ludzi i wszyscy zachowywali się wzorowo! Nie odholowano
żadnego źle zaparkowanego samochodu, nie było żadnych krzyków, hałasów
i nie licujących z powagą chwili zachowań.
Obawiam się, że kiedy wzruszenia i emocje
opadną, wrócimy do starych nawyków, czyli do krytykanctwa, malkontenctwa,
niesumienności i pieniactwa. Po prostu daleko nam jeszcze do społeczeństwa
obywatelskiego, w którym każdy obywatel bierze na siebie odpowiedzialność,
i za jakość swojej pracy, i za sposób zachowania i życia.
A może się mylę? Może te tragiczne wydarzenia nie tylko pozostaną
w pamięci wielu ludzi, ale także coś w nich przemienią, może ich sposób
myślenia, jakość życia? Nauczą łagodności obyczajów i konsekwencji
w wielu działaniach?
Oprócz smutku jest we mnie też złość... na siebie, że dałam
się zwieść, że zaufałam różnym redaktorom - "chytruskom", którzy, powołując
się na dużą oglądalność medialną, wmawiali mi, że tylko oni znają prawdę
i że my - widzowie - jesteśmy staroświeccy z tym swoim romantycznym
patriotyzmem i lepiej dla nas byłoby się do niego nie przyznawać, że teraz
wyznaczają nowe trendy, w społecznym i historycznym myśleniu, różne Koty
- palące za sobą wszystkie mosty, bawiące publikę i trywializujące wszystko,
w co i ja wierzę!
"Na początku u Pana Boga było SŁOWOÉ", a jak my teraz posługujemy
się słowem? Czy go nie nadużywamy do manipulacji ludzkimi umysłami
w celu ukrycia PRAWDY?
Sądzę, że nie wystarczy być patriotą,
odpowiedzialnym obywatelem, ale przede wszystkim trzeba być człowiekiem
czujnym, samodzielnie myślącym, wsłuchującym się uważnie w to, co będą
mówiły do nas media czy politycy (nie wszyscy dziennikarze i działacze
polityczni, bo są wśród nich także godni zaufania), żeby znowu nie
pozwolić zmanipulować się, poróżnić, omamić wielkimi obietnicami bez pokrycia
w praktyce codziennej.
Przynajmniej ja powzięłam takie postanowienie, żeby
ta żałoba, moje łzy i wzruszenia nie poszły na marne, żeby coś we mnie
zmieniły, czegoś nauczyły, uczyniły lepszą, bardziej odważną w obronie,
choćby swojego myślenia i moich wyborów.
Może używam wielkich słów, graniczących z patosem, ale
w tej chwili tak czuję i inne słowa nie byłyby adekwatne do moich odczuć
i refleksji, które towarzyszyły mi przez cały czas trwania żałoby narodowej,
podobnie jak poezja Zbigniewa Herberta, którego znowu pozwalam sobie
zacytować:
Rzeko - klepsydro wody
przenośnio wieczności
wstępuję w ciebie coraz bardziej inny
że mógłbym być obłokiem rybą albo skałą
a ty jesteś niezmienna jak zegar co mierzy
metamorfozy ciała i upadki ducha
powolny rozkład tkanek i miłości
(É)
naucz mnie rzeko uporu i trwania
abym zasłużył w ostatniej godzinie
na odpoczynek w cieniu wielkiej delty
w świętym trójkącie początku i końca
("Do rzeki" z tomiku "Raport z oblężonego Miasta i inne wiersze".
Wyd. Dolnośląskie Wrocław 1992)
21.04.2010 r.
Teresa Tomaszewska
Od redakcji: Podzielamy Pani złość i smutek.
Polska zawsze powinna popierać Izrael
Polskie media w swoich peanach, wychwalających patriotyzm oraz
zasługi śp. Lecha Kaczyńskiego dla Polski, całkowicie pominęły główny punkt
jego programu polityki zagranicznej, jakim było bezwarunkowe poparcie dla
Izraela. Mało tego, jak można wytłumaczyć refleksje, jakie można znaleźć
np. na blogu znanego polonijnego publicysty Piotra Beina, z których niedwuznacznie
wynika, że śp. Prezydent Polski Lech Kaczyński był po prostu "antysemitą".
Jeżeli to jest kpina, to chyba nie na miejscu w czasie żałoby narodowej,
którą uczcili nawet ci, którzy za nim nie przepadali.
Co ciekawe, po smoleńskim wypadku wiele zachodnich mediów próbuje
przedstawiać Kaczyńskiego jako przyjaciela Izraela, podczas gdy wcześniejsze
artykuły na temat Kaczyńskiego i jego rządu w prasie izraelskiej były wrogie,
opisywały nowy polski rząd jako niebezpieczny.
Dziwne postępowanie Lecha Kaczyńskiego świetnie scharakteryzował
Bob Terlecky, który przyrównuje go do sayana, czyli obywatela obcego państwa,
w którego żyłach płynie żydowska krew, a który ma obowiązek wspierać w
każdej sytuacji państwo Izrael.
Zasługi Lecha Kaczyńskiego dla środowiska żydowskiego w Polsce
oraz dla Izraela przedstawił niedwuznacznie naczelny rabin Polski Michael
Schudrich w swoim artykule pt. "Straciliśmy przyjaciela".
W nekrologu poświęconym śp. Lechowi Kaczyńskiemu, jaki ukazał
się w renomowanym piśmie "The Economist" z 17 kwietnia 2010 r., podkreślono,
że w przekonaniu Prezydenta Polska zawsze powinna popierać Izrael.
Stanisław Sas
Od redakcji: To prawda, śp. Lech Kaczyński lansował strategiczny
sojusz Polski i Izraela. Dzisiaj - co dziwne - mówią o tym tylko w Izraelu.
Wolność słowa
Przeczytałem w Waszym wydaniu artykuł Pana profesora Zdzisława
Krasnodębskiego. Co to za niezawisłe sądy RP orzekały, że obelgi, wyzwiska,
kpiny z głowy państwa polskiego raz jego żony - są to wolne słowa i inne
wolności, chyba dobrze nie czytali lub nie znają Konstytucji, co mówi:
zniesławienie członków rządu, parlamentu, prezydenta jest przestępstwem
kryminalnym. Tak też z Waszyngtonu. W ocenie USA, Departament Stanu ma
też zastrzeżenia do obowiązujących w Polsce przepisów.
Konstytucja Polski gwarantuje wolność wypowiedzi - jednak w praktyce
wolność ta jest ograniczona. Nie wyobrażam sobie w innym kraju nazwać głowę
państwa chamem czy od nazwiska Prezydenta - różne obelgi - tak jak jego
żonę Marię Kaczyńską zrobili czarownicą. To ci, co ubliżali, są chamami
oraz małymi - bo to jest język uliczny. Dla pana Tuska dinozaurów już nie
ma, bo wyginęły, pan Komorowski wystrzelał wszystkie kaczki - tak myśli,
ale się myli, jeżeli jest myśliwym, to musi zmienić zawód - bo teraz chybi.
A gdzie się schowali ci malutcy? Pan Palikot, który nieustannie robił błazna
- ale z siebie, oraz Niesiołowski z ulicznym językiem, a gdzie był premier
rządu? To jego wina. Chociaż jeden Lech Wałęsa, który miał odwagę i honor,
przeprasza i prosi Boga o przebaczenie, tak i my mu przebaczamy L. Wałęsie.
Nasz Prezydent Lech Kaczyński miał twarz, do końca walczył o dobro Polski,
tak jak były prezydent Kaczorowski - to byli wielcy ludzie honoru, dla
Kraju, nie dla siebie z korzyścią. I słuszne jest miejsce na Wawelu dla
pary prezydenckiej - bo sobie zasłużyli - tylko media ukrywały - wręcz
mieli zakazane, przekazywać, omijać prawdę, co Prezydent zrobił. A czego
nie zrobił, to mu nie dali - bo w Sejmie było odrzucane. Dobrze pan profesor
Z. Krasnodębski pisze i żeby kupić małpki i zaprosić Palikota, Niesiołowskiego
- tylko jeszcze zapomniał o jednym abstynencie - ale to wszyscy wiedzą.
To byli wielcy ludzie - którzy zginęli, cały świat ich szanował - no i
to widać, a my będziemy zawsze o nich pamiętać.
Wierna czytelniczka
Teresa K.
Od redakcji: Wie pani, nie chodzi o to, czy cały świat
ich szanował czy nie, chodzi o to, czy dobrze zasłużyli się Polsce, a co
do lewiczki, ciot rewolucji i sprzedawczyków, którzy rządzą w Polsce -
najpierw trzeba z nich szydzić, tak jak oni szydzili z Polaków, potem się
zobaczy.
Nie wszystko stracone
Patrioci giną zawsze, ale tym razem zginęło ich za dużo i w terminie
jakby wybranym. Trzeba postawić sobie pytanie - kto najbardziej zyskał,
i starać się dać odpowiedź, kto doprowadzi do końca wyjaśnienie wielu zbrodni,
kto wyjaśni działalność brygad pracy socjalistycznej krążących nie tylko
po Polsce i mordujących przeciwników jedynego, wspaniałego ustroju, kto
dogrzebie się nazwisk wykonawców i ich mocodawców (???), czy ta jedna zbrodnia
pod Smoleńskiem ma uczynić z nich harcerzy, tak jak było do tej pory. Jeśli
nie wyjaśni i nie rozliczy się tych przewał i mordów, to będzie znowu potrzebne
powstanie... jak zwykle.
Już teraz red. Kumor powinien z zakłopotaniem drapać się po czuprynie...
pacyfizm nie jest wyjściem, a powstania ostatecznością, ale warto pilnować
swojego i naszego, a czasami dla przykładu kilku zdrajców powiesić. Wykombinowali
sobie brak kary śmierci, a aby zostać "całkowicie bez skazy", posługują
się następnymi zbrodniami... ukrywanymi po 70 lat, ale to za krótko, a
dla lewicy wszystkie środki są dobre. Moim zdaniem, Powstanie Warszawskie
było właśnie taką odpowiedzią na zbrodnie, a teraz znowu tych zbrodni i
oszustw jest przesyt.
Prof. Feliks Koneczny w swoich dziełach, przez lata zakazanych,
i takie problemy potrafi wyjaśnić, cywilizacja lewaków nie powstała na
gruncie łacińskim, dlatego dla nich dobre są wszystkie metody, a Polakom
pozostały tylko powstania... (???). Możemy żałować krwi powstańców, ale
musimy wiedzieć, że oni widzieli cel i potrzebę, ale musimy wiedzieć, dlaczego
niewinni ginęli w Katyniu, teraz pod Smoleńskiem, dlaczego zamordowano
Popiełuszkę, Niedzielaka, Przemyka, co było przyczyną zbrodni dokonanej
na Jaroszewiczu... dlaczego i kto, abyśmy mogli spokojnie spać.
Jeśli zezwalamy na tworzenie rządu z "atorytetów", zdrajców,
TW i lodziarzy, to niczego innego spodziewać się nie można i nie można
spodziewać się nawrócenia. Milczenie i zgoda na panoszenie się zdrajców
musi z czasem doprowadzić do walki, ale nawet to jest lepsze niż pozwalanie
na bandytyzm w imieniu ideologii lub kręcenia lodów.
W nr 15 Gońca, po katastrofie, poczytałem sobie listy, no i jestem
kilkoma zdziwiony... - wszystko jest winą Polaków, muszą się poświęcać...
a Tusk jest taki wspaniały - ... (???). Michnik, Urban, Bartoszewski, Wielomski,
Kammorowski, Tusk, też tak myślą. Polska od zawsze ma wrogów i to powinniśmy
co jakiś czas robić porządek.
Jakiś rok wstecz wracałem z Polski, w samolocie przeglądałem
świeżo nabytą książeczkę Rymkiewicza pt. "Wieszanie"... niestety, ale gdzieś
się zapodziała, wypadła i zginęła, a szkoda.
Janusz Sierzputowski
Cambridge
PS Młodym podoba się Tusk... (???), a gówno prawda. Tfu, tfu,
tfu i skuś baba na dziada. Pomodlić się za nich to nie ostatni nasz obowiązek,
musimy działać, ostatnio słychać wiele głosów normalnych, lewica jakoś
się nie ujawnia, ale do tej pory tylko ich było słychać. Pożegnaliśmy Lecha
Kaczyńskiego, pierwszego Prezydenta wszystkich Polaków, musimy o tym pamiętać
i nie możemy pozwolić, aby śmierć tych ludzi poszła na marne, musimy się
zjednoczyć i walczyć o Polskę. Z Bogiem. J.S.
Od redakcji: Jak zwykle, czytam Pana i drapię się po
czuprynie.
Szanowna Redakcjo!
Wielu naszych rodaków oglądało walkę bokserską Tomasza Adamka
z Chrisem Arreolą. Muszę przyznać, że nie jestem zwolennikiem walk
bokserskich, bo to walenie się wzajemnie dwóch ludzi po głowach nie każdego
może pociągać. Pomijając, że to dla uczestników tych walk źródło
zarobku, dla widzów pewnego rodzaju igrzyska, trudno doszukać się jakichś
wartości. Boks to dyscyplina sportowa. Dyscyplina, na to zgoda, ale sportowa
już mniej. Niektórzy mówią, że to sport walki, lepiej to pasuje niż walka
sportowa. Na pewno pięknej, sportowej rywalizacji tu nie ma i trudno też
takiej oczekiwać. Mając też w pamięci niedawne walki naszej nadziei na
mistrza świata w wadze ciężkiej Andrzeja Gołoty, domyślam się, że nie tylko
ja tak myślę. Jednak w ostatni weekend walka Tomasza Adamka i Chrisa Arreoli
rzuciła trochę inne światło na tę dyscyplinę sportu. Walka nie o mistrzostwo
świata, ale równie ważna szczególnie dla Tomasza Adamka, bo przecież przeszedł
do wyższej kategorii i znawcy tematu nie życzyli mu większych sukcesów.
Wręcz twierdzono, że kolejni przeciwnicy przejdą po nim i sprasują go jak
walec.
Co więc się stało, że wielu sceptyków, którzy nie wierzyli w
Adamka, zobaczył na własne oczy, że się mylą. Źródło sukcesów Adamka tkwi
w jego psychice. Adamek wierzy w siebie, wierzy w to, że gdy będzie dobrze
przygotowany i pozna sposób walki przeciwnika, czyli rozpracuje go przed
walką, osiągnie sukces. Adamek pokazuje nam, że w boksie to nie tylko siła
mięśni, które są ważne, ale jest też wszechstronne wyszkolenie techniczne
i inteligencja. To może doprowadzić do sukcesu. Tomasz Adamek jest człowiekiem
wierzącym i wiara dodaje mu siły. Sam to wielokrotnie podkreślał,
że wiara w Boga, jego wsparcie zastępuje mu psychologa. Tym czuje się mocny.
Możemy sobie wyobrazić napięcie nerwowe naszego zawodnika, potęgowane
jeszcze przez media, no i miejsce pojedynku właściwie w paszczy lwa. Igrzyska
odbywają się przy granicy meksykańskiej, tam najwięcej mieszka zwolenników
Arreoli, który stamtąd pochodzi. Może on liczyć na doping i taki otrzymuje,
widać to po tym tłumie na widowni, żądnym krwi. Takim nie podoba się, gdy
walka jest zbyt pasywna i mało się dzieje na ringu. Tak też i tu było,
gdy przeciwnicy się "badali" i mało było walki, słychać było gwizdy i pomruki
niezadowolenia. Nasz bokser wytrzymał to wszystko, oparł się wszelkiej
presji i zadziałało to, co chciałbym zaznaczyć, zadziałała mocna psychika.
Polacy też kibicowali Adamkowi, i to bardzo skutecznie, było ich słychać,
ale to za mało. Tu muszą być mocne nerwy, nie tylko siła, było widać, że
głowa Adamka, mimo że otrzymał wiele mocnych ciosów, "była na swoim miejscu",
Adamek się nie przestraszył, choć był w opałach, w tej walce myślał. Gdy
był kryzys, przywarł do przeciwnika i ten nie miał możliwości działania.
Nie było "cios za cios", tylko punktowanie. Ktoś zauważył, że Adamek cały
czas się cofał, albo że Arreola uganiał się za Adamkiem po całym ringu,
ale przy okazji tej gonitwy otrzymywał dosyć mocne ciosy, co było widać
na jego twarzy. Jak już wspomniałem, nie lubię boksu, ale ten
pojedynek mógł się podobać, bo nie było mordobicia (chociaż trudno, żeby
po 12 rundach twarze bokserów wyglądały jak przed walką), ale umiejętne
schodzenie z linii ciosów, przez urozmaiconą gamę uników i wyprzedzanie
w zadawaniu ciosów przez naszego pięściarza. Jestem pełen uznania dla sędziego
ringowego, który nie czyhał na błąd Adamka, żeby dać mu ostrzeżenie za
ciosy poniżej pasa, choć kilka razy go upomniał. Przyznać trzeba, że kilka
ciosów było na granicy faulu. Kończąc, chcę powiedzieć, że jestem
pełen podziwu dla Adamka, bo oglądałem Arreolę wcześniej i wszystkich kosił
bardzo szybko, przegrał tylko z Kliczką, nasz pięściarz znalazł na niego
sposób. Mimo że próbował wielokrotnie złamać Adamka, ten mimo silnych ciosów,
nawet bardzo mocnych, nie załamał się. Te kilka prób zniechęciło Arreolę,
doszedł do wniosku, że nie ma sposobu na Adamka i już nie był tak aktywny,
był już wyczerpany. Podkreślam to, bo pamiętamy Gołotę, fizycznie był na
pewno silniejszy od Adamka, ale przegrał z nim bezpośrednio i z wieloma
teoretycznie słabszymi przeciwnikami. Było też tak, że rezygnował z walki,
bo myślał, że przegrywa, a było też tak... jak Tyson, ale na pewno Gołota
też nie chciał przegrać żadnej walki. Niestety, brakowało tych cech, które
ma Adamek. Wyszkolenie techniczne, lekkość, precyzja w zadawaniu
ciosów, szybkość, inteligencja, spryt i najważniejsza odporność psychiczna,
te cechy Adamka pozwolą mu na osiągnięcie życiowego sukcesu, jakim jest
tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. Po dorzuceniu kilku kilogramów do swej
wagi, Tomasz Adamek i my wszyscy będziemy się cieszyć z sukcesu, który
jest tak bardzo nam, Polakom, potrzebny. Jest to realne, bo Tomasz Adamek
to nie byle jaki bokser, trzeba pamiętać, że na 41 stoczonych walk przegrał
tylko jedną.
Życzymy Tomaszowi sukcesów i trzymamy kciuki.
Z pozdrowieniem
Jerzy Rozenek
Od redakcji: Tomasz Adamek to nasz człowiek.
Kwestia smaku
Dla każdego człowieka katastrofa prezydenckiego samolotu koło
Smoleńska była tragedią; bez względu na rasę, pochodzenie, miejsce zamieszkania,
przekonania polityczne. Nie zdarza się na co dzień, aby blisko 100 ważnych
osób, reprezentujących w większości jeden obóz polityczny - poniosło śmierć,
i to w bardzo podejrzanych okolicznościach.
Kiedy byliśmy pogrążeni w smutku, żałobie - znaleźli się tacy,
którzy chcieli się zabawić polskim kosztem, tacy, dla których nawet śmierć
jest li tylko pretekstem do pokazania siebie.
Mam na myśli belgijską "Gazet van Antwerpen" i niemieckiego półgłówka
(bo inaczej trudno go nazwać) Urbana Priota. Ale po kolei.
Belgijska gazeta zamieściła rysunek "The Eagle has Landed": czarna
wrona wbija się w czerwień... Ani to śmieszne, ani skłaniające do refleksji.
Jedną z osób, które poczuły się dotknięte rysunkiem, był Marek Celejewski
z Toronto, który 16 kwietnia wysłał list na adres belgijskiego konsulatu
w Toronto. Napisał w nim, że jest oburzony wymową satyry, mało tego, zasugerował,
aby odpowiedzialny za ten incydent został wyrzucony z pracy.
Cztery dni później konsul Paul De Vos, w bardzo grzecznym liście,
wyraził żal z powodu nieszczęsnego rysunku na łamach "Gazet van Antwerpen",
wyraził także nadzieję, że ten incydent nie wpłynie na bardzo dobre stosunki
polsko-belgijskie.
Ktoś powie, że to mała sprawa - ja podkreślę natomiast wrażliwość
p. Marka, który zaprotestował i swój cel osiągnął: oficjalny przedstawiciel
Belgii wyraził żal z tego powodu. Mało tego, Mr. Kerkhore, który ponosi
odpowiedzialność za dopuszczenie "satyrycznego" rysunku do druku, wyraził
żal i przeprosił za to, co się stało.
Inna historia związana jest z Urbanem Prialem, który prowadzi
comiesięczny program "Neues aus der Anstalt"; program określany mianem
satyrycznego. Ponoć ma to być satyra polityczna, która nikogo nie oszczędza,
ale robienie sobie przysłowiowych "jaj" z człowieka, który poniósł śmierć?
A na takie "dowcipy" Urban Prial sobie pozwalał, co wypełniona po brzegi
widownia nagradzała gromkimi brawami i salwami śmiechu...
Oczywiście, niemieckie poczucie humoru jest specyficzne, ale
oprócz tego chyba jest jeszcze ktoś, kto odpowiada za wygłupy klowna? I
pomimo protestów m.in. ambasadora Polski w Niemczech, Marka Prawdy, program
jeszcze kilka razy powtórzono!
Szef telewizji ZDF, Peter Frey, niby uderzył się w pierś, ale
w swej wypowiedzi położył nacisk na to, że przecież bardzo obszernie relacjonowano
wszystko to, co związane było z katastrofą prezydenckiego samolotu. O co
więc chodzi? Jest przecież wolność, swoboda wypowiedzi, artysta ma prawo
do własnej wizji świata i własnej oceny tego, co się wokół dzieje.
Przedstawicielka niemieckiego MSZ (po polsku!) powiedziała jednak
wyraźnie, że było to karygodne i nie powinno mieć miejsca.
I jeszcze jedna historia związana ze śmiercią prezydenta Kaczyńskiego
i oświadczeniem Jarosława, że będzie się ubiegać o prezydenturę. Dodajmy,
że są w Polsce liczni zwolennicy kierunku politycznego, który realizowali
bracia Kaczyńscy. Są też potężne siły, które uczynią wszystko, aby Jarosław
Kaczyński poniósł klęskę! Nie mnie oceniać, czy uczynił rozsądnie - za
dwa miesiące poznamy odpowiedź. Dziś tylko chcę uczulić czytelników na
zawartość polskich mediów. W zdecydowanej większości będzie to atak, niestety.
Pamiętamy doskonale okoliczności pogrzebu Prezydenta, podjęcie
decyzji o pochówku na Wawelu przez kardynała Dziwisza i falę nienawistnych
komentarzy pod adresem Jarosława właśnie, że brata chowa wśród królów...
Kiedy to czytałem, czułem zimne dreszcze i mówiłem sam sobie, że z PiS-u
kogoś oddelegują do walki o prezydenturę, bo to, co piszą teraz, to tylko
przygrywka do tego, co może nastąpić.
I nie czekałem zbyt długo, na łamach "Rzepy" Marek Magierowski
przypuścił bezpardonowy atak, roi się w nim od zarzutów i strachów, że
to niby nadciąga upiór IV Rzeczpospolitej, już zacierają ręce Giertych,
Ziobro, że znów upiór lustracji powróci... Ale może chociaż fragment tego,
co napisał Magierowski:
"A zatem nie minęły nawet trzy tygodnie od katastrofy prezydenckiego
samolotu, a hydra IV RP znów podnosi swe niezliczone łby. Jarosław Kaczyński
nie uszanował żałobnej atmosfery pogrzebów najbliższych współpracowników
i rozpoczął bezwzględną, polityczną walkę. Mimo apeli wielu intelektualistów
o spokojną, wyciszoną kampanię prezydencką, już widzimy, jaką drogą pójdzie
prezes PiS.
Owe ?AaaaÉ= zwiastuje, iż będzie to kampania pełna zacietrzewienia,
brutalności, ciosów poniżej pasa i "dziadków z Wehrmachtu". Jarosław Kaczyński
jest bowiem gotów uczynić wszystko, by wrócić do władzy, gdyż władza jest
jego obsesją. IV RP powraca niczym przerażające widmo. Nadciąga z jeszcze
większą mocą, gdyż czerpać będzie pełnymi garściami z nowego mitu - mitu
męczeńskiej śmierci Lecha Kaczyńskiego. Nikt nie ma złudzeń: w tej kampanii
przeciwnicy PiS będą okładani trumnami ofiar smoleńskiej tragedii.
Złowieszcze ?AaaaÉ= Jarosława Kaczyńskiego rozbrzmiewa dziś niczym
echo wydobywające się z wawelskiej krypty. To będzie kampania dramatyczna,
agresywna i pełna pseudopatriotycznego patosu. Już pełźnie jak żółw leniwa,
ulewa brzemienna, i z nieba aż do ziemi spuszcza długie smugi. To ponure
smugi pisowskiej retoryki. Czyż naprawdę trudno dostrzec, jak wielkie zagrożenie
stoi dziś przed nami? Czy historia niczego Polaków nie nauczyła? Wraca
wszak IV RP, z szambem esbeckich teczek, z opluwaniem ludzi prawych, zniszczeniem
prawdziwych bohaterów naszej wolności".
Czytałem i nie wierzyłem, stąd odwołanie do poety i jego słów
o smaku - na pewno nie smaku kulinarnym. I jak już kiedyś zaznaczyłem,
że polityka krajowa nie bardzo mnie rajcuje, po takich zapowiedziach, jak
M. Magierowskiego, gotowy jestem głośno powiedzieć: niech się pan trzyma,
panie Jarosławie! Jest pan naszą ostatnią nadzieją...
Leszek Wyrzykowski
Windsor
PS W jednym z poprzednich numerów "Gońca" raczyła zwrócić uwagę
na moje skromne pisanie "Agnieszka z Calgary". Co prawda tekst ów nosi
wszelkie znamiona chuligańskiej napaści, a zatem polemika nie wchodzi w
grę. Ale też żeby nie być chamem, który nie odpowiada kobiecie,przesyłam
fraszkę:
Na Agnieszkę z Calgary.
Ach, gdybym nie był już tak stary
Pędziłbym całować twe rączki w dalekim Calgary!
Wiesław Wyrzykowski
Od redakcji: Panie Wiesławie, pisaliśmy już o belgijskim wybryku.
Szanowni Państwo,
Proszę o pomoc przy zbieraniu podpisów za granicami Polski i
udzielenie odpowiedzi w jak najszybszym czasie; chcemy się włączyć i poprzeć
kandydaturę Pana Premiera Jarosława Kaczyńskiego (otrzymałam już biuletyn
z załączonymi formularzami, instrukcją i kontaktami w Polsce):
1) kto koordynuje zbieranie podpisów od obywateli RP zamieszkałych poza
granicami RP (proszę o kontakt), a w szczególności w Kanadzie (mieszkam
w Toronto),
2) w jaki sposób Rząd Polski ma zamiar zagwarantować prawa wyborcze
obywateli w tych wyborach, mając na uwadze nagły charakter tych wyborów
i długi okres załatwiania spraw przez polskie urzędy, szczególnie za granicą:
a) w jaki sposób Państwo Polskie zagwarantuje czynne prawo wyborcze
obywatelom, którym urzędy paszportowe, ambasady i konsulaty nie zapewnią
na czas wystawienia dowodów osobistych, paszportów lub przyznania numeru
PESEL, biorąc pod uwagę, że data wyborów jest nagła i wielu obywateli RP
nie ze swojej winy, lecz z powodów leżących po stronie urzędów państwowych,
może nie mieć zagwarantowanego w praktyce konstytucyjnego prawa wyborczego
z powodu opóźnienia wystawienia dowodu, paszportu lub nr PESEL, posiadania
ważnego paszportu bez nr PESEL itp.,
b) w jaki sposób obywatele RP zamieszkali za granicą mogą włączyć
się w organizowanie zbierania podpisów pod poparciem kandydatury Pana Premiera
Jarosława Kaczyńskiego (proszę o kontakt),
c) kto jest mężem zaufania PiS-u w tych wyborach w Konsulacie
Generalnym RP w Toronto (proszę o kontakt) i w innych punktach wyborczych
w Kanadzie?
Z poważaniem,
Lidia Sokołowska-Cybart
Od redakcji: Szanowna Pani, p. Kaczyńskiemu z pewnością wystarczy
głosów w Polsce, a mobilizować trzeba się tam, gdzie ta mobilizacja
coś konkretnego wnosi na wybory. Nie strzelajmy do wiwatu.
Bieżąca Kronika Mississaugi w oczach Babci Polki
W Kanadzie jestem "czasowo", lecz staram się uczestniczyć w życiu
miejsca, w którym przyszło mi przebywać. W rocznicę Zbrodni Katyńskiej
byłam przy pomniku ofiar Katynia.
Ponieważ jestem łodzianką, uczestniczę w zebraniach Przyjaciół
Ziemi Łódzkiej.
W Łodzi rozmawiałam z dziennikarzem Markiem Filanowiczem i uświadomiłam
mu, że nie tylko kawiarnia Granowskiej jest śladem "łódzkości" w Toronto.
Dziennikarz ów prezentował swoje wrażenia w Radiu Łódź.
Wczoraj, 27 kwietnia, pierwszy raz od chwili ostatniego pobytu
w Kanadzie miałam "oczy na mokrym miejscu". Otóż z całą rodziną (4 osoby)
zostaliśmy zaproszeni do Mississauga Convention Centre. We wspaniałym budynku
i okazałej sali widowiskowej odbyła się niecodzienna uroczystość. Byli
odznaczani i wyróżniani ludzie zasłużeni dla miasta i jego najbliższych
okolic. Ludzie, którzy profesjonalnie i z potrzeby serca stają w obronie
innych i starają się zagwarantować im bezpieczeństwo na co dzień.
Specjalnie zwróciłam uwagę, że uczestniczące w spotkaniu panie
mer miasta Mississauga - jak zwykle pełna temperamentu i serdeczności -
oraz pani mer miasta Brampton są sympatycznymi kobietami w dojrzałym
wieku.
Na podium pojawiali się kolejno zasłużeni obywatele (kobiety,
mężczyźni, a nawet prawie dzieci), a niestrudzona lektorka opowiadała o
ich pracy i poświęceniu dla innych. Co chwila padało słowo "dziękuję",
a pełnej widowni puchły ręce od oklasków!
Na podium stanął również mój 25-letni wnuk..
I wtedy musiałam otrzeć łezkę. Przypomniałam sobie, jak trudną
drogę odbyło to 3-letnie dziecko z dalekiej Łodzi, aby po tylu latach znaleźć
się na podium w Mississauga Convention Centre i od tutejszych mieszkańców
i władz usłyszeć słowo "Dziękujemy".
I nagle zaczęłam wątpić, czy moje potępienie wyjazdu dzieci z
Polski jest na pewno słuszne...
PS Jak każda babcia, zbieram pamiątki, robię zdjęcia i zakładam
tematyczne albumiki fotograficzne (nie uznaję zdjęć na płytkach komputerowych
). Od chwili przyjazdu mam już dwa albumiki:
1. Kanadyjscy przyjaciele,
2. 70. rocznica Katynia i katastrofa katyńska, teraz zakładam
trzeci: Kanadyjskie losy mojego Wnuka.
(nazwisko tylko
do wiadomości redakcji)
Od redakcji: Pięknie dziękujemy za list.
GONIEC nr 16/2010
Szanowna Redakcja,
Uprzejmie proszę o wydrukowanie artykułu: "Ojczyzno, Matko Nasza".
***
Ojczyzno, Matko Nasza
Nawet w górze księżyc blady
srebrnymi łzami łkał,
gdy ujrzał nasze barykady
z ofiarnych ciał.
Jan Romocki
Pani Nasza Jasnogórska, opiekunko Narodu Polskiego, połącz nas
z Polonią światową i z Ojczyzną naszą, a także ze światem ludzi dobrej
woli, którzy w tak wymowny sposób dzielą z nami ból, rozpacz i współczucie
dla Narodu polskiego. W sobotę, 10 kwietnia, o godzinie 8.56
jak grom z jasnego nieba dociera do wszystkich tragiczna wiadomość.
Rozlega się jęk i płacz. Śmierć brutalnie przypomina o żniwie sprzed 70
laty.
Jak gdyby za mało tej tragedii. Ziemia rosyjska znów jest zbroczona
krwią polską najlepszych córek i synów naszej Ojczyzny. Zginął Prezydent
z Małżonką i kwiat naszego Narodu. Dlaczego tak się stało? Jedynie duch
białego orła o wszystkim dobrze wie, bo krążył i był blisko nich, wołał
rozpaczliwym głosem: "Boże mój Boże, nie zabieraj nam ich; dość już bólu
i łez". On widział strach i rozpacz w ostatnich sekundach ich życia.
Wierność i miłość do Ojczyzny tych ofiar jest prawdziwym wzorem zapisanym
w historię naszego Narodu.
A teraz wy, nieliczni, niegodni córki i synowie nie naszej ziemi, którzy
kpinami i drwinami w mediach rozpowszechnialiście fałsz, podłe kłamstwa
i obłudność, niech to dla was będzie ostre ostrzeżenie, że każdy musi odpowiedzieć
za swoje czyny, czy wcześniej czy później. To jest jedyna sprawiedliwość
na świecie.
Mam przed sobą artykuł z gazety "Super Express" z 14 kwietnia 2009
roku zatytułowany: "Wielkanoc u Kaczyńskich". Zabrakło Panu miejsca na
podpisanie się pod tym artykułem, więc kieruję uwagę do Pana: utalentowany
Polityku, zapomniał Pan, że do mężów stanu należy się zwracać czy pisać
o nich, tytułując ich parlamentarnie. Opisując migawki z życia prywatnego
Premiera, na przykład, gdy w kościele brał on udział w ceremonii wielkanocnej,
ośmieszył się Pan, chcąc ośmieszyć Premiera, który wykonywał zaszczytną
dla nas chrześcijańską posługę.
Zwycięstwa, które rodzą się z nienawiści, nie mogą rokować dobra
przyszłości. Zdobywać miłość nie jest łatwo. Trzeba posiadać wrodzoną umiejętność
władania tą delikatną taktyką. Mania nietaktownego, złośliwego dowcipkowania
i przypisywania obraźliwych epitetów była na porządku dziennym taktycznej
dyplomacji Pana Donalda Tuska w stosunku do rządzących mężów stanu, którzy
sercem polskim i duchem narodowym okazali się najbardziej skutecznymi w
odnowie naszej Ojczyzny.
Zginął przywódca narodu polskiego, który zasłużył na honory i
uznanie. Cały świat solidaryzuje się z nami i wyraża współczucie
dla tragedii Polski.
Maryla Emilia Lis
Sekretarz
Związku Ziem Wschodnich
w Toronto
Od redakcji: Naród Polski zasługuje na honory i uznanie.
Szanowny panie Jerzy,
Znowu natrafiłem na wydanie "Gońca", a w nim kolejny pański artykuł
odnośnie do oczywiście motoryzacji. To temat, w którym porusza się Pan
zupełnie swobodnie i zapewne jest to poparte nie tylko pasją, ale jakimś
doświadczeniem zawodowym. Ale przejdźmy do rzeczy. Chciałbym dodać coś
od siebie odnośnie do ostatniego artykułu w wydaniu z 9-15 kwietnia 2010
r. Poruszył Pan zagadnienie ostatnio głośnego terminu z powodu kłopotów
Toyoty tzw. "brake override" lub jak się to też nazywa "brake priority".
Myślę, że wkradła się pewna techniczna nieścisłość w Pana tekście, a właściwie
w małej części tekstu.
Otóż pisze Pan: ..."brake override system w momencie hamowania
wyłącza instalację sterującą pedałem przyspieszenia...". Obawiam się, że
jest tak, że tym co steruje pedał przyspieszenia jest tylko i wyłącznie
stopa kierowcy. W systemie "drive-by-wire" pedał gazu po naciśnięciu ową
stopą porusza jedynie coś jakbyśmy nazwali zwykły potencjometr znany np.
z zastosowania do regulacji głośności w naszym zwykłym odbiorniku telewizyjnym.
Oczywiście w samochodzie jest wykonany w wersji do wiele cięższej pracy.
Stąd z kolei sygnał jest kierowany do komputera pokładowego zbierającego
impulsy zarówno z pedału gazu, jak i masy innych czujników rozmieszczonych
w całym aucie. Taka centralna jednostka wysyła następnie sygnał sterujący
otwarciem dopływu powietrza do zaworów ssących w urządzeniu zwanym "body
trottle", wzbogacając mieszankę paliwowo-powietrzną. Również i pedał hamulca,
a nawet dynamika jego naciskania, jak i samo jego przesuwanie się pod wpływem
nacisku stopy kierowcy jest monitorowane poprzez serię kilku czujników
wysyłających odpowiednie impulsy do jednostki zawiadującej, czyli znowu
komputerem pokładowym.
W obecnie dziś produkowanych samochodach zastosowanie funkcji
"brake priority" nie wymaga jakiegoś gruntownego opracowania systemowego,
a jedynie przeprogramowanie algorytmu w ten sposób, aby występujące w tym
samym czasie impulsy zarówno z pedału gazu i hamulca powodowały redukcję
mocy do silnika, niekoniecznie jej całkowite odcięcie. Takie rozwiązanie,
jak Pan słusznie pisze, stosuje już wiele firm zarówno amerykańskich, jak
i japońskich. Toyota decyduje się na to teraz w fabrycznie nowych samochodach,
ale może to być zrobione w już wyprodukowanych autach w każdym autoryzowanym
serwisie poprzez załadowanie nowej wersji oprogramowania uwzględniającej
już wymagania "brake priority". Szefowie Toyoty tłumaczyli ten fakt, że
do tej pory to kierowcy dawali decyzje o dowolnym i niezależnym użyciu
systemu hamowania i przyspieszania. Rozdmuchany ponad proporcje szum poprzez
inspirowane media spowodował, że Toyota została zmuszona niejako do zaakceptowania
narzuconych sobie warunków. Zakończyło się to tylko tym, że lojalność właścicieli
Toyoty czy Lexusa pozostała na niezmienionym poziomie wynoszącym ok. 70
proc., natomiast protegowany rządowy koncern GM nadal oscyluje w granicach
zaledwie 50 proc.
To tyle, panie Jerzy, tytułem uzupełnienia do pańskiego ostatniego
tekstu, które zawsze, o ile mam możliwość, z przyjemnością czytam.
Życzę powodzenia w zdobywaniu kolejnych czytelników pańskiej
motoryzacyjnej rubryki.
Z poważaniem
Krzysztof Puchatek
Oakville
Od redakcji: Z prawdziwą przyjemnością czytam Pańskie informacje
dotyczące systemu brake override - myślę, że jego upowszechnienie zmniejszy
ryzyko wypadku w razie zacięcia się pedału gazu. (JR)
***
Proszę mi powiedzieć, co miałeś na myśli pan, jak w ostatnim
artykule (na ostatniej stronie) napisałeś, że cyt. "kiedy kilka miesięcy
wcześniej ten sam prezydent w imieniu narodu zrzekł się niepodległości
państwa polskiego". Czy jest coś, o czym my, zwykli uchodźcy z komunistycznego
bagna, żyjący tu, nie wiemy? Czy jesteś aż tak dobrze poinformowany...
itd. Może chodzi Ci, że wskutek propagandy czy skandalu zyskujesz
tani poklask? Lub zwiększenie nakładu? Proszę o wyjaśnienia (o które jegomościa
można prosić). Nie wszyscy, co opuścili Polskę, a mieszkają np. w Mississaudze,
są dziećmi SB-ci i są ciemni, którym można nawkładać bolszewicką propagandę.
Uczestniczymy pełnią naszego polskiego pochodzenia we wszystkim, co ma
związek z Polską. Choćby czytając "polską prasę", jakim do niedawna uważałem
"Gońca". Chcę, aby ten cudzysłów, jaki użyłem w odniesieniu do Twojej gazety,
zniknął. Stanie się to po wytłumaczeniu tych bredni, jakimi karmisz nas
czasami. W odpowiedzi na milczenie tej sprawy Twoja gazeta zniknie z wielu
domów. Co na pewno Cię nie martwi, ale pamiętam czasy, jak towarzysze z
trybuny ludu też się nie martwili.
M. Kowal
Od redakcji: Gdyby Pan czytał "Gońca", to to "coś" by
Pan wiedział. Zapraszam do lektury.
Polska okryta żałobą - przerwana misja Prezydenta
Z wnętrza mojego serca wydobywa się olbrzymi krzyk rozpaczy i
ktoś na pewno powie, że nie ma ludzi niezastąpionych. Owszem, są, ale człowiek
człowiekowi nie jest równy, tak jak druga matka nie zastąpi matki rodzonej,
choćby starała się jak najlepiej.
Ci, co chcą już zastąpić Prezydenta, to nie tacy sami ludzie
jak On, choć łączyły ich kiedyś te same ideały, to jednak chęć posiadania
wszystkiego przesłania troskę o dobro wspólne, dobro kraju. Nowoczesność,
to nie znaczy, że dobieramy sobie ludzi z dawnej nomenklatury, którzy niechlubnie
zapisali się w latach najwyższej próby, a tak już się zaczyna dziać.
Prezydentem musi być człowiek zdolny do kontynuacji dzieła prez.
Kaczyńskiego, który jak każdy człowiek miał prawo się mylić, czegoś nie
przewidzieć, ale był niestrudzonym wojownikiem o prawdę i godność swojego
narodu. Kochał Boga, Ojczyznę, troszczył się o rodzinę, bronił suwerenności,
bezpieczeństwa i upominał się o najbiedniejszych. To cecha człowieka jako
Ojca Narodu, którego nie jest w stanie zastąpić ten, kto się dużo uśmiecha,
dużo mówi i dużo obiecuje. Prezydent Kaczyński nie szukał poklasku, nie
koiło Go poklepywanie po plecach czy pochwały przez środowiska medialne.
Bronił interesu swojego kraju, przez to chyba nie był lubiany przez niektórych
polityków krajowych czy zagranicznych, choć się tym zbytnio nie przejmował,
będąc w przekonaniu, że robi to dla dobra wspólnego. Teraz, gdy Polska
stanęła w obliczu tak strasznej tragedii, tych, którzy wciąż krytykowali
Prezydenta, dziś dręczy sumienie, że kłamali, że niesłusznie oskarżali,
wyśmiewali i obrażali. Niektórzy z serca czy z wyrachowania ronią krokodyle
łzy i mówią, że "Prezydent był wielkim człowiekiem", kiedy więc mówią prawdę
i czy ci ludzie są teraz wiarygodni? Jakim człowiekiem był Prezydent i
Jego Małżonka, niech świadczą o tym tłumy witające Ich ciała na trasie
z lotniska do Belwederu i tłumy ludzi stojących przed Pałacem przez kilkanaście
godzin, aby pochylić czoła i oddać hołd parze prezydenckiej. Łzy rozpaczy,
słowa pożegnania i podziękowania dla Prezydenta przekazują dziennikarzom
oczekujący w kolejce. Ta ilość zniczy i kwiatów, to nie jest odruch przychodzących
dla spędzenia czasu. To jest wyraz szacunku i miłości dla ludzi, którzy
nie zdradzili Narodu, Polski i Jej ideałów.
Zapowiedź przyjazdu na pogrzeb pary prezydenckiej tylu prezydentów,
królów i różnych delegacji z całego świata, to duma dla Polski, która urodziła
i wychowała takiego człowieka, to honor dla polskiego narodu, ale i drogowskaz,
czym należy się kierować, wybierając głowę państwa polskiego. Dlatego też
nie mam wątpliwości, że Prezydent wraz z małżonką zasłużyli na spoczynek
między wielkimi bohaterami i mężami stanu na Wawelu.
Nie można porównywać zasług Prezydenta z zasługami muzyków, pisarzy
czy reżyserów, bo tacy są geniuszami w swoim fachu.
Prezydent Lech Kaczyński złożył na ołtarzu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej
najwyższą ofiarę życia, w drodze po prawdę. Razem z Nim oddali swe życie
najlepsi z najlepszych, zamykając tym samym listę ofiar Katynia, które
przez 70 lat domagały się prawdy o tej okrutnej zbrodni. Teraz świat dowie
się o tej prawdzie i zasługach naszego Prezydenta. Niech ta niewinna śmierć
96 osób, kwiatu polskiej polityki, obronności i przedstawicieli życia społecznego,
przekona wielu wątpiących, jak wielka jest cena miłości Ojczyzny i nie
każdy jest w stanie zdobyć się na taką odwagę, która cechowała Prezydenta
Lecha Kaczyńskiego.
Dlatego ze łzami i na kolanach oddaję hołd Panu Prezydentowi
i wszystkim, którzy polegli razem z nim. Do moich Rodaków wołam: obudź
się Polsko, Ojczyzno moja, obudźcie się Rodacy, nauczcie się cenić ludzi
skromnych, ale uczciwych, nie patrzcie, co ładne na wierzchu, sięgajcie
do wnętrza.
Przesyłając narodowi polskiemu głębokie wyrazy współczucia, pozostaję
w nieutulonym żalu i głębokiej żałobie.
Jolanta Krawczyńska
Hamilton
Od redakcji: RIP.
***
Tragedia, która wydarzyła się teraz w Katyniu, nie da się wytłumaczyć
ludzkim rozumem, jak to niektórzy nazywają, zbiegiem okoliczności obchodów
70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Są chyba tacy, którzy się cieszą, nienawidząc
prezydenta i PiS-u. Przejaw zjadliwej nienawiści wyrażali często. Szydzili,
poniżali, wyśmiewali, szykanowali prezydenta i PiS. Chociażby na wyjazdy
za granicę. Tak jak było z ostatnim wyjazdem do Katynia. Tusk podzielił
te obchody, że prezydent jechał oddzielnie w innym dniu. To skandal premiera
i rządu. Wrogowie prezydenta i PiS-u oficjalnie mówili, że trzeba wszystko
zrobić, aby nie dopuścić prezydenta do ponownego wyboru. Parę dni temu
Tusk w parlamencie powiedział do opozycji: "wyginiecie jak dinozaury".
To była jakby zapowiedź tego, co się stało. Często wypowiadane słowa "wszystko"
mówią same za siebie. Są to słowa niebezpieczne i niepohamowane w działaniu.
Jeśli to wszystko przyczyniło się do tej tragedii, to trzeba tylko dodać
napis katów "wykonało się" jak na krzyżu Chrystusa. W paru miesiącach odbędą
się wybory prezydenta. Ironią losu byłby wybór Komorowskiego z PO. Przecież
w Polsce są jeszcze dobrzy politycy i patrioci, jak np. A. Macierewicz.
Może on jeszcze by uratował Polskę. Czy wreszcie wrogowie Polski i Polaków
zrozumieją, że Polska jest krajem suwerennym, katolickim, często przelewanej
krwi o swoją wolność i niepodległość. Czy można prosić Boga o wybaczenie
im, chyba nie, bo oni wiedzą, co czynią, bo ci co ukrzyżowali Chrystusa,
nie wiedzieli, a w dodatku Bóg daje im dużo czasu na nawrócenie się, i
nie chcą skorzystać z tego.
S.W.
Od redakcji: Szanowny Panie, katastrofy też można tłumaczyć
ludzkim rozumem.
Moi Drodzy!
Jest trzeci dzień po tej straszliwej dla Polski tragedii. Nie
mogę się odnaleźć. Zginęli wspaniali ludzie, razem z Lechem Kaczyńskim
i Jego Żoną. Osobiście znałem Panią Annę Walentynowicz. Często dzwoniłem
do Niej. Wiem, że Jej Syn pojechał do Moskwy - powiedziała mi wnuczka Pani
Anny. Dowiedziałem się z Poznania, że ci dziennikarze, którzy opluwali
Prezydenta, dziś się kajają w polskiej telewizji. Córka mojej koleżanki
z Nowego Tomyśla po tej strasznej wiadomości dostała rozstroju nerwowego
żołądka - tak to przeżyła. Mam nadzieję, że teraz Polacy zrozumieją, na
kogo należy głosować. Może teraz Polacy wybiorą swoją przyszłość i zaczną
się interesować polityką, czyli tym, co się w Polsce dzieje, a dzieje się
bardzo źle.
Powstań Polsko - obudź się Polsko, czas najwyższy.
Z serdecznymi pozdrowieniami dla Całego Zespołu Redakcyjnego
"Gońca", zostańcie z Bogiem, śle
Kazimierz Weber
Windsor
Od redakcji: Łączymy się w nadziei.
Szanowny Redaktorze!
Przed godziną, słuchając "Siódemki", przeżyłem bardzo przykry
szok. Powód - dobór muzyki cenionego za twórczość Haydna, który przypomniał
mi czasy, kiedy na Wschodzie strzelano w głowy mojego stryja i ojca chrzestnego
i w tym samym czasie, będąc w Poznaniu, byłem "częstowany" słynną kompozycją
Haydna, do której pierwsze słowa to "Deutschland, Deutschland ueber alles...".
Czytelnicy torontońskiego "Neue Welt", o ile słuchali, byli zapewne
bardzo zadowoleni.
A propos "Neue Welt": do walki mającej udowodnić, że to właściwie
nie Niemcy wywołały II wojnę światową, wytaczają ciężką artylerię w postaci
pana Generalmajor a.d (pensjonowany) Gera Schultza-Rhomhofa, autora potężnej
księgi pt. "1939 - Der Krieg, der viele Vaeter hatte" (1939 - Wojna, która
miała wielu ojców). Pan ten, urodzony po wojnie, zna ją chyba tylko z opowiadań
sklerotycznych dziadków oraz z... wojennych artykułów pisanych w "Volkischer
Beobachter". Notabene paniusia, o której wspominałem w ubiegłorocznym liście
("Goniec") nr 18), posługiwała się bardzo podobnym językiem do używanego
przez pana Schulza. Czyżby oboje korzystali z tego samego źródła kłamstw???
Jeszcze trochę o "Neue Welt" z dnia 10 lutego 2010. Nieautoryzowany
artykuł zatytułowany "Skandal w Polsce - ofiary ?Gustloffa= nie zasługują
na pomnik?? Sprawa tablicy pamiątkowej w marynarskim kościele w Gdyni".
Zgadzam się z tym, że ofiarom należy się pamięć, ale dla zachowania prawdziwej
równowagi zaproponowałem PIN-owi umieszczenie tablicy pamiątkowej w jakimkolwiek
kościele w Neustadt. Tablica winna opiewać wypadek z dnia 3 maja 1945 roku,
kiedy alianckie samoloty zbombardowały statki "Thilbeck, "Athen", "Elmenhorst",
"Deutschland" oraz "Cap Arcona". Na statkach tych byli zaokrętowani więźniowie
z KZ-etów w liczbie plus minus 13.000. Z tej kąpieli uratowało się 329
Polaków oraz 80 więźniów innych narodowości. Tablica taka na pewno nie
znajdzie uznania w oczach "Aliantów", ale oni oddali Stalinowi połowę Europy
w Jałcie i raczej nie spodziewałbym się wyrzutów sumienia z ich strony
przez taki drobiazg jak śmierć tysięcy ludzi w wodach Morza Północnego
(właściwie to zachodnia część Bałtyku).
Osobiście zobowiązałem się do finansowej pomocy w opracowaniu
i umieszczeniu takowej tablicy.
Z poważaniem,
Martin Skoczynski
Toronto
Od redakcji: Ciekawe informacje.
Panie Redaktorze
Ja w sprawie emerytur z Polski, na co to komu przydatne takie
bezmyślne i głupie pomysły. Ciężko pracowałam w Polsce od 17 lat w rolnictwie.
Mając 56 przyjechałem do Kanady. Wypracowaną w Polsce emeryturę, czyli
rentę, odkładałam, aby mieć parę groszy jadąc do Polski raz na 3 - 4 lata,
aby pojechać do uzdrowiska na dwa tygodnie i móc przeżyć i bilet zapłacić,
leki. I co mi z tego zostało w życiu, łącząc mi emeryturę kanadyjską z
polską. Tu mam 1200 dol. i po połączeniu to samo. Gdzie moja renta z Polski,
ciężko wypracowana. Jak można nas, emigrantów, w ten sposób traktować.
Co Kanadzie do renty z Polski? Jak mam żyć, mając 69 lat i nie mogąc dorobić,
bo jestem chora. Płacę mortgage 700 dol., utility 350 dol. Samochodu nie
mam, bo nie utrzymam go, i do Polski raz na jakiś czas nie mogę pojechać,
bo nie mam za co. Za co ja mam przeżyć, chyba został kamień do szyi
i do wody.
Czytelniczka "Gońca"
Od redakcji: Dziękujemy za list, o sprawach tych pisaliśmy
wielokrotnie. Wie Pani, ja 1200 dol. emerytury będę miał po 42 latach pracy
w Kanadzie... Trzeba zreformować kanadyjski system emerytalny. (ak)
Informacja
o delegacjach zagranicznych
Ministerstwo Spraw Zagranicznych informuje, że w uroczystościach
pogrzebowych Pary Prezydenckiej w Krakowie wzięły udział następujące delegacje
zagraniczne:
*ARMENIA - Przewodniczący Parlamentu Abrahamyan Hovik
*AZERBEJDŻAN - Premier Artur Rasizade
*BIAŁORUŚ - Przewodniczący Parlamentu Barys Batura
*CZECHY - Prezydent Vaclav Klaus z Małżonką, Premier Jan Fischer
*ESTONIA - Premier Andrus Ansip
*GRUZJA - Prezydent Mikheil Saakasshvili z Małżonką
*KOSOWO - Prezydent Fatmir Sejdiu
*LITWA - Prezydent Dalia Grybauskaite
*ŁOTWA - Prezydent Valdis Zatlers z Małżonką
*MAROKO - Premier Abbas El Fassi
*MOŁDOWA - Pełniący obowiązki Prezydenta Mihai Ghimpu
*NIEMCY - Prezydent Horst Köhler z Małżonką, Minister Spraw Zagranicznych
Guido Westerwelle
*PARLAMENT EUROPEJSKI - Przewodniczący Jerzy Buzek, Wiceprzewodnicząca
Rodi Kratsa-Tsagarpoulou
*ROSJA - Prezydent Dimitrij Miedwiediew
*RUMUNIA - Prezydent Traian Besescu
*SŁOWACJA - Prezydent Ivan Gašparovič z Małżonką, Premier Robert Fico,
Przewodniczący Parlamentu Pavol Paška
*SŁOWENIA - Prezydent Danilo Türk
*UKRAINA - Prezydent Wiktor Janukowycz, Minister Spraw Zagranicznych
Konstantyn Hryshchenko
*WĘGRY - Prezydent László Sólyom, Premier Gordon Bajnai
Piotr Paszkowski
Rzecznik Prasowy
***
Ciągnąc dalej poprzedni e-mail - z zachodniej Europy nie był
NIKT!! Nawet z Austrii - a przecież z Wiednia do Krakowa jest "prawie za
rogiem" - chyba nie więcej niż 400 km i być może nawet bliżej niż z Pragi
do Krakowa. Vaclaw Klaus przybył, a z Wiednia NIKT. To samo można powiedzieć
o Brukseli - Jerzy Buzek jechał samochodem, a innym się nie chciało...
Podobno miała być królowa Danii, król Szwecji... i nic.
Z poważaniem
J.K.
Od redakcji: Prezydent Klaus już to podsumował.
Niedzielna transmisja TV
Szanowny Panie Andrzeju!
Piszę do Pana, żeby wyrazić swoje oburzenie na fakt wycięcia
ze skrótu relacji z Krakowa (niedziela, godzina 19-20, kanał Rogers, prowadzący
pan Śniegowski) dokładnie wszystkich informacji o państwu Marii i Lechu
Kaczyńskich. Zapewne ma Pan już liczne i dokładne informacje na ten
temat.
Łączę pozdrowienia,
Stanisław Skonieczny
Od redakcji: Nie mam takich informacji.
Polscy dziennikarze
widziani zza Atlantyku
Wypadek samolotu Tu-134 w dniu 10 kwietnia 2010 zmienił Polskę.
Zmienił także nas.
Uświadomił nam, jak daleko polskie ośrodki informacyjne przekształciły
się w system opresji umysłowej. System, który jest zaprzeczeniem wolności,
zaprzeczeniem ideałów leżących u podstaw walki o niepodległość.
Patrząc na zmniejszające się z dnia na dzień grono weteranów
drugiej wojny światowej, uświadamiamy sobie, że ich walka o wolność zakończyła
się klęską. Klęską medialną.
O co walczyli nasi weterani? O wolność. A to oznacza wolne wybory.
W wolnych wyborach wybiera naród swego prezydenta. Prezydenta, który reprezentuje
nie tylko wyborców, ale także każdego z osobna, członka narodu.
A co zrobiły ośrodki informacyjne? Sięgnęły do bagna, by swego
Prezydenta obrzucać błotem. Przezwiska, wyśmiewanie się z fizycznych cech
osobowych, oto język dziennikarzy, ludzi mających informować społeczeństwo
o ich prezydencie. To błoto było rzucane nie tylko w osobę Prezydenta,
ale także w tych wyborców, którzy prezydenta wybrali.
Zmasowana akcja wybranych mediów na reprezentanta narodu była
i jest zaprzeczeniem tego, co było nam przez wieki najdroższe: wolność.
Media nam tę wolność odebrały. Zamiast obiektywnego wizerunku Prezydenta,
otrzymaliśmy karykaturę, wymodelowaną umysłami perfidnych, zepsutych do
cna dziennikarzy.
To właśnie dziennikarze sprzeniewierzyli owoce walk, męczeństwa
i martyrologii polskiego narodu. Poprzez populistyczne drwiny oraz manipulację
faktami zdradzili nasze ideały, zdradzili swego Prezydenta. Za kilka srebrników
sprzedali obiektywizm, rzetelność dziennikarską i własne sumienie.
Kogo mamy szanować w Polsce? Na kim z Polaków został choć kawałek
czystej twarzy nie tkniętej rękami sprzedajnych dziennikarzy? Czy warto
w ogóle wybierać prezydenta, skoro nie zostanie na nim nawet sucha nitka?
Kiedy dojdzie do marazmu społeczeństwa - to wy, sprzedajni dziennikarze,
będziecie za to odpowiedzialni. To wasze działanie zabija ducha narodu,
zabija sens istnienia wolnego państwa, w którym wybiera się prezydenta,
by godnie reprezentował Naród.
Wstyd nam za was, polscy dziennikarze.
Bogdan Gajewski
Ottawa
Od redakcji: Do marazmu społeczeństwa doszło już dawno. Gazety
to opium dla mas.
Szanowna Redakcjo,
Serdecznie dziękujemy za wydrukowanie na łamach "GOŃCA" naszego
zdjęcia i kilku słów opisu, które powstały spontanicznie po obwieszczeniu
Polsce i światu najtragiczniejszej z wiadomości ostatnich czasów.
Grono Pedagogiczne
i uczniowie Szkoły Polskiej
przy St. Pio of Pietrelcina
w Mississaudze
Od redakcji: Przyjemność po naszej stronie.
Do Redakcji "Gońca"
Ja niżej podpisany Maciej Skowron, z powodu tragicznego wypadku
w Rosji kilka dni temu, gdy zginęło tylu wspaniałych ludzi z poważaniem
w kraju, z prezydentem na czele świętej pamięci Kaczyńskim, chciałbym podziękować
Panu Andrzejowi Kumorowi za postawę i prawdę, który zawsze stał w obronie
Państwa Kaczyńskich i Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. "Goniec" nigdy
nie poniżał państwa Kaczyńskich. Za to wam wszystkim dziękuję.
Państwo Kaczyńscy będą pochowani w Krakowie na Wawelu, to coś
mówi, kim byli. Katyń, 70 lat spokoju, zupełna cisza, a dzisiaj cały świat
o Katyniu, jak to wytłumaczyć?
Wszystkim pracownikom "Gońca" bardzo dziękuję za postawę.
Z poważaniem,
Maciej Skowron
prenumerator "Gońca"
PS Nieważne, co masz, tylko kim jesteś. Dziękuję bardzo.
Od redakcji: Szanowny Panie, zmarłego Pana Prezydenta nigdy
nie opluwaliśmy, ale często krytykowaliśmy na naszych łamach.
"Modlę się,
aby prawda była inna"
Panie Kumor, Pan Bóg nie wysłucha modlitwy tego, kto obraża bliźniego
swego.
..."zgrzytam zębami... Rzygać się chce... wylewać nocników na
młodzież... grupki oszołomów" to wulgarne słownictwo, od kiedy to mający
się za katolika redaktor pisze takimi słowami?
Niech się lepiej Pan modli o dar miłości bliźniego, której w
tym artykule brak.
Niektóre zarzuty w stosunku do pana Prezydenta będzie trudno
Panu obronić, ale to nie moja sprawa.
S. Szumnarski
Od redakcji: Szanowny Panie, czasem sytuacja wymaga mocnych
słów. Poza tym, nie widzę nic wulgarnego w zdaniu "wylewać nocniki na młodzież".
W czasach dawnych w wielu nieskanalizowanych mniej zamożnych kamienicach
krakowskich, mieszczanie po zrobieniu rano siusiu wylewali zawartość na
ulicę. To nie żadna przenośnia. Swoją drogą, ma Pan doprawdy interesującą
koncepcję "katolika".
Drodzy Państwo,
Przyszło mi dziś do głowy, w aspekcie ostatnio ciągle obecnej
tu i tam pewnej działaczki "polskiej" z Białorusi, że Polska jako państwo
nie posiada podziału na PiS i PO. Jest to jedna, ciągle ta sama opcja politycznie
szkodliwa i jakże bezczelnie i kłamliwie zorganizowana, albowiem stwarza
wrażenie podziału na "naszych" i "nie naszych", jednak tak daleko nie jest.
W istocie rzeczy tworzy pewnego rodzaju spektakl, cyrk na arenie politycznej
dla ciągle ogłupianego od 20 lat narodu polskiego, aby jak najdalej (i
tu nie staję za lewicą, broń mnie Boże) trzymać od władzy lewicę, czyli
SLD, lub ew. inne pojawiające się ugrupowanie na scenie politycznej Polski,
tym samym wspólnie blokując działania reorganizacyjne ruchów narodowych.
Dzisiaj jestem przekonany w 100 proc., że jakby nie ten sztuczny
(oni o tym doskonale wiedzą, wspólnie popijając wino) podział na
PiS i PO - te dwie opcje polityczne, tak jak i kiedyś AWS, zeszłyby w niepamięć,
znikłyby z mapy naszego państwa.
Reasumując (proszę uprzejmie o rozpowszechnienie dla dobra Polski
tej myśli) PiS i PO - to jedno i to samo co PO i PiS - jest to jedno
ugrupowanie i w jednakowym stopniu szkodzi interesom Polski. Spektakl ich
jest grą pozorów dla emocjonalnie i intelektualnie pogubionego ("dzięki"
nim i ich grze) polskiego elektoratu.
Wynika z tego, iż obóz narodowo-patriotyczny powinien dzisiaj
walczyć nie przeciwko Kaczyńskiemu czy Tuskowi, ale przeciwko nim razem
wziętym i walczyć ostro, przekonując polskich wyborców, iż ci ostatni zostali
zwyczajnie oszukani i wykorzystani do rozgrywek politycznych.
Walczyć należy przeciwko nim, jak walczono przeciwko stonce
na polach PRL-u, bo to są najwięksi i najbardziej obłudni szkodnicy suwerennej
idei nowego i niezależnego państwa polskiego (realia - ich nie upubliczniam
- mówią same za siebie). Wokół tej idei powinien, moim zdaniem, jednoczyć
się każdy myślący Polak. W innym przypadku Polską będzie rządzić kolejna
kanalia!! Jednoznacznie walkę należy ogłosić POPiS-owi i znieść ich na
zawsze z powierzchni polskiej narodowej polityki.
Z poważaniem
Wiktor Dmuchowski
Częstochowa
dnia 21 kwietnia 2010 roku
Od redakcji: Szanowny Panie, a jak nazywa się partia, która
to uczyni?
Żałoba za dolarem
Załoba żałobą, a bussines is bussines. Piszę do Państwa
zbulwersowany i zdegustowany zachowaniem części naszej społeczności polonijnej,
a konkretnie organizatorami BALÓW, które odbyły się w ubiegłą sobotę w
Toronto. W czasie kiedy prezydencka para leżała na katafalkach w katedrze
św. Jana w Warszawie, kiedy Polska pogrążona była w żałobie, kiedy wszyscy
PRAWDZIWI Polacy przeżywali tragedię, która miała miejsce 10 kwietnia br.
w Smoleńsku, w Toronto odbyły się TRZY bale wiosenne. Pierwszy zorganizowała
fundacja charytatywna dr Ryszardy Russ, drugi pan Bednarek i jego
agencja "Besta", a trzeci skądinąd lubiany i ceniony zespół "Mr. System".
Nie wiem, co kierowało organizatorami, że imprezy te odbyły się, i nie
wiem, co kierowało uczestnikami tych imprez, że w nich uczestniczyli. Wydaje
mi się jednak i myślę, że wyrażam odczucia większości Polonii, że było
to wyjątkowym błędem, nietaktem i jakkolwiek by to nazwać. Bawić się i
tańczyć w dniach ogólnonarodowej żałoby zakrawa co najmniej
na igranie sobie z uczuć naszego Narodu. Nie chciałbym się bawić w kata
czy w inną inkwizycję ale chciałbym się zapytać i dowiedzieć, czy będą
wyciągnięte jakiekolwiek konsekwencje z tych zachowań? Może powinien zareagować
Kongres Polonii Kanadyjskiej, może księża Oblaci, a może Konsulat RP? Nie
wiem, ale wydaje mi się, że ktoś powinien zareagować i wyciągnąć jakieś
konsekwencje z takich zachowań wobec osób, które zbezcześciły pamięć
i cześć zmarłych tragicznie pod Smoleńskiem RODAKÓW, hołubcami
na parkietach sobotnich balów.
Z wyrazami szacunku,
Marcin Kwietniewicz
Od redakcji: Na stronie 29 organizatorzy balu odpowiadają na
te zarzuty. O ile mi wiadomo, p. Bednarek również to wyjaśniał w rozsyłanych
e-mailach.
Witam z pomysłem
Społeczność hinduska w Kanadzie upamiętniła tragiczną katastrofę
lotniczą nad Atlantykiem w czerwcu 1985 r. Takim oto pięknym obeliskiem,
który każdy może obejrzeć w Humber Bay Park w Etobicoke.
Droga Polonio, nas też stać na taki wyczyn, upamiętnijmy tragiczną
katastrofę lotniczą pod Smoleńskiem samolotu prezydenckiego i 96 ofiar,
wśród nich Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii, w równie
godny sposób.
Stanisław Ciszek
Toronto
Od redakcji: Dobry pomysł!
ARCHIWUM nr 29
ARCHIWUM nr 28
ARCHIWUM nr 27
ARCHIWUM nr 26
ARCHIWUM nr 25
ARCHIWUM nr 24
ARCHIWUM nr 23
ARCHIWUM nr 22
ARCHIWUM nr 21
ARCHIWUM nr 20
ARCHIWUM nr 19
ARCHIWUM nr 18
ARCHIWUM nr 17
ARCHIWUM nr 16
ARCHIWUM nr 15
ARCHIWUM nr 14
ARCHIWUM nr 13
ARCHIWUM nr 12
ARCHIWUM nr 11
ARCHIWUM nr 10
ARCHIWUM nr 9
ARCHIWUM nr 8
ARCHIWUM nr 7
ARCHIWUM nr 6
ARCHIWUM nr 5
ARCHIWUM nr 4
ARCHIWUM nr 3
ARCHIWUM nr 2
ARCHIWUM nr 1
ARCHIWUM nr 0
***
KONTAKT:
tel. 905-629- 9738
fax 905-629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
|