POWROT
Goniec
Polish Messenger
ISSN 1708-878X
GST# 87090 2707 RT 0001
Tygodnik polski w Kanadzie 
Polish community's weekly newspaper published in Canada
Tel.: 905 - 629-9738
Fax: 905 - 629-9764
e-mail: redakcja@goniec.net
www.goniec.net

Adres redakcji:
2386 Haines Rd. Suite 204
Mississauga, Ont.
L4Y 1Y6

Prenumerata na terenie Kanady: 
$3,50 za każdy zamówiony egzemplarz. Wysyłka wyłącznie First Class Mail.

***
Wydawca:
Goniec Inc. 

..
 
 
 
 
TRYBUNA CZYTELNIKOW
Toronto - Canada
Zamieszczamy tu listy od naszych Czytelników, które mają charakter artykułów lub stanowią obszerniejszą polemiczną wypowiedź. Redakcja nie odpowiada za ich treść. 
Prezentowane opinie w publikowanej korespondencji  nie zawsze odzwierciedlają stanowisko redakcji "Gońca".
 
GONIEC NR 29/2010

 Teraz czekamy na ich przebudzenie
 Przyznam, że zdziwiło mnie to, że p. Pawlak otrzymał tak małe poparcie w I turze wyborów prezydenckich. Wszechwiedzący dziennikarze najczęściej wyjaśniali to tak, że zwykle w wyborach prezydenckich kandydaci PSL lądują bardzo nisko. Niestety, raz jeszcze dochodzę do wniosku, że ci "znawcy" się znowu pomylili, że to jest błędna opinia. 
 Kilka dni temu słuchałem w Radiu Maryja audycji poświęconej rolnictwu i wsi. Wszyscy uczestnicy tego programu doskonale orientowali się zarówno w tym, co się aktualnie dzieje na polskiej wsi, jak i w tym, jak traktowana jest wieś przez władze państwowe, przez odpowiednich ministrów, którym te sprawy podlegają. Ale co może jest najważniejsze, jak reprezentowana jest polska wieś, polskie rolnictwo na różnych forach i krajowych i międzynarodowych, przez przedstawicieli, niby to swojej partii, czyli PSL. Wszystkie te opinie sprowadzały się do tego, że posłowie krajowi i europosłowie, oraz ministrowie w rządzie p. Tuska, i sam wicepremier tego rządu p. Pawlak, dużo mówią, gdy rozmawiają na te tematy z mediami, natomiast nic, ale to zupełnie nic nie robią, gdy przychodzi do podejmowania decyzji na temat polskiego rolnictwa i polskiej wsi. Nic nie robią dla dobra polskiego rolnictwa i polskiej wsi. Są bardzo grzeczni i zgadzają się na wszystko. Tak dzieje się na poziomie rządu polskiego i tak dzieje się na poziomie Unii Europejskiej. 
 Dodam, dla pełnej jasności, że z dyskusji tej wynikało, że strategie, nazwijmy je "rozwoju" polskiego rolnictwa i polskiej wsi, i na poziomie decyzji polskiego rządu i na poziomie Unii Europejskiej, skierowane są na wyniszczenie i polskiego rolnictwa, i polskiej wsi. 
 Więc, wydaje mi się, że tu leży prawda i wyjaśnienie tego, dlaczego p. prezes PSL nie doczekał się większego poparcia w wyborach prezydenckich. I mam nadzieję, że w zbliżających się wyborach to poparcie dla p. Pawlaka i jego partii będzie jeszcze mniejsze.
 Ciekawi mnie, przy tej okazji, kiedy przejrzą na oczy także ci, co głosowali ostatnio na PO i jej reprezentantów. Kiedy i oni zrozumieją, że oddając swoje głosy na PO, wyrządzają krzywdę nie tylko polskiej wsi i polskiemu rolnictwu, ale całej Polsce i sobie samym też. To są podobno ludzie lepiej wykształceni, mądrzejsi od reszty społeczeństwa, a jakoś tego ciągle nie widać.
 Teraz czekamy na ich przebudzenie.
Emanuel Czyżo
www.eczyzo.mysle.pl

 
 Z zaprzyjaźnionej z "Gońcem" witryny internetowej "Polonia Life" otrzymaliśmy list z prośbą o publikację:
 Powodzianie
 Ma na imię Michał i ma 23 lata. Mieszka na wsi w gminie Wilków. Ukończył Technikum Ogrodnicze i wraz z rodzicami, Joanną i Janem oraz młodszym o dwa lata bratem Czarkiem prowadzą wiejskie gospodarstwo.
 Pamiętnego dnia czerwca 2010 roku został przerwany wał w niedalekim Zastowie. Gospodarstwo państwa Lasotów znalazło się pod wodą. Co przeżyli wówczas, tego nie da się opisać. A kiedy powoli, powoli poziom wody opadał i odsłonił całe zniszczenie, dopadła ich rozpacz.
 Jakby tego było za mało, przyszła druga fala.
 Chyba wszyscy, którzy to oglądali na ekranach swoich telewizorów, byli poruszeni losem powodzian.
 Tutaj, w Kanadzie, Polonia spontanicznie dawała wyraz swojej solidarności z umęczonymi rodakami, wpłacając pieniądze na konta w banku, otwierane w tym celu, dawała datki na kościelnych zbiórkach, wielu wysyłało paczki.
 Nikt nawet nie pytał, jak te pieniądze będą dzielone i do kogo trafią.
 Parę dni temu Michał napisał do Polonia Life:
 "Zwracam się z uprzejmą prośbą o pomoc, ponieważ moją miejscowość nawiedziła dwukrotnie powódź. Mieszkamy na wsi w gminie Wilków. Moja rodzina utrzymuje się z gospodarstwa. Mamy zniszczony dom oraz pola uprawne. Czekamy teraz na nadzór budowlany, który ma orzec, czy dom będzie do rozbiórki. Jesteśmy w trudnej sytuacji majątkowej. Rząd zwleka z wypłatami zasiłków. Pomóżcie! Nie mamy na chleb".
 I zaraz potem drugi list: 
 "Dokładnie to jest nas 3 domy (trzy obce rodziny z tej samej wsi) i my sobie nawzajem jakoś coś organizujemy. Pomagamy, np. mój ojciec pojechał po wodę, zatrzymał się i dał im. Tym rodzinom. Znowu ktoś od nich za trzy - cztery dni dał nam konserwy. A jeśli chodzi o dary bądź jakąś pomoc z gminy, to jest z tym ciężko. Nie wiem, kiedy przyjeżdża samochód z żywnością, chemią, wodą, a są mało kiedy. Nikt nikogo nie informuje. Trzeba samemu jechać pod remizę i zobaczyć, czy coś jest. A w ogóle podział tego jest straszny. Kolejna sprawa: gmina dostała jakąś tam kwotę pieniędzy dla nas, poszkodowanych. I doszli do wniosku, że lepiej spłacić długi, jakie ma gmina, niż dać to nam. To wszystko jest straszne, co oni wyrabiają.
 Ludzie przy władzy się dorabiają na tej powodzi, taka jest prawda. Do wyborów było cacy, mówili, że nam pomogą, będzie dobrze. Prezydent wybrany. Zajmuje się sobą i swoimi sprawami. A u nas jest coraz gorzej z dnia na dzień. Zwlekają z wypłatami zapomóg. Jest susza. Gdyby jeszcze można było pójść i zarobić do sąsiedniej gminy przy zbiorze malin, wiśni, tobym wcale nie pisał. Nie ma deszczu, wszystko usycha, a wcześniej jeszcze wyniszczył grad.
 Jeśli chodzi o tę prośbę, to ja występuję dla trzech rodzin. My nie mamy pieniędzy na chleb, światło, wodę. Już nie mówię o remontach w domu, meblach itp.
 Chciałbym, żeby ktoś nas wsparł choć trochę. My nie chcemy nie wiadomo ile. Co łaska. Proszę nam pomóc.
 Co Państwo nam podarują, wszystko przyjmiemy, nic się nie zmarnuje. Gdybym mógł, tobym poszedł pracować i bym nie prosił".
 Proszę Państwa, oto jest konkretna rodzina, widzicie ich twarze, widzicie ich dramat. Przyjmą z wdzięcznością każdy dar serca.
 Nie odmawiajcie Im pomocy.
 Z Michałem można się skontaktować telefonicznie: +48 721 751 068 lub e-mailowo: michallmc@o2.pl

  
 
GONIEC NR 28/2010

 Co jest najważniejsze?
 Najważniejsze są nasze media. To jest aktualnie najważniejszy problem. Musimy określić, czy mamy media, które możemy uważać za nasze. Jeśli nie mamy, to trzeba je na gwałt tworzyć. Ale przedtem oczywiście musimy określić - co to znaczy nasze media?
 A jeszcze przedtem, musimy określić - co my za jedni?
 Otóż - my - to znaczy wszyscy Polacy, i w kraju, i na emigracji, którzy nie popierają PO, którzy nie czytają "GW" i nie oglądają TVN i im  podobnych stacji telewizyjnych.
 Dziennik. Istnieje już "Nasz Dziennik". Ale czy on jest naprawdę nasz? Na pewno tak. Ale wydaje mi się, że nam potrzebny jest nieco inny dziennik.
 Żeby dziennik był nasz, to nasi ludzie muszą mieć łatwe dojście do tego, aby w nim publikować swoje teksty. Poza tym, to musi być dziennik, który będzie w stosunkowo krótkim czasie czytany przez rosnącą błyskawicznie liczbę czytelników. W tym dzienniku musi być przede wszystkim prawda. Prawda o nas, prawda o Polsce, prawda o Polakach, prawda o PO, ale przede wszystkim, musi być w nim dużo... sportu.
 Dział sportowy to może nawet najważniejszy dział w każdym dobrym dzienniku. Nie może być takiej sytuacji, że po wiadomości sportowe nasi czytelnicy będą zaglądać do... "GW". Dział sportowy w naszym dzienniku musi być lepszy od działu sportowego w "GW". Ponadto, podobnie jak jest w "GW" czy w "Rz", musi być prowadzona na bieżąco wersja internetowa naszego dziennika, gdzie natychmiast pojawiają się ważne informacje, w skrócie, zapowiedzi artykułów itp. Podobnie jak to jest w "Rz" czy w "GW", ale lepiej prowadzone i obsługiwane.
 Podobne postulaty należy sformułować odnośnie do naszej telewizji i naszego tygodnika. Tutaj znowu, mamy naszą Telewizję "Trwam", ale wydaje mi się, że nasza telewizja musi być nieco inna. Nie jestem taki pewien, czy musi też nadawać transmisje sportowe. To jeszcze wszystko należałoby przemyśleć, co do szczegółów, ale nie ulega wątpliwości, że takie media musimy posiadać, bo ci co myślą, że aktualnie rządzą w Polsce, na pewno nie dopuszczą do tego, aby istniejące media służyły prawdzie i Polsce. One mają służyć tylko p. Tuskowi i jego partii.
 Oczywiście jest tu jeszcze jeden bardzo poważny dylemat. Są nim dziennikarze-sługasy. Ogromna większość dziennikarzy w Polsce to są sługasy. A Polska, a my, potrzebujemy dziennikarzy, którzy będą służyć prawdzie i Polsce. Którzy będą bronić i szerzyć dobro oraz walczyć ze złem. Ze złem nie tylko w świecie podległym władcom z PO, ale ze złem w ogóle, także i w naszych szeregach. Usłyszałem kiedyś od jednej pani radę-przestrogę, że naszych ludzi, naszych wodzów nie wolno nam krytykować. No, niestety, z tym zgodzić się nie potrafię. Uważam, że obowiązkiem każdego z nas, jest najpierw usuwać zło, które jest w nas i wokoło nas, a dopiero potem możemy poszerzać obszar naszych działań. 
 Zobaczmy, co się dzieje obecnie wśród nas. Oczywiście dyskutujemy zawzięcie, jeszcze trochę przez telefon, ale chyba najbardziej poprzez Internet. I co? I nic. I nic z tego nie wynika. Nie mam nic przeciwko używaniu Internetu. Natomiast uważam, że wszelkie fora dyskusyjne mają sens wtedy i tylko wtedy, gdy uczestnicy pamiętają, jak mają na imię i nazwisko. Tylko wtedy można oczekiwać odpowiedniego poziomu dyskusji i liczyć na to, że te dyskusje dobrze służą sprawie.
 Nasz głos, nasze dyskusje, nasze opinie, muszą błyskawicznie i na odpowiednio wysokim poziomie docierać do naszych czytelników, szybciej niż to robią nasi przeciwnicy. Poziom tych usług musi być bardzo wysoki, wyższy niż... A prawda, która zawarta będzie w naszych mediach, doprowadzi do tego, że nawet ci co dotychczas posługiwali się tylko nie naszymi mediami, porzucą je i przejdą na naszą stronę. Bo jednak fałsz i zło, pomimo "blasku", którym są otaczane, nigdy nie zamieszkają na stałe w sercach i umysłach prawych ludzi. 
Emanuel Czyżo
 

 O prawach wyborczych 
 emigrantów. 
 Obywatel trzeciej kategorii?
 Mam pytanie do większości parlamentarnej w Sejmie Rzeczypospolitej: czy w wolnej Polsce po dwóch dekadach od Magdalenki, nie nadszedł czas, aby przestać dzielić Polaków na kategorie, aby rzeczywiście skończyć z otwartą dyskryminacją Polaków emigrantów? Skoro posłowie PO zapowiedzieli nawet wprowadzenie szybkiej ścieżki legislacyjnej dla poprawy ordynacji wyborczej, ułatwienia i uproszczenia formalności wymaganych do oddania głosu w wyborach prezydenckich, czas najwyższy ustawowo usunąć istniejące niekonstytucyjne regulacje, ustawowe i pozaustawowe, i wprowadzić wprost expressis verbis, raz na zawsze, konstytucyjny zakaz ograniczania praw wyborczych ustawą oraz regulacjami niższej rangi.
 Takie przepisy, "instrukcje" PKW i inne urzędowe pisma w rzeczywistości stoją w jaskrawej sprzeczności z art. 32 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zakazującym dyskryminacji i gwarantującym równe prawa wyborcze, a więc w szczególności zapewniającym obywatelom RP mieszkającym na kontynencie amerykańskim takie same prawa wyborcze jak obywatelom RP mieszkającym w Europie oraz nakazującym usunąć z urzędu wszelkie przeszkody, wprowadzone ustawowo i pozaustawowo. Dlaczego ubogi obywatel RP, Polak emigrant mieszkający w Kanadzie, USA, Australii, Brazylii i innym pozaeuropejskim kraju, może głosować na swojego kandydata tylko wtedy, kiedy stać go na odnowienie polskiego paszportu, nawet jeśli posiada inne dokumenty stwierdzające tożsamość w zgodzie z polskim prawem, natomiast inny obywatel RP, Polak mieszkający w Polsce, ale, o dziwo (!), także niemal w każdym europejskim kraju, takiego ograniczenia nie ma?  Czy większość parlamentarna, nowy Prezydent, nowy Rzecznik Praw Obywatelskich i inne szacowne polskie instytucje powołane do czuwania nad jakością polskiego prawa i stanu przestrzegania praw obywateli w Polsce, nie widzą w tym głębokiej niesprawiedliwości tym dotkliwszej, że oznacza w praktyce również odebranie tej samej grupie wyborców prawa do protestu wyborczego, jeśli przez przypadek ich nazwiska nie są nadal zarejestrowane na liście wyborców w ich ostatnim miejscu zamieszkania w Polsce? 
 Nie potrafię zrozumieć opinii, zwłaszcza Polaków emigrantów zamieszkałych w Kanadzie, uzasadniającej traktowanie emigrantów jak obywateli niższej kategorii. Nie przestaje się być Polakiem tylko dlatego, że losy rzucą człowieka poza granice Ojczyzny. Wprost przeciwnie, wyjazd z PRL-u, kiedy panowało przekonanie, że komunizm jest nie do zdarcia w ich perspektywie życiowej, często był wyrazem wierności Polsce, tej prawdziwej i wolnej. Dla większość z nas wyjazd z PRL-u oznaczał próbę realizacji marzenia o godnym życiu swojej rodziny, podobnie jak obecnie dla większości młodych Polaków emigrantów, którzy mieszkają i pracują w Irlandii, Wielkiej Brytanii czy w Niemczech. Polacy emigranci mieszkający w Kanadzie lub USA w większości nie przestali też tworzyć majątku narodowego Rzeczypospolitej czy planować powrotu do Polski, podobnie jak ich rodacy w krajach europejskich.  Wielu z nas nadal płaci w Polsce podatki i inne opłaty publiczne, przesyła spore sumy wspierające różne cele publiczne lub prywatne. Większość emigrantów przepracowała w Polsce od kilku do kilkunastu lat, niektórzy jeszcze dłużej; nasi rodzice, dziadkowie i pokolenia przed nimi, pracowali w polskiej szkole, fabryce, biurze, na polskiej ziemi, powiększali majątek narodowy tak samo, jak przodkowie Polaków obecnie mieszkających w Polsce i w innych częściach Europy. Wielu z nas nigdy nie korzystało z wypracowanych w Polsce emerytur, świadczeń w zakresie ochrony zdrowia itp., a nasze dzieci i wnuki w przeważającej większości nie korzystały z polskich szkół państwowych, budowanych przy udziale naszych przodków pracujących ręka w rękę z rodzicami i dziadkami i pradziadkami Polaków mieszkających w Polsce.
 Co więcej, wielu z nas opuściło PRL nie z własnej woli, lecz na skutek przymusu. Byliśmy bowiem z kraju wyrzucani wprost lub wypychani pokrętnym sposobem, traktowani jak obywatele drugiej kategorii, bez szans, skazani w najlepszym razie na wegetację tylko dlatego, że nie podpisaliśmy podsuwanego papieru, czy to na komisariacie przez galanta ze stalowymi oczami, czy przed "nobilitacją" absolwenta na kandydata na kandydata na kierownika w tzw. jednostce gospodarki uspołecznionej przez "swojego chłopa" w kadrach, czy też w zacisznym gabinecie na wydziale prawa jakiegoś uniwersytetu przez prymitywnego alkoholika, nieprzypadkiem szefa POP. Teraz, kiedy minęło dwadzieścia lat od Magdalenki i prymitywny szef POP założył garnitur firmy Anderson & Sheppard, wykonał imponujące salto ideologiczne i dalej korzysta z przytulnego państwowego gabinetu, wysyła wnuki na studia do miast, w których mieszkamy, kiedy "stalowe oczy" kierują sporą korporacją medialną, a "swój chłop" z kadr przejmuje już trzeci luksusowy ośrodek wczasowy nad Bałtykiem, my jesteśmy nadal traktowani w Polsce jak obywatele niższej kategorii.
 Co prawda, możemy brać udział w wyborach do Sejmu i Senatu RP, Parlamentu Europejskiego, a także w wyborach prezydenckich, ale już dowód osobisty nie wystarczy w Kanadzie lub w USA, tak jak wystarcza w wielu krajach Europy, do głosowania w konsulatach i ambasadach. Czy wygaśnięcie ważności paszportu powinno odbierać podstawowe prawa obywatelskie komuś, kto może zwyczajnie nie mieć wystarczających środków do opłacenia znacznie wyższych niż w Polsce należności publicznych w celu odnowienia ważności paszportu? Czy taka dyskryminacja obywateli jest zgodna z Konstytucją naszej Ojczyzny? Czy w ogóle konieczność opłacenia czegokolwiek powinna warunkować wykonywanie praw wyborczych i dlaczego prawa wyborcze w Polsce są w efekcie odnawialne, drożej lub taniej, w zależności od tego gdzie wyborca przebywa? Dlaczego w Polsce, tak jak w Irlandii i wielu innych krajach, nie może być jednego stałego rejestru wszystkich wyborców?  Czy nie byłby to projekt z łatwością finansowany za nagminnie niewykorzystywane środki europejskie i czy po prostu nie można byłoby takiego jawnego, transparentnego rejestru corocznie tylko aktualizować, przede wszystkim w Internecie, w oparciu o aktywność samego wyborcy, dla którego lista nie byłaby tabu, tak jak jest teraz, budząc różnego rodzaju spekulacje czy uzasadnione i nieuzasadnione protesty? Czy nie byłoby to niedyskryminacyjne, tańsze, łatwiejsze, dokładniejsze i wygodniejsze, słowem bardziej odpowiadające konstytucyjnej idei równości wyborów i zwyczajnie rozsądniejsze niż sporządzanie ciągle nowych, nietransparentnych list wyborczych za granicą?  Komu potrzebne  sporządzanie niezliczonych list, protokołów, zaświadczeń, upoważnień i kto wie czego jeszcze, słowem gmatwanie tego procesu ponad miarę w stosunku do wyborców mieszkających np. pod tym samym adresem w GTA i głosujących w tym samym Konsulacie Generalnym w Toronto od dziesiątek lat?  Dlaczego tak jak w Szwajcarii lub USA i wielu innych krajach, również w Polsce, baloty wyborcze nie mogłyby być przesyłane poczciwą, starą pocztą każdemu obywatelowi, bez względu na to, gdzie obywatel się znajduje, za zwykłą opłatą pocztową, ponoszoną przez budżet państwowy lub obywatela, jeśli takie jest jego życzenie? Czy nie byłoby to stokroć taniej i znacznie wygodniej, a przede wszystkim z gruntu sprawiedliwiej dla wszystkich? Dlaczego obywatel emigrant nie mógłby głosować, zwyczajnie przesyłając balot do okręgu wyborczego ostatniego miejsca zamieszkania w Polsce?  Kiedy listy wyborcze i lista dokumentów potwierdzających tożsamość wyborcy - niejednolita, sprzeczna z Konstytucją i prawem wyborczym - przestaną być potężną "gilotyną" wyborczą dla polskiej emigracji pozaeuropejskiej?
 Jeśli wygoda głosowania wczasowicza wyjeżdżającego w lipcu 2010 r. za miasto w trakcie drugiej tury wyborów prezydenckich, w opinii Platformy Obywatelskiej, mogła uzasadnić wprowadzenie poprawki do ordynacji wyborczej parę tygodni przed wyborami, nawet na "szybką ścieżkę legislacyjną", to czyż te otwarte drzwi legislacyjne nie powinny posłużyć w pierwszej kolejności do usunięcia ww. jaskrawej dyskryminacji obywateli, którzy chętnie odłożyliby wyjazd na letnisko i zamiast tego pojechaliby nawet kilkaset kilometrów do najbliższego punktu wyborczego w Kanadzie, gdyby tylko polskie urzędy nie pozbawiały ich praw wyborczych tylnymi drzwiami?
 Opinia Trybunału Konstytucyjnego wskazująca, że nie może mieć miejsca jakakolwiek zmiana ordynacji wyborczej w okresie sześciu miesięcy przed wyborami, jak widać, jest troską tylko równych. Równiejsi już nie muszą się tym specjalnie przejmować. W tym kontekście, którym stopniem przymiotnika "równy" powinno się określać nas, obywateli Rzeczypospolitej, mieszkających na kontynencie amerykańskim, a w szczególności tych, którzy są biedniejsi, a przecież formalnie niepozbawieni praw obywatelskich?
 Lidia Sokołowska-Cybart
 
 

GONIEC NR 26/2010

 Przegraliśmy? 
 A jak to możliwe?
 Przypomnę na początek kilka liczb, które związane są z I turą wyborów (zob. "Goniec", 25.06-01.07 2010). W I turze wyborów prezydenckich na p. Jarosława Kaczyńskiego zagłosowało 20 proc. uprawnionych do głosowania. Natomiast na wszystkich pozostałych 9 kandydatów razem zagłosowało 35 proc. uprawnionych do głosowania. Stąd wyprowadziłem wniosek, że w II turze wyborów, p. Komorowski może zdobyć maksymalnie 35 proc. głosów ludzi uprawnionych  do głosowania. Byłoby to możliwe wtedy, gdyby np. na niego głosowali wszyscy ci, którzy głosowali w I turze na wszystkich 9 kandydatów, z wyłączeniem p. Jarosława Kaczyńskiego. I drugi wniosek był taki, że zwycięstwo p. Jarosława Kaczyńskiego jest możliwe i wielce prawdopodobne pod warunkiem, że przynajmniej 15 proc., czyli co 3. Polak, który nie wziął udziału w wyborach w I turze, weźmie udział w II turze i odda swój głos na p. Kaczyńskiego.
 Popatrzmy teraz na kilka liczb związanych z II turą wyborów. Na p. Komorowskiego głosowało 53 proc. biorących udział w wyborach w II turze. A to oznacza, że na p. Komorowskiego w II turze wyborów zagłosowało 29 proc. Polaków uprawnionych do głosowania. Czyli głosowało na niego mniej niż 35 proc. uprawnionych do głosowania. Różnica wynosi 6 proc.
 Jeśli przeprowadzimy podobne rachunki dla p. Kaczyńskiego, to otrzymamy, że w II turze wyborów głosowało na niego prawie 26 proc. uprawnionych do głosowania. A więc tylko o 6 proc. więcej niż w I turze. To trochę za mało, żeby wygrać. Ale, gdyby w II turze zagłosowało na p. Kaczyńskiego jeszcze 4,5 proc. tych Polaków, którzy nie brali udziału w I turze wyborów, czyli co 10. Polak z tej grupy, wtedy zwycięstwo byłoby nasze. Zabrakło tylko 1,4 mln głosów, czyli 10 proc. z 14 mln tych, którzy nie wzięli udziału w wyborach.
 Pokuszę się o jeszcze jedną hipotezę; nie wniosek, ale hipotezę. Ponieważ frekwencja w obu turach była prawie taka sama, więc można przypuszczać, że te 6 proc. więcej, które zdobył p. Kaczyński i te same 6 proc. mniej, które "stracił" p. Komorowski w II turze, pochodzi od Polaków, którzy w I turze głosowali nie na p. Kaczyńskiego.
 Oczywiście jest to tylko hipoteza, być może nieprawdziwa. Ale gdyby była prawdziwa, to już wniosek, a nie druga hipoteza, z niej wypływający, byłby bardzo ponury. Bo to by oznaczało, że nie udało się pobudzić do życia, do wzięcia udziału w II turze wyborów tych 45 proc. Polek i Polaków, którzy nie wzięli udziału w I turze. 
 No cóż, można by usiąść i zapłakać. Ale lepiej chyba, moim zdaniem, upaść na oba kolana i przepraszać Boga za nasze winy. I prosić, aby się nad biednym i otumanionym polskim narodem ulitował. Wiemy z historii, że kiedy Polska była w śmiertelnym niebezpieczeństwie, to każdy Polak gotów był bez wahania oddać za nią życie. Oprócz zdrajców i wrogów Ojczyzny, oczywiście. 
 Wiemy też dobrze, że wielu Polaków z równą determinacją potrafiło walczyć i oddać życie "za naszą i waszą wolność", a więc i za wolność innych narodów. A dzisiaj 45 proc. Polek i Polaków nie potrafi zdobyć się na to, aby oddać swój głos, nie życie, i wziąć udział w wyborach. Takich czasów doczekaliśmy. Takich patriotów teraz mamy.
 Ok. 14 mln Polek i Polaków nie wzięło udziału w wyborach prezydenckich 2010 w Polsce.
 Ale rachunek sumienia zacznijmy raczej od nas samych. Nie wiem dokładnie, ale podobno w Toronto i w okolicach mieszka 200 tys. Polek i Polaków. W I turze uprawnionych do głosowania było podobno 4700 osób (Skąd taka liczba? Nie wiem.). A wzięło udział w wyborach 3950 osób. W II turze wyborów w Toronto wzięło udział 4331 osób. Czy jest się czym chwalić? Nie. Czy jest się czym cieszyć? Nie. Czy jest się czym smucić?
Ano policzmy. Powiedzmy, że w samym Toronto i najbliższych okolicach mieszka tylko 100 tys. Polaków i że z tego tylko 40 tys. mogłoby być uprawnionych do głosowania. 4 000/40 000 x 100% = 10%. Tyle, w pewnym uproszczeniu, wynosiła frekwencja wyborcza w Toronto: 10 proc. Oczywiście przyczyny tego stanu rzeczy są różne. Mam nadzieję, że musimy i możemy wiele w tym zakresie poprawić, aby każdy Polak miał bez żadnych ograniczeń możliwość wzięcia udziału w każdych wyborach. Po 1980 roku opuściło Polskę miliony Polaków, przepraszam, nie Polskę, tylko PRL. Ale chyba nie wszyscy z nich to agenci służb bezpieczeństwa. Bo, gdyby tak było, to już dawno rząd p. Tuska zmieniłby prawo wyborcze tak, aby każdy z nich miał ułatwione branie udziału w wyborach. A zatem jest o co powalczyć.
 Niestety, wybory prezydenckie 2010 w Polsce wygrał p. Komorowski. Może ktoś powie - gorzej być już nie mogło. Ale przypomnijmy sobie, że Polska miała już w swojej bolesnej historii wiele sytuacji, które groziły jej całkowitą zagładą. Byli Krzyżacy. Byli Szwedzi. Były rozbiory, kiedy Polski nie było na mapach świata. Był rok 1920. Były lata niewoli niemieckiej 1939-1945. Były lata niewoli sowieckiej 1945-1992. I teraz mamy lata niewoli partii PO. Dotychczas udawało się nam zażegnywać i zwyciężać, nawet w sytuacjach, w których po ludzku oceniając - nie mieliśmy żadnych szans. 
 Ale działo się tak dlatego, że naród polski nigdy nie był sam, nigdy nie liczył tylko na własne ludzkie siły. Zawsze była razem z nami Nasza Pani i Królowa. Zawsze serca Polaków do walki zagrzewała nadzieja i wiara, że Bóg jest z nami.
 Niestety, dzisiaj dzieją się w Polsce rzeczy dziwne. Zresztą nie tylko w Polsce, bo i wśród emigracji polskiej też. Czy ktoś słyszał, aby w kościołach polskich w Toronto i okolicy wznowiono Msze św. za Ojczyznę po tragedii narodowej 10 kwietnia 2010 roku?
 W Polsce, chociaż Kościół katolicki nawołuje i deklaruje swoje niezaangażowanie polityczne, w szczególności, niepopieranie tej czy innej partii politycznej, to kardynał podkrakowski ks. Stanisław Dziwisz pozwala sobie tuż przed wyborami na spotkanie z przedstawicielami PO, a jednocześnie nie znajduje czasu na spotkania z przedstawicielami innych partii politycznych. Żałosnym widokiem było też dla mnie oglądanie konduktu żałobnego, który prowadził na Wawel. Ks. Dziwisz, prowadząc wspólnie z ks. abp. Kowalczykiem kondukt żałobny pary prezydenckiej na Wawel, robili wrażenie, jakby wybrali się na spacer po krakowskich ulicach, rozglądając się na lewo i prawo i rozdając uśmiechy i pozdrowienia, a nawet podchodząc do ludzi stojących na chodnikach na krótką pogawędkę. W "GW", prawie jako stali współpracownicy, głoszą swoje polityczne osądy ks. abp Życiński czy ks. bp Pieronek. A, pożal się Boże, nowo mianowany Prymas Polski pozwala sobie na to, aby podczas jego ingresu w pierwszych rzędach w katedrze gnieźnieńskiej zasiedli tacy wielcy Polacy, jak p. Kwaśniewski, Wałęsa, Komorowski i kilku innych. Nic więc dziwnego , że w tych uroczystościach zabrakło ks. abp. Józefa Michalika, przewodniczącego Episkopatu Polski. Bo jak można wziąć udział w takich uroczystościach, gdzie nawet na zakończenie zabrakło katolickiego hymnu polskiego "Boże coś Polskę"?
 Jest więc o co się modlić!
 Źle się dzieje w państwie polskim, ale i nie najlepiej się dzieje w Kościele katolickim w Polsce. I nie widać żadnych oznak przeciwdziałania tym procesom. Bo trudno uznać za takie, zakaz przesyłania księżom przeglądów polskiej prasy przez agencję KAI, pod wiele mówiącym pretekstem, że o Kościele katolickim pisze się źle, więc lepiej, żeby księża tego nie czytali. 
 Bez uregulowania wielu z tych problemów trudno nam będzie wydrzeć Polskę z rąk zapracowanych, zatroskanych i wiernych, czytaj miernot, nierobów, nieudaczników, złodziei i kłamców.
 I jeszcze jedna refleksja na pocieszenie. Miałem nadzieję i modliłem się gorąco oraz zapraszałem innych do gorącej modlitwy, że jednak w II turze zwycięzcą będzie p. Kaczyński. Ale tak się nie stało.  Stąd, po pierwsze, musimy wzmóc nasze modlitwy w intencji Ojczyzny i w intencji Kościoła w Polsce. Po drugie, spójrzmy na to z innej strony: może lepiej, że p. Kaczyński nie został prezydentem, bo byłoby to budowanie naszej Polski od komina. A przecież każdy gmach, każde wielkie przedsięwzięcie trzeba zacząć budować od podstaw, od fundamentów. A po trzecie, teraz już p. Prezydent nie będzie przeszkadzał p. Tuskowi w jego trosce o Polskę i Polaków, więc może i te 14 mln zobaczy wreszcie prawdziwe oblicza tych patriotów polskich z PO?
Kolej rzeczy chyba jest więc następująca.
 Przygotować się musimy, jako naród, do tego, aby wziąć liczny udział w wyborach samorządowych i wygrać te wybory. Inaczej mówiąc, odsunąć od władzy w samorządach zgraję złoczyńców i wrogów Polski i Polaków. Potem przygotować się do wyborów parlamentarnych i znowu wziąć w nich liczny udział i wygrać te wybory, znów jako naród.  Przedstawiając w każdym przypadku swoich kandydatów, a nie tylko wybierając spośród partyjnych kandydatów.
 I dopiero wtedy w trzecim kroku dokonać wyboru prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, kochającego Polskę i Polaków, a nie swoją partię, i słuchającego tego, co chce naród, a nie p. Tusk.
 Zgoda buduje, a niezgoda rujnuje!
 Piękne to stare i mądre hasło i wielokrotnie sprawdzone i w życiu osobistym, i w życiu rodzinnym, i w życiu społecznym. I zapewne mogłoby też posłużyć za drogowskaz i w życiu politycznym. Niestety, hasło to zostało już sprofanowane, i co nie mniej bolesne, okrojone przez zgraję złoczyńców. Bo p. Komorowski wyciął sobie z tej starej mądrej frazy, tylko pierwszą część: "Zgoda buduje", i stara się zawłaszczyć ją na potrzeby partii PO. A pasuje to jak pięść do nosa lub jak kwiatek do myśliwskiego kożucha. O tym, że tak się sprawy mają, a nie inaczej, świadczy chyba również ten fakt, że p. Komorowski zaniechał drugiej części tej frazy: "a niezgoda rujnuje!" pewnie dlatego, aby się komuś nie zaczęło wydawać, że ta druga część frazy bardziej pasuje do PO niż część pierwsza. Bo przecież aż się prosi, aby członkowie partii PO, począwszy od p.Tuska, Komorowskiego, Sikorskiego i Palikota, wpisali sobie do swoich notatników i zaczęli uczyć się na pamięć tej drugiej części wspomnianej frazy - A NIEZGODA RUJNUJE!
 Zastanawiam się już nad tym od dawna i myślę, że to powinno się stać jednym z głównych zadań nas wszystkich, aby pomóc zrozumieć i rozwiązać ten poważny problem, ten paradoks niepojęty, że pomimo tylu znaków  i  z dołu i z Góry, nadal 14 mln Polek i Polaków, nie widzi, co się wokoło nich dzieje. Co się dzieje z nimi samymi. Nie widzi, że bez ich udziału żadnego dobra się nie osiągnie, żadnego zła się nie zwycięży.
 Nie będę tu wyliczał wszystkich znaków z dołu, bo nie starczyłoby miejsca w "Gońcu", aby je wszystkie wyliczyć  i opisać. Ale tytułem przykładu:
 - mieliśmy już wiele afer, m.in. aferę hazardową,
 - mieliśmy narodową tragedię z 10 kwietnia 2010 roku,
 - obserwowaliśmy oddanie śledztwa w tej sprawie w ręce naszych nieprzyjaciół,
 - mieliśmy dwie powodzie, których można było uniknąć, lub istotnie zmniejszyć ich skutki,
 - mamy umowę o dostawy gazu z Rosji na 37 lat, 
 wreszcie,
 - widzimy plany likwidacji przez PO mediów publicznych i IPN,
 - widzimy przejmowanie przez PO wielu urzędów i instytucji cywilnych i wojskowych,
 - widzimy wiele szkodliwych decyzji i nominacji p.o. prezydenta,
 - widzimy na każdym kroku fałsz i poniżanie przeciwników.
 Wszystko to - to "zasługi" p. Tuska, p. Komorowskiego i ich kolesiów. A mimo to 14 mln Polek i Polaków nie widzi potrzeby wzięcia udziału w wyborach. Nie rozumie tej prostej zasady, że jeśli nie weźmiesz udziału w wyborach, to za ciebie wybiorą inni. Jeżeli ty nie zgłosisz swojego kandydata na radnego, wójta czy burmistrza i nie oddasz na niego swego głosu, to twoim radnym, wójtem, czy burmistrzem zostanie ten, kogo wybiorą ci, co wezmą udział w wyborach. Bo wygrywa ten, kto zdobędzie więcej głosów. 
 Mamy również znaki z Góry:
 - katastrofę smoleńsko-katyńską,
 - dwie powodzie, 
 ale również i
 - beatyfikację ks. Jerzego Popiełuszki.
 I co? I nic. Te bicze Boże, te łaski płynące z nieba też nie są w stanie poruszyć serc i umysłów 14 mln Polek i Polaków; że Bóg jest z nami, że Bóg umiłował naród polski, że Bóg zawsze przyjdzie nam z pomocą. Ale że naród polski nie może odwrócić się plecami do życia, nie może pozwolić poniewierać człowieka, rodzinę, społeczeństwo, naród, edukację, religię, historię, państwo, prezydenta. Że to jest podstawowe zadanie dla każdego Polaka i Polki. Nawet same modły tu nie wystarczą. Tu jest potrzeba czynów. Nikt od nas nie wymaga wielkich czynów, wielkich poświęceń, oddawania życia, czy przelewu krwi. Chodzi tylko o to, aby każdy z nas troszczył się nie tylko o swój własny nos, ale także o swojego brata i siostrę, o swojego sąsiada, o los Polski i Polaków. Jak widać z tego, co przeżywamy w ostatnich latach, ani żaden wódz, ani żadna partia nas w tym zadaniu nie zastąpi.  I jeśli ten elementarny, podstawowy obowiązek, wzięcia udziału w każdych wyborach, będziemy lekceważyć, to zapomnijmy o naszej, wolnej Polsce.  Będzie to, jeśli w ogóle będzie, Polska pp. Tuska i Komorowskiego. Polska PO, ale nie nasza Polska.
 Wielu z tych zatroskanych dziennikarzy chwali nas, że nie mamy się czego wstydzić, że 55-procentowa frekwencja w wyborach to już europejski wynik. Nieprawda. Nawet gdyby w całej Europie wszystkie kraje miały od nas mniejszą frekwencję w wyborach, to i tak to dla nas nic nie znaczy. Bo widzimy, co dzieje się w tych krajach i z tymi narodami. Naszym zadaniem jest osiągnąć w każdych wyborach frekwencję powyżej 90 proc. Dopiero wtedy będziemy sobą, będziemy Polakami,  jak Bóg przykazał, i będziemy żyć w naszej, ukochanej Polsce. Bo wtedy tylko możemy oddać władzę w kraju w ręce wybranych przez nas kandydatów, godnych tych zaszczytów i rozumiejących, że władza to nic innego jak służba Polsce i Polakom, służba tym, którzy w ich ręce składają losy swoje, swoich rodzin, losy Polski. Obecnie mamy do czynienia jedynie ze sługasami partyjnymi i nikim więcej.
Emanuel Czyżo
Toronto

GONIEC NR 26/2010

 Aby Polska była Polską, 
 naszą Polską
 Wystarczy, aby dobrzy ludzie nic nie robili,
 a zło zatriumfuje 
- Edward Burke
 Zło, dobrem zwyciężaj 
- św. Paweł, apostoł
 Uważajmy, bo nadal jesteśmy obiektem manipulacji. Nadal ci, co mają dostęp do mikrofonów i ekranów, starają się nam przedstawić swoje partyjne cele. A tymczasem przed nami jako narodem stoją zupełnie inne zadania.
 Łza się w oku kręci, kiedy się czyta bardzo poważne rozważania na temat - kto ma większe szanse na zwycięstwo w II turze wyborów prezydenckich, czy p. Komorowski, czy p. Kaczyński? 
 Albo, co zrobi p. Napieralski, kogo poprze, kto mu więcej obieca?  O czym świadczą tak stawiane pytania? Otóż one świadczą o tym, że nasi mędrcy medialni ciągle nie widzą Polski, a widzą tylko rozgrywki między partiami politycznymi. To dla nich jest Polska.
 Stawiając takie pytania, jako najważniejsze problemy aktualnie w Polsce, zapominamy zupełnie o tym, w jakiej Polsce żyjemy. Moim zdaniem, to jest może już jeden z ostatnich dzwonków, alarmów bojowych, aby ratować Polskę. Czy ktoś przy zdrowych zmysłach wyobraża sobie, że kiedy prezydentem zostałby p. Komorowski, to będzie nam łatwiej ratować Polskę przed całkowitym zniewoleniem i wyniszczeniem? A ci wszyscy wspomniani mędrcy zastanawiają się głównie nad tym, jak ratować tę czy inną partię, jak ratować kandydatów tych partii na prezydenta Polski, a nie Polskę.
 Problem, jaki aktualnie stoi przed narodem polskim, to nie tylko wybór prezydenta, to nie rozgrywka kolejna pomiędzy PO a PiS, to nie wybór pomiędzy p. Komorowskim a p. Kaczyńskim, to nie wybieranie mniejszego zła, to jest jedna z ostatnich prób ratowania Polski przed całkowitym jej wyniszczeniem przez aktualnie panujących nam polityków. Tu nie chodzi tylko o to, aby nie dopuścić do Pałacu Prezydenckiego p. Komorowskiego. Tu chodzi o to, aby zabrać się wreszcie do całkowitej przebudowy naszej Ojczyzny. Ale do przebudowy takiej, której żądają obywatele tego kraju, a nie ta czy inna partia polityczna, a nie ten czy inny wódz partyjny.
 Polska nie może być własnością tej czy innej partii. Prezydentem Polski nie musi być przedstawiciel tej czy innej partii politycznej. Premierem rządu polskiego nie musi być przedstawiciel tej czy innej partii. Ministrem, posłem, czy senatorem nie musi być przedstawiciel tej czy innej partii. I idąc tą drogą, możemy dojść aż do najniższych stanowisk w państwie polskim. Wybór na każde z tych stanowisk, to nie może być tylko wybór pomiędzy kandydatami zgłoszonymi przez istniejące partie polityczne. Oprócz partii politycznych są jeszcze w Polsce inni ludzie, jest cały naród. Są wspaniali ludzie nie należący do żadnej partii. Obecnie są oni traktowani  jako śmiecie, tylko dlatego, że nie należą do żadnej partii. Ogromna rzesza Polaków nie należy do żadnej partii. Ale, czy z tego powodu nie ma nic do powiedzenia w tym kraju?
 Naród musi mieć prawo zgłaszania i wybierania najlepszych z najlepszych na każde stanowisko w Polsce, niezależnie od tego do jakiej partii ktoś należy. A cóż to, czy poza partiami politycznymi nie ma już w Polsce godnych i właściwych osób do zajmowania największych i najważniejszych stanowisk w Polsce?
 W naszej Ojczyźnie Prezydentem Polski powinien być człowiek najbardziej tego godny spośród wszystkich Polek i Polaków. Kochający Polskę i Polaków. Rozumiejący,  że władza to służba, ale nie swojej partii i nie swoim poplecznikom, krajowym czy zagranicznym, tylko służba Polsce i Polakom. Podobnie rzecz ma się z innymi funkcjami w państwie. Ministrem Zdrowia, Edukacji, czy Obrony Narodowej powinien być człowiek najbardziej kompetentny w danej dziedzinie, spośród żyjących Polek i Polaków, a nie członek tej czy innej partii.
 To jest właściwy i konieczny kierunek działań. To są problemy nie cierpiące zwłoki, które jako naród musimy rozwiązać, aby Polska była Polską, naszą Polską. A nie Polską tej czy innej partii politycznej. Co potrafią i co robią poszczególne partie polityczne w naszym kraju, to widać na każdym odcinku życia w kraju. 
 Panująca nam aktualnie partia PO z p. Tuskiem i z p. Komorowskim na czele pokazała już, co potrafi. Pokazała, jak troszczy się o Polskę i Polaków. Pokazała, jak służy dobru Polski i Polaków. Pokazała, jak troszczy się o godność Polski, o godność jej najwyższego przedstawiciela Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Szczególne "zasługi" na tym polu ma p. Tusk, ale zasługi p. Komorowskiego też nie są małe. On już pokazał, jakim jest i jakim może być prezydentem, gdyby, co nie daj Boże, został na niego wybrany. Kiedy ginie Prezydent Polski i jego małżonka, a wraz z nimi wybitni przedstawiciele najwyższych władz cywilnych, wojskowych i duchownych w Polsce, ci dwaj dygnitarze PO oddają wszystkie sprawy związane z tą narodową tragedią, a może nawet zbrodnią, w ręce naszych odwiecznych nieprzyjaciół. Bo oni mają ważniejsze sprawy na głowie, zresztą nie od dziś. Oni muszą podporządkować sobie, swojej partii, swoim kolesiom, wszystko co się tylko da. I IPN, i Bank Polski, i Wojsko Polskie, i media publiczne, i...
 Kiedy spada na Polskę kolejne nieszczęście w postaci klęsk powodziowych, ci dygnitarze nie mają odwagi przyznać się i przeprosić naród za popełnione błędy, a obarczają winą za te klęski, Bogu ducha winnych, sołtysów, wójtów czy burmistrzów.
 Dlatego, biorąc pod uwagę to wszystko, co się aktualnie dzieje na naszych oczach w Polsce, nie możemy nawet przez chwilę zastanawiać się, kogo mamy wybrać na prezydenta Polski. Jarosław Kaczyński jest aktualnie jedynym godnym tego zaszczytu kandydatem. Ale żeby go wybrać na prezydenta Polski, musimy wziąć udział w wyborach. Dowiedziałem się przed chwilą, że wiele osób, które ucierpiały z powodu powodzi, już postanowiło - nie weźmiemy udziału w żadnych wyborach, na złość politykom. 
 Moi kochani, politycy, szczególnie ci co teraz są u żłoba, a więc politycy PO, tylko z takiej waszej decyzji się ucieszą. Bo mam nadzieję, że na nich nie oddalibyście swoich głosów. Ale nie biorąc udziału w wyborach, nie oddacie też swoich głosów na p. Jarosława Kaczyńskiego. Natomiast na pewno wezmą udział w II turze wyborów wszyscy zwolennicy p. Komorowskiego. I oczywiście jeśli ich będzie więcej, to wygra p. Komorowski, a nie p. J. Kaczyński. 
 Dzięki Bogu, nie żyjemy już w PRL-u. Możemy i mamy prawo i obowiązek, a przede wszystkim możliwość, wyboru najwłaściwszych ludzi na najważniejsze stanowiska w Polsce. Ale nie zapominajmy, że wybory wygrywa ten, kto zdobywa więcej głosów od swojego przeciwnika. 
 Dlaczego p. Komorowski nie wygrał wyborów w I turze, tak jak sobie tego życzyli i prorokowali mędrcy-mąciciele medialni? Bo nie znalazł wśród Polaków wystarczającej liczby  zwolenników.
 Dlaczego p. Kaczyński nie wygrał wyborów w I turze? Bo 45 proc. Polaków nie wzięło udziału w tych wyborach.
 Jeśli nie bierzesz udziału w wyborach, to za ciebie wybiorą inni, nawet jeśli ich będzie mniej niż nas, nawet jeśli ich będzie garstka. Bo wyboru dokonują tylko ci, co biorą udział w wyborach. I nie dziw się temu, że wybiorą swojego, a nie naszego kandydata.
 Czy naprawdę tego chcecie, aby p. Komorowski został legalnie wybranym prezydentem Polski? Czy nie wystarczy już tego zła, którego dokonał, będąc tylko p.o. prezydentem?
 Nie biorąc udziału w II turze wyborów prezydenckich, nie wyrządzimy krzywdy politykom, natomiast wyrządzimy krzywdę sobie i Polsce, Ojczyźnie naszej, bo oddamy Ją w ręce złoczyńców i nierobów. A przecież niebawem czekają nas kolejne wybory, wybory samorządowe. Czy i w tych wyborach  nie chcecie wziąć udziału? Czy i tę władzę, samorządową, też chcecie bez walki oddać w ręce złoczyńców i nierobów? A przecież czekają nas jeszcze i wybory do Sejmu i Senatu. Czy i w tych wyborach też nie macie zamiaru wziąć udziału? Czy i tę władzę, ustawodawczą, też chcecie oddać bez walki w ręce złoczyńców i nierobów?
 Czy zatem, chcecie w ogóle bez walki oddać Polskę w ręce PO, aby Ją wyniszczyła do końca?
 Ludzie kochani, zdaję sobie sprawę z tego, że cierpienia wasze i wasze niedole są wielkie i bolesne. Ale niech ten ból i rozpacz nie pozbawią was zdrowego rozsądku. Módlcie się gorąco, i my będziemy się razem z wami modlić, do Miłosiernego Boga i do Naszej Matki i Królowej, o to, abyśmy z Bożą pomocą i z Bożym światłem zobaczyli całą prawdę, zobaczyli, że Ojczyzna nasza stoi nad przepaścią, i abyśmy zrozumieli, że tylko od nas, Polaków, zależy, czy uda się nam obronić Polskę przed całkowitym zniewoleniem i wyniszczeniem. 
 Polko i Polaku, od Twojego udziału w II turze wyborów prezydenckich zależy wszystko, zależą przyszłość Polski i przyszłość każdego z nas. A przecież na tych wyborach nasze zadania się nie kończą. One, tak naprawdę, dopiero się zaczynają. Mam na myśli zadania poważne, czyli troskę o Polskę i Polaków, a nie troskę o partię PO i jej kandydata na prezydenta Polski. To nas nie interesuje. Tak jak partii PO nie interesuje los Polski i Polaków, tak nas, Polaków, nie interesuje ani los partii PO, ani los p. Komorowskiego. 
 Pamiętajmy, że to nie jest najważniejsze czy jedyne zadanie dla narodu w obecnej chwili. Jest to po prostu konieczność życiowa narodu całego. To jest zadanie na dziś. Bowiem już w dzień po II turze wyborów prezydenckich, przed nowym prezydentem i całym narodem polskim stoją inne poważne zadania. Musimy zbudować Polskę, nie w oparciu o partie polityczne, ale zgodnie z wolą narodu, naszą Polskę. I to jest najważniejsze zadanie dla nowego prezydenta Polski. Po tym, na szczęście krótkim, panowaniu p.o. prezydenta p. Komorowskiego już wiemy, że z nim żadnego dobra dla Polski i Polaków uczynić się nie da, bo jego i jego partii to po prostu nie interesuje.
 Aby te idee podjąć i zrealizować, należy zreformować całą strukturę państwa polskiego. Jednym z najważniejszych problemów jest zreformowanie prawa wyborczego. To prawo nie może być narzędziem gry i manipulacji w rękach partii politycznych. Naród nie może być ograniczony do "wybierania" śmieci serwowanych mu przez partie polityczne w każdych wyborach. Naród musi mieć prawo zgłaszania swoich własnych kandydatów na wszystkie szczeble władzy w państwie. 
 Każdy obywatel polski musi mieć prawo uczestniczenia w wyborach, bez dodatkowych "udogodnień", jak to ma teraz miejsce w przypadku Polaków mieszkający poza granicami kraju. Polak mieszkający poza krajem, wcale nie przestaje być Polakiem, a często kocha i troszczy się o swoją Ojczyznę nie mniej od Polaków mieszkających w kraju. Piszę o tym bardziej szczegółowo w tekście pt. "Dyskryminacja Polonii - na przykładzie wyborów" (zob. www.eczyzo.mysle.pl).
 Zwracam uwagę tutaj tylko na kilka podstawowych problemów. Mam nadzieję, że po 4 lipca rozpocznie się w Polsce nowa era. Mamy wielu wspaniałych nauczycieli. Ojciec św. Jan Paweł II, ks. Stefan kardynał Wyszyński, św. s. Faustyna Kowalska, najmłodszy nasz święty, ks. abp Zygmunt Szczęsny Feliński i najmłodszy nasz błogosławiony, ks. Jerzy Popiełuszko. Dziedzictwo tych wielkich i świętych Polaków jest dla nas wielkim i ciągle nie wykorzystywanym skarbem. Tam w Bożej nauce jest źródło naszej nadziei, siły i mądrości.
 Pana Jarosława Kaczyńskiego nie wybieramy na wieki, wybieramy go na razie tylko na jedną kadencję. Jeśli nie będzie spełniał naszych nadziei i oczekiwań, to poszukamy sobie lepszego prezydenta. Na razie dajmy mu szansę, tym bardziej że nie mamy żadnej lepszej alternatywy. Pan Bronisław Komorowski już nam pokazał, co potrafi i jakim jest Polakiem. Dlatego musimy uczynić wszystko, aby 4 lipca 2010 roku zakończyła się definitywnie jego kadencja jako prezydenta.
 Takiego prezydenta nie chcemy!
 Zadanie, jakie stoi aktualnie przed całym narodem polskim, nie jest wcale trudne. Pisałem o tym bardziej szczegółowo w tekście pt. "Nie pozostało nam nic innego" (zob. www.eczyzo.mysle.pl).
 Weźmy liczny udział w II turze wyborów prezydenckich, a zwycięstwo będzie nasze.
 Wielu ludzi zadaje sobie pytanie -   Czy Polska jest w ogóle normalnym krajem?
 Nie, Polska nie jest jeszcze normalnym krajem. Co prawda, to już nie jest PRL, ale to jeszcze nie jest nasza Polska. Ale Polska może być, i wierzę w to mocno, że będzie normalnym krajem i naszą Polską, jeśli tylko 45 proc. Polaków, którzy nie wzięli udziału w I turze wyborów prezydenckich, weźmie teraz udział w II turze wyborów prezydenckich, a potem także w wyborach samorządowych i w wyborach parlamentarnych. 
Emanuel Czyżo
www.eczyzo.mysle.pl
 

 Ostatnia szansa 
 Niedzielne wybory to ostatnia szansa dla Polski, aby pozostać suwerennym krajem. Te wybory to chyba ostatnie wolne wybory, bo jeśli wygra B. Komorowski, to będzie powrót do przećwiczonych metod rodem z PRL-u, czyli nowego Frontu Jedności Narodu. Będzie jedna lista jedynej partii miłującej dogorywający Naród. 
 Jak ważne są te wybory, dowodzi zjazd dyplomatów z całego świata w Krakowie 4 lipca br. To nie przypadek, że wybrano ten dzień i to miejsce na naradę, jak wyrwać Polsce 67 mld dol. dla "biednego" lobby uzurpującego sobie prawo do odszkodowania za pozostawione, zagrabione lub porzucone mienie w czasie ostatniej wojny światowej. Sekretarz stanu USA, zamiast być w domu w dniu święta narodowego ze swoim narodem, wybiera się do Polski, aby poprzeć B. Komorowskiego, bo on tylko może zagwarantować, że te pieniądze zostaną wypłacone  "potrzebującym". To spotkanie na polskiej ziemi w pobliżu grobu tragicznie zmarłego Prezydenta, który dbał o polski interes narodowy, dowodzi, jak słaba jest Polska pod rządami PO. Ingerencja w wewnętrzne sprawy Polski w czasie ciszy wyborczej to szyderstwo z demokracji i suwerenności wolnego kraju. To spotkanie dowodzi, komu potrzebny jest Komorowski. PO i B. Komorowski wykorzystali bezlitośnie polską tragedię pod Smoleńskiem i po tragicznej śmierci L. Kaczyńskiego obsadzili swoimi ludźmi wszystkie możliwe stanowiska w państwie, które są w gestii Prezydenta z wyboru. Do osiągnięcia pełni szczęścia i pełnej dyktatury pozostało najważniejsze miejsce w Pałacu Namiestnikowskim. Kiedy tę ostatnią przeszkodę pokonają, a ich człowiek obejmie urząd Prezydenta RP, Polska ponownie będzie rządzona przez reżim z nadania Moskwy, Berlina, Brukseli i Waszyngtonu. Mówiąc jaśniej, po Polsce zostanie tylko wspomnienie na mapie Europy. 
 Poparcie B. Komorowskiego przez przedstawicieli obcych państw powinno być dla Polaków jasnym sygnałem, jak się mają zachować 4 lipca, aby nie ulec podszeptom lub zaleceniom tych, którzy nie szanują ani ciszy wyborczej, ani wolnej woli Narodu Polskiego. Zamiast ich pytać, na kogo głosować, lepiej ich zapytać, gdzie byli w dniu pogrzebu Polskiego Prezydenta? Ostatnio wiele się mówi o dobrych stosunkach z sąsiadami. Dobry sąsiad to taki sąsiad, który w trudnych chwilach lub potrzebie podaje pomocną dłoń. Dobry sąsiad to nie ten, który wtrąca się w sprawy osobiste lub rodzinne sąsiada i narzuca mu, jak ustawiać meble w domu, jak wydawać i na co jego własne pieniądze lub kogo ma wybierać jako swojego przedstawiciela, w tym wypadku prezydenta. Polska potrzebuje prezydenta, który  samodzielnie bez instrukcji może myśleć i działać, który nie pozwoli sobie nałożyć kagańca i nie będzie chodził na krótkiej smyczy. Polska potrzebuje prezydenta dbającego o wspólne dobro wszystkich Polaków, a nie tylko członków i zwolenników PO. 
 B. Komorowski, przez tę tragedię, pełni obowiązki Prezydenta RP. Pokazał, że w szybkim tempie i z wielką determinacją i skrupulatnością zadbał o interesy swojej partii kosztem reszty społeczeństwa, obsadzając stanowiska, które leżą w gestii prezydenta wybranego z woli narodu. W tym krótkim czasie podpisał około 40 ustaw hurtowo, bo chyba nie miał ani czasu, ani woli sprawdzenia, czy te ustawy są dobre dla społeczeństwa. W takim tempie legalną dyktaturę można zbudować w kilka miesięcy, odbierając narodowi należne mu prawa. Poprzez swoje wypowiedzi pokazał, jak obce są mu sprawy Narodu dotkniętego klęskami jedna po drugiej. Wraz z Tuskiem oddał w ręce Rosjan śledztwo w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu, a powodzianom powiedział, że jest mu przyjemnie gościć na zalanych terenach, ale również  pocieszył, że woda ma to do siebie, że spływa do Bałtyku, zabierając dorobek życia lub miejsca pracy wielu pokoleń. Zapomniał tylko, że to przez zaniedbania, niekompetencję i arogancję jego partii, która nie wypełniła swoich podstawowych obowiązków konstytucyjnych i nie zadbała o bezpieczeństwo obywateli, wydając pieniądze na inne cele. Z jego wypowiedzi wynika, że bliższe są mu interesy rosyjskiego  Gazpromu niż energetyczne bezpieczeństwo Polski.
 Prezydentura Komorowskiego to utrata wywalczonej wolności i powrót do cenzury podporządkowanych partii środków przekazu, podporządkowanie prawa rządzącym, wysokich podatków, uzależnienia finansowego Polski od obcych banków, ogromnego deficytu i zadłużenia Polski. To również represje sądowe i policyjne oraz dominacja służb specjalnych, to także brak tolerancji dla ludzi o poglądach prawicowych itd. Po katastrofie już dokonano zamachu na IPN, NBP, KRRiT, RPO, dowództwo wojskowe i inne instytucje. J. Kaczyński ma przeciw sobie poprawnie polityczne środki przekazu, a w kampanii wyborczej uczestniczy z konieczności w wyniku śmierci swojego brata od miesiąca, w przeciwieństwie do swego konkurenta, który w kampanii wyborczej uczestniczy od trzech lat. D. Tusk zrezygnował z ubiegania się o prezydenturę, lecz jako premier tak bardzo się zaangażował po stronie swego partyjnego kolegi,  że nie ma czasu zajmować się swoimi obowiązkami. Ostatnio stał się główną tubą propagandową nie tylko Platformy, ale samego Komorowskiego. Poprzez swoje wypowiedzi udowodnił, że jest lepszy od Palikota, Grasia i Niesiołowskiego razem wziętych. Przez swoje napastliwe, a czasem chamskie wypowiedzi pokazuje politykę miłości, ośmieszając Polskę przed światem. Polska już przeżyła wiele katastrof i nie potrzebuje następnej w postaci tandemu Tusk-Komorowski, z Putinem, Merkel i Obamą w tle. Polska potrzebuje męża stanu, a nie męża Anny Komorowskiej. W ostatnich dniach wszelkiej maści lewacy, pseudodemokraci i tzw. autorytety rozpoczęły jazgot poparcia dla Komorowskiego. Miało być tyle miłości, a jest aż tyle nienawiści ze strony miłujących. Tusk w swoim zacietrzewieniu ośmiesza siebie, partie, urząd, który sprawuje i państwo polskie. 
 Nie rozumiem, po co media robią z Komorowskiego kogoś, kim nigdy nie był, nie jest i nie będzie, bo to nie ten gatunek człowieka, który chce być prezydentem kraju, lecz brakuje mu nie tylko klasy, lecz również niezależności. Jest przepełniony własną pychą i manią wielkości. Chwali się wątpliwym pochodzeniem szlacheckim nadanym przez rosyjskiego zaborcę. Podsumowując, dobry towar nie potrzebuje tak napastliwej reklamy. Apeluję do swoich rodaków o powtórzenie wyniku z pierwszej tury. Jako Polonia torontońska mamy powody do dumy z tego wyniku (80,11 proc.), który świadczy o mądrości, rozsądku i polskim patriotyzmie. Polska dla Polaków to rzecz święta. Pamiętajmy o tym w sobotę przy urnie wyborczej. Szczęść Boże.
   Stanisław Pietras
 Mississauga 
 

Archiwum nr 23
 
 



KONTAKT: 
tel. 905-629- 9738 
fax 905-629-9764 
 e-mail: redakcja@goniec.net



.. .
webmaster