POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
www.goniec.net

Adres redakcji:
2386 Haines Rd. Suite 204
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Prenumerata na terenie Kanady: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc. 

..
 
 
 
 
TRYBUNA CZYTELNIKOW
Toronto - Canada
Zamieszczamy tu listy od naszych Czytelników, które mają charakter artykułów lub stanowią obszerniejszą polemiczną wypowiedź. Redakcja nie odpowiada za ich treść. 
Prezentowane opinie w publikowanej korespondencji  nie zawsze odzwierciedlają stanowisko redakcji "Gońca".
 
GONIEC NR 25/2010

 "Miniholocaust" i niewiedza p. Rogera Cohena
 Pogrom kielecki nastąpił tuż po referendum, jeszcze przed ogłoszeniem wyników. Społeczeństwo polskie uważało go za prowokację władz. Wszyscy w tych czasach podzielali zdanie, że odpowiedzialność spada na reżim komunistyczny. 
 Zdumiewające, że obecnie niektórzy publicyści usiłują wmówić czytelnikom, że owszem, taka teoria była, nawet prowadzono w tej sprawie badania i poszukiwania, ale nie znaleziono konkretnych dowodów, które by ją potwierdzały. 
 Takie stawianie sprawy to po prostu obraza inteligencji, nie wydaje się możliwe, żeby można tak twierdzić w dobrej wierze. Korzystając, że wiele lat minęło od tych czasów i że duża liczba żyjących teraz nie widziała, nie pamięta i nawet nie jest w stanie wyobrazić sobie ówczesnych stosunków, kłamcy posługują się argumentacją, która dla ludzi przywykłych do normalnych warunków wydaje się mieć pozory logiki. 
 Nie znaleziono dowodów, zapewne rozkazów podpisanych przez samego Stalina, albo co najmniej któregoś z jego zaufanych współpracowników? Równie dobrze można by twierdzić, że nie znaleziono też nigdy konkretnych dowodów, iż zagłada europejskich Żydów odbyła się z rozkazu Hitlera. 
 Przecież nigdy na serio nie kwestionowano faktu, że pogromy Żydów w Rosji przy końcu XIX i na początku XX wieku organizowane były przez władze, chociaż nie znaleziono ukazów cara, ani żadnych dokumentów rządu. Gdyby ktoś wysunął propozycję takich poszukiwań, zapewne patrzono by na niego jak na głupiego. Skąd tak absurdalny argument w wypadku pogromu kieleckiego? Czy nie jest dostatecznym dowodem, że scenariusz tego pogromu jest dokładnie taki sam jak tamtych? Nawet i ta sama prymitywna pogłoska o Żydach, którzy porwali chrześcijańskie dziecko, aby karmić się jego krwią (sic!), dodawaną do tzw. macy. Ta pogłoska krąży przez kilka dni i wszyscy o niej słyszeli, w końcu gromadzi się podburzony tłum. A ten tłum nie wpada w amok od razu. Sytuacja rozwija się długo, potem dochodzi do mniejszych aktów przemocy i w końcu, do mordowania. Przez ten cały czas - to typowe, tak właśnie bywało kiedyś w Rosji - nie ma reakcji, ani milicji, ani służb porządkowych, ani Urzędu Bezpieczeństwa. Przeciwnie, pierwsze strzały w stronę Żydów oddaje patrol milicji. W dawnej Rosji, mogło czasem dojść do zaburzeń, przy których reakcja władz nie nastąpiła na czas. Ale w wypadku państwa totalitarnego to absurd, niemożliwe, chyba, że ustrój się rozpada. To przywodzi na myśl późniejszy wiersz Mariana Hemara pt. "Milicja była bezsilna" (napisany przy okazji manifestacji przed ambasadami zachodnimi w Moskwie, też sfabrykowanej przez władze). W takim ustroju nie ma mowy, by ktoś ośmielił się wyrazić własne zdanie. Gdyby doszło do demonstracji przeciw reżimowi komunistycznemu, takie wystąpienie zgnieciono by natychmiast wszelkimi środkami. Do akcji rzucono by nie tylko milicję i siły bezpieczeństwa, także wojsko, w razie potrzeby z artylerią i bronią pancerną (jak w Poznaniu). Interweniować mogłyby także okupacyjne wojska radzieckie. W tym okresie prowadziły one szereg ekspedycji karnych metodami hitlerowskimi, niszcząc wsie w rejonie Kanału Augustowskiego i okolicy, gdy solidarny opór całej ludności powodował, że własne siły reżimu nie wystarczały. Takie akcje okupantów zdarzały się jeszcze do 1948 r.! 
 Sposób popełnienia zbrodni, "modus operandi", wskazuje zbrodniarza. A także to, że nikt inny nie miał takich możliwości i potrzebnej władzy. Natomiast poszukiwanie dokumentów, rozkazów na piśmie, to w najlepszym wypadku nieporozumienie, jeżeli nie celowa próba siania zamętu. Poszukiwania, ale nie prawdy, tylko sztucznych wątpliwości. Przecież w archiwach dawnej Ochrany też niczego takiego nie znaleziono, chociaż jej powiązania z Czarną Sotnią były oczywiste, nikt nie miał  wątpliwości. Czyż sam Stalin, bodaj na 16. zjeździe, nie pouczał: "Możecie robić wszystko.... ale nie pozostawiajcie dowodów, zwłaszcza dokumentów na piśmie...". Delegaci przyjęli wtedy te słowa śmiechem, traktując je jako żart. Co za fatalne poczucie humoru, wkrótce prawie wszyscy nie żyli. 
 To jeszcze nie wyjaśnia sprawy. Pozostaje pytanie, dlaczego tym razem prowokacja się udała. Przecież w przeszłości, gdy Ochrana próbowała zmontować podobne pogromy, nigdy nie udało się wciągnąć w nie Polaków. Przeciwnie, z reguły bronili Żydów nawet na terenach, na których znajdowali się sami też w mniejszości. 
 W Rosji pogromy, organizowane przez policję, żandarmerię i Ochranę wraz z Czarną Sotnią, miały długą tradycję. Władze zawsze zaprzeczały, ale ludzie wiedzieli swoje. Jeden jedyny raz, okrągło 40 lat wcześniej, zdarzyło się, udało zdobyć dowód na piśmie. W czasie jedynego pogromu na ziemiach polskich (próby w Białymstoku i innych miastach były nieudane), w Siedlcach 1906 przejęto dokumenty i instrukcje żandarmerii. Historyk żydowski K. Kaspi tak komentował to w "Księdze pamiątkowej społeczności Siedlec": "Pierwszy raz w historii carskiej Rosji oficjalnie stwierdzono, że pogrom został zorganizowany bezpośrednio przez władze, a nie tłum, jak dotąd oficjalnie zapewniano". 
 Niezależny Żydowski Komitet, badający sprawę, wydał w Lipsku i Kolonii 1910 r. oświadczenie: "Pogromy na ziemiach polskich można prowadzić tylko przy użyciu rosyjskiego wojska. Władze rosyjskie... są niezdolne popchnąć Polaków do... barbarzyństwa. Nie ma perspektyw, żeby Polacy zgodzili się być narzędziemÉ rządu rosyjskiego...".
 Dlaczego ten jedyny raz w historii udało się Sowietom zorganizować pogrom, chociaż przedtem wysiłki caratu się nie udały? Nie mieli w Polsce więcej poparcia niż carska Rosja. Czy przeszła właśnie fala antysemityzmu i ksenofobii?
 Polacy przeszli wiele klęsk, które zwykle u ludzi powodują uczucia ksenofobii i nawet paranoi, jednak nie reagowali krwiożerczo, nawet wobec Niemców. Po tragicznie wygranej II wojnie światowej, w wyniku której "wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły", Polska rozpoczęła nowy półwieczny okres niewoli, a Żydzi, wydawało się, przeszli na pozycje wrogów, nastroje nie mogły być przyjazne. Ale to jeszcze by nie wystarczyło, Polacy nie reagują gwałtownie, przeciwnie, zbyt słabo i opieszale. Na tej ziemi nie zdarzały się nagłe rozlewy krwi, jak w innych państwach. Cudzoziemcy sądzili, że to brak temperamentu. W okresie wielkiej rewolucji Francja spłynęła krwią, wybuchł wielki terror, a zaczęło się od tego, że niektórzy zwolennicy monarchii szukali pomocy za granicą, co wtedy było właściwie normalne. W analogicznej sytuacji w Polsce, doszło zaledwie do kilku samosądów, przywódcy rewolucji położyli temu kres.
 Niedawno, w listopadzie 1939 r. Niemcy też usiłowali prowokować pogrom Żydów, ukrywając swój udział. Nastroje antysemickie były, z powodu wiadomości przenikających z sowieckiej okupacji, że w NKWD i innych służbach, zajmujących się mordowaniem i prześladowaniem Polaków pracowali Żydzi. Sowieci rozpoczęli terror wcześniej i z większym natężeniem niż Niemcy, ale do czerwca 1940 omijali Żydów. Świeża klęska, płynące stąd uczucie ksenofobii oraz paranoiczne szukanie winnych i zdrajców nie zdołały zachęcić Polaków do antyżydowskich ekscesów, choć agenci niemieccy w Warszawie zaczęli rozbijać sklepy żydowskie i wzywać motłoch do rabunku, bez ryzyka. Ani w Łodzi, gdzie 11 listopada Niemcy wysadzili w powietrze pomnik Kościuszki, ogłaszając w prasie, że to robota żydowska. Następnego dnia, 12 listopada, wysadzili w powietrze świątynię żydowską, przedstawiając to z kolei jako zemstę Polaków. Próby te spotkały się z powszechnym potępieniem.
 Tak, ale od tej pory okupanci wymordowali wielu ludzi. Nieprzypadkowo pierwszym celem terroru stali się ludzie wykształceni, zwłaszcza z dyplomem uniwersyteckim, a także znani z autorytetu i poważani w otoczeniu, samodzielnie myślący. Akcja AB to polowanie i odstrzał inteligencji, wytępienie naturalnych, potencjalnych przywódców, dekapitacja społeczeństwa. To postępowanie konsekwentnie kontynuowali podczas wojny obaj okupanci, a po wojnie okupant sowiecki, stosując metody skuteczniejsze nawet od Niemców. Mimo woli ciśnie się na usta słowo Katyń, ale przecież to niewielki symbol metody, trochę więcej niż 1 proc. tych co zginęli, a tylko najbardziej znany.
 Po wojnie pracujący pod bezpośrednim nadzorem sowieckim Urząd Bezpieczeństwa prowadził dalej bez pośpiechu, ale systematycznie akcję wyczesywania społeczeństwa. W okresie przed wyborami, terror znów gwałtownie się nasilił, ginęły tysiące, w pierwszym rzędzie działaczy PSL i Mikołajczyka. Oprócz normalnych represji, działały skrytobójcze "szwadrony śmieci", złożone często z tych samych ludzi, którzy w dzień wtrącali do więzienia i tam zabijali,  w nocy mordowali dodatkowo na drugi etat.
 Właściwie po wojnie ludzie myślący samodzielnie, którzy stanowią sumienie i rozum narodu, albo nie żyli, albo siedzieli w więzieniach lub "obozach reedukacyjnych". Jeżeli mieli szczęście, uciekli i ukrywali się przed służbami bezpieczeństwa. W najlepszym wypadku, nie ośmielając się wyjść z domu, czekali, kiedy po nich przyjdą, z węzełkiem najpotrzebniejszych rzeczy do więzienia. Rósł młody las, nowe pokolenie inteligencji nadal wierzące w te same ideały, choć władze komunistyczne czyniły wszystko, żeby znaleźć i wychować ludzi sobie oddanych. Najpierw to się nie udawało, ale stopniowo jednak, w pewnym stopniu proceder skutkował. To dalsza sprawa, w tej chwili istotne jest, że naturalni przywódcy i wszyscy ludzie liczący się zostali zlikwidowani, przygwożdżeni. Znajdowali się daleko od swoich albo, jak się to mówiło, na widelcu.
 Za mało, żeby zatrzymać tępy i podatny na propagandę tłum, który uwierzył, że szukając winnych, pomaga sprawiedliwości. Doszło do powtórki klasycznych pogromów, polowania z nagonką na ludzi.
 Typowy rosyjski wzorzec. Zbrodnia w Jedwabnem, stanowi kopię niemieckich horrorów z ogniem. Dekapitacja społeczeństwa umożliwiła prowokację służb bezpieczeństwa w Kielcach, kopię horrorów rosyjskich. Nie trzeba udowadniać, że na rozkaz okupantów, wszyscy wiedzą, komu te służby podlegały. A także, w tych latach bezpośrednio kierowane były przez licznych "specjalistów" i "doradców" sowieckich. Scenariusz zaczyna się prymitywnie, jak na początku wieku: wysłano patrol, w celu przeprowadzenia rewizji, szukając rzekomo zaginionego dziecka. Mieszkańcy, Żydzi, boją się otworzyć,  milicjanci nie mogą sobie dać rady. Proszą o pomoc żołnierzy KBW w towarzystwie oficera, którzy potem tajemniczo znikają.
 Pogrom zaczyna się z udziałem wojska, nie było człowieka, który mógłby się przeciwstawić, własnym przykładem uspokoić podburzony tłum ludzi prostych, myślących niezbyt bystro i logicznie, podatnych na podszepty propagandy. Z dalszych dochodzeń i procesów znane są postacie ludzi, których "udało się znaleźć": to prostaczkowie o niskim poziomie intelektualnym, nie mieli złych intencji, sądzili, że pomagają władzy. Niezdolni do samodzielnej refleksji, dali się popchnąć i posterować, dalej sytuacja rozwijała się jak w podręczniku "Psychologia tłumu". Tylko oni zostali ujęci i osądzeni, skazani bez  dowodów na karę śmierci. Ani Wojsko Polskie, ani Armia Czerwona nie interweniowały godzinami, gdy milicjanci i żołnierze wdarli się do domu. Tłum czekał na zewnątrz i tylko rzucał kamieniami o ściany, po dłuższym czasie przyłączając się do silniejszego. Tylko kilka ofiar, mniej więcej co piąta, zginęło od tzw. tępych narzędzi.
 Najbardziej wymowna jest reakcja władz. Nie znaleziono i nie osądzono żadnego umundurowanego oficera, żołnierza ani funkcjonariusza, mimo że zgłaszali się świadkowie i rzeczoznawcy, stwierdzający, że rany wskazują na użycie broni wojskowej. Oddzielnie i później, komendant Urzędu Bezpieczeństwa ukarany został krótkim więzieniem za zaniedbanie obowiązków. Karę skrócono z jednoczesnym podwójnym awansem (z majora od razu do pułkownika). Został przeniesiony na stanowisko dyrektora Biura Paszportowego, w tych czasach kopalni złota.
 Dopiero po pięciu godzinach, gdy zamieszki przeniosły się na ulice, dyżurny oddział garnizonu strzela salwę w niebo i wszystko się od razu uspokaja. Dlaczego doszło do tej bezmyślnej, krwawej hańby, kto i po co ją zorganizował i pokierował?
 Odpowiedź nasuwa się sama, jeżeli spojrzy się na całokształt współczesnych wypadków. W wyniku wojny, jeden z członków zwycięskiej koalicji zostaje zdradzony przez swych sojuszników i po raz drugi wydany na pastwę wroga. Dla zachowania pozorów, osłonięto zdradę umowami międzynarodowymi, które miały zapewnić Polakom prawo do przyszłych wolnych wyborów. Opinii publicznej wmówiono, że wszystko jest w najlepszym porządku. Czego ci Polacy krzyczą? Mają zagwarantowane prawa, to co się dzieje, to dla ich dobra. A w ogóle, to niepoważni i wciąż niezadowoleni ludzie. Tymczasem te rzekomo zagwarantowane wolne wybory zmieniły się w krwawą farsę lub tragedię. Ludzie, dodani jako dekoracja do tzw. Rządu Jedności Narodowej, którzy przybyli z emigracji albo z autentycznego polskiego ruchu oporu z dobrą przeszłością, w nadziei, że uchronią współobywateli od najgorszego, będą mieli wpływ na ich los, znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
 Podobnie jak przedtem los Żydów polskich, tak teraz los Polaków okrywa zmowa milczenia. Nikt nie chce ich słyszeć, ludzie wolą nie wiedzieć czegoś, co niepokoi sumienie, a środki masowego przekazu nabrały wody w usta. Natomiast komunistyczna prasa i wiele ośrodków na Zachodzie z nią związanych, posuwała się do tego, żeby nazywać ludzi, którzy pierwsi walczyli z faszyzmem, biorąc na siebie pierwsze uderzenie i osłonili ich - reakcjonistami i faszystowskimi pachołkami. Po wojnie, wielu ludzi uważających się za postępowych, bezkrytycznie ulegało tym wpływom. Jednym słowem, atmosfera dla Polaków nie była przychylna, lepiej od ginących odwrócić się plecami. Zwłaszcza jeżeli ma się wobec nich dług.
 Ale po odłożeniu wyborów i zastępczym referendum, co było jawnym oszustwem i złamaniem porozumienia, część prasy światowej zainteresowała się tą sprawą. Pojawiają się komentarze nieprzychylne dla Sowietów i komunizmu, niekiedy nawet dla dobrego "Uncle Joe", i to na pierwszych stronach. W takiej chwili dochodzi do pogromu kieleckiego. Ginie 44 ludzi, a kilkudziesięciu do stu, zostaje rannych lub pobitych. Większość, 39 ofiar, ma tylko jedną cechę wspólną, są Żydami. W okresie przedwyborczym co noc ginęło więcej ludzi i nikt się tym nie przejmował. Tak, ale to zabójstwo ze względów rasowych, pierwsze po potwornej tragedii żydowskiej i wrażenie na całym świecie jest fatalne. Nikt nie zajmuje się teraz wyborami, terrorem i związanym z tym, ponownym rozpoczęciem ludobójstwa Polaków, natomiast pogrom w Kielcach trafia na pierwsze strony gazet. Imię Polski i Polaków zostaje zbrukane. Wygląda, że komuniści mieli jednak rację, ci Polacy to zbiry. Protesty PSL i Mikołajczyka, a także ambasadorów zachodnich, schodzą na ostatnie miejsca w wiadomościach.
 Krótko "id fecit cui podest", to jest motyw. Jeszcze nie dowód, tylko poszlaka. Ale w połączeniu z jedyną możliwością popełnienia przestępstwa, gdyż bezczynność milicji i sił bezpieczeństwa w totalitarnym ustroju zapewnić może tylko posiadanie pełnej władzy, to chyba wystarczające? Spiskowa teoria historii to bzdura. Ale zbieżność przyczyn i skutków jest uderzająca. Czyż każdy sąd nie orzekłby winy, na podstawie motywu i jedynej możliwości popełnienia zbrodni?
 Fatalne zakończenie wspólnej historii, zwłaszcza w okresie, gdy mniejszość żydowska z ponad 10 proc. stopniała do ok. 1 proc. i nadal szybko malała, bo gdy tylko otwarły się takie możliwości, reszta szybko emigrowała do Izraela. Żadne komunistyczne przywileje nie były w stanie ich powstrzymać. Chociaż, możliwość emigracji była swojego rodzaju przywilejem. Polacy uciekali za granicę, ryzykując życie. W Polsce pozostał ułamek procentu Żydów. Albo prawi (raczej lewi) komuniści, którzy zapewnili sobie wysokie, dobre stanowiska, albo też Żydzi naprawdę związani sercem z tym krajem, którzy deklarowali się kiedyś jako Polacy Mojżeszowego wyznania. 
Andrzej Anonimus
www.andrzej-anonimus.com
 
 

GONIEC NR 24/2010

 Dojść do władzy za wszelką    cenę i utrzymać się tam jak najdłużej!
 To podstawowe priorytety większości naszych polityków, i tu nie chodzi o solidną pracę dla narodu i Ojczyzny, tu idzie o "koryto", czyli szmal, jaki dostają nasi "politycy" za bycie kimś w Polsce!
 Robią więc wszystko, aby ten cel osiągnąć. Ale kim oni są?
 Z analizy większości tych ludzi wyraźnie widać, że oni nigdy nic tak naprawdę dla Ojczyzny i narodu nie zrobili, mało tego - wielu z obecnych "polityków" to byli agenci SB, WSI czy KGB. Dziwne to, ale to prawda, taką mamy obecnie "politykę" w Polsce, naszej ukochanej Ojczyźnie, za którą przelewali krew i oddawali życie nasi przodkowie!
 I to jest przykre, bardzo przykre dla nas, bo przecież większość tych ludzi będących obecnie "politykami", szczególnie ci rządzący naszą Ojczyzną, to ludzie, którzy poza polityką tak naprawdę nie daliby sobie rady w życiu. Mają jednak skuteczny bajer i wsparcie "sponsorów", dzięki temu więc potrafili nas ogłupić i "wypłynąć" na "głębokie wody" naszej Ojczyzny i dzięki temu garnąć ku sobie, ile się da!
 Tak naprawdę jednak oni prawie nic nie potrafią, jedyne co to garną ogromny szmal ku sobie z budżetu państwa i dzięki temu, by w taki czy inny sposób zaistnieć, zatrudniają "doradców", PR, ludzi ds. wizerunku, marketingu i innych tylko po to, by stać się dla społeczeństwa polskiego wiarygodni. A robią to za nasze pieniądze i tak naprawdę przeciwko nam i naszej Ojczyźnie, jedynie po to by "mieć" jak najwięcej w kieszeni.
 Ich nie obchodzi Polska i my, Polacy, dla nich najważniejsza jest pełna kabza, a nas, naród polski, i naszą Ojczyznę mają głęboko... gdzieś!
 Przykre to, ale taka jest prawda o dzisiejszej Polsce. "Czysto polskie" media wciskają nam kit, że mamy wolną Polskę od 1989 roku i "solidnych", patriotycznych polityków, czy to jest prawda? Na pewno nie!
 W okresie działań ruchów wolnościowych z "Solidarnością" włącznie superakcję zorganizowało WSI, zrobili wszystko, by przejąć wszelkie ruchy wolnościowe w Polsce, i udało im się to, zakończyli swoje działania pełnym sukcesem i dzięki temu dzisiaj mamy to, co mamy!
 Ojczyzną naszą rządzą marionetki nie patrioci, często są to sprzedawczyki, czyli agenci wszelkich służb dawnego PRL-u, a ich "sponsorzy" robią wszystko, by nas, naród polski, jak najskuteczniej ogłupiać, i udaje im się to dość skutecznie.
 Bo gdzie ten ich patriotyzm, gdzie miłość do Ojczyzny? Czy tym patriotyzmem można nazwać sprzedawanie po kawałku Polski za grosze i garnięcie ku sobie wory srebrników za te ich działania?
 Zamiast pracować dla Polski i Polaków, robią wszystko dla innych, tylko nie dla nas, prawo gospodarcze napisali pod zagraniczne firmy zwalniając je z czego się da na pewne "konkretne" okresy, ale pomyśleli tak, że wszystkim inwestorom zagranicznym idzie coraz lepiej, gdy mija ten "konkretny" okres, firmy zagraniczne zmieniają nazwę lub "właściciela" i nadal siedzą na naszym rynku, nie płacąc nic do budżetu, wyprowadzając jednak z Polski ogromne sumy pieniędzy większym strumieniem niż nasza Wisła nawet teraz w okresie powodzi! Czy tak powinno być, by w Polsce Polacy byli niczym, szmatami a wszyscy z zewnątrz byli "kimś" - na pewno NIE!
 Przecież łatwo zauważyć, że większość społeczeństwa straciła szacunek do samych siebie i liczy tylko na "nich", czyli na naszych wielkich "polityków", którzy tak naprawdę w życiu codziennym, gdyby nie byli politykami, nie daliby sobie rady z niczym, bo to po prostu nieudacznicy i tyle!
 Czy można coś z tym zrobić? Czy Polska, nasza ukochana Ojczyzna, może kiedyś stać się wolnym krajem, a naród, czy może wówczas żyć godnie i dostatnio?
 Można to zmienić w łatwy i prosty sposób, wystarczy tylko przestać dawać się ogłupiać mediom i naszym pseudopolitykom, no i oczywiście stać się prawdziwymi ludźmi w pełnym tego słowa znaczeniu!
 Z jednej strony, wydaje się to łatwe, ale tak naprawdę jest to obecnie bardzo trudne, taka jest prawda. Naród dał się ogłupić, zleniwić, a co najgorsze pozwala od dłuższego czasu sobą manipulować. To przykre, ale nie jest jeszcze za późno, można jeszcze wyjść z tego szamba, w które pakują nas "sponsorzy" naszych "polityków" tylko po to, by zagarnąć i przejąć Polskę bez walki i na własność.
 Musimy się zjednoczyć, a co najważniejsze "zakasać rękawy" i ostro wziąć się do roboty jedynie dla własnego dobra. Jeżeli zaczniemy logicznie myśleć, a przy okazji pracować nad sobą, z łatwością zauważymy, że jesteśmy jedynie manekinami manipulowanymi przezÉ
 Dość tego! Musimy na sam początek znowelizować ustawę o partiach politycznych w taki sposób, by w końcu politycy zaczęli tak naprawdę służyć Ojczyźnie i nam, narodowi polskiemu, a nie jedynie garnąć ku sobie co się da i sprzedawać Polskę za srebrniki komu popadnie. Politycy powinni służyć Narodowi i Ojczyźnie, ale czy tak jest? Nie, oni służą tym, którzy mają na nich haki, i tym, którzy im solidnie płacą za sprzedaż naszej Ojczyzny!
 Nowelizacja ustawy o partiach politycznych powinna polegać na tym, żeby partie polityczne finansowane były jedynie z własnych składek, a górna granica tej składki powinna miesięcznie wynosić 100 złotych polskich. Wówczas partie i politycy, by zdobyć poparcie społeczeństwa, musieliby zacząć solidnie działać wśród ludzi i dla ludzi, co oznacza, że partie polityczne powinniśmy traktować jak prywatne firmy, które by znaleźć się na "topie", musiałyby być naprawdę solidne!
 Zauważcie, przecież każda solidna i rzetelna firma nie ma problemów z klientami, dobrze obsłużony klient poleca taka firmę każdemu ze swoich znajomych i firma taka ma zarówno pieniądze, jak i satysfakcję z rzetelnie wykonywanej pracy dla ludzi. Tak powinniśmy traktować partie polityczne, a partie powinny działać dla nas i naszej Ojczyzny jak taka solidna i rzetelna firma, wówczas znajdą się dla polityków takich partii solidne stanowiska i odpowiednie wynagrodzenia za pracę dla Narodu i Ojczyzny!
 A co dzisiaj mamy? Jedynie "zagrywki" mające na celu zatuszowanie tego, że politycy tak naprawdę nic dla nas i Ojczyzny nie robią, bo taka jest prawda, i prawdą jest, że garną za to nicnierobienie ogromne pieniądze z budżetu, czyli nasze pieniądze, na które my ciężko pracujemy! Powiedzmy więc STOP złodziejstwu!
 Zasiądźmy do przygotowania nowelizacji ustawy o partiach politycznych i złóżmy go jako projekt ogólnospołeczny narodu polskiego, po to by Polska była polska, a naród żył godnie i dostatnio.
 Po to także, by nie zrazić tych wszystkich naszych przodków, którzy przelewali krew i oddawali życie za naszą Ojczyznę po to tylko, by nam żyło się właśnie godnie i dostatnio!

 Przemysław T. Kudliński

GONIEC NR 23/2010
(...)

GONIEC NR 22/2010

 I co dalej, moi kochani Rodacy...? 
Spotkała nas wielka tragedia, zginęło tylu ludzi, przykre to, ale daj Boże, żeby ta tragedia była początkiem nowej, lepszej Polski, a przede wszystkim końcem wielkiego szamba, w jakie nas pakowano przez lata, aby stała się końcem olbrzymiego zakłamania, jakie panowało przez lata w Polsce, życzę tego sobie i wam wszystkim, moi kochani Rodacy.
 Ale niestety, samo to się nie zmieni, szubrawcy nadal są w Polsce i na różne sposoby rządzą i zawłaszczają naszą Ojczyznę, nie mając litości ani dla niej, ani dla nas, Narodu Polskiego. Taki mają cel i zalecenia i robią to skutecznie, bardzo skutecznie, i to jest przykre, bardzo przykre dla nas.
 Posprzedawali za bezcen, co się dało, prawo gospodarcze w naszej Ojczyźnie dostosowali dla zagranicznych firm, doprowadzając do upadku w ten sposób polskie firmy. Pozamykano duże firmy zatrudniające tysiące Polaków i czyni się to nadal. Polska chyli się ku upadkowi, ku bankructwu, coraz więcej ludzi traci pracę, domy, mieszkania, głoduje i to jest straszne, ponieważ w tym samym czasie olbrzymim strumieniem jak nasza Wisła wypływają miliardy z Polski do różnych państw - to jest tragedia naszego Narodu i naszej Ojczyzny!
 Nasi "władcy" zamiast dbać o Ojczyznę i Naród, dbają jedynie o swoje kabzy, nas i naszą Ojczyznę mając głęboko gdzieś. To się dzieje naprawdę, przypomnieć warto Stocznię Szczecińską, to właśnie ona została światowym laureatem konkursu na statek roku 2008, szczeciński kontenerowiec właśnie został statkiem roku 2008 na świecie, po ogłoszeniu wyników z niespotykana dotychczas łatwością rósł portfel zamówień na kontenerowce w Stoczni Szczecińskiej i nie tylko na kontenerowce, i co się stało, ano stało się to co najgorsze, stał się CUD, nagle portfel zamówień zniknął, przepadł iÉ Ogłoszono wielki pic na wodę - sprzedaż Stoczni Szczecińskiej, jak wszystkim obecnie wiadomo, była to nieprawda, ale ten okres zakłamania wystarczył, aby załamał się rynek zamówień na budowę statków w Polsce, a co za tym idzie, aby padło tysiące mniejszych i większych firm współpracujących ze stoczniami. Dzięki temu dziesiątki, a nawet setki tysięcy ludzi straciło pracę i solidne dochody związane przecież z tą branżą.
 Tak właśnie doprowadza się do upadku Polskę, polikwidowano cukrownie, sprzedano cementownie i inne wiodące polskie zakłady za bezcen, a to dzisiaj wpływa właśnie na tak wysokie i coraz wyższe bezrobocie i biedę Polaków. A co najgorsze, ten "mechanizm" wciąż działa, i to coraz skuteczniej. 
 Słyszałem o pewnych "założeniach" co niektórych, że Polska ma się stać "skansenem" Europy, a Naród Polski siłą najemną w najgorszych dziedzinach życia i pracy, tak zaplanowano i to jest realizowane bardzo skutecznie, co widać, słychać iÉ
 Wzywam was Rodacy moi, ukochany mój Narodzie Polski, weźmy się do solidnej roboty dla dobra nas i Ojczyzny, zakaszmy rękawy, jak mawiał mój dziadek, i do dzieła! Żeby Polska była Polską, a Naród żył godnie i dostatnio, to można zrobić z łatwością, wystarczy chcieć działać dla swego dobra i naszej Ojczyzny. 
 Musimy jednak zakasać te rękawy jak najszybciej, dopóki jeszcze nasza Ojczyzna nie zniknęła z mapy świata za sprawą stada sprzedawczyków garnących pod siebie, a nas, Naród Polski, mających głęboko gdzieś!
 To nie są żarty, to naprawdę się dzieje, rozejrzyjcie się wokół siebie w swoim najbliższym otoczeniu, a zauważycie niejedno, coraz większą biedę i ubóstwo. Znikające polskie firmy i sklepy zastępowane poprzez zagraniczne, w których interesie nie jest dobro Polski i Polaków, a jedynie zyski, olbrzymie zyski wyprowadzane w miliardach z Polski. Dzięki temu nasza Ojczyzna biednieje, bo mało co pozostaje w Polsce, dlatego że jest tak jak jest, prawo gospodarcze daje duże ulgi zagranicznym firmom o polskich "zapominając", czy mamy wciąż tylko na to patrzeć, przyglądać się i jedynie stękać z rozpaczy widząc "rozbiór" naszej Ojczyzny?
 Nie, moi drodzy, nie wolno nam tak robić, bo przecież z góry spoglądają na nas nasi rodacy, którzy przelewali krew i oddawali swoje życie po to, żeby Polska była Polską, by Naród żył godnie i dostatnio, przecież znacie naszą historię i patriotyczne zrywy naszych rodaków ratujących niejeden raz naszą ukochaną Ojczyznę - Polskę!
 Trzeba nam zjednoczenia i "walki" o Ojczyznę, zjednoczmy się więc i pracujmy dla dobra Ojczyzny i Narodu!
 Moja propozycja jest taka: Jestem w trakcie prac nad nowym ruchem i partią polityczną - Kluby Patriotyczne Orle Gniazdo, tak ma się ona nazywać, dopracowujemy statut i chcemy zarejestrować tę partię i zacząć działać na każdym polu. 
 Przygotowujemy także nowelizację ustawy o partiach politycznych jako polską, narodową inicjatywę społeczną, z grubsza ma ona wyglądać tak, że partie polityczne finansowane będą jedynie z własnych składek, a górna granica tej składki to 100 złotych!
 Taka nowelizacja ustawy wpłynie pozytywnie na Polskę i Naród, bo przecież partie polityczne, aby zdobyć poparcie społeczeństwa, będą musiały zacząć działać wśród ludzi i dla ludzi i wówczas, jeśli zaczną szanować społeczeństwo i traktować Naród po ludzku, zdobędą szacunek i poparcie tego społeczeństwa, tak jak dobra firma zdobywa szacunek swoich klientów, nie poprzez medialną propagandę, a jedynie poprzez wysoką jakość swoich usług.
 Tak powinno być, bo przecież to my, Naród, wybieramy polityków po to, by nam służyli i naszej Ojczyźnie, a co mamy obecnie? Po wyborach politycy zapominają szybko, co jest ich obowiązkiem, i robią to, co daje im olbrzymie korzyści. Zapominają, że ich wynagrodzenie to pieniądze Narodu, Polski, naszej ukochanej Ojczyzny.
 Wzywam więc wszystkich, którzy chcą się przyłączyć i działać dla dobra Polski i Narodu - zgłaszajcie się, piszcie na adres: biuro@kpog.org. Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć, i nie czekajcie, licząc, że ktoś za nas dla nas coś zrobi. Aby żyć godnie i dostatnio w Polsce, naszej Ojczyźnie musimy zakasać rękawy i działać, pracować dla dobra Polski i Narodu.
 Żeby Polska nie zginęła!
 Przemysław Tadeusz Kudliński
 

 Odrzucone  ustawy
 Zdenerwowanie pani Hillary Clinton, która bez pożegnania demonstracyjnie opuściła salę  w Kanadzie, na szczycie G-8, miało swoje uzasadnienie. Rząd premiera Harpera oświadczył, że w dobie recesji i perturbacji finansowych w Kanadzie, nie będzie finansować programów aborcji w krajach Trzeciego Świata.    Projekt ten, w którym pani prezydentowa bierze czynny i wiodący udział, ma na celu ograniczenie  przyrostu populacji w Azji i Afryce, gdzie, jak pani Hillary twierdzi, głód jest spowodowany zbyt szybkim wzrostem ludności, a ta nie jest w stanie wyprodukować  wystarczającej  ilości pożywienia z przyczyn niskiej wydajności gleby, braku wody i przestarzałej technologii w rolnictwie.
 Pani Clinton jest znaną lewacką działaczką o mocno  socjalistycznym podłożu, który wyniosła z amerykańskiego uniwersytetu. Indoktrynuje młodych ludzi w zakresie prawa do aborcji, wolnych nieformalnych związków, popiera małżeństwa jednopłciowe, insynuuje konieczność wprowadzenia eutanazji (czyt. uchwalenia prawa do eksterminacji ludzi chorych i starych).
 Mrs. Clinton zapomniała o  ważnych faktach. Na przykładzie Zimbabwe (Rodezji), przed wypędzeniem białych rolników, produkcja rolnicza miała najwyższą wydajność wśród krajów afrykańskich, co pozwalało  wyżywić wszystkich mieszkańców tego kraju i jeszcze eksportować  produkty rolne do krajów sąsiednich. Po rasistowskim puczu zainicjowanym przez satrapę tego kraju towarzysza Mugabe,  wyrzucono białych farmerów z ich ziem, eksterminując opieszałych. Zimbabwe, dawniej kolonia brytyjska Rodezja, było krajem mlekiem i miodem płynącym o 1-proc. bezrobociu i wysokim poziomie życia. Pomysły skomunizowanego dyktatora mają swoje korzenie w tych samych źródłach, z których Mrs. Hillary  czerpie pełnymi garściami. A skutkiem ich wdrażania jest głód, nędza i 95-proc. bezrobocie! Hiperinflacja wynosząca w 2008 roku 100.000 proc. w skali rocznej, gdzie wartość naszej złotówki wynosi  8 mld dolarów Zimbabwe! Ten prymitywny kacyk wyrzucił bądź zlikwidował 1500 firm handlowych,  nakazując im obniżyć ceny produktów o 50 proc. Sam mieszkając w superluksusowej rezydencji-pałacu wyłożonym złotem, o niewyobrażalnym przepychu, kontynuuje wielkie dzieło Mao Tse-tunga dyktatury "proletariatu", od którego czerpał wiele pomysłów.
 Nasi politycy z Partii Konserwatywnej Kanady nie wystraszyli się świdrujących wściekle oczu pani Clinton i jednogłośnie odrzucili  projekt  finansowania "wodotrysku" wykoncypowanego przez jego rzeczniczkę. Kiedyś w Internecie zobaczyłem te panie walczące z taką zajadłością o prawa kobiet, w szczególności o prawo do aborcji finansowanej przez rządy, które tę ustawę przyjęły. W większości były to okropne brzydule, którym Bozia poskąpiła wdzięków kobiety, w wieku wskazującym, że dzieci to one na pewno mieć nie mogą i jeszcze z kim ewentualnie? In vitro? Zajadłe w swojej walce, potrafią  niejednego polityka zapędzić do kąta. Premier Stefan Harper ze swoim rządem przekierowuje Kanadę na drogę rozsądku i racjonalności w decyzjach czy uchwałach. Dzięki rządom Stefana Harpera Kanada mimo kryzysu normalizuje się  gospodarkę, reformuje prawo i hamuje zapędy  homoseksualistów, np. w telewizji.
 Za rządów liberałów i krzywoustego  kabotyna na programach 7, 39, 47 emitowane były codziennie filmiki z erotyki bądź prymitywnego porno, a kiedyś nawet oglądałem o 21.00 dwóch kopulujących panów. Bez rozgłosu te "edukacyjne" filmiki, jak Państwo zauważyli, zostały zdjęte z programów. Nie dziwię się, że rząd federalny odmówił finansowania "Parady Równości", uzasadniając tę decyzję kryzysem światowym. A na wygibasy z ekspozycją publiczną ludzkich genitaliów powinny się znaleźć pieniążki z własnych składek zainteresowanych, a nie z kieszeni podatników. Jeden z  ministrów w rządzie pana Harpera wytłumaczył prasie, że w dobie recesji nie możemy pozwolić sobie na finansowanie fobii, gdzie jest tylu potrzebujących realnej pomocy. Ostatnią ustawą kontrowersyjną, którą parlament w Ottawie odrzucił, była ustawa C-384 o legalizacji eutanazji i wspomaganego samobójstwa. Jak wiemy, proces ten w Szwajcarii nabrał wymiaru komercyjnego,  co mieliśmy zaszczyt oglądać w przekaziorach, gdy z jeziora wydobyto porzuconych i zatopionych 30.000 urn z prochami "pacjentów" prywatnej kliniki dokonującej  eutanazji na zamówienie. Projekt autorstwa lewackiego posła z Quebecu Francine'a Lalonde'a poparło zaledwie 59 posłów przy 228 sprzeciwu. Z tych 59 dwóch stwierdziło, że omyłkowo wcisnęli nie ten przycisk. Zaskoczeniem dla obserwatorów było wstrzymanie się od głosu sekretarza ds. zdrowia Stefana Fletchera, który z powodu porażenia porusza się na wózku inwalidzkim. Poseł Fletcher stwierdził, że należy udzielić pełnego wsparcia chorym pacjentom, w końcu każdy jest odpowiedzialny za swój los - stwierdził. Szef koalicji na rzecz zapobiegania eutanazji Alex Schadenberg podkreślił, że klęska projektu oznacza, że Kanada winna poszukać lepszych sposobów pomocy osobom cierpiącym. Należy się przyjrzeć problemowi traktowania osób starszych przez wydziały zdrowia, zapobiec nadużyciom wobec tych osób. Najwyższy czas jest, żeby osoby niepełnosprawne były wreszcie traktowane według kryteriów prawdziwej godności i równości. Musimy być czujni w sprawie eutanazji, gdyż w następnej kadencji parlamentu pojawi się kolejny projekt o uśmiercaniu. Program i  kierunki polityki Partii Konserwatywnej Kanady pod przewodnictwem pierwszego ministra Stefana Harpera jest nam, Polakom chrześcijanom, bliski. Jest zgodny z naszymi tradycjami rodzinnymi, z zasadami moralnymi oraz z naszą wiarą.
 Dlatego jestem zdziwiony, gdy niektórzy z naszej rodzimej społeczności oddają głosy na liberałów. Jest to dla mnie niepojęte! Czyżby zgodnie z przysłowiem Panu Bogu świecę, a diabłu ogarek, oddają głosy, bo mają w tym jakiś własny  interes? Program liberałów-socjalistów już niejedno państwo wprowadził na pogranicze bankructwa. Ze Szwecji, Anglii, Niemiec uciekają całe rodziny, gdyż kraje te, rządzone przez lewaków, nie popierają związków dwojga partnerów odmiennej płci i coraz częściej słyszymy o bezlitosnym odbieraniu dzieci za rzekome przewinienia względem nich, które to przewinienia są w rzeczywistości  składowym elementem pedagogiki rodzinnej.
Andrzej Załęski
Toronto
 

GONIEC NR 21/2010

 Mimo opóźnionej wiosny temperatura rośnie 
 Wydaje mi się, że swoim pisaniem co nieco rozruszałem Rodaków w Windsor... Właściwie to nawet nie moja zasługa, a tych, którzy zachowują się tak, jak zachowują; podejmują takie decyzje, jakie podejmują, a później mają jeszcze pretensje, że... garbaty ma proste dzieci!
 Utarło się od lat, że nie było miejsca na krytykę, czy nawet życzliwą podpowiedź: było miejsce tylko na oklaski, ochy i achy. Jeżeli nawet przygotowano antypolską stronę polishwindsor.com (w dalszym ciągu zawieszona, a nowej, przebudowanej, jeszcze nie zaakceptowano), ci, którzy powiedzieli NIE, zostali okrzyczani wichrzycielami, czy wręcz oszołomami. A kiedy przyszło innym przyjrzeć się dokładnie temu, co zamieszczono na tej niby-polskiej stronie, odezwały się głosy, że nawet w sądzie dochodzić, aby strona pozostała zawieszona... Dobre i to, lepiej późno niż wcale, prawda?
 Utarło się, że jest LEADER i, jak w teatrze kukiełek, wie, kiedy i którą wprawić w ruch, którą odstawić na boczny tor, czy nagrodzić czymś błyszczącym - przy czym osoby przez niego rekomendowane otrzymywały ordery w ekspresowym tempie. Przypomnę więc, że śp. Kazimierz Tarnowski czekał długie lata, na tyle długie, że zwyczajnie nie doczekał się. Mogę w tym miejscu wymienić nazwiska (dr Frank Simpson, radny miejski David Cassivi, Ewa Barycka) i konkretne daty wystąpienia z wnioskiem i przyznania odznaczenia. W porównaniu ze sprawą p. Tarnowskiego, to ciuchcia parowa i rakieta!
 Nie wiem, na czym to wszystko polega, dlaczego Polonia w swej masie zwyczajnie zamilkła, wycofała się na boczny tor, jak gdyby chciała powiedzieć: to nie nasze małpy, to nie nasz cyrk. Tym sposobem pozostawiono otwartą drogę tym, którzy nie mieli skrupułów i działalność części organizacji przypomina zwyczajne trwanie w letargu. Ale może o to chodzi? O takie zatomizowanie, rozbicie, aby nigdy nie udało się przemówić jednym głosem? Prostaczkowie niech się spierają, biją pianę i tracą energię, w tym samym czasie ci, którzy wiedzą lepiej, którzy są dopuszczeni do kręgu wtajemniczenia - robią swoje. Co wcale nie oznacza, że robią to z myślą o dobru Polonii.
 W tekście pt. "Do Windsor wróciła... cenzura" ("Goniec", nr 19 z 14-20 maja 2010), zacytowałem fragment listu działacza SPDL w Windsor, Bogdana Herbetki; było to właściwie pytanie adresowane do wszystkich: "Narzuca się pytanie: dokąd zmierzasz Polonio w Windsor, jeżeli na czele naszych organizacji są ludzie o bardzo wątpliwej przeszłości? Brakuje słów na głupotę".
 W odpowiedzi na to pytanie otrzymałem list naszego czytelnika, który w sposób bezlitosny opisuje nasze lokalne podwórko; ale czy tylko? Czy tych przemyśleń nie można odnieść do innych skupisk polonijnych... Uważam, że warto się głębiej zastanowić nad uwagami naszego czytelnika:
 "(...) Życie wśród windsorskiej Polonii, to jak życie wśród hollywoodzkich aliens. Niby wszyscy jednakowo wyglądają, mówią tym samym językiem, piszą w tym samym języku, przyznają się do przynależności do tego samego narodu, nawet chodzą do tej samej świątyni. 
 Wszyscy więc wyglądamy na jedną, wielką i jednolitą kilkutysięczną zbiorowość, aż do czasu próby, którą nazwałem: ?próbą zadrapania=.
 Dopiero jak jeden z drugim zostanie ?zadrapany=, to wtedy okazuje się, że jeden ?krwawi normalnie, po polsku=, a alien ?krwawi po ichniemu=. Trzeba być uważnym obserwatorem i mieć dobrą pamięć. 
 Czasami bowiem taki alien przechodzi okresową zmianę juchy i wtedy, przy okazji, uwiarygadnia się ?krwawiąc po polsku=; ale to tylko w ramach zakodowanego manewru wchodzenia w struktury i w krótkim zazwyczaj okresie.
 To, co napisał Bogdan Herbetko, nie jest żadnym zaskoczeniem dla uważnych, z dobrą pamięcią, obserwatorów.
 Można więc i te wydarzenia zapamiętać.
 Próba ?zadrapania= przejawia się w różnej formie. 
 Może to być propozycja czytania wiersza patriotycznego, albo próba utworzenia strony internetowej, albo próba ?naprawy= strony internetowej wcześniej zrobionej przez innych aliens. Może to być próba tematyki i doboru materiałów na wystawy ?Polskiej karuzeli=, albo organizacji rocznic, jubileuszów. Itd. itp.
 Co do pytania, jakie zadał Bogdan Herbetko (...) 
 To odpowiedź jest właśnie udzielana w tych dniach w ramach tzw. ?Konferencji młodej Polonii=. 
 Konferencja zatytułowana ?Quo Vadis, Polonio=, jakby nie znali języka polskiego i musieli używać łaciny.  Ale mniejsza z tym.
 Organizatorem jest Kongres z p.o. prezesem Baryckim. 
 Prezesem młodzieżowej organizacji, która to firmuje, jest córka Baryckiego, a żona tegoż, jako wiceprezes okręgu Kongresu na Windsor, będzie grała rolę gospodarza.
 Senat za to płaci wspólnie z paru innymi organizacjami, w tym naszą Credit Union. 
 Tę samą Credit Union, która jeszcze ?nie zdążyła= dać donacji na rozbudowę naszego kościoła w Windsor, ale wcześniej dawała, za czasów Tony'ego Blaka, na coroczne ?bankiety biznesmenów=, a teraz jest ?golden sponsor= tej młodzieżowej przybudówki do PO.
 Całość jest niby-polonijna, ale znów , jak z tymi aliens, próba ?zadrapania= pokazuje, kto zacz.
 Potrzebują jednak uwiarygodnienia i potrzebują tłumów, jak kiedyś komuniści w Radomiu i Ursusie w 1976, gdy trzeba było potępić ?warchołów=. 
 Wtedy też zwozili z całej Polski autokarami ludzi z zakładów pracy. 
 Dawali jedzenie i picie - sporo gorzały, to ?potępienie warchołów= wychodziło głośniej. 
 Dawali zakwaterowanie i darmowe reklamówki. 
 Pamięta pan, jak ważne było mieć jedną, albo co najmniej dwie kolorowe plastikowe reklamówki? To była oznaka bycia światowcem.
 Teraz też zrobili podobnie. Tyle, że zamiast plastikowych reklamówek dawali darmowe ?bilety= na występ znanego w Polsce zespołu muzycznego ?Budka Suflera=.
 W ten sposób ci, którzy tam pójdą, staną się automatycznie ?koneserami= polskiej muzyki rozrywkowej.
 I dzwonili wokoło za biletami nawet ci, którzy dzieciom zabraniają mówić po polsku - ażeby nie ?psuły sobie akcentu=.
 Pójdą na koncert tłumnie, ale to nie będzie koncert.
 Senat za tę imprezę zapłacił, więc Senat musi mieć z tego korzyść.
 Będzie to spęd Polonii, który posłuży jako narzędzie reklamy wielkiego poparcia Polonii dla rządów Tuska, poparcia dla wspólnika Tuskowego w Senacie - Borusewicza, a szczególnie ?kandydata w trójcy jedynego= (marszałek, prezydent i kandydat na prezydenta) - Komorowskiego: o niewiadomym do końca herbie.
 Cała impreza będzie mocno filmowana tak, że będzie można pokazać nie tylko pozostałej, spoza Windsor, Polonii, jak należy kochać obecne władze w Polsce.
 Polakom w Polsce pokażą, że Polonia jest zjednoczona w miłości do Komorowskiego i Tuska, a zwłaszcza do jej opiekuna - byłego sekretarza z Komitetu Centralnego PZPR Borowskiego (na Wikipedii okres działalności komunistycznej tego dwunazwiskowca jest "dziwnie " pominięty), co to się nie przyznaje do swego stryja - Jakuba Bermana.
 (...) Główny cel tego ?koncertu=, jaki postawił sobie Barycki i reszta, zostanie osiągnięty.   A Polonia zgromadzona w hali po tym ?występie głównym= - tej ?mszy komunistycznej=, jaka już nieraz była odprawiana w tym mieście,  dostanie na zakończenie  ?łomot rockowy= w wykonaniu ?Budki Suflera=.
 Jeszcze taka uwaga. Będzie też na tym spędzie Władysław Lizoń, który określa się jako ?president on leave=.
 Widząc tych dwóch na każdej imprezie ?w imieniu i z ramienia=, jakich ostatnio sporo naorganizowali, przychodzi mi na myśl takie pytanie, jakie zadawano w Polsce w latach 80.: Dlaczego milicjanci zawsze chodzą parami? Bo jeden umie pisać, a drugi umie czytać.
 I to byłaby też końcowa odpowiedź na pytanie p. Herbetki:  Dokąd zmierzamy, mając na czele ?ludzi o wątpliwej przeszłości=.
 Kiedyś  napisałem Panu, że Windsor to taka miniatura Polski.
Czy się myliłem?".
 Były to obszerne fragmenty listu czytelnika "Gońca" i mieszkańca Windsor zarazem, którego wiedza na temat Polonii jest zadziwiająca.
 Czy można coś do tego dodać? Oczywiście każdy ma prawo do własnej oceny tego, co się dzieje, co się obserwuje od lat i w czym chce się - bądź nie - brać udział.
 Tym niemniej można zaobserwować pewien ruch, pojawiają się śmielsze głosy, konkretne pytania i może uda się (na początek w Windsor) wyprostować to, co do wczoraj wydawało się być nie do poruszenia? 
 W latach PRL było znacznie łatwiej oddzielić ziarno od plew, ale dziś? I czy jest szansa na dotarcie do ludzi, którzy zrażeni tym, co obserwowali, odsunęli się na bok? Może wiosna 2010 roku stanie się przełomem w naszym emigracyjnym życiu? Wydawać się mogło - mówię o sobie i swoich doświadczeniach - że działalność  organizacji na emigracji w niczym nie będzie przypominać swarów z krajowego podwórka. A jest tak, jak napisał czytelnik: Polonia jest miniaturą Polski.  I bardzo często szarogęszą się podejrzani osobnicy, których wybierają - mimo wszystko - członkowie organizacji; bo przecież nie są to spadochroniarze. Podobnie jak w Polsce: ktoś tych ludzi wybiera, ktoś daje nam, Polonii, prztyczka w nos, stawiając na czele sejmowej komisji ds. kontaktów z Polonią byłego wysokiego działacza komunistycznego. No a kim był poprzedni Marszałek Senatu - Pastusiak? Też, jak mówią baczni obserwatorzy polonijnego życia, owacyjnie podejmowany w Kanadzie.
 Ale o Senacie i jego zabiegach w celu spacyfikowania Polonii przy innej okazji; temat to obszerny, ale niektóre kwestie należy przypomnieć, cofając się do... przedwojnia i "Światpolu".
 Najważniejsze dzisiaj jest to, że Rodacy w Kanadzie się budzą, zaczynają stawiać trudne pytania - co odczuł na własnej skórze marszałek Borusewicz. Może nadchodzi czas zmiany warty tu i tam?
 I na zakończenie, autor listu wspomniał o konferencji "Quo vadis, Polonio", a przecież możemy wymienić jeszcze tzw. szkołę liderów, czyli dwutygodniowe szkolenia w Polsce, na koszt Senatu, wybranej grupy młodych ludzi. Dlaczego przyszli liderzy Polonii są szkoleni w Polsce? Nie wiem, ale mogę sobie pozwolić na przypuszczenie, że tym prostym sposobem wciąga się młodych ludzi w pewną zależność, mam na myśli coś w rodzaju długu honorowego, który kiedyś przyjdzie spłacić. Jeżeli nie mam racji, tym lepiej, ale wystarczy wejść na stronę Szkoły Liderów, dotrzeć do nazw fundacji, z którymi współpracuje, zapoznać się z programami i, zwyczajnie, mieć później wątpliwości. W tym roku wyjedzie do Polski kolejna grupa młodych ludzi.
 A może... zwyczajnie, w domu, przekazywać dzieciom dumę z polskiego dziedzictwa; uczyć, że zwyczajnie z tego, iż się jest polskiego pochodzenia, należy być dumnym i jeśli trzeba, bronić honoru Polski, Polaków - umieć otworzyć buzię. Niby niewiele, a jednocześnie dużo.
   Podam przykład, opisywany już przeze mnie na łamach "Gońca":
 Irek Kuśmierczyk obronił doktorat  z nauk politycznych i stosunków międzynarodowych na Vanderbilt University w maju br. Kiedy zetknął się z antypolskim tekstem młodej Amerykanki żydowskiego pochodzenia, natychmiast napisał grzeczny, acz stanowczy list. Pomogło, mało tego, autorka szybciutko wniosła do swego tekstu poprawki, a oczywiste głupoty zwyczajnie usunęła. I takich ludzi Polonia potrzebuje: wykształconych i odważnych, znających historię i czujących dumę ze swego pochodzenia. Jak napisał Ryszard Kuśmierczyk, ojciec Irka:  "Starszy syn natomiast (...) rozpoczyna pracę jako assistant professor w Purdue University Graduate School w  Indiana-Purdue University w Indianapolis". 
        Leadership Polonii widzimy bowiem inaczej, w odróżnieniu od drogi lansowanej przez obecnych "liderów Polonii".
Leszek Wyrzykowski
Windsor 
 
 
 

GONIEC NR 20/2010

 Dyskryminacja Polonii - na przykładzie wyborów 
 Myślę, że nadszedł już czas, aby bliżej przyjrzeć się i uregulować stosunki pomiędzy Polakami w kraju i poza jego granicami. Istnieje bardzo szkodliwa dla całego narodu polskiego opinia o tym, że Polacy mieszkający poza krajem, którzy wyjechali, opuścili kraj, nie powinni wtrącać się do tego, co się dzieje w Polsce. 
 Nie potrafię w pełni ocenić i zrozumieć tej opinii, ponieważ w moim konkretnym przypadku uważam, że nie opuściłem Polski, nie przestałem być Polakiem, nie przestałem troszczyć się o losy mojej Ojczyzny. Opuściłem jedynie PRL. W swoim czasie, a był to rok 1986, postanowiliśmy wyjechać z PRL-u, bo nie widzieliśmy sensu dalszej wegetacji. Nikt w owym czasie nie wiedział, ba, nawet nie przypuszczał, że w tak szybkim tempie nastąpią wielkie przemiany w Europie. Wszyscy myśleli, że PRL trwać będzie jeszcze przez wieki całe. 
 Oczywiście, wyjeżdżając z PRL-u, miałem na myśli poprawę tylko losów naszej rodziny, nie całej Polski. Ale czy tego nie wolno mi było zrobić? Czy przez to stałem się wrogiem Polaków mieszkających w kraju? Czy opuściłem ich w biedzie? Nie sądzę. Uważam, że dla dobra mojej własnej rodziny miałem prawo to zrobić. Każdy miał prawo to zrobić. Nikt nie myślał wtedy, że wkrótce stanie się cud, przed nami jest walka o lepszą Polskę. A więc nikogo nie zdradziłem, nie opuściłem w potrzebie. A już na pewno nie stałem się wrogiem Polaków pozostających w kraju. Dlatego uważam, że nie można nas, Polaków mieszkających ciągle jeszcze poza krajem, pozbawiać prawa do troski o losy naszej wspólnej Ojczyzny. 
 Powiem więcej, Polacy pozostający w kraju mogą wiele, bardzo wiele skorzystać z naszych nowych doświadczeń. Pozostańmy nadal dla siebie braćmi. Jest to naprawdę korzystna dla nas wszystkich koncepcja. Bo my nadal jesteśmy Polakami, bo my nadal jesteśmy zatroskani losami naszej wspólnej Ojczyzny. Bo my chcemy i możemy jej służyć, nawet pozostając nadal poza jej granicami. Nie na zasadzie, że jesteśmy mądrzejsi od Polaków w kraju, a tylko dlatego, że mamy nowe, wartościowe i ciekawe doświadczenia, których nie mają Polacy w kraju i które warto wykorzystać dla dobra naszej Ojczyzny.
 Chciałbym się w tych rozważaniach skupić głównie na prawie udziału nas, Polaków mieszkających poza krajem, w wyborach odbywających się w Polsce. Aktualnie, mogę brać udział w wyborach do Sejmu, do Parlamentu Europejskiego, gdy posiadam ważny paszport polski. Żona moja ma już paszport przeterminowany, więc nie może brać udziału w żadnych wyborach. Paszport polski jest jej potrzebny wyłącznie do tego, aby mogła brać udział w wyborach, do niczego więcej. Ale sam paszport jeszcze nie wystarcza. Żąda się od nas, abyśmy przed wyborami, przed każdymi wyborami, rejestrowali się w konsulatach. Żyjemy już w XXI wieku i wydaje mi się, że można by założyć jedną wielką bazę danych dla całej Polonii i na tej podstawie dopuszczać do udziału w wyborach każdego, kto okaże się dowodem tożsamości, niekoniecznie paszportem, np. prawem jazdy, lub innym dokumentem z fotografią. Taka baza obejmowałaby Polonię na całym świecie. Nawet jeżeli ktoś zmienia miejsce zamieszkania, to wystarczy tylko uaktualnić dane w tej bazie. To po pierwsze.
 Aby rzeczywiście umożliwić Polakom mieszkającym poza granicami kraju udział w wyborach, należy opracować system informatyczny, który pozwalałby oddawać głos poprzez Internet. Aktualnie mamy np. w Kanadzie punkty wyborcze w konsulatach polskich. Nierzadko odległość tych punktów od miejsc zamieszkania Polaków to setki kilometrów. Dlatego taki system to konieczność, jeśli traktuje się poważnie Polskę i Polaków. Znowu przypomnę, że żyjemy już w XXI wieku i opracowanie takiego systemu, to nie jest problem.
 Nasi informatycy są naprawdę wspaniali i na pewno zrobią na odpowiednim poziomie potrzebny system informatyczny. A że to będzie pierwszy,  czy może nawet jedyny tego typu system na świecie. Nic nie szkodzi, nie raz i nie tylko w jednej dziedzinie byliśmy najlepsi i pierwsi na świecie. Dajmy szanse innym, niech się od nas też czegoś nauczą. A przede wszystkim stwórzmy odpowiednie warunki ku temu, aby polscy patrioci gdziekolwiek się znajdują, mogli służyć swojej Ojczyźnie. 
 Aktualnie wszyscy Polacy poza krajem głosują na listy w Warszawie. Uważam, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby mogli głosować na listy w dowolnym okręgu wyborczym na terenie kraju, np. w miejscu swojego zamieszkania przed opuszczeniem Polski. A przy odpowiednim systemie informatycznym, mogliby głosować nawet na dowolnego, byle jednego kandydata z dowolnego okręgu wyborczego. Dlaczego nie?
 Wczoraj dowiedziałem się, że towarzysze z PO, wbrew prawu, bo już rozpoczęła się kampania wyborcza, chcą  zmienić prawo wyborcze, bo łudzą się, że jeszcze raz uda im się otumanić naród. Ufam, że im się to nie uda. Ale gdyby znaleźli odpowiednią "furtkę" do łamania prawa, to proszę bardzo do tych zmian w prawie wyborczym dołączyć również zmiany zaproponowane wyżej.
Emanuel Czyżo
www.eczyzo.mysle.pl
 

 Wyborcze manipulacje niemedialne  Platformy Obywatelskiej
 Do manipulacji społeczeństwem i jego dezinformacją za pomocą mediów sympatyzujących z Donaldem Tuskiem i Bronisławem Komorowskim już się przyzwyczailiśmy. To zło groźne, ale rozpoznane i na razie w odwrocie - vide: znakomita kampania internetowa Jarosława Kaczyńskiego.
 Wygląda jednak na to, że wybory prezydenckie są tak niezmiernie ważne dla PO, istnym "być albo nie żyć", że pierwszy raz od roku 1989 r. partia rządząca, coraz mniej wierząc w wygraną swojego pupila, postanowiła dopuścić się manipulacji prawnych.
Manipulacji o wiele groźniejszych niż medialne.
 Pierwsza, to nagłośnione wczoraj przez TVP dostrajanie ordynacji wyborczej do target PO. Platforma pamięta, że wybory w 2007 r. wygrała dzięki niesłychanej mobilizacji propagandowej, podwyższeniu frekwencji wyborczej i nakłonieniu do udziału ludzi młodych, zamożnych i lubiących się bawić, czyli swoich biernych politycznie zwolenników. Dziś poprawieniu frekwencji wśród tych wyborców ma służyć nagła zmiana zasad przeprowadzenia wyborów prezydenckich, przez wprowadzenie możliwości odbierania "zaświadczeń o prawie do głosowania" bezpośrednio od komisji wyborczej w I turze. W ten sposób, bez wysiłku i łażenia po urzędach, osoby planujące wyjazd na wakacje na początku lipca, dostaną możliwość głosowania w II turze w miejscu swojego wypoczynku. Platforma ma wszystkie atuty, by taką zmianę przeprowadzić błyskawicznie: marszałka Sejmu, większość w parlamencie, większość w Senacie i p.o. prezydenta, który takiej ustawy na pewno nie zawetuje. A że nieelegancko, nieetycznie i brzydko to pachnie? A że jest to złamanie wykładni Sądu Najwyższego, iż zmian w ordynacji można dokonywać najpóźniej na pół roku przed wyborami? TVN i GW przedstawią to zupełnie inaczej, a "elity" zbagatelizują. Należy chyba się cieszyć, że przy takich możliwościach PO nie podkręca ordynacji jeszcze bardziej, np. przez wprowadzenie możliwości głosowania per procura.
 Druga manipulacja jest jednak o wiele groźniejsza, ponieważ stanowi bezpośrednie złamanie Konstytucji RP przez przychylny Komorowskiemu MSZ. Na tę sprawę zwrócili wczoraj uwagę Niepoprawni.pl; chodzi o uniemożliwienie starej części Polonii zagranicznej głosowania na Jarosława Kaczyńskiego, który jest tam niezwykle popularny.
 Otóż: W komunikacie wyborczym, zamieszczonym przez placówki dyplomatyczne RP czytamy:
 "Warunkiem ujęcia w spisie wyborców oraz wzięcia udziału w głosowaniu jest posiadanie przez wyborcę zamieszkałego na stałe za granicą lub przebywającego czasowo za granicą ważnego polskiego paszportu" (wytłuszczenie w komunikacie). Jest to w oczywisty sposób sprzeczne z Konstytucją RP, która w rozdziale II, art. 62 pkt 1 wyraźnie stwierdza, że:
 "Obywatel polski ma prawo udziału w referendum oraz prawo wybierania Prezydenta Rzeczypospolitej, posłów, senatorów i przedstawicieli do organów samorządu terytorialnego, jeśli najpóźniej w dniu głosowania kończy 18 lat".
 Poświadczeniem posiadania polskiego obywatelstwa jest wydany oficjalnie dokument przez organy RP, którym - poza granicami kraju - jest paszport.
 Nie ma przy tym znaczenia, czy paszport ów utracił ważność, czy nie. W myśl art. 32 Konstytucji RP "nikt nie może zostać pozbawiony obywatelstwa", a zatem przepisy te łamią w sposób szczególny postanowienia Konstytucji.
 Miliony osób w szeroko rozumianej Polonii na całym świecie, które posiadają nieważne paszporty polskie, lecz je posiadają, jako obywatele RP, zostały w ten sposób pozbawione prawa głosowania, nie dotyczy to jednak tzw. londyńczyków, czyli świeżej emigracji zarobkowej, kursujących samolotami pomiędzy Polską a Anglią i na pewno posiadających ważne paszporty. Ale to zrozumiałe, "Londyn" wciąż jest uznawany za przyczółek PO. W tej sytuacji chciałbym prosić niezależnych dziennikarzy o nagłośnienie sprawy i zmuszenie MSZ-etu do zmiany stanowiska i zaprzestania łamania Konstytucji. Przy tej ostatniej sprawie drobiazgiem jest nadużycie Komorowskiego z powoływaniem ni z gruszki, ni z pietruszki i bez zaistnienia konstytucyjnej potrzeby Rady Bezpieczeństwa Narodowego i wciąganie do tego ciała swoich kontrkandydatów oraz poprawianie frekwencji za granicą (oczywiście dla Polaków z ważnym paszportem) przez otwieranie ad hoc dodatkowych placówek dyplomatycznych.
 To niesłychanie groźne zjawiska i wskazujące na stopień determinacji do wygrania wyborów przez obóz polityczny Tuska, nawet jeśli miałoby się to wiązać z zarzutem "drukowania" wyników. Powyższe manipulacje prawne wykraczają poważnie poza sferę dobrych obyczajów w demokracji i rażąco łamią zasady współżycia społecznego - dlatego też, choć wcześniej się z tego śmiałem, dziś coraz poważniej traktuję możliwość, iż może dojść do próby fałszerstwa wyborczego na korzyść Bronisława Komorowskiego.
 Wszystkich dziennikarzy, blogerów, komentatorów i czytelników, którym bliska jest idea państwa prawa, proszę o przyglądanie się wszelkim dziwnym ruchom dotyczącym prawa wyborczego, organizacji i przebiegu wyborów, sprawdzenie się na listach, a najlepiej zgłoszenie się jako "mężowie zaufania" do komisji liczącej głosy.
Łażący Łazarz
www.niepoprawni.pl
 
 

GONIEC NR 19/2010

 Współcześni polscy patrioci 
 Przed nami wybory. Ale przecież wybierać powinniśmy nie tylko w dniu wyborów. Kandydaci na naszych władców popisują się przed nami cały czas. Ot, chociażby przed chwilą zapoznałem się z popisem jednego z kandydatów na prezydenta wszystkich Polaków, pana Dorna. Nie ma nawet potrzeby zagłębiać się w jego wywody, bo popis jest prosty i czytelny - poprę tego, który mi więcej obieca! Czy to nie piękna i przezroczysta postawa współczesnego polskiego patrioty. (Jak się okazało, był to tylko zwiastun wywiadu. Pełny tekst tego wywiadu nie ukazał się w "Rzeczypospolitej". A ostatecznie p. Dorn wycofał swoją kandydaturę.)
 A czy nie brzmi patriotycznie i wiarygodnie ocena p. Radosława Sikorskiego z roku 2006, dotycząca wysłania polskich wojsk do Afganistanu: "Polscy żołnierze jadą do Afganistanu, żeby bronić ojczyzny". Te dwa kolejne cytaty zostawiam bez komentarza.
 "Jeszcze jedna bitwa, jeszcze dorżniemy watahy, wygramy tę batalię!" - to jest wypowiedź przed wyborami 21 października 2007 r. I następny: "Można być prezydentem, ale można być też chamem" - to są słowa wypowiedziane do p. Anny Fotygi po spotkaniu z Lechem Kaczyńskim.
 A oto p. Bronisław Komorowski.
 "Gdy spytasz PiS-owca, która jest godzina, odpowie: nie wiem, to Platformy wina." Nawet jest tu widoczny rym. I dwa następne cytaty. "Jaka wizyta, taki zamach, bo z 30 metrów nie trafić w samochód to trzeba ślepego snajpera" - tak skomentował incydent w Gruzji z udziałem Lecha Kaczyńskiego. "Szkoda Polski" - to słowa wypowiedziane zaraz po ogłoszeniu zwycięstwa PiS w wyborach 2005.
 Wypowiedzi p. Tuska są tak przezroczyste i jest ich tyle, że można by z tego ułożyć całą broszurę. Ograniczę się więc tylko do tych najbardziej dla niego charakterystycznych, dla niego jako polskiego patrioty, który troszczy się przede wszystkim... o losy ojczyzny.
"Dzisiaj jesteśmy dużo bliżej niż kiedykolwiek sytuacji, że PO będzie mogła samodzielnie rządzić." To jest wypowiedź z kwietnia 2007 roku.
 "Ja o Polsce myślę i mówię z pasją. Polska musi być pasją każdego z nas. Kiedy mówimy o Polsce dumnej, musimy mieć w sobie pasję do walki o Polskę dumną - tak jak mieliście tę pasję do walki dwadzieścia pięć lat temu w sierpniu. Ta pasja musi wrócić, bo Polska zasługuje na cuda. Nie chcę i nie dopuszczę do tego, żeby Polską rządzili ludzie, którzy mówią, że nic nie może się udać, którzy uważają, że Polacy to naród aferzystów i złodziei. Polacy to naród dumny i mający prawo do bycia dumnym z własnej ojczyzny." Jest to cytat z wystąpienia podczas kampanii wyborczej, Warszawa, Hala Torwaru, 19 czerwca 2005.
 "Jeszcze trochę pochuchamy, podmuchamy, jeszcze z raz podrepczę do prezydenta i będzie dobrze."  Chodzi  tu p. Tuskowi o podpisanie Traktatu lizbońskiego. 
 "Każdego można kupić (...) Zawód polityka sytuuje się między śmieciarzem a katem." To jest myśl przednia zaczerpnięta z wywiadu dla "Gazety Wrocławskiej" z 9 marca 2001.
 "Ładne dziewczyny z orkiestr dętych robią dobrze partiom politycznym." To są słowa wypowiedziane podczas kampanii wyborczej w 1993 roku. Bardzo możliwe, że i tym razem chodziło panu Tuskowi o ojczyznę, a nie o partie polityczne, tylko się po prostu pomylił człowiek. 
 "Mogę stanąć nago na głowie na szczycie Pałacu Kultury i powtarzać, że prywatyzacja już przyniosła Polsce biliony złotych, że polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic niewarte i dlatego są tanio sprzedane." Źródło: Z. Nowak Tusk nagi, Gazeta Wyborcza, 14-15 sierpnia 1993 r.
 I wreszcie coś o miłości - "Miłość zawsze musi być lepsza od nienawiści." No proszę, to są piękne słowa z przemówienia na uroczystościach związanych z 70. rocznicą wybuchu II wojny światowej.
 "Najważniejsze są kompetencje. Nie potrzeba nam charyzmatycznych wodzów, którzy prowadzą prawdziwe czy wyimaginowane bitwy. Potrzeba nam władzy wykwalifikowanej, skromnej, umiarkowanej, która koncentruje się na rozwiązywaniu problemów zwykłych ludzi, a nie na realizowaniu wielkich historycznych misji." Źródło: Dziennik, 29 grudnia 2006.
 I jeszcze jedna mądrość - "Państwo to ludzie, a ojczyzna to ich marzenia. Władza, politycy i urzędy są tylko po to, żeby pomagać ludziom w realizacji ich zamierzeń." To są słowa z programu Platformy Obywatelskiej RP 2007.
 "Polskość jako zadany temat... Wydawałoby się: tylko usiąść i pisać. A tu pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa?
 Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń?
 Polskość to nienormalność - takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza, stajemy się normalniejsi." 
 To były wynurzenia naszego patrioty zamieszczone w miesięczniku Znak, numer 11-12/1987. 
 "Rządzący mówią z taką samą butą, jak komunistyczni ministrowie. Mówią, że jest świetnie, że są zadowoleni ze swojej dwuletniej pracy. Kiedy widzę premiera mówiącego te słowa, to jakbym widział Jerzego Urbana w 1981 roku." To są słowa wypowiedziane podczas konwencji wyborczej PO.
 "Tak sobie myślę już po ludzku, ten chłop chociaż powinien się cieszyć, że bratu odpadł naprawdę groźny konkurent." Chodzi tu o reakcję Jarosława Kaczyńskiego na decyzję Tuska o niekandydowaniu w wyborach prezydenckich w 2010 r. 
 "Wyleczymy polską władzę, polskich polityków, bo to jest źródło marności polskiego życia publicznego. Nie pozwolimy innym politykom nałożyć kagańca na obywateli. Nałożymy kaganiec władzy. Zbudujemy państwo, gdzie polityk, sędzia, policjant będą tak samo ciężko pracowali jak tak zwani zwykli obywatele. Władza musi znaczyć wyłącznie obowiązki i nigdy więcej przywilejów." To jest fragment z wystąpienia podczas kampanii wyborczej, Warszawa, Hala Torwaru, 19 czerwca 2005.
 Chyba wystarczy tego dobrego. 
 Na zakończenie jeden jeszcze cytat: "Prezydent nie jest mi do niczego potrzebny" - pamiętamy to znamienne stwierdzenie Donalda Tuska wypowiedziane w kontekście podróży do Brukseli. Ja myślę, że powiedzieć o tym człowieku, że to patriota, to stanowczo za mało, to jest po prostu... cudotwórca! Co powie, to się realizuje natychmiast!?
 A co mówią inni polscy współcześni patrioci? Warto się temu przysłuchiwać i to im dalej od dnia wyborów, tym te wypowiedzi są, moim zdaniem, bardziej szczere i wiarygodne. Dlatego notujmy sobie, podobnie jak p. Dorn, wypowiedzi naszych czołowych patriotów, abyśmy już tym razem nie błądzili, ale wybrali najlepszego z nich. Albo... na podstawie tych ich wypowiedzi znaleźli wreszcie prawdziwego polskiego patriotę na prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Dopóki jeszcze wybory przed nami. 
 Stara to prawda, którą św. Łukasz Ewangelista (6,4) wyraził w następujący sposób: "Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi". A my ludzie niby-wierzący zapominamy o tym, że jeżeli ktoś oddał swoje serce partii, czy może lepiej powiedzieć, władzy, to narodu zrozumieć nie potrafi, nie zechce, nie może. Albo jeśli oddał swe wszystkie siły innym celom niż dobro ojczyzny, to trudno, ale patriota z niego żaden.
 Na ten dylemat zwrócił też ostatnio uwagę ks. abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, który w homilii rezurekcyjnej powiedział m.in.: "Jest to niebezpieczne, że nie państwowość, nie troska o państwo, o naród, o patriotyzm, o zdrowie narodu, ale troska o interes mojej partii jest na pierwszym miejscu". Jest to bardzo niebezpieczny stan - powiedział - i trzeba o tym pamiętać podczas tegorocznych wyborów prezydenckich i samorządowych. 
 Gdzie więc szukać tych polskich patriotów? Kilka miesięcy temu "Rzeczpospolita" ogłosiła sondaż na temat "Polscy mężowie stanu". Najpierw myślałem, że to jakiś żart, kpina. Ale okazało się, że nie. Oni naprawdę szukali wśród polskich polityków, mężów stanu. A ja głupi myślałem, że w ostatnim 50-leciu mieliśmy w Polsce tylko jednego męża stanu i był nim ks. Stefan kardynał Wyszyński. Ale okazało się, że nie, że byłem w błędzie, że mamy ich co niemiara nawet i dzisiaj.
 Oto rezultaty tego sondażu z roku 2009: 1. D. Tusk, 2. A. Kwaśniewski, 3. L. Wałęsa, 4. W. Bartoszewski, 5. T. Mazowiecki, 6. Radosław Sikorski i 7. B. Komorowski.
 Zgodziłbym się na wyniki tego sondażu, gdyby spreparowano go pod hasłem - polskie miernoty polityczne. Ale gdy chodzi o mężów stanu, to komentować tego nie jestem w stanie. Niech tak zostanie. Chcesz szukać wśród nich polskich patriotów? Proszę bardzo, ale nie ze mną.
 Dla otrzeźwienia i odzyskania równowagi podam jeden jeszcze cytat. Chyba każdy z nas odgadnie, kto to powiedział:
 "Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce
 i wszystko, co czynię dla Kościoła,
czynię dla Niej"?
 Tak, masz rację. To powiedział ks. Stefan kardynał Wyszyński.
 I jeszcze jedno. Chcesz zastąpić w tytule tego tekstu słowo "współcześni" przez "fałszywi"?
 Proszę bardzo, nie widzę żadnych przeciwwskazań. Natomiast na pytanie - na co i na kogo czekamy, czyli kogo możemy uważać za prawdziwego polskiego patriotę? - postaram się odpowiedzieć za tydzień, słowami ks. Stefana kardynała Wyszyńskiego.
Emanuel Czyżo
www.eczyzo.mysle.pl
 
 

GONIEC NR 18/2010

 Bitwa o polski gaz
 Panie Redaktorze 
 W odpowiedzi na Pana krzyki rozpaczy wynikające z ogólnej niewiedzy 
 1. Amerykanie dzięki nowej technologii eksploatacji gazu łupkowego w ciągu  kilku lat stali się głównym producentem gazu ziemnego na świecie,  wyprzedzając Rosję. Zagrozili tym Gazpromowi na rynkach trzecich.
 Otóż nie Amerykanie, ale kilka firm amerykańskich i kanadyjskich gazowo-naftowych w ciągu ostatnich 10-20 lat, wkładając miliardy dolarów na badania, udoskonaliło sposób na wydobywanie gazu z tzw. łupków.
 Jest to analogiczne z udoskonaleniem technologii wydobywania ropy z "oil sands" w Albercie (Kanada) lub ropy u wybrzeży Brazylii (Rio de Janeiro - tzw. Carioca field; jeśli przypuszczenia się sprawdzą, to Brazylia prześcignie Rosję w produkcji ropy naftowej!!!) na głębokościach 6 km poniżej poziomu morza. Wszystkie te technologie są bardzo kosztowne - dlatego PROSZĘ nie spodziewać się niższych cen benzyny "any time soon"! Jak droga jest technologia pozyskiwania gazu z łupków, niech świadczy fakt, że Exxon zapłacił USD 40 bln za XTO Energy,  firmę, która tę technologię dopracowała. 
 Wszystkie nowe technologie sprawiają, że pozycja Gazpromu, ale i państw typu Katar, Kuwejt, przestaje być dominująca, jako że pojawiają się nowe konkurencyjne złoża gazu i ropy. 
 Jeśli chodzi o Gazprom, to rzeczywiście w niedługim czasie nadwyżka gazu w USA zachwieje jego dominującą rolę w Europie. Ameryka zamiast być importerem, zostanie eksporterem gazu, co wymusi zniżki cen gazu na rynkach światowych.
 2. Amerykanie kilka tygodni temu udokumentowali złoża zdolne zaspokoić potrzeby Polski na 120 lat - spowodować przestawienie energetyki i uczynić z Polski eksportera gazu.
 To stwierdzenie pokazuje fundamentalny brak pojęcia, w jaki sposób przemysł gazowo-naftowy pracuje i co oznacza słowo udokumentowali.
 Otóż tak naprawdę Amerykanie wyrazili przypuszczenie, że ponieważ geologia regionu, w którym gaz łupkowy znajduje się w USA, jest podobna do geologii Polski, części Niemiec, Słowacji, Węgier, Austrii itp., to jest prawdopodobieństwo występowania tegoż gazu w takiej samej postaci w tych regionach Europy. Jeśli to jest prawda, to oczywiście będą mogli wykorzystać swoje sprawdzone technologie.
 Natomiast od przypuszczenia do potwierdzenia jest dosyć długa droga - około 5-10 lat. Odbywa się to za pomocą kupowania koncesji i wierceń, które nie są tanie - każda taka przyjemność kosztuje (przynajmniej w USA i Kanadzie) USD 2-5 mln w zależności od głębokości.
 Aby potwierdzić zasoby gazu na 1 km kw., takich wierceń potrzeba kilka lub kilkanaście. Jeśli wiercenia to potwierdzą, to rzeczywiście możemy zostać producentem, a w przyszłości eksporterem gazu.
 3. Możliwość ta mocno niepokoi nie tylko Rosjan, ale Niemców, którzy obawiają się strategicznej nierównowagi i zagrożenia interesów swych korporacji.
 Rzeczywiście Rosjanie patrzą trochę krzywo na nową sytuację, ale z dwóch powodów: 
 - Po pierwsze, Gazprom i inne firmy wydały miliardy dolarów na budowę instalacji odbioru na wschodnim i zachodnim wybrzeżu USA i eksportu gazu skroplonego, budując w tym celu na przykład terminale takie jak Sachalin II (spodziewając się deficytu gazu w USA).
 - Jak się okazuje, USA nie tylko nie potrzebują gazu, ale będą miały własną nadwyżkę, którą zapewne będą chciały sprzedać w... Europie.
 - Inni eksporterzy gazu, tacy jak Trynidad, Katar, Algieria, mogą mieć takie same pomysły, co może spowodować nadwyżkę gazu w Europie i co za tym idzie, spadek cen, negatywny zwrot na inwestycji.
 W dłuższym terminie trudno jest przewidzieć sytuację, jako że zapotrzebowanie na gaz w Chinach i Indiach ciągle rośnie i gaz niektórych producentów będzie tam skierowany, wyrównując przy tym bilans "supply and demand".
 Jeśli chodzi o Niemcy, to nie wiem, jakie mają podejście. Są dosyć dużym importerem gazu z Norwegii, Rosji. Wydają miliardy euro, a właściwie to dotują budowę instalacji wiatrowych 10 GW (najwięcej w Europie mimo dosyć małej średniej prędkości wiatru - 5 m/s ) i na baterie słoneczne.
 Na zdrowy rozsądek wydawać by się mogło, że też by chcieli albo wydobywać tenże gaz u siebie, albo kupować w Polsce, chociażby żeby zdywersyfikować źródła dostaw.
 4. Berlin naciska na Warszawę w celu:
 a. ograniczenia eksploatacji Łupków (że niby brudna nieekologiczna technologia, a z Rosji jest czysty gaz);
   b. dopuszczenia Rosjan do kupna złóż i udziału w wydobyciu. 
 Nic nie jest mi wiadomo o naciskach Berlina, natomiast mój komentarz jest następujący. 
 - Wydobycie tego typu gazu rzeczywiście jest nieekologiczne i jeśli się nie mylę, wymaga dużo energii i wody - tak więc musimy uważać, żebyśmy w tej euforii nie zamienili się w pustynię.
 - Każde dziecko wie, że dopuszczenie Rosjan do jakichkolwiek strategicznych "assets" w Polsce, a szczególnie w sektorze energetycznym, nie wchodzi w grę, czy będzie Berlin naciskał, czy nie. A w zasadzie to dlaczego miałby naciskać - wystarczy pozwolić Rosjanom szukać gazu po niemieckiej stronie granicy - tam podobno też trochę jest. Oczywisty problem jest taki, że ani Gazprom, ani Niemcy nie mają na razie technologii, żeby taki gaz wydobywać. 
Notabene Rosjanie nie mają nawet technologii, żeby normalny gaz wydobywać z pola Sztokman na Morzu Barentsa i dlatego zapraszają do konsorcjum Norwegów. (Tak więc problem NordStream pod Bałtykiem nabiera trochę innego znaczenia - po prostu może najzwyczajnie na świecie nie być gazu do przesyłania rurą do Niemiec.)
 Niech się tego najpierw nauczą. Nie mówiąc już o środkach finansowych, które nowe inwestycje będą pochłaniały - Gazprom nie jest w tej chwili aż tak bogaty, jak się wszystkim wydaje.
 5. Gaz łupkowy to oczko Radka Sikorskiego - z jego inicjatywy niedawno odbyło się w Warszawie sympozjum na ten temat. Sikorski jest za zaangażowaniem Amerykanów.  Zaangażowanie takie oznaczałoby rzeczywiste, a nie egzotyczne gwarancje bezpieczeństwa. USA - nie można im tego zarzucić - troszczą się o swe koncerny naftowe.
 To jest prawda i dosyć ciekawym faktem. MSZ Polski, a nie Ministerstwo Środowiska, zorganizowało spotkanie i zaprosiło czołowe firmy amerykańskie i kanadyjskie. Nie obyło się bez deklaracji, uzgodnień i podpisania kilku porozumień.
 Ciekawy jestem, jeśli już ten gaz jest w Polsce, to kto go kupi?
 -  Zakontraktowaliśmy gaz od Gazpromu na następne 30 lat.
 - PGNiG też będzie chciał produkować normalny gaz i ciągle pokrywać minimum 30 proc. krajowego zapotrzebowania.
 - Nie mamy infrastruktury, żeby gaz eksportować - rura Jamal to joint venture między Gazpromem i PGNiG (plus 3 proc. jak na razie Gaz Trading Gudzowatego). Bez pozwolenia akcjonariuszy nie może być wykorzystana do rozbudowy i przesyłu gazu do Niemiec i dalej. No, chyba żebyśmy my chcieli dokładać do Ukrainy i wysyłać w drugą stronę (to taki żart).
 6. Rząd w Berlinie naciska premiera Tuska, aby ograniczyć rolę amerykańskich firm. Jedną z pierwszych ustaw podpisanych przez nowego p.o. prezydenta była ustawa zezwalająca ministrowi skarbu na ingerencję i zrywanie podpisanych umów "ze względu na bezpieczeństwo strategiczne".
 Rząd w Berlinie nie musiał na nikogo naciskać w sprawie ustaw. Już poprzednie rządy wpisały ustawy lub zmieniły statuty firm typu PGNiG, tak aby mogły budować nierentowne z punktu widzenia akcjonariuszy terminale do odbioru gazu skroplonego, ale ważne dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Nie jest to krytyka z mojej strony - a stwierdzenie faktu. 
 Jako że nie ma w Polsce pieniędzy na dywersyfikację źródeł energii, próbuje się wykorzystywać firmy prywatno-państwowe - stąd pomysły, aby KGHM (kopalnia miedzi) budowało elektrownie,  PGE połączenia elektryczne z Litwą. A tak swoją drogą, to kto zapłaci za budowę elektrowni atomowej i jak to wpłynie na zapotrzebowanie na węgiel i gaz w Polsce?
 Polska energetyka i górnictwo - niereformowalne od 30 lat - to temat na oddzielną dyskusję - tzw. związki zawodowe (a naprawdę grupy lobbingowe broniące swoich przywilejów i interesów) blokują jakąkolwiek restrukturyzację i chęć zmian. Wszelkie pieniądze są wydawane na premie i przywileje pracownicze, a nie na inwestycje. Dużo się ostatnio słyszy o imporcie rosyjskiego węgla do Polski (7 mln ton w 2009) i próbuje zablokować granice. Jak to jest możliwe, że czeskie firmy typu New World Resources notują rekordowe zyski z kopalni po drugiej stronie granicy, a my dopłacamy do interesu (przepraszam, kopalnia "Bogdanka" na Lubelszczyznie jest dochodowa) i chwytamy się ceł zaporowych. Znowu zwalimy winę na Rosjan, że chcą nas tym razem uzależnić od węgla?
 20-letnie pakiety socjalne w spółkach elektryczno-energetycznych z gwarancjami zatrudnienia i płac powodują brak pieniędzy na inwestycje. 
 Przejdźmy do finału tego artykułu. W tym kontekście nieważne jest, czy prezydent Kaczyński został zamordowany (???!!!), czy też nieszczęśliwy wypadek spowodował jego śmierć - nieważne, czy "stawiał się" pewnej opcji, dzisiaj liczy się to, by Polska się obudziła, by ludzie zdecydowali o swej przyszłości.
 Otóż ważne. Teorie spiskowe dziejów pokazują nas jako zakompleksiony naród zwalający winy i odpowiedzialność na innych. 
 Jak to się stało, że kwiat polskich elit leciał jednym samolotem? Gdzie były procedury i zdrowy rozsądek, pragmatyzm?
 Czyż nie jest z polskim podejście do prawa, zakazów i pouczeń jak ze staniem w kolejce - to znaczy wszyscy są zgodni co do tego, że to jest dobry pomysł i ułatwienie, ale każdy próbuje wejść bez kolejki i po znajomości. A W ZASADZIE TO O CO PAN APELUJE? JAKIE DECYDOWANIE PRZYSZŁOŚCI?
 O tych sprawach trzeba rozmawiać, te sprawy nie mogą być rozstrzygane poza plecami przez bandy politycznych kompradorów. Teraz rozstrzyga się przyszłość na kolejne 20-30 lat.
 Zgadzam się - trzeba na ten temat rozmawiać, ale też trzeba mieć trochę pojęcia i robić to w odpowiedni sposób, bez sprawiania wrażenia sensacji i podpuszczania ludzi do emocjonalnych reakcji na tle patriotycznym. Polski patriotyzm, w który nikt nie wątpi (!!!), może zostać lepiej spożytkowany.
 A w zasadzie, to o czym teraz rozmawiać? - Koncesje są sprzedawane (PLZ 3 mln za przyjemność, jeśli się nie mylę). Prawo dotyczące wydobycia ropy i gazu istnieje - tzn. jeśli ktoś wydobywa minerały lub gaz, to zapłaci tzw. royalty tax w Polsce. 
 Ktoś musi ponieść ekonomiczny koszt i ryzyko, żeby ten gaz znaleźć. Jeśli Pan redaktor jest tak ciekawy, to polecam ciągłe studiowanie raportów finansowych firm Exxon, Chevron, Marathon Energy, Petro Canada i innych. Jeśli coś znajdą, to nie omieszkają o tym poinformować swoich akcjonariuszy - a może Pan redaktor byłby chętny na akcje tychże firm.
 Polskie firmy - PKN ORLEN, LOTOS lub PGNiG same się nie rwą wiercić w Polsce, doskonale zdając sobie sprawę, jak ryzykowne jest to przedsięwzięcie i zarazem kosztowne.  W sumie gaz ten jest pod ziemią od milionów lat i geologowie o tym wiedzieli - NIKT NIE MIAŁ TECHNOLOGII, ŻEBY GO STAMTĄD WYDOBYĆ,
 O czym chce Pan redaktor rozmawiać i z kim???
 WSZELKIE INFORMACJE SĄ W INTERNECIE. 
 Czytam "Rzeczpospolitą", przeglądam "Dziennik", słucham polskiego radia... Nic o gazie, za to wiele o nagłej miłości Rosjan...
 Nic o gazie - czy to znaczy, że codziennie ma być wiadomość w głównych stacjach telewizyjnych i radiowych, jak przebiegają wiercenia? Zapewniam, jeśli ktoś coś znajdzie, to wszyscy się dowiemy. Po drugie, jeśli ktoś coś znajdzie, to inni też będą chcieli kupować koncesje i wiercić - wtedy skarb państwa skorzysta.
 Jeśli chodzi o Rosjan, to akurat tak się składa, że byłem w Moskwie i w Polskiej Ambasadzie w Moskwie kilka dni po katastrofie. Putin Putinem, ale zwykli Rosjanie rzeczywiście współczuli Polakom. Można nie lubić rosyjskiego rządu, ale wypadałoby się zastanowić, w jaki sposób nie zrazić do siebie zwykłych Rosjan.
 Jak długo na Wawelu Zygmunta bije dzwon.
 NA KONIEC
 Wściekłość? To mało powiedziane... 
 STRONNICZOŚĆ REDAKTORA I BRAK WIEDZY? TO MAŁO POWIEDZIANE
 With kind regards
Dariusz Lis

 Szanowny Panie, 
 1. "Amerykanie" to znaczy firmy amerykańskie - skrót myślowy.
 2. Technologie wydobywania ropy z oil sands i gazu z łupków nie są analogiczne - opierają się na odmiennych zasadach - patrz mój tekst na str. 56. 
 3. Technologia pozyskiwania gazu z łupków jest droższa od wiercenia wertykalnego, ale fakt, że Exxon zapłacił 40 mld dol. za XTO, ma do tego tyle, co piernik do wiatraka. Zresztą transakcja ta dokonana została na zasadzie wymienienia się akcjami "bezgotówkowo". Myli Pan koszt pozyskania patentu i wiedzy z kosztem eksploatacji. Zapewniam Pana, że gdyby nasza cywilizacja nie znała koła, a ktoś je wynalazł to też za to kazałby sobie słono zapłacić, mimo prostoty wynalazku i małych kosztów jego wdrożenia.
 4. To, że cena gazu spada, nie znaczy, że taniej gaz kupować od kogoś, niż samemu eksploatować własny, tym bardziej że cena spada właśnie za sprawą eksploatacji gazu łupkowego, a więc komuś jednak się opłaca.
 5. Polskie złoża łupków są udokumentowane, nawet eksploatując zaczopowane odwierty, które nie przynosiły wiele gazu, można przy użyciu nowych technik sporo uzyskać.
 6. Rurociągi zawsze można wybudować, to nie jest rzecz dana raz na zawsze. 
 7. Na koniec ad personam. Zanim zarzuci Pan komuś niewiedzę, warto uzupełnić własne wiadomości. Widzi Pan, mam taki zawód, który każe mi znać się "na wszystkim i na niczym", stąd moja głęboka pokora "wobec materiału". Lubię się uczyć. Czego Panu też życzę.
 Andrzej Kumor
 

  Tuskowy odprysk
 Do Ontario zawitała na zaproszenie Konsulatu RP grupa parlamentarzystów, na czele z marszałkiem Senatu Bogdanem Borusewiczem.
 Cel wizyty jest dla mnie niezbyt jasny, ale biorąc pod uwagę zbliżające się wybory i wyłonionego przez  Platformę Obywatelską marszałka Senatu, śmiem przypuszczać, że chodzi o dwie sprawy. Zbadanie nastrojów Polonii przed zbliżającymi się wyborami w Polsce oraz dyskretna agitacja za kandydatami Platformy. 
 Po krótkim wywiadzie udzielonym mi przez pana  Marszałka  zaskoczony jestem faktem dziwnej metamorfozy poglądów byłego bardzo aktywnego działacza NSZZ "Solidarność", współzałożyciela Związku razem z panią Anią Walentynowicz, Gwiazdą i innymi. Aresztowanym w 1968 roku i skazanym na trzy lata więzienia za produkcję i kolportaż antypartyjnych ulotek - liczył sobie wtedy 19 wiosen! W 1976 roku wstępuje do KOR-u i współredaguje pismo podziemne "Robotnik". W stanie wojennym 1981 r. przechodzi do podziemia i jest poszukiwany przez SB, z Kornelem Morawieckim i Zbyszkiem Bujakiem na czele. Jest na priorytetowej liście "wrogów państwa". W 1986 roku zostaje znowu aresztowany za działalność "wywrotową". Zostaje zwolniony na mocy amnestii w 1988 r. Po wyjściu z więzienia wraca do działalności związkowej w stoczni. Po puczu wałęsowskim i rozwiązaniu prawowitego rządu Jana Olszewskiego odchodzi od Związku i wybiera działalność polityczną. W 2007 wybrany zostaje do Senatu RP z listy Platformy Obywatelskiej. Człowiek o takiej przeszłości powinien być w grupie fanatycznych niemal patriotów, wspierać Prezydenta, którego patriotyzm jest bezdyskusyjny. Ten były współpracownik braci Kaczyńskich dokonał moralnej zdrady swoich towarzyszy. Przyjął "marchewkę" od premiera Tuska, jawnego wroga braci Kaczyńskich! Myślę, że zadziałały podobne mechanizmy jak w przypadku Wałęsy, Wujca czy Michnika. W moim krótkim wywiadzie zainteresowany byłem, jakie jest stanowisko pana Borusewicza w sprawach zasadniczych. Celowo nie poruszałem tematu katastrofy, gdyż na temat przyczyn tragedii nikt nie potrafi jasno odpowiedzieć jeszcze.
 ***
 Andrzej Załęski:  Panie Marszałku, Panie Bogdanie. Chciałbym utrzymać tę formę zwracania się do siebie po imieniu, gdy razem walczyliśmy o suwerenną Polskę! Mamy akurat przerwę w tym wspaniałym koncercie organizowanym przez Andrzeja Rozbickiego. Czy mogę zadać Panu tylko dwa pytania (utaj się przedstawiłem)
   Marszałek Bogdan Borusewicz: Ależ proszę bardzo. 
 - Znam pańską chwalebną przeszłość w tworzeniu struktur NSZZ "Solidarność" z Anią Walentynowicz i Gwiazdą razem. Jak Senat RP pod pańskim przewodnictwem mógł zatwierdzić niekorzystną umowę z Rosją na dostawy gazu aż do 1937 roku? Będąc świadomy odkrycia złóż gazu łupkowego na Podkarpaciu  i rozpoczętych prac geologicznych?
 - Proszę pana! Ależ ta umowa jest bardzo korzystna dla Polski i my potrzebujemy dużo gazu, a oni zapewnią nam te ilości gazu. 
 - A własnego gazu z Podkarpacia, dużo tańszego, nie bierze Senat pod uwagę? Że Polska będzie politycznie uzależniona od Rosji? 
 - Proszę  pana! Oni ten gaz zaczną może wydobywać za dwadzieścia lat i to będzie dobry termin. A my gazu potrzebujemy już teraz. 
 - Uważa pan,że wydobycie gazu z łupków to na wodzie palcem pisane?   - Ależ oczywiście...
 - Drugie pytanie. Panie  Marszałku, jak Pan ocenia stan Polski obecnie. Źle, średnio czy dobrze? 
 - Jesteśmy jedynym krajem, którego ominął kryzys światowy i problemy finansowe. Mamy dodatni PKB.
 ***
 Polska się rozwija i jest na czele krajów europejskich... Usłyszałem fanfarę Donalda Tuska. Prawdę znamy wszyscy. Polska jest wyprzedawana totalnie z zakładami, gruntami, przemysłem metalowym, wydobywczym, hutniczym, ceramicznym i rolniczym. Masowe zwolnienia z pracy, niedofinansowanie z tej przyczyny oświaty i kultury, brak perspektyw dla wielu absolwentów uczelni, fatalny stan na pograniczu bankructwa systemu opieki zdrowotnej, bankructwo systemu emerytalnego, 76 mld złotych deficytu, drożyzna cen narzucona przez  zagraniczne spółki, afery w systemie sprawiedliwości. Nadal ogromna korupcja i kumoterstwo. Ekspansja zjawisk kryminogennych, w tym brak bezpieczeństwa na ulicach miast; w końcu utrata elity intelektualnej polskiej,  za co pośrednio winę ponosi Tusk i jego brygada, izolując Prezydenta od spraw zasadniczych, w tym od wspólnych obchodów katyńskich.
 Pan Marszałek zapomniał, że to prezes NBP pan Skrzypek i Prezydent przeciwni byli wprowadzaniu strefy euro. A o wprowadzenie waluty euro usilnie zabiegał sam Tusk. Myślę, że krach w Grecji, Hiszpanii i Portugalii ostudził nieco zapały  premiera.
 O tym niespotykanym rozwoju RP pan Borusewicz grzmiał w przemówieniu na sali SPK przy ul. Beverley i wtórowali mu notable z Konsulatu. Po cienkich oratorskich popisach tej znanej nam nowomowie sukcesu i euforii, nastała cisza przerywana pobrzękiwaniem kieliszków, szuraniem i cichymi rozmowami. Atmosfera stawała się martwa, przypominała mi spotkania rodzinne w Pottery Funeral Home na  wiadomą okoliczność.
 Zabrakło chociażby subtelnej muzyki płynącej z głośników. Żal mi się zrobiło moich rodaków i na poczekaniu zorganizowałem spontanicznie występy młodego pianisty z UT z wydziału artystycznego Jakuba Cyraka. Jakub rozpoczął polonezem As-dur Chopina i potem zagrał jeszcze cztery utwory. Goście zbliżyli się do estrady, oklaskując młodego artystę. Ludzie się ożywili, a ja ostatni utwór zadedykowałem na cześć i wspomnienie Prezydenta i jego małżonki Marii oraz pozostałych ofiar. "To hańba i wstyd, że na tej sali nikt nie wspomniał i nie wyraził żalu po utracie elit Państwa. To wstyd, że nikt nie zorganizował koncertu na cześć ich pamięci. Ludziom, którzy zginęli, pełniąc służbę." Następnie włożyłem mikrofon do fortepianu, żeby ten utwór zabrzmiał z mocą... Wtem wicekonsul wbiegł na estradę i wyszarpnął mi mikrofon z ręki, uciekając po schodkach!!!
 Nie miałem zamiaru już przemawiać, przypuszczam, że wicekonsul otrzymał stosowne rozkazy z góry, żeby przerwać tę dedykację. Jakub zagrał do końca, a mnie nasunęły się takie refleksje:
 1/ SPK leży na terenie Kanady, więc konstytucja  Kanady obejmuje to terytorium, a z tym gwarantuje mi wolność słowa i wypowiedzi, tym bardziej, że moje przemówienie nie zawierało treści z "pogranicza"; 
 2/ Pan wicekonsul od spraw Polonii, nie będąc na terytorium swojego kraju, złamał prawo tutaj obowiązujące, zabierając mi nośnik dźwięku, który do niego nie należał, czyniąc próbę przerwania koncertu Jakubowi i dyskredytując mnie;
 3/ Kładę ten incydent na karb młodego wieku tego pana, a z tym się wiąże nieumiejętność  zachowania się w niespodziewanych sytuacjach, i braku doświadczenia;
 4/  Jestem zobowiązany  przypomnieć panu konsulowi, że byliśmy wszyscy w Domu Polskim i  czuliśmy się u siebie, gdzie takiego uczucia  nie mogę odnaleźć,  będąc w Konsulacie RP na Lakeshore;
 4/ Muszę również powiedzieć  że z tych i innych powodów  musiałem Polskę opuścić przez obóz w Traiskirchen, ale z Kanady już nie wyjadę, mam nadzieję, że to ten pan terytorium tego kraju opuści i nie będzie eksportował prześladowań  ludzi pióra, tak jak to ma miejsce  w polskiej rzeczywistości. Wszystkie osiągnięcia Prezydenta Kaczyńskiego i jego ekipy są w kraju dewaluowane i wyciszane. W geście z SPK widzimy, po czyjej stronie stoi  Konsulat RP. Polonia wie i jest świadoma sytuacji w kraju i zapewniam panów, że wie, na kogo oddać głosy.
 Ponieważ pracownicy konsulatu są poza jurysdykcją kanadyjskiego wymiaru sprawiedliwości, cały incydent  puszczam w niepamięć  i tak po polsku  wybaczam. 
Andrzej Załęski
Toronto
 

GONIEC NR 17/2010

 Budujemy naszą, nową Polskę,    póki czas! 
 Za nami ogrom przeżyć, nie mniej bogatych od papieskich pielgrzymek. Tam mieliśmy mądrość Papieża-Polaka i dużo oklasków, tu mieliśmy ciszę, wielce wymowną ciszę i mądrość narodu, odważnie i jasno prezentowaną na każdym kroku. Tam był jeden wielki nauczyciel narodu polskiego. Tutaj nauczycielem był naród, poprzez swoją postawę i poprzez odkrycie prawdy i odkrycie fałszu, którym był karmiony przez wiele ostatnich lat. I co najbardziej cieszy, był to nauczyciel młody, młode pokolenie Polaków. Tutaj "słuchacze" mogli zrozumieć od razu, że zmarnowaliśmy jako naród wiele ostatnich lat. Daliśmy się otumanić. Milczeliśmy, chociaż już nie musieliśmy milczeć, bo to też jest prawda, gdy lżono z naszego prezydenta, gdy zakłamywano naszą historię, wyśmiewano nasz patriotyzm, chciano decydować o losie naszej ojczyzny bez nas, bez obywateli tego kraju.
 Niech specjaliści precyzyjniej określą, kto jest za taką sytuację najbardziej winny. Czy politycy, czy media, czy sam naród? Ja myślę, że każda z tych grup powinna poczuwać się do winy.
 Za nami ogrom przeżyć i przemyśleń. Nie słyszałem żadnego przyznania się do winy, ani tych co myśleli, że nami rządzą, czyli rządzicieli, ani tych, którzy odpowiedzialni są za fałsz, oszczerstwa i tumanienie narodu, czyli media niepolskie. Jedynie naród, chociaż bez słów, przyznał się do winy, że dał się tak otumanić, i co więcej, pokazał, że zorientował się już, gdzie leży prawda i jak ona wygląda. To już jest ogromny postęp, ale to jest dopiero pierwszy krok we właściwym kierunku. 
 Nie możemy liczyć na to, że od jutra wszystkie media będą służyć prawdzie i narodowi. Chociaż mam nadzieję, że wielu dziennikarzom zabije mocniej serce i skieruje ich myśli i ich pracę na właściwe tory. 
 Nie możemy oczekiwać, że od jutra wszyscy politycy zaczną służyć prawdzie i narodowi. Ale jest nadzieja, że część z nich zrozumie, że ich podstawowym zadaniem nie jest służba swojej partii i słuchanie się swojego wodza, ale, że ich głównym zadaniem jest słuchanie się narodu i służenie ojczyźnie.
 Mam też nadzieję, że niektórzy dziennikarze i niektórzy rządziciele przestaną szkodzić Polsce i Polakom, i usuną się w cień na zawsze. Pierwszym kandydatem do dymisji jest oczywiście p. Tusk, następnym p. Klich, minister obrony narodowej. Na sobotnich i niedzielnych uroczystościach pogrzebowych kilku z nich "usłyszało" dość jasną odpowiedź, co o nich myślą ci, którzy byli obecni na tych uroczystościach. Cała Polska i reszta świata mogła zobaczyć i "usłyszeć", z jakim "entuzjazmem" przyjęto ich wystąpienia. Tylko, czy im samym starczy uczciwości i odwagi, aby podjąć właściwe decyzje? Tylko czy nam wystarczy sił i woli, aby do końca zrozumieć, co się działo w Polsce i z Polską do dnia 10 kwietnia 2010. Aby to zrozumieć, niepotrzebne są nam czarne skrzynki, wystarczą szare komórki. 
 Mam nadzieję, że po tej narodowej żałobie  przypomnieliśmy sobie, że światem rządzi Bóg, że naród polski jest w rękach Boga. Mam nadzieję, że zrozumieliśmy, że w Polsce nie mogą już dłużej rządzić dotychczasowi rządziciele. 
 Naszym zachowaniem zaszokowani, zadziwieni byli dziennikarze zagraniczni. Wielu z nich widziało już w życiu wiele. Ale takiego narodu nie widzieli jeszcze. Nie zdawali sobie nawet sprawy, że jest jeszcze możliwe, aby w "nowoczesnej" Europie, w "nowoczesnym" świecie istniał jeszcze naród, który potrafi się modlić, który opiera swoje życie i swoje nadzieje na Bogu, na Bożym miłosierdziu. Pięknie to spuentował Bronisław Wildstein, porównując nicość i nijakość obecną w czasie żałoby po lady Di i głęboką zadumę, gorącą modlitwę w czasie naszej narodowej żałoby. 
 Na szczęście pochowały się gdzieś w swoje nory te hieny, które tak szalały do 10 kwietnia w Polsce. Bez "zakłóceń" pokazaliśmy światu "nowoczesnemu", jaka jest różnica, gdy żyje się z Bogiem i gdy żyje się bez Boga. Jak zachowuje się naród wierny Bogu i swojej historii. Szanujący i miłujący prawdę. I do czego jest zdolny. Chociaż serca ściskały się z bólu w każdym z nas, chociaż wiemy, że prawdy o ostatniej tragedii też jeszcze nie znamy, to oddaliśmy te sprawy Bogu i naszej Królowej. 
 Dokąd prowadzi ludzi i narody życie bez Boga, widzimy na przykładzie Europy. Dokąd może prowadzić ludzi i narody życie z Bogiem, pokazaliśmy my, Polacy, w tych dniach próby.
 Ale również sami zobaczyliśmy, jak wygląda życie bez hien. I chyba zrozumieliśmy, że potrafimy i pragniemy żyć bez tych hien. Ten okres wyciszenia i zadumy od razu otworzył wielu Polakom nie tylko oczy, ale i serca, i rozum. Tego skarbu, który się nam na nowo ukazał, nie wolno nam zatracić. Tym  skarbem jest miłość i służba Ojczyźnie. Umiłowanie prawdy. Uszanowanie władcy, który chce służyć narodowi i prawdzie, ale również wskazanie drogi - odejdź w niepamięć, jeśli twoim zamiarem nie jest służba Polsce i Polakom. 
 Może nasi rządziciele nie zrozumieją jak należy tej narodowej tragedii ostatnich dni. Może nasi dziennikarze-fałszerze też nie zrozumieją należycie tej tragedii. Ale nam, Polakom, narodowi polskiemu, nie wolno tej lekcji od Boga nie zrozumieć. Czy będziemy czekać, aż miłosierny Bóg, który ukochał swój lud, ześle na nas następną tragedię? A jeśli w Miłości swej postanowi już więcej nas tak srodze nie upominać, to co? To mamy zmarnieć do końca, tak jak marniejemy już od wielu lat?
 Niech każdy z nas, niech cały naród powtarza za św. Faustyną Kowalską - Jezu ufam Tobie! I stanie do budowania nowej, lepszej Polski na Bożych fundamentach znanych nam od tysiąca lat. Dochowajmy wierności naszym narodowym nauczycielom! Dochowajmy wierności Ślubom Jasnogórskim narodu polskiego! Wybudujmy wreszcie na chwałę Bogu i na chwałę polskiego narodu świątynię Bożej Opatrzności! I wybudujmy wreszcie nową Polskę. 
 Do Polski sprzed 10 kwietnia nie ma już powrotu!
 Przed laty chciano z nas zrobić wierzących i niewierzących. Chciano z nas też zrobić lewicę i prawicę. Chciano z nas zrobić zwolenników PO i zwolenników PiS-u. Zwolenników Tuska i zwolenników Jarosława Kaczyńskiego. A naród powiedział - nie, najpierw musimy być katolikami, potem musimy być Polakami, a potem dopiero, jeśli to konieczne będzie, możemy mieć różne poglądy na sprawy mniejszej wagi. To jest odpowiedź, którą dał naród w tych dniach próby i do rządzicieli, i do fałszerzy-dziennikarzy.
 Żywą reakcję wywołały słowa przedstawicielki Rodzin Katyńskich, córki zmarłego tragicznie prezesa Federacji Rodzin Katyńskich, Andrzeja Sariusza-Skąpskiego - "Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie...". Słowa tej z serca płynącej modlitwy szeptały pokolenia Polaków. Słowa przestrogi przed zapomnieniem powtarzały osierocone córki i pozbawieni ojców synowie, w epoce komunizmu traktowani jak obywatele drugiej kategorii, na co dzień karani przez system za winy niepopełnione - zaznaczyła Izabela Sariusz-Skąpska. 
 A może ten ból i ta refleksja stanie się początkiem i mojego nawrócenia, zaczynem nowego, lepszego życia? O tak, gdyby ci nasi zmarli mogli ofiarować Bogu przemianę naszego życia, pogłębienie naszej wiary, gotowość pełnienia woli Bożej, pragnienie życia z miłością czynną wobec innych, ich śmierć miałaby głębszy sens, a oni sami stanęliby ozdobieni przed Bogiem godową szatą miłości, bo przecież, jak mówi Pismo Święte, "tylko miłość zakrywa mnóstwo grzechów". Te mądre słowa wypowiedział na placu Piłsudskiego ks. abp Józef Michalik.
 Tyle naród i Kościół katolicki w Polsce zrozumiały z tej narodowej tragedii.
 A jeśli chcemy dowiedzieć się, czego zabrakło nam w tym okresie narodowej żałoby, to trzeba, aby każdy z nas przeczytał ze zrozumieniem raz jeszcze tekst p. prof. Piotra Jaroszyńskiego. A także całe wystąpienie ks. abp. Józefa Michalika, p. prof. Zbigniewa Krasnodębskiego, ks. kard. Stanisław Nagy z Krakowa. Rozmowę z p. Januszem Śniadkiem, przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność", rozmowę z ks. abp. Andrzejem Dzięgą, metropolitą szczecińsko-kamieńskim. Wszystkie te przemówienia i rozmowy zostały opublikowane w "ND" z datą 19 kwietnia. 
 W tym okresie narodowej żałoby i odkrywania prawdy zabrakło nam kilku zdań zaczynających się od słów - przepraszam, żałuję... Żaden nasz "władca" nie poczuwał się do winy. Nikomu nie przyszło do głowy, aby przeprosić śp. Prezydenta Rzeczypospolitej za wyrządzaną mu krzywdę. Nikomu z nich nie przyszło do głowy, aby przeprosić naród cały za wyrządzane mu krzywdy. To samo odnosi się do fałszerzy - dziennikarzy. Prawie w każdej rozmowie goście zaproszeni do studia telewizyjnego mówili jasno o krzywdzie, jaką dokonywały przez ostatnie lata media. Pani redaktor miała nawet ochotę mocniej zaprotestować i zacząć się bronić, ale p. Marek Nowakowski kilkoma jasnymi zdaniami "uspokoił" jej zamiary. Wniosek, jaki można wyprowadzić z tych zachowań i "władców", i mediów, jest taki - Same anioły oni są!
  Jak się można było spodziewać, skoro tylko zakończyła się oficjalna żałoba narodowa, wszystkie hieny wyszły znowu ze swoich nor. W tym także i "Rzeczpospolita", która już zdążyła przeprowadzić "sondaż" dla wyborów prezydenckich.
 Nie dajmy się raz jeszcze zastraszyć! Nie dajmy się znowu otumanić kreaturom, czyli tym co chcą kreować rzeczywistość, zamiast przedstawiać rzeczywistość taką, jaka ona jest naprawdę. 
 W tych ważnych dniach nie zwracajmy uwagi na żadne sondaże. Najlepiej nie bierzmy do ręki fałszywych gazet. Nie słuchajmy fałszywych stacji radiowych i telewizyjnych. Nie słuchajmy tych, co myślą, że nami rządzą od kilku lat, czyli rządzicieli.
 Zaufajmy ludziom uczciwym. Nie jest ważne, czy kandydatem PiS-u będzie Jarosław Kaczyński, czy Zbigniew Ziobro, czy p. Zyta Gilowska, czy p. prof. Szeremietiew, czy p. Marek Jurek, czy p. prof. Kleiber, czy ktokolwiek inny. 
 To nie jest ważne. 
 Ważne jest, abyśmy zaakceptowali tego kandydata, którego zaproponuje PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Nie dyskutujemy nad tą kandydaturą. Zaufajmy i zaakceptujmy ją. A następnie weźmy wszyscy udział w wyborach i oddajmy swoje głosy na tego kandydata. Wtedy zwycięstwo nasze będzie pewne i niepotrzebna będzie żadna druga tura wyborów. Bo jest nas więcej niż naszych wrogów. Tylko musimy wszyscy wziąć udział w wyborach.
 Ta tragedia narodowa to była nasza próbna matura. Egzamin ten zdaliśmy na 5+. Teraz przed nami egzamin dojrzałości - wybory prezydenckie. Ten egzamin też musimy zdać na 5+.
 Nie ma powrotu do tej Polski, która była przed 10 kwietnia 2010 roku!
 Emanuel Czyżo

  Do Członków, Sympatyków 
 i Przyjaciół!
 Do wrażliwych i uczciwych Rodaków  w kraju i za granicą!
 Apel o pilną pomoc i poparcie!
 Ostatnie dni spontanicznego zachowania się w czasie narodowej żałoby wykazały, że zdecydowana większość Polaków ma postawy patriotyczne i manifestacyjnie deklaruje je. By zweryfikować praktycznie te postawy, Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu, pierwszy w Polsce i na świecie, apeluje do patriotycznie nastawionych obywateli o pomoc, finansową, m.in. na konserwację  Pomnika Ofiar Stalinizmu stojącego od ponad 20 lat w centrum  Wrocławia i wymagającego naprawy. 
 Pomnik był  wielokrotnie dewastowany przez tzw. nieznanych sprawców. Jego budowę zainicjował Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu  w miesiącu kwietniu, Miesiącu  Pamięci Narodowej, a zbudowany przez Ofiary represji stalinowskich  w  CZYNIE OBYWATELSKIM, SPOŁECZNYM, i odsłonięty 17 września 1989, w 50. rocznicę agresji Związku Sowieckiego na Polskę. Komitet jest Stowarzyszeniem zarejestrowanym i posiada osobowość prawną. Działa już 20 lat i realizuje cele patriotyczno-narodowe. 
 Przede wszystkim zabiega i upomina się o naprawienie krzywd moralnych wyrządzonych Polakom przez rodzime i obce siły stalinowskie, a także w okresie poststalinowskim.
 Komitet inicjuje i organizuje przeciwdziałania powstawania nowych krzywd i nieprawości.
 Dąży także  do ujawnienia prawdy  o przeszłości  m.in. wypełnienia tzw. białych plam w najnowszej historii Polski oraz napiętnowania i ukarania zbrodni stalinowskich.
 Komitet prowadzi działania zmierzające do oddania hołdu tym wszystkim, którzy zginęli gdzieś daleko od Ojczyzny lub zostali zamęczeni w kraju przez oprawców stalinowskich.
 Uważamy, że ukazywanie prawdy może i powinno służyć także teraźniejszości i stanowić przestrogę przed powtórzeniem podobnych wynaturzeń przez kolejne obozy rządzące. 
 Naprawienie naszego "Polskiego Domu" wymaga wielu wyrzeczeń, poświęceń, heroizmu, a przede wszystkim dobrych obywatelskich, patriotycznych przykładów.
 Nie można jednak oczekiwać pożądanych postaw obywatelskich i patriotycznych jeśli nie uczyni się ,nawet spóźnionego i choćby symbolicznego, ale szczerego gestu wobec ludzi okrutnie skrzywdzonych w przeszłości, za to tylko, że byli Polakami, że kochali swoją Ojczyznę, że się dla niej poświęcali, cierpieli głód, prześladowania, poniżenia, poniewierkę, odnosili rany, umierali.
 Komitet nigdy nie był i nie jest dotowany przez budżet państwowy,  przez samorządy lokalne ani przez żadne instytucje zagraniczne. Działał  bez jakiekolwiek pomocy i zainteresowania ze strony władz państwowych i samorządowych, przez minione 20 lat. Pomnik ma doprowadzony gaz miejski i jest oświetlony.  Mieszkańcy i przyjezdni spotykają się przed pomnikiem w czasie uroczystości narodowych. W czasie spotkań na szczycie pomnika płonie znicz (gazowy). Cokół pomnika wymaga pilnie remontu, m.in. uszczelnienia i zabezpieczenia cokołu granitowego: zsunięcia  kamiennych bloków, umocnienie  konstrukcji przed kontrolą inspekcji budowlanej. Większość  członków, opiekunów Pomnika już nie żyje lub  ma około 80 - 90 lat. Nie jest w stanie podołać tym fizycznym pracom. Poza tym są to bardzo biedna ludzie (pobierają 700-900 zł emerytury). Dlatego Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu zmuszony jest  żebrać  o pomoc u tych, którzy mają trochę więcej i wyrażają postawy obywatelskie, patriotyczne. 
 Każde wsparcie będzie kwitowane publicznie w Internecie i na piśmie w formie podziękowania imiennego. Chodzi także o to, by tę obywatelską  postawę demonstrowaną w czasie  narodowej żałoby spektakularnie potwierdzić publicznie. Liczymy na pomoc! 
 Konto: Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu, Bank Pocztowy O/Wrocław Nr 31 1320 1999 2311 6535 2000 0001 (prefiks za granicą POCZPLP4).
 Komitet Pamięci Ofiar 
Stalinizmu w Polsce 
Leszek Skonka
 

GONIEC NR 16/2010

 Straciliśmy przyjaciela
  Straciliśmy przyjaciela. Jako Prezydent Polski, Lech Kaczyński z całą siłą i szczerze wspierał Izrael oraz naszą tutejszą żydowską społeczność. Ostatnio, bardzo mocno przeciwstawił się Raportowi Goldstone'a, przygotowanemu dla ONZ, w którym oskarża się Izrael o dokonanie przestępstw wojennych w Gazie. 
 - Lech Kaczyński był pierwszym prezydentem, który zapalił świece z okazji święta Chanuka w Pałacu Prezydenckim. Od trzech lat mam honor kierować tą ceremonią.
 - W grudniu 2008 r. jako pierwszy polski prezydent odwiedził synagogę Nożyka, centrum życia społeczności żydowskiej w stolicy, aby zapalić pierwszą świecę Chanuka.
 - Zorganizował specjalną uroczystość, aby uhonorować Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, nie-Żydów, którzy narażali życie, aby ratować Żydów w czasie Holokaustu.
 - Jako jeden z pierwszych popierał ideę utworzenia w Warszawie Muzeum Żydowskiego, które obecnie tam się wznosi.
 Dwa lata temu, w czasie  wizyty w Katyniu, obydwaj modliliśmy się  przed tablicą upamiętniającą rabina Barucha Sternberga, głównego rabina Wojska Polskiego, który został zamordowany w Katyniu wraz  z setkami żydowskich żołnierzy. Ocenia się, że około 10 proc. zamordowanych w Katyniu polskich żołnierzy stanowili Żydzi.
 Prezydent wiele razy podkreślał, że musimy również pamiętać o żydowskich żołnierzach ofiarach Katynia.  Powiedział również, że nie można zrozumieć historii Polski, nie znając roli Żydów w ciągu prawie 1000 lat historii.
 Katyń stał się symbolem ostatnich śladów II wojny światowej oraz komunistycznych kłamstw. Ostatecznie to kłamstwo się załamało. W kwietniu 1940 roku NKWD (poprzednik KGB) wymordowało ponad 22 tysiące polskich elit wojskowych, przypisując tę zbrodnię nazistom przez  następne 70 lat. W czasach komunizmu Sowieci całkowicie zaprzeczali swojej odpowiedzialności za zbrodnie. Trzydzieści lat temu zaczęli stopniowo przyznawać się do swojego udziału. Następnie, ówczesny prezydent Rosji Władimir Putin znów powrócił do kłamstw z czasów komuny, odmawiając uznania winy Sowietów za zbrodnię katyńską.  Dopiero w ostatnią środę w czasie uroczystości, w której wzięli udział obydwaj premierzy, Rosji - Władimir Putin oraz Polski - Donald Tusk, Putin po raz pierwszy zrobił aluzję, że to masowe morderstwo zostało dokonane w czasie totalitarnej władzy Stalina.
 Również Maria  Kaczyńska, pierwsza dama, była szczególną osobą - ciepłą, otwartą i cierpliwą.  Jej  uśmiech mógł oświetlić pokój. Każda osoba, która się z nią zetknęła, czuła się specjalna. Czy to podczas żydowskich ceremonii w Warszawie, czy też w Nowym Jorku w czasie wizyty w synagodze Park East, czy w czasie spotkań z kalekimi dziećmi, o które się troszczyła.
 Na pokładzie samolotu byli również inni nasi przyjaciele. Ojciec Roman Indrzejczyk był jednym z pierwszych księży, którzy się zaangażowali w dialog z Żydami i potępiał antysemityzm. Polski, ortodoksyjny biskup Miron Chodawski, zawsze uśmiechnięty i troskliwy. Andrzej Przewoźnik współpracował z nami przy zabezpieczeniu obozu śmierci w Bełżcu; obecnie w Polsce prowadzone są podobne prace w Sobiborze. Mariusz Handzlik walczył o prawdę dotyczącą Izraela i Żydów. Uczestniczył w mojej rodzinnej uroczystości z okazji bar micwa mojej córki. 
 W stosunkach polsko-żydowskich następują istotne zmiany dzięki spokojnej dyplomacji i wytrwałości. To może być przykładem dla całego świata.
 A tu nagle taka tragedia. Znów  zginęli Polacy z powodu Katynia.  Polska jest w szoku.  Nie wiemy, jak sobie w Polsce poradzić z taką stratą 96 ludzi, wśród których było wielu czołowych polityków. Prezydent i jego żona, piętnastu posłów na Sejm i trzech senatorów, pięciu wysokich wojskowych. Brakuje mi słów, aby opisać ból i cierpienie całego narodu. Straciłem przyjaciół. Żydzi i Izrael stracili przyjaciół.
 Przyjaciele, których straciliśmy, walczyli, aby uczynić Polskę lepszą i Polska już jest lepsza dzięki nim.
Naczelny Rabin Polski
Michael Schudrich
Specjalnie dla: The Jewish Week
(16 kwietnia 1010)

 Od Redakcji The Jewish Week
 W wyniku katastrofy samolotu pasażerskiego sowieckiej konstrukcji zginęli pod Smoleńskiem: Prezydent Polski Lech Kaczyński, jego żona oraz 94 innych pasażerów,  wśród nich wiele ważnych osobistości życia publicznego.
 Przywódcy żydowskiej społeczności w Polsce opłakują Prezydenta Lecha Kaczyńskiego jako wielkiego przyjaciela Żydów oraz Izraela.  Uczestnicy corocznego Marszu Żywych nieśli w tym tygodniu czarne żałobne przepaski po stracie Prezydenta.
 Na pokładzie pechowego samolotu miał być również Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich oraz wielu działaczy żydowskiej społeczności.  Jedynie z powodu szabasu nie wsiedli do tego samolotu. Rabin Schudrich był od wielu lat zaprzyjaźniony z Lechem Kaczyńskim,  jeszcze w czasie kiedy był on Prezydentem Warszawy. Prezydent Kaczyński systematycznie brał udział w uroczystościach z okazji świąt w głównej synagodze stolicy, kilkanaście razy odwiedzał Izrael, podarował plac w Warszawie pod budowę Muzeum Historii Polskich Żydów oraz przywrócił obywatelstwo polskie 15 tysiącom Żydów, których usunął z kraju reżim komunistyczny w 1968 roku.
(Z angielskiego tłumaczył Stan Sas)
 

 Wierzę w siłę polskiego narodu
 i w nasze zwycięstwo
 Nic się nie dzieje na tym świecie bez udziału Boga. A więc i tragedia narodowa, która miała miejsce 10 kwietnia 2010 roku, też miała Bożą akceptację. A skoro tak, to dla człowieka wierzącego, dla każdego Polaka, jest to sygnał do głębokich przemyśleń. Co Bóg mówi do nas, Polaków, dopuszczając tak wielkie nieszczęście na naród polski? To jest pytanie dla każdego z nas. Ale nie dla każdego z nas oddzielnie, tylko dla wszystkich nas razem. Bez Boga nie zbudujemy naszej Polski. Bez Boga możemy zniszczyć wszystko, możemy nawet zniszczyć Polskę, co działo się aż do dnia 10 kwietnia 2010 roku. A czy ten proces będzie się toczył dalej, to raz jeszcze od nas zależy. 
 Dla mnie ta tragedia narodowa, ten Katyń 2, to sygnał, to alarm dla Polaków - Polaku obudź się. Polaku, pamiętaj o tym, że twoim zadaniem, jest walczyć ze złem. Za złem w nas samych i ze złem, które jest wokół nas. Polaku, twoim zadaniem jest bronić dobra. Polaku, twoim zadaniem jest szerzyć dobro. Zło dobrem zwyciężać.
 Te wszystkie zadania mają sens głównie dla ludzi wierzących. Ale Polacy są na szczęście jeszcze ludźmi wierzącymi. My nie mamy jeszcze problemu z wiarą. My natomiast od lat już mamy, i to wielki, problem z życiem według naszej wiary. I ks. prymas Stefan Wyszyński, i Ojciec św. Jan Paweł II, wiele razy zwracali na ten dysonans uwagę. Ale my mocniej im klaskaliśmy w dłonie, niż słuchaliśmy ich nauki. 
 Nie wiem, czy jest na świecie drugi taki naród, który by miał tak wspaniałych nauczycieli jak naród polski. Nie wykorzystaliśmy należycie tej łaski od Boga, że mieliśmy tak wspaniałych nauczycieli. Ale dziedzictwo tych wielkich Polaków czeka ciągle, jak wielki skarbiec, jak wielkie źródło, z którego my Polacy możemy czerpać i ubogacać i nasze serca, i nasze umysły oraz wzmacniać nasze siły i naszego ducha. I być może to jest właśnie ten ogień, o którym mówiła św. s. Faustyna Kowalska, to jest to źródło nadziei, nie tylko dla nas Polaków, ale i dla świata całego. To my pierwsi musimy zacząć żyć według nauki Chrystusa, wyłożonej nam przez naszych wielkich nauczycieli. Dać przykład światu całemu, że tylko ta droga, droga Chrystusowa, prowadzi do szczęścia i na ziemi, i w niebie.
 Takich nauczycieli nie ma już wśród nas, ale nauka ich pozostała. Ale jesteśmy my, naród polski, który ma obowiązek wobec własnej Ojczyzny i wobec świata całego podjąć naukę naszych nauczycieli i żyć po Bożemu na tym świecie. Mamy ponadto wsparcie, najpierw u naszej Matki i Królowej Polski, a potem także u naszych świętych i błogosławionych polskich w niebie. Te moce są zawsze do wykorzystania, tylko my musimy zacząć z nich korzystać. Na tych podstawach opieram swoją głęboką nadzieję, i wiarę w siłę polskiego narodu. 
 Naszym głównym zadaniem obecnie nie jest dociekanie, kto i dlaczego dokonał tej wielkiej zbrodni na narodzie polskim. My musimy pamiętać o tym, że życie nie znosi próżni. Dlatego w naszym kraju rządzą ci, a nie inni ludzie, że część narodu odwróciła się plecami do życia, do naszej Ojczyzny. Tak nam żyć nie wolno. To już nie pierwszy raz nieprzyjaciel w sposób brutalny, barbarzyński, pozbawia nasz naród ludzi prawych, ludzi uczciwych, ludzi godnych naszego zaufania, prawdziwych patriotów. Ale wśród nas nie brakuje ludzi wielkich i szlachetnych, ludzi godnych zaufania, ludzi godnych podjąć trud zbudowania Polski naszych marzeń. Jednak marzenia te można zrealizować tylko wtedy, gdy cały naród z Bożą pomoc podejmie się tego trudu służbie Ojczyzny. W zbliżających się wyborach musimy zaproponować prawdziwie polskich patriotów i oddać na nich swoje głosy. Mają to być nasi kandydaci, a nie kandydaci tej czy innej partii politycznej. Ojczyzna nasza musi stać się Ojczyzną narodu polskiego, a nie folwarkiem tej czy innej partii politycznej. W Ojczyźnie naszej decydujący musi być głos narodu, a nie tuba tej czy innej partii politycznej. Tylko ten naród musi nauczyć się wreszcie wydobywać z siebie swój głos. Tydzień wielkiej narodowej żałoby jest nam dany po to, aby przygotować się do kolejnej bitwy o Polskę. Tej bitwy przegrać nam nie wolno. 
 Platforma Obywatelska od dłuższego już czasu marzyła o tym, a szczególnie jej wódz, żeby zdobyć pełnię władzy w Polsce. To widać było gołym okiem. Ale ostatnie miesiące wskazywały na to, że to się chyba nie uda, że ludzie, że naród, zaczynają odkrywać prawdziwe oblicze przyszłych władców i co gorsza, dla nich oczywiście, zaczynają się od nich odwracać. Trzeba więc było znaleźć inny sposób na zdobycie władzy, bo drogą pokojową to się mogło nie udać. Szydzenie z prezydenta Rzeczypospolitej, obrzucanie błotem jego współpracowników i zwolenników, wreszcie poniżej wszelkiej krytyki "kompromitowanie" i zakłamywanie wszelkiego dobra, jakie wniósł i zamierzał nadal wnosić do polskiego życia społecznego i narodowego, PiS, nie przynosiło oczekiwanych dla PO rezultatów. Nadarzyła się wreszcie okazja, aby pozbyć się nie tylko jednego wielkiego rywala, ale większego grona przeciwników politycznych, więc, czy można  z tej okazji nie skorzystać?
 Żebyśmy się lepiej rozumieli, muszę dodać, że ja nie wiem, i tak naprawdę nie interesuje mnie w obecnej chwili, kto jest winny tej całej tragedii, kto wpadł na ten barbarzyński pomysł, ani nawet kto go zrealizował. To są z mojego punktu widzenia sprawy ważne, ale drugorzędne. To mógł być, jak to się mówi pięknie, czysty przypadek. Nikt z ludzi niczego nie planował. Bóg tak chciał. Ale oczywiście, normalnemu człowiekowi trudno w to uwierzyć. 
 Popatrzmy na to wszystko dalej. Dokonała się tragedia narodowa. Jeśli za tą tragedią stali ludzie, to od ich inteligencji i podłości zależy, jak rozumowali dalej. Jest rzeczą oczywistą, że taka tragedia wywoła odpowiednie reakcje w narodzie polskim czy w społeczeństwie. Być może naród się wreszcie zorientuje, co jest grane, jak się go traktuje i z jakimi graczami mamy do czynienia. Być może wreszcie naród się przebudzi z letargu. Wtedy ludzkie zamiary, przejęcia pełni władzy w Polsce wzięłyby w łeb. Przyniosłyby odwrotny do zamierzonego skutek. Więc co teraz? Teraz trzeba wprowadzić w narodzie kolejny zamęt, trzeba szybko zahamować proces opisany wyżej. 
 O tym, że wiele tych hipotez się potwierdza, świadczą tysiące ludzi na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim. Ci ludzie chyba już do końca zrozumieli, że świat kreowany przez wiele lat w Polsce przez nie nasze media jest jednym wielkim fałszem. Ale to musi zrozumieć, i to bardzo szybko, cały naród. Bo wrogowie naszego narodu nie śpią. W tym świecie medialnego zakłamania i otumanienia naród polski żyje, z małymi tylko przerwami, od 1945 roku. Nie można więc tego lekceważyć. Sam znam ludzi, którzy "od wieków" oglądają i słuchają tych samych mediów, i ciągle im "wierzą". Tym ludziom będzie trudno uwierzyć, że świat, w którym żyjemy, jest kompletnie różny od tego , który "przez wieki" pokazywany im był w mediach. Na szczęście to grono "staruszków" nie jest chyba zbyt liczne.
Ale jest jeszcze wielka armia ludzi, którzy już dawno odwrócili się nie tylko od mediów, nie tylko od PiS, ale w ogóle od życia, bo zrozumieli fałsz, którym ich chciano karmić. A nie znajdując, lub nie chcąc uwierzyć innym, całkowicie odwrócili się plecami do życia. Myślę, że na takich analizach bazują twórcy "przemian" w Polsce rodem z PO.
 Wielką radością i nadzieją było dla mnie oglądanie w tych dniach, w TV Polonia, młodych ludzi, którzy nie mają w sobie zatrucia medialnego osób starszego pokolenia i szybko zorientowali się, gdzie ukryta jest prawda. 
 W tych przełomowych dla naszej Ojczyzny momentach pora na wyłączenie całkowite z naszego życia tych wszystkich mediów, które nadal fałszują obraz rzeczywistości, które szczególnie teraz, będą starały się raz jeszcze zakłócić nasze widzenie rzeczywistości, takie jakim ona jest naprawdę, zaburzyć nasze sumienia i skierować naszą uwagę na sprawy drugorzędne, aby nas poróżnić, aby raz jeszcze zabić w nas te pragnienia i marzenia, którymi Polacy żyją i karmią się od lat, żeby nie powiedzieć od wieków. Jedynie prawdziwie polskim mediom, mediom katolickim, takim jak Radio Maryja, TV Trwam i "Nasz Dziennik" możemy ciągle ufać.
A ratunek dla Polski i dla wszystkich Polaków jest tylko jeden. Musimy zrozumieć, że to co się przez kilka ostatnich lat działo w Polsce, to fałsz i kpina, nie tylko z prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, nie tylko z PiS-u, ale z całego narodu. I, że, co jest jeszcze ważniejsze, Bóg poprzez tę narodową tragedię daje nam jeszcze jedną okazję, aby zawrócić z błędnej niepolskiej drogi i zbudować Polskę na innych zasadach. Ale to musi zrozumieć cały naród. 
 Nie wolno już nikomu dłużej odwracać się plecami do życia, bo na tym korzystali i nadal mogą skorzystać tylko nasi wrogowie, wrogowie Polski i Polaków. 
 Jeżeli chodzi o najbliższe nam wybory prezydenta Rzeczypospolitej, musimy przedstawić tylko jednego naszego kandydata, któremu musimy w pełni zaufać i cały naród musi wziąć wreszcie udział w wyborach. Zwycięstwo będzie nasze, bo jest nas wystarczająco dużo, więcej niż naszych wrogów.
Emanuel Czyżo
Toronto
 
 
 

Archiwum nr 22
 
 



KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738 
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster