– Witaj Grzegorzu.
– Grzegorz Braun, kandydat na prezydenta Polski: Kłaniam się, szczęść Boże. Pozdrawiam ze strasburskiej wieży Babel. Tutaj moja praca dorywcza odrywa mnie od kampanii, którą prowadzę już od pewnego czasu, ale dopiero od wczoraj formalnie jako zarejestrowany kandydat. Udała się ta sztuka. Mój sztab, pełnomocnik komitetu wyborczego, przeprowadzili w stachanowskim tempie tę zbiórkę ponad 200 tysięcy podpisów. Czekaliśmy dziesięć dni, aż PKW, Państwowa Komisja Wyborcza dopełni formalności. No więc właśnie dopełniłam. No i teraz tylko trzeba zrobić wynik.
– Przede wszystkim gratuluję. Ale też wiesz, na początku chciałem Ci bardzo podziękować. Myślę, że od wielu z nas mieszkających poza granicami kraju, za to, co robiłeś między innymi dla Polonii kanadyjskiej, podczas terroru sanitarnego, który tu mieliśmy. On był w Kanadzie, bardzo dotkliwy. To ty się za nami ujmowałeś, protestowałeś przed ambasadą.
My wówczas nie mogliśmy nawet na pogrzeby jeździć do Polski i nikt się za nami nie chciał ująć. Służby konsularne umyły ręce, a właśnie wtedy jako poseł do parlamentu polskiego za nami się ujmowałeś.
Chciałbym też podziękować za interwencję w sprawie konieczności potwierdzania obywatelstwa polskiego przez ludzi, którzy przez 10 lat nie mieli ważnego polskiego paszportu, co wielu z nas zaskakuje, że podróżując na innych paszportach, nagle okazuje się, że nie jesteśmy obywatelami polskimi, pomimo tego, że mamy paszport polski nieważny. Czeka nas procedura skomplikowana, w której trzeba spowiadać się z życiorysów dziadków z obu stron przed polskimi władzami, podczas gdy inni dostają obywatelstwo niemalże od ręki. Tak że dziękuję Ci bardzo za to.
– Ja bardzo dziękuję za życzliwe słowa za życzliwą pamięć. Oczywiście to jest dla mnie permanentna frustracja, że mogę owszem ujmować się, że mogę mówić o sprawach, o problemach, ale tak niewiele do tej pory mogłem realnie uczynić. I to jest sens wchodzenia na ring i tej kampanii prezydenckiej. Ja mam nadzieję, że w tych przez ciebie wymienionych sprawach i w innych, że będziemy mogli wreszcie zrobić coś dobrego, a nie tylko mówić o tym, co jest złe, o tym, co nam doskwiera.
W ogóle traktowanie Polaków na obczyźnie przez Państwo warszawskie. Uwłacza. Uwłacza Polsce na wschód i na zachód. Sprawy niezrealizowanych repatriacji z Kazachstanu. Sprawa naszych rodaków na Kresach. Na Litwie, na Białorusi, na Ukrainie. Pogrzebana.
Nie pogrzebana jeszcze. Jeszcze Polska nie zginęła, ale złożona przez Warszawę na ołtarzu różnych złych, szkodliwych, głupich polityk w relacjach z państwem litewskim, z szowinistami litewskimi, w relacjach z Białorusią, w relacjach z Ukrainą. No i wreszcie właśnie Polonia szeroko rozumiana, zagraniczna, państwo polskie. Myślę, że wystarczy porównać, jak traktuje zgłaszających się do naszych placówek konsularnych, albo nawet nie zgłaszających się obcokrajowców, którzy z jakichś przyczyn chcą wejść w posiadanie paszportu polskiego ostatnio Andrzej Duda. Jak słyszeliśmy, zawiózł w zębach jeden z takich paszportów jakiemuś jegomościowi w Stanach Zjednoczonych. To jak traktowani są przedstawiciele innych nacji, którzy chcą stać się obywatelami polskimi, A jak traktowani są Polacy, którzy to obywatelstwo mieli, nigdy się go nie zrzekali i nagle okazuje się, że muszą się legitymować tak jak szlachta polska Carowi musiała się legitymować ze szlachectwa, w XIX wieku. To wszystko pokazuje nam, jak dalece państwo polskie nie realizuje polskiego interesu narodowego i nie stoi na gruncie polskiej racji stanu. I to chciałbym zmieniać i dlatego kandyduję.
– Grzegorzu, bardzo często mówisz, że Polska nie jest niepodległa, że walczymy o to, żeby była niepodległa, żeby Polak był gospodarzem u siebie. Ale w Polsce, w polskim języku jest takie określenie „wybić się na niepodległość” czy na niepodległość można się „wygłosować”. To znaczy czy można przy pomocy tych procedur, w których jesteś, których używasz, demokratycznych procedur, uzyskać suwerenność, podmiotowość narodową? Czy nie jest to trochę takie, jakby to powiedzieć, marzenie ściętej głowy, patrząc zwłaszcza na przypadek Rumunii, gdzie demokracja jest coraz bardziej sterowana, coraz bardziej przypomina czasy socjalistyczne. Więc jak Ty na to patrzysz?
– Zaczynając od końca, tam w Rumunii, zadziałała po prostu eurokołchozowa doktryna Breżniewa. Jak pamiętamy, za czasów sowieckich Układ Warszawski nie tylko mógł, ale nawet miał obowiązek reagować, spieszyć z pomocą tam, gdzie by socjalizm był zagrożony. No i pospieszyła Armia Czerwona wraz z sojusznikami, w tym ludowym Wojskiem Polskim na przykład do Czechosłowacji w 68, prawda? Teraz mamy eurokołchozową doktrynę Breżniewa, czyli tam, gdzie by „demokracja była zagrożona”, tam wszyscy mają prawo, ba, obowiązek interweniować. No i właśnie interweniują. I ja to śledzę. Ja to oglądam stąd, ze Strasburga, z Brukseli, jako członek komisji spraw zagranicznych parlamentu eurokołchozowego, oglądam tę nieustanną tutaj rewię nominacji na wrogów postępowej ludzkości w kolejnych krajach, w kolejnych państwach niektórzy są nominowani na czarne charaktery. I tam właśnie międzynarodowa społeczność w imię obrony demokracji musi interweniować. Rzekomo.
Widzimy, z jakim skutkiem w Syrii, tam teraz trwają czystki ludobójcze. Ofiarą padają chrześcijanie syryjscy. No i widzimy rzeczywiście w Rumunii, gdzie demokracja, demokracją, naród wybrał, ale wybrał „niewłaściwie”. W związku z tym na gwizdnięcie z Brukseli tamtejszy Sąd Najwyższy po prostu skasował te wybory, skasował kandydata. Tam jeszcze sprawa się jednak waży, dlatego że wprawdzie kandydat, który wygrał w przedbiegach pan Georgescu został, wykluczony, odmówiono mu prawa do kandydowania, no ale inny lider opozycji wszedł w sojusz z tym kandydatem utrąconym i być może w tandemie zrobią wynik w tych wyborach, które będą teraz powtórzone. Zobaczymy, co się będzie działo.
Wracając do spraw polskich, zagrożeń dookoła jest wiele i one są naprawdę śmiertelne; jeśli o nas, Polaków chodzi, to jest zagrożenie wepchnięciem nas w wojnę, to jest zagrożenie. paktem migracyjnym, eurokołchozowym, czyli zagrożenie trwałą destabilizacją, dezorganizacją, dewastacją naszego życia publicznego. Jeżeli uchodźcy, nachodźcy, subsaharyjscy inżynierowie, jak tutaj, w przypływie czarnego humoru niektórzy żartują, subsaharyjscy inżynierowie z nożami w zębach zostaną reeksportowani do Polski przez Niemcy. To są zagrożenia śmiertelne. Rząd warszawski tym zagrożeniem nie przeciwdziała. Nie jest zdolny, nie ma woli. I wręcz przeciwnie sprowadza te zagrożenia powszechne na naród polski.
Fałszywe doktryny eurokołchozowe, cała ta eurokomuna, zielona, tęczowa. To, co Donald Trump przekreślił u siebie i tam odkręca śrubę, to tutaj jest podtrzymywane. Tutaj można powiedzieć Bruksela jest w tej chwili czymś na kształt okopów Świętej Trójcy, tego systemu globalistycznego, eurokomunistycznego.
I to jest to główne zmaganie, czy wygrają jednak narody i normalni ludzie, czy wygrają globaliści, euro i nie tylko eurokomuniści? I teraz na moment wydaje się, że Donald Trump otwiera okno możliwości. On sam jest i być może źródłem rozlicznych zagrożeń. No bo on otwiera to okno możliwości u siebie i u siebie, odkręca śrubę i u siebie, no po prostu jako prezes zarządu tej firmy, którą są Stany Zjednoczone, on tnie koszta, skraca linię frontu i to w ramach tego cięcia kosztów, no może innych wepchnąć, na innych te koszta przerzucić. Ci inni to oczywiście my. W Europie to jest to zagrożenie tym, że Polska będzie ostatecznie największym płatnikiem, winowajcą i ofiarą wojny ukraińskiej.
I to właśnie polityka amerykańska do tego może finalnie doprowadzić. Ale jednak, powiedziałem okno możliwości jest otwarte, więc wchodźmy w to okno. Może to nie jest całe okno, może to jest zaledwie lufcik, ale trzeba dać sobie szansę. No bo alternatywa jest prosta albo ostatni wychodzi. Gasimy światło i mówimy na tysiąclecie podniesienia korony Królestwa Polskiego, że już kończymy z tym projektem i że nie będziemy nawet próbowali. Bo to jest kopanie się z koniem i i z motyką na słońce. Albo jednak zawalczmy o odzyskanie niepodległości i ja nie jestem już tak bardzo konkretnie odpowiadając na Twoje pytanie ja nie doznałem nagle jakichś, że tak powiem, urojeń demokratycznych i nie mam takich wyobrażeń, że właśnie już tam władza zadba o praworządność, o to, żeby głosy były poprawnie przeliczone i jak tylko Polacy, rodacy teraz przez 9 tygodni się zaweźmiemy, to będziemy mieli Polskę od pierwszego po 18 maja. Nie mam takich urojeń, ale mam przekonanie, że samą kampanią już odzyskujemy jakiś przyczółek niepodległości, jeśli w ogóle tę sprawę publicznie stawiamy. I dalej wynik tych wyborów bynajmniej nie jest przesądzony, bo oczywiście są pewni kandydaci silnie preferowani przez media systemowe. Ja wśród tych kandydatów się nie znajduję i często nawet w ogóle mojego nazwiska nie będzie w sondażach, co jest szczególnie groteskowe i zabawne.
– Zwłaszcza, że, dostarczyłeś 200 tys. podpisów.
– No więc właśnie, kandydatura już jest zarejestrowana. No, gdyby rzeczywiście te sondaże, w których nawet moje nazwisko nie figuruje, gdyby się odnosiły jakoś do rzeczywistości, to nie byłoby tych 200 tysięcy podpisów i nie byłoby tych ludzi, którzy się nie mieszczą w salach, które wynajmujemy, z różnymi przygodami, ale jednak udaje się wynająć na spotkania w tej trasie wyborczej. Krótko mówiąc, zachęcam, nie oddawajmy tych wyborów walkowerem, prawda? Nie.
– Przynajmniej się policzmy.
– Policzmy się. Zobaczmy, ilu Polaków chce być Polakami, a ilu już zdecydowało się być kołchoźnikami, ukropoliniakami czy też tubylcami w jakiejś kolonii anglosaskiej, która jest jedną z propozycji.
– Niedawno w wywiadzie Konrad Berkowicz powiedział, że ty i Korwin realizujecie „strategię na zamach stanu”, co było dosyć frapujące. W pytaniach, które widziałem, jakie do ciebie były kierowane, powtarzała się taka rzecz czy ty nie grasz zbyt otwarcie? W Polsce jest pojęcie wallenrodyzmu, prawda? Ono nawet funkcjonowało za komunizmu? Niektórzy uważali, że robią dobrą rzecz w tych komunistycznych strukturach. Czy tej sytuacji, jaka jest teraz nie trzeba ukrywać swoich kart, czy nie trzeba ich odkrywać dopiero w momencie, kiedy się ma realną władzę? Jak to jest?
– Życie jest bardzo krótkie. O, na przykład parę godzin temu odszedł na tamten świat Witold Tomczak, poseł niezłomny w swoim czasie, który był jednym z tych nielicznych, co to otwarcie nie popierali akcesu do Unii Europejskiej, nie popierali przystąpienia do Paktu Północnoatlantyckiego. Umarł dzisiaj. Świeć Panie, nad jego duszą. Bardzo to wielka dla mnie osobiście strata dla Konfederacji, Korony Polskiej, mojej partii, bo Witold Tomczak nas zaszczycał współpracą, zaangażowaniem, był naszym towarzyszem przez ostatnie lata, naszym kandydatem. Więc życie jest krótkie. I tak myślę sobie no, nie prezentuję siebie samego jako jakiegoś bezalternatywnego wzorca. I przyjmuję to do wiadomości, że różne są strategie i taktyki, ale taka właśnie jest moja. Uważam, że byłoby wielką stratą i nieporozumieniem, gdyby hasło odzyskiwania niepodległości w ogóle nie pojawiło się w tej kampanii prezydenckiej, na tym ryneczku politycznym. Chciałbym oczywiście mieć większą konkurencję w tej dziedzinie, ale nie mam, nie mam konkurencji. Kiedy upominam się o sprawy, o które inni się nie upominają. Jestem jedynym kandydatem stającym do tych wyborów, który ma tych parę czystych, mocnych kart, w które wyposażył mnie bieg zdarzeń ostatniej dekady.
Ja 10 lat temu mówiłem nie poślę Polaków na wojnę ukraińską i to jest dzisiaj jak znalazł. I właśnie to jest ważne, że ja tego nie mówię dziś na użytek tej kampanii, tylko że że mam moje stanowisko w tej sprawie jasne i niezmienione.
Sprawy pandemiczne, sprawy, sprawy eurokołchozowe. No, w tych sprawach także nie ma innego pretendenta do prezydentury, który wraz ze mną stałby po stronie wolności i godności, zdrowia, życia i majętności Polaków zaledwie 5 lat temu. Zaledwie 5 lat temu. Oczywiście z różnym zaangażowaniem, ale wszyscy stali po stronie tej wielkiej akcji dezinformacyjnej. Jak trzeba było zamaskowani, później, jak trzeba było, oflagowani barwami ukraińskimi.
Oczywiście ta mantra patriotyzmu zredukowanego do antyrosyjskości, czyli że najlepszy polski patriota to jest ten, kto najgłośniej krzyczy, że na Moskala.Ja w tych sprawach mam czystą kartę, bo już w roku 22 podnosiłem hasło stop ukrainizacji Polski, stop banderyzacji polskiej racji stanu.
W roku 22 sygnowałem wraz z bardzo kameralnym, ale zacnym gronem profesorów apel o pokój. Podżegałem do pokoju. Nie podżegałbym do wojny. I było to jeszcze zanim Ukraińcy kolejnymi setkami tysięcy zostali posłani do ziemi przez władze Zełenskiego i jego rzeźników z Kijowa i przez ich anglosaskich i żydowskich promotorów tej zagłady dzisiaj. Dzisiaj jednakowoż, bo może ktoś tak powiedzieć, no ale mój Boże, polityka, politykowanie nie polega na posiadaniu racji. No ja te racje akurat w tych sprawach miałem.
Byłem mądry po szkodzie, starałem się ostrzegać. No ale dzisiaj czyż to ma znaczenie?
Ma takie znaczenie, że dziś te wszystkie sprawy znowu stoją na ostrzu noża. I sprawa wysłania, nie wysłania Wojska Polskiego na wojnę ukraińską i sprawa uznania, bądź nie uznania roszczeń żydowskich. Ta sprawa za chwilę znowu stanie na ostrzu noża i sprawa polskiej niepodległości i majętności zagrożonej bankructwem przez Zielony Ład eurokołchozowy, przez niebieski Ład, przez politykę zaorania rolnictwa i zasypania górnictwa. Te wszystkie sprawy stoją na ostrzu noża i mam wrażenie, że to powinno być najbardziej istotnym kryterium dla wyborców w kraju i za granicą.
Kto się sprzeciwi? Kto będzie zdolny powiedzieć nie? Kiedy przyjdą do nas, obcy ambasadorowie, będą telefony z obcych stolic i będą mocne sugestie o charakterze szantażu. Nie tylko szantażu moralnego. Kto powie nie, skoro pozostali pretendenci to są ludzie, którzy w poprzednich chwilach próby nie przejawiali skłonności i nie przejawiali zdolności do tego, żeby się oprzeć, ba, nawet oprzeć chwilowej i jak się okazało przelotnej mądrości etapu w mediach, tylko ćwierkali z tego klucza, z którego trzeba było ćwierkać. No dlatego się zgłaszam do tej roboty. Dlatego kandyduję, że nie znajduję wśród pretendentów nikogo, kto dawałby mi rękojmię pewności bezpieczeństwa, że tych wszystkich nieszczęść, zagrożeń na nas nie sprowadzi.
– Rozpadła się Konfederacja. Jest teraz Neokonfederacja, ale wcześniej taka rzecz nastąpiła, na którą może mało ludzi zwróciło uwagę; z wicemarszałkiem Krzysztofem Bosakiem spotkał się Daniel Fried. Daniel Fried to jest taki ober akuszer polskiej transformacji, który Polską zajmował się już od 1987 roku bodajże, czy jeszcze tam wcześniej, który później był ambasadorem Stanów Zjednoczonych w Polsce. Czy nie jest to tak, że Stany Zjednoczone, a wiemy, że Polska jest raczej rządzona z zewnątrz, i pole manewru Warszawy jest ograniczone; nie można przewektorować sojuszy czy tam przewalutować różnych rzeczy. Chciałem się zapytać, czy nie jest twoim zdaniem tak, że może tym plenipotentem amerykańskim będzie właśnie neo-Konfederacja? Skoro PiS się wypalił, stary układ się kończy i Amerykanie gdzieś będą musieli tutaj oprzeć swoje wpływy. I to jest środowisko rozpoznane, rzutkie, aktywne, nadające się do tego typu operacji. Co o tym sądzisz?
– Myślę, że to jest bardzo, mocna hipoteza i ja miałbym dodatkowe przesłanki, które by tę hipotezę jeszcze bardziej wzmacniały. Tak jest faktem, że moi byli koledzy i młodsi współpracownicy w dziele tworzenia Konfederacji, współtwórcy jej, tak, owszem, nie odmawiali spotkań z przedstawicielami ambasady przy ulicy Pięknej, róg Alei Ujazdowskich i takie spotkania miały miejsce. O czym – co już było przejawem swobodnego podejścia do zasad lojalnej współpracy – o czym niestety byłem informowany post factum, a nie były to spotkania uzgadniane na forum Rady Liderów Konfederacji.
Powiedziałeś że Konfederacja się rozpadła. Nie, ona się nie rozpadła. To nie był proces samoistny. Ona została po prostu zdemontowana. Ona została wrogo przejęta. Dlaczego wrogo? No dlatego, że koledzy, którzy zawładnęli na różne sposoby pakietem kontrolnym w tej organizacji, przestali uznawać zasady, na które umawialiśmy się tworząc te partię 6 lat temu, wraz z dziś już nieobecnymi w tym samym wcieleniu, nieobecnymi politycznie prezesami Korwinem i Winnickim. Było założenie, że nie będziemy wchodzić sobie nawzajem na głowę. I to założenie zostało zarzucone. I było takie założenie, że ta praktyka współpracy politycznej nie będzie wyłaniała jednego prezesa, jednego „führera” Konfederacji. I to założenie zostało zanegowane. Rada Liderów Konfederacji stała się wydmuszką. Procesy decyzyjne zostały wyprowadzone poza ciała statutowe z Radą Liderów Konfederacji na czele. No i najzabawniejsze to to, że nasz młody kolega pretendujący obecnie w tych samych wyborach do stanowiska prezydenta, z całą otwartością, niebacznie to właśnie przyznał. Opublikował w ostatnich dniach taki komunikat stwierdzający fikcyjność statutowych procedur i statutowych ciał w Konfederacji. Ja się nie na to umawiałem z kolegami i uwaga, nie na to się umawiałem z wyborcami. Nie na to się umawiałem z moim najbliższym otoczeniem politycznym i z naszą publicznością patriotyczną. Nie umawiałem się na zakulisowe, kuluarowe podejmowanie decyzji niedokładnie wiadomo przez kogo i niedokładnie wiadomo gdzie. Wiadomo natomiast, że między innymi przez ludzi, którzy rozmawiają z obcymi dyplomatami.
– W przypadku Daniela Frieda to jest po prostu CIA. Tak można wprost powiedzieć.
– Myślę, że tam jest więcej trzyliterowych szyldów, które są zaangażowane i były zaangażowane w ten proces parcelacji i, jak powiedziałem, wrogiego przejęcia i wydrążenia Konfederacji.
Dlaczego można tę hipotezę uznać za mocną, no dlatego, że widzimy, kto jest nominowany przez massmedia, kto jest nominowany, kto jest preferowany. Kto jest lansowany. No kto, mówiąc krótko, ma czas antenowy w reżimowych mediach centralnych, czy to jest TVP Info, czy to jest WSI24, czy wreszcie Republika, czy nawet Toruń. Kto tam być może, przynajmniej od czasu do czasu, a kogo tam nigdy nie będzie. I myślę, że to ciekawa przesłanka. Ciekawa wskazówka, prawda?
Ja jestem wyróżniony przez system. W ostatnich dniach po raz kolejny nominował mnie pan Jarosław Kaczyński. „Nominował mnie”. Oczywiście włóżmy to w gruby cudzysłów. To znaczy powiedział po raz kolejny, że odnosząc się do mojej osoby przez kogoś zagadnięty, powiedział, że ja się nie mieszczę w żadnej rubryce u niego. Ja to traktuję jako wyróżnienie.
I te sondaże, w których właśnie czasem nawet i 0% mi nie przysługuje, to jest jest mocna rzecz.
Czy z tego wszystkiego będzie wariant rumuński? No, na razie chyba właśnie usilnie preferując konkretnych pretendentów, system stara się uniknąć u nas wariantu rumuńskiego. No ale to nie jest powód, żebyśmy my mieli tego wariantu usilnie unikać przez oddawanie walkowerem sceny politycznej.
– No właśnie, czy w Polsce – to jest pytanie bardzo ogólne, ale czy odrodziły się elity narodowe Twoim zdaniem? Czy są ludzie, którzy rzeczywiście są zainteresowani tym, żeby mieć sprawnie funkcjonujący kraj, który chroniłby dobrobytu Polaków i interesów Polaków? Czy po prostu wyrośliśmy w kompradorskich mapach mentalnych? Zawsze każdy był z kimś, Każdemu imponowała ta zagranica gdzieś tam i po prostu nie wyobrażamy sobie podmiotowości, że ta niepodległa Polska poległa już razem z naszymi elitami kainizowanymi, wypędzonymi, demoralizowanymi?
– No i podstawionymi i podstawianymi.
– Które przyjechały na czołgach przecież.
– No tak, z jednej strony ja może nie jestem tak skrajnym pesymistą, dlatego że ja na co dzień spotykam się z masami Polaków, którzy z całą pewnością wybudzili się już. Wiedzą, że tu idzie o życie, o wszystko .
I być może jest sprzyjającą okolicznością to, że system idzie już tak na skróty w ostatnich latach i że stawia nas wobec zagrożeń fizycznych, biologicznych; cała operacja pandemiczna, która dotknęła już nie tylko naszych domostw, rodzin, ale po prostu biologii naszego ciała. To był zamach na życie i majętność. Eurokołchoz przyspieszył. Jak klasycy mówili, „w miarę postępów socjalizmu walka klasowa zaostrza się”. Ona się bardzo zaostrzyła w Europie. i Bruksela idzie w zaparte, upiera się przy tych wszystkich bredniach, które w ramach pierestrojki amerykańskiej już odtrąbiono, już zalegalizowano plastikowe słomki, już wiadomo, że są mężczyźni i kobiety. No ale, są też pewne dogmaty, których i tu i tam się przestrzega. I myślę, że ta dogmatyka jest bardzo ściśle skoncentrowana wokół państwa położonego w Palestynie; ludobójstwa żydowskiego na Palestyńczykach.
Ja tutaj odebrałem w ostatnich dniach, tutaj w Strasburgu już, bo taka jest formuła, że jest osobiste doręczenie, więc taki tutaj funkcjonariusz o aparycji grabarza albo dozorcy z Hogwartu z Harry Pottera doręcza ci kopertę i z tej koperty wyjmuję taki list o karach nałożonych na mnie właśnie za to, że wnioskowałem o chwilę modlitwy za ofiary tego ludobójstwa w Gazie. Więc to jest ta linia, której tutaj nikt nie przekroczy. Dogmatyka, tęczowa brednia klimatyzmu i fałszywa geopolityka, która posyła nas wszystkich na wojnę z całym światem, ze szczególnym uwzględnieniem oczywiście Rosji z Białorusią, Chin, z Koreą Północną. No, od tych dogmatów nie ma odwrotu.
Ale czy Polacy to widzą? Widzą, że za chwilę nie będzie już wyboru, schabowy czy świerszczowy, że tylko ten świerszczowy będzie w ofercie w sklepie „U owada”. I to Polacy widzą; widzą rachunki za prąd, w których cena jest napompowana, naładowana, przeładowana tymi domiarami eurokołchozowymi. I cała ta polityka klimatyczna przekłada się na to, ile ja zapłacę za prąd i gaz. I coraz więcej Polaków to rozumie.
No i wreszcie jednak sprawy rodzinne, obyczajowe, jak to się mówi, czyli dezinformowanie i deprawowanie dzieci przez system edukacji zainfekowany przez tęczową rewolucję. To ludzi dotyka, ludzie to rozumieją. I teraz jeżeli się – jak staram się to czynić w tej kampanii prezydenckiej – zwróci uwagę na to, że tych zagrożeń nie da się odwrócić, nie da się ich zażegnać nie odzyskując niepodległości, to niektórzy i na to otwierają oczy, uszy i serca na to otwierają. Rozumieją, że Polska rządzona z Brukseli czy z Londynu, Waszyngtonu, rządzona przez lichwiarzy z banków nowojorskich i nie tylko, że ta Polska nie zapewni nam elementarnego bezpieczeństwa i nie pozwoli nam realizować naszych potrzeb, planów, talentów, dlatego, że jesteśmy przeznaczeni, że jest nam przeznaczony los mniej wartościowej tubylczej ludności, która będzie albo w tym elemencie patriotycznym zutylizowana na wojnie ukraińskiej; to będzie „Powstanie Warszawskie 2.0 na wyjeździe”. Albo to, co zostanie ma być, ma być zdezintegrowane przez inwazję z kosmosu, czyli inwazję uchodźców, nachodźców, to jest tych 49 centrów integracji cudzoziemców, które mamy we wszystkich dawnych województwach, pobudować i uruchomić. I to rzeczywiście będzie koniec. To rzeczywiście będzie koniec.
Dzisiaj te sprawy się ważą. Odpowiedzi na pytanie, które zadałeś, nie mogę udzielić kategorycznej, bo po prostu ciągle jeszcze mam nadzieję, że najbliższe miesiące będą czasem mobilizacji polskich patriotów, którzy po tę niepodległość sięgną.
– Często mówi się o ukrainizacji Polski. Mówiliśmy o metodach rządzenia w państwach kolonialnych. Można tak sparafrazować, że na przykład Belgowie w Rwandzie zawsze podżegali Tutsi i Hutu. To jest normalna metoda rządzenia, dzielenie etniczne i potem wygrywanie swojej sprawy. Więc czy nie uważasz, że w przypadku Polski, kiedy zaimportowano mniejszość etniczną, której w Polsce nie było od czasów wojny, II wojny światowej, to będzie również mechanizm rządzenia z zewnątrz?
Grzegorz Braun: – To już jest.
– Moje pytanie jest zatem takie; co zrobić z Ukraińcami? Jaki jest twój stosunek do tej mniejszości ukraińskiej? I deportować ją. A może asymilować? Przecież są różni ludzie, dlatego, że Ukraina nie była jednorodna etnicznie. Są to często Rosjanie, często są nawet Polacy, Żydzi. Przecież to nie jest kraj zdominowany przez banderowców. Do banderowców się odwołano ze względów utylitarnych, ze względu na to, żeby ich wysłać na front.
– Do banderyzmu odwołały się służby trzyliterowe, anglosaskie, to one wypuściły tego wirusa, tego wąglika banderyzmu z laboratoriów. Ten wirus sobie tam trwał od czasów drugiej wojny światowej i został z pełnym wyrachowaniem cynizmem wykorzystany jako narzędzie szybkiej, sztucznie przyspieszonej integracji, mobilizacji na potrzeby wojenne.
Dla nas to jest po prostu śmiertelne zagrożenie i ja nie jestem skłonny do niuansowania tej sprawy. Ja na moich spotkaniach wyborczych mówię wojska, jeśli to z woli rodaków będzie ode mnie zależało, na Ukrainę, nie poślę. Wojsko ma przygotowywać plany operacji Wisła 2.0. Ni mniej, ni więcej. Operacji Wisła, ponieważ nie z każdym można dojść do ładu dobrym słowem.
Co do tego napuszczania Tutsi i Hutu, to proponuję jeszcze włączyć w to pole analizy Białoruś. To jest o krok od tragedii, dlatego że Polska jest napuszczana na Białoruś. Polska bierze udział w międzynarodowej nagonce na Białoruś.
Oczywiście, że z drugiej strony, nastąpiły działania nie tylko godne potępienia, ale także po prostu tragiczne. To jest nie tylko to nasyłanie uchodźców, nachodźców przez płot w tej chwili graniczny, ale to jest także zaoranie polskich cmentarzy wojennych na Białorusi. No tak, ale to jeszcze cały czas, chwała Bogu, nie są powody, żebyśmy stali się stronami wojującymi ze sobą. A do tego jest niedaleko.
Zwrócę uwagę, że ledwie trzy tygodnie, temu, miesiąc nie minął, z Białorusi przyszła propozycja otwarcia pasów przygranicznych szerokich na 80 kilometrów dla wzajemnych kontroli wojskowych. I słysząc o tym jeszcze w lutym, powziąłem przypuszczenie, że być może jest to ruch uprzedzający jakieś skonkretyzowane zagrożenie. I oto w tych dniach właśnie sprawa się wyjaśnia. Jeszcze nie w pełni, ale w znacznym stopniu. Czytamy bowiem, że po stronie białoruskiej jest prowadzona koncentracja rosyjska na wysokości tego w tej chwili już legendarnego przesmyku suwalskiego.
To jest igranie z ogniem z obu stron. Byłoby rzeczą w największym stopniu tragiczną, gdyby Polacy mieli bić się z Białorusinami, podczas kiedy Ukraińcy zaczną u nas wygrywać następne wybory co najmniej samorządowe, jako zorganizowana mniejszość, grupa interesu, promowana już dzisiaj silnie i przez polityków na poziomie parlamentarnym.
To jest po prostu ta miażdżąca większość, która przyjmowała ustawy z cyklu, Ukrainiec plus, 800 plus dla Ukraińców, dopłaty do emerytur ukraińskich. Ukraińcy w polskim systemie edukacyjnym, w polskim systemie lecznictwa. Ktoś za tym wszystkim głosował? Ja nie. Ale większość sejmowa głosowała teraz na użytek wyborów prezydenckich. Z jednej strony pretendenci no, jakoś nadrabiają wcześniejsze swoje zaległości. Odkrywają na przykład niektórzy, że jest banderyzm na Ukrainie. Wcześniej tego nie widzieli. Odkrywają, że w ogóle są jakieś problemy. Wcześniej szydzili z nas, którzyśmy te problemy wskazywali.
Sytuacja jest skrajnie niebezpieczna. Po prostu jest skrajnie niebezpieczna, dlatego że zagrożenie wojenne jest realne. A jeżeli jeszcze nałożymy to na tę szerszą mapę wielkiej gry imperiów, Stany Zjednoczone kontra Chiny, oczywiście. A my tutaj per prokura w Europie Środkowej, teraz Stany Zjednoczone w rozgrywce z Chinami i groźba cały czas aktualna rozpętania wojny perskiej, czyli uderzenia amerykańsko-izraelskiego na Iran, jako niezastępowalne łatwo źródło paliw dla Chin właśnie. Bez ropy z Iranu nie domyka się Chińczykom ich bilans energetyczny.
To są wielkie zagrożenia i w obliczu tych zagrożeń Polska, która jest rządzona przez ludzi, między którymi kontrowersja jest właściwie tylko co do tego, której klamki się uwiesić, której ambasady w pierwszej kolejności słuchać i wobec kogo być lojalnym. I to bardzo chciałbym zmienić, i mamy 9 tygodni na to, żeby do tej zmiany doprowadzić.
– Grzegorz, mówiłeś w swoich projektach o pięknych rzeczach, takich jak rozwój ekonomiczny Polski, most energetyczny z Białorusią, elektrownia atomowa. Królewiec jako Hongkong…
-Hongkong Bałtycki.
– Czy tego rodzaju propozycje. Nie nabrałyby większej możliwości realizacji, właśnie biorąc pod uwagę ten reset w stosunkach amerykańsko-rosyjskich. Może ten reset będzie dotyczył również stosunków z Białorusią? Mieliśmy tam wywiad Łukaszenki dla jednego z podcasterów amerykańskich powiązanego z Elonem Muskiem. Czy nie sądzisz, że jednak ruszyły płyty tektoniczne tej całej globalnej układanki? Wiele ludzi żyje jeszcze w świecie, który był 5 lat temu. 10 lat temu. To się wszystko zmienia. Czy może właśnie tego rodzaju nadzieje nie są wcale płonne, bo będzie reset z Rosją?
– No tak, tylko że w tej chwili my gramy o to, czy będziemy uczestnikami tej aranżacji pokojowej aranżacji, czy też będziemy osłaniać jakiś kolejny odwrót wirtualnej armii Napoleona spod Moskwy. Bo to jest niestety równie prawdopodobne. Francja i Anglia, jak w 39, zaangażowane są dzisiaj w eskalację wojny ukraińskiej. Jest jasne, że sami tam przecież nikogo nie wyślą, bo mają Anglicy 15 czołgów na krzyż, a Francuzi owszem, mają Legię Cudzoziemską, ale to nie jest na pełnoskalową wojnę z imperium atomowym. No i w związku z tym jest dla mnie oczywiste, że jedynym realnym kandydatem na kozła ofiarnego jesteśmy my, Polacy, Wojsko Polskie i dlatego uznaję za stosowne, aż do znudzenia przeciwstawiać się temu. I wiesz, kiedy mówię o tych projektach, o tym moście energetycznym z białoruskiej elektrowni jądrowej, którą oni mają, a my nie; kiedy mówię o tym, że dobrze by było, żeby Królewiec przestał być znakiem zapytania, tak jak właśnie jest w tej chwili, bo ta koncentracja możliwa rosyjska na Białorusi, gdyby była puszczona w ruch, no to w synergii z tymi, z tymi siłami, które są w Okręgu Królewieckim, dawniej kaliningradzkim. Więc czy nie byłoby dobrze, żeby ze znaku zapytania, Królewiec stał się jakąś ostoją, jakimś mocnym punktem? A to może się stać wyłącznie, jeśli zaczniemy mówić o dobrych interesach w rejonie Morza Bałtyckiego i nie tylko. A to się nie stanie, jeżeli będziemy zderzakiem, potykaczem w wielkiej grze imperiów wschód – zachód. Kiedy o tym mówię, na spotkaniach, nasi rodacy oklaskują te koncepty i wyrażają zrozumienie i radość z tego, że w ogóle jest do pomyślenia jakieś inne życie, że Polska może zacząć realizować politykę nie podporządkowaną masońskim frazesom w rodzaju za wolność waszą i naszą”. Że można „by znormalizować po to, żeby żyć, przeżyć, ale żeby żyć, przeżyć, trzeba dać żyć innym. Trzeba przestać brać udział w tych organizowanych przez tę tak zwaną wspólnotę międzynarodową, wspólnotę demokratycznych państw, tej permanentnej nagonce na wszystkich i na każdego.
To, co zrobiono z Syrią po błyskawicznym rozprawieniu się z Asadem. no to jest to jest przecież horror. To jest przecież właśnie teren, na którym trwa ludobójstwo, trwa horror. Nawet trudno powiedzieć horror wojny. No bo to są czystki etniczne i religijne realizowane przez ludzi, którzy mają kontrolę na tym terytorium. Tę legitymację do władzy wręczono im stąd, ze Strasburga i z Brukseli. Prawda? I świat na to patrzy, i Polska wzięła w tym udział.
Tutaj jeszcze, Andrzeju, zwróćmy uwagę na to, że to są jednak rzeczy tragiczne w naszej historii, że my przez te złe, głupie, dla nas szkodliwe, no po prostu bijące nas po kieszeni układy, my weszliśmy też w rolę żyrantów, zbrodni; żyrantów zbrodni. Polacy nie wchodzili w tę rolę w naszej historii tak łatwo, a w każdym razie przynajmniej wchodzili, jak się zdawało, za jakąś cenę, prawda? Nasi kondotierzy przy boku Napoleona brali udział w bardzo pięknych eskapadach, Ale jednak.
– No i się buntowali…
– No właśnie. No właśnie. A dzisiaj. A dzisiaj to jest po prostu. To tutaj mam nadzieję, że nie zostanie to uznane za jakieś takie skrajnie niepolityczne, marzycielskie. My walczymy tutaj też o duszę narodu po to, żeby ta dusza nie została wrogo przejęta.
– Kończąc, zapytam Cię właśnie o to, kto dla Ciebie Co definiuje polskość? Dla ciebie. Co to jest polskość? Kto jest Polakiem? I drugie pytanie kogo byś wpuszczał? Mówisz o uchodźcach, mówisz o akcji Wisła II, ale kogo byś do Polski wpuszczał? Polska ma tragiczną sytuację demograficzną, więc tutaj już niedługo będzie taki napór na to, że trzeba przyjmować, bo nie ma pracowników w fabrykach, nie ma komu robić.
– Dzisiaj to już dzisiaj jest takim standardowym argumentem, który ma obezwładniać. Proste kryterium. Nie powinniśmy importować ludów, mas czy jednostek nie uznających naszych standardów prawno-ustrojowych. A co jest w naszym standardzie tak istotne? Równość wobec prawa. Równość wobec prawa jest istotnym standardem. A skąd ten standard? Z Ewangelii! Tak się składa, z przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Więc komu się Ewangelia nie podoba, i kto chciałby ściągać krzyż ze ściany, albo przybywszy do nas z obcych krajów, nigdy by tego krzyża nie zawiesił. No nie jest to materiał na Polaka, nie jest to materiał na w ogóle cywilizowanego człowieka.
Ja chciałbym to zaakcentować, że mówię tu nie o kwestiach pobożnościowych. Ja tu nie mówię o dewocji i nie mówię o aktach strzelistych wiary, co oczywiście każdemu się poleca i każdemu się przyda, ale ja mówię o standardzie prawno ustrojowym. Proszę zobaczyć, co się dzieje w krajach zachodniej Europy, co się dzieje w Ludowej Republice Oblicze Kanady. Tam gdzie pojawiają się przybysze, którzy inną mają busolę, inne inne znaki, pod którymi, które które im się pozwalają identyfikować i na które się orientują w życiu mamy, mamy fundamentalne. Ja wiem, że to głupio zabrzmi, bo pachnie to jakąś retoryką, taką postępową, też rewolucyjną, ale pachnie to nierównością, nierównością, prawda? My wiemy, że ludzie są różni, ale wobec prawa równi.
Otóż ani pod świecznikiem chanukowym, ani pod znakiem dżihadu nie ma równości wobec prawa. Są nasi i nie nasi. Jest nasze plemię; są wyznawcy naszej wiary przez nas interpretowanej w różnych sektach, ale reszta? Reszta?
Ci ludzie nie przyznają w ogóle prawa do egzystencji właśnie w Syrii. To widzimy w Syrii. Widzimy jak się krzyżuje i rozstrzeliwuje chrześcijan, prawda? Więc rozstańmy się z urojeniem wielokulturowości. Rozstańmy się z urojeniem państwa bezwyznaniowego, bo jak wygrywają w starych miastach angielskich islamiści demokratyczne, a jakże, wybory? No to na pierwsze posiedzenie nowej Rady Miejskiej przychodzi imam, rozwijane są dywaniki i kończy się lewacka brednia o państwie bezwyznaniowym.
Nie ma próżni w przyrodzie, więc jeśli nie chcemy, znalazłszy się w takiej sztucznie wytworzonej przez poprawność polityczną próżni, jeśli nie chcemy się znaleźć nagle w konfrontacji, czyli w podległości wobec ludzi, którzy niczego nie uszanują; naszej wrażliwości, naszej tradycji i ostatecznie także naszej majętności, no to brońmy tego krzyża, brońmy tego krzyża w urzędzie i w szkole i daj Boże, żeby w sądzie ten krzyż wrócił.
Myślę notabene, że rozpad władzy sądowniczej będzie naprawdę być może błogosławioną winą, będzie okazją do tego, żeby w przyspieszonym tempie wrócić tutaj do rozumu. Bo to, co jest teraz, to jest małpi rozum; to są neosędziowie, paleosędziowie eurokomuna i postPRL w jakichś zmaganiach, a kolejki do sądów rosną. Więc z całego tego nieszczęścia możemy wyjść pod warunkiem, że przejawimy taką wolę. Nikt nam naszej niepodległości i wolności nie zagwarantuje z zagranicy. Tylko naród polski, tyle, ile jeszcze z niego zostało, może być gwarantem tych praw i wolności, które należą do naszego łacińskiego standardu prawno ustrojowego.
– Czy byś otworzył szeroko granice dla tych wszystkich potomków Polaków wywiezionych na Wschód i tych, których Rzeczpospolita zostawiła poprzez przesunięcie granic. Trzeciego pokolenia nawet?
– Tutaj trzeba zastrzec, że niechaj wracają ci, co chcą. „Wracają”, to niewłaściwe słowo. Oni przecież nigdzie nie wyjeżdżali. Ich rodzice i dziadkowie nie wyjeżdżali za granicę. To granica wyjechała za nich. Więc niechaj przybywają ci, którzy przybywać zechcą. Ale w żadnym wypadku nie wychodźmy naprzeciw szowinistycznej, antypolskiej polityce, na przykład Republiki Litewskiej, prawda? W żadnym wypadku nie ułatwiajmy roboty banderowcom. Nie róbmy za nich, nie przeprowadzajmy ostatecznego rozwiązania polskości na dawnych Kresach.
Oczywiście w Kazachstanie czekają rodziny, które się zgłosiły, które chcą repatriować się do Ojczyzny. No i tutaj właśnie. Wyraźnie widać, że Warszawa to nie jest rząd polski, to nie jest polski prezydent. Oni się zajmują cudzymi sprawami, ich przejmują interesy innych narodów, Skoro nie są w stanie sprowadzić tych paru, parunastu czy nawet w perspektywie dłuższych lat, niechby i kilkudziesięciu tysięcy ludzi nie są w stanie sprowadzić, podczas kiedy nie widzieli problemu w otwieraniu Polski na przestrzał, na oścież dla milionów, dosłownie milionów przybyszów. To był ten groteskowy moment, kiedy Włodzimierz Putin uleczył świat, a w każdym razie Polskę z pandemii. Okazało się, że bez żadnych paszportów covidowych, po eskalacji wojennej na Ukrainie u nas mogą miliony przekraczać granice i nie ma to żadnego znaczenia.
Szanowni Państwo. Na emigracji na obczyźnie, wśród Polonii jest ciągle jeszcze tak jak znam Polonię z autopsji, właśnie z bytności w Toronto i innych bardzo ważnych ośrodkach nawet można by powiedzieć w tych jednych z największych polskich miast na świecie. Moje, moje pobyty dają mi tę pewność, że jest wśród was często więcej trzeźwości, więcej przenikliwości i więcej – uwaga – wiedzy bieżącej o sprawach polskich i sprawach światowych.
Paradoksalnie czasem to oddalenie sprawia, że nie będąc uwikłanymi w bieżączkę i nie tracąc czasu na jakieś zmagania z tym codziennym kłamstwem sączonym przez polskojęzyczne ośrodki dezinformacji, że macie bardziej zdecydowany, jasny pogląd, szerszy na polskie sprawy.
No i wzywam was za pośrednictwem szanownej redakcji wzywam was, żebyście weszli do tej akcji, żebyście weszli do tej akcji wyborczej. No przecież to jest fantastyczna zupełnie rzecz, że możemy także zza biurka, od klawiatury z drugiej strony globusa, że możemy prowadzić aktywnie działania polityczne, wejść w tę walkę wyborczą w kraju, w waszym starym kraju.
Nie oddawajcie tej wojny o Polskę walkowerem. I bardzo proszę o pozytywny trolling blogo, infosfery. Bardzo proszę, wykorzystajcie każdy z tych dni, które są jeszcze przed nami. Przekazujcie informacje rodzinom, bliskim, znajomym, przyjaciołom, nieprzyjaciołom.
W Polsce jest 18 maja, być może ostatnia taka okazja, żeby opowiedzieć się za odzyskaniem niepodległości. Po to, żeby zachować wolność, bezpieczeństwo, żeby Polska była, żeby wasze dzieci, wnuki, jeśli się ich już dochowaliście, żeby miały jeszcze nawet jeśli nie wracać, to żeby jeszcze miały tę Polskę, żeby ją w ogóle kiedykolwiek, może nawet tylko od święta odwiedzić. Ale żeby to dalej Polska była, to 18 maja się rozstrzygnie.
– Jako postscriptum zapytam o to właśnie co nas bezpośrednio dotyczy; ordynacja wyborcza. Czy byłbyś za zmianą tej ordynacji, która o ile przy wyborach prezydenckich może jeszcze ma sens; wybory są bezpośrednie, oczywiście musimy mieć ważne paszporty, co ogranicza bardzo liczbę ludzi, którzy głosują, ale ordynacja w wyborach powszechnych do Sejmu nie ma sensu, my głosujemy w jednym okręgu warszawskim. To jest zaszłość pokomunistyczna. W innych krajach, które mają diaspory, są przedstawiciele poszczególnych kontynentów, ośrodków…. Po to, żeby ten głos, który i tak nie waży, politycznie, był słyszalny, żeby sprawy takie jak mówiliśmy tutaj o konieczności odnawiania obywatelstwa polskiego, żeby takie rzeczy wybrzmiewały?
– Szereg razy się o to upominałem publicznie, bardzo żywo reagowałem na projekt na przykład pana redaktora Stanisława Michalkiewicza, który wręcz mówił o takim trwałym umocowaniu Polonii i Polaków z Kresów w polskim życiu politycznym poprzez przyznanie im stałej reprezentacji w przynajmniej jednej z izb parlamentu.
Ja to popieram i jako kandydat na prezydenta to powtarzam, że gdyby to ode mnie zależało, to skierowałbym taki projekt do prac analitycznych. Zobaczcie państwo, jaki to jest absurd, że Ukrainiec, który dostał od Andrzeja Dudy polskie obywatelstwo w rodzaju pani Panczenko, będzie odgrywał rolę w polskiej polityce większą niż wy, którzyście właśnie może przegapili datę ważności waszego paszportu i nie zdążyliście go odnowić. No to jest, to jest choroba, polska choroba post PRLowska.
Zważywszy też wskaźniki demograficzne, to że liczba Polaków w kraju się zmniejsza, a nie zwiększa, to ja może nawet tak to ujmę, że ja nie wyobrażam sobie odzyskania niepodległości, czyli przechylenia szali na polskiej scenie politycznej bez waszego udziału, bez udziału Polaków, którzy w różnym czasie, z różnych względów znaleźli się poza aktualnymi granicami Rzeczpospolitej. Dziś byłoby naprawdę tragicznym nieporozumieniem, gdybyśmy mieli zrezygnować z tego potencjału patriotycznego, który po Waszej stronie jest. Przybywajcie więc.
Bardzo proszę o wspieranie mojego komitetu wyborczego. Oczywiście wszystko zgodnie z kodeksem wyborczym. Bo podpisy już zebraliśmy, ale jeżeli ktoś jeszcze chciałby je nadesłać, to będziemy dumni, mogąc legitymować się wyższą liczbą podpisów poparcia dla mojej kandydatury. Dzisiaj bardzo ważne jest oczywiście to, czy państwo nam dolejecie do baku. Wpływy na konto mogą być oczywiście wyłącznie…
– Tu chciałem zwrócić uwagę, że jest w Polsce przepis, iż obywatel Polski mieszkający na stałe za granicą nie może finansować partii politycznych w Polsce.
Może to robić Soros przez organizacje NGO, ale Polak mieszkający w Nowym Jorku czy Chicago nie może dać 50 dolarów na Polską politykę.
– Dlatego potrzebujemy ustawy o obcych agentach. Takie ustawy mają Amerykanie i mają Rosjanie i my widzimy, czym skutkuje kołysanie opinią publiczną przez obce agentury udające organizacje pozarządowe, które no, przede wszystkim właśnie dezinformują i deprawują dzieci, które się później przylepiają do asfaltu, bo planeta płonie i szerzą rozmaite, z całą pewnością nie służące, groźne dla Polski, doktryny. No więc potrzebujemy takiej ustawy o obcych agentach. Mają ją państwa poważne. Miejmy i my. A z drugiej strony, my tego prawa do 18 maja nie zmienimy, więc dobrze się z nim zapoznajcie. To są w gruncie rzeczy dość proste przepisy. Jeżeli sami nie macie, nie macie adresu stałego w Polsce i nie macie konta w polskim banku, no to może ma takie konto i taki adres osoba, którą darzycie dostatecznym zaufaniem, żeby móc jej rekomendować wspieranie tego, a nie innego komitetu wyborczego. Bardzo na to namawiam.
– Dziękuję bardzo. Jeszcze Polska nie zginęła. I trzymamy kciuki.
– Z Panem Bogiem.